Wprowadzenie
Dagmara
Jestem osobą roztargnioną. Pisząc te słowa, widzę, jak na twarzach moich
znajomych i (o zgrozo!) pacjentów pojawia się serdeczny uśmiech. Tak,
jestem roztrzepana, a na dodatek -?jak powiedzieliby moi nastoletni
pacjenci -?"nie umiem w kalendarze". Chyba każdego roku z różnych
sklepów internetowych wybieram ten najlepszy, najpiękniejszy,
najdoskonalszy kalendarz: nie za duży, nie za mały, każda strona to
jeden dzień, świecąca okładka... I używam go, a jakże, bardzo zacięcie
używam... tak do lutego. Potem zaczynam o nim zapominać, aż wreszcie
kalendarz ląduje na półce z poprzednimi rocznikami. Tak było i wtedy,
gdy poznałam naszą bohaterkę.
Po pracy siedziałam w restauracji naprzeciwko swojego biura. Gdy
kończyłam obiad z przyjaciółką, podczas którego omawiałyśmy sprawy ważne
i ważniejsze, zadzwonił telefon. Odebrałam i dowiedziałam się, że ktoś
stoi pod moim gabinetem i czeka na moją skromną osobę. Miałam wówczas
gabinet w gdańskim Zieleniaku, więc trasę ze starej Krewetki do biura (w tym ostatnie światła w kolejności: zielone, czerwone, czerwone)
pokonałam w niewiarygodnie krótkim czasie. Wpadłam do gabinetu, a moim
oczom ukazała się ona, bohaterka naszej książki, czyli Ada. Któregoś
dnia, gdy już trochę z Adą pracowałam -?była po szpitalu somatycznym,
ważyła nieco więcej, niż kiedy się poznałyśmy -?jej mama oznajmiła, że
kilka dni wcześniej były u kolejnej pani psychiatry, która bardzo
przypadła im do gustu. Powiedziała, że ta nowa pani doktor naprawdę zna
się na zaburzeniach odżywiania i że teraz będą z Adą chodziły właśnie do
niej. Był to czas, gdy szukałam lekarza znającego się na leczeniu tego
typu zaburzeń, którego mogłabym polecać swoim pacjentom. Poprosiłam o nazwisko i numer telefonu. Napisałam esemes.
Nigdy nie zapomnę dnia, w którym Marta do mnie zadzwoniła. Byłam w czwartym miesiącu ciąży i za chwilę miałam zacząć trening dla
wielkobrzuchych. Tamtego dnia jednak go nie zaczęłam. Rozmawiałyśmy
bardzo długo, jakbyśmy znały się od wieków. Podczas rozmowy dowiedziałam
się, że "pani doktor" -?bo tak ją wówczas nazywałam -?wykłada na
uczelni, gdzie studiowałam psychoterapię poznawczo-behawioralną.
Odkąd rozpoczęłyśmy współpracę, nieraz słyszałyśmy od naszych pacjentów,
że mówimy te same rzeczy -?choć zupełnie tego nie planowałyśmy. Wiele
osób pyta mnie też, czy jesteśmy siostrami, a ja za każdym razem
odpowiadam: "Tak -?z wyboru".
Aduś, dziękujemy ci za to, że dzięki tobie się poznałyśmy. Dedykujemy tę
książkę tobie, bo bez ciebie nigdy by nie powstała. I chcemy podkreślić
z całą mocą: dałaś radę!
Marta
Dokładnie 16 lipca 2017 roku od pacjentki o imieniu Ada usłyszałam po
raz pierwszy o jej terapeutce pani Dagmarze.
Był to dla mnie czas wielkiego kryzysu, szukania terapeuty od zaburzeń
odżywiania, z którym stworzyłabym skuteczny tandem.
Wybieram więc przekazany mi przez Adę numer telefonu i pierwsze myśli
automatyczne, które pojawiają się w mojej głowie po rozpoczęciu rozmowy,
brzmią: "Interesująca, energetyczna, tak podobna do mnie". Chyba
wyciągnęłam ją z jakichś zajęć, ale cóż... nic się nie dzieje bez powodu.
Nie musiałam długo czekać na spotkanie, gdyż krótko po naszej rozmowie
miałam prowadzić wykład z zaburzeń odżywiania, w którym uczestniczyła
Dagmara.
Bardzo czekałam na ten dzień, a gdy weszłam do sali, od razu poznałam,
która to ona. Podczas przerwy podeszła do mnie i momentalnie wiedziałam,
że nie skończy się na jednym spotkaniu. Bratnia dusza i zarazem
profesjonalna terapeutka, którą tak trudno było mi znaleźć, z podobnym
zaangażowaniem i analogiczną uważnością chcąca pracować ze mną i z osobami z zaburzeniami odżywiania.
Wspólne rozmowy, na które czasu było zawsze zdecydowanie za mało,
wspólne pasje, wspólne przekonanie, że chcemy razem z naszymi pacjentami
pokonywać anoreksję, która często wśród terapeutów, lekarzy i psychologów wzbudza tak wiele lęku, poczucia bezradności... Pracę w tej
dziedzinie pokochałyśmy lata temu, ale potrzebowałyśmy siebie, by
stworzyć skuteczny duet.
Pacjentką, która nas połączyła, jest właśnie Ada, nasza bohaterka, która
nauczyła nas tak wiele, z którą pokonałyśmy tyle barier z pozoru nie do
pokonania, która mówiła nam: "Bez pań nie dałabym rady", co jeszcze
bardziej motywowało nas do działania.
Często z ust naszych pacjentów słyszę: "Mówi pani jak pani Dagmara" albo
"Nic nie da się przed paniami ukryć". Wtedy zawsze odpowiadam z uśmiechem: "Tak to działa od ponad sześciu lat", czyli odkąd się znamy.
Dziękuję ci, Daga, za przyjaźń!
Niniejsza książka jest pierwszym naszym wspólnym marzeniem, drugim jest
NASZ ośrodek dla pacjentów z diagnozą ze spektrum zaburzeń odżywiania,
który -?mam nadzieję -?kiedyś powstanie.
Ado... Dziękuję ci za to, że nas poznałaś -?i że stałaś się dla nas
inspiracją do napisania tej książki!
Parę słów o Adzie
Podczas kilku pierwszych spotkań z Adą dostrzegłam (Dagmara) w niej
"cudowne dziecko". Bardzo mądra, ambitna, najlepsza w klasie. Mocno
zainteresowana biologią. Szerokie grono znajomych, perfekcjonizm
przejawiający się właściwie we wszystkim: od kontroli masy ciała
zaczynając, na genialnych "albumach" z przedmiotów szkolnych kończąc. O co chodzi z "albumami"? Pamiętam, jak mama Ady zapytała mnie kiedyś, czy
widziałam, jak córka prowadzi zeszyty. Usłyszałam od niej: "To nie są
zeszyty, to są albumy". Poprosiłam, by je przyniosła. Nigdy nie
widziałam czegoś takiego u piętnastolatki! Ba, ja nigdy czegoś takiego
nie widziałam w życiu! Wszystko idealne, litery równiutkie, obrazki
cieniowane.
Pamiętam kwadrat, który Ada narysowała w zeszycie od biologii.
Przerysowywała go kilkukrotnie, ponieważ nie miała odpowiedniego
odcienia cienkopisu. "Skończył się w najgorszym momencie" -
poinformowała mnie z delikatnym uśmiechem. Najpierw narysowała kwadrat
innym kolorem, ale jej się nie spodobał, więc wyrwała stronę.
