Apologetyka Radości. C. S. Lewisa argument z Pragnienia na rzecz istnienia Boga - Joe Puckett Jr.

Kup ebooka

39.90 zł
31.04 zł (23,94 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

WSTĘP

W swoim eseju Chrze­ści­jań­ska apo­lo­ge­tyka Le­wis na­pi­sał: "Mam mó­wić o apo­lo­ge­tyce. Ter­min ten ozna­cza obronę. Pierw­sze py­ta­nie brzmi: czego za­mie­rzamy bro­nić? Oczy­wi­ście chrze­ści­jań­stwa [...]"[1]. Tym, czego po­dob­nie bę­dziemy sta­rali się bro­nić w tej książce, jest twier­dze­nie: "Bóg ist­nieje". Mam jed­nak na­dzieję, że osta­tecz­nie prze­ko­na­cie się, że Bóg ist­nieje, ale też, że stwo­rzył on wspa­niały świat, i że otrzy­ma­łeś ży­cie, by móc się ra­do­wać Bo­giem. Czę­ścią na­tury ludz­kiej jest tę­sk­nota za ży­ciem peł­nym szczę­ścia i sensu. Mamy więc do­brą no­winę, że ist­nieje droga do tego, czego twoje serce ze swej na­tury po­szu­kuje.

Książka ta zo­stała na­pi­sana z my­ślą o trzech ty­pach czy­tel­ni­ków. Jest skie­ro­wana do my­ślą­cych chrze­ści­jan, któ­rzy chcą wie­dzieć wię­cej na te­mat na­tury swo­jej wiary. Książka ta stara się po­ka­zać, że wiara jest za­równo czymś in­stynk­tow­nym dla na­tury ludz­kiej, jak i czymś za­sia­nym przez Boga. Zgod­nie z prze­ko­na­niem au­tora z tego na­sie­nia wiary (w po­łą­cze­niu z ob­ja­wie­niem się Boga, z ja­kim mamy do czy­nie­nia w Bi­blii) może roz­wi­nąć się ży­cie prze­peł­nione czymś o wiele wspa­nial­szym niż wszystko, co może za­ofe­ro­wać świat w jego obec­nym sta­nie.

Jest to także książka dla po­szu­ku­ją­cych, któ­rzy chcie­liby się do­wie­dzieć, dla­czego warto sta­rać się o wiarę. Ufam, że tre­ści za­warte w tej książce po­mogą oso­bom stu­diu­ją­cym li­te­ra­turę i/lub re­li­gię, a prze­peł­nio­nym wąt­pli­wo­ściami, uczy­nić pierw­sze kroki w stronę wiary.

Jest to także książka na­pi­sana dla czy­tel­ni­ków C.S. Le­wisa, któ­rzy zwy­czaj­nie chcą się do­wie­dzieć cze­goś wię­cej na te­mat, który dla niego sa­mego był bar­dzo ważny. Słusz­nie można twier­dzić, że "ar­gu­ment z Pra­gnie­nia" wy­stę­puje w więk­szo­ści prac Le­wisa - za­równo be­le­try­stycz­nych, jak i nie­be­le­try­stycz­nych.

Le­wis był prze­ko­nany, że lu­dzie po­sia­dają na­tu­ralne (nie­mniej nie­uchwytne i ta­jem­ni­cze) pra­gnie­nie trans­cen­dent­nego świata. Jest to więc pra­gnie­nie, któ­rego nie jest w sta­nie za­spo­koić żadna ziem­ska rzecz. Kwe­stią tą zaj­miemy się do­kład­niej w dal­szej czę­ści. Tu chciał­bym je­dy­nie po­wie­dzieć, czego po­wi­nie­neś spo­dzie­wać się po tej lek­tu­rze. Miej­scami ma ona cha­rak­ter nieco aka­de­micki. Jest jed­nak po­wód ku temu. Chciał­bym skło­nić cię do my­śle­nia. Chcę ci po­ka­zać, że w książce tej nie mó­wię ni­czego zu­peł­nie no­wego, czego nie stwier­dzi­liby już dawni my­śli­ciele. Ist­nie­nie Boga było od­czu­wane i do­strze­gane od po­czątku ist­nie­nia ludz­ko­ści. Choć sku­piamy się tu na twór­czo­ści Le­wisa, to przy tej oka­zji za­pre­zen­tu­jemy też wielu in­nych au­to­rów, fi­lo­zo­fów i po­etów. Sprawi to, że książka ta bę­dzie za­równo in­te­lek­tu­al­nie roz­wi­ja­jąca, jak i (mamy na­dzieję) sty­mu­lu­jąca. Pi­szę tę książkę z prze­zna­cze­niem dla prze­cięt­nego (ale po­waż­nego) czy­tel­nika, ale także dla przed­sta­wi­cieli śro­do­wi­ska aka­de­mic­kiego, któ­rych in­te­re­sują fi­lo­zo­fia, li­te­ra­tura i apo­lo­ge­tyka. Sta­ram się w tak krót­kiej for­mie za­wrzeć moż­li­wie dużo od­wo­łań do świa­dectw li­te­rac­kich i fak­tów o cha­rak­te­rze spo­łecz­nym. Choć by­łoby po­mocne, gdyby przed prze­czy­ta­niem tej książki czy­tel­nik znał już nie­które prace Le­wisa, to nie jest to ko­nieczne. W isto­cie mam na­dzieję, że ni­niej­sza po­zy­cja za­chęci jej od­bior­ców do się­gnię­cia po więk­szą liczbę jego prac.

