SZLIFY DOROSŁOŚCI
Zmierzch zapada na Półwyspie Arabskim bardzo wcześnie, a czarna noc otula upalną krainę jak gorący koc. Stolicę Królestwa Arabii Saudyjskiej, Rijad, wybudowano na środku pustyni i dlatego o każdej porze roku unosi się nad miastem pył i piach. Burzom piaskowym towarzyszą burze magnetyczne, które fatalnie wpływają nie tylko na zdrowie fizyczne mieszkańców tej demonicznej krainy, ale także, a nawet szczególnie, na ich nastrój. Albo popadają w melancholię, albo ogarnia ich nieokiełznane wzburzenie.
Adil Binladen, syn milionera Hamida Binladena i Miriam z domu Salimi, jest nad wiek dojrzałym nastolatkiem. Jako jedyny aktywnie angażuje się w opiekę i daje duchowe wsparcie chorej na zapalnego raka sutka babci Dorocie. W tym celu zamieszkuje z nią w willi na obrzeżach Rijadu na medycznym kampusie przy Szpitalu Gwardii Narodowej, gdzie pracuje jej mąż, doktor i minister zdrowia, Aszraf al-Rida.
Dorota narozrabiała w swoim życiu niemało. W wieku dziewiętnastu lat zakochała się w Libijczyku Ahmedzie Salimim i tak zaczęła się jej czasami tragiczna, a innym razem szczęśliwa przygoda z Orientem. Z tego związku ma dwie córki, Miriam, zwaną Marysią, mamę Adila i Nadii, oraz Darin, inaczej Darię, która popełniła jeszcze więcej błędów niż jej rodzicielka. Dorota po wyrwaniu się z łapsk Libijczyka wyszła za swego rodaka, Łukasza Nowickiego, z którym szczęśliwie doczekała się syna Adasia. Chłopak zmarnował sobie życie i nie wiadomo nawet, gdzie przebywa ani czy w ogóle żyje. Na koniec piękna blondwłosa i błękitnooka Słowianka spotkała na swej drodze Saudyjczyka, doktora Aszrafa, chłopinę porządnego i uroczego, które to cechy bynajmniej nie wpłynęły na jego wierność przysiędze małżeńskiej. Żona, złagodniała i podstarzała babcia, przebaczyła mężowi zdradę i są ze sobą nadal, udając, że nic nie stało. W krytycznym momencie nie doczekuje się wystarczającego pokrzepienia ze strony dorosłych i dojrzałych członków rodziny, a otrzymuje je jedynie od siedemnastoletniego wnuka. Saudyjczycy, mąż i zięć, sypią petrodolarami jak z rękawa i nie żałują pieniędzy na prekursorskie, najdroższe terapie, lecz psychiczne wsparcie, potrzymanie za rękę i wysłuchanie żalów, które ogarniają chorą od rana do nocy, zapewnia jej niedorostek.
Marysia siedzi w Izraelu, gdzie zadręcza się swoimi problemami z nowym mężem i nieoczekiwaną ciążą. Daria zaś jest młodą żoną w niespodziewanym związku, gdyż wskoczyła do łóżka byłego męża swojej siostry, Hamida Binladena. Na dokładkę ona też jest brzemienna. Nadia Binladen, córka Marysi i siostra rozważnego Adila, rzuciła się na szerokie wody i nie wykazała się rozwagą podczas zdobywania pierwszych szlifów. Gorący romans z Palestyńczykiem Mabrukiem Abulhedżą, który raptownie ją porzucił, to nie wszystko, co przyprawia dziewczynę o ból głowy. To kolejna spódniczka w familii, dla której jej obecny stan błogosławiony bynajmniej nie jest upragniony.
Zatem młodziak Adil, pomimo że jest skrytym, niezbyt wylewnym chłopakiem, okazuje najwięcej serca chorej Dorocie. Ma analityczny, ścisły umysł, więc usiłuje wykoncypować najlepszą metodę na pokonanie śmiertelnej choroby babci. Po nagłym zniknięciu lekarki prowadzącej, Wardy Albasri, której Dorota w pełni ufała i przy której miała nadzieję, że wykpi się śmierci, uparta chora nie akceptuje żadnego lekarza. Nie myśli poddać się amputacji piersi i późniejszej chemioterapii, a naświetlania rentgenowskie są według niej gorsze od śmierci. Nie ma zamiaru przechodzić drogi przez mękę, która często i tak kończy się zgonem. Zwłaszcza gdy rokowania są złe, jak u niej, a raka przypisuje się do najwyższej i najgorszej grupy zjadliwości.
Jako że doktorowa Al-Rida nie aprobuje ani jednego pracującego w Saudii kontraktowego zagranicznego medyka, Adil postanawia wziąć sprawy we własne ręce i zorganizować to na swój sposób. Jako genialny haker nie sprawdza opinii o lekarzu w ogólnodostępnym internecie, gdzie każdy może publikować, co chce, i niekoniecznie jest to wiarygodne, lecz wchodzi na korespondencję szpitali, sięga do wewnętrznych ocen pracowników, nagród, kar i pouczeń, do statystyk śmiertelności, by wybrać jak najlepszego eskulapa. Sądzi, że babci będzie przyjemnie, kiedy zaopiekuje się nią rodaczka lub rodak, więc włamuje się do baz danych polskich klinik.
