Antologia Poezji Sochaczewskiej 3 - Zbiorowa Praca

Kup ebooka

20.19 zł
16.76 zł (17,16 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Do trzech razy sztuka?

Stowarzyszenie Sochaczewskie Wieczory Literackie "Atut,, to grupa pasjonatów poezji. Działamy na terenie Ziemi Sochaczewskiej od 2008 r, a formalnie zrzeszyliśmy się w 2017 r. Właśnie świętujemy trzecią rocznicę rejestracji. W swoich szeregach skupiamy mieszkańców Powiatu Sochaczewskiego, ale "przytuliliśmy" też poetów z Warszawy, Łodzi, Dobrej, Zakrzewa, Bończy, a nawet Szczecina.

2020 rok razem z korona wirusem dostarczył nam mnóstwo pytań i niewiadomych, jak przetrwać te trudne chwile? Zamknięte Centrum Kultury, zakazy gromadzenia się źle wpływały na nastroje w Atucie. Mając na uwadze zdrowie naszych członków stosowaliśmy się do zaleceń Głównego Inspektora Sanitarnego. Zachowując wszelkie obostrzenia i dystans spotykaliśmy się czasem na świeżym powietrzu. Do historii przeszła Poezja na Obcasach - ostatnie przedpandemiczne wydarzenie kulturalne w Sochaczewie. Udało się zorganizować i rozstrzygnąć konkurs o "Laur Grążela". Następnie sukcesem była IV Wierszotorówka w sierpniu w całkiem nowej odsłonie na terenie Muzeum Kolei Wąskotorowej w Sochaczewie.

Wzięliśmy udział w konkursie Porozumienia Organizacji Pozarządowych Powiatu Sochaczewskiego w ramach programu "Działaj Lokalnie". Pieniądze z grantu przeznaczyliśmy na zakup kamery i od tego czasu spotykamy się również w sieci. Ci członkowie stowarzyszenia, którzy z racji wieku prawie nie wychodzą z domu, mogą śledzić online wydarzenia organizowane w mocno okrojonym składzie. W tak kryzysowej sytuacji powstawały wiersze, może nawet jeszcze więcej niż dotychczas.

Cóż było z nimi robić? Ponownie odpowiedzieliśmy wnioskiem na projekt ogłoszony przez POPPS i tak oto powstała Poetycka Antologia nr 3, nasza ŁYŻKA STRAWY DLA DUSZY. Wzięli w niej udział wszyscy piszący członkowie Atutu, z czego jestem bardzo dumna.

Nie zamierzamy spoczywać na laurach.

Mirona Miklaszewska

Maskarada

Miasto zaczyna wypełniać cisza kurz i to coś

Wieczory zatęskniły za hałaśliwą młodością

Starzy zamykają się w sobie na kilka zamków

Żyjąc w mieszkaniach przegrzanych strachem

Nie wychodzą w obawie że czyjś oddech ich zabije

Więźniowie czterech ścian we własnym domu

Pozbawieni oczu by oglądać poranne rosy

Krzewy owiane tajemniczym szeptem zapachów

Nieśmiałej zieleń drzew budzących się do życia

Młodzi nie zaznają tej wiosny

Zawirowania oddechu ukochanej osoby

Ludzie zaczynają pieścić swoje chimery

Kościół korzysta z Internetu - narzędzia szatana

Nawet psy i koty gdzieś się pochowały

Nieme ulice zaludnione szelestem plastiku

Grają niesfornymi torbami i rękawiczkami

Chodniki kradną wolność z maską na twarzy

Zabłąkany promień przemyka po pustej ulicy

W nadziei że ktoś go zobaczy

Słońce przestało wypijać resztki wody

Zaczerwienione ze wstydu poszło spać

Cisza - słychać tylko niemy chichot zarazy

Niepoprawny romantyk

Niepoprawny romantyk z bzu naręczem

Mokrymi nogami wieczornej rosy słowika śpiewem

Gwiazdy odległe blaskiem przytłaczające

Bezchmurne niebo księżyc cały kuszeniem wabiący

Uśmiechnięty po niebie ospale kroczy

Korowód myśli myśli wielobarwnych

W szarości nocy myśli zapomnienia

Z zapachem nocy jakieś skojarzenia

Bzu gałązka gwiazdy

Spokoju chwila odpoczynku

Samotny spacer niczym niezmącony

Chwila wytchnienia cisza

Zauroczony śpiewem nocy

Ciszy spokoju gwiazd szemraniem

Migocących jasnych w ciemności

Oczu nieba tysięcznym blaskiem

Chłodem rosy mgły zapachem

Zastygły w ciszy wieczny rozmarzony romantyk

W dal zapatrzony wzrokiem

Delikatnym przenikliwym

Przeszywającym ciemności nocy

Szeroko szmaragdowe rozwarte niebiańskie oczy

Bezszelestnie delikatnie niczym puch na wietrze

Po marzeniach kroczy

Bezgłośny oddech by nie zmącić ciszy

Niedojrzały anioł wiecznie młody

Ciągle... niespełniony

Dziękujemy Ci Ojcze...

za znak białego dymu

za twój wyjazd do Rzymu

i wędrówkę wspólną z nami drogą

sercem składamy dzięki

bo wdzięczności tej wielkiej

żadne słowa określić nie mogą

za Twe pielgrzymowanie

za Ojczyzny kochanie

za nadzieje że świat się odmieni

za tłumy witające

za chóry śpiewające

za serdeczne pocałunki Ziemi

za Dekalog nam dany

z myśli Twych układany

Encyklikę Twym życiem pisaną

za naukę miłości

do przeszłości przyszłości

za historię i prawdę nam daną

za wolność nam zwróconą

swobodę wymodloną

za otuchę do lęku przetrwania

za odwagę do czynów

za to żeś Polski Synem

każdą myślą Cię wciąż uwielbiamy

a gdy wiatr zamknął księgę

i świat zwątpił w potęgę

zasiał żal łzy ból i przerażenie

dziś idziemy trudnym szlakiem

w góry z Twoim plecakiem

by być razem w życiu jak cienie

już na zawsze Cię mamy

bo w nieba wszedłeś bramy

dziękujemy Ci Ojcze za troskę

więc synowie Tej Ziemi

z nieba myślą wzmocnieni

całujemy Twe dłonie ojcowskie

Przyszła Kryska na Matyska

życie dokłada z każdej strony

pandemia wciska nam korony

w krąg bojaźń bieda i skoki cen

a decyduje właśnie ten

ten co się w babskie majtki wkrada

bo w swoich nic już nie posiada

co nie wie jak wygląda życie

gdyż tylko kota głaszcze skrycie

kto nie wygodny to do paki

takie są ich prawa smaki

i tylko wszędzie steki kłamstwa

to wizytówka tego Państwa

znowu komuna nam wróciła

gorsza od tej która była

nadęty konus gwardia głupia

kradnie wszystko gdzieś zza dupia

oj przyjdzie kryska na Matyska

naród już ze złości tryska

taczki gotowe wraz z woźnicą

ludzie wszystkich was rozliczą

zmiłuj się Panie nad swym ludem

nad krajem budowanym z trudem

niech ci głupole pójdą sobie

zajmij się nami Twym Narodem

Kiedy śmierć przestaje lubić swoją pracę

Śmierć dotąd była nam przychylna

miesiącami świadomie przymykała oczy

pozwalając medycynie odczuć przewagę

z wyrozumiałością kobiety godziła się

zaczekać na przylot wnuka z zagranicy

ostatnie poprawki do testamentu

pojednanie ze zwaśnionym krewnym

każdego jednak zniechęci nadmiar obowiązków

zmuszona do zmiany strategii

przestała pukać rezygnowała z manier

zapominając o sztuce uśmiercania

kiedyś chorobę dobierała do ludzkich skłonności

dziś jedna zabójcza metoda

wyrywa śmiertelnika z rodzinnych objęć

osamotniony nie broni się długo

pożegnania bezcelowe gdy wszyscy odchodzą

a i pogrzeby szczelnie zamkniętych trumien

w milczeniu przysłoniętych ust

może zwalnia miejsce nowym lokatorom...

którym nie zabraknie pokory...

nie naruszą porządku natury...

Skóra przechodnia

Lubię miejsca, w których oferują

garderobę po jej debiucie

nawet ta zdjęta z nieboszczyka

ma szansę otrzymać nową rolę

Wieszaki uginają się od epizodów

rekwizyty jednego aktu czekają na bisy

Aż roi się od relikwii nieświętych

są odbite fragmenty damskich policzków

rana szarpana dzieło niecierpliwej ręki

bliźniacze znamiona po zawstydzeniu

Jako spóźniony obserwator

przechadzam się po czyimś mieszkaniu

dotykając ręcznika zsuniętego na podłogę

pościeli spod szybujących ciał

koronki uwięzionej w szczelinie oddechów

Pani domu odeszła w butach prawniczki

kapelusz wdowy na mężatce trzyma się lepiej

samotna objęta gorsetem wyzwolonej

niewinność nabiera pewności w dekolcie

I ja wybrałam sobie skórę na miarę

szybko zdominuję to ubranie

zanim ono zawładnie mną

Sa -Turn

Szukałem Cię na północy.

Na południu odnalazłem pewnej nocy.

Nieśmiały choć szczery promień,

rzuciłaś w objęcia moje.

Przebłysłaś nieśmiało przez chmury.

Musnęłaś spojrzeniem lasy, góry

i zbladłaś przy księżyca blasku,

nie doczekawszy brzasku.

Jest druga naprzeciw Ciebie,

zwodniczo błyszcząca na niebie,

na niewidzialnej zaczepiona nici,

a nić ta pęka dla każdego skrycie.

Gdy świt nadchodzi jak mara ucieka

i następnego wieczora czeka,

by siać gdzie indziej swe złote promienie,

by bawić innych, innym dać zadowolenie.

Do Ciebie wznosi się moje marzenie,

ku Tobie swoje kieruję spojrzenie.

Oczarowany urodą i wdziękiem,

na dźwięk głosu Twego miękłem

tuląc Twe krucze włosy i Twą drobną postać.

Na zawsze chciałbym z Tobą wtedy zostać,

patrzeć w Twe oczy czarne rozmarzone,

całować usta do pocałunków stworzone.

Cóż ścieżki losu są jakby potoki,

każdy innym korytem płynie, płytkim lub głębokim,

lecz często do wspólnego wpadają zbiornika,

i często obydwa ten sam los spotyka.

Gwiazdo moja północna co jak Sa-turn brzmisz.

Gdybym miał sputnik poleciałbym dziś

by wylądować miękko, lecz nie myśl przesadnie.

A, że nie mam sputnika,

więc czekam aż mi spadniesz.

O myślowym skrócie w politycznym bucie

Myślowy skrót.

..Głupi jak but,,

Lecz nie wiadomo, który.

Czy lewy but, czy prawy but

nie posiadł tej kultury?

Przy nich obcasy jakieś tam,

fundament stabilności.

Jeden jest lewy drugi prawy

rzec można by najprościej.

Nogi się obuć nie podoła,

Na odwrót w buty owe.

Prawa jest w prawym, lewa w lewym

By marsze były zdrowe.

Lecz życie figla płata nam

I z nas ironizuje.

Bo noga prawa przy nodze lewej,

Jakoś się niezbyt czuje.

Jedna jest z przodu a druga z tyłu,

Gdy idą do kościoła

I nigdy razem ciągle na odwrót

To aż o pomstę woła.

Razem gdy staną, to awantura,

Wyzwiska, hejty, bura ...

Bo tyś jest lewa, a jam jest prawa.

Bo jam jest prosta a ty koślawa.

Prawa jest prawa od Boga dana

A lewa od szatana.

Końca nie widać tym epitetom

Tym kłótniom i tym waśniom

Perfidnym bredniom, pomówieniom,

Tym wymyślonym baśniom.

Aż się zachwiała, figura cała,

W buty takowe odziana.

Chwiejna w posadach, drży z przerażenia

I zimnym potem oblana.

Lewica w lewo, prawica w prawo

Poczuła się rozerwana

- Biała bluzeczka, suknia czerwona

A na ramieniu torba.

Dwa piruety, subtelny axel

I wywinęła orła.

Padła z łoskotem, tłukąc pośladki

I czeka na ratunek.

Reanimacja regeneracja ...

- my zapłacimy rachunek.

Sielanka

Kto upierze ci koszulę?

Komu będziesz mówił czule,

Moje szczęście moje słonko

Oj pyszne było jedzonko!

Kto jeżeli nie twoja żona?

Ta jedyna wymarzona,

Chwila szczęści upragniona.

Jesteś pewny, że to Ona.

Dla niej przecież zrobisz wszystko,

By szczęśliwa z tobą była.

Czujesz się rodziny głową.

Niech ta głowa kręci szyją,

Jeśli głowie tej to sprzyja.

Byle dobrze, byle zgodnie.

Choć czasami bywa chłodniej,

Bo gorąca nieraz głowa.

Chłodny kompres to rzecz zdrowa.

Minie szybko zła pogoda,

Będzie słonko, będzie zgoda

I ciepełka zaznasz tyle!

Będą pszczółki i motyle

I kobierce łąk zielone.

Wszystko pójdzie w dobrą stronę

500+ w zasięgu ręki:

Poczujesz się taki miękki,

Powiększy się dziatek grono,

Dzięki tobie droga żono.

I docenisz to kochanie,

Bo co piękne nie jest tanie.

Żonka zrobi ci śniadanie,

Po śniadaniu pracowanie

I tak dalej i tak dalej drogi panie.