Do trzech razy sztuka?
Stowarzyszenie Sochaczewskie Wieczory Literackie "Atut,, to grupa pasjonatów poezji. Działamy na terenie Ziemi Sochaczewskiej od 2008 r, a formalnie zrzeszyliśmy się w 2017 r. Właśnie świętujemy trzecią rocznicę rejestracji. W swoich szeregach skupiamy mieszkańców Powiatu Sochaczewskiego, ale "przytuliliśmy" też poetów z Warszawy, Łodzi, Dobrej, Zakrzewa, Bończy, a nawet Szczecina.
2020 rok razem z korona wirusem dostarczył nam mnóstwo pytań i niewiadomych, jak przetrwać te trudne chwile? Zamknięte Centrum Kultury, zakazy gromadzenia się źle wpływały na nastroje w Atucie. Mając na uwadze zdrowie naszych członków stosowaliśmy się do zaleceń Głównego Inspektora Sanitarnego. Zachowując wszelkie obostrzenia i dystans spotykaliśmy się czasem na świeżym powietrzu. Do historii przeszła Poezja na Obcasach - ostatnie przedpandemiczne wydarzenie kulturalne w Sochaczewie. Udało się zorganizować i rozstrzygnąć konkurs o "Laur Grążela". Następnie sukcesem była IV Wierszotorówka w sierpniu w całkiem nowej odsłonie na terenie Muzeum Kolei Wąskotorowej w Sochaczewie.
Wzięliśmy udział w konkursie Porozumienia Organizacji Pozarządowych Powiatu Sochaczewskiego w ramach programu "Działaj Lokalnie". Pieniądze z grantu przeznaczyliśmy na zakup kamery i od tego czasu spotykamy się również w sieci. Ci członkowie stowarzyszenia, którzy z racji wieku prawie nie wychodzą z domu, mogą śledzić online wydarzenia organizowane w mocno okrojonym składzie. W tak kryzysowej sytuacji powstawały wiersze, może nawet jeszcze więcej niż dotychczas.
Cóż było z nimi robić? Ponownie odpowiedzieliśmy wnioskiem na projekt ogłoszony przez POPPS i tak oto powstała Poetycka Antologia nr 3, nasza ŁYŻKA STRAWY DLA DUSZY. Wzięli w niej udział wszyscy piszący członkowie Atutu, z czego jestem bardzo dumna.
Nie zamierzamy spoczywać na laurach.
Mirona Miklaszewska
Maskarada
Miasto zaczyna wypełniać cisza kurz i to coś
Wieczory zatęskniły za hałaśliwą młodością
Starzy zamykają się w sobie na kilka zamków
Żyjąc w mieszkaniach przegrzanych strachem
Nie wychodzą w obawie że czyjś oddech ich zabije
Więźniowie czterech ścian we własnym domu
Pozbawieni oczu by oglądać poranne rosy
Krzewy owiane tajemniczym szeptem zapachów
Nieśmiałej zieleń drzew budzących się do życia
Młodzi nie zaznają tej wiosny
Zawirowania oddechu ukochanej osoby
Ludzie zaczynają pieścić swoje chimery
Kościół korzysta z Internetu - narzędzia szatana
Nawet psy i koty gdzieś się pochowały
Nieme ulice zaludnione szelestem plastiku
Grają niesfornymi torbami i rękawiczkami
Chodniki kradną wolność z maską na twarzy
Zabłąkany promień przemyka po pustej ulicy
W nadziei że ktoś go zobaczy
Słońce przestało wypijać resztki wody
Zaczerwienione ze wstydu poszło spać
Cisza - słychać tylko niemy chichot zarazy
Niepoprawny romantyk
Niepoprawny romantyk z bzu naręczem
Mokrymi nogami wieczornej rosy słowika śpiewem
Gwiazdy odległe blaskiem przytłaczające
Bezchmurne niebo księżyc cały kuszeniem wabiący
Uśmiechnięty po niebie ospale kroczy
Korowód myśli myśli wielobarwnych
W szarości nocy myśli zapomnienia
Z zapachem nocy jakieś skojarzenia
Bzu gałązka gwiazdy
Spokoju chwila odpoczynku
Samotny spacer niczym niezmącony
Chwila wytchnienia cisza
Zauroczony śpiewem nocy
Ciszy spokoju gwiazd szemraniem
Migocących jasnych w ciemności
Oczu nieba tysięcznym blaskiem
Chłodem rosy mgły zapachem
Zastygły w ciszy wieczny rozmarzony romantyk
W dal zapatrzony wzrokiem
Delikatnym przenikliwym
Przeszywającym ciemności nocy
Szeroko szmaragdowe rozwarte niebiańskie oczy
Bezszelestnie delikatnie niczym puch na wietrze
Po marzeniach kroczy
Bezgłośny oddech by nie zmącić ciszy
Niedojrzały anioł wiecznie młody
Ciągle... niespełniony
Dziękujemy Ci Ojcze...
za znak białego dymu
za twój wyjazd do Rzymu
i wędrówkę wspólną z nami drogą
sercem składamy dzięki
bo wdzięczności tej wielkiej
żadne słowa określić nie mogą
za Twe pielgrzymowanie
za Ojczyzny kochanie
za nadzieje że świat się odmieni
za tłumy witające
za chóry śpiewające
za serdeczne pocałunki Ziemi
za Dekalog nam dany
z myśli Twych układany
Encyklikę Twym życiem pisaną
za naukę miłości
do przeszłości przyszłości
za historię i prawdę nam daną
za wolność nam zwróconą
swobodę wymodloną
za otuchę do lęku przetrwania
za odwagę do czynów
za to żeś Polski Synem
każdą myślą Cię wciąż uwielbiamy
a gdy wiatr zamknął księgę
i świat zwątpił w potęgę
zasiał żal łzy ból i przerażenie
dziś idziemy trudnym szlakiem
w góry z Twoim plecakiem
by być razem w życiu jak cienie
już na zawsze Cię mamy
bo w nieba wszedłeś bramy
dziękujemy Ci Ojcze za troskę
więc synowie Tej Ziemi
z nieba myślą wzmocnieni
całujemy Twe dłonie ojcowskie
Przyszła Kryska na Matyska
życie dokłada z każdej strony
pandemia wciska nam korony
w krąg bojaźń bieda i skoki cen
a decyduje właśnie ten
ten co się w babskie majtki wkrada
bo w swoich nic już nie posiada
co nie wie jak wygląda życie
gdyż tylko kota głaszcze skrycie
kto nie wygodny to do paki
takie są ich prawa smaki
i tylko wszędzie steki kłamstwa
to wizytówka tego Państwa
znowu komuna nam wróciła
gorsza od tej która była
nadęty konus gwardia głupia
kradnie wszystko gdzieś zza dupia
oj przyjdzie kryska na Matyska
naród już ze złości tryska
taczki gotowe wraz z woźnicą
ludzie wszystkich was rozliczą
zmiłuj się Panie nad swym ludem
nad krajem budowanym z trudem
niech ci głupole pójdą sobie
zajmij się nami Twym Narodem
Kiedy śmierć przestaje lubić swoją pracę
Śmierć dotąd była nam przychylna
miesiącami świadomie przymykała oczy
pozwalając medycynie odczuć przewagę
z wyrozumiałością kobiety godziła się
zaczekać na przylot wnuka z zagranicy
ostatnie poprawki do testamentu
pojednanie ze zwaśnionym krewnym
każdego jednak zniechęci nadmiar obowiązków
zmuszona do zmiany strategii
przestała pukać rezygnowała z manier
zapominając o sztuce uśmiercania
kiedyś chorobę dobierała do ludzkich skłonności
dziś jedna zabójcza metoda
wyrywa śmiertelnika z rodzinnych objęć
osamotniony nie broni się długo
pożegnania bezcelowe gdy wszyscy odchodzą
a i pogrzeby szczelnie zamkniętych trumien
w milczeniu przysłoniętych ust
może zwalnia miejsce nowym lokatorom...
którym nie zabraknie pokory...
nie naruszą porządku natury...
Skóra przechodnia
Lubię miejsca, w których oferują
garderobę po jej debiucie
nawet ta zdjęta z nieboszczyka
ma szansę otrzymać nową rolę
Wieszaki uginają się od epizodów
rekwizyty jednego aktu czekają na bisy
Aż roi się od relikwii nieświętych
są odbite fragmenty damskich policzków
rana szarpana dzieło niecierpliwej ręki
bliźniacze znamiona po zawstydzeniu
Jako spóźniony obserwator
przechadzam się po czyimś mieszkaniu
dotykając ręcznika zsuniętego na podłogę
pościeli spod szybujących ciał
koronki uwięzionej w szczelinie oddechów
Pani domu odeszła w butach prawniczki
kapelusz wdowy na mężatce trzyma się lepiej
samotna objęta gorsetem wyzwolonej
niewinność nabiera pewności w dekolcie
I ja wybrałam sobie skórę na miarę
szybko zdominuję to ubranie
zanim ono zawładnie mną
Sa -Turn
Szukałem Cię na północy.
Na południu odnalazłem pewnej nocy.
Nieśmiały choć szczery promień,
rzuciłaś w objęcia moje.
Przebłysłaś nieśmiało przez chmury.
Musnęłaś spojrzeniem lasy, góry
i zbladłaś przy księżyca blasku,
nie doczekawszy brzasku.
Jest druga naprzeciw Ciebie,
zwodniczo błyszcząca na niebie,
na niewidzialnej zaczepiona nici,
a nić ta pęka dla każdego skrycie.
Gdy świt nadchodzi jak mara ucieka
i następnego wieczora czeka,
by siać gdzie indziej swe złote promienie,
by bawić innych, innym dać zadowolenie.
Do Ciebie wznosi się moje marzenie,
ku Tobie swoje kieruję spojrzenie.
Oczarowany urodą i wdziękiem,
na dźwięk głosu Twego miękłem
tuląc Twe krucze włosy i Twą drobną postać.
Na zawsze chciałbym z Tobą wtedy zostać,
patrzeć w Twe oczy czarne rozmarzone,
całować usta do pocałunków stworzone.
Cóż ścieżki losu są jakby potoki,
każdy innym korytem płynie, płytkim lub głębokim,
lecz często do wspólnego wpadają zbiornika,
i często obydwa ten sam los spotyka.
Gwiazdo moja północna co jak Sa-turn brzmisz.
Gdybym miał sputnik poleciałbym dziś
by wylądować miękko, lecz nie myśl przesadnie.
A, że nie mam sputnika,
więc czekam aż mi spadniesz.
O myślowym skrócie w politycznym bucie
Myślowy skrót.
..Głupi jak but,,
Lecz nie wiadomo, który.
Czy lewy but, czy prawy but
nie posiadł tej kultury?
Przy nich obcasy jakieś tam,
fundament stabilności.
Jeden jest lewy drugi prawy
rzec można by najprościej.
Nogi się obuć nie podoła,
Na odwrót w buty owe.
Prawa jest w prawym, lewa w lewym
By marsze były zdrowe.
Lecz życie figla płata nam
I z nas ironizuje.
Bo noga prawa przy nodze lewej,
Jakoś się niezbyt czuje.
Jedna jest z przodu a druga z tyłu,
Gdy idą do kościoła
I nigdy razem ciągle na odwrót
To aż o pomstę woła.
Razem gdy staną, to awantura,
Wyzwiska, hejty, bura ...
Bo tyś jest lewa, a jam jest prawa.
Bo jam jest prosta a ty koślawa.
Prawa jest prawa od Boga dana
A lewa od szatana.
Końca nie widać tym epitetom
Tym kłótniom i tym waśniom
Perfidnym bredniom, pomówieniom,
Tym wymyślonym baśniom.
Aż się zachwiała, figura cała,
W buty takowe odziana.
Chwiejna w posadach, drży z przerażenia
I zimnym potem oblana.
Lewica w lewo, prawica w prawo
Poczuła się rozerwana
- Biała bluzeczka, suknia czerwona
A na ramieniu torba.
Dwa piruety, subtelny axel
I wywinęła orła.
Padła z łoskotem, tłukąc pośladki
I czeka na ratunek.
Reanimacja regeneracja ...
- my zapłacimy rachunek.
Sielanka
Kto upierze ci koszulę?
Komu będziesz mówił czule,
Moje szczęście moje słonko
Oj pyszne było jedzonko!
Kto jeżeli nie twoja żona?
Ta jedyna wymarzona,
Chwila szczęści upragniona.
Jesteś pewny, że to Ona.
Dla niej przecież zrobisz wszystko,
By szczęśliwa z tobą była.
Czujesz się rodziny głową.
Niech ta głowa kręci szyją,
Jeśli głowie tej to sprzyja.
Byle dobrze, byle zgodnie.
Choć czasami bywa chłodniej,
Bo gorąca nieraz głowa.
Chłodny kompres to rzecz zdrowa.
Minie szybko zła pogoda,
Będzie słonko, będzie zgoda
I ciepełka zaznasz tyle!
Będą pszczółki i motyle
I kobierce łąk zielone.
Wszystko pójdzie w dobrą stronę
500+ w zasięgu ręki:
Poczujesz się taki miękki,
Powiększy się dziatek grono,
Dzięki tobie droga żono.
I docenisz to kochanie,
Bo co piękne nie jest tanie.
Żonka zrobi ci śniadanie,
Po śniadaniu pracowanie
I tak dalej i tak dalej drogi panie.