Chłopak świetnie posługuje się polszczyzną, gdyż Dorota do córek zawsze mówiła w swym rodzimym języku, a wnuka i wnuczkę Nadię dręczyła całe dzieciństwo, uważając, że nie mogą stracić kontaktu z drugą ojczyzną. Czytała im rymowanki typu "Proszę państwa, oto miś" i uczyła na pamięć wierszyków, później nawet zmuszała do studiowania takich wymagających lektur jak Pan Tadeusz. Teraz to owocuje, bo Adil i Nadia bezproblemowo przechodzą z arabskiego na polski, a także na angielski, w którym przebiega ich cała edukacja, gdyż pomimo tego, że całe życie spędzają na Bliskim Wschodzie, uczęszczają tylko do międzynarodowych, a nie arabskich szkół. Ich wielokulturowy dom to istna wieża Babel. Nawet Saudyjczycy, mąż Doroty, Aszraf, czy Marysi, a obecnie Darii, Hamid, musieli się podszkolić z niezwykle trudnego słowiańskiego języka, chcąc cokolwiek zrozumieć z konwersacji pań i dzieciaków, którzy burzliwe dyskusje i kłótnie toczą tylko po polsku. W życiu kobiet z rodu Salimich zawsze panował istny kogel-mogel, który Dorota często kolokwialnie nazywa bajzlem. Po ślubie jej młodszej córki Darii z Hamidem Binladenem, byłym mężem starszej Marysi, określenie jest jak najbardziej adekwatne. Pomimo to w głębi serca Dorota się cieszy, że ten nad wyraz dobry człowiek został w ich familii, gdyż matkowała mu prawie dwie dekady. Kocha go jak syna całym swoim sercem.
Adil, jako typowy informatyk, jest klasycznym typem sowy i od lat nie przesypia nocy, co nie przeszkadza mu w edukacji, gdyż ma indywidualny tok nauczania. Pomimo tego, że czasy zdalnej nauki się skończyły, rzadko pojawia się w szkole. Nieraz przychodzi tylko na egzamin, choć sporo przedmiotów zalicza z domu. Komputerowiec żyje w całkiem innym świecie, bardziej wirtualnym niż rzeczywistym. Zarabia na grach komputerowych, pojedynkując się w sieci z innymi za pieniądze lub testując nowe programy przed ich oficjalną premierą. Obraca także kryptowalutą, co przynosi mu ogromne zyski w postaci bitcoinów. Ma chłopak rękę do mamony oraz odpowiednie zdolności, by przewidzieć profity i straty.
Dzisiaj po uporczywych całonocnych poszukiwaniach, ledwo w Polsce wybija ósma i przeważnie zaczyna się pracę, dzwoni do Europejskiego Centrum Zdrowia w Otwocku, gdzie znalazł najlepszą onkolożkę, jeśli idzie o skuteczność terapii. I choć parę mankamentów w jej życiorysie odkrył, dla matematyka najważniejsze są wyniki, a ona może się nimi pochwalić.
- Czy pani Joanna Boczyk? - modulując głos, by brzmiał doroślej, zwraca się do Polki, która słynie z leczenia najgorszych przypadków nowotworów piersi, a specjalizuje się właśnie w raku zapalnym sutka, tym, który zdiagnozowano u Doroty. - Dzwonię z Arabii Saudyjskiej.
- Tak? - odpowiada niepewnie doktorka. - Czym mogę służyć?
- Parę lat temu aplikowała pani o pracę w Szpitalu Gwardii Narodowej w Rijadzie - zagaja. - Wysłaliśmy do pani kontrakt, lecz nie podpisała go pani.
- Zgadza się.
- Czy mogę wiedzieć dlaczego?
- Poczytałam trochę o warunkach życia w państwa cudownym Królestwie - burczy nieprzyjemnie - i odechciało mi się tam przyjeżdżać. Za żadne pieniądze nie dam się uwięzić, a to właśnie robicie z kobietami na swoim terenie.
- Może proponowane wynagrodzenie było za niskie? - Adil uderza w inną strunę, bo pomimo młodego wieku wie, że pieniądze czynią cuda. Jest ugrzeczniony, zdając sobie sprawę, że jak zdenerwuje medyczkę, ta może się rozłączyć, zablokować jego numer, przez co nijak do niej nie dotrze. - Sześć i pół tysiąca dolarów miesięcznie to była kwota bazowa, droga pani. - Jest szarmancki, lecz odpychająca postawa Polki trochę go mrozi.
- Nie o to chodzi, młodzieńcze! - Lekarka ani chybi orientuje się, że jej rozmówca jest młody, choć na pewno nie spodziewa się nastolatka. - W waszym kraju kobiety są postponowane, ubezwłasnowolnione, więzione w domach przez mężczyzn, a w miejscach publicznych traktowane jak powietrze. Występuje u was powszechna segregacja płci!
Adil ciężko wzdycha, bo oburza go stereotypowe, przeważnie krzywdzące postrzeganie jego rodaków. Taka opinia, owszem, byłaby w stu procentach prawdziwa, ale w zeszłym stuleciu. W obecnej dobie wszystko się zmienia, ale nie będzie robił medyczce wykładu, choć jakiś argument należałoby przedstawić.
- Doktor Boczyk, Saudyjczycy bardzo cenią sobie lekarzy, a tym bardziej lekarki, które są u nas na wagę złota. Ściągamy je z całego świata, by pomagały chorym saudyjskim kobietom. Czy takie działania nie świadczą o tym, że dbamy o naszą słabą płeć?
- Co mi pan będzie opowiadał! - wybucha niegrzecznie rozmówczyni. - Utrzymujecie swoje baby w zdrowiu, by rodziły tabuny bachorów i służyły wam aż po grobową deskę!
- Proponujemy pani dziesięć tysięcy dolarów miesięcznie - nie wdając się w kłótnię, szybko ripostuje i na rybkę rzuca ostateczny argument, który niechybnie nakłoni niemiłą specjalistkę do przyjazdu do Królestwa. - Tyleż samo dostanie pani rocznie na podróże. Do tego willa ze służbą, samochód z kierowcą, szkoła dla dzieci, że nie wspomnę o takich szczególikach, jak laptop i telefon komórkowy.
- Dlaczego akurat o mnie tak zabiegacie? - spuszcza z tonu ważniaczka. - Żona króla ma raka piersi?
- Nie, żona ministra zdrowia.
Na łączach zapada cisza, bo lekarka przeżuwa ofertę życia. W Polsce, pracując w dwóch klinikach i trzech prywatnych przychodniach, goniąc w piętkę całymi dniami i w weekendy, nie ma co marzyć, żeby zarobić choć połowę zaproponowanego uposażenia.
- Proszę przysłać mi kontrakt. Pomyślę nad tym.
- Cieszę się.
- Kiedy miałabym podjąć pracę?
- Za tydzień? No, maksymalnie dwa.
- A wiza, zgody, przygotowania...
- Wszystko załatwimy.
- Zaraz, zaraz! - Nagle coś ją niepokoi w tej całej konwersacji. - Pan dzwoni z Arabii Saudyjskiej?
- No tak - potakuje beztrosko zadowolony ze swych poczynań chłopak.
- Pan tam mieszka?
- Owszem. Przy Szpitalu Gwardii Narodowej, który proponuje pani zatrudnienie.
- Rozmawia pan ze mną po polsku. Wprawdzie z dziwnym akcentem, jakimś takim wiejskim, ale nie cudzoziemskim. - Opanowuje ją gniew, bo spodziewa się, że ktoś nabija ją w butelkę czy wkręca w programie radiowym, gdzie naśmiewają się z frajerów. - Nie jest pan Saudyjczykiem?! - wrzeszczy jak przekupa na targu.
- Jestem, proszę pani.
- Kłamie pan, młody człowieku! Mam nadzieję, że dobrze się pan bawił! Żeg...
- Jestem wnukiem ministra zdrowia! - w ostatniej chwili wykrzykuje Adil. - A jego chora na raka żona, moja babcia Dorota, jest Polką. To ona będzie pani priorytetową pacjentką.
Natychmiast po rozmowie z lekarką, która nie urzekła Adila swym urokiem czy uprzejmością, nastolatek zamiast do szkoły idzie do dziadka do szpitala. Jako że jest skórą zdartą ze swojego taty, Hamida Binladena, i wygląda na stuprocentowego Saudyjczyka, chcąc być akceptowanym w przestrzeni publicznej, ubiera się, jak na wahabitę przystało: w długą do ziemi białą tobę, pod spodem białe jajcugi i również jasny, gładki podkoszulek. Na stopy wzuwa skórzane klapki, zaś głowę zakrywa chustą. Nienawidzi tego przyodziewku, ale nie ma wyjścia. Bunt nic nie pomoże, bo ten tradycyjny strój nosi się tu od stuleci i nieprędko coś się w tej kwestii zmieni. Jeśli przyszedłby do kliniki w swych domowych ciuchach, kolorowym podkoszulku z amerykańskim nadrukiem, spodniach dresowych i adidasach, nie wiadomo, czy w ogóle wpuszczono by go do środka. A tak wszyscy mu czapkują.
- As-salamu alejkum - wita się uprzejmie z recepcjonistkami na parterze.
- Alejkum as-salam - odpowiadają filipińskie pracownice, słodko się do niego uśmiechając, bo rośnie z niego niezły casanova.
Nikogo nie pyta o pozwolenie i zmierza prosto do gabinetu doktora Al-Ridy, tutejszego ordynatora, a zarazem ministra zdrowia, który w pandemii nieźle dostał w kość, ale i w pełni sprawdził się na tym stanowisku.
- Ahlan wa sahlan. - Przyszywany dziadek cieszy się na widok wnuka i zwyczajowo całuje go trzykrotnie w policzki. - Ty tak wcześnie na nogach? - dziwi się, ale zlustrowawszy bladego chudzielca, konkluduje: - Raczej jeszcze na nogach. Przespałbyś się kiedyś, wariacie!
- Marhaban12! - Chłopak bez zaproszenia rozwala się w skórzanym fotelu, bo nagle wychodzi z niego całe zmęczenie. - Mam lekarkę dla babci - od razu ogłasza. - Tej nie odrzuci.
- Kogoż to? - Ciekawi się zatroskany o żonę mąż. - Skąd ją wziąłeś?
- Z Polski. Rodaczkę na pewno zaakceptuje. - Jest o tym święcie przekonany, tak jakby zapomniał o trudnym, przekornym charakterze seniorki. - Poza tym ta onkolożka ma rewelacyjne osiągnięcia. Kobiety wychodzą z najpaskudniejszego rakulca pod jej opieką.
- U twojej babci najważniejsza jest kwestia psychiczna - tłumaczy mężczyzna, który zna żonę najlepiej. - Jej lekarka prowadząca nie tylko ma być najwyższej rangi specjalistką, ale też mieć przyjemną aparycję, być wręcz ładna, w miarę młoda, na pewno silna, by przekazywała swoją energię chorej, a na dokładkę pełna empatii. Nie należy tego mylić ze współczuciem, które Dorotę doprowadza do szewskiej pasji. Ma rozumieć pacjenta, pokrzepiać go, czasami być także figlarną i dowcipną. Sporo warunków.
- Nie wiem, czy ktokolwiek na całym świecie mieści w sobie wszystkie te cechy. Jeden jedyny Mietek, kolega mamy ze szpitala i późniejszy kochanek doktor Wardy, może by się kwalifikował, choć jeśli idzie o wygląd, dla mnie był obrzydliwy - wspomina zabitego ratownika medycznego Adil, mając przed oczyma jego łysą glacę i białą jak mleko karnację.
- Zatem kim jest ta genialna doktorka? - Medyk nie ma za dużo czasu na pogaduszki. - Skąd ją wziąłeś?
- Znalazłem numer telefonu i zadzwoniłem. Odkryłem też, że kiedyś aplikowała do pracy w Królestwie, i to nawet do tej kliniki.
- Znalazłeś numer? I jej podanie? Profesor Google ci je podsunął? - ironizuje dziadek, bo wszyscy w rodzinie wiedzą o hakerskich zdolnościach nastolatka, choć większość nie zdaje sobie sprawy, co tak naprawdę ten wyrostek potrafi.
Adil podaje dane onkolożki, a Aszraf szuka o niej informacji w szpitalnym intranecie. Po chwili skinieniem dłoni zaprasza wnuka przed ekran komputera.
- Ha, ha, ha! - Zaśmiewają się zgodnie, wykrzywiając twarze. - Prezencja zero.
- Mniej niż zero! - rży małolat, spozierając na zdjęcie aplikantki, ukazujące kobietę w zaawansowanym wieku, na pewno po pięćdziesiątce, otyłą, zaniedbaną, z nalaną twarzą bez makijażu i deka farby na lichych, rozczochranych włosach, które nożyczek fryzjerskich dawno nie widziały. - Nie najlepiej jej z oczu patrzy.
- Ma ślepia jak weszka - potwierdza Aszraf, który potrafi dostrzec kobiece piękno czy przynajmniej babski urok. - Do tego zimne jak lód.
- Cóż, wygląd to nie wszystko. - Adila wiele nieprzespanych nocy kosztowało znalezienie i wytypowanie jednej spośród tysięcy lekarek ze specjalizacją onkologiczną. - Macie o niej jakieś opinie?
- Nie podpisała kontraktu.
- To wiem. Uważała, że Saudia to więzienie dla kobiet, i bała się tego.
- Kto chciałby taką uwięzić? - konkluduje dowcipny staruszek i znów obaj pękają ze śmiechu. - Chyba jakiś sadomaso.
- Nie wygłupiaj się, dziadku. Zaoferowałem jej pensję w wysokości dziesięciu tysięcy dolarów miesięcznie i liczne dodatki, więc to nie przelewki.
- Masz do tego jakieś pełnomocnictwa, synku? - Na taką samowolkę minister sztywnieje. - Nie wiesz, że decyzję podejmuje komisja? Że są organizowane konkursy na każde stanowisko?
- Tę durną biurokrację tym razem trzeba ominąć. Niech zoperuje babcię, bo ma dobrą rękę do odcinania cycków, a w razie jakichkolwiek problemów dalszą terapię poprowadzi ktoś inny. Kontrakt u Arabów to nie dożywotnia umowa. Zawsze coś się znajdzie, żeby ją wyrzucić.
Bezwzględność młodego człowieka wstrząsa Saudyjczykiem. Ale czemu się dziwić, genów się nie wybiera. Ojciec Adila, Hamid, przebiegły szpieg, który kłamie bez drgnienia powieki i niejednego życia pozbawił, zapewne ma serce z kamienia. Inaczej dawno gryzłby piach. Nie wspominając o matce, Marysi, nadpobudliwej furiatce, która zdanie zmienia jak rękawiczki, a decyzje podejmuje od ręki, nie przejmując się, że może kogoś skrzywdzić.
- Ściągnijmy ją jak najszybciej. - Aszraf dla swej ukochanej żony decyduje się złamać zasady. - Dorota powinna się była poddać mastektomii parę miesięcy temu. Dłuższe zwlekanie niesie ze sobą zabójcze konsekwencje.
***
Rodzeństwo Adil i Nadia nie kontaktują się ze sobą za często, bo są typami osób nienarzucających się innym, ale bardzo się kochają i świetnie rozumieją - rozłąka nie jest w stanie tego zmienić. On siedzi w Rijadzie, ona długie trzy miesiące spędziła w Strefie Gazy, a potem wylądowała w Jerozolimie, gdzie mieszka razem z samotną Marysią, którą kolejny mąż porzucił, z łaski zostawiając jej do użytku swój dom. Tyle dobrze, że nie wylądowała na ulicy.
Nadia podejmuje pracę w przedstawicielstwie ONZ w Jerozolimie, rzut beretem od ich lokum na arabskim osiedlu Dahiet al-Barid. Siedzi w biurze, zagrzebana w papierach, bo całkiem odpuściła pracę w terenie. Teraz ma inne priorytety: zapewnić bezpieczeństwo nie tylko sobie, ale rosnącej pod jej sercem istotce, swojemu dziecku. O mającym przyjść na świat bękarcie, hańbie pół-Arabki, wie tylko jej mama, która też jest brzemienna, tata, któremu młoda wyznała wszystko jak na spowiedzi, oraz żydowska rodzina w Izraelu. Zbiera się na odwagę, by powiedzieć o tym babci, ale bratu nie zdradzi się chyba nigdy. Przynajmniej dopóki ten sam się nie zorientuje. Posądza go o zaściankowość i reakcję typową dla arabskiego samca. O jego ograniczoności świadczy brak akceptacji tego, że ukochana przez niego Dorota jest polską Żydówką, bo jak każdy Arab nie znosi Jehudi13. Chłopak potępia stosunki przedmałżeńskie, kiedyś nawet, niby żartem, groził Mabrukowi, że jeśliby zszargał honor jego siostry, to srogo go ukarze. Według prawa szariatu14 odpowiednim zadośćuczynieniem za taki czyn jest odebranie życia. Zatem Nadia izoluje się od rodziny w Rijadzie i czeka na jakiś cud, a przynajmniej krok z ich strony.
Zdruzgotana swoją sytuacją i wyizolowana w Izraelu, Marysia nie wytrzymuje i łączy się na Skypie z Dorotą. Jest ciekawa, czy mama potraktuje ją tak podle, jak zazdrosna siostra Daria, czy jak zawsze stanie po jej stronie i będzie ją wspierać. Matka i córka diametralnie różnią się wyglądem, lecz mają pokrewne dusze. Aktualnie obie wyglądają dość marnie i mają niewyraźne miny. Schorowana Dorota wychudła pomimo stosowania nie tak inwazyjnej doustnej chemioterapii. W szczególności gryzą ją wyrzuty sumienia i niepewność jutra. Włosy ma zaniedbane, bez połysku i bez farby, bo odechciało jej się dbać o siebie, zatem siwizna dominuje nad naturalnym blond kolorem. Nawet jej błękitne jak bławatki oczy, które zawsze lśniły, magnetyzując otoczenie, a przede wszystkim orientalnych mężczyzn, są wyblaknięte i jakby mniejsze. Karnację zawsze miała jasną, ale różową, a teraz jej cera jest ziemista, niezdrowa. Prawie sześćdziesięciolatka siedzi zgarbiona i pokurczona przed ekranem tabletu, tak jakby mięśnie nie trzymały kręgosłupa, a zwiotczałe ciało ciągnęło ją ku ziemi. Marysia od dziecka była wulkanem energii, zadziorną i zawadiacką bardziej Arabką niż Polką. Dzisiaj ta piękność o bujnych, falujących włosach koloru oberżyny, hipnotyzujących oczach w kształcie migdała, jest zadziwiająco cicha. Matka i córka nieśmiało się uśmiechają, nie wiedząc, jak rozpocząć rozmowę. W ich wzajemnych, przeważnie żywiołowych stosunkach jest to bardzo nietypowe. Zawsze gadały jak najęte, wręcz się przekrzykiwały, i często kłóciły aż do utraty tchu i potoku łez. Do łez też się zaśmiewały. Ich stosunki były burzliwe i drażliwe, bo obie były pełnymi emocji kobietami. Dziś są cieniami dawnych siebie.
- Witaj, mamuś - zaczyna Marysia, a broda jej się trzęsie, jakby od razu chciała uderzyć w płacz. - Co u ciebie?
- A cóż może być? - denerwuje się Dorota. - Jestem śmiertelnie chora i chyba tym razem nie wywinę się mrocznemu żniwiarzowi. Parokrotnie mi się udawało, ale wyczerpałam swój limit.
- Co ty gadasz? Mówiłaś, że doktor Warda, ta zażywna była kochanica twojego męża, jest dobrą lekarką.
- Och, Marysiu...
- Co znowu?! Co się dzieje? Dawno powinnaś być po operacji! Na co ty czekasz?!
Wygląda na to, że pomimo podłamania i depresji, jak zawsze się posprzeczają.
- Warda zniknęła - cicho informuje chora. - Nie ma jej, a tak mnie mobilizowała. Nikt nie jest w stanie jej zastąpić.
- Czyś ty oszalała?! - drze się pierworodna. - Zakochałaś się w niej czy co? Dla niej chciałaś żyć, nie dla nas, swojej rodziny?
- Ale bzdurzysz! - Dorota trochę się otrząsa, bo rzeczywiście tak to wygląda, a Marysia kontynuuje wyliczankę podniesionym głosem:
- Nie chodzi już o mnie i Darię, twoje kłopotliwe córki, ale masz także wnuki. Adil i Nadia straszliwie cię kochają, nie wspomnę o brygadzie chłopaków u Darii. Ahmed, artysta nadwrażliwiec, wyglądający całkiem jak twój pierwszy mąż i mój ojciec, Jusuf, syn Hamida, twojego ulubionego zięcia, a na koniec książę Sulejman, gigant chłopczyk, pogrobowiec saudyjskiego księcia Anwara al-Sauda, z którym krótko, acz treściwie była Daria. Niedługo dojdzie jeszcze jeden do tej drużyny.
- Skończyłaś? - Matka uśmiecha się pierwszy raz od niepamiętnych czasów.
- Aaa, byłabym zapomniała o najbardziej zakochanej w tobie istocie. - Marysia ironicznie moduluje głos. - Twój wiarołomny, głupkowaty, ale w sumie nie najgorszy mężuś Aszraf nie przeżyje bez ciebie ani minuty. Ani sekundy!
Kobiety poważnieją i patrzą sobie głęboko w oczy.
- Ale ja chcę Wardę - skamle rozżalona Dorota.
- Całkiem zdziecinniałaś! - Postanawia nie zostawić na matce suchej nitki, bo takie opierniczanie zawsze jedną i drugą mobilizowało. - Masz przeżyć, a potem tej Wardy poszukasz. A co się w ogóle stało? Takimi byłyście psiapsiółkami.
- Ej tam. - Dorota nie dojrzała do tego, by powiedzieć córce o swojej zbrodni i jej konsekwencjach. - Poddam się temu cholernemu oderżnięciu cycka. Zadowolona?
- Tak, trochę uspokojona. W Saudii, a szczególnie w Szpitalu Gwardii Narodowej, jest całe mnóstwo najlepszych na świecie specjalistów. Aszraf na pewno na głowie staje, by takiego ci załatwić.
- Wiem, wiem...
Pogrążają się w zadumie, ale rozmowa je podbudowuje, bo po chwili na twarzy jednej i drugiej wykwitają słabe rumieńce.
- A co u ciebie? Wyglądasz jak sto nieszczęść. - Matka bierze córkę w obroty. - Znowu coś zbabrałaś w swoim życiu? - Jej szczerość i prostolinijność są nieznośne.
- Ja raczej nie, ale... Po raz kolejny wszystko się wywróciło. Nie rozumiem dlaczego?
- Przestań mi tu dukać i gadaj szczerze! Mam trochę do powiedzenia w rodzinie Goldmanów, jestem było nie było przyrodnią siostrą tych frechownych15 bab, więc z miejsca zrobię tam porządek. Czyżby Jakubowi się odwidziało? Niemożliwe! Był w tobie szaleńczo zakochany.
- Dobrze, że użyłaś czasu przeszłego.
- Cóżeś ty zbroiła, kobieto?! Twoja niewinność zapewne złamanego grosza nie jest warta! Całe życie zachowujesz się jak szczylówa, a masz już czterdziestkę na karku. Dorośnij wreszcie! - matka bezdusznie ruga córkę, sprawiając jej tym ogromną przykrość.
Nikt za mną nie stoi. Nikt nie trzyma mojej strony. Co ja takiego komu zrobiłam, że dosłownie wszyscy mi nie dowierzają. Zawsze to ja jestem winna... Rozczula się nad sobą, a łzy cicho spływają z jej wielkich, pięknych, tragicznie smutnych oczu.
- Nic to, mamo. - Marysia przybliża palec do klawiatury laptopa, by się rozłączyć. - Poddaj się leczeniu i bądź zdrowa. Dla tych, których kochasz, mnie w to pewnie nie wliczając.
Kiedy Nadia wraca z pracy do domu, zapada już zmrok. Wchodzi do środka i poszukuje mamy, chcąc jej powiedzieć o niesamowitych kazusach, które dzisiaj odkryła. Praca ją pasjonuje, studia na wydziale prawa międzynarodowego satysfakcjonują, więc można powiedzieć, że odnajduje swoją drogę w życiu. Gdyby nie rozstanie z Mabrukiem i mające się narodzić nieślubne dziecko, byłaby szczęśliwa.
- Mamuś! Mamuś, gdzieś ty? - Dom, choć jednopoziomowy, jest niemały, bo ma prawie dwieście metrów kwadratowych, tak że można się w nim zgubić, ale też i ukryć. - Hello! Jest tam kto?
Dziewczyna, po której w ogóle jeszcze nie znać ciąży, zmierza na duży taras, gdzie zastaje matkę pogrążoną w rozpaczy.
- Co się stało? - Przyklęka przy niej i chwyta ją za ręce. - Źle się czujesz? Coś z dzieckiem?! Trzeba jechać do szpitala? Mamuś, no powiedzże!
- Rozmawiałam z babcią - szepcze urywanym głosem Marysia.
- No i wszystko jasne. - Uspokaja się córka. - Nawrzucała ci, a ty się tym przejmujesz? Mamo! Przecież to nie pierwszy raz.
- Ale tym razem potrzebowałam jej wsparcia. - Pochlipuje załamana brzemienna. - Bardzo potrzebowałam.
- Masz mnie, a całą resztę olej. Zrozumiano? - Uśmiecha się czule, bierze matkę w ramiona i mocno ściska. - Robimy kolację. No, rusz się! Może nawet napijemy się po dwie kropelki koszernego winka, żeby czerwone krwinki nam się podniosły. Co ty na to? - proponuje, bo wie, że zarówno babcia, jak i mama często w trudnych momentach pokrzepiały się rubinowym trunkiem.
Ledwie matka z córką się rozstają i idą każda do swojego pokoju, Nadia, nie zwlekając, dzwoni do babci z aplikacji WhatsApp. Tym razem ona ma zamiar ją zrugać.
- Babciu! - wykrzykuje bez powitania. - Coś ty nagadała mamie?!
- Co znowu? Powiedziałam jej prawdę. Że jest nieodpowiedzialna i niedojrzała, pomimo że stara dupa z niej.
- Miałabyś trochę litości!
- A niby dlaczego? Co z nią? Też ma raka? - kpinkuje, przekonana, że to ona jest w najgorszej sytuacji i dlatego może sobie na wszystko pozwolić.
- Nie mówiła ci, że jest w ciąży?
- Hmm, no nie. - Spuszcza z tonu. - Ale z tego to chyba powinna się cieszyć.
- Cieszyłaby się zapewne, gdyby nie to, że Kuba ją zostawił.
- Jak to zostawił? Ciężarną żonę?! - wybucha, bo nikt nie potrafi tak wzburzyć krwi w jej starych żyłach jak własna rodzina. - Zdradziła go?!
- Nie, ale on tak uważa.
- Na jakiej podstawie? Musi mieć jakieś podejrzenia. - Logicznie rozumuje babka.
- Kiedy byłam na stażu w agencji Szin Bet w Autonomii Palestyńskiej, umówiłam się z mamą w restauracji w Ramalli - opowiada młoda. - Tata wtedy przyjechał tam na jakieś biznesowe czy polityczne rozmowy. No i wpadłam na pomysł, że zjemy tę nieszczęsną kolację we trójkę.
- Chciałaś ich ponownie spiknąć?! - oburza się seniorka. - Pan Bóg cię opuścił?!
Dorota mówi tak głośno, że niepokoi tym Adila, który zajmuje sąsiednią sypialnię. Troskliwy chłopak wychodzi ze swojego pokoju i staje pod przymkniętymi drzwiami, próbując się zorientować, o co chodzi. Na razie tylko nadstawia uszu.
- To był kretyński pomysł - przyznaje Nadia. - Ale chyba każde dziecko pragnie, by rozwiedzeni rodzice się zeszli. - Adil uśmiecha się krzywo, bo on też o niczym innym nie marzy.
- Twój ojciec, Hamid Binladen, jest aktualnie mężem twojej ciotki, Darii - babka cedzi słowa przez zęby. Obawia się, że zanosi się na kolejny kataklizm. - Chciałabyś, by porzucił żonę, która spodziewa się jego dziecka, i znów obskakiwał twoją durną, lekkomyślną matkę? Ona sobie i tak poradzi, a Daria niekoniecznie. Ma małych synów, dla których twój tata jest idealnym ojcem.
- Czemu ma się opiekować obcymi gówniarzami, kiedy ma własne dzieci? Czy ja i Adil się nie liczymy? Jesteśmy gorsi?
- Czyż nie tak dawno temu nie uważałaś się za bardzo dorosłą, panienko? Czy nie pragnęłaś wypierniczyć z domu i nie wyjechałaś na drugi koniec świata?
- Jaki drugi koniec świata? Co ty gadasz? Tata lata do Izraela i Palestyny jak po zboże.
- W każdym razie tobie ciepełko rodzinne dłużej nie było potrzebne.
- Chciałam się usamodzielnić.
- Okej, wszystko gra. Ale po co intrygujesz i doprowadzasz do katastrofalnych w skutkach posunięć?
- No nie wiem... Sorki...
- Twoja matka rozwiodła się z Hamidem i uważam, że słusznie postąpiła, bo paskudnie ją potraktował. Przespać się z przyjaciółką żony to świństwo, które jakoś można przełknąć, ale ożenić się z nią i zmajstrować jej bachora to już jest niewybaczalne.
- Owszem...
- Zapomniałaś o tym, co? Doprowadziłaś do tego, że twoi starzy się przenocowali i teraz matka jest z brzuchem! Dałaś w cipę!
- Ależ ty używasz slangu, babciu. Nauczyłabyś się wreszcie ładnie i poprawnie wysławiać. Nas zadręczałaś Sonetami krymskimi, a sama gadasz jak furman.
- Więc jak to było, ty moja cnotliwa belferko? - indaguje starszawa pani, której serce z niepokoju omalże nie wyskoczy z piersi i dlatego całkiem traci kontrolę nad językiem. - Poszli do łóżka?
- Właśnie że nie! - żywo zaprzecza. - Noc po spotkaniu z ojcem mama spędziła z Kubą, który nie wiadomo jakim cudem pojawił się w Ramalli koło restauracji, gdzie spędzaliśmy wieczór. Podejrzał moich staruszków samych przy stoliku, jak trzymali się za ręce i lampili na siebie.
- Jak się zachował?
- Nie podszedł, nie przywitał się. Zwyczajnie zwiał.
- A potem w domu posiadł twą mamę, by zaznaczyć teren? - Dorota jest oburzona.
- W sumie można to tak określić. Całkiem niewinna scenka mu wystarczyła, by nabrać podejrzeń. Nikt i nic go nie przekona, że jest w błędzie.
- Zazdrosny facet to skaranie boskie - reasumuje starsza.
- Ja również zmarnowałam sobie życie. Tentegowałam się z Mabrukiem. I tym sposobem też wpadłam. - Nadia wyrzuca z siebie jednym tchem.
Stojącemu w korytarzu Adilowi na takie wieści włos się jeży. Otumaniony siada na podłodze i bierze głowę w dłonie. Ma zupełnie inne odczucia, niż spodziewała się po nim siostra. Biedna mama, aż oddech mu się rwie. A ta moja siora, durna koza... Jak ona mogła tak się zapomnieć? I co teraz?! Co teraz z nią będzie?! Ten Mabruk musi się z nią natychmiast ożenić! Byleby tata się nie dowiedział. Nie wiem, jak by zareagował. Chyba nie okaże się pieprzonym wahabitą, ortodoksem, który karę za grzech córce sam wymierza? Nastolatek cały się trzęsie. Nie pozwolę na to! Tłumiony szloch wyrywa się z jego młodzieńczej piersi.
- Ty też jesteś w ciąży? - upewnia się Dorota.
- Tak jakby.
- Bardzo dorosłe i rozważne postępowanie.
- Niezbyt.
- A ten przystojniak z kitką, ten twój Mabruk, jak zareagował na radosną nowinę? Także się na ciebie wysrał? - bluzga, bo w ten sposób wysławia się od młodości, więc na starość trudno jej wyplenić przekleństwa ze swojego słownika.
- Ładnie to określiłaś. O dziecku nic nie wie, bo nie zdążyłam mu powiedzieć. Wcześniej mnie olał.
Cisza zapada na łączach, a w korytarzu słychać tylko brzęczenie przepalającej się żarówki. Adil czuje pulsowanie w skroniach. Przechlapane. Na całej linii.
- Czy twój ojciec ma o tym choć blade pojęcie? - Dorocie drży głos, bo nie tak dawno była przypadkowym świadkiem zbrodni pseudohonorowej. Ocaliła Wardzie życie, ale czy da się uratować Nadię przed człowiekiem, który zabijał nie raz i nie dwa. Okej, jako agent wywiadu, szpieg, uśmiercał samych złych i podłych ludzi, ale...
- Tata mi pogratulował. - Córka uwielbia swego ojca, a za jego tolerancję darzy go jeszcze głębszym uczuciem.
- Bogu niech będą dzięki. - Babcia oddycha z ulgą, tak jak podsłuchujący pod drzwiami Adil. Kamień spada im z serca. - Ale żeby pogratulował? - Trochę jednak nie może w to uwierzyć.
- Powiedział, żebym się nie przejmowała, bo zdrowie moje i dziecka jest najważniejsze. I żebym tak całkiem nie przekreślała Mabruka. Uważa, że to porządny, choć trochę niedojrzały facio. - Panienka uśmiecha się przez łzy.
- Zatem wszystko na pewno dobrze się skończy. - Seniorka obserwuje swoją ukochaną wnuczkę z rozrzewnieniem, a na koniec stwierdza: - Ciąża ci służy. Pięknie wyglądasz. Kwitniesz.
- Dziękuję, babuniu. Mnie się może jakoś ułoży, ale mamie? - martwi się. - Binladen pewnie przywlecze Abulhedżę, by się ze mną ożenił, ale nie zmusi Goldmana, by wrócił do żony. Zwłaszcza że ten obłędnie zazdrosny Żyd jego podejrzewa o przyprawienie mu rogów.
- A żołnierka Jente, siostra Kubusia, nic nie zdziała? To twarda baba.
- Nawet Szin Bet tu nie pomoże. Ani ciocia Klara, staruszeczka nad grobową deską, nie przemówiła mu do rozumu.
- Poszedł w zaparte. - Dorota zna męski upór jak zły szeląg. - Głupio mu się wycofać i przyznać, że szkaluje i krzywdzi niewinną kobietę. Swoją brzemienną żonę, do kurwy nędzy! - znów rzuca mięsem. - Ja sobie z nim porozmawiam!
- Absolutnie nie! Proszę! Przyniesiesz tylko mamie wstyd. Tacie też nie mów, sama mu powie albo oświeci go ciotka Daria, która okazała się zawistną zdzirą.
- Wszystkie dziewuchy Salimi, z przeklętego rodu zamordowanego przeze mnie męża Ahmeda - wypala babka, a Nadia robi wielkie oczy, bo pierwsze o tym słyszy - są postrzelone i nieodpowiedzialne. Wisi nad nimi klątwa libijskiej rodziny. Lecz póki człek żyw, to wszystko może naprostować i zmienić.
- Dlatego też, babciu, marsz na stół operacyjny! - Młoda w żartobliwy sposób zagrzewa upartą chorą. - Masz wyzdrowieć, żebyś mogła hulać na moim weselu i bawić się na chrzcinach kolejnych potomków naszego niezniszczalnego klanu.
Dorota, jak zawsze mało przejmując się sobą, postanawia najpierw zadbać o najbliższe swemu sercu krewniaczki. Dzwoni więc do Hamida i zaprasza go na swój sztandarowy sernik, który od jakiegoś czasu piecze Adil, wszechstronnie uzdolniony chłopak.
- Co z Mabrukiem? Gdzie on jest?! - bez ogródek przechodzi do konkretów, a wnuk przysłuchuje się rozmowie z kuchni, gdzie szykuje poczęstunek.
- Skąd to pytanie? - Saudyjczyk udaje Greka, ale przed przyszywaną matką nie najlepiej mu to wychodzi. - Zostawił Nadię. Co ja mogę na to poradzić?
- Nie wiesz, gdzie jest?! - Polka twardo lustruje zięcia. Widzi, że ten kłamie, bo zna go tak dobrze, że jest lepsza od wariografu. - Naprawdę?! A mnie się wydaje, że dawno masz go w swoich łapskach.
- No, nie do końca... - Waha się, czy wyznać jej prawdę.
- Co to za wyjątkowa podłość, żeby rozpaczającej dziewczynie nie powiedzieć, gdzie znajduje się jej ukochany! - wrzeszczy zadziorna babka. - A chłopaka oświeciłeś, że jego bogdanka jest w ciąży? - Pali go pełnym wyrzutów wzrokiem. - To jakiś nonsens! Przecież oni się kochają!
- Doroto! - Hamid ma stal w spojrzeniu; takim teściowa go dotąd nie widziała. - Żyli bez ślubu...
- No i co z tego?
- Na dokładkę zrobił jej dziecko...
- No i co z tego?
- To z tego, że rozprawiczył mi córkę, za co powinienem go zabić - groźnie charczy. - Na dokładkę zmajstrował jej bąka. Pohańbił ją!
Adilowi, który znowu podsłuchuje, brakuje tchu.
- Hamidzie, nie sądziłam, że jesteś takim prymitywnym Arabem! Miałbyś chętkę dopuścić się zbrodni?! - piskliwie wykrzykuje rozczarowana tym człowiekiem. - Zabiłbyś swoją pierworodną?!
- Nie, nigdy w życiu! - żywo zaprzecza ojciec. - Ale jakąś karę muszą ponieść.
- Co zamyślasz? Mów mi tu natychmiast!
- Niech się trochę pomęczą w niepewności - wyjawia swój wychowawczy cel. - Niech pocierpią.
- Nadia oczy wypłakuje, ty draniu! - Dorota wpada w szloch. - Jak możesz! Jak śmiesz tak dręczyć swą córkę? Ponoć najukochańszą... - Wyje jak bóbr i nie jest w stanie nad sobą zapanować. - A Mabruk? Usycha zapewne z tęsknoty...
- Daj spokój, Dora - łagodnie prosi Hamid, kiedy dociera do niego jego wyrafinowanie. - Coś z tym zrobimy. Wyrównamy.
- No ja myślę. I to jak najszybciej.
- Jednak bezapelacyjnie chłopak przejdzie pewne przeszkolenie. - Kolejny uparty samiec jest nieugięty. - Żeby stać się mężczyzną.
W końcu Adil dosiada się do ojca i babki w salonie, a Hamid oględnie naświetla im swój plan. Chcąc nie chcąc, akceptują go i przyrzekają nikomu nie powiedzieć ani słowa. Udaje im się jedynie wymusić na nim skrócenie do minimum katuszy młodej pary.
- Kiedy otrzymam nominację na ambasadora Arabii Saudyjskiej w Tel Awiwie16, planuję zabrać Mabruka ze sobą jako swojego asystenta. Najpierw zahartujemy jego charakter, a potem wyrobimy mu dobre papiery.
- A już myślałam, Hamidku, żeś dokumentnie postradał zmysły. - Dorota całkiem się uspokaja.
12 Marhaban (arab.) - Cześć, witaj.
13 Jehudi (arab.) - Żyd/Żydówka.
14 Szariat (arab.) - tradycyjne prawo religijne kierujące życiem wyznawców islamu (więcej informacji: Słownik).
15 Frechowny (jid.) - zarozumiały, arogancki, bezczelny.
16 Królestwo Arabii Saudyjskiej nie utrzymuje stosunków dyplomatycznych z Izraelem, lecz jest bardzo prawdopodobne, że sytuacja niedługo się zmieni (przypis autorki).