Narysowała go po raz kolejny, lecz pomyliła się w literce i znowu
wyrwała kartkę. Co zrobiła na końcu? Poszła po nowe cienkopisy do
sklepu, w którym kupiła poprzedni zestaw, wiedząc, że odpowiedni odcień
będzie w odpowiednim miejscu.
Pacjenci często mówią, że nie chcą rezygnować ze swojego perfekcjonizmu,
że jest im z nim wygodnie. Do czasu... aż coś pójdzie nie po ich myśli.
Wypisze im się cienkopis albo zapomną odrobić zadanie, bo całą
poprzednią noc poprawiali już idealną prezentację z geografii. Wtedy
pojawiają się wyrzuty sumienia, poczucie winy. Pozorne kontrolowanie
całego świata daje im poczucie panowania nad własnym życiem. Gdy zaś
pojawia się jakaś niespodziewana sytuacja, ich świat się rozpada.
Mama Ady była nauczycielką, tata pracował jako policjant, starsza o osiem lat siostra nie mieszkała już z nimi. Cudowna relacja z mamą,
której Ada zwierzała się ze wszystkiego; tata w porządku, chociaż więź z córką nie była taka sama jak w okresie dzieciństwa. Kiedy pacjentka
zaczęła dorastać, coraz bardziej oddalali się z tatą od siebie. Ten
ostatni był zaangażowany w pracę, ale oboje z żoną starali się być
rodzicami wspierającymi.
W pewnym momencie Ada zaczęła powoli wycofywać ze swojej diety słodycze
i inne według niej niezdrowe produkty, ponieważ wraz z koleżanką podjęła
próbę schudnięcia. Początkowo obie były dla siebie siłą napędową i skupiały się na tym, co jedzą. Otrzymywały dużo pozytywnych komentarzy
na temat swojego wyglądu. Po kilku tygodniach Ada została sama w świecie
coraz większej kontroli tego, co je, i liczenia kalorii, przez co
poczuła się jeszcze silniejsza i bardziej wyjątkowa.
Z czasem zaczęła znikać. I to nie tylko cieleśnie. Dziewczyna, która
kiedyś była wszędzie, zawsze otoczona wianuszkiem znajomych, wycofała
się. Przestała wychodzić z koleżankami z obawy, że będą chciały iść na
lody. Ona przecież nie może, nie wolno jej... Anoreksja krzyczała na nią
za każdym razem, gdy chciała coś zjeść, za każdym razem, gdy nie chciała
ćwiczyć, za każdym razem, gdy spoglądała w lustro i widziała w nim -
zamiast wychudzonego, wyniszczonego ciała -?coś, co wciąż nie jest
wystarczające... Jest taka scena w filmie Do kości, w której bohaterka
uspokaja się, gdy obwód jej ramienia jest mniejszy od kółka powstałego
ze złączonego kciuka i środkowego palca. Ada miała podobnie. Stawała
przed lustrem, by sprawdzić, czy między jej udami ciągle jest szpara. To
ją w jakiś sposób uspokajało, mówiło o tym, że wciąż jest szczupła.
Pamiętam, jak kiedyś przyszła do mnie do gabinetu i powiedziała, że gdy
stoi normalnie, szpara jest, ale gdy wysunie biodra do przodu (w tym
momencie przybrała bardzo nienaturalną pozę, by pokazać, o co jej
chodzi), wówczas szpara znika. Kiedy to zrobiła i zrozumiała, że ktoś to
zobaczył, zaczęła się szczerze śmiać.
Pewnego dnia przyszła do mnie jak zwykle na umówioną terapię, ale tym
razem nie chciała mówić o sobie. Chciała porozmawiać o koleżance, u której zauważyła problem. Od jakiegoś czasu inaczej nam się rozmawiało -
Ada była spokojniejsza, uśmiechnięta, szczęśliwsza. Gdy zaczęła temat
koleżanki, znów posmutniała, do oczu napłynęły jej łzy. -?To strasznie
smutne -?powiedziała. -?Tak bardzo chciałabym jej pomóc... Czy mogę zrobić
coś jeszcze?
Po chwili spojrzała na mnie i dodała po cichu:
-?Bo ja... napisałam do niej list, tylko nie wiem, ale chyba boję się go
wysłać. Z drugiej strony... gdyby coś jej się stało... nie wybaczyłabym
sobie tego. Dlatego chciałabym bardzo, żeby pani przeczytała ten list.
To dla mnie naprawdę ważne.
Wróciłyśmy do pracy, a na koniec Ada zostawiła mi do przeczytania
poniższy list.
Hej, N.!
Nie wiem, od czego zacząć. Mam tyle rzeczy w głowie, a jednocześnie nie
wiem, co powiedzieć... Pewnie się zastanawiasz, po co do Ciebie piszę. A może się domyślasz?
Boję się, że to, co tutaj napiszę, nic nie da, ale zawsze mam ten mały
promyk nadziei, że coś się jednak zadzieje. Proszę, spróbuj przeczytać
ten list do końca. Chciałabym już być tak odważna, żeby porozmawiać z Tobą o tym w cztery oczy, ale to jeszcze dla mnie zbyt trudne. Piszę, bo
zwyczajnie nie godzę się, żebyś przechodziła przez to piekło, przez
które ja jeszcze idę. Przeczytaj ten list, tylko o to proszę...
Być może myślisz, że Ciebie to nie dotyczy, że inne dziewczyny
chorują, ale Ty nie. Ja myślałam dokładnie tak samo.
Zaczęłam od rzucenia słodyczy. Ponieważ waga nie spadała, pomyślałam,
że zmniejszę porcje i będę się więcej ruszać. Zaczęła się siłownia,
zwiększone zainteresowanie jedzeniem, liczenie kalorii. Chciałam
schudnąć tylko troszkę, tylko parę kilogramów. Trochę się odchudzę i przestanę, tak? Przecież mam kontrolę. G...o prawda! Wiesz, co to znaczy
mieć kontrolę? Ma się ją wtedy, kiedy umiesz wyznaczyć sobie granice -?w obie strony. Wydaje Ci się, że to, co jesz, wystarcza, bo przecież
dobrze się czujesz, chudniesz, a jak już osiągniesz swój cel, to
wszystko wróci do normy. Zaczniesz jeść jak wcześniej, tyle że zdrowo.
Muszę Cię zmartwić. Tak łatwo nie będzie. Prawda jest taka, że to nie
Ty masz kontrolę, tylko anoreksja. To ona ma władzę nad Tobą. Nie
istnieje coś takiego jak kontrolowana anoreksja. Ktoś, kto w to wierzy,
albo nie ma pojęcia o anoreksji, albo jest w takim stanie, że już nie
myśli racjonalnie.
Gdy osiągnęłam tę swoją wymarzoną wagę, czułam się okropnie. W mojej
głowie brzęczało ciągle: "To może jeszcze trochę", "Jak zjesz, to
przytyjesz", "Masz przecież takie grube uda"... I tak kilogram za
kilogramem zaczęłam się zbliżać... do śmierci. Ludzie zaczęli to
zauważać. Wszyscy. Z jednej strony cieszyłam się z tego, a właściwie
cieszyła się anorektyczna część mnie, z drugiej byłam przerażona...
