Wstęp
Wstęp
"Wszystko jest dla ludzi" lub "Mój dziadek codziennie na obiad jadł
smażone kotlety i dożył dziewięćdziesięciu dwóch lat" - tego typu opinie
słyszał chyba każdy z nas. A w ogóle to "po co mam jeść inaczej, skoro
przecież na coś trzeba umrzeć". Ajajaj! Nie zliczę, ile razy spotkałam
się z tego typu stwierdzeniami. Z jednej strony mówi się, że wszystko
jest dla ludzi, a z drugiej - telewizja, radio i Internet bombardują nas
informacjami o kolejnych cudownych zasadach odżywiania, zakazach i nakazach. Gdybym nie miała tej wiedzy, którą mam teraz, sama nie
wiedziałabym już, komu wierzyć i co jeść, a czego lepiej unikać. Uważam,
że świadomość to bardzo ważna sprawa, dlatego napisałam tę książkę.
Chcę, byś spojrzała na swoje zdrowie z szerszej perspektywy.
Kiedyś rzeczywiście jadło się inaczej. W jednych domach bardziej tłusto,
w innych bardziej słodko. Patrząc jeszcze dalej w przeszłość: w czasach
prehistorycznych, by móc coś zjeść, najpierw trzeba było się nachodzić,
upolować, oporządzić... Ale skupmy się na tym, co tu i teraz. Żyjemy w epoce cyfryzacji, mamy Internet jako codzienne, łatwo dostępne źródło
informacji. I fakt, wiemy coraz więcej, nasza świadomość rośnie, ale i to ma swoje minusy. Niestety w sieci poza specjalistycznymi poradami,
które zostały potwierdzone badaniami, napotkasz również całe mnóstwo
pseudodietetycznych wskazówek. Przez to wyspecjalizowani dietetycy,
którzy na bieżąco śledzą nowinki naukowe, mają jeszcze więcej pracy.
Uświadamianie to jedno, a obalanie mitów to drugie i z doświadczenia
wiem, że czasem bywa frustrujące.
Zdrowe odżywianie nie jest zero-jedynkowe - w jednym badaniu jakiś
produkt może wypaść źle, ale w drugim jego działanie może się okazać
lepsze. Ma na to wpływ między innymi grupa docelowa, a przede wszystkim
liczba osób biorących udział w badaniu, ich płeć, wiek, aktywność
fizyczna oraz ewentualne choroby współistniejące. Niektórzy, chcąc
usilnie przekonać do swoich dietetycznych racji, podkoloryzowują
badania, na których się opierają, wykorzystując do swoich celów
wyciągnięte z nich wnioski. Wyrywają z kontekstu to, co jest wygodne, i tak właśnie powstają mity, które bardzo często rozprzestrzeniają się z prędkością światła.
Dlatego tak ważne jest dla mnie pokazywanie normalnej diety. Czy to
źle, że czasem wybierzesz batonik zamiast zbilansowanej owsianki albo z amiast wody sięgniesz po napój zero lub sok pomarańczowy? Chciałabym, by
porady, które tutaj przeczytasz, były dla Ciebie drogowskazem w zmienianiu Twoich nawyków na lepsze.
Wróćmy jednak do Internetu. Poza tym, że znajdziesz tam mnóstwo
sprzecznych informacji nie tylko na tematy związane z odżywianiem, przez
szeroko pojętą cyfryzację - nie bójmy się użyć tego stwierdzenia -
trochę się rozleniwiamy. W ramach relaksu zamiast iść na spacer,
chętniej wybieramy obejrzenie kolejnego odcinka serialu. Zamiast wziąć w dłonie odkurzacz, by posprzątać, z poziomu sofy uruchamiamy robota
sprzątającego, a dzięki aplikacjom typu smart home nie musimy nawet
wstawać, by włączyć lub wyłączyć oświetlenie w pokoju. Dorzućmy do tego
siedzący tryb pracy, który ma większość z nas, stres związany z dużą
liczbą obowiązków zawodowych i prywatnych, zbyt małą ilość snu i aplikacje, które za niewielkie pieniądze wyręczają nas w przygotowywaniu
odżywczych posiłków. Ulubiona pizza w pół godziny po kliknięciu w ekran
telefonu? Nie ma problemu! Summa summarum - ruszamy się stanowczo za
mało.