Ce­lem na­pi­sa­nia tej książki jest pod­wa­że­nie na­ce­cho­wa­nego scep­ty­cy­zmem trendu (nie­kiedy okre­śla­nego mia­nem "no­wego ate­izmu"), który uznaje pu­bli­ka­cje sta­ra­jące się za­chę­cać do wiary w Boga za głu­pie. Wiara w Boga wcale nie jest głu­pia. Wiara w ist­nie­nie tego, co bo­skie, jest za­ko­rze­niona w ludz­kiej my­śli i ludz­kim do­świad­cze­niu. In­spi­ro­wała wspa­niałe dzieła sztuki, li­te­ra­tury, dzieła do­bro­czyn­no­ści. Osoby wie­rzące po­tra­fią do­strze­gać piękno w świe­cie w spo­sób, który po­zo­staje nie­do­stępny dla nie­wie­rzą­cych. Osoba wie­rząca po­strzega Wszech­świat jako wy­nik Bo­skiego aktu stwo­rze­nia. Nie­wie­rzący po­trafi do­strzec piękno świata, ale woli igno­ro­wać fakt ist­nie­nia Ar­ty­sty, który, co jest sprawą za­sad­ni­czą, uczy­nił go ta­kim, by ja­wił się nam jako piękny, umoż­li­wia­jąc nam po­dzi­wia­nie go. By zre­zy­gno­wać z przyj­mo­wa­nia tego faktu, nie­wie­rzący, jak bę­dziemy sta­rali się po­ka­zać, musi naj­pierw od­rzu­cić swoje wła­sne in­stynkty. Musi zi­gno­ro­wać coś, co jest naj­bar­dziej na­tu­ralne dla istot ludz­kich - wro­dzony in­stynkt wiary w ist­nie­nie bo­sko­ści.

Od ja­kie­goś czasu mamy do czy­nie­nia z za­le­wem ksią­żek, które sta­rają się wzbu­dzić w ludz­kich umy­słach wąt­pli­wość od­no­śnie do ist­nie­nia i na­tury Boga. Ale, po­mimo tych cią­głych wy­zwań, lu­dzie wciąż wie­rzą. Ist­nieje do­bry po­wód ku temu. Istoty ludz­kie przy­cho­dzą na ten świat, no­sząc w so­bie na­sie­nie kieł­ku­jące pra­gnie­niem osta­tecz­nego sensu i szczę­ścia, któ­rego to pra­gnie­nia nie da się po­zbyć ot tak. Tak jakby coś (lub ktoś) wsz­cze­pił w nas to pra­gnie­nie. Nie­któ­rzy sta­rali się wy­tłu­ma­czyć je, stwier­dza­jąc, że ewo­lu­cja (na dro­dze do­boru na­tu­ral­nego) po­zwala na wy­stę­po­wa­nie ta­kich my­śli, gdyż są one ko­rzystne ze względu na prze­trwa­nie. O tej teo­rii na­pi­szemy wię­cej w roz­dzia­łach 14 i 15. W tym miej­scu stwier­dzę je­dy­nie, że od­po­wiedź ta jest zbyt­nim uprosz­cze­niem.

Cza­sami jed­nak nie po­tra­fimy do­kład­nie po­wie­dzieć, dla­czego wie­rzymy. I nie ma w tym ni­czego złego. Nie po­tra­fię do­kład­nie wy­tłu­ma­czyć, jak to się dzieje, że ro­bię się głodny; po pro­stu tak się dzieje. I kiedy zgłod­nieję, jem. Z wiarą może być tak samo. Jest wiele do­brych ar­gu­men­tów na ist­nie­nie Boga. Nie­kiedy lu­dzie usi­łują zmie­rzyć się z pro­ble­mem, dla­czego tak na­prawdę wie­rzą w Boga. Moim zda­niem (które jest zgodne z tym, co uwa­żał Le­wis) nie mu­sisz za­wsze być w sta­nie wska­zać tego do­kład­nie. Wiara w Boga jest wro­dzo­nym pra­gnie­niem, tak jak głód. Nie mu­sisz prze­ana­li­zo­wać głodu, by wie­dzieć, kiedy po­wi­nie­neś coś zjeść. Nie martw się więc, gdy po­ja­wia się ja­kaś książka wy­ra­ża­jąca scep­ty­cyzm i sta­ra­jąca się wy­ka­zać ilu­zo­rycz­ność two­jego głodu Boga. Sam do­brze wiesz, że je­steś głodny. Je­dyne, co wtedy mu­sisz zro­bić, to jeść. A gdy już skosz­tu­jesz tego Bo­skiego po­siłku, twoje ży­cie ni­gdy nie bę­dzie ta­kie samo.

W czę­ści pierw­szej za­pre­zen­tu­jemy to, co Le­wis mó­wił o ar­gu­men­cie z Pra­gnie­nia. Po­sta­ramy się wy­ja­śnić i okre­ślić główne ka­te­go­rie i kon­cep­cje, które po­zwolą zro­zu­mieć ten ar­gu­ment. W czę­ści dru­giej zaj­miemy się za­rzu­tami wo­bec tego ar­gu­mentu, które przed­sta­wił agno­styczny au­tor John Be­ver­sluis. W czę­ści trze­ciej zaj­miemy się pew­nymi do­świad­cze­niami ży­cio­wymi (to jest świa­dec­twami a po­ste­riori), które w toku na­szego ży­cia wzmac­niają na­szą na­tu­ralną tę­sk­notę (to jest pra­gnie­nie, które ma cha­rak­ter a priori) do Boga. W czę­ści czwar­tej roz­pa­trzymy jedno z naj­waż­niej­szych za­strze­żeń nie­ana­li­zo­wa­nych przez Be­ver­slu­isa, a od­wo­łu­jące się do teo­rii ewo­lu­cji. W Za­koń­cze­niu wy­ko­rzy­stamy wszystko, co zo­stało wcze­śniej po­wie­dziane, by spraw­dzić, czy ar­gu­ment jest trafny i co do­kład­nie po­zwala nam stwier­dzić, a czego nie, w kwe­stii ist­nie­nia Boga. Umie­ści­łem rów­nież Do­da­tek, by przed­sta­wić nie­które inne teo­lo­giczne im­pli­ka­cje tego ar­gu­mentu. Zaj­miemy się w nim sprawą osta­tecz­nego celu i przed­miotu tej sil­nej tę­sk­noty do­świad­cza­nej przez lu­dzi. Cho­ciaż jest to do­da­tek, to w pew­nym sen­sie może on zo­stać uznany za za­wie­ra­jący naj­waż­niej­sze twier­dze­nia w ca­łej książce.

Pra­gnę po­dzię­ko­wać wielu lu­dziom za ich wkład w po­wsta­nie ni­niej­szej pracy. Chcę po­dzię­ko­wać Pau­lowi Co­pa­nowi, Mike'owi Youn­gowi, Da­nowi Pro­mo­zi­cowi za ich po­mocne su­ge­stie i pod­po­wie­dzi. Chciał­bym też po­dzię­ko­wać Mar­kowi Li­nville'owi (bę­dą­cemu jedną z osób, któ­rej de­dy­kuję tę książkę) za to, że jest tak wiel­kim przy­ja­cie­lem i men­to­rem. Nie tylko na­uczył mnie fi­lo­zo­fii, ale także wy­ro­bił we mnie pra­gnie­nie by­cia lep­szym fi­lo­zo­fem ana­li­tycz­nym, który po­trafi jesz­cze le­piej ko­chać Pana Boga "ca­łym swoim umy­słem" (Mt 22,37)[2]. Na końcu chcę po­dzię­ko­wać mo­jej żo­nie i cór­kom za ich stałe wspar­cie i mi­łość. Bez nich nie zdo­łał­bym wy­ko­nać tej pracy. Są one naj­lep­szymi ziem­skimi ob­ra­zami, które po­zwa­lają mi zro­zu­mieć, czym w rze­czy­wi­sto­ści bę­dzie mi­łość w nie­bie.

Joe Puc­kett

Ster­ling, IL, 13 stycz­nia 2012

PRZY­PISY

DE­DY­KA­CJA

[1] "The ho­me­ma­ker has the ul­ti­mate ca­reer. All other ca­re­ers exist for one pur­pose only-and that is to sup­port the ul­ti­mate ca­reer" - C.S. Le­wis: to nie jest w rze­czy­wi­sto­ści do­kładny cy­tat z Le­wisa, zob. https://es­sen­tialc­sle­wis.com/2016/01/23/ccslq-19-ho­me­ma­ke­rul­ti­mate-ca­reer [do­stęp: 14 VII 2022] (przyp. tłum.).
[2] Cy­tat ten, wy­my­ślony przez sce­na­rzy­stę filmu Cie­ni­sta do­lina (1993), Wil­liama Ni­chol­sona, zo­stał nie­słusz­nie przy­pi­sany Le­wi­sowi; zob. https://es­sen­tialc­sle­wis.com/2015/09/05/we-read-to-know/ [do­stęp: 14 VII 2022] (przyp. tłum.).

PRZED­MOWA

[1] F. Nie­tz­sche, An­ty­chryst. Próba kry­tyki chrze­ści­jań­stwa, tłum. L. Staff, Wy­daw­nic­two Zie­lona Sowa, Kra­ków 2003, s. 14 (przyp. tłum.).
[2] R. Le­won­tin, Bil­lions and Bil­lions of De­mons, "New York Re­view of Bo­oks" 1997, Ja­nu­ary 9, s. 28 [28-32] (przyp. tłum.).
[3] Święty Au­gu­styn, Wy­zna­nia, tłum. Z. Ku­biak, In­sty­tut Wy­daw­ni­czy PAX, War­szawa 1987, I.1, s. 7 (przyp. tłum.).
[4] B. Rus­sell, Kult wol­nego czło­wieka, tłum. A. Li­twi­ni­szyn, "Ko­niec Wieku" 1994, nr 6, s. 35 [34-41]; po­mi­nięty w pol­skim wy­da­niu zwrot in her se­cu­lar hur­ry­ings od­dano za po­mocą wy­ra­że­nia "wła­snym roz­pę­dem" (przyp. tłum.).

WSTĘP

[1] C.S. Le­wis, Chrze­ści­jań­ska apo­lo­ge­tyka, w: tenże, Nie­od­parte ra­cje, tłum. J. Mu­ranty, Ofi­cyna Wy­daw­ni­cza LO­GOS, War­szawa 2003, s. 74 [74-90].
[2] Wszyst­kie cy­taty bi­blijne za wy­da­niem: Pi­smo Święte Sta­rego i No­wego Te­sta­mentu - Bi­blia Ty­siąc­le­cia, wyd. piąte na nowo opra­co­wane i po­pra­wione, Wy­daw­nic­two Pal­lot­ti­num, Po­znań 2020, chyba że za­zna­czono ina­czej (przyp. tłum.).

