Apero na moście - Ewa Elżbieta Nowakowska

Kup ebooka

16.42 zł
13.14 zł (11,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

NUMER DWADZIEŚCIA JEDEN NARCIARZE

Jak to jest, zastanawiała się Paulina, że tropy zwierząt zaczynają się pośrodku śnieżnego pola i urywają w najmniej oczekiwanym miejscu? Ich trasa ma środek, ale brakuje jej początku i końca. Wisząc w powietrzu, przyglądała się śladom i znakom. Chwilowo zabrakło prądu, więc wyciąg krzesełkowy zatrzymał się, więżąc pechowych narciarzy na sporej wysokości. Na szczęście nie poddała się przypływowi paniki, fotografując w zamian oczyma okolicę. Taki zając lub kozica muszą przecież skądś przybyć i dokądś pomknąć, tymczasem śnieg rejestruje jakiś wyrwany z kontekstu etap ich rączego biegu. Nie umiała wymyślić żadnej tłumaczącej to zjawisko hipotezy.

Żałowała, że akurat tym razem jechała na krzesełku sama. Czas dłużył się; zdążyła już nawet policzyć otaczające ją drzewa, zanalizować śnieżne hieroglify, opierające się interpretacjom pismo klinowe czworonogów. Parę metrów dalej widać było ślady nart śmiałków, którzy zjeżdżali poza wytyczone trasy i sunęli na łeb, na szyję przez zdradliwy puch. Naruszenie świeżej warstwy śniegu przypominało podkreślenia, jakie nanosili pilni czytelnicy na wypożyczonych z biblioteki książkach. Paulina wyczytała gdzieś, że według badań amerykańskich naukowców, studenci korzystający z używanych wcześniej podręczników, upstrzonych zaznaczeniami i notatkami, osiągają słabsze wyniki, nie dochodzą bowiem do pewnych wniosków sami i nie analizują nowego materiału.

Sama czerpała jednak przyjemność z lektury książek zaczernionych cudzymi uwagami i bazgrołami. Kiedy natrafiała na dziewiczy tom, nietknięty ołówkiem czy flamastrem, uznawała za punkt honoru, aby zaznaczyć jakieś celne zdanie czy udatną metaforę, zwracając w ten sposób uwagę kolejnych czytelników na coś w jej mniemaniu istotnego.

Z rozmyślań wyrwało ją szarpnięcie wyciągu, krzesełko ruszyło w drogę. Usłyszała charakterystyczny zgrzytliwy dźwięk. Tu w ogóle nie ma ptaków, zaświtało jej. Ani jednego trelu czy świstu. Ani jednego zgubionego pióra.

I wtedy zobaczyła na stoku młodego narciarza, który jeździł telemarkiem, staroświeckim stylem, wracającym niekiedy do łask i mód. Przy każdym skręcie przyklękał na jedno kolano, jakby właśnie mijał jakąś świętość. Tuż za nim zjeżdżała kobieta, bez nart, na samych butach. Za każdym razem, gdy mężczyzna przyklękał, ona robiła znak krzyża. Oczom nie wierzyła: jak można zjeżdżać po tej trasie bez nart? A może to jakiś spektakl, happening, nowy sport ekstremalny dla znudzonych?

Koniec jazdy, musi unieść ochronną pokrywę krzesełka i bezpiecznie wysiąść. Na kwadrans jej myśli zaprzątało co innego: czysta radość z narciarstwa, pęd w dół, rozpierająca ją energia, tak silna, jak przed miłosnym uniesieniem. Skręcała na nowych karwingach, raz, raz, raz, aż policzki chłostały fale powietrza, a całe ciało rozgrzało się i rozwibrowało. Przez umysł przelatywały znaki, kreski, krzyżyki, pętelki i trójzęby, raz, raz, raz.

Gdy dotarła do elektronicznej bramki, sczytującej wsunięty w kieszeń na piersiach skipass, zauważyła młodego mężczyznę, który jeździł telemarkiem. Był sam. Przez parę sekund odrzucała myśl, że to naprawdę on, może tylko przypominał widzianego z góry narciarza, jednak pierwsze wrażenie nie zawiodło jej, tak charakterystyczny miał kombinezon, buty i wiązania. Mężczyzna wsiadł na wyciąg z jakimiś dwoma chłopcami.

Zajęła miejsce na krzesełku obok młodego bruneta, który, jak się jej wydawało, mieszkał w tym samym hotelu, co ona. On chyba też tak pomyślał, bo od razu lekko się uśmiechnął na jej widok.

- Widział pan narciarza jeżdżącego telemarkiem i tą kobietę za nim? - wycelowała w niego pytanie po angielsku. Odpowiedział z silnym włoskim akcentem:

- Tak, i to bardzo stylowo. Podziwiam go. Ale kobiety nie kojarzę.

