DOROTA
Dorota wchodzi do swej ukochanej willi na kampusie medycznym Szpitala Gwardii Narodowej w Rijadzie. Jest jak zombie, jak lunatyk lub duch. Zupełnie nie czuje, że się przemieszcza, nie dociera do niej ni upał zalewający stolicę Królestwa Arabii Saudyjskiej, ni chłód pomieszczeń, gdzie klimatyzacja pracuje dzień i noc na pełnych obrotach.
Dom jest spokojny i praktycznie pusty. Z wyjątkiem służby i dwóch starych mieszkańców, to znaczy niej i jej wiecznie zajętego męża Aszrafa, nie ma tu innych lokatorów. Teraz Polka z rozrzewnieniem wspomina czasy, na które tak narzekała. Czasy, gdy jeszcze mieszkali tu Adil i Nadia, dzieci pierworodnej Marysi i jej eksmęża Hamida Binladena. W domu była też wtedy ochroniarka tychże nastolatków, góralka Isra, oraz wnuczuś Ahmed, syn Darii, niepokornej córki, która od zawsze pakuje się w najgorsze tarapaty, i jej pierwszego męża, terrorysty, zmarłego na covid Jasema Alzaniego. Zakwaterowała się tu też na krótko inna żona dżihadysty, Czadyjka Eve wraz ze swoją czarującą córunią Julką. Na koniec przyszywana babka opiekowała się też niemowlakiem Jusufem, dzieckiem swego ulubionego zięcia Hamida i jego zmarłej na koronawirusa żony Salmy. Często odwiedzały ją Daria i Marysia, które mieszkały na tym samym osiedlu, a teraz każda z nich poszła własną drogą. Dlatego aktualnie nieoczekiwana samotnica w dwójnasób odczuwa pustkę bijącą z każdego kąta. Cisza wręcz dzwoni jej w uszach.
- Zrobić ma'am herbatę? - Jak spod ziemi wyrasta przed seniorką jej wierna gosposia. - Przynieść coś zimnego? Saudyjskiego szampana8? - proponuje dalej, nie doczekując się odzewu.
- Tak... Tak... - Dorota jakby wybudzała się ze snu. - Herbatę proszę.
- Zieloną, czarną, karkade9? - indaguje służąca, chcąc dogodzić swojej pani, i jednocześnie lustruje ją z niepokojem.
- Karkade poproszę. Ma działanie prozdrowotne.
Polka ściąga abaję10 i rozpoczyna wędrówkę po pokojach. Patrzy tępym wzrokiem na zaniedbany ogród zimowy męża, doktora Aszrafa al-Ridy. Niegdyś jego chluba i duma, w tych pandemicznych czasach jest całkiem zachwaszczony i w znacznej części uschnięty, do czego przyczyniły się brak czasu i bawiące się w nim dzieci. Dorota przechodzi przez pusty salon i mija gabinet męża, lecz nawet nie dotyka klamki. Kieruje swe kroki na piętro. Znajdują się tam trzy sypialnie - dwie służą za pokoje gościnne, a jedna należy do pani i pana domu.
Wchodzi do środka. Żaluzje są do połowy opuszczone, bo przez bijący od szyb żar inaczej można by się tu upiec. Grube haftowane zasłony wiszą zgrabnie upięte po bokach, gdyż dość światła zabierają już firany richelieu. Ażurowe lampki nocne palą się notorycznie, rzucając przyjemną ciepłą poświatę na wytapetowane ściany. Dorota pada na wielkie, kolonialne małżeńskie łoże z baldachimem i wbija wzrok w story w kolorze écru. Jakże to wyposażenie jej się niegdyś podobało, jak starannie dobierała meble, dekoracje i najdrobniejsze szczegóły do ich szczęśliwego małżeńskiego gniazdka. Od jakiegoś czasu jednak jej związek z Aszrafem chwieje się w posadach, a szczęście całkiem z niego uleciało. Wszystko przez tę cholerną pandemię, konkluduje Dorota. Wszystko przez tę Wardę.
