Wszystko się zmieniło
Minął już rok, od kiedy rozprawili się z mafią. Dwanaście miesięcy, pięćdziesiąt dwa tygodnie, dokładnie trzysta sześćdziesiąt dwa dni. Sky dobrze zapamiętała tamtą datę. Nie dlatego, że po raz pierwszy zobaczyła śmierć innego człowieka, ani nie dlatego, że sama się do niej przyczyniła. Ten dzień wyrył się w jej pamięci, ponieważ zmienił wszystko. Ten dzień zabrał jej Alicję.
Mieszkali dalej razem, Czarny Kot działał tak dobrze, że stał się znany w odpowiednich kręgach na całym świecie. Uprowadzony Rusek przysiągł nigdy więcej nie wejść Alicji w drogę w zamian za wolność. Sukinsyn odbudował cały interes swojego poprzednika i sam wszedł z wiedźmą w układ. Wszystkie talenty ze Sky włącznie znalazły się pod ochroną Dymitra. Było to użyteczne. Został w końcu... odpowiednio uwarunkowany. Piromanka nie mogła też powiedzieć, że nie zżyli się, nie zgrali, nie stworzyli jednej, wielkiej, patologicznej rodziny. Nie mogła tego powiedzieć. Żyło im się dobrze. Jak pączki w maśle, czy jak to się tam mówi. Był tylko jeden problem, którego inni zdawali się nie dostrzegać. Alicja się zmieniła. Właściwie to już chyba nawet nie była jej Alicja.
Zmiany były subtelne i nie nastąpiły z dnia na dzień, ale Sky je widziała. Widziała, jak zachodziły, jak kształtowały na nowo osobowość wiedźmy. Robiła dokładnie to samo i wciąż celebrowała dokładnie te same, prywatne rytuały, ale była w tym subtelna różnica. Jakiś rodzaj dostojeństwa, którego tam wcześniej nie było, wyrafinowania, na jakie nigdy nie umiała się zdobyć. Śmiała się i żartowała, ale gdzieś głęboko w środku niej panował wieczny chłód. Nie podobało się to piromance ani trochę.
- Jeśli będziesz mi się tak przyglądać choćby minutę dłużej, to jestem gotowa przysiąc, że w końcu uda ci się przeszyć mnie wzrokiem i padnę martwa na podłogę - powiedziała spokojnie Alicja, czytając książkę.
- To ci nie grozi - odpowiedziała Sky i westchnęła ciężko.
Już to przerabiały, już o tym rozmawiały i już była zapewniana, że wszystko sobie uroiła, ale ona wiedziała. Wszyscy mogli być ślepi, ale ona widziała to aż nazbyt wyraźnie. Ona i Trzynasty. Dziwne, że to w nim właśnie znalazła sojusznika. Musiało się taka stać, powiedział jej kiedyś. Nic więcej nie dodał, nic więcej nie wyjaśnił, ale też i nie musiał. Sky nie zrozumiałaby zawiłych tłumaczeń, ale paradoksalnie potrafiła wszystko pojąć na niepojętym dla niej samej poziomie emocjonalnym. Alicja straciła swój wewnętrzny ogień palący ją od środka. Stała się stalą, stała się opoką dla pozostałych. Stała się ich przywódczynią. Sky to rozumiała. Potrzebowali jej właśnie takiej, więc się dla nich zmieniła. To jednak nie zmieniło faktu, że Sky tęskniła. Tęskniła za Alicją, która się na nią wściekała, która się gubiła we własnych lękach, która nie wiedziała, dokąd iść, ale zawsze robiła dobrą minę do złej gry. Tęskniła za Alicją, która była człowiekiem. To po niej nosiła żałobę. Po jej Alicji.