Dlatego nie ukrywam, że z jednej strony bardzo cieszy mnie moda na
fit-posiłki, korzystanie z rowerów (w wielu miastach rowery miejskie są
dostępne do wypożyczenia za pomocą aplikacji), chodzenie na siłownię,
bieganie, pływanie i wiele innych aktywności fizycznych, ale bywa, że
czasami to i tak za mało. Co z tego, że pójdziesz na siłownię lub
pojedziesz do pracy rowerem, skoro przez cały dzień na Twoim talerzu
lądują wysokoprzetworzone produkty, a Twoja dieta jest uboga w białko i błonnik, za to przesycona tłuszczem i cukrem? Kiedyś przeczytałam, że
brzuch robi się w kuchni, nie na siłowni. Czy faktycznie tak jest? Czy
dieta to rzeczywiście aż 80% Twojego sukcesu?
1. Zdrowie i samoakceptacja. Jak osiągnąć równowagę w tym szalonym świecie fit?
1
Zdrowie i samoakceptacja.
Jak osiągnąć równowagę
w tym szalonym świecie fit?
Ile razy, patrząc w lustro, stwierdziłaś, że z Twoim wyglądem jest coś
nie tak? Twoja sylwetka nie wygląda tak, jak byś chciała. Sukienka,
którą przymierzyłaś, leżałaby na Tobie lepiej, gdybyś schudła kilka
kilogramów, miała zgrabniejsze nogi lub smuklejsze ramiona.
Nie oszukujmy się, przecież każda z nas choć raz doświadczyła takiego
momentu w swoim życiu. Nie ma nic złego w chęci poprawy sylwetki, co
wiąże się z koniecznością modyfikacji codziennych nawyków żywieniowych
lub treningowych. Jednak jest w tym jedno "ale". Czy na pewno robimy to
dla siebie? Czy nie wynika to z tego, że w dzisiejszych czasach Internet
zalewa nas zdjęciami perfekcyjnych ciał bez cellulitu, kolejnymi
sposobami na odchudzanie, dietami cud lub suplementami i kosmetykami,
które mają nam pomóc w osiągnięciu wymarzonego rozmiaru? Na jednej
stronie możemy przeczytać zdanie: "Zaakceptuj siebie taką, jaka jesteś",
korespondujące z popularną obecnie ciałopozytywnością, ale wystarczy
przeciągnąć palcem po ekranie i kilka postów lub artykułów dalej
trafiamy na porady: "Schudnij 5 kilogramów w 3 dni". Mamy tutaj do
czynienia z dwiema skrajnościami, które mogą nas wprawić w niemałą
dezorientację.
To w końcu lepiej schudnąć czy zaakceptować swoje dodatkowe kilogramy?
Ciałopozytywność
- modna, ale czy zdrowa?
Już w latach 90. dwie kobiety, Connie Sobczak i Elizabeth Scott,
rozpoczęły działania mające na celu wsparcie osób, które czuły się
odrzucane ze względu na wygląd. Działania te nazwano ruchem body
positive. Sobczak i Scott miały dość norm społecznych skazujących ludzi
na kompleksy związane z wyglądem. Tak powstała strona internetowa The
Body Positive, która stała się przestrzenią, gdzie każdy mógł czuć się
swobodnie bez względu na to, jak wyglądał.
Ciałopozytywność jest pojęciem, które każdy z nas może zdefiniować
inaczej - ale nie zawsze tę definicję pokazuje się w zdrowy sposób. Dla
mnie ciałopozytywność to przede wszystkim akceptacja swojego ciała,
która w połączeniu z troską o własne zdrowie nie wyklucza dalszej pracy
nad nim. Zdaję sobie sprawę, że wiele osób może pomyśleć: "Tobie łatwo
mówić, jesteś szczupła". Jednak mam pełną świadomość, że mój obecny
wygląd oraz samopoczucie to zasługa moich codziennych wyborów
żywieniowych, systematycznej aktywności fizycznej, nawodnienia i odpowiedniej ilości snu.
Czy robię to, by pokazywać wszystkim mięśnie brzucha i cyferki na wadze?
Już nie, bo wiem, że mięśnie są wynikiem moich treningów oraz tego, jak
się odżywiam, natomiast cyferki na wadze nie zawsze przekładają się na
sylwetkę. Zdaję sobie sprawę, jak wyglądało moje ciało, kiedy ważyłam
kilka kilogramów mniej, ale też kilka kilogramów więcej. Biorę pod
uwagę, ile się wtedy ruszałam, co jadłam, ile piłam wody i ile spałam.
Moje wybory treningowe oraz żywieniowe nie są podyktowane dążeniem do
wpisania się w medialne standardy. Chcę po prostu czuć się dobrze w swoim ciele, mieć energię i zdrowie, dzięki którym będę mogła nadal
pomagać tysiącom kobiet w poprawie relacji z jedzeniem.