CZĘŚĆ 1

[1] W spra­wie peł­niej­szego opisu tych dwóch ro­dza­jów ar­gu­men­tów ko­smo­lo­gicz­nych zob. M. Ad­ler, How to Think about God: A Gu­ide for the 20th-Cen­tury Pa­gan, Mac­mil­lan, New York 1991, roz­działy: 5, 12-14.
[2] Zob. To­masz z Akwinu, Suma teo­lo­giczna, Tom 1, O Bogu, Część I, tłum. o. P. Blech OP, Na­kła­dem Ka­to­lic­kiego Ośrodka Wy­daw­ni­czego "Ve­ri­tas", Lon­don b.r., I.2.3.
[3] V. Rep­pert, Nie­bez­pieczna idea C.S. Le­wisa. Fi­lo­zo­ficzna obrona ar­gu­mentu z ro­zumu, tłum. T. Siecz­kow­ski, "C.S. Le­wis. Ro­zum i wiara", Fun­da­cja Pro­do­teo, War­szawa 2022, s. 124.
[4] In­nym ta­kim in­try­gu­ją­cym ar­gu­men­tem jest Alvina Plan­tingi ewo­lu­cyjny ar­gu­ment prze­ciwko na­tu­ra­li­zmowi. Głosi on za­sad­ni­czo, że je­śli na­sze zdol­no­ści po­znaw­cze, które po­zwa­lają nam na wy­cią­ga­nie wnio­sków, po­wstały na dro­dze na­tu­ra­li­stycz­nej ewo­lu­cji, to nie ma pod­staw, by uznać te zdol­no­ści za godne za­ufa­nia. Nie można ufać wnio­skom bę­dą­cym wy­two­rem zdol­no­ści po­znaw­czych, które po­wstały w wy­niku po­zba­wio­nych in­te­li­gen­cji i przy­pad­kowo dzia­ła­ją­cych sił. Do­bór na­tu­ralny nie jest me­cha­ni­zmem na­kie­ro­wa­nym na prawdę. Jest to me­cha­nizm, który je­dy­nie po­zwala ga­tun­kom na prze­trwa­nie. Je­śli jed­nak uznamy, że to prawda, to sama kon­cep­cja na­tu­ra­li­zmu "strzela so­bie w ko­lano". Je­śli bo­wiem ewo­lu­cjo­ni­styczny na­tu­ra­lizm jest praw­dziwy, to nie mam pod­staw do tego, by ufać, że moje wła­dze po­znaw­cze do­pro­wa­dzą mnie do po­zna­nia prawdy w ja­kiej­kol­wiek spra­wie. Je­śli bo­wiem nie mogę po­le­gać na mo­ich wła­dzach po­znaw­czych, to nie mogę po­le­gać na wnio­skach, które za sprawą tych władz wy­pro­wa­dzam. A je­śli tak się rze­czy mają, to nie mogę ufać prze­ko­na­niu, że ewo­lu­cjo­ni­styczny na­tu­ra­lizm sam jest praw­dziwy. Ale je­śli nie mogę po­le­gać na tym prze­ko­na­niu, to nie po­wi­nie­nem go przyj­mo­wać. W ten spo­sób ewo­lu­cjo­ni­styczny na­tu­ra­lizm sam pod­wa­żałby twier­dze­nie o swo­jej praw­dzi­wo­ści. Lep­sze jest przy­ję­cie wy­ja­śnie­nia, zgod­nie z któ­rym prawdą jest coś w ro­dzaju te­izmu. Je­śli bo­wiem zwy­kle wie­rzymy, że mo­żemy po­le­gać na na­szych zdol­no­ściach po­znaw­czych, je­śli cho­dzi o do­cho­dze­nie do praw­dzi­wych wnio­sków, to lep­szym wy­ja­śnie­niem tego faktu bę­dzie to, które uznaje, że na­sze wła­dze po­znaw­cze po­wstały za sprawą istoty, która je stwo­rzyła. Taki twórca sam cha­rak­te­ry­zo­wałby się wia­ry­god­nymi wła­dzami po­znaw­czymi. Stąd te­izm ofe­ruje so­lid­niej­sze wy­ja­śnie­nie na­szej ra­cjo­nal­no­ści niż na­tu­ra­lizm. Zob. A. Plan­tinga, Where the Con­flict Re­ally Lies: Science, Re­li­gion, & Na­tu­ra­lism, Oxford Uni­ver­sity Press, New York-Oxford 2011, s. 307-50.
[5] P. Kre­eft, He­aven: The He­art's De­epest Lon­ging, Igna­tius, San Fran­ci­sco 1989, s. 203.
[6] A. McGrath, Apo­lo­ge­tyka po pro­stu. Jak po­móc po­szu­ku­ją­cym i scep­ty­kom w od­na­le­zie­niu wiary, tłum. D. Kru­piń­ska, Wy­daw­nic­two "W dro­dze", Po­znań 2020, s. 108.
[7] P. Kre­eft, He­aven: The He­art's De­epest Lon­ging, s. 202.
[8] Tamże, s. 201.
[9] Z. Freud, Przy­szłość pew­nego złu­dze­nia, w: tenże, Kul­tura jako źró­dło cier­pień, tłum. J. Pro­ko­piuk, Wy­daw­nic­two KR, Kra­ków 1995, s. 126 [97-159].

CZĘŚĆ 1

C.S. LE­WIS I AR­GU­MENT Z PRA­GNIE­NIA

.

