Rozdział 1 - Wezwanie
4 marca 2179 roku Moskwa, Zjednoczona Koalicja Ziemi
Poranek był chłodny, ale słoneczny. Światło marcowego słońca odbijało się od szklanych fasad wieżowców w centrum Międzynarodowej Agencji Kosmicznej, tworząc kalejdoskop refleksów na białych płytach chodnika. Anya Morozova, doktor fizyki teoretycznej, przemierzała znajome korytarze kompleksu badawczego z kubkiem zimnej kawy w dłoni i cieniem niewyspania pod oczami.
To miał być zwyczajny dzień. Analiza danych z testów pola kwantowego, symulacje w napędzie Einsteina II, może krótka rozmowa z zespołem projektowym. Ale tego poranka rutynę przerwała wiadomość: generał Borodin chce się z nią widzieć. Osobiście.
Zaproszenie od samego dowódcy operacyjnego Zjednoczonej Koalicji Ziemi nie było czymś, co można było zignorować. Szczególnie gdy przekazano je z taką powagą, bez słowa wyjaśnienia.
Drzwi do biura generała rozsunęły się bezgłośnie. Przestrzeń była chłodna, elegancka i niemal ascetyczna. Panoramiczne okna ukazywały horyzont Moskwy, gdzie niebo stykało się z linią futurystycznych wież.
- Proszę, wejdź, kapitan Morozova - powiedział Borodin, nawet nie odwracając się od widoku. - Czekałem.
Anya stanęła na baczność, odruchowo, jak uczono w akademii, choć nigdy nie czuła się żołnierzem.
- Generale.
Dopiero po chwili się odwrócił. Twarz generała nosiła ślady lat służby, ale jego spojrzenie było jasne i uważne.
- Usiądź, proszę. - Wskazał fotel przed biurkiem. - Mam dla ciebie propozycję, której nie możesz odmówić.
- Słucham.
- Dowództwo zatwierdziło skład załogi na Odyssey. I chcemy, byś to ty objęła nad nim dowództwo.
Na moment zapadła cisza.
- Odyssey... - powtórzyła cicho. - Myślałam, że ten projekt jest jeszcze w fazie testów.
- Już nie. Jesteśmy gotowi. Statek znajduje się na orbicie. Dzisiejszej nocy wyruszysz na pokład promem, by przejąć komendę i zapoznać się z załogą. Odprawa odbędzie się jutro rano. - Uśmiechnął się lekko. - Po raz pierwszy od dziesięcioleci Ziemia wyśle ekspedycję poza znaną granicę galaktyki. A ty poprowadzisz tę misję.
Anya odchyliła się lekko w fotelu.
- Dlaczego ja?
Borodin spoważniał.
- Bo nie jesteś politykiem. Bo jesteś naukowcem, który rozumie odpowiedzialność. Bo nie boisz się samotności. I - może najważniejsze - bo nie masz nic do stracenia. To misja, w której nie ma miejsca na przypadek.
Nie odpowiedziała od razu. Jej myśli przelatywały przez dziesiątki scen z życia: opustoszałe laboratoria, nieprzespane noce, wykłady prowadzone do półprzytomnych studentów, nieodebrane telefony od ludzi, którzy się poddali.
- Przyjmuję - powiedziała cicho.
Gdy wyszła z gabinetu, świat wydawał się inny.
Zatrzymała się przed gmachem Agencji. Ulice były spokojne. Flagi dawnych narodów powiewały teraz razem pod emblematem Zjednoczonej Koalicji Ziemi - nowego ładu, który zjednoczył ludzkość po wiekach konfliktów.
Spojrzała w niebo. Tam, gdzie zawisł Odyssey - cud technologii, który był w stanie pokonać nie tylko przestrzeń, ale i bariery czasu.
Odetchnęła głęboko, jakby próbowała zapamiętać smak Ziemi. Potem ruszyła przed siebie, z torbą na ramieniu i myślą, że to może być ostatni raz, kiedy stąpa po tej planecie.