Ciałopozytywność i zdrowie nie są ze sobą sprzeczne. Co więcej -
wspaniale się uzupełniają. Pod warunkiem, że weźmiemy pod uwagę
ciałopozytywność rozumianą jako ruch promujący samoakceptację, która
może pomóc Ci w kształtowaniu lepszych nawyków żywieniowych i większej
dbałości o zdrowie. Niestety zdarza się, że w mediach społecznościowych
pojęcie to prezentowane jest w przeciwny sposób. Jestem dietetyczką z rozsądnym podejściem do odżywiania i będę z Tobą szczera. O ile odrobina
nadwagi Ci nie zaszkodzi, o tyle nadmierna ilość tłuszczu trzewnego,
który gromadzi się wokół narządów wewnętrznych, nie jest bezpieczna dla
zdrowia.
Nadwaga a otyłość
Nadwaga to stan, w którym masa ciała - uwzględniając nasz aktualny
wzrost, wiek i płeć - jest wyższa niż wartość uważana za zdrową. Nadwaga
może być początkowym etapem otyłości. By ocenić, czy nasza masa ciała
jest odpowiednia, stosuje się między innymi wskaźnik masy ciała (BMI).
Wiele osób się z tym nie zgadza, bo przecież mięśnie ważą więcej niż
tłuszcz. Ale jeśli nie jesteś zawodową sportsmenką, a według wskaźnika
BMI bliżej Ci do wartości 30 niż 25, nadeszła pora, by zwrócić uwagę na
to, jak wygląda Twoja codzienna dieta. W przypadku oceny otyłości
wskaźnik BMI ma bardzo dobre zastosowanie.
Zachęcam Cię również do tego, abyś dwa razy w roku zmierzyła obwód
swojej talii. Dlaczego? To najprostszy sposób, by sprawdzić, czy nie
zmagasz się z otyłością brzuszną. Nie musisz nigdzie wychodzić, nie
musisz się z nikim konsultować. Potrzebujesz tylko centymetra
krawieckiego. Jak poprawnie zmierzyć obwód talii? Umieść centymetr na
środku między ostatnim (dolnym) żebrem a kolcem biodrowym, czyli w najwęższej części brzucha (mniej więcej nad pępkiem). W trakcie
mierzenia nie wciągaj ani nie wypinaj brzucha, stój swobodnie. Dzięki
temu pomiar będzie dokładny.
Nie musisz już teraz biec po centymetr, ale zatrzymaj się na tej
stronie, zaznacz ten fragment i jutro lub za kilka dni (najlepiej na
czczo) sprawdź obwód talii. Otrzymany wynik zestaw ze swoim wzrostem. W ten sposób obliczysz WHtR, czyli stosunek obwodu talii do wzrostu. To
bardzo efektywny wskaźnik oceny naszego zdrowia metabolicznego oraz
ryzyka chorób związanych z otyłością brzuszną.
Jak interpretować wynik?
WHtR ? 0,4 - wszystko w normie ?
WHtR ? 0,5 - warto rozważyć wprowadzenie drobnych zmian
WHtR ? 0,6 - sygnał, że nadszedł moment na podjęcie konkretnych
działań
Otyłość to bardzo poważna choroba, która została wpisana do
Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób (ICD-10) pod numerem E66.
Bezpośrednią przyczyną otyłości jest nadwyżka kalorii z diety. Warto
wziąć też pod uwagę dodatkowe czynniki. Genetyka może wpływać na to, że
szybciej odkładamy nadmierną tkankę tłuszczową. Istotnym aspektem są
również nawyki, które wynieśliśmy z domu, to, jak nas karmiono oraz
jakie podejście do jedzenia panowało w naszej rodzinie. Zdarza się, że
nieświadomie powielamy schematy, które niekoniecznie sprzyjają naszemu
zdrowiu i szczupłej sylwetce. Kolejnym elementem jest nadmierny stres -
nieodłączony towarzysz szybkiego życia. Może on prowadzić do "zajadania
problemów", czyli sięgania po przekąski w ramach odstresowania się.
Pamiętaj jednak, że dwie główne przyczyny otyłości to nadwyżka kalorii
połączona ze zbyt niską aktywnością fizyczną.
Z każdym rokiem przybywa osób z nadmierną masą ciała. Polska niestety
znajduje się na podium rankingów dotyczących nadwagi i otyłości nie
tylko w Europie, ale również na świecie. Aż 58% Polaków ma nadwagę lub
otyłość, a więc jest narażonych na przedwczesną śmierć między innymi z powodu chorób układu krążenia, takich jak nadciśnienie, udarów, chorób
nowotworowych, schorzeń zapalnych kości i stawów, a także cukrzycy typu
2. Brzmi przerażająco, wiem. Nie chcę Cię straszyć i nie twierdzę, że
każda kobieta powinna mieć BMI poniżej 25. Chcę Ci tylko uświadomić, że
otyłość jest ogromnym problemem cywilizacyjnym zarówno u osób dorosłych,
jak i dzieci.
Wśród przyczyn nadmiernej masy ciała wymieniłam genetykę. Warto wziąć
pod uwagę częstotliwość występowania w rodzinie chorób takich jak
cukrzyca typu 2 oraz nowotwory. Czy to oznacza, że skoro ktoś z naszych
krewnych zmagał się z cukrzycą typu 2 lub nadwagą, my również jesteśmy
na to skazani? Dużo zależy od nas. Na pewno nie powinniśmy w tej
sytuacji unikać profilaktycznych badań kontrolnych. Należy też pamiętać,
że mniejsze prawdopodobieństwo zachorowania na przykład na cukrzycę mają
osoby, które bardziej dbają na co dzień o swoją dietę i aktywność
fizyczną, dzięki czemu utrzymują optymalną masę ciała. W pewnym momencie
naszego życia to my w stu procentach decydujemy o naszym sposobie
żywienia - o tym, co zjemy na śniadanie, obiad lub między posiłkami.
Nasze wybory nie dotyczą tylko posiłków. Czy w nadchodzący weekend
sięgniesz po jedną lampkę, czy całą butelkę wina? Może zamiast urządzić
serialowy maraton, w ramach niedzielnego relaksu pójdziesz na choć
20-minutowy spacer lub zrobisz krótki trening? Znaczenie ma nawet taki
drobiazg jak to, czy przed snem poświęcisz kolejne pół godziny na
przeglądanie mediów społecznościowych, zamiast wcześniej pójść spać
(dając swojemu organizmowi dodatkowy czas na regenerację). To wszystko
ma wpływ na Twoje zdrowie teraz i w przyszłości. Zapamiętaj, proszę, że
nikt nie zadba o Ciebie lepiej niż Ty sama!
Chciałabym, by akceptacja siebie była krokiem, który bez presji i stresu
pomoże Ci wprowadzić zdrowsze nawyki, a dodatkowo uchroni Cię przed
dążeniem do wyimaginowanych, nierealistycznych celów. Nawet jeśli masz
swoją fit-idolkę, którą systematycznie podglądasz w mediach
społecznościowych, nie oznacza to, że musisz wyglądać jak ona. Zwróć
uwagę chociażby na częstotliwość jej treningów. Być może robi je kilka
razy w tygodniu, na przykład po dwie godziny, bo ma na to czas lub na
tym polega jej praca. Nie wyrzeźbiła swojej sylwetki w tydzień czy
miesiąc, zazwyczaj to efekt lat ciężkich treningów, które mogły się
wiązać z wieloma wyrzeczeniami.
Na początku drogi ku lepszemu zdrowiu proponuję Ci zadbać o codzienne
posiłki. Z następnych stron dowiesz się, na co zwracać uwagę, by
zapewnić swojemu organizmowi więcej energii oraz wspomóc koncentrację.
Dorzucając do tego systematyczną, nawet 20-minutową aktywność fizyczną,
jesteś w stanie wzmocnić mięśnie, poprawić wydolność układu krążenia
oraz wesprzeć kości i stawy. Pamiętaj także, że ruch może być idealnym
sposobem na redukcję stresu i poprawę nastroju - to niezwykle istotne
dla naszego zdrowia psychicznego. Jeśli połączysz dietę z regularną,
choćby minimalną aktywnością fizyczną, możesz również poprawić jakość
snu, a to kolejny niezbędny element, który wpłynie na regenerację
Twojego organizmu. A te 2, 3 lub 5 kilogramów więcej na wadze nie musi
być powodem do smutku, zwłaszcza jeśli dbasz o siebie i pamiętasz o badaniach profilaktycznych. W końcu lepiej zapobiegać, niż leczyć.
Zaobserwuj i uszanuj sygnały
od swojego organizmu
Istnieje wiele dróg do akceptacji swojego ciała. Najważniejsza z nich to
samoświadomość. Powinnyśmy zacząć słuchać ciała i postarać się je
zrozumieć. Nasze ciało i nasz organizm bardzo często wysyłają nam
sygnały pokazujące, że czegoś jest za dużo lub za mało - że coś jest nie
tak, jak być powinno.
Weźmy pod lupę ciągłą senność i zmęczenie. Wstajesz rano i nie czujesz
się wypoczęta. Zjadłaś śniadanie, wypiłaś ulubioną kawę, a najchętniej
poszłabyś dalej spać. Objawy te zazwyczaj tłumaczymy sobie większą niż
zwykle liczbą obowiązków, goniącymi nas terminami w pracy lub stresem.
Czy to jedyne czynniki? Oczywiście, że nie. Ogromny wpływ na nasze
samopoczucie ma dieta. Gdy organizm jest odpowiednio odżywiony i zaopiekowany, możemy zmniejszyć uczucie zmęczenia. Nie oznacza to, że
stosując dietę, która jest dopięta na ostatni guzik pod względem
wartości odżywczych, staniesz się robotem i dasz radę wytrzymać bez snu
kilka dni. Ale to właśnie nasze codzienne wybory żywieniowe, jak na
przykład ograniczenie słodyczy i słonych przekąsek oraz niejedzenie
kwadrans przed zaśnięciem, wpływają na jakość snu i poziom regeneracji.
Suchość skóry, wypadanie włosów, łamanie się paznokci, nieregularne
cykle miesiączkowe - to sygnały, że warto bardziej o siebie zadbać.
Czy zdarzały się dni, gdy ciało dawało Ci bardzo jasne sygnały, że
powinnaś odpocząć? Zamiast je ignorować, posłuchaj ich. Twoje ciało jest
mądrzejsze, niż myślisz. Jeśli czujesz zmęczenie, postaraj się zrobić
przerwę. Jeśli jesteś głodna, zjedz coś. Jeśli masz ochotę na spacer,
wyjdź z domu. Naucz się słuchać swojego ciała i odpowiadać na jego
potrzeby.
W dzisiejszym zabieganym świecie relaks często schodzi na dalszy plan,
coś o tym wiem. Ale nasze ciało potrzebuje odpoczynku, żeby się
regenerować. Znajdź coś, co cię relaksuje - może to być gorąca kąpiel,
medytacja, czytanie książki czy spacer. Cokolwiek. Kwadrans dla siebie,
który pozwoli Ci na chwilę wytchnienia i da Twojemu ciału czas na
regenerację.
Zwróciłaś kiedykolwiek uwagę, w jakich okolicznościach najczęściej
łapiesz infekcje? Czy nie dzieje się to w najbardziej stresujących
momentach lub tuż po nich, gdy stres z Ciebie "schodzi"? Planujesz, że
po jakimś wydarzeniu czy oddaniu projektu w pracy, ukończeniu
konkretnego zadania odpoczniesz, i nagle bach! - przeziębienie zmusza
Cię do pozostania w łóżku, ale nie jest to taki odpoczynek, jaki sobie
wymarzyłaś. Częste infekcje to niepokojący sygnał - jeśli się z nimi
zmagasz, najlepiej zgłoś się do lekarza pierwszego kontaktu, aby znaleźć
ich przyczynę.
Życie to nie wyścig, mimo że czasem wydaje nam się, że musimy być
najlepsze we wszystkim: zrobić najsmaczniejszy obiad, najdokładniej
posprzątać i umyć okna, nie pozostawiając żadnych smug. Naucz się
odpuszczać i akceptować, że nie zawsze wszystko idzie zgodnie z planem.
Sama pracuję nad tym już od jakiegoś czasu i wiem, że to nie takie
proste. Prowadzę swój biznes, a do tego bywam uparta jak osioł i jestem
typowym przykładem zosi samosi. Mimo to pomału uczę się, że pewne tematy
lepiej odpuścić, zarobić mniej, ale spać pół godziny dłużej lub częściej
robić coś dla siebie. Twoje ciało i umysł odczują ulgę, kiedy pozwolisz
sobie na chwilę spokoju. Tylko daj sobie w tym pomóc i nie stosuj
autosabotażu.
Udało Ci się wstać wcześniej i zrobić poranny trening? Brawo!
Przygotowałaś zdrowy obiad? Super! Każde takie osiągnięcie to kolejny
krok w stronę zatroszczenia się o swoje zdrowie. Jesteś na świetnej
drodze, dlatego w miarę możliwości staraj się celebrować te małe rzeczy,
bo to one budują pozytywne nawyki i uczą doceniania siebie.
2. Czy zdrowy styl życia musi być męczarnią?
2
Czy zdrowy styl życia
musi być męczarnią?
