Aoxis II - Małgorzata Paszko

Reflow text when sidebars are open.
Mysti zmierzał do sali tronowej. Nie chciał rozgniewać ojca, a zrobiłby to, każąc mu dłużej czekać. Westchnął, widząc pracujących w ogrodzie służących. Przystanął na werandzie i przypomniał sobie jak z mamą spacerował po między krzewami i zrywał różnorodne kwiaty. Raz się nawet zdarzyło, że zdobył fioletowe pióro z czego był bardzo dumny. Rodzicielka jednak zganiła go, mówiąc, że są to naprawdę rzadkie rośliny i nie powinno się ich zrywać. Poprosiła także, by nikomu się tym nie chwali. Mysti zapamiętał tę naganę, choć nie rozumiał dlaczego nie może nikomu o tym powiedzieć. Dopiero gdy był starszy dowiedział się, że zrywanie fioletowych piór było niezgodne z prawem. Niestety... Jego matka nie doczekała tego momentu. Zmarła rodząc córkę królowi. Cały naród pogrążył się w rozpaczy, a na barkach księżniczki spoczęło matkobójstwo, mimo że jako mały szkrab nie miała na to wpływu. Ojciec traktował córkę z o wiele większym chłodem niż kogokolwiek innego. Mogła mieć wszystko, nie licząc jego miłości. Naród nie trzymał urazy, rozumiał, że takie rzeczy się zdarzają, ale dla króla był to cios prosto w serce. Kochał żonę bardziej niż cokolwiek innego. Nie uważał córki za coś cennego, pamiątkę po ukochanej, a za zmorę. Na nieszczęście księżniczki nie przypominała ona wcale matki. Władca Mulio za to kochał szczerze syna, mimo że dla kogoś z boku mogłoby się wydawać, że jest bezduszny i okrutny. Jednak gdyby to córka wykradła zwój i pokazała komuś obcemu, kara byłaby o wiele bardziej dotkliwa, niż ta, która spotkała Mystiego.
Następca tronu wznowił chód. Ojciec dał mu pół godziny, ale domyślał się, że doceni kiedy przyjdzie szybciej. Gdy był już prawie przy drzwiach do sali, zobaczył swoją siostrę, Ofelię, która szeroko się uśmiechała.
- Braciszku! - zawołała dziesięciolatka, podbiegając do brata i mocno go przytulając. Mysti uśmiechnął się do siostry, gładząc ją po ciemnobrązowym włosach. Przypominała mu ojca, on też miał takie włosy i szare oczy.
Mysti był jedynym członkiem królewskiej rodziny, która nie traktowała Ofelii jak potwora i mordercy. To nie tak, że zawsze tak było. Kiedy był młodszy, a dokładniej dziesięć lat i dowiedział się, że mama zmarła rodząc mu siostrę, szczerze nienawidził dziewczynki. Ale... Z czasem pojął, że ta dobra kobieta, która go wychowywała nigdy nie chciałaby widzieć nienawiści swojego syna do siostry. Próbował więc zbliżyć się do dziewczynki i pozbyć się z serca nienawiści i żalu. Udało się mu. Z wiekiem przyszło mu to o wiele łatwiej. Mimo, że sam zrozumiał to wszystko, jego ojciec nie umiał.
- Witaj, siostro - odparł, klękając obok księżniczki. Jedyne co łączyło ich w wyglądzie to ten sam kolor cery i piegi. Ale to pokazywało skąd pochodzą, nie miało nic wspólnego z indywidualnymi cechami wyglądu rodziców.
Mysti spojrzał na służkę stojącą niedaleko nich. Kobieta skłoniła się, po czym ciągle utrzymywała wzrok utkwiony w ziemi. Nie minęła chwila, a jego wzrok ponownie spoczął na Ofelii.
- Jak się masz, droga siostro? - spytał książę.
Ofelia roześmiała się cicho, mocno przytulając swojego ukochanego brata. Szczerze go kochała i gdy zasiądzie na tronie... Będzie wspierać Mystiego. Jeśli zdecyduje, że ma za kogoś wyjść, zrobi to bez słowa, mimo że z ojcem dyskutowałaby i kłóciła. Brat był dla niej wszystkim. Już w tym wieku była w stanie stwierdzić wiele rzeczy, chociaż jak to dziecko, mogła się mylić.
- Dobrze, wszyscy są dla mnie bardzo mili, no... Prawie wszyscy - ostatnie słowa wyszeptała. Nie chcąc by brat zaczął tłumaczyć ojca, pokazała mu mały wisiorek zrobiony z kamiennego listka. - To od Re! Jest wspaniały, prawda? - zapytała z szerokim uśmiechem.
Mysti spojrzał na wisiorek i westchnął.
- Jest piękny, Ofelio, ale nie powinnaś uciekać opiekunce - przyznał. Wiedział, że jeśli księżniczka była u Ofelii to wymknęła się służącej. Nikt na zamku nie wiedział kim jest Re. Nie, nikt w całym królestwie nie słyszał o osobie, która by się tak nazywała.
Ofelii spojrzała na swoje dłonie zawstydzona naganą brata. Po chwili spojrzała na niego.
- Wiem, ale... Re to moja przyjaciółka i zawsze mi pomaga, i... - nie wiedziała, co jeszcze powiedzieć.
Mulian pocałował ciemnowłosą w czoło.
- Rozumiem, musisz jednak na siebie uważać. Nie zniósłbym straty swojej ukochanej siostry - odparł szczerze, po czym wstał. - Muszę iść. Król czeka.
Po tym słowach, nie czekając na nic ruszył w stronę sali. Nakazał stojącemu przy drzwiach strażnikowi poinformować króla, a sam spojrzał na wiszący na ścianie obraz. Przedstawiał on uśmiechniętego Muliana z koroną na głowie. Nawet na obrazie w oczach widoczny był płomień. Eran Adger... Był zmotywowany do przejęcia tronu i władania Mulio. Mysti westchnął. Słyszał o dokonaniach tego człowieka. Można nawet uznać, że to on uczynił Mulio najpotężniejszym królestwem. Nie wliczając w to Pander. Wyspa zepsuła wizerunek królestwa, ale Mystiemu jakoś strasznie nie zależało na jakimś wymyślonym rankingu. Liczyło się dobro i bezpieczeństwo poddanych. Mulio musiało być w stanie atakować i się bronić, a także przetrwać w razie wojnę. Król jednak tego nie rozumiał, chciał odbudować potęgę Mulio, mimo że straty wywołane wojną nie były już widoczne.
Mysti westchnął ponownie, dostrzegając, że strażnik wrócił. Ostatni raz spojrzał na obraz i wszedł do sali tronowej. W zamku nie było zbyt wielu malowideł czy rzeźb. Nigdy nie słynął z dzieł sztuki, ale z bogactwa, które można było zauważyć już przy wejściu.
Książę spojrzał przed siebie, dostrzegając siedzącego na złotym tronie mężczyznę z strasznie ozdobną koroną. Mysti skłonił się nisko, oddając szacunek władcy. Może i był jego synem, ale od dziecka uczono, że rodziciel najpierw jest królem dopiero później ojcem.
Starszy Mulian wyprostował się, spoglądając na kłaniającego się księcia. Uśmiechnął się chłodno, zadowolony, że chłopak przybył szybciej.
- Możesz usiąść, synu - odparł, dłonią przyzywając spod sufitu szafir i przemieniając go w ozdobne krzesło. Za sprawą magii postawił je z prawej strony tronu.