W tym momencie po stoku pod nimi przemknął ów mężczyzna. Dokładnie tak, jak poprzednio, a tuż za nim zsuwała się nieznajoma, kreśląc znak krzyża na piersiach.

- Widzi pan? - krzyknęła Paulina. - Ta kobieta nie ma nart! Jak ona to robi? To niebezpieczne! I czemu się żegna?

Brunet obrzucił ją badawczym spojrzeniem. Właśnie mieli wysiadać z wyciągu, więc uniósł ochronną pokrywę.

- Jaka kobieta? Jedzie samotny narciarz.

Paulina zobaczyła w jego oczach niepokój.

- Jedzie pan czerwoną trasą? - zmieniła temat.

- Tak. Jest wyjątkowo malownicza - rozpromienił się Włoch. - Proszę mi towarzyszyć, przecież mieszkamy w tym samym hotelu. Mam na imię Vito.

Jeździli razem do końca dnia. Po trasie, na wyciągu, wszędzie. W południe Vito zaproponował krótką przerwę w knajpce, gdzie na tarasie sączyli żółtawe bombardino. Dowiedziała się, że są mniej więcej rówieśnikami, on pochodzi z Apulii, a obecnie mieszka i pracuje w Rzymie; z półsłówek domyślała się, że jako lekarz. Paulina oszczędnie dozowała informacje o sobie, jakby aplikowała Włochowi dawki homeopatycznego leku.

Późnym popołudniem zjechali do hotelu. Do kolacji zostały trzy godziny, więc umówili się za godzinę na dole przy barze. Paulina z ulgą zrzuciła kolejno kombinezon, golf i spocony podkoszulek, po czym wzięła prysznic. Gdy już wysuszyła się i założyła szykowną bluzkę i spódnicę, usłyszała chrobot. Podeszła do drzwi i uchyliła je, sądząc, że to Vito. Korytarz był jednak pusty, tylko na parkiecie leżało niewielkie zawiniątko. Odruchowo cofnęła się w obawie, że zawiera coś niebezpiecznego, ciekawość jednak zwyciężyła, więc schyliła się po pakunek.

Zamknęła drzwi do pokoju i w jego zaciszu zaczęła rozwijać szarawy papier. W środku była broszka z jakimś kamieniem, zdobiona kunsztownym ornamentem ze srebra, przypominającym motywy sztuki celtyckiej. Kiedyś zajmowała się tą tematyką, ale nie czuła się na tyle pewnie, by móc cokolwiek orzec o broszce. Być może była to zręczna imitacja, stylistyczne nawiązanie, albo coś więcej, czego nie ogarniała.

Zerknęła na zegarek. Vito już czekał na dole, wybiegła więc, staranie zamknąwszy pokój na klucz. Ale Vita nie było. Kiedy zdumiona zapytała w recepcji o numer jego pokoju, dowiedziała się, że mężczyzna o tym imieniu wymeldował się jakieś dwadzieścia minut temu i odjechał samochodem. Pomyślała, że to pomyłka, albo że osób o tym imieniu jest tu wiele, opisała więc Vita, jak mogła najdokładniej. Recepcjonistka przytaknęła. Tak, to ten. Musiał pilnie wracać do Rzymu.

- Ale byliśmy umówieni - zaoponowała Paulina. - Sprawiał wrażenie bardzo kulturalnej osoby. Może zostawił dla mnie jakąś wiadomość?

- Niestety nie - pokręciła głową recepcjonistka. - Bardzo się spieszył.

- Ale ja mam jakąś kopertę - wmieszał się otyły recepcjonista. - Prosił, żeby zostawić dla pani Pauliny z Polski. To pani?

- Tak - rozjaśniła się. - Dziękuję.

Odeszła parę kroków dalej, żeby w skupieniu przeczytać wiadomość. Niecierpliwie rozerwała kopertę, z której wyfrunęła fotografia w sepii. Na stoku narciarskim jechał Vito, miał na sobie dokładnie ten sam strój, co ów narciarz z telemarkiem. Vito na zdjęciu też mknął w tym stylu, przyklękając przy zakręcie. Ale Paulinę najbardziej zaskoczyła postać, która towarzyszyła mężczyźnie.

Tuż za nim jechała ta sama kobieta, która kreśliła na piersiach znak krzyża, kiedy narciarz przyklękał. Na odwrocie fotografii ktoś zręcznie naszkicował broszkę, którą Paulina znalazła na korytarzu.

Pobiegła do recepcji.

- Czy ten pan naprawdę nie zostawił jakiegoś telefonu, adresu? Nic?

Recepcjonista rozłożył bezradnie ręce.

- Nie. A mnie nie wolno ujawniać danych osobowych naszych gości.

- A... jeśli zapłacę?

- Nie ma mowy! - obruszył się grubasek i odszedł.

Do końca turnusu zostały trzy dni.