Dieta, ach, ta dieta! Niestety słowo "dieta" większości osób kojarzy się
z zakazami, eliminacją produktów i powtarzaniem sobie: "nie wolno" lub
"od dziś nie jem X" (jako X wstaw ulubiony produkt). Na takie podejście
ma wpływ mnóstwo czynników. Jeszcze 10-15 lat temu największą
popularnością cieszyły się diety o głodówkowych kalorycznościach, jak na
przykład 1000 lub 1200 kalorii, oraz diety takie jak sokowa, koktajlowa,
kapuściana, białkowa i tak dalej. Chyba każdy słyszał chociaż o kilku z nich. Nie dziwi mnie więc, że wiele osób utożsamia dietę ze
stuprocentowym rygorem i przymusem - w końcu do tego nas przyzwyczajono.
Mimo że od kilku lat coraz częściej spotykamy się z ludzkim podejściem,
które można podsumować hasłem "jedz, żeby schudnąć", nadal dla wielu
osób jest to szokujące stwierdzenie. W końcu: "Jedzenie to kalorie! A jak będę jadła, to przecież nie schudnę!". Współpracowałam już z setkami
kobiet i nieraz się przekonałam, jak trudno dopuścić do siebie myśl, że
wprowadzając tylko małe zmiany, jesteśmy w stanie poprawić swoje
zdrowie, samopoczucie i sylwetkę.
Jaka dieta jest najlepsza?
W niektórych sytuacjach musimy wykluczyć pewne produkty ze swojej diety.
Większość eliminacji wprowadzamy w chorobach układu pokarmowego, jak
zapalenie błony śluzowej żołądka lub przełyku, wrzodziejące zapalenie
jelita grubego (WZJG), zespół rozrostu bakteryjnego jelita cienkiego
(SIBO), zespół jelita drażliwego (IBS), celiakia bądź alergia na białko
mleka krowiego. Mam nadzieję, że żadna z wymienionych chorób Cię nie
dotyczy. Jestem zwolenniczką zdroworozsądkowego podejścia do diety,
czyli codziennych wyborów żywieniowych. Liczy się przede wszystkim ilość
i różnorodność poszczególnych składników odżywczych.
Jakiś czas temu zgłosiła się do mnie kobieta, która uparcie chciała
wyeliminować ze swojej diety węglowodany. Twierdziła, że tylko w ten
sposób może schudnąć. Zarzekała się, że stosowanie innych diet od dawna
jej nie pomaga. Dodatkowo wspominała o wolnym metabolizmie (a miała
dopiero 36 lat!). Czy w takim razie jako dietetyczka powinnam
powiedzieć: "Okej, rozumiem, od dziś zero węglowodanów"? Nic bardziej
mylnego! W swojej pracy kieruję się prostą zasadą: nie eliminujemy,
jeśli nie ma do tego zdrowotnych wskazań. Zamiast wykluczać, szukamy
przyczyny, która utrudnia osiągnięcie celu.
Czy zatem można schudnąć, jedząc węglowodany? Oczywiście! Nie kazałam
mojej podopiecznej z nich zrezygnować, a mimo to udało jej się osiągnąć
cel: zrzucić 15 kilogramów w rok. Dlaczego wcześniej uważała, że nie
można schudnąć, jedząc węglowodany? Ponieważ wybierała te najmniej
odżywcze, przez co jadła ich za dużo, bo nie dawały jej sytości. Kiedy
widziała, że przybiera na wadze, na dwa lub trzy miesiące całkowicie
rezygnowała z pieczywa, makaronów, ryżu i słodkich przekąsek - wtedy
waga spadała. Kobieta nie szukała zamienników tych produktów, po prostu
je eliminowała albo mocno ograniczała, pozwalając sobie na nie tylko od
święta. Rezygnując z ulubionych źródeł węglowodanów, zmniejszała liczbę
spożywanych kalorii, więc wchodziła w deficyt energetyczny i chudła.
A co było po tych dwóch, trzech miesiącach? W końcu zaczynało jej
brakować wykluczonych produktów, wprowadzała je więc z powrotem do diety
i jadła ich znacznie więcej, podświadomie chcąc uzupełnić
kilkumiesięczne braki. Wtedy wracała do punktu wyjścia. Zaczynała jeść
dużo więcej, niż potrzebował jej organizm, czyli wchodziła w nadwyżkę
energetyczną, i ponownie łapała dodatkowe kilogramy. Co pół roku lub rok
schemat się powtarzał. Znowu chudła, by zaraz przytyć - i tak wpadła w niekończące się "bycie na diecie".
Nie oznacza to, że jako dietetyczka całkowicie przekreślam dietę z ograniczeniem węglowodanów. Istnieją sytuacje, w których to może być
skuteczne. Ale kluczowa jest indywidualność i nasze preferencje. To, co
sprawdzi się u innych, niekoniecznie musi działać u nas, ponieważ
różnimy się trybem życia, aktywnością fizyczną.
W mojej pracy zawsze podchodzę do każdej osoby indywidualnie, starając
się zrozumieć jej potrzeby i nawyki. Wspólnie analizujemy, co sprawia,
że lepsze odżywianie jest trudne do utrzymania lub nie przynosi
oczekiwanych efektów. Na tej podstawie tworzę plan, uwzględniający nie
tylko cel - na przykład chudnięcie - ale również styl życia i upodobania
smakowe podopiecznej. Dzięki temu zamiast walczyć z dietą, edukuję, jak
wprowadzać zmiany, które są realistyczne i trwałe, a przy tym nie
oznaczają rezygnacji z ulubionych produktów. To właśnie takie podejście,
oparte na zdrowym rozsądku i wzajemnym zaufaniu, pozwala na osiąganie
celów bez poczucia, że dieta to ciągłe wyrzeczenia.
Wolny metabolizm?
To jeden z najczęściej wymienianych powodów, którym tłumaczą się osoby
mające problemy z redukcją masy ciała. Załóżmy, że chcesz w najbliższym
czasie schudnąć 15 kilogramów. Twoja obecna masa ciała przeszkadza Ci w codziennym funkcjonowaniu, szybciej się męczysz, masz mniej energii, nie
potrafisz op anować ciągłej ochoty na słodycze. Zdecydowałaś, że to
najwyższa pora, by bardziej zadbać o swoje zdrowie. Masę ciała mniejszą
o 15 kilogramów uznajesz za optymalną. Tyle ważyłaś kilka lat temu i czułaś się lepiej. Zastanawiasz się, od czego zacząć. Przecież teraz
wcale nie jesz tak dużo. Stwierdzasz więc, że na pewno z Twoim
metabolizmem jest coś nie tak. W końcu nieraz słyszałaś, że metabolizm z wiekiem zwalnia, a z roku na rok niestety nie jesteśmy coraz młodsze.
I w tym momencie wchodzę ja, cała na biało, by wyprowadzić Cię z tego
ogromnego błędu. Pewnie teraz Cię zaskoczę, ale (nie)stety metabolizm
możesz zostawić w spokoju. To nie on jest tutaj winowajcą. Z fizjologicznego punktu widzenia temat metabolizmu okazuje się dość
prosty. Czy zastanawiałaś się, kiedy możemy mówić o najszybszym
metabolizmie? Zapewne pomyślisz, że są to okolice 20. roku życia.
Kończymy wtedy okres dojrzewania i zazwyczaj czujemy się dobrze w swoim
ciele. A tu niespodzianka!
Najszybsze tempo metabolizm ma przez pierwsze 12 miesięcy naszego życia.
Tak, tak, 12 miesięcy, nie lat. Najbardziej stabilna faza trwa między
20. a 60. rokiem życia. A co za tym idzie (zapamiętaj to, proszę):
metabolizm nie ma wpływu na tempo redukcji masy ciała. Dopiero po około
60. roku życia obserwujemy delikatny spadek tempa metabolizmu, ale to
nadal tylko około 0,7% w skali roku, czyli tyle co nic.
To, co przedstawiłam przed chwilą, powinno wyprowadzić Cię z błędu, ale
może też sprowokować pytanie: "Dlaczego w takim razie teraz tyję
szybciej/łatwiej?!". I przepraszam, ale muszę to napisać już teraz:
tyjesz, bo jesz więcej, niż Twój organizm potrzebuje, czyli ujmując to
kolokwialnie - przekarmiasz go. Najważniejsza zasada odchudzania:
dietetycznej matematyki nie oszukasz. Nie ma deficytu = nie ma
odchudzania.
Główną przyczyną "wolnego metabolizmu" jest mniejsza ilość ruchu niż
wtedy, gdy miałaś 8, 10 czy 20 lat. I to sprawia, że nadwaga i otyłość
stanowią problem cywilizacyjny naszych czasów. Mamy nieograniczony,
łatwy i bardzo szybki dostęp do najbardziej apetycznych i wysokoprzetworzonych produktów, ale ruszamy się coraz mniej. To
wszystko, o czym wspominałam wcześniej - Internet, platformy
streamingowe, urządzenia wyręczające nas w obowiązkach domowych - nie
pomaga.