Czasem podczas sesji terapeutycznych pytam, jak wygląda anoreksja, co
mówi danej osobie. Ktoś z zewnątrz mógłby pomyśleć, że ja i ta osoba
cierpimy na halucynacje. Nic bardziej mylnego. Personifikacja anoreksji
jest bardzo powszechna. Pacjentki dotknięte tą chorobą mówią o niej jak
o osobie, choć doskonale zdają sobie sprawę, że to są ich myśli. Myśli
chorobowe, destrukcyjne, popychające do dalszego ograniczania posiłków.
Dziewczyny wiedzą, o co pytam. Zawsze wiedzą. Ich anoreksje czasem się
różnią, ale zawsze mówią to samo. Obiecują, że będzie pięknie, że
pacjentki pokochają siebie, że będą szczęśliwe. Niestety to tylko
kłamstwa, które zabijają. Naprawdę zabijają. Śmiertelność w przypadku
anoreksji waha się między 5% a 20% w zależności od czasu trwania
choroby. Rodzice, gdy pytają o "głosy", które słyszy ich dziecko, często
są przerażeni. Wyjaśniam im wtedy, że ono tylko to myśli.
Takiego zimna wcześniej nie znałam. Zimna, które napływa od środka i którego nie da się przezwyciężyć. Pamiętasz moje sine palce? Nawet nie
wiesz, jaki to dyskomfort, kiedy nie możesz nic zrobić rękoma, które są
jakby zamarznięte. Podczas kąpieli czułam, jak kości przenikają przez
moją skórę... Okropny ból. Albo siniaki od ćwiczeń. Jedzenia coraz
mniej, ćwiczeń coraz więcej. W pewnym momencie nie miałam siły nawet
wchodzić po schodach, ale trening musiał się odbyć.
Wszyscy zauważyli, że nie jestem sobą. Nic mnie już nie śmieszyło,
na nic nie miałam ochoty. Moje myśli były skupione tylko wokół jedzenia.
Odliczałam godziny, minuty do zjedzenia durnej mandarynki, która w pewnym momencie służyła mi za obiad. A najlepsze jest to, że serio
wierzyłam, że wszystko jest okej, że jestem zdrowa...
Z takim myśleniem trafiłam do szpitala. Ważyłam 28 kg. Moje serce biło
jak szalone, a krew krążyła jak u nieboszczyka. Do tego płyn w sercu,
zjechana tarczyca, cholesterol 200% wyższy niż przewiduje norma, o zmianach hormonalnych nie wspominając. Niewykluczone, że gdybym wtedy
tam nie trafiła, umarłabym w ciągu paru dni. Taka to kontrola.
Gdy wyszłam ze szpitala, miałam wagę większą o 8 kg. Czułam się
świetnie, wrócił mi humor, wróciła chęć życia, po prostu cudownie.
Myślałam, że wyzdrowiałam, ale anoreksji nie da się tak łatwo
przepędzić. Ona wraca.
Skutki niedożywienia najszybciej zauważalne przez osoby chorujące na
anoreksję to wypadanie włosów, sucha skóra, meszek na twarzy (tzw.
lanugo), zwiększone owłosienie na całym ciele (w ten sposób organizm
broni się przed utratą ciepła), wolniejsza praca serca, spowolniony
metabolizm. Ponadto pojawiają się zaburzenia koncentracji, wycofanie z kontaktów społecznych, zaburzenia hormonalne, emocjonalne, nierzadko
depresja. Tymi sposobami organizm stara się bronić przed zbędnym
zużywaniem energii, której osoba chorująca na anoreksję nie tylko nie
dostarcza mu w odpowiedniej ilości, ale którą, czasem także świadomie,
przez ćwiczenia zużywa. A przecież w ciągu doby on musi wykonać tysiące
wdechów i wydechów, przepompować tysiące litrów krwi, utrzymać
odpowiednią temperaturę ciała. Potrzebuje do tego odpowiedniej ilości
energii, która zależy od wieku, wzrostu, aktywności fizycznej, płci,
indywidualnego tempa metabolizmu.
Trudno jest ją wyleczyć bez pomocy. Myślałam, że się da. Za chwilę
znów ważyłam 32 kg. W międzyczasie miałam już terapię z cudowną panią
psycholog, dzięki której zrozumiałam, że jestem chora, czym jest
anoreksja i... że ja naprawdę chcę wyzdrowieć. Wbrew pozorom nie tak
łatwo przybiera się na wadze. Starałam się, serio się starałam, ale...
przez dwa miesiące wakacji przybrałam tylko 300 g. W trakcie jednej z sesji terapeutycznych razem z mamą stwierdziłyśmy, że jeszcze raz
pójdę do szpitala. Już świadomie. Znów przytuliłam do siebie anoreksję,
a ona nie chciała puścić. Gdy wyszłam ze szpitala, ważyłam 38 kg. Wciąż
tyle ważę. Nie będę Ci kłamać, że czuję się świetnie ze swoim ciałem, z tym, jak wyglądam. Nie, jeszcze nie... Ale prawda jest taka, że im
zdrowsza jestem, tym lepiej mi ze sobą.
Tak bardzo chciałabym Cię uchronić przed szponami anoreksji, które
tylko udają piękną dłoń, ale w rzeczywistości potrafią zadrapać na
śmierć.
Osoby, które chorują na zaburzenia odżywiania, postrzegają swoje ciało w sposób zniekształcony. Patrząc w lustro, dziewczyna (piszemy zwykle o dziewczynach, ale u chłopców anoreksja także występuje) ważąca 38 kg
przy wzroście 165 cm widzi -?naprawdę widzi -?siebie wciąż za grubą.
Osoby chorujące na zaburzenia odżywiania bardzo często unikają jedzenia
w sytuacjach społecznych. Początkowo ma to związek z pewnymi
zachowaniami służącymi ukryciu jedzenia, ale nawet później, gdy terapia
już przynosi efekty, problem wstydu przed jedzeniem w towarzystwie
jeszcze długo się utrzymuje.
Dlaczego? Otóż osoby z anoreksją żyją w podwójnym poczuciu winy. Te,
które "oszukują" (nie lubię tego słowa) z jedzeniem, czują się winne, że
oszukały, a gdy zjedzą, czują się winne, że zjadły. Kiedy ktoś świadomie
zaczyna walczyć z chorobą, trzeba o tym pamiętać. Taka osoba nie chce
"oszukiwać", lecz walczyć, a walka toczy się każdego dnia. Walka ze
sobą, z jedzeniem, ze światem. Warto o tym pamiętać, by wciąż nie
wypominać potknięć. Znacznie lepiej jest zauważać i doceniać każdy mały
krok w kierunku odzyskania zdrowia, co będzie czynnikiem wzmacniającym
motywację w procesie rehabilitacji masy ciała. Leczenie anoreksji to
bardzo trudny i wymagający proces, często naznaczony skrajnymi emocjami,
krzykiem, złością, rozdrażnieniem. Trzeba się przygotować na "chimery",
jak je nazywamy z niektórymi pacjentkami -?na złość nie z tej ziemi.
Jedna z pacjentek -?wściekając się na cały świat, na jedzenie i na
ludzi, którzy z tym jedzeniem najbardziej się jej kojarzyli, czyli na
własnych rodziców -?na widok góry kanapek zaczęła tymi ostatnimi rzucać
o ścianę. Ktoś mógłby pomyśleć, że oszalała, a ona toczyła walkę ze
sobą. Nie, nie ze sobą, a z anoreksją, która powtarzała jej, że je za
dużo. Anoreksja ową walkę przegrała. Ostatecznie pacjentka kanapki
(porozrzucane po całym pokoju) zjadła.
Teraz, kiedy już trzymam wagę bezpieczną dla swojego wzrostu, wiem, że
nigdy więcej nie będę chciała się odchudzać. Wiem, jakie to piekło. Po
co się tak męczyć? Kiedyś czerpałam satysfakcję z odczuwania głodu i z coraz niższej wagi. Teraz czuję dumę, jak jem, i to nawet gdy moja waga
idzie minimalnie do góry.
Nie wiem, czy zechcesz przyjąć to, co chcę Ci powiedzieć. Proszę
jednak... po prostu chociaż to sobie przemyśl. Czy naprawdę chcesz żyć
tak, jak żyjesz teraz, i przechodzić przez to wszystko, przez co
przeszłam ja?
Ja już wiem, że zdecydowanie NIE WARTO.
-?Czego jej [anoreksji] życzysz?
-?Śmierci.
-?Mocno powiedziane.
-?Życzę jej śmierci na zawsze.
Pamiętam dzień, w którym Ada przyszła jakaś odmieniona. Był to już czas,
gdy zmierzałyśmy do końca naszych spotkań. Powiedziała wtedy:
-?Ułożyłam ostatni kawałek w swojej układance. Spojrzałam na nią, a ona
kontynuowała:
-?Ostatnio robiłam porządki i znalazłam swój pamiętnik. To był pamiętnik
z początku choroby. Był tam też jednak pewien wpis z czasu, zanim ona
się zaczęła. Pewnego dnia usłyszałam kłótnię rodziców. Nie słyszałam
wszystkiego dokładnie, ale usłyszałam coś, czego nie powinnam była
usłyszeć. Mój tata miał romans. Tydzień później zaczęłam się odchudzać.
1
Pierwsze oznaki
Dagmara Pietruszewska
Często, gdy na uczelni zaczynam wykład z zaburzeń odżywiania, pokazuję
kilka zdjęć ze swojej prywatnej kolekcji. Pierwsze z nich przedstawia
wielką pizzę. Ciągnący się ser, sos pomidorowy, kilka plasterków salami
-?nic nadzwyczajnego. Następnie mówię:
-?Wyobraźcie sobie, że chorujecie na anoreksję. Osoba siedząca obok
właśnie dostała zamówioną pizzę. Poczujcie jej zapach... Przyjrzyjcie się
jej dokładnie... A teraz powiedzcie, proszę, co czujecie.
Oto jak potoczyła się rozmowa ze słuchaczami podczas pewnego wykładu.
-?Siłę -?pada pierwsza odpowiedź.
-?Siłę? -?powtarzam, spoglądając na rozmówcę.
-?Tak, siłę. Wyższość, że inni ulegają, a ja mogę nie ulec.
-?Co jeszcze? -?pytam, ponownie zwracając się do wszystkich.
-?Ja czuję tłuszcz i to, że jak zjem odrobinę, to zaraz będę ogromna.
-?Wstyd -?rzuca ktoś z głębi sali -?bo jaka ze mnie anorektyczka, skoro
tak strasznie chciałabym zjeść choć jeden kawałek.
-?Strach -?mówi mężczyzna obok -?bo gdybym zjadł ten jeden kawałek,
tobym się bał, że zachcę więcej.
-?Wstręt do swoich myśli i do siebie, wręcz nienawiść...
-?A ja widzę same kalorie i to, ile musiałabym biegać, żeby je spalić.
Druga fotografia przedstawia talerz owoców. Właściwie jest to wielgachna
misa z różnego rodzaju owocami. Są tam jabłka, gruszki, winogrona,
truskawki, banany, suszone figi, pomarańcze, mandarynki.
-?O rety, same węgle -?słyszę drobną blondynkę siedzącą w pierwszym
rzędzie, która doskonale wczuła się w rolę.
-?Triggery -?mówi ciemnowłosy chłopak. -?Bałbym się, że zjedzenie banana
albo winogron wyzwoli napad.
"Niesamowite" -?myślę sobie, słysząc te odpowiedzi. Bo każda z nich jest
bardziej niż prawdopodobna.
Kolejne zdjęcie przedstawia moje dziecko, a przed nim talerz z warzywami. Na talerzu leżą brokuły, marchew, fasolka szparagowa.
-?Bezpieczeństwo -?słyszę właściwie od razu i patrzę na resztę sali.
Chyba wszyscy kiwają potakująco głowami.
Osoby chorujące na anoreksję bardzo się boją jedzenia. Nie znaczy to
jednak, że go nienawidzą. Chciałyby nienawidzić, ale tak nie jest.
Rezygnują zatem z bardzo wielu potraw i produktów, wprowadzają
restrykcje. Zabraniają sobie jedzenia, gdyż nie uznają półśrodków.
Lepiej zrezygnować całkowicie niż pozwalać sobie coś zjeść. Głowa
łatwiej sobie wtedy radzi.
Po czym poznać, tak na pierwszy rzut oka, że ktoś choruje na anoreksję?
W pierwszej kolejności uwagę zwraca sylwetka (w zaawansowanym
stadium choroby wręcz nieproporcjonalna), w tym bardzo szczupłe ręce i nogi, wystające obojczyki, często przerwa między udami. W szarej,
myszowatej twarzy -?nierzadko pokrytej meszkiem -?mocno wystają kości
policzkowe, a pod oczami widać charakterystyczne worki. U samych
pacjentek niepokój wzbudzają wypadające włosy, łamliwe paznokcie i ziemista cera. Wszystkie te cechy z jednej strony wpływają negatywnie na
postrzeganie siebie i swojego ciała przez osobę chorą, a z drugiej
strony to właśnie na nie zaczyna zwracać uwagę otoczenie. Często objawy
te również są pierwszym dostrzeganym przez pacjentki negatywnym aspektem
choroby, którą dotąd negowały. Mogą tym samym stanowić świetny punkt
wyjścia pracy nad motywacją do powrotu do zdrowia, która należy do
najważniejszych elementów skutecznego leczenia.
Oprócz wymienionych cech wyglądu zewnętrznego o chorobie może świadczyć
jedzenie w samotności. Chorzy nie chcą spożywać posiłków z rodziną
ani w żadnym innym towarzystwie. Dlaczego? Ponieważ gdy je się w samotności, łatwiej jest schować jedzenie albo po prostu je wyrzucić.
Można też skłamać, że zjadło się w szkole lub na mieście. Anoreksja
sprawia, że osoby nią dotknięte rezygnują także ze spotkań z przyjaciółmi i znajomymi z obawy przed tym, iż ci będą chcieli wybrać
się na jedzenie.
Dość często rodzina podaje, że chora osoba zwraca nadmierną uwagę na
porządek. Chociaż dotychczas nie był dla niej szczególnie ważny, to
teraz nagle dużą część jej wolnego czasu zajmuje sprzątanie. Osoby
cierpiące na anoreksję, aby nie myśleć o głodzie bądź po prostu o jedzeniu, niejedzeniu, kaloriach, przeznaczają swoją energię na
sprzątanie. Ponadto sprzątanie jest dobrym sposobem na tracenie kalorii.
Znamiennym sygnałem anoreksji -?oczywiście w połączeniu z wcześniej
wymienionymi -?jest ubieranie się "na cebulkę". Z czego ono wynika?
Odpowiedź na to pytanie jest dość prosta i jednocześnie trudna. Zdawać
by się mogło, że osoby chore chcą uzyskać wymarzoną bardzo chudą
sylwetkę. Gdy jednak osiągają pożądaną przez siebie wagę, nie mogą się
zatrzymać. Czasem już nawet nie chcą ważyć mniej, lecz utrzymanie tak
niskiej masy ciała zobowiązuje do dalszego przestrzegania restrykcji
żywieniowych, wskutek czego waga nadal spada. Nie poznałam jeszcze osoby
chorującej na anoreksję, która miałaby bardzo niską masę ciała i zakładałaby obcisłe bluzki uwydatniające sylwetkę. Warstwy ubrań mają
odciągnąć uwagę innych ludzi od -?często wprost wychudzonego -?ciała.
Drugim powodem ubierania się w taki sposób jest odczuwanie przejmującego
zimna. Jest ono spowodowane zaburzeniami krążenia krwi, które prowadzą
także do sinego koloru dłoni. U osób chorujących na anoreksję o typie
przeczyszczającym można zaobserwować żółtawe palce. Kiedy bowiem
pacjentka kompensuje napady objadania się poprzez wymioty, kwas
żołądkowy zmienia kolor skóry dłoni. Niekiedy można zauważyć rany na
dłoniach spowodowane zahaczaniem zębów o kości oraz popękane naczynka na
twarzy.
Z kolei perfekcyjność często widać w idealnie uczesanych włosach,
nienagannym ubiorze, sztywności zachowań. Idealnie prowadzone zeszyty,
najlepsze oceny, najwyższa średnia, udział w olimpiadach. Symetria,
porządek, czystość. I kontrola.
Świat osoby chorej na anoreksję jest absolutnie zamknięty dla innych,
niedostępny. Na drzwiach pokoju wielu nastolatków z anoreksją znajdziemy
hasło typu "zakaz wstępu" (do pokoju czy do mnie?). Dopóki te młode
osoby mają, po raz pierwszy w życiu, swoją przestrzeń, która zależy
tylko od nich, gdzie nie wybrzmiewają krytyczne uwagi czy groźby, dopóty
funkcjonują poprawnie w relacjach rodzinnych, rówieśniczych i innych.
Mamy pacjentek często powtarzają, że córki angażują się w przygotowywanie posiłków dla całej rodziny i podają je pięknie niczym w najlepszej restauracji. Nieuczestniczenie w posiłku zaś tłumaczą tym, że
dużo zjadły podczas jego przygotowywania -?świetna strategia na
odwrócenie uwagi od niejedzenia.
Oczywiście wszystko, co tu wymieniłam, nie świadczy bezwzględnie o anoreksji. Niska masa ciała może być spowodowana różnymi innymi
chorobami, zaburzeniami zarówno w sferze psyche, jak i w sferze
soma. Gdy jednak rodzic przyprowadza do mnie dziecko z podejrzeniem
anoreksji, zwykle wypytuję właśnie o tego typu rzeczy. Czasem sami
rodzice o nich mówią. Powtarzające się wycofanie z kontaktów
społecznych, w przypadku którego podłożem jest lęk przed koniecznością
spożywania posiłków wspólnie ze znajomymi (oczywiście gdy nie mówimy o fobii społecznej), jedzenie w samotności, wkładanie wielu warstw
ubrania, perfekcjonizm wyrażający się w byciu najlepszym, obsesja na
punkcie sprzątania i porządku -?to tylko kilka oznak, które nie są ujęte
w klinicznych klasyfikacjach omawianego zaburzenia, ale powtarzają się u wielu chorych osób.
Jeśli zauważacie u swojego dziecka następujące objawy:
? spadek masy ciała bądź lęk przed przytyciem,
? utrata zainteresowań,
? czerwony, siny lub żółty kolor dłoni,
? wypadające włosy,
? zanik miesiączkowania,
? myszowata twarz (szczupła, ostre rysy, nieproporcjonalnie duże oczy),
? szara cera,
? meszek na twarzy i/lub na całym ciele,
? rany na dłoniach,
? obniżenie nastroju,
? drażliwość,
? wybuchy agresji czy złości na wzmianki o jedzeniu,
? jedzenie w samotności,
? izolowanie się od ludzi,
? nagle wprowadzone regularne treningi,
? ukrywanie lub wyrzucanie jedzenia,
? zmiana stylu ubierania na bardziej obszerny,
? umiłowanie do przygotowywania posiłków rodzinie i przyjaciołom,
? zafiksowanie na porządku, nauce, ocenach,
? nadmierny perfekcjonizm,
zwróćcie się po pomoc do lekarza lub psychoterapeuty. Nie zwlekajcie,
ponieważ przedłużająca się niedowaga może skutkować większą liczbą
zaburzeń somatycznych (np. anemia, choroby serca).
2
Diagnoza choroby
Dagmara Pietruszewska
Anoreksję może zdiagnozować lekarz lub psychoterapeuta, opierając się na
kryteriach diagnostycznych. W zależności od stanu somatycznego osoby
ustalana jest droga leczenia. Trzeba pamiętać, że anoreksja jest chorobą
i duszy, i ciała. Oznacza to, że dotyka w tym samym stopniu obu tych
sfer.
Czym jest anoreksja i jak ją profesjonalnie zdiagnozować, przedstawię na
przykładzie naszej wspaniałej Ady, której historia -?jak już zostało
zapowiedziane -?będzie się przewijać przez całą książkę.
Kiedy Ada przyszła do mnie po raz pierwszy, była skrajnie wychudzona,
miała bladą twarz i smutne, zmęczone oczy. Legginsy wręcz na niej
wisiały. Mimo że było bardzo ciepło, zarzuciła na ramiona gruby sweter.
Wydała mi się bardzo krucha. Przypomniałam sobie, że w biurowcu akurat
była awaria wind, i zmartwiłam się, że musiała na piąte piętro wejść po
schodach.
Gdy zaczęłyśmy rozmawiać, mówiła cicho, powoli i bardzo świadomie.
Zapoznałam ją wstępnie z zasadami terapii oraz poinformowałam, że muszę
ją zważyć. Poprosiłam o zdjęcie grubego swetra. Waga pokazała
przerażające 28 kg. Zapytana o wzrost, Ada odpowiedziała:
"Metr sześćdziesiąt jeden". Przy takim wychudzeniu i lekkim
przygarbieniu, prawdopodobnie ze zmęczenia, wydawała mi się niższa.
Pomiary wrzuciłam w kalkulator dla dzieci i młodzieży. Wskaźnik BMI
(ang. body mass index) wyniósł 10,8.
Wzór na BMI nie jest skomplikowany: masa ciała w kilogramach podzielona
przez wzrost w metrach podniesiony do kwadratu. Gdy przychodzi do mnie
osoba niepełnoletnia, patrzymy dodatkowo, w którym centylu się ona
znajduje. Zgodnie z najnowszą klasyfikacją ICD-11 u dzieci i młodzieży
poniżej piątego percentyla, spełniających resztę kryteriów anoreksji,
diagnozuje się właśnie to zaburzenie.
Zaczęłam zbierać wywiad, jak zwykle korzystając z klasyfikacji DSM-5.
Zadałam także rutynowe pytania na temat tego, jak Ada się czuje
fizycznie i psychicznie. Czy tak niska masa ciała w czymś jej pomaga
albo przeszkadza? Pacjentka spojrzała na mnie i powiedziała, że ma już
serdecznie dość tej kontroli i że zrobiłaby wszystko, by znów normalnie
żyć.
-?Wszystko? -?zapytałam i spojrzałam na jej rodziców, którzy do tej pory
po prostu słuchali.
-?Wszystko! -?odpowiedziała Ada i pierwszy raz usłyszałam jej siłę. Przy
tak niskim BMI najważniejsze jest zabezpieczenie pacjentki somatycznie.
Żadna terapia nie pomoże, jeśli wskaźnik BMI nie przekroczy 15. Dlatego
poinformowałam Adę i jej rodziców o konieczności udania się na ostry
dyżur do szpitala pediatrycznego. Kiedy mamy do czynienia z osobą
niepełnoletnią, sprawa nie wydaje się skomplikowana. Lekarze nie powinni
odmówić przyjęcia (jeśli odmawiają, warto poprosić o odmowę na piśmie
oraz o informację, do jakiego szpitala należy się udać), gdyż tak niska
masa ciała często oznacza stan zagrożenia życia.
W szpitalu oblicza się dla pacjentki zapotrzebowanie energetyczne w taki
sposób, by mogła powoli odzyskiwać masę ciała. Podaje się jej kilka
posiłków dziennie (zwykle pięć), a przy bardzo niskiej masie ciała
rozpoczyna się także żywienie za pomocą sondy, najczęściej w godzinach
nocnych, co dopełnia dobowe zapotrzebowanie kaloryczne. Najważniejsze na
tym etapie jest to, by pacjentka odzyskiwała masę ciała w sposób
kontrolowany, w odpowiednim tempie (co zmniejsza ryzyko rozwoju zespołu
ponownego odżywienia).
Anoreksja jest niezwykle niebezpieczną chorobą. Śmiertelność w jej
przypadku ocenia się na 5-20%. Część chorych popełnia samobójstwo, a część umiera w wyniku powikłań sercowo-naczyniowych.
Diagnoza anoreksji -?która w klasyfikacjach diagnostycznych jest
określana jako anorexia nervosa i "jadłowstręt psychiczny" -?zmieniała
się wielokrotnie na przestrzeni lat. W 1983 roku choroba ta po raz
pierwszy została ujęta w klasyfikacji Amerykańskiego Towarzystwa
Psychiatrycznego DSM-III. Do jej stwierdzenia wymagane było wówczas
spełnienie poniższych kryteriów.
A. Odmowa utrzymania ciężaru ciała na lub powyżej granicy wagi
minimalnej dla wieku i wzrostu (np. utrata wagi prowadząca do utrzymania
ciężaru ciała poniżej 85% wagi oczekiwanej lub brak należnego przyrostu
wagi w okresie wzrastania, prowadzący do utrzymania ciężaru ciała
poniżej 85% wagi należnej).
B. Intensywny lęk przed przybraniem na wadze lub otyłością mimo
utrzymującej się rzeczywistej niedowagi.
C. Zaburzenie sposobu doświadczania własnej wagi, rozmiaru i kształtu
ciała, np. osoba czuje się "gruba", nawet gdy jest wyniszczona, wierzy,
że część jej ciała jest "zbyt gruba", podczas gdy w rzeczywistości ma
niedowagę.
D. U kobiet w okresie po menarche amenorrhoea -?nieobecność przynajmniej
trzech kolejnych cykli menstruacyjnych.
Wspomniana klasyfikacja obowiązywała do 1994 roku, kiedy to poszerzono
diagnozę anoreksji o dwa podtypy.
1. Typ ograniczający: w trakcie anorexia nervosa nie dochodzi do
regularnych epizodów niekontrolowanego objadania się lub zachowań
"wydalających" (np. indukowanych wymiotów lub nadużywania środków
przeczyszczających lub diuretyków).
2. Typ "żarłoczno-wydalający": w trakcie epizodu anorexia nervosa
dochodzi do regularnych epizodów niekontrolowanego objadania się lub
zachowań "wydalających" (np. indukowanie wymiotów lub nadużywanie
środków przeczyszczających, diuretyków lub lewatyw).
Autorzy najnowszej klasyfikacji Amerykańskiego Towarzystwa
Psychiatrycznego, czyli DSM-5, wzięli pod uwagę bardzo ważny fakt, a mianowicie to, że na anoreksję zaczyna chorować coraz więcej chłopców i mężczyzn, a także dziewczynek, które do tej pory nie miesiączkowały. Z tego powodu kryterium zaniku miesiączkowania zostało usunięte. Oto
najnowsze kryteria diagnotyczne anoreksji.
A. Ograniczenie podaży energii w stosunku do wymagań, prowadzące do
wystąpienia niedostatecznej masy ciała, określonej w odniesieniu do
wieku, płci, krzywej rozwoju (trajektorii rozwoju) i stanu zdrowia.
Niedostateczna masa ciała jest zdefiniowana jako masa utrzymująca
się poniżej minimalnej prawidłowej masy ciała lub, w przypadku dzieci i osób dorastających, poniżej minimalnej oczekiwanej masy ciała (American
Psychiatric Association, 2015, s. 167).
W najgorszym momencie Ada jadła trzy mandarynki dziennie (100 g
mandarynek to 53 kcal, przy czym przeciętna mandarynka waży około 75 g).
Nie zaczęło się jednak tak drastycznie. Początkowo pacjentka wykluczała
jedynie "niezdrowe pożywienie". Efektem była szybka utrata masy ciała,
co doprowadziło do skrajnego wyniszczenia organizmu.
B. Silna obawa o zwiększenie masy ciała lub przytycie albo utrzymujące
się zachowania wpływające na zmniejszenie masy ciała, nawet w przypadku
występowania niedostatecznej masy ciała (American Psychiatric
Association, 2015, s. 167).
Gdy Ada zgłosiła się do mnie, mówiła, że chce walczyć, że ma już dość
tego, jak wygląda i jak się czuje. Na moją prośbę, by zamknęła oczy i wyobraziła sobie, że staje na wadze, która wskazuje 44 kg, szybko
otworzyła oczy i powiedziała, że to dla niej za trudne, że bardzo się
boi. Tłumaczyła, że rozumie potrzebę przytycia, jednak na tę chwilę jest
to dla niej zbyt przerażająca wizja.
C. Zakłócenie w zakresie postrzegania masy ciała lub kształtu własnego
ciała, nadmierny wpływ masy ciała lub kształtu ciała na samoocenę albo
uporczywy brak postrzegania występującej niedostatecznej masy ciała jako
problemu (American Psychiatric Association, 2015, s. 167).
Ada uważała, że to, jak wygląda, przyczynia się do tego, jak widzą ją
inni. Na początkowym etapie choroby twierdziła, że odkąd jest tak
szczupła, paradoksalnie czuje się silniejsza; że gdy zaczęła chudnąć,
bardziej polubiła siebie i bardziej się sobie podobała.
Klasyfikacja DSM-5 proponuje także -?zaczerpnięty z innej
klasyfikacji, a mianowicie ICD-10 -?podział na dwie postacie
anoreksji.
1. Postać ograniczająca: Podczas ostatnich 3 miesięcy dana osoba nie
podejmowała regularnie zachowań takich jak objadanie się lub
przeczyszczanie (tzn. prowokowanie przez siebie wymiotów, nadużywanie
substancji przeczyszczających, środków moczopędnych lub wlewów
przeczyszczających). Postać ta jest związana ze stosowaniem diet
odchudzających, głodówek i/lub przesadnie ciężkich ćwiczeń fizycznych.
2. Postać z napadami objadania się / przeczyszczaniem: Podczas
ostatnich 3 miesięcy dana osoba podejmowała regularnie zachowania takie
jak objadanie się lub przeczyszczanie (tzn. prowokowanie przez siebie
wymiotów, nadużywanie substancji przeczyszczających, środków
moczopędnych lub wlewów przeczyszczających; American Psychiatric
Association, 2015, s. 167).
Biorąc pod uwagę najnowszą klasyfikację, zdiagnozowałam u Ady anoreksję
o postaci ograniczającej i poprosiłam, by rodzice zawieźli córkę do
szpitala. Poinstruowałam ich, jakie będą kolejne kroki po zakończeniu
hospitalizacji. Zapewniłam też, że o ile Ada będzie tego potrzebowała, a szpital wyrazi na to zgodę, będę odwiedzała ją w trakcie pobytu w szpitalu i wspierała w procesie odzyskiwania masy ciała.
Diagnoza anoreksji powinna bazować na obowiązujących kryteriach
diagnostycznych. Zdarza się, że do terapeuty zgłaszają się osoby z diagnozą tej choroby postawioną przez lekarzy lub innych specjalistów i rzeczywiście widoczne jest u nich wychudzenie organizmu, z BMI nawet
rzędu 15-16, lecz w wywiadzie one nie stwierdzają, że ich celem jest
utrzymanie bądź obniżenie masy ciała. Mówią o tym, że chciałyby przytyć.
Nie kompensują w żaden sposób tego, co zjedzą. Właściwie nie ćwiczą, nie
wymiotują. Nie przejmują się także tym, co jedzą, ale często zapominają
o jedzeniu, nie mogą spać lub mają trudności z zasypianiem, budzą się w nocy. Od kilku miesięcy mają obniżony nastrój. Warto wówczas rozbudować
wywiad, starając się odnieść do tego, dlaczego dana osoba często
zapomina o jedzeniu czy co takiego się wydarzyło, że masa ciała zaczęła
spadać (a może zawsze była na podobnym poziomie?).
Wyróżniamy trzy główne kryteria anoreksji.
Jak to wyglądało u Ady? Gdy pacjentka trafiła do mnie, ważyła 28 kg. Jej
wyjściowa masa ciała cztery miesiące wcześniej wynosiła 47 kg. Zatem
zgodnie z przedstawionym wzorem wyjściowe BMI wynosiło 18,13, a BMI w momencie, gdy się poznałyśmy, 10,8. Masa ciała Ady zmniejszyła się o 19
kg w ciągu zaledwie kilku miesięcy.
To ważne, by nie koncentrować się tylko na skrajnościach. Zdarza się, że
osoby chore w początkowej fazie anoreksji schudły "zaledwie" 3-4 kg. W takim przypadku zawsze obliczam, ile procent początkowej masy ciała
ubyło. Cztery kilogramy w trzy miesiące przy masie ciała 40 kg to aż
10%. To naprawdę dużo. Dla porównania: dietetyk, gdy wprowadza zmianę
nawyków żywieniowych dla osób z nadwagą, jest zadowolony, jeśli masa
ciała spada o 0,5 kg w tydzień (!).
Kryterium B. Silny strach przed przyrostem masy ciała. Ważne jest
uświadomienie chorym, że utrata masy ciała nie zmniejsza tego lęku.
Przeciwnie, w miarę zmniejszania się masy ciała strach przed jej
wzrostem może nawet rosnąć.
Pozwólcie, że w tym kontekście podeprę się przykładem całkowicie
niezwiązanym z zaburzeniami odżywiania. Kiedy miałam siedemnaście lat,
zrobiłam prawo jazdy. Ależ byłam szczęśliwa po zdanym egzaminie, który
przypadł dokładnie w pierwszy dzień wiosny. Nawet pamiętam, że szłam
potem na klasówkę z Ludzi bezdomnych.
Rodzice jednak nie chcieli mi pożyczać auta. Pewnie się bali. Początkowo
walczyłam o pozwolenie, aż w końcu i mnie ogarnął lęk. Zaczęłam się bać,
że za kółkiem zrobię komuś krzywdę, że ktoś mnie otrąbi, ktoś źle sobie
o mnie pomyśli. Im dłużej nie prowadziłam, tym bardziej przerażała mnie
taka możliwość. W tym strachu i permanentnym unikaniu żyłam przez
kolejnych trzynaście lat. To, że unikałam prowadzenia auta, w żaden
sposób nie zmniejszało mojego lęku. Najbardziej w tamtym czasie
denerwowało mnie to, że ilekroć wspominałam komuś o swoich obawach,
słyszałam zdanie znienawidzone chyba przez każdego początkującego
kierowcę: "Musisz jeździć, to przestaniesz się bać". Za każdym razem,
gdy słyszałam te słowa, miałam ochotę rozbić wszystkie szklanki, jakie
znajdowały się w zasięgu mojego wzroku. Dziś wiem, że był to lęk przed
konfrontacją. Wróćmy do Ady. Jej założeniem nie było skrajne, do granic
możliwości wyniszczenie organizmu. Ada w żadnym razie nie chciała ważyć
tyle, co kilkuletnie dziecko. Początkowo pragnęła -?jak zresztą wiele
jej koleżanek -?po prostu trochę schudnąć, wykluczyć "niezdrowe"
produkty, a przy tym żyć jak dotychczas. Zaczęła wspólnie z koleżanką z klasy. Koleżanka prędko się poddała, Ada jednak parła dalej. Na początku
fajnie było patrzeć, jak waga z tygodnia na tydzień spada.
W pewnym momencie Ada przestała chcieć dalej chudnąć, ale wtedy pojawił
się największy lęk -?lęk przed utratą kontroli i powrotem do poprzedniej
masy ciała. Chudnięcie dawało bowiem poczucie chwilowej przyjemności, a każda myśl o zjedzeniu czegoś poza mandarynką wzbudzała ogromny strach.
Kiedy ten ostatni zaczął ustępować? Dopiero w procesie leczenia, gdy Ada
musiała zacząć się z nim konfrontować i... jeść. Brzmi znajomo?
Proszę, pomyślcie teraz o swoich lękach. Przed pająkami, motylami,
psami, kotami, konkretnymi sytuacjami, ludźmi... Następnie zastanówcie
się, czy jeśli nie wchodzicie na strych, to zmniejszacie arachnofobię,
czy też ją podtrzymujecie. Czy jeżeli unikniecie spotkania z nieznajomymi albo uciekniecie z piskiem przed biegnącym w waszą stronę
przyjaznym, ale dużym pieskiem, to ulga, którą poczujecie, będzie trwała
już zawsze, czy też jedynie do momentu kolejnego kontaktu z czynnikiem
lękotwórczym?
Kryterium C. Osoby z anoreksją mają zniekształcony obraz masy i kształtu własnego ciała, a także przypisują im niewłaściwe znaczenie.
Niektóre mimo bardzo niskiej wagi uważają, że ważą za dużo. Inne sądzą,
że są za grube. Jeszcze inne odczuwają fizycznie proces tycia po
zjedzonym posiłku, na przykład czują mrowienie w miejscach, które są dla
nich najbardziej kłopotliwe.
Ada, kiedy trafiła na terapię, wiedziała, że jest skrajnie wychudzona.
Nie twierdziła, że waży za dużo, ale gdy patrzyła na swoje uda, ciągle
uważała, że są za grube. Po zjedzeniu posiłku czuła, że "tyje". Czuła
mrowienie w brzuchu i udach, a kiedy dotykała tych ostatnich,
wizualizowała je sobie jako zdrętwiałe i otłuszczone. Wiele moich
pacjentek odczuwa analogiczne stany i opisuje je bardzo podobnie.
Słynny eksperyment głodowy z 1944 roku zakładał ograniczenie podaży
kalorycznej w grupie 36 zdrowych mężczyzn odpornych na stres. Zostali
oni wybrani spośród 400 mężczyzn charakteryzujących się stabilnością
emocjonalną, dojrzałością, wytrwałością, bez historii chorób
psychicznych i problemów rodzinnych.
Po kilku dniach głodówki ich masa ciała spadła. Po kilku tygodniach
serce zwolniło z 55 do 35 uderzeń na minutę i się skurczyło; ilość krwi
w ciele zmniejszyła się o 10%; wypróżnienie występowało raz w tygodniu;
skóra stała się gruba i szorstka. Badani skarżyli się na zawroty głowy,
pogorszenie kondycji, zaburzenia widzenia i ciągłe zimno. Wycofali się z kontaktów społecznych; czasem wybuchali złością i agresją. Posiłki stały
się dla najważniejszymi punktami dnia. Jak stwierdzili po zakończeniu
eksperymentu, najtrudniejsze okazały się psychiczne skutki głodówki.
Wyniki ich testów na inteligencję się pogorszyły. Prawie u wszystkich
mężczyzn wystąpiły kliniczna depresja, hipochondria lub histeria.
Po pół roku zaczął się trzymiesięczny okres rekuperacji. Ochotnicy
zostali podzieleni na cztery grupy, których posiłki zwiększono o 400,
800, 1200 lub 1600 kcal. Podawano im też różne suplementy i witaminy. Po
jakimś czasie okazało się, że pierwsza grupa nie regeneruje się wcale, a minimalna poprawa następuje po zwiększeniu kaloryczności o kolejne 400
kcal. Pełna regeneracja następowała dopiero po zwiększeniu dziennej
liczby kalorii do 4000. Nie poprawiał się jednak stan psychiczny
uczestników badania. Irytacja przeradzała się w agresję. Depresja i obsesja na punkcie jedzenia się pogłębiały, a wahania nastroju stawały
się coraz większe.
Przez kolejne dwa miesiące ochotnicy uczestniczący w eksperymencie mogli
jeść, ile i kiedy chcą, a wszystko było obserwowane przez badaczy.
Rekordziści potrafili zjeść nawet 11000 kcal! Jeden z nich wymagał
płukania żołądka. Badani jedli właściwie jeden wielki posiłek, od rana
do nocy, lecz wciąż czuli się głodni. Niektórzy prowokowali wymioty,
ponieważ bali się przytyć, mimo to każdy z nich ważył o około 10% więcej
niż przed rozpoczęciem eksperymentu.
Normalizacja nastąpiła po około pięciu miesiącach, kiedy skończyły się
napady objadania, a masa ciała wyniosła tyle, ile przed eksperymentem.
Wahania nastroju zaczęły ustępować po jakichś trzech miesiącach.
Mężczyźni jednak nie odróżniali ssącego głodu od zwykłego apetytu. Pełna
rehabilitacja zajęła niektórym dwa miesiące, a innym dwa lata, lecz
jeszcze przez wiele lat badani się obawiali, że jedzenie może zostać im
odebrane (Waller i in., 2011).
Proszę swoich pacjentów o zapoznanie się z opisem tego eksperymentu i zastanowienie, czy widzą jakieś podobieństwa z własną sytuacją.
Większość utożsamia się z uczestnikami i przyznaje, że zna zaobserwowane
rezultaty z autopsji. Pragnę zaznaczyć, iż podobnie jak uczestnicy
opisanego eksperymentu moi pacjenci nie zaczynają się odchudzać dlatego,
że mają problemy natury psychicznej. Oni zaczynają się odchudzać z wielu
powodów, do których jeszcze wrócimy. Jednakże wychudzenie ciała i nadmierne skupianie się na nim pociągają za sobą skutki zarówno
psychiczne, jak i somatyczne.
Dlatego nie można powiedzieć, że gdy tylko osoba z anoreksją przytyje,
sprawa jest zamknięta. Nic z tych rzeczy! Tak naprawdę wtedy dopiero
zaczyna się Walka -?pisana wielką literą, ponieważ chodzi o pokonywanie
ogromnych lęków dotyczących zwiększonej wagi, obrazu ciała i tak dalej.
Podobnie gdy osoba z bardzo niską masą ciała zapewnia nas, że już nie
boi się przytyć, że już może zjeść (ba, nawet je) dosłownie wszystko,
również nie możemy założyć, że jadłowstręt psychiczny ustąpił.
Pamiętajmy, że niedowaga wiąże się z wieloma zagrożeniami, którymi
trzeba się zająć. Wrócimy do tej kwestii w dalszym rozdziale.
Pamiętam pacjentkę, Julkę, której zaburzenia odżywiania bardzo mocno
"migrowały". Anoreksja, bulimia, anoreksja, ortoreksja, a na końcu
doszło kompulsywne objadanie się. Podczas terapii okazało się, że napady
miały miejsce najczęściej wtedy, gdy Julka była bardzo zmęczona. Po
powrocie ze szkoły, zamiast dać sobie przyzwolenie na odpoczynek w postaci snu bądź jakiegoś resetującego zajęcia (bo do trzeciej nad ranem
robiła prezentację na geografię), dziewczyna nawykowo szła do kuchni,
otwierała lodówkę i się objadała. Jadła przez dwie, trzy godziny, a potem szła spać. Budziła się koło dwudziestej i zaczynała się obwiniać,
obrażać samą siebie, płakać. Około dwudziestej drugiej siadała do
lekcji. Schemat ten powtarzał się każdego dnia. Podobnie wyglądał wtedy,
gdy Julka była zła. Ustaliłyśmy więc, jak inaczej dziewczyna może
odreagować złość. Pacjentka wybrała wypisanie "wiązanki" na kartce, a potem podarcie kartki i skakanie po niej, uderzanie poduszką z całej
siły w fotel, krzyczenie do poduszki na całe gardło oraz rzucanie
papierowymi kulkami o drzwi.
Gdy pracowałyśmy nad wspomnianym nawykiem, Julka wpadła na pomysł ze
strzałkami. Tuż obok drzwi wejściowych, w przedpokoju, przyczepiła
strzałki, które miały odwracać kierunek jej marszu. I tak zamiast do
kuchni szła do swojego pokoju, gdzie czekały na nią kredki i farby. Z czasem dzięki takim sposobom przestała po wejściu do domu nawykowo
kierować się do kuchni, tylko szła do siebie i robiła rzeczy, na które
wcześniej nie dawała sobie przyzwolenia, ponieważ uważała je za stratę
czasu.
Pamiętam, jak po pewnym czasie Julka przyszła do mojego gabinetu i powiedziała: "Czuję się tak, jakby te wszystkie słowa, które przez lata
kierowały panie do mnie, razem z panią Martą i panią Magdą, wreszcie do
mnie dotarły!".
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki