Arab - Juliusz Słowacki
4.49 zł
3.68 zł
(2,90 zł najniższa cena z 30 dni)

Reflow text when sidebars are open.
Klęka mój wielbłąd jak Iman ubogi,
Co się w modlitwie odwraca do wschodu. Jukami garby ładuję do drogi, Kilka daktylów w zapasie od głodu; U boku szabla dobrze wyostrzona, W kołczanie śmierci ukryte nasiona. I łzy i rospacz są skarbnicą moją, I z téj skarbnicy lud podły obdarzam. Śmierć niosę nędznym co się śmierci boją, Wesołych cierpień widokiem przerażam; Gdy na méj twarzy ujrzą boleść srogą, Szczęśliwi, bladną i śmiać się nie mogą... Puścił się wielbłąd na stepów zacisze, Z pod racic ogień wypryska mu gęsty, I siodło lekko jak do snu kołysze, A w zębach żutéj trawy słyszę chrzęsty. Nim xiężyc srébrem pomaluje lica, Więcéj ubiegnę drogi od xiężyca.
I.
Możnym być muszę, gdy za moją sprawą Tylu na świecie płakało i płacze. Raz kiedy na świat niósłem zemstę krwawą, Gdym biegł na stepy wróg ludzkiéj uciechy,
Z łez cudzych winne wybiérać haracze; Patrzę: nad morzem uklecona z trzciny Chata uboga, z ziemi bite strzechy, Kwieciste morza okryły rośliny; Światło błyszczało przez łatane szyby, Po strzechach dym się błękitny rościągał. Ha! czyż mieszkaniec téj nędznéj siedziby Będzie mi jeszcze weselem urągał? Niskiéj zagrody przestąpiłem progi, Nędza tam była, lecz mieszkaniec chaty Człowiek na pozór nędzny i ubogi, Choć ciężką pracą utrzymywał życie, Ten drzący starzec, pochylony laty, Trzymał garść piasku i śmiał się jak dziécie. Był to ubogi nurek, a w tym piasku Odgrzebał perły... O nędzo żebraka! Perły - to perły! tak małe? bez blasku?... Spójrzałem gorzko na szczęście rybaka, I wiodłem starca po nad brzegi morza. Patrz! rzekłem, oto z łupów karawany, Perła ogromna błyszcząca jak zorza; Oto ją rzucam w te wiry, w te piany, Dostań ją z głębi a który z mocarzy Perłę zakupi, da ci skarby złota. Nadzieja w starca zabłysnęła twarzy, I wnet się rzucił w wiru fale ciemne. Zginęła perła, starania daremne! Wypłynął - była na twarzy zgryzota. Zatrułem szczęście i pokój człowieka, Dałem truciznę, dałem mu nadzieję. O! jakże gorzko nad brzegiem narzeka, O jak obfite do morza łzy leje! Widziałem potém jak poszedł do chaty, Z rospaczą upadł na liściane łoże; I wołał z jękiem i z płaczem: O Boże! Byłbym szczęśliwy! mogłem być bogaty.
RESZTA TEKSTU DOSTĘPNA W PEŁNEJ WERSJI.