Moje sposoby na podkręcenie metabolizmu:
- wybieranie schodów zamiast windy,
- parkowanie auta kilka metrów dalej niż zwykle,
- wysiadanie z autobusu czy tramwaju chociaż jeden przystanek
wcześniej,
- domowe czynności, czyli używanie klasycznego odkurzacza zamiast
robota sprzątającego,
- gaszenie światła za pomocą podejścia do włącznika, a nie
przełączenia tej opcji na telefonie lub pilocie,
- pójście po małe zakupy pieszo,
- spacerowanie w trakcie rozmowy przez telefon,
- aktywność na bieżni lub rowerku stacjonarnym podczas oglądania
serialu.
Czy te porady wydają Ci się trudne do wdrożenia? Moim zdaniem to jedne z prostszych metod. Zwróć uwagę, że nie zaproponowałam katorżniczych
treningów na siłowni, biegania 10 km lub godzinnej przejażdżki rowerowej
każdego dnia.
Wymienione rozwiązania to codzienne czynności, tak zwana spontaniczna
aktywność fizyczna (NEAT), dzięki której jesteś w stanie bardziej zadbać
o zdrowie, a dodatkowo zwiększyć swój wydatek energetyczny. W ten sposób
spalasz kalorie, a skoro spalasz więcej, a jesz nawet tyle samo co
zwykle, to i tak schudniesz.
Najlepsza aktywność fizyczna
Uprawianie sportu stało się w ostatnim czasie bardzo popularne. Coraz
więcej osób bierze udział w maratonach lub ćwiczy na siłowni.
Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że od niedawna panuje moda na
"bycie fit". Cieszę się z tego trendu, ale pamiętaj, że nie musisz
podążać za popularnymi aktywnościami. To, że koleżanka czuje przypływ
endorfin po spędzeniu godziny na bieżni, nie oznacza, że Ty także
powinnaś biegać. Ważne, abyś wybrała taką formę ruchu, która będzie
sprawiała Ci przyjemność.
Gdy zajrzysz na mój profil w mediach społecznościowych, możesz pomyśleć,
że zawsze uwielbiałam aktywność fizyczną. Nic bardziej mylnego.
Próbowałam kiedyś swoich sił w bieganiu, ale mieszkanie w centrum miasta
nie zachęca mnie do tego. Ktoś pewnie uzna to za wymówkę. Może tak jest,
bo nie czułam nigdy satysfakcji z biegania. Już w szkole podstawowej
biegi na krótkie dystanse w ramach testów sprawnościowych na lekcjach
wychowania fizycznego były dla mnie mordęgą. Mimo to podziwiam
znajomych, którzy robią swoje biegowe życiówki i czerpią z tego frajdę!
Lecz tak jak ja nie namawiam ich do treningu na siłowni, tak samo oni
znają moje zdanie na temat biegania - i szanujemy swoje preferencje.
Z siłownią na początku też wcale nie było tak kolorowo. Do treningu
siłowego robiłam kilka podejść. Ach, ile to było prób (i błędów)!
Obecnie chodzę na siłownię trzy, może cztery razy w tygodniu w godzinach
porannych. Złapałam rutynę. Zdarzają się jednak poranki, kiedy łóżko
przyciąga bardziej niż zwykle. Nie zawsze wstaję pełna energii. W końcu
jestem tylko człowiekiem. Mam jednak świadomość, że wyrobiłam w sobie
pewien nawyk i te poranne treningi po prostu weszły mi w krew. Ale jak
było wcześniej?
Ta dziewczyna, która teraz w miarę systematycznie ćwiczy, kiedyś
pracowała w recepcji siłowni i... unikała treningu jak ognia! Z prostego
powodu: nie miałam pojęcia, co do czego służy. Nie wiedziałam, jak
funkcjonują maszyny, wstydziłam się, że nie wyglądam jak większość
kobiet, które trenują regularnie - i tu słowo klucz: regularnie. Bardzo
często nie wiemy, w jakiej formie ktoś był wcześniej, jaką drogę
przeszedł, ile energii, wyzwań i porażek kosztowało go to, jak wygląda
obecnie. Zwracamy uwagę tylko na to, co tu i teraz. A przecież każdy
kiedyś zaczynał. Ja też. I choć mam świadomość tego, jak wyglądałam
kilka lat temu, a jak moje ciało się zmieniło dzięki treningom siłowym,
nadal widzę wiele bardziej smukłych i wytrenowanych kobiet. Wpływ na to
może mieć dużo czynników: częstotliwość i długość treningów, ilość
białka w diecie, regeneracja po treningu oraz genetyka. To mnie jednak
nie zniechęca do działania. Wręcz przeciwnie, motywuje!
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki