Antymonachomachia - Ignacy Krasicki

Kup ebooka

3.49 zł
2.86 zł (1,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

PIEŚŃ I

Jędza niezgody dostawszy xięgę wojny mnichów, rzuciła ją do mieszkania doktora. Mędrzec czyta ją z uśmiechem; lecz ojciec Honorat ciężkim zapala się gniewem, który w nim napróżno doktor łagodzić usiłuje.

Często pozory łudzą słabe oczy, Zwłaszcza, gdy staną na widok gromadnie: Często i malarz w dziele zbyt ochoczy Zmyli się, obraz chcąc wydać dokładnie; I w kunszcie nie raz rzemieślnik wykroczy, Kiedy się w złoto szych podły zakradnie; Nie traci przeto kruszec swej korzyści, Szych pełznie w ogniu, a złoto się czyści.

Jędzo niezgody! twoje to są sztuki: Ty, co się w dziełach zjadliwych objawiasz, Mieszasz się w kunszta, mięszasz i w nauki, Słodycze żółcią mięszasz i zaprawiasz: Wkładasz obmierzłe jarzmo twej przynuki, A gdy się tylko niesnaski zabawiasz; Nie dość dla ciebie państw, narodów klęski, W cienie zakonne rzucasz grot zwycięski.

Twójto kunszt zdradny, żeś zacisze święte, Nowem podejściem mięszać zamyślała: Jużeś poczęła dzieło przedsięwzięte, Jużeś na poły z twych sztuk korzystała. Niebo sług swoich niewinnością tknięte, Niedopuściło, byś tryumfowała. Opowiem, jakeś padła z piekieł łona, Opowiem, jakeś była zwyciężona.

Nie podła gnuśność rządziła klasztorem, Gdzie się te sceny wydały tragiczne: Klasztor był cnoty zawołanym wzorem, Klasztor obfity w dzieła heroiczne, Klasztor od wieków wsławiony wyborem, Budował wszystkie miejsca okoliczne. Dzielny przykładzie! ach któż cię wychwali! Tyś tarczą twoich, co ciebie dawali.

Święte więzienia miłość cnoty wzniosła, Niewinność twierdzą otoczyła wieczną. Żarliwość z świeckiej marności uniosła, Pokora skryciem czyniła bezpieczną, Przykładność dzielna w ich cieniu urosła, Wiara obronę znalazła waleczną. Ukryte światło stanęło na korcu, W nauczycielu świętym cudotworcu.

W takiem schronieniu, lepszy, niż wiek złoty, Trawiły prawe dla Boga ofiary, W straży ubóstwa, posłuszeństwa, cnoty, W zaszczycie pewnej nadziei i wiary, W czułych zapędach żarliwej ochoty; A niebieskiemi obdarzona dary Miłość, rękojmia cnoty i załoga, Słodziła prace dla bliźnich i Boga.

Te Jędza przerwać zabawy gdy chciała, Zbliża się, kędy w głębokiem ukryciu Xięga zakonnej wojny zostawała, Płód żartobliwy. Chcąc ją mieć w użyciu, Tyle przewrotnych kunsztów używała, Że wpadł w jej ręce; a w klasztornem życiu Chcąc wzniecić pożar, raduje się zjadła, Że dzieło przyszłej niezgody wykradła.

Wzbiła się w górę, a jak jabłko owe Co poróżniło i ludzi i bogi, Niesie płód żartów; gmachy klasztorowe Skoro zoczyła, wydała krzyk srogi. Cieszy się, widząc klęsk przyszłą osnowę. Forty warownej już przebyła progi. A myśląc wściekła o przyszłym pożarze, Przebiega szybkim krokiem kurytarze.

Staje przed drzwiami mieszkania doktora, Pewna, że starzec rozkosznie spoczywa: Omyliła się; najpierwszy z klasztora Do służby bożej śpieszy i przybywa: W chórze północna trzymała go pora, W chórze wraz z bracią chwały boże śpiéwa. Wielka rzecz! z zasług być od prawa wolnym, Większa! z zasługą być prawu powolnym.

RESZTA TEKSTU DOSTĘPNA W PEŁNEJ WERSJI.