Katarzyna
Górak-Sosnowska
Wielość Arabskich Wiosen.
Próba typologii
Arabska Wiosna Ludów to hasło, którym
określa się wiele różnorodnych ruchów protestu na Bliskim Wschodzie
i w Afryce Północnej. Różnorodność ta często bywa pomijana
w dyskursie publicznym. Co prawda przyczyny przemian określanych jako
Arabska Wiosna były w dużej mierze podobne (czyli polityczne, podsycone
ekonomicznymi), a państwa arabskie mają podobne cechy demograficzne
(przede wszystkim tę, że spory odsetek populacji stanowią osoby
młode, często bezrobotne), to jednak sam przebieg zdarzeń znacznie
się różnił w poszczególnych państwach. Innymi słowy, choć
nastąpił efekt domina i "wiosna" ogarnęła dużą część świata
arabskiego, to lokalne uwarunkowania sprawiły, że w różnych krajach
forma i zakres przemian były znacząco odmienne.
Wyróżnić można
sześć modeli reakcji na tę nową jakość, przyporządkowanych do
dwóch głównych kategorii: 1) państw, w których doszło do zmian
(cztery kraje), oraz 2) państw, w których potencjał mobilizacyjny albo
był zbyt słaby, aby doprowadzić do zmiany (dziesięć krajów)[1], albo w ogóle nie wystąpił (dwa kraje). Podział ten
przedstawiam w skrócie poniżej:
1. Zasadnicze
zmiany:
a) Transformacja
(Egipt, Tunezja) - obalenie prezydenta przez społeczeństwo
zapoczątkowało długą drogę transformacji systemowej; przyczyny
protestów dotyczyły nie tylko kwestii ekonomiczno-społecznych, ale
także polityki wewnętrznej.
b) Przelewanie
krwi (Libia, Syria) - stosowanie przez władze państwa przemocy
wobec obywateli. Sztywna struktura systemu oraz bardzo wysoki poziom
autorytaryzmu uniemożliwiały wyrażanie poglądów sprzecznych
z porządkiem społecznym. Z tego powodu doszło do wybuchu
gwałtownych protestów. W obu państwach Arabska Wiosna nałożyła
się na istniejące podziały społeczne, co jeszcze zintensyfikowało
konflikt.
2. Niezdolność do
mobilizacji:
a) Désintéressement
(Arabia Saudyjska, Katar, Kuwejt, Oman, Zjednoczone Emiraty Arabskie)
- w tych państwach nie dochodziło w ogóle do protestów (Katar,
Zjednoczone Emiraty Arabskie) albo były to pojedyncze demonstracje grup
wykluczonych społecznie (Arabia Saudyjska, Kuwejt, Oman).
b) Adaptacja
(Jordania, Liban, Maroko) - sporadyczne demonstracje uliczne, na które
państwo odpowiedziało programem reform, a niekiedy również dymisjami
ministrów lub całego rządu. Demonstracje nie miały na celu obalenia
reżimu, lecz wynikały z przyczyn społeczno-ekonomicznych.
c) Trauma
przeszłości (Algieria, Irak) - w obu krajach doszło do kilku
manifestacji, jednak szybko się one skończyły. O ile w państwach
Zatoki Perskiej większość społeczeństwa nie widziała powodów do
wyrażania niezadowolenia, o tyle w Algierii i Iraku niezdolność do
mobilizacji miała najpewniej przycznę historyczną - w niedalekiej
przeszłości w obu państwach doszło do krwawych konfliktów.
d) Spuścizna
podziałów (Bahrajn, Jemen) - w obu wypadkach Arabska Wiosna
nałożyła się na istniejące w tych państwach podziały społeczne
(religijne lub plemienne). Z tego powodu konflikt był długotrwały
lub gwałtowny. Zarazem oba społeczeństwa nie miały wystarczającego
potencjału, aby wymusić zasadnicze zmiany w sferze władzy.
Już taka pobieżna
analiza ilościowa wskazuje na to, że postrzeganie Arabskiej Wiosny
jako procesu panarabskiego jest uzasadnione wyłącznie na płaszczyźnie
symbolicznej. Jeżeli zaś chodzi o jej realne efekty i przełożenie
na zmiany w życiu politycznym, to w wypadku większości państw
arabskich powinno się mówić raczej o przedwiośniu. Podział ukazuje
zarazem różne trajektorie procesów społecznych i politycznych,
których nie da się zebrać i przeanalizować, stosując jeden wspólny
mianownik. Z tego względu każda wyszczególniona kategoria państw
została omówiona oddzielnie.
Transformacja? Egipt,
Tunezja
Egipska
część Arabskiej Wiosny miała decydujący wpływ na losy całego
świata arabskiego z dwóch powodów. Po pierwsze, mimo że to
Tunezyjczycy pierwsi obalili swojego prezydenta, to jednak Tunezja
jest niewielkim państwem leżącym na uboczu świata arabskiego,
podczas gdy Egipt od wieków wyznaczał trendy kulturalne i polityczne
w regionie. Po drugie, sukces Egipcjan udowodnił, że obalić można
w zasadzie każdy reżim, nawet tak wszechobecny i mocno zakorzeniony
w każdym wymiarze życia społecznego, jak egipski.
System
polityczny Egiptu sprzed Arabskiej Wiosny najtrafniej oddaje
termin "zliberalizowany autorytaryzm"[2]. Jest to więc reżim w dużej mierze niezależny
od społeczeństwa, z dobrze rozbudowanym aparatem kontroli,
ale sprawiający wrażenie, że istnieją w nim pewne
elementy demokratyczne. To wrażenie jednak jest złudne,
gdyż wszelkie działania naruszające monopol władzy były
skutecznie tłumione[3].
Nie inaczej potoczyły
się losy masowych demonstracji, które rozpoczęły się w styczniu 2011
roku i przeszły do historii Egiptu jako Rewolucja 25 stycznia. O tym,
że Egipcjanom udało się zrealizować swoje hasło przewodnie -
asz-szab jurid iskat an-nizam (lud chce obalić
reżim) - zadecydowały trzy czynniki. Pierwszym było doświadczenie
tunezyjskie - mimo że w starciach sił rządowych z demonstrantami
śmierć poniosło 300 osób, prezydent Zajn al-Abidin Ibn Ali został
zmuszony do ucieczki z kraju. W Egipcie w ciągu niecałych trzech
tygodni trwania rewolucji siły rządowe nie raz, nie dwa użyły gazu
łzawiącego, pałek i ostrej amunicji; zginęło ponad 800 osób. Nie
doszło do eskalacji przemocy, ponieważ wojsko nie opowiedziało
się po stronie Husniego Mubaraka, a ponadto rewolucję egipską
oglądał za pośrednictwem mediów cały świat. Drugim czynnikiem
był masowy charakter protestów, w których wzięło udział
około 6 milionów osób[4]. Na placu At-Tahrir, będącym głównym miejscem
wszystkich demonstracji, zebrali się ludzie reprezentujący wszystkie
warstwy społeczne i orientacje religijne czy polityczne[5]. Czynnikiem trzecim jest charakter egipskiej rewolucji,
którą Shadi Hamid określa jako zainspirowany przez społeczeństwo
zamach stanu, za którym stało wojsko[6].
Porewolucyjna euforia
nie trwała długo. Najwyższa Rada Wojskowa szybko zabrała się
do umacniania swojej pozycji w nowym systemie. Nie zrywała ze
starym porządkiem i niechętnie poddawała pod dyskusję swoje
plany. Kolejne miesiące przyniosły dalsze niepokoje społeczne
i destabilizację. W takich warunkach uchwalono nową konstytucję,
przeprowadzono wybory parlamentarne i prezydenckie. W tych
ostatnich zwycięstwo odniósł związany ze Stowarzyszeniem Braci
Muzułmanów Muhammad Mursi, obalony rok później. Również w tym
wypadku można mówić o wykorzystaniu przez wojsko protestujących
demonstrantów.
Obalenie Mursiego
doprowadziło Egipt do sytuacji bez wyjścia. Nie dało bowiem szans
jego wyborcom na odnalezienie się w nowym - aspirującym przecież do
demokracji - porządku. Jaką legitymację miał nowy prezydent? Reżim
znowu posunął się do przemocy, tym razem wymierzonej w Stowarzyszenie
Braci Muzułmanów i w jego zwolenników; wiosną 2014 roku tysiąc
osób związanych z Braćmi skazano na karę śmierci, a samą
organizację uznano za terrorystyczną i zdelegalizowano; prezydenta
Mursiego również skazano na śmierć.
Rewolucja egipska
nie tylko zatoczyła błędne koło, ale także stała się
katalizatorem wszelkich ujemnych konsekwencji długookresowych,
wyniszczających konfliktów społecznych. Gospodarka kraju
popadła w głęboki kryzys, który nasilił jeszcze negatywne
nastroje społeczne[7]. Egipt znalazł się w smutnej czołówce państw,
w których najgorzej żyje się kobietom[8]; pojawiają się także doniesienia o przemocy
wobec innych grup tradycyjnie narażonych na wykluczenie -
zwłaszcza chrześcijan[9] i mniejszości seksualnych - oraz
o atakach terrorystycznych na Półwyspie Synaj, ale
i w stolicy kraju, Kairze[10].
W Tunezji obalenie prezydenta nie powinno było się
udać z przynajmniej trzech powodów. Po pierwsze, była to republika
rządzona w sposób autorytarny, co samo w sobie tłumiło wszelkie
myśli o większych demonstracjach. Po drugie, postrzegana była na
tle innych państw arabskich jako kraj dosyć liberalny - w dużej
mierze dzięki sekularyzacji i znacznemu udziałowi kobiet w życiu
publicznym. Z tego względu można było zakładać, że Tunezyjczycy
nie będą mieli powodów do tak silnych protestów. Wreszcie, był to
pierwszy kraj arabski, w którym obalono prezydenta. O ile zamieszki
i demonstracje w pozostałych państwach arabskich dyskontowały
efekt skali - łatwiej jest naśladować, niż być pierwszym;
łatwiej jest też działać wspólnie niż w pojedynkę - o tyle
Tunezyjczycy samodzielnie przecierali szlaki, a to, że im się udało,
zaskoczyło wszystkich[11].
Tunezyjska
rewolucja miała dość łagodny przebieg, choć przyniosła 300
ofiar śmiertelnych. Po miesiącu protestów, w styczniu 2011 roku
z kraju uciekł prezydent Zajn al-Abidin Ibn Ali, co pociągnęło
za sobą dynamiczne zmiany polityczne. Najpierw rozwiązano partię
rządową i służby bezpieczeństwa, a równolegle rozpoczęto
prace nad nową konstytucją i wyborami. Wybory miały być wzorcowe,
a zatem inkluzywne i uniwersalne[12]. W państwie o niespełna 10 milionach mieszkańców
zarejestrowało się ponad 80 partii politycznych i setki
kandydatów niezależnych[13], wprowadzono także parytet dla kobiet. Wybory wygrała
Partia Odrodzenia An-Nahda, reprezentująca umiarkowaną opcję
religijną.
Transformacja
systemowa w Tunezji nie toczy się gładko. Zresztą trudno
byłoby się spodziewać czegoś innego, skoro państwo nie
ma tradycji demokratycznych, co oznacza konieczność zarówno
budowania instytucji demokratycznych, jak i kształtowania kultury
demokratycznej[14]. Proces transformacyjny przerywają sporadyczne starcia
między sekularystami a zwolennikami opcji religijnej. Wiosną i latem
2015 roku pojawiło się kolejne wyzwanie - w Tunezji doszło do
dwóch zamachów terrorystycznych, w których zginęli zagraniczni
turyści. Kruchy fundament, na którym opierały się nadzieje
Tunezyjczyków na lepsze jutro, zaczął pękać.
Przelewanie krwi: Libia, Syria
Demonstracje w Libii rozpoczęły się zaraz po obaleniu
egipskiego prezydenta Husniego Mubaraka i szybko przerodziły się
w wojnę domową. Wynikało to z dwóch powodów o charakterze
strukturalnym. Po pierwsze, w porównaniu z egipskim czy tunezyjskim,
reżim libijski był znacznie bardziej autorytarny, sam system zaś
sztywniejszy. Dlatego też wszelkie próby konfrontacji były tłumione
w zarodku, a gdy osiągnęły poziom krytyczny - doprowadziły do
gwałtowego wybuchu otwartego konfliktu. Po drugie, społeczeństwo
libijskie stosunkowo łatwo i szybko podzieliło się na dwie w miarę
równe pod względem liczebności grupy - zwolenników i przeciwników
reżimu. Ci pierwsi mieli swój główny ośrodek w Trypolisie,
mieście, które stało się stolicą kraju. Drudzy skupili się wokół
tradycyjnego ośrodka kultury, Benghazi. Plemiona zamieszkujące Libię
również dzieliły się geograficznie w ten właśnie sposób.
Przez pierwsze tygodnie
rebelianci walczyli samodzielnie z wojskami reżimu, ale już pod koniec
marca wsparły ich siły powietrzne NATO. W dużej mierze to dzięki
nim udało się zdobyć Trypolis i obalić pułkownika Al-Kaddafiego,
co nastąpiło we wrześniu 2011 roku. Narodowa Rada Tymczasowa, która
objęła formalnie władzę w Libii, starała się stworzyć podwaliny
pod ustrój demokratyczny. Było to trudne nie tylko z tego powodu,
że Libijczycy - podobnie jak ludność innych państw arabskich -
znali jedynie autorytaryzm, ale również dlatego, że system libijski nie
wytworzył nawet pozornych instytucji właściwych dla współczesnego
państwa. Narodowa Rada Tymczasowa zorganizowała wybory parlamentarne
i prezydenckie, a także doprowadziła do ustanowienia konstytucji
kraju; podjęła zarazem działania mające ograniczyć potencjalne
akcje odwetowe na zwolennikach obalonego przywódcy libijskiego.
Chęci okazały
się jednak niewystarczające. Wojna domowa pogłębiła
i zaogniła istniejące wcześniej podziały, a ponadto
całkowicie odwróciła dotychczasowy układ sił. Cieszący się
przywilejami stronnicy Al-Kaddafiego stali się nagle przegranymi,
a zwyciężyli ich ludzie zajmujący dotąd poślednie miejsca
w hierarchii społecznej. W takiej sytuacji nietrudno było
o narastające konflikty międzyplemienne[15]. Po formalnym zakończeniu wojny domowej po obu stronach
pozostały uzbrojone samozwańcze milicje, które zaangażowały się
w lokalne starcia. Władza centralna zaczęła tracić kontrolę nad
resztą kraju, a o braku bezpieczeństwa mogą świadczyć zamachy
na zagraniczne placówki - ambasadę amerykańską w Benghazi (2012
r.) i ambasadę francuską (2013 r.). Istotnym graczem są również
fundamentalistyczne ugrupowania zbrojne, które dodatkowo destabilizują
kraj. To one stały za uprowadzeniem premiera Libii w październiku
2013 roku. Z tych wszystkich względów obchodom drugiej rocznicy
libijskiej rewolucji towarzyszyło poczucie rozczarowania, frustracji
i niepewności jutra[16].
Désintéressement: Arabia Saudyjska, Katar,
Kuwejt, Oman, ZEA
Z wyjątkiem Bahrajnu społeczeństwa
arabskich państw Zatoki Perskiej przyjęły Arabską Wiosnę obojętnie,
by nie powiedzieć z rezerwą. Miało to trzy przyczyny. Po pierwsze,
państwa Zatoki Perskiej należą do najzamożniejszych na świecie
pod względem PKB per capita. Zdecydowana większość obywateli żyje
na poziomie, który dla przeciętnego mieszkańca świata arabskiego
jest wręcz niewyobrażalnie wysoki. Co więcej, swój wysoki status
społeczny i ekonomiczny potwierdza jako elita kraju - choć liczebnie
mniejszość - w porównaniu ze znacznie uboższymi imigrantami
zarobkowymi. Po drugie, władze państw Zatoki, dysponując znaczną
nadwyżką finansową pochodzącą z eksportu surowców energetycznych,
mogły reagować z wyprzedzeniem, eliminując z życia swoich obywateli
wszelkie przyczyny niezadowolenia i pompując do gospodarki tyle
pieniędzy, ile potrzeba. Wreszcie po trzecie, państwa Zatoki mają
status monarchii, a więc - inaczej niż w arabskich republikach
- nie było tu nawet udawania demokratycznych wyborów.
Dlatego też Arabska
Wiosna nie przyniosła w krajach Zatoki Perskiej zbyt wielu działań
oddolnych. W Katarze zebrała się
nawet spora liczba wirtualnych uczestników planowanej demonstracji
na Facebooku, do której jednak nigdy nie doszło. W Zjednoczonych Emiratach Arabskich dokonano
kilku prewencyjnych aresztowań, lecz w zasadzie tam również obyło
się bez protestów[17]. Oba państwa są niewielkie, mają homogeniczną strukturę
społeczną i należą do najbogatszych w Zatoce. Nie było komu i po
co protestować.
W Kuwejcie i Arabii
Saudyjskiej doszło do niewielkich demonstracji. Arabską
Wiosnę wykorzystały grupy zepchnięte na margines do upomnienia się
o swoje prawa. W Kuwejcie na ulicę wyszli bidun,
czyli mieszkańcy tego kraju, głównie Beduini, nieposiadający
obywatelstwa. Później protestowali Kuwejtczycy z żądaniem
ustąpienia premiera, co też nastąpiło w listopadzie[18]. W Arabii Saudyjskiej na wschodzie kraju
manifestowali szyici, a po kilku miesiącach na fali Arabskiej
Wiosny na ulicę wyjechały samochodami kobiety, domagając się
w ten sposób prawa do prowadzenia pojazdów kołowych[19]. Wystąpień, które wyrażałyby interesy
ogólnonarodowe, nie było. W tym wypadku Saudyjczycy zachowali
się podobnie do Katarczyków - choć nawołująca do dnia
gniewu grupa na Facebooku liczyła 20 tysięcy uczestników,
na demonstrację przybyła tylko jedna osoba[20].
W Omanie wczesną wiosną wyszło na ulicę
kilkuset obywateli, a ich postulaty dotyczyły głównie kwestii
ekonomicznych. Sułtan Kabus Ibn Sa'id zastosował strategię działania
na dwa fronty. Z jednej strony protestujących poddano represjom,
a także użyto wobec nich przemocy - bilans zamieszek to dwie osoby
zmarłe i około stu rannych. Z drugiej strony jednak władza poszła
na pewne ustępstwa - nie polityczne, ale ekonomiczne.
Mieszkańcy Zatoki
Perskiej pozostali na marginesie wydarzeń, które rozgrywały
się w świecie arabskim. Inną strategię przyjęli rządzący -
zwłaszcza w Katarze i w Arabii Saudyjskiej. Dla tych dwóch państw
Arabska Wiosna stała się okazją do realizowania własnej polityki
zagranicznej.
O ile Tunezję
bezsprzecznie nazwać można pionierem Arabskiej Wiosny,
o tyle Arabia Saudyjska zapisała się jako jej największy
przeciwnik[21]. Saudyjski reżim nie tylko skutecznie stłumił niewielkie
przejawy obywatelskiej niesubordynacji, ale również zaangażował
się w działania prewencyjne poza swoimi granicami: udzielił azylu
obalonemu prezydentowi Tunezji, a także wspomógł w operacji zbrojnej
przeciwko demonstrantom władze Bahrajnu. Z kolei Katar dążył do
zwiększenia swoich wpływów na arenie międzynarodowej, stając
się jednym z głównych rozgrywających w konflikcie libijskim,
a później syryjskim[22]. Niezależnie od działań dyplomatycznych prowadził
swoją politykę również za pomocą panarabskiej stacji telewizyjnej
Al-Dżazira, która na Zachodzie zaczęła być postrzegana jako jedyne
i prawdziwe okno na arabski Bliski Wschód.
Adaptacja: Jordania, Liban,
Maroko
Jordania pod pewnymi względami wydaje się
państwem stabilnym, pod innymi zaś - niestabilnym. Źródłem
niestabilności jest jej struktura etniczna: około połowy ludności
stanowią rdzenni Jordańczycy, zajmujący w społeczeństwie pozycję
uprzywilejowaną, tyle samo jest gorzej sytuowanych Jordańczyków
pochodzenia palestyńskiego. Do tego doliczyć należy sporą jak na
sześciomilionowe państwo liczbę uchodźców z Iraku (około 0,5 mln)
i z Syrii. Zmiany w strukturze etnicznej, konieczność absorbowania
dużych grup uchodźców i napięcia między rdzennymi i palestyńskimi
Jordańczykami - to wszystko sprzyja konfliktom. Jordania w zasadzie
nie posiada ani terenów rolniczych, ani surowców naturalnych. Utrzymuje
się głównie z usług, znaczącą rolę w gospodarce odgrywają
wpływy od emigrantów zarobkowych, co również nie przekłada się
na stabilność. Z drugiej strony ze względu na swoje położenie
geostrategiczne Jordania musi być utrzymywana w równowadze,
zwłaszcza że za jej granicami toczą się walki. Krzyżuje się tu
bowiem wiele interesów międzynarodowych. Wolę wspierania Jordanii
widać chociażby na przykładzie napływu zagranicznego kapitału,
który osiągał wartość nawet 50% PKB w roku 1991, a w roku
2006 - 22% PKB. W latach 2005-2007 bezpośrednie inwestycje
zagraniczne w Jordanii wyniosły 55% PKB[23]. Tylko od Stanów Zjednoczonych otrzymała
Jordania w ostatnich latach około 700 mln USD w pomocy
rozwojowej i wsparciu militarnym, co stanowi ponad
2% jej PKB[24].
Król Jordanii już dawno
temu musiał się nauczyć balansowania pomiędzy często sprzecznymi
interesami różnych grup i instytucji. Wcześniej w kraju dochodziło
do masowych wystąpień o podłożu ekonomicznym (np. w 1986 r.) lub
politycznym (np. w 1989 r.), ale szybko udawało się dojść do
porozumienia. Protesty, które wybuchły w 2011 roku na fali Arabskiej
Wiosny, miały podobny charakter - dotyczyły rosnących kosztów
życia, a winą za to obarczano premiera Samira ar-Rifa'iego, który
w lutym podał się do dymisji. W kolejnych miesiącach Jordańczycy
sporadycznie wychodzili na ulice, domagając się lepszego życia
i większych swobód. Czasami król uginał się pod ich żądaniami,
a czasami protesty ustawały same z siebie.
Można uznać, że
model adaptacyjny jak dotąd zdał w Jordanii egzamin. Świadczą
o tym dwie rzeczy. Po pierwsze, nie pojawił się postulat, aby król
ustąpił ze stanowiska. Krytykowanie króla jest zabronione, ale
i bez prawnego zakazu tej granicy nikt nie chciał przekraczać. Po
drugie, demonstracje w dużej mierze inspirowane były przez lokalny
odłam Braci Muzułmanów, stowarzyszonych w Muzułmańskim Froncie
Akcji. Włączenie Braci Muzułmanów do polityki (MFA jest partią
polityczną, która startuje w wyborach, choć ostatnie zbojkotowała)
i ich jawny, by nie powiedzieć dominujący udział w jordańskiej
Wiośnie wskazują na daleko posuniętą elastyczność systemu. Warto
przypomnieć, że na przykład w Egipcie Bracia Muzułmanie pozostali na
uboczu demonstracji, głównie po to, żeby nie dać Mubarakowi mocnego
powodu do surowej pacyfikacji protestujących.
W Libanie Arabska Wiosna przeszła równie spokojnie,
o czym zadecydowały dwa czynniki. Po pierwsze, Liban uznawany jest
za najbardziej demokratyczne państwo arabskie[25]. Po drugie, obowiązuje tu konfesyjny system władzy,
a zatem najważniejsze urzędy przyporządkowane są poszczególnym
wyznaniom. I tak, prezydentem jest maronita, premierem - muzułmanin
szyita, przewodniczącym parlamentu zaś - muzułmanin sunnita. Z tej
perspektywy postulat obalenia rządu albo prezydenta nie przyniósłby
zasadniczych zmian w strukturze władzy, która nadal pozostałaby
w rękach danej grupy religijnej.
Wiosną 2011
roku w Libanie doszło do niewielkich protestów. Demonstranci
domagali się reform politycznych, a zwłaszcza zniesienia systemu
konfesyjnego. Ich żądania jednak nie przyniosły żadnych zmian. Zbyt
mocno godziły w istniejący porządek, oparty na kruchym porozumieniu
międzyreligijnym. Znacznie większym wyzwaniem dla Libanu okazał się
konflikt w sąsiedniej Syrii, który sporadycznie przenosił się za
jej zachodnią granicę. W wymiarze ludzkim jest to milion uchodźców,
którzy stanowią około 20% populacji kraju. W wymiarze politycznym
w Libanie dochodzi do starć pomiędzy zwolennikami poszczególnych
frakcji biorących udział w wojnie domowej w Syrii. Konflikt w Syrii
poróżnił przede wszystkim libańskich muzułmanów - sunnici
sympatyzowali z rebeliantami, szyici zaś - z reżimem Baszszara
al-Asada.
W Maroku protesty społeczne w ramach
Arabskiej Wiosny koncentrowały się na kwestiach ekonomicznych
i politycznych. Największe zastrzeżenia demonstrantów
budziła konstytucja kraju, a zwłaszcza uprawnienia króla,
który nie bez powodu określał swoje państwo jako monarchię
wykonawczą[26]. Wystąpienia w Maroku były pokojowe, ale liczne,
więc król Muhammad VI zdecydował się na wprowadzenie reform,
które zostały zatwierdzone w referendum. Proponowane zmiany
ograniczały uprawnienia króla na rzecz władzy wykonawczej
(premiera) i ustawodawczej (parlamentu)[27]. Dodatkową zmianą było ustanowienie berberskiego jako
drugiego oficjalnego języka w kraju. Reformy te nie oznaczają
jednak, że Maroko stało się państwem w pełni demokratycznym,
ponieważ sięgają zbyt płytko[28]. Mimo to należy podkreślić, że zostały one
przeprowadzone. Ponadto trzeba pamiętać, że proces zmiany konstytucji
(zarówno ten z 2011 r., jak i wcześniejsze) został zainicjowany przez
króla. Pokazuje to z jednej strony siłę jego władzy, a z drugiej -
gotowość do pewnej adaptacji systemu zgodnie z wolą obywateli.
Trauma przeszłości:
Algieria, Irak
Algieria jest jedyną republiką
północnoafrykańską i jedną z nielicznych republik arabskich,
w której nie doszło do zasadniczych zmian na fali Arabskiej Wiosny
Ludów. Protesty trwały kilka miesięcy, lecz ustały wiosną 2011
roku. Nie zmieniła się struktura władzy, nie wymuszono również
procesu demokratyzacji. Niski potencjał mobilizacyjny ludności
wynikał nie tylko z tego, że Algieria jest państwem autorytarnym
i zmiana władzy wiązałaby się z koniecznością dużych
poświęceń. Główną przyczyną niewystarczającej mobilizacji
społeczeństwa były doświadczenia z przeszłości.
W latach 80. na skutek
protestów ludności wprowadzono w kraju elementy demokracji. Ówczesne
demonstracje wywołane były kryzysem gospodarczym związanym z cenami
ropy naftowej (na świecie), na której opierała się gospodarka
Algierii. Na mocy referendum zmieniono wówczas konstytucję,
wprowadzając m.in. system wielopartyjny, wolności obywatelskie
i elementy gospodarki wolnorynkowej. Jedną z partii, która wtedy
powstała, był Muzułmański Front Wyzwolenia (FIS). W niedokończonych
wyborach parlamentarnych w 1991 roku FIS uzyskał dwukrotnie więcej
głosów niż cieszący się dotychczas monopolem Narodowy Front
Wyzwolenia (FLN). Tak gwałtowna i dalekosiężna zmiana ideologiczna
w strukturze władzy była nie do przyjęcia dla rządzących. Doszło
więc do unieważnienia wyborów i delegalizacji FIS. To zaś
rozpętało trwającą ponad dekadę krwawą wojnę domową między
reżimem a zbrojnymi ugrupowaniami muzułmańskimi z Muzułmańską
Grupą Zbrojną (GIA) na czele.
Masowe
demonstracje rozpoczęły się w Algierii już w grudniu
2010 roku, a zatem w pierwszych dniach Arabskiej Wiosny,
i były największe od 1991 roku. Postulaty demonstrantów
dotyczyły przede wszystkim kwestii ekonomicznych (bezrobocia,
wzrostu kosztów życia), ale również politycznych (wolności
obywatelskich). Wystąpienia wiązały się z wydarzeniami w Tunezji
- kilka osób dokonało samospalenia, a na wiecach pojawiły się
tunezyjskie flagi[29]. Protesty trwały kilka miesięcy, a brały w nich udział
tysiące osób. Najważniejszym osiągnięciem demonstrantów było
doprowadzenie do uchylenia obowiązującego od dziewiętnastu lat stanu
wyjątkowego.
W 2014 roku
odbyły się wybory prezydenckie, które po raz kolejny
od 1999 roku wygrał Abd Al-Aziz Butaflika, uzyskując
81% głosów[30]. Proces wyborczy został skrytykowany przez grupy opozycyjne,
w tym Berberów i fundamentalistów muzułmańskich. Trudno jednak
spodziewać się, aby społeczeństwo algierskie było gotowe do zrywu
porównywalnego z tym z lat 90.
W Iraku Arabska Wiosna nie doprowadziła
do zasadniczych przemian, ale doświadczenia tego kraju są
szczególne na tle całego regionu z innego powodu. Państwo to
miało stać się pierwszym, w domyśle: wzorcowym, przykładem
arabskiej demokracji[31]. Wszystko zaczęło się od spektakularnej - i wątpliwej
z punktu widzenia przesłanek - akcji militarnej, przeprowadzonej
w 2003 roku przez siły międzynarodowe pod przywództwem Stanów
Zjednoczonych, w wyniku której obalono prezydenta Saddama
Husajna. W kolejnych latach przy wsparciu koalicjantów udało
się wprowadzić prawne podwaliny systemu, który w porównaniu
z autokracją Saddama Husajna wydawał się w pełni demokratyczny
- przeprowadzono wolne wybory, przyjęto w referendum konstytucję,
a obywatelom zagwarantowano szereg praw i wolności.
Formalny koniec
interwencji zbrojnej i wojny w Iraku nie przyniósł społeczeństwu
spokoju. Rozpoczęły się bowiem starcia między rywalizującymi
ugrupowaniami religijnymi i politycznymi, równolegle zaś toczyła się
walka przeciwko zewnętrznemu okupantowi. Wojska koalicyjne pozostały
bowiem w kraju bezterminowo; opuściły Irak dopiero pod koniec 2011
roku. Mechanizmy demokratyczne, które wprowadzono na papierze i które
były często efektem kompromisów, niesatysfakcjonujących żadnej
z dominujących grup - ani arabskich szyitów, ani sunnickich
Kurdów, ani też arabskich sunnitów - nie mogły funkcjonować
w próżni. Irak nie miał wszak demokratycznych tradycji, a ponadto
gwałtownie pogorszyła się tu jakość życia we wszystkich
możliwych wymiarach[32]. Najpełniej ilustruje to The Failed
States Index, w którym Irak w 2013 roku
zajmował 11. miejsce, ale jeszcze sześć lat wcześniej
zajmował przedostatnią pozycję, co oznaczało, że stał się
państwem upadłym[33].
W lutym 2011 roku
Irakijczycy wyszli na ulice Bagdadu, jednak wystąpienia te szybko
ustały. W rozpędzenie protestujących prężnie zaangażowały się
siły rządowe, a demonstranci nie mieli ochoty na konfrontację. Hasła,
z jakimi wystąpili młodzi Irakijczycy, dotyczyły przede wszystkim
szeroko rozumianej jakości życia - praw socjalnych, walki z korupcją
i bezrobociem, dostępu do podstawowych usług[34]. Zabrakło natomiast przewodniego postulatu, a mianowicie
obalenia panującej władzy. Złożyło się na to kilka przyczyn.
Po pierwsze, obalenie
Saddama Husajna odbudowało, a w zasadzie wzmocniło stare podziały
etniczne i religijne. Obecnie prezydentem kraju jest Kurd sunnita -
Dżalal Talabani, premierem szyita - Nuri al-Maliki, a partie szyickie
dominują w irackim parlamencie. Do obalenia władzy mogliby nawoływać
zatem wyłącznie sunniccy Arabowie. Po drugie, choć demokracja iracka
jest pod wieloma względami ułomna, to jednak wybory prezydenckie oraz
parlamentarne zostały przeprowadzone poprawnie. Po trzecie, wewnętrzne
podziały uniemożliwiły protestującym utworzenie wspólnego frontu,
mimo że zarówno Kurdowie, jak i pozostali Irakijczycy postulowali
podobne zmiany ekonomiczne[35]. Wreszcie po czwarte, kraj wciąż jest targany
wewnętrznymi konfliktami. Od 2008 roku w Iraku ginie około 4
tysięcy osób rocznie[36]. Padają one ofiarą zamachów na tle religijnym, giną na
skutek wybuchów i ataków samobójczych, które stały się smutnym,
stałym elementem krajobrazu współczesnego Iraku. W takiej sytuacji
zryw motywowany Arabską Wiosną nie mógł się powieść.
Spuścizna podziałów:
Bahrajn, Jemen
Bahrajn
to jedyne arabskie państwo należące do Rady Współpracy
Państw Zatoki Perskiej, które zamieszkuje szyicka większość. Rządy
w kraju sprawuje sunnicka dynastia Al Chalifa, która podporządkowała
sobie terytorium Bahrajnu pod koniec XVI wieku. Za podziałem
religijnym idą kolejne - szyici są biedniejsi, mają mniejszy
dostęp do pracy w sektorze publicznym, a także do kluczowych
stanowisk w państwie, niektóre zawody są dla nich całkowicie
nieosiągalne (policja, wojsko, służby specjalne). Równolegle władze
kraju prowadzą politykę naturalizacji sunnitów z innych państw,
aby ugruntować swoją dominację również ilościowo. Niektórzy
komentatorzy posuwają się do nazywania relacji międzyreligijnych
w Bahrajnie apartheidem[37].
Ludność
szyicka sprzeciwiała się sunnickiej dominacji. W drugiej
połowie lat 90. doszło do wydarzeń określanych jako bahrajńska
intifada. Większość protestujących, którzy wyszli wówczas na
ulicę i domagali się praw politycznych, stanowili szyici, ale
protesty wsparły także inne środowiska - sunnici, sekularyści
i fundamentaliści muzułmańscy. Kilkuletnie protesty przyniosły
umiarkowane zmiany (zwolniono więźniów politycznych, kobiety uzyskały
prawa wyborcze).
Demonstracje,
które rozpoczęły się w 2011 roku, są w dużej mierze
pokłosiem niezrealizowanych w pełni reform sprzed dekady. Ponownie
większość protestujących stanowili szyici, choć początkowo
w demonstracjach wzięli również udział sunnici. Władze
Bahrajnu szybko i stanowczo zareagowały na manifestacje. Już
w marcu 2011 roku do kraju przyjechały dwa tysiące żołnierzy
z innych państw Zatoki Perskiej, aby - jak tłumaczono
- ukrócić zagraniczny (tj. irański) spisek i pozbyć
się ekstremistów[38].
Zamieszki w Bahrajnie
ustały, lecz nadal zdarzały się demonstracje. Zginęło kilkadziesiąt
osób, a tysiące trafiły do więzienia (w tym wielu znanych
opozycjonistów). Wrogość między sunnitami a szyitami narastała
i zaczęła się przenosić do życia codziennego - zniszczono
kilka meczetów szyickich, dochodziło do napaści na ludzi, do bojkotu
sklepów i lokali gastronomicznych. Sporadyczne protesty odbywały się
jeszcze w 2014 roku. Choć teoretycznie trzy lata wcześniej rozpoczęto
dialog polityczny, to jednak nie przyniósł on zasadniczych zmian. Obie
strony zbyt mocno okopały się na swoich pozycjach: przeciwnicy władzy
żądali w pewnym momencie obalenia dynastii rządzącej, z kolei
przedstawiciele Al Chalifa nie widzą potrzeby rezygnowania ze swojej
dominacji politycznej i gospodarczej.
Również w Jemenie zaznaczają się silne podziały,
przejawiające się głównie w trybalizmie. Warto przypomnieć, że
kraj ten stanowi połączenie dwóch powstałych w dobie kolonializmu
państw, Jemenu Północnego i Południowego. Zamieszkujące go plemiona
z jednej strony odpowiadają za decentralizację i małą moc władz
państwowych, z drugiej zaś przyczyniają się do zachowania porządku,
gwarantując swoim członkom dostęp do niezbędnych dóbr i poczucie
bezpieczeństwa[39]. Relacje między poszczególnymi plemionami oraz między
władzą a plemionami tworzą skomplikowaną i wzajemnie powiązaną
strukturę, która jednak ostatecznie jest w stanie utrzymać
homeostazę.
System plemienny
był wielokrotnie wystawiany na próbę, gdyż Jemen uważany jest
za państwo upadłe, jednak mechanizmy wewnętrzne umożliwiały
rozwiązywanie sporów bez angażowania formalnych władz. Zimą 2011
roku Jemeńczycy przyłączyli się do protestujących mieszkańców
innych państw arabskich. Protest ten odzwierciedlał silny podział
plemienny. Mimo napiętej sytuacji i wielomiesięcznych wystąpień
demonstrantom udawało się zachowywać względny spokój. Do wiosny
2012 roku zginęły dwa tysiące osób. To dużo w skali bezwzględnej,
ale należy pamiętać, że w Jemenie prawie każdy dorosły ma dostęp
do broni palnej; ofiar śmiertelnych mogło więc być znacznie więcej,
mogła też wybuchnąć wojna domowa.
Przez długie miesiące
toczyły się demonstracje zwolenników i przeciwników Alego Abd
Allaha Saliha. Między obiema stronami mediowała Rada Współpracy
Państw Zatoki Perskiej. W czerwcu 2011 roku doszło do zamachu na
prezydenta. W listopadzie zdecydował się on na podpisanie porozumienia
lansowanego przez Radę. Wybory odbyły się według planu w 2012 roku,
a prezydentem został pełniący te obowiązki Abd Rabbuh Mansur
Hadi. Sytuacja pod tym względem się uspokoiła, lecz kraj nadal
pozostaje mało stabilny.
______
Nie sposób nie dopisać smutnego
post scriptum. Arabska Wiosna przeminęła na
dobre latem 2014 roku, a tymczasem na terenie Iraku i Syrii powstał
samozwańczy kalifat o chwytliwej nazwie Państwo Muzułmańskie. Twór
ten wyznaczył nowy etap w historii Bliskiego Wschodu i Afryki
Północnej, zwłaszcza że jego komórki dotarły także do innych
państw: Libii, Jemenu, Egiptu, a pośrednio również do Tunezji
i Kuwejtu.
Państwo Muzułmańskie
wtargnęło i zakorzeniło się wszędzie tam, gdzie struktury państwowe
okazały się zbyt słabe. W Syrii i Libii trwała wojna domowa, więc
w naturalny sposób powstały tam "czarne dziury", w których
zadomowili się radykalni mudżahidzi. W Jemenie i Egipcie dały
o sobie znać istniejące podziały, natomiast w Iraku okazało się,
że amerykańska układanka polityczna całkowicie się rozsypała. O ile
w odniesieniu do Arabskiej Wiosny wielu obserwatorów żywiło nadzieję
na pozytywną zmianę na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej,
o tyle w obecnej sytuacji nikt już nie ma podobnych złudzeń. Mało
kto też wierzy, że Państwo Muzułmańskie - wraz z jego licznymi
odnogami - uda się szybko i definitywnie pokonać.
[1] Początkowo
byłam skłonna wyróżnić jedynie cztery modele (transformację,
przelewanie krwi, adaptację i niezdolność do mobilizacji). Opisałam
je w: Arabska Wiosna niejedno ma imię, Liberte!,
12.09.2011, http://liberte.pl/arabska-wiosna-niejedno-ma-imie/.
[2] H. Albrecht,
Authoritarian Opposition and the Politics
of Challenge in Egypt, w: O. Schlumberger (red.),
Debating Arab Authoritarianism. Dynamics and Durability in
Nondemocratic Regimes, Stanford University Press, Stanford 2007,
s. 60.
[3] B. Kodmani, The
Dangers of Political Exclusion: Egypt's Islamist
Problem, "Carnegie Papers" 2005, nr 63, s. 4.
[4] S. Hamid, Egypt. The
Prize, w: The Arab Awakening. America and the
Transformation of the Middle East, Brookings Institution Press,
Washington 2011, s. 103.
[5] Tym różniła
się rewolucja styczniowa od wcześniejszych protestów, takich
jak Kifaja(2006 r.), czy działań ruchu 6 kwietnia (2008 r.),
skierowanych głównie do świeckiej młodzieży z klasy średniej
i wyższej - por. K. Górak-Sosnowska, Ruchy kontestacyjne
w Egipcie: wolność kontrolowana, w: J. Osiński (red.),
Wolność i odpowiedzialność. Wymiar ekonomiczny, społeczny
i polityczny, SGH, Warszawa 2009, s. 149-156.
[6] S. Hamid, op. cit., s. 104.
[7] Warto wspomnieć, że trzy
czwarte bezrobotnych to osoby w wieku 15-29 lat -
por. Egypt Overview, World Bank, 17.03.2014,
http://www.worldbank.org/en/country/egypt/overview.
[8] Piszę o tym w: Obywatelki czy
ofiary? Egipcjanki a rewolucja 25 stycznia, opracowanie
sporządzone w ramach projektu badawczego Obraz kobiety
w literaturze i kulturze Egiptu, nr N N103 398140.
[9] Por. J. Czerep, R. Czulda,
K. Górak-Sosnowska, T. Otłowski, M. Toboła, M. Woźniak, Dwa
lata Arabskiej Wiosny - próba bilansu, Fundacja Amicus
Europae, czerwiec 2013.
[10] Wymierzonych również w turystów,
jak ten w Tabie na Półwyspie Synaj w 2014 r. Na Synaju dochodziło
już wcześniej do ataków terrorystycznych, ale w żadnym z nich celem
nie byli turyści, zwłaszcza że turystyka stanowi jedno z głównych
źródeł dewiz dla egipskiej gospodarki.
[11] Oczywiście możliwe są interpretacje
wsteczne, tzn. doszukiwanie się w opracowaniach sprzed zimy 2010
r. wzmianek wskazujących na to, że ludność na Bliskim Wschodzie
miała podstawy do niezadowolenia. Najczęściej opracowania te
akcentowały przemiany demograficzne zachodzące w społeczeństwach
regionu (por. np. G. Fuller, The youth
factor. The new demographics of the Middle East and the implications
for U.S. Policy, The Brookings Institution, nr 3, czerwiec
2003; o roli struktury demograficznej w rewolucjach pisał także
G. Heinsohn, Söhne und Weltmacht. Terror im Aufstieg und
Fall der Nationen, Orell Füssli Verlag, Zürich 2003,
choć nie odnosił się konkretnie do świata arabskiego) albo
potrzebę demokratyzacji, rozumianą jako wolności obywatelskie,
wolne wybory i rządy prawa (por. np. Arab Human Development
Report, UNDP, 2002).
[12] Nie udało się jednak uchronić przed
wszechobecnym w świecie arabskim trybalizmem - por. M. Dziekan,
Islam i polityka we współczesnej Tunezji: Raszid al-Ghannuszi
i Harakat an-Nahda, w: K. Górak-Sosnowska, K. Pachniak
(red.), Bunt czy rewolucja? Przemiany na Bliskim Wschodzie po
roku 2010, Ibidem, Łódź 2011.
[13] S. Bollier, Who are
Tunisia's political parties?, Al-Dżazira, 27.10.2011,
http://www.aljazeera.com/indepth/features/2011/10/201110614579390256.html.
[14] S. Hamid,
Tunisia. Birthplace of the Revolution, w:
The Arab Awakening. America and the Transformation of the
Middle East, op. cit., s. 112.
[15] Więcej
na ten temat zob. Libya. World Report
2013, Human Rights Watch,
http://www.hrw.org/world-report/2013/country-chapters/libya.
[16] R. Smith, Libya
2013: A tale of two revolutions, Open Democracy, 10.02.2013,
http://www.opendemocracy.net/rhiannon-smith/libya-2013-tale-of-two-revolutions.
[17] The Arab
Spring country by country, "The National", 17.06.2011,
http://www.thenational.ae/news/world/middle-east/the-arab-spring-country-by-country#full.
[18] W tym sensie
wydarzenia w Kuwejcie można również włączyć do modelu adaptacji,
opisanego poniżej na przykładzie Jordanii, Libanu i Maroka.
[19] Więcej na ten
temat zob. K. Górak-Sosnowska, Samochód jako narzędzie
protestu. Odmienne drogi Saudyjczyków i Saudyjek,
w: K. Górak-Sosnowska, K. Pachniak, (red.), Bunt czy
rewolucja?, op. cit., s. 88-101.
[20] N. Obaid,
There will be no uprising in Saudi Arabia,
10.03.2011,http://www.foreignpolicy.com/articles/2011/03/10/there_will_be_no_uprising_in_saudi_arabia.
[21] B. Riedel, Saudi
Arabia. The Elephant in the Living Room, w: The Arab
Awakening. America and the Transformation of the Middle East,
op. cit., s. 159.
[22] G. Steinberg, Qatar
and the Arab Spring, SWP Comments, luty 2012.
[23] D. Furceri,
S. Guichard, E. Rusticelli, The Effect of
Episodes of Large Capital Inflows on Domestic Credit, OECD
Economics Department Working Papers, nr 864, OECD Publishing, 2011,
s. 12-14.
[24] J. Sharp, Jordan:
Background and US. Relations, Congressional Research Service,
27.01.2014, s. 17-18.
[25] Na przykład
w 2011 r. miał najwyższe notowania w rankingu Freedom House
spośród wszystkich państw arabskich. Obecnie zajmuje drugie miejsce
po Tunezji.
[26] M. Madani, D. Maghraoui,
S. Zerhouni, The 2011 Moroccan Constitution:
A Critical Analysis, International Institute for Democracy
and Electoral Assistance, 2013, s. 14.
[27] Władza wykonawcza
została przekazana premierowi, wyłanianemu przez króla z partii,
która zdobyła najwięcej mandatów (poprzednio król zazwyczaj
powoływał merytokratę ze swojego otoczenia); parlament zyskał więcej
uprawnień ustawodawczych; władza sądownicza stała się bardziej
autonomiczna - por. S. Yerkes, Morocco. The
Model for Reform?, w: The Arab Awakening. America and
the Transformation of the Middle East, op. cit., s. 200.
[28] M. Madani, D. Maghraoui, S. Zerhouni,
op. cit., s. 50.
[29] Several
injured in pro-democracy march in Algiers, BBC, 22.01.2011,
http://www.bbc.co.uk/news/world-africa-12258449.
[30] Bouteflika
wins 4thterm as Algerian president, Al-Arabijja,
18.04.2014, http://english.alarabiya.net/en/News/2014/04/18/Algeria-s-Bouteflika-camp-claims-election-win.html.
[31] K. Pollack,
Iraq. The Roller-Coaster of Democracy, w:
The Arab Awakening. America and the Transformation of the
Middle East, op. cit., s. 94.
[32] M. Cammett,
Democracy in Post-Invasion Iraq, Report for the
Costs of War Project, Watson Institute for International Studies, Brown
University, 10.02.2012.
[33] Failed States
Index Five-Year Trends, 2008-2013, The Fund for Peace,
http://ffp.statesindex.org/fsi-trends-2013.
[34] Na postulaty
zareagował premier kraju Al-Maliki, dając swojemu rządowi
sto dni na opracowanie planu reform. Pożądane zmiany jednak
nie nastąpiły, a wobec opieszałych ministrów nie wyciągnięto
żadnych konsekwencji. W tym sensie Arabska Wiosna w Iraku pokazała,
jak niewielkie znaczenie ma głos społeczeństwa - por. K. Pollack,
op. cit., s. 98.
[35] M. Ottaway, D. Kaysi,
Iraq: Protest, Democracy, and Autocracy,
Carnegie Endowment for International Peace, 28.03.2011,
http://carnegieendowment.org/2011/03/28/iraq-protest-democracy-and-autocracy/1eq#.
[36] The War in
Iraq: 10 years and counting, Iraq Body Count, 19.03.2013,
https://www.iraqbodycount.org/analysis/numbers/ten-years/.
[37] Por. np. S. Bushra,
Supporting Bahraini Apartheid is not in America's
Interest, Stanford Progressive, czerwiec 2011,
http://www.stanford.edu/group/progressive/cgi-bin/?p=1673.
[38] G. Abdo, The New
Sectarianism. The Arab Uprising and the Rebirth of the Shi'a-Sunni
Divide, The Saban Center for Middle East Policy at Brookings,
Analysis Paper nr 29, kwiecień 2013, s. 18.
[39] N. Al-Dawsari,
Tribal Governance and Stability in Yemen, The
Carnegie Papers, kwiecień 2012, s. 4.