WPRO­WA­DZE­NIE

Ist­nieje wiele ro­dza­jów ar­gu­men­tów sta­ra­ją­cych się udo­wod­nić (lub wska­zać) ist­nie­nie trans­cen­dent­nego bytu bo­skiego. Nie­które z nich ze swej na­tury mają cha­rak­ter ze­wnętrzny (exter­nal), a inne - we­wnętrzny (in­ter­nal). Jak su­ge­rują te na­zwy, ar­gu­menty ze­wnętrzne od­no­szą się do tego, co "ze­wnętrzne", znaj­du­jące się na ze­wnątrz osoby ludz­kiej. Dwoma ro­dza­jami ar­gu­men­tów ze­wnętrz­nych są ar­gu­menty ko­smo­lo­giczny i te­le­olo­giczny. Ar­gu­ment ko­smo­lo­giczny po­lega na wska­za­niu i wy­ja­śnie­niu po­wodu ist­nie­nia Wszech­świata. Stara się to zre­ali­zo­wać po­przez usta­le­nie "pierw­szej przy­czyny" lub "ra­cji do­sta­tecz­nej" za­ist­nie­nia świata oraz rze­czy przy­god­nych, ja­kie na­po­ty­kamy w Ko­smo­sie. Róż­nica mię­dzy tymi dwoma ar­gu­men­tami po­lega na tym, że ar­gu­ment od­wo­łu­jący się do pierw­szej przy­czyny dąży do wy­ka­za­nia, że za­po­cząt­ko­wa­nie Wszech­świata ma swoją przy­czynę. W ar­gu­men­cie tym za­kłada się cza­sową skoń­czo­ność Wszech­świata. Ar­gu­ment z ra­cji do­sta­tecz­nej nie musi ko­niecz­nie za­kła­dać cza­so­wej skoń­czo­no­ści ist­nie­nia Wszech­świata, a tylko to, że ze swej na­tury jest on by­tem przy­god­nym. Stara się wska­zać na ist­nie­nie nie­przy­god­nej i do­sta­tecz­nej ra­cji ist­nie­nia przy­god­nego Wszech­świata[1]. To­masz z Akwinu jest znany jako obrońca tego ro­dzaju ar­gu­mentu ko­smo­lo­gicz­nego[2]. Ar­gu­ment te­le­olo­giczny stara się wy­ja­śnić ce­lo­wość, jaką do­strze­gamy we Wszech­świe­cie. Głosi on, że je­śli ist­nieje świa­dec­two na rzecz ce­lo­wo­ści w świe­cie, to wska­zuje ono na ist­nie­nie od­po­wied­niego pro­jek­tanta, który jest źró­dłem do­strze­ga­nej ce­lo­wo­ści. Wszyst­kie tego typu ar­gu­menty mają tę wspólną ce­chę, że od­wo­łują się do tego, co ist­nieje na ze­wnątrz wzglę­dem su­biek­tyw­nej, psy­cho­lo­gicz­nej sfery istoty ludz­kiej.

Ar­gu­menty we­wnętrzne na rzecz ist­nie­nia Boga róż­nią się od przed­sta­wio­nych wy­żej tym, że od­wo­łują się do tego, co leży w sa­mej ludz­kiej na­tu­rze. Nie cho­dzi o to, że od­wo­łują się do ist­nie­nia pro­jektu w bio­lo­gicz­nym aspek­cie funk­cjo­no­wa­nia czło­wieka. W ta­kim wy­padku mie­li­by­śmy do czy­nie­nia z ar­gu­men­tem te­le­olo­gicz­nym. Ar­gu­menty we­wnętrzne mają na celu wy­ja­śnie­nie tego, co wiąże się z psy­cho­lo­gicz­nym i mo­ral­nym aspek­tem ludz­kiego ży­cia. Jed­nym z przy­kła­dów ta­kiego spo­sobu ro­zu­mo­wa­nia jest ar­gu­ment mo­ralny, który za­równo wy­ja­śnia, co jest źró­dłem ludz­kiego su­mie­nia, jak i wska­zuje na źró­dło ist­nie­nia obiek­tyw­nych praw mo­ral­nych, które rzą­dzą ludz­kim dzia­ła­niem. W pierw­szym z tych przy­pad­ków ar­gu­ment ten wy­ja­śnia, skąd bie­rze się uni­wer­sal­ność wła­dzy su­mie­nia (np. dla­czego wszy­scy lu­dzie są prze­ko­nani o tym, że na­ru­sza­nie wła­snego su­mie­nia jest czymś złym?). W dru­gim przy­padku ar­gu­ment głosi, że je­śli ist­nieje zbiór uni­wer­sal­nych praw mo­ral­nych, to musi ist­nieć mo­ralny pra­wo­dawca. Jesz­cze in­nym ar­gu­men­tem we­wnętrz­nym jest Vic­tora Rep­perta "ar­gu­ment z ro­zumu", który, po­dob­nie do przed­miotu roz­wa­żań w ni­niej­szej książce, ści­śle wiąże się z pra­cami Le­wisa. Zgod­nie z tym ar­gu­men­tem Wszech­świat, który byłby czymś z gruntu nie­ra­cjo­nal­nym, nie mógłby wy­two­rzyć ra­cjo­nal­nego umy­słu. Głosi on, że od­wo­ła­nie do fi­zycz­nych wła­sno­ści mó­zgu nie po­zwala na wy­ja­śnie­nie za­cho­dzą­cej mię­dzy zda­niami re­la­cji wy­ni­ka­nia lo­gicz­nego. Wiemy, że ja­kieś zda­nie jest praw­dziwe lub fał­szywe, nie dla­tego, że po pro­stu opi­suje ono coś ist­nie­ją­cego w świe­cie, ale dla­tego, że o praw­dzi­wo­ści da­nego zda­nia prze­ko­nu­jemy się na dro­dze wnio­sko­wa­nia na te­mat tego, o czym mówi to zda­nie. Na­zy­wamy to in­ten­cjo­nal­no­ścią. Ale skąd wziął się ten ra­cjo­nalny umysł? Jak ate­ista może ufać swoim wnio­skom, je­śli opie­rają się one je­dy­nie na nie­ra­cjo­nal­nych obiek­tach fi­zycz­nych, ta­kich jak atomy w mó­zgu? Ar­gu­ment z ro­zumu prze­ko­nuje, że od­wo­ła­nie do ra­cjo­nal­nego Stwórcy jest lep­szym wy­ja­śnie­niem ludz­kiej ra­cjo­nal­no­ści niż od­wo­ła­nie do nie­ra­cjo­nal­nego pro­cesu na­tu­ra­li­stycz­nej ewo­lu­cji. Zgod­nie z wnio­skiem, jaki Rep­pert wy­pro­wa­dza w swo­jej książce, "Nie­bez­pieczną ideą C.S. Le­wisa jest myśl, że wy­ja­śnie­nie funk­cjo­no­wa­nia ro­zumu w ka­te­go­riach na­tu­ra­li­stycz­nych ozna­cza tak na­prawdę jego usu­nię­cie, a przy­naj­mniej ta­kie jego prze­kształ­ce­nie w eks­pla­na­cyj­nym opi­sie, aby nie mógł już być pod­stawą nauk przy­rod­ni­czych, które z ko­lei po­zo­stają fun­da­men­tem na­tu­ra­li­zmu"[3].

"AR­GU­MENT Z PRA­GNIE­NIA" W SKO­RU­PIE OD ORZE­CHA

Ist­nieją jesz­cze inne we­wnętrzne ar­gu­menty po­dobne do ro­zu­mo­wa­nia Rep­perta[4]. Ten, który pre­zen­tu­jemy w ni­niej­szej książce, po­wszech­nie okre­śla się mia­nem "ar­gu­mentu z Pra­gnie­nia" i jest on szcze­gólny pod wie­loma wzglę­dami. Choć bar­dziej szcze­gó­łowo zaj­miemy się nim w dal­szej czę­ści, tu wskażmy je­dy­nie, że głosi on z gruntu, iż każ­demu na­tu­ral­nemu i po­wszech­nemu pra­gnie­niu od­po­wiada ist­nie­jący przed­miot, który je za­spo­kaja. Dla­tego też, je­śli wy­ka­żemy, że lu­dzie po­sia­dają na­tu­ralne pra­gnie­nie Boga, to Bóg (lub coś w ro­dzaju Boga) musi ist­nieć.

Ten ar­gu­ment z Pra­gnie­nia od­wo­łuje się do ludz­kiej psy­che. Nie ma on na celu do­ko­na­nia osta­tecz­nych roz­strzy­gnięć w kwe­stii tego, kim jest Bóg. Ar­gu­ment z Pra­gnie­nia różni się od wielu in­nych ar­gu­men­tów pod tym wzglę­dem, że od­wo­łuje się do su­biek­tyw­nego pierw­szo­oso­bo­wego do­świad­cze­nia. Choć mamy w nim do czy­nie­nia z in­duk­cyjną tezą, zgod­nie z którą, wszy­scy lu­dzie do­świad­czają pra­gnie­nia trans­cen­dent­nej (to jest bo­skiej) rze­czy­wi­sto­ści, nie­mniej za­chęca on każ­dego z osobna, by wej­rzał do wnę­trza swo­jej du­szy i spraw­dził, jak silny jest to ar­gu­ment. Za­chęca nas także, by­śmy przyj­rzeli się światu i spraw­dzili, czy po­tra­fimy zo­ba­czyć jego ist­nie­nie w świe­tle tego, co ten ar­gu­ment głosi. Jak pi­sze Pe­ter Kre­eft: "Ar­gu­ment ten opiera się więc na oso­bi­stym od­wo­ła­niu do do­świad­cze­nia we­wnętrz­nego. Tak jak nie mo­żemy sku­tecz­nie prze­ko­nać o ist­nie­niu ko­lo­rów ko­goś, kto jest nie­wi­domy, po­nie­waż nie ma on do­stępu do od­po­wied­nich fak­tów, tak też nie je­ste­śmy w sta­nie prze­ko­nać o ist­nie­niu tego pra­gnie­nia ko­goś, kto nie od­naj­duje go w sa­mym so­bie lub kto od­ma­wia po­szu­ka­nia go, lub gdy je od­naj­dzie, nie chce przy­znać, że ono ist­nieje"[5].

Ar­gu­ment ten przyj­muje, że wszy­scy lu­dzie po­sia­dają to pra­gnie­nie, choć nie każdy iden­ty­fi­kuje je w ten spo­sób. Uwa­żamy więc, że ar­gu­ment ten jest ra­cjo­nalny i prze­ko­nu­jący. Nie ozna­cza to jed­nak, że jest lo­gicz­nie nie do od­par­cia. Ali­ster McGrath pi­sze, że nie jest on "ści­słym lo­gicz­nym "do­wo­dem" na ist­nie­nie Boga; ope­ruje on na znacz­nie głęb­szym po­zio­mie. Może mu bra­ko­wać siły lo­gicz­nej, lecz za to po­siada głę­bię eg­zy­sten­cjalną. Mówi, że wiara chrze­ści­jań­ska zdolna jest oświe­tlić głę­biny ludz­kich prze­żyć - rze­czy, które od­czu­wamy jako na­prawdę istotne"[6].

Z tego względu Kre­eft uważa, że "jest to naj­bar­dziej in­try­gu­jący ar­gu­ment w hi­sto­rii ludz­kiej my­śli"[7].

Ale jedna rzecz wy­daje się ja­sna. Je­śli ktoś za­ak­cep­tuje wnio­sek tego ar­gu­mentu, to już ni­gdy nie bę­dzie pa­trzył na ten świat w taki sam spo­sób. Nie bę­dzie po­strze­gał sie­bie w taki sam spo­sób. Są­dzimy, że ze wszyst­kich ar­gu­men­tów na rzecz ist­nie­nia Boga ten wła­śnie po­siada naj­więk­szy po­ten­cjał do prze­miany ludz­kiego ży­cia i spo­sobu wi­dze­nia ota­cza­ją­cej nas rze­czy­wi­sto­ści. Choć ist­nieją do­bre ar­gu­menty na rzecz ist­nie­nia Boga, które od­wo­łują się do kon­dy­cji ludz­kiej, ar­gu­ment z Pra­gnie­nia od­wo­łuje się do cze­goś bar­dziej szcze­gól­nego i wy­jąt­ko­wego. Od­wo­łuje się do ludz­kiego do­świad­cze­nia tę­sk­noty za czymś wy­kra­cza­ją­cym poza wszystko to, co świat był do tej pory w sta­nie dać.

Kre­eft wy­raża na­stę­pu­jącą opi­nię o tym ar­gu­men­cie: "jest to o wiele bar­dziej po­ru­sza­jący, wstrzą­sa­jący i apo­lo­ge­tycz­nie sku­teczny ar­gu­ment niż ja­ki­kol­wiek inny ar­gu­ment na rzecz ist­nie­nia Boga lub nieba"[8]. Z pra­gnie­niami mamy do czy­nie­nia na co dzień. Ich obec­ność jest tak silna, że nie je­ste­śmy w sta­nie od­wró­cić od nich swo­jej uwagi. Wszyst­kie one, po­cząw­szy od głodu, przez pra­gnie­nia wody, seksu, przy­jaźni i snu, wy­peł­niają na­sze co­dzienne ży­cie. O ar­gu­men­cie ko­smo­lo­gicz­nym mo­żemy so­bie przy­po­mnieć je­dy­nie, gdy w bez­chmurną noc spo­glą­damy na gwiazdy. Ar­gu­ment z Pra­gnie­nia może nam się na­rzu­cać za każ­dym ra­zem, gdy bie­rzemy od­dech. O ile ar­gu­menty ko­smo­lo­giczny i te­le­olo­giczny prze­ma­wiają do ro­zumu, ar­gu­ment z Pra­gnie­nia prze­ma­wia także do serca. Nie ozna­cza to, iż jest to ar­gu­ment, który ma nam je­dy­nie dać "do­bre sa­mo­po­czu­cie", bo jak zo­ba­czymy póź­niej, na jego pod­sta­wie można prze­pro­wa­dzić wy­wód ści­śle lo­giczny.

Cho­ciaż ar­gu­ment z Pra­gnie­nia sam z sie­bie może nie pro­wa­dzić do na­wró­ce­nia ca­łych rzesz lu­dzi, są­dzimy, że po­służy oży­wie­niu i doda mo­ty­wa­cji do wiary tym, któ­rzy już wie­rzą lub wciąż zma­gają się z nie­pew­no­ścią. W apo­lo­ge­tyce nie musi cho­dzić o to, by osta­tecz­nie roz­strzy­gnąć wszel­kie sporne kwe­stie, ale o po­ka­za­nie, że wiara może w isto­cie być za­równo ra­cjo­nalna, jak i ugrun­to­wana w na­tu­rze rze­czy­wi­sto­ści. Zgod­nie z twier­dze­niem au­tora, choć sfor­ma­li­zo­wany ar­gu­ment z Pra­gnie­nia może nie pro­wa­dzić do na­wró­ce­nia mas, to istota tego, co kryje się za tym ar­gu­men­tem, jest wła­śnie tym, co na­wró­ciło na re­li­gię więk­szość lu­dzi. Nie­za­leż­nie od źró­dła ist­nieje, jak zo­sta­nie wy­ka­zane po­ni­żej, uni­wer­salna tę­sk­nota za bo­sko­ścią (lub czymś w tym ro­dzaju). Na­wet agno­styczny psy­cho­log Freud twier­dził, że idee re­li­gijne na­leżą do "naj­star­szych, naj­sil­niej­szych, naj­bar­dziej na­tar­czy­wych ży­czeń ludz­ko­ści"[9].

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki

PRZED­MOWA

Jak stwier­dził Nie­tz­sche, spo­śród wszyst­kich zwie­rząt czło­wiek jest "naj­nie­bez­piecz­niej precz od swo­ich in­stynk­tów zbłą­ka­nym"[1]. Miał na my­śli sze­reg wy­jąt­ko­wych dla czło­wieka skłon­no­ści, a jedną z nich jest im­puls wiary w ist­nie­nie rze­czy­wi­sto­ści, które trans­cen­dują świat przy­rod­ni­czy. Nie­mal dzie­więć na dzie­sięć osób przyj­muje ja­kieś re­li­gijne prze­ko­na­nia. Choć same te wie­rze­nia bar­dzo się róż­nią, to ich wspól­nym ele­men­tem jest prze­ko­na­nie o ist­nie­niu ja­kiejś me­ta­fi­zycz­nie i ak­sjo­lo­gicz­nie osta­tecz­nej rze­czy­wi­sto­ści, która na­daje sens ludz­kiej eg­zy­sten­cji i okre­śla na­turę oraz tor ludz­kiego Do­brego Ży­cia. Jest to ce­cha na­tury ludz­kiej do­ma­ga­jąca się wy­tłu­ma­cze­nia. Jedno z wy­ja­śnień upa­truje źró­dła tego re­li­gij­nego im­pulsu w pew­nych na­tu­ral­nych ludz­kich skłon­no­ściach i w ten spo­sób stara się pod­wa­żyć za­równo te re­li­gijne prze­ko­na­nia, jak i wszel­kie do­świad­cze­nia, z któ­rych się one wy­wo­dzą. W ten spo­sób Da­niel Den­nett prze­ko­ny­wał, że "mem" re­li­gii jest czymś w ro­dzaju sa­mo­re­pli­ku­ją­cego się umy­sło­wego pa­so­żyta, który za­ata­ko­wał umysł ludzki po­dob­nie jak mo­ty­lica wą­tro­bowa ata­kuje mó­zgi mró­wek. Mrówki za­ka­żone mo­ty­licą ro­bią sza­lone rze­czy, wspi­nają się na sam wierz­cho­łek źdźbeł trawy, przez co są na­tych­mia­stowo zja­dane przez pa­sące się by­dło i owce, które nie­świa­do­mie stają się no­wymi no­si­cie­lami tych pa­so­ży­tów. Lu­dzie za­ka­żeni me­mem re­li­gii cza­sami (a cza­sami nie) wy­ka­zują się za­cho­wa­niami po­dob­nie dzi­wacz­nymi - i nie­kiedy nisz­czy­ciel­skimi dla nich sa­mych - ta­kimi jak: wspi­na­nie się na słupy, by przez dzie­się­cio­le­cia od­da­wać się me­dy­ta­cji, lub wy­bie­ra­nie śmierci na krzyżu za­miast wy­rze­cze­nia się swo­jej wiary. Oczy­wi­ście, je­śli za­czniemy od za­ło­że­nia, że "Ist­nie­jemy jako istoty ma­te­rialne w ma­te­rial­nym świe­cie, w któ­rym wszyst­kie zda­rze­nia są kon­se­kwen­cjami fi­zycz­nych związ­ków mię­dzy ma­te­rial­nymi skład­ni­kami świata"[2], jak nie­gdyś do­gma­tycz­nie twier­dził Ri­chard Le­won­tin, to zna­czy, je­śli za­ło­żymy praw­dzi­wość na­tu­ra­li­zmu, wtedy musi być uznane za słuszne ja­kieś wy­ja­śnie­nie tego typu, pod­wa­ża­jące wiarę re­li­gijną. Le­won­tin jest oczy­wi­ście zde­ter­mi­no­wany, by nie po­zwo­lić na to, aby "bo­ska stopa" prze­kro­czyła próg świata.

Ale czy na­tu­ra­lizm jest praw­dziwy - to jest pod­sta­wowe py­ta­nie. Inna moż­li­wość jest taka, że tak wielu z nas wie­rzy w ja­kiś ro­dzaj rze­czy­wi­sto­ści, o ja­kiej mó­wią re­li­gie, po­nie­waż daje się ona do­strzec - na­wet je­śli tego nie wi­dzimy bez­po­śred­nio ani cał­ko­wi­cie ja­sno. Jak wy­znał Au­gu­styn, "Stwo­rzy­łeś nas bo­wiem skie­ro­wa­nych ku To­bie. I nie­spo­kojne jest serce na­sze, do­póki w To­bie nie spo­cznie"[3]. Chciał nas prze­ko­nać, że w ludz­kim sercu znaj­duje się tę­sk­nota i tę­sk­nota ta wska­zuje na obiekt, który jako je­dyny może ją za­spo­koić, mia­no­wi­cie na Stwórcę, który umie­ścił wiecz­ność w na­szych ser­cach. Je­śli Ber­trand Rus­sell uznał, że jest "dziw­nym mi­ste­rium" na­tury, iż "wła­snym roz­pę­dem" "wy­dała w końcu z sie­bie dzie­cię pod­dane wciąż swej wła­dzy, ale ob­da­rzone wzro­kiem; zna­jo­mo­ścią do­bra i zła; i zdolne do osą­dze­nia wszyst­kich do­ko­nań swej nie­my­ślą­cej Ma­cie­rzy"[4], to jesz­cze dziw­niej­sze by­łoby, gdyby dziecko wbrew swoim in­stynk­tom stwier­dziło, że po­trze­buje rze­czy, któ­rymi matka nie jest w sta­nie go ob­da­rzyć.

"Ar­gu­ment z Pra­gnie­nia" C.S. Le­wisa opiera się na ta­kim wła­śnie fak­cie. Le­wis prze­ko­nuje, że naj­lep­sze wy­ja­śnie­nie ludz­kiego do­świad­cze­nia "ra­do­ści" i współ­wy­stę­pu­ją­cego z nim uczu­cia tę­sk­noty za tym, co trans­cen­dentne i wieczne, znaj­dziemy w ju­deo-chrze­ści­jań­skiej wi­zji rze­czy­wi­sto­ści. Te­izm wy­ja­śnia tę nie­mal uni­wer­salną ce­chę na­tury ludz­kiej, pod­czas gdy na­tu­ra­lizm stara się ją zra­cjo­na­li­zo­wać. Jak do­tąd ten in­te­re­su­jący ar­gu­ment Le­wisa był po­mi­jany przez apo­lo­ge­tów sta­ra­ją­cych się wy­ka­zać praw­dzi­wość te­izmu chrze­ści­jań­skiego. Uwa­żam jed­nak, że ar­gu­ment z Pra­gnie­nia zaj­muje na­leżne mu miej­sce w ca­ło­ścio­wej ar­gu­men­ta­cji na rzecz te­izmu i je­stem szczę­śliwy, że Apo­lo­ge­tyka Ra­do­ści Jo­ego Puc­ketta wy­peł­nia tę lukę, pre­zen­tu­jąc ten ar­gu­ment oraz od­po­wia­da­jąc jego kry­ty­kom. Apo­lo­ge­tyka Ra­do­ści, o ile wiem, jest pierw­szym książ­ko­wym opra­co­wa­niem tego ar­gu­mentu Le­wisa i je­stem szczę­śliwy, że mogę po­le­cić tę lek­turę.

Mark D. Li­nville

Fay­etville, Geo­r­gia, 31 maja 2012