Paulina jeździła samotnie, wieczorami wypijała drinka przy barze, niekiedy wymieniając zdawkowe uprzejmości z innymi wczasowiczami. Jeden z nich też nosił imię Vito. Starała się zdusić bezpodstawny lęk.

Kiedy wróciła do Polski, z miejsca odnalazła renomowany zakład fotograficzny. Podała właścicielowi zdjęcie od Vita.

- Czy to fotomontaż? Jakieś sztuczki?

- Chwileczkę... Wygląda na autentyk, ale musiałbym to zbadać. Czy może pani zostawić mi tę odbitkę na godzinę?

- Oczywiście.

Kiedy wróciła po ustalonym czasie, fotograf przywitał ją okrzykiem:

- To oryginał. Najprawdopodobniej sprzed drugiej wojny. Wskazują na to odczynniki, ubiory, wszystko.

- Ale to niemożliwe! Ten mężczyzna jest młody, znam go - zawołała.

- A zatem na zdjęciu uwieczniono jego dziadka. Takie łudzące podobieństwo zdarza się w rodzinach, to nic wyjątkowego - wyjaśnił fotograf.

- Dziękuję - wyszeptała. Zapłaciła za analizę i pobiegła do znajomego antykwariusza, który był koneserem starej biżuterii. Kiedy przetrząsała torebkę, szukając broszki, znalazła tylko szarawy papier.

Broszka zginęła bez śladu.

Tropy, przypomniała sobie, zaczynają się pośrodku śnieżnego pola i urywają w najmniej oczekiwanym miejscu. Ich trasa ma tylko środek. Poprzestała na tym.

Ale został jeszcze szkic broszki na odwrocie fotografii.

Tak. Niech zostanie szkic. Klęknięcie, znak krzyża, odciski łap, ślady nart. Oznaki lektury.

w serii kwadrat ukazały się:

"2008", "2011", "2014" - antologie współczesnych polskich opowiadań

Marcin Bałczewski "Eva Morales de Nacho Lima", "Malone"

Waldemar Bawołek "To co obok"

Kostia Berezin (Paweł Laufer) "Buty Mesjasza"

Dariusz Bitner "Książka"

Roman Ciepliński "Diabelski młyn"

Tomasz Dalasiński "Nieopowiadania"

Krzysztof Gedroyć "Przygody K"

Andrzej Grodecki "Iluzje"

Brygida Helbig "Anioły i świnie. W Berlinie!!", "Enerdowce i inne ludzie"

Lech M. Jakób "Ciemna materia"

Bogusław Kierc "Bazgroły dla składacza modeli latających"

Wojciech Klęczar "Wielopole"

Bogusława Latawiec "Ciemnia"

Ryszard Lenc "Chimera"

Artur Daniel Liskowacki "Capcarap", "Eine kleine", "Mariasz", "Skerco"

Miłka O. Malzahn "Fronasz", "Kosmos w Ritzu"

Agnieszka Masłowiecka "Pyszne ciało", "Splątanie"

Jarosław Maślanek "Ferma ciał"

Dariusz Muszer "Homepage Boga", "Niebieski", "Wolność pachnie wanilią"

Krzysztof Niewrzęda "Czas przeprowadzki", "Poszukiwanie całości", "Second life", "Wariant do sprawdzenia", "Zamęt"

Ewa Elżbieta Nowakowska "Apero na moście"

Paweł Orzeł "Arkusz [^pi^gmalion]", "Nic a nic", "Ostatnie myśli (sen nie przyjdzie)"

Paweł Przywara "Zgrzewka Pandory"

Krystyna Sakowicz "Księga ocalonych snów", "Praobrazy"

Alan Sasinowski "Pełna kontrola", "Rupieć", "Sycyerz facet"

Grzegorz Strumyk "Kra", "Nierozpoznani"

Łukasz Suskiewicz "Egri bikaver", "Mikroelementy", "Zależności"

Leszek Szaruga "Dane elementarne", "Podróż mego życia", "Zdjęcie"

Izabela Szolc "Śmierć w hotelu Haffner"

Łukasz Szopa "Kawa w samo południe"

Andrzej Turczyński "Bruliony Starej Ziemi", "Brzemię", "Koncert muzyki dawnej", "Zgorszenie", "Żywioły"

Anatol Ulman "Cigi de Montbazon i Robalium Platona"

Emilia Walczak "Hey, Jude!"

Miłosz Waligórski "Kto to widział"

Maciej Wasilewski "Jednodniowy spacer po dwudziestu kilku głowach", "Rozmowy młodej Polski w latach dwa tysiące coś tam dwa tysiące coś"

Bartosz Wójcik "Christiania. Historie z tamtej strony dobra"

Grzegorz Wróblewski "Nowa Kolonia"

Maciej Wróblewski "Historie Jakuba Blottona z widokiem na Toruń"

Tadeusz Zubiński "Rzymska wojna"