Po raz pierwszy od wyjścia z gabinetu dochodzi do niej wydźwięk wydanej przez lekarkę diagnozy.
- Muszę ci powiedzieć, że to na dziewięćdziesiąt dziewięć procent rak zapalny sutka - ogłosiła Saudyjka spokojnym, ciepłym głosem. - Wszystkie symptomy o tym świadczą. Są tak charakterystyczne dla tego nowotworu, że nie może być pomyłki. - Medyczka patrzyła na pacjentkę z niekłamanym współczuciem. - Na podstawie szczegółowych badań określimy klasyfikację TNM, ale ten bezguzowy typ powszechnie uznaje się za czwarty stopień zaawansowania. W takiej sytuacji rokowania na ogół nie są pomyślne, ale... - Po usłyszeniu tych hiobowych wieści Dorota się wyłączyła. Nie chciała nic więcej wiedzieć. - W Arabii Saudyjskiej lecznictwo mamy na najwyższym poziomie - doszło do niej jak przez mgłę. - Niekiedy po chemioterapii pacjentom nawet nie wypadają włosy - pocieszała Warda, tak jakby włosy były w tym wszystkim najważniejsze.
Kiedy to wszystko się stało? Kiedy ta paskudna, śmiertelna choroba się w niej rozpanoszyła? Zrobiła to całkiem niezauważalnie i niepostrzeżenie. Dorota nie miała czasu zadbać o siebie, zainteresować się własnym zdrowiem i ciałem. Bo kto by wlepiał gały w stare i obwisłe cycki, kiedy dookoła dzieci biegały, broiły, krzyczały i płakały, a Marysia ciągle była na pograniczu załamania nerwowego. Z Darią też nie było wiadomo, jak potoczą się jej dalsze losy. W najgorszym scenariuszu podejrzana o współudział w zabiciu księcia Anwara al-Sauda, jej męża i ojca jej nienarodzonego syna, mogła nawet otrzymać najwyższy wymiar kary. Jak tu było rozczulać się nad sobą i obserwować skórę czy sutki? Musiałaby być jakaś głupia. Jednak pewien człowiek mógł się nią zainteresować, a wręcz powinien był - jej do tej pory nie tylko dobry, czuły, romantyczny, ale też namiętny mąż. Mąż, który ją zdradził! Tego jest teraz całkiem pewna, bo reakcja Wardy nie pozostawia wątpliwości.
Dorota słyszy jakiś ruch na dole. Nie chce jej się wstać. Ciąży jej głowa, a ciało, jakby obce, jest niczym wór wypełniony kamieniami. Dochodzą do niej ciche kroki na schodach, potem delikatne pukanie, aż w końcu drzwi sypialni się uchylają. Kobieta z trudem otwiera zapuchnięte od płaczu swe nadal piękne błękitne oczy.
- Kochanie... - Twarz Aszrafa wykrzywia się w niepewnym uśmiechu, gdy mężczyzna podchodzi bliżej łóżka. - Co tam słychać? Śpisz za dnia? Emmi mówiła, że chciałaś herbatkę, a potem zniknęłaś. Bała się ciebie budzić.
- Co ty bzdurzysz?! - Dorota odtrąca jego szczupłą, wymuskaną dłoń, którą do niej wyciąga. - Powtarzasz kłamstwa jakiejś leniwej azjatyckiej kurwy!
Spolegliwy mężczyzna nie obraża się na jej podniesiony głos, przeklinanie ani fochy.
- Ponoć wróciłaś z miasta cztery godziny temu. Nie wychodzisz stąd, więc musiałaś się zdrzemnąć. To dobrze.
Czyżby Warda do niego zadzwoniła? Czyżby mu powiedziała? - dywaguje. Co za ścierwo!
- Chcesz o czymś ze mną porozmawiać? - pyta Aszraf, lustrując żonę z niepokojem. - Tęsknisz za dziećmi? Za nimi wszystkimi? Ja to rozumiem...
Więc jednak nie, stwierdza chora. Zostało w tej babie deko przyzwoitości i medycznych zasad. Pod wpływem dzisiejszych wieści Dorota ma szalone wahania nastroju. Pewnie to wszystko mnie nie dotyczy. Może jedynie mi się przyśniło? Przecież ja jestem silna i zdrowa. Zdrowa jak koń!
- Czekaj na mnie na dole - decyduje. - Zaraz zejdę na obiad, tylko wezmę szybki prysznic.
- Nie spiesz się. Otworzę jakieś dobre winko. Masz ochotę?
Czyż ten mężczyzna nie jest uroczy? - przemyka Polce przez myśl i po raz kolejny postanawia darować mu jego zdradę. Co będzie, to będzie, ale teraz na pewno nie należy zalewać się żółcią.
Zrywa się z posłania jak młódka i pełna nowej nadziei biegnie do wielkiego luksusowego pokoju kąpielowego z wanną, prysznicem z deszczownicą, ubikacją i bidetem za ażurowym parawanem oraz dwiema umywalkami. Podłogi i ściany pokrywa granatowy indyjski marmur, który kiedyś przykryła perskimi dywanikami, chcąc, by to miejsce także było przytulne. Szybko targa z siebie przepoconą bluzkę, ściąga stanik i bacznie obserwuje swój biust. Skóra na prawej piersi jest miejscami ewidentnie zgrubiała, ciemnopomarańczowa, z małymi dołkami. Wygląda jak skórka pomarańczy, zaś wokół sutka nosi ślady zaognienia. Pierś jest obrzęknięta, tkliwa i jakby cięższa. Nie wiadomo, kiedy powiększył się sutek, a brodawka została jakby wciągnięta do środka. Najgorsze jednak jest czerwone znamię wielkości pięciozłotówki. Swędzi jak alergiczna zmiana, ale według medyczki ponoć nie świadczy o alergii. Dorota odczuwa gorąc w piersi, zarumieniona skóra ją piecze. Uciska opuszkami palców węzły chłonne pod pachami - są jak napompowane.
- Jednak to nie sen... - szepcze drżącym głosem. - To moja najnowsza rzeczywistość.
- Jak minął ci dzień? - pyta Aszraf po sutej kolacji, przepijanej znakomitym francuskim winem, którą spożywają jak za dawnych dobrych czasów tylko we dwoje. - Co robiłaś? Wychodziłaś z domu, prawda?
Czy on mnie podpuszcza, czy naprawdę o niczym nie wie? - zastanawia się Dorota. Od jakiegoś czasu stała się wobec męża podejrzliwa, ale jakżeby mogło być inaczej, skoro odkryła jego zdradę. I tak czuje się podle, że od niego nie odeszła, ale przełknęła tę żabę i udaje, że nic się nie stało.
- Byłam w szpitalu Hammadi.
- O, nic nie mówiłaś! - szczerze dziwi się mąż. - Planowałaś tę wizytę? Źle się czujesz? - Wychodzi z niego natura medyka. - Co ci dolega, kochanie?
- Teraz, kiedy mam wolne, a wręcz aż za dużo wolnego czasu, wybrałam się na przegląd techniczny - żartuje, choć wcale jej nie do śmiechu. - Wykonałam rutynowe badania krwi, cytologię, USG...
- To cudownie, że jesteś taka rozsądna! - szczerze cieszy się chłopina, a ona jest już w stu procentach przekonana, że doktor Warda nie puściła pary z ust. - Wyniki na pewno będą niedługo. Ale czujesz się dobrze, prawda?
- Wykonano USG piersi, a ginekolożka dokładnie je obejrzała.
- No i? Ja się na tym nie znam. Mam inną specjalizację.
- Nie znasz się na cyckach? - atakuje podniesionym głosem. - Czy raczej moich nie miałeś ochoty oglądać od bardzo długiego czasu? Miałeś młodsze balony na podorędziu!
- Dora, proszę cię...
Aszraf zdaje sobie sprawę, że to Dorota pchnęła Marysię do śledzenia go i wyciągnięcia z łapsk saudyjskiej modliszki. Gdyby nie żona i jej podejrzenia, pasierbica nie pojawiłaby się w jego nowym niezamieszkanym domu i nie przyłapała go in flagranti11 z gorącą Wardą. Jest jej za to ogromnie wdzięczny, bo kocha swoją żonę jak żadną inną kobietę na świecie, a gorącej arabskiej hurysie12 zwyczajnie, jak to głupi chłop, nie mógł się oprzeć. Łudził się, że sprawa jest zamknięta i jego grzech przyschnie, a tu znów pojawiają się zarzuty i oskarżenia. Nie wie jeszcze o najgorszym...
- Trafiłam w Hammadim na świetną lekarkę. Pani onkolog. Dusza człowiek, miła, urocza i pełna empatii - wypala w końcu zjadliwa połowica.
- Kto to taki? - Facet już ma duszę na ramieniu.
- Doktor Warda Albasri.
Zapada niezręczna cisza, a na policzkach podstarzałego mężczyzny wykwitają bordowe rumieńce. Żyła na skroni gwałtownie zaczyna mu pulsować, mięsień w policzku kurczy się raz za razem. Do tego szumi mu w głowie.
- Czemu byłaś u onkologa? Masz jakieś podejrzenia? - Zrywa się od stołu, podchodzi do barku i nalewa sobie prawie pełną szklanicę whisky. - Mów w końcu do rzeczy!
- Śmiesz na mnie drzeć ryja? Ty?! Jakbyś obmacywał mnie, a nie ją, to zauważyłbyś raka zapalnego sutka, bo nie sposób go nie zauważyć!
Chora raptownie zrzuca z siebie koszulkę, rozpina stanik i świeci gołym biustem.
Mąż przybliża się do niej, trzęsącą ręką poprawia okulary na nosie i wlepia wzrok w rozognioną pierś.
- Znajdę ci najlepszego lekarza - mówi słabym głosem, ściągając z rozpaczy usta. - Mamy w Saudii od groma najwyższej rangi specjalistów.
- Ja już mam lekarkę. I jestem z niej bardzo zadowolona. Na dokładkę to prawie rodzina.
- Dora, miej litość - prosi Aszraf, składając ręce jak do modlitwy. - Jeśli nie nade mną, to nad sobą.
- Ty od dawna nie masz nade mną litości, a miłość już wieki temu wyparowała z twojego twardego wahabickiego13 serca. Warda będzie moją lekarką prowadzącą.
- Ale...
- Taką podjęłam decyzję! A ty, z łaski swojej, nie przeszkadzaj mi z godnością przejść przez to gówno lub umrzeć.
CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ, PŁATNEJ WERSJI
8 Saudyjski szampan - sok jabłkowy z gazowaną wodą, sokiem z limonki, pokrojonymi w cząstki pomarańczami i jabłkami oraz liśćmi świeżej mięty.
9 Karkade - herbata z malwy sudańskiej, czyli hibiskusa, parzona ze szkarłatnych lub ciemnopurpurowych wysuszonych kielichów kwiatu. Jest spożywana na ciepło i na zimno, ma cierpki, żurawinowy smak. Popularna w Afryce Północnej, ale także w większości krajów arabskich.
10 Abaja (arab.) - wierzchnie tradycyjne okrycie w krajach muzułmańskich; szeroki, luźny płaszcz noszony przez kobiety i mężczyzn; w Arabii Saudyjskiej do tej pory dozwolony był tylko w czarnym kolorze.
11 In flagranti (łac.) - na gorącym uczynku; podczas aktu seksualnego.
12 Hurysa (arab.) - wiecznie młoda i piękna dziewica w koranicznym raju, kobieta idealna, duchowo i cieleśnie nieskazitelna.
13 Wahabita (arab.) - wyznawca wahabizmu, ultrakonserwatywnego islamskiego ruchu religijnego i politycznego. Podstawą wiary są Koran i hadisy interpretowane dosłownie. Nazwa pochodzi od twórcy Muhammada Ibn Abd al-Wahhaba. Obowiązuje w Arabii Saudyjskiej.