Anna Wintour - Amy Odell

Kup ebooka

47.90 zł
37.79 zł (38,80 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

1

Po­czątki

Uro­dzona w 1917 roku jako Ele­anor Ba­ker[1] w za­moż­nej ro­dzi­nie kwa­krów w Har­ris­burgu w sta­nie Pen­syl­wa­nia, przy­szła No­nie Win­tour była dziew­czyną z wyż­szych sfer. Jej oj­ciec, Ralph Ba­ker, był praw­ni­kiem, który rzu­cił pry­watną prak­tykę dla po­sady pro­fe­sor­skiej w Ha­rvard Law School. Spe­cja­li­zo­wał się w fun­du­szach po­wier­ni­czych[2] i przed śmier­cią usta­no­wił zna­czący fun­dusz[3], który przez wiele de­kad wspie­rał jego po­tom­ków, w tym wnuczkę Annę.

Po ukoń­cze­niu Radc­liffe w 1938 roku No­nie do­stała się do ko­le­dżu dla ko­biet Newn­ham Col­lege na Uni­wer­sy­te­cie w Cam­bridge. Przy­szłego męża, Char­lesa Win­to­ura, rów­nież stu­denta w Cam­bridge, po­znała dzięki wspól­nemu zna­jo­memu Ar­thu­rowi M. Schle­sin­ge­rowi Ju­nio­rowi[4]. Char­les był sy­nem ge­ne­rała ma­jora[5], uro­dził się w 1917 roku w hrab­stwie Dor­set w po­łu­dniowo-za­chod­niej An­glii.

Drobna i szczu­pła[6] No­nie ukła­dała swoje ciemne włosy w fale i spi­nała tak, by nie za­sła­niały twa­rzy. Char­les był oku­lar­ni­kiem[7] o me­lan­cho­lij­nym wy­ra­zie twa­rzy. Pro­mie­nio­wał pro­fe­sjo­na­li­zmem. Oboje in­te­re­so­wali się dzien­ni­kar­stwem i li­te­ra­turą. W Cam­bridge Char­les zo­stał jed­nym z re­dak­to­rów "Granty"[8], pre­sti­żo­wego ma­ga­zynu li­te­rac­kiego pro­wa­dzo­nego przez stu­den­tów.

Lato po ukoń­cze­niu stu­diów[9] No­nie spę­dziła jako re­por­terka ga­zety "Da­ily Re­pu­bli­can" w Pho­eni­xville w sta­nie Pen­syl­wa­nia. Nie­zbędna w ga­ze­to­wym dzien­ni­kar­stwie zwię­złość być może na­uczyła ją uży­wa­nia bez­po­śred­niego i oszczęd­nego ję­zyka[10], co w okre­sie na­rze­czeń­stwa do­pro­wa­dzało cza­sem Char­lesa do sza­leń­stwa, bo nie umiał po­wie­dzieć, zwłasz­cza na pod­sta­wie jej li­stów, co tak na­prawdę miała na my­śli.

Po ukoń­cze­niu stu­diów[11] z naj­wyż­szą notą i wy­róż­nie­niem za wy­bitne osią­gnię­cia aka­de­mic­kie Char­les prze­niósł się do Lon­dynu, gdzie za­czął pra­co­wać w agen­cji re­kla­mo­wej J. Wal­tera Thomp­sona, pod­czas gdy No­nie wró­ciła za ocean. Co do łą­czą­cego ich uczu­cia nie było żad­nych wąt­pli­wo­ści. Ich wspólna przy­szłość ry­so­wała się jed­nak mniej ja­sno.

Jedną z mało zna­czą­cych kon­se­kwen­cji in­wa­zji III Rze­szy na Pol­skę 1 wrze­śnia 1939 roku[12] było to, że Char­les stra­cił swoją po­sadę u J. Wal­tera Thomp­sona[13], za­le­d­wie dwa mie­siące po roz­po­czę­ciu pracy[14]. Jak wielu jego ró­wie­śni­ków, szybko zo­stał po­wo­łany do woj­ska. Jesz­cze za­nim się do­wie­dział, gdzie zo­sta­nie przy­dzie­lony[15], wy­słał list do No­nie z prośbą o jak naj­szyb­szy przy­jazd do Lon­dynu i po­ślu­bie­nie go. Kilka ty­go­dni póź­niej roz­po­czął szko­le­nie ofi­cer­skie, a nie­długo po­tem do­stał wia­do­mość, że No­nie przy­jęła oświad­czyny i przy­je­dzie w lu­tym.

No­nie do­tarła do Wiel­kiej Bry­ta­nii w dniu, gdy ze­strze­lono tam pierw­szy sa­mo­lot wroga[16]. Char­les był tak za­chwy­cony, że ją wi­dzi, że pra­wie ze­mdlał[17]. Ona nie czuła aż ta­kiej eu­fo­rii[18], ale ulżyło jej, że na­dal się do­brze do­ga­dują.

Po­brali się 13 lu­tego 1940 roku[19]. Po ce­re­mo­nii w ko­ściele w Cam­bridge świę­to­wali ślub z przy­ja­ciółmi[20]. Cie­szyli się, że są ra­zem, ale wojna psuła im hu­mory. Żadne z nich nie wie­działo, do­kąd Char­les zo­sta­nie wy­słany. Nie­długo póź­niej No­nie za­szła w ciążę i po paru mie­sią­cach wró­ciła do Bo­stonu.

Gdy zo­stał sam, Char­les wpadł w de­pre­sję. Prze­ra­żała go per­spek­tywa in­wa­zji na Wielką Bry­ta­nię. Przy­szło mu do głowy, że być może ro­mans byłby od­po­wied­nim an­ti­do­tum na tę sy­tu­ację. Było to szo­ku­jące tylko na pierw­szy rzut oka. Char­les uwa­żał, że by­cie z ko­bietą to dla niego coś "nie­odzow­nego". Od pierw­szych spę­dzo­nych wspól­nie ty­go­dni No­nie wie­działa, że nie jest on ty­pem wier­nego part­nera[21]. Char­les uznał więc, że na­czelna za­sada zo­stała już usta­lona[22] i za­ak­cep­to­wana, i za­ło­żył, że No­nie zgo­dzi się z nim, że ro­mans po­za­mał­żeń­ski do­brze mu zrobi. (Ro­manse Char­lesa zda­rzały się przez cały okres trwa­nia ich mał­żeń­stwa[23], na­sto­let­nia Anna miała ich bo­le­sną świa­do­mość). No­nie - te­raz już w szó­stym mie­siącu ciąży - na od­le­głość, z Bo­stonu, wy­ra­ziła zgodę na ro­mans. Char­les niby mar­twił się, że może ją to jed­nak gryźć, ale za­czął spę­dzać wie­czory z dwu­dzie­sto­trzy­let­nią roz­wódką, któ­rej nowy na­rze­czony prze­by­wał aku­rat - tak się do­brze skła­dało - w Ro­de­zji[24].

Pod ko­niec li­sto­pada[25], czter­dzie­ści ty­go­dni i je­den dzień po ślu­bie, Char­les otrzy­mał te­le­gram od Schle­sin­gera z in­for­ma­cją o na­ro­dzi­nach syna Ge­ralda, któ­remu imię nadano po ojcu Char­lesa. Mi­nie pół de­kady[26], nim Char­les po­zna swo­jego pier­wo­rod­nego.

Jed­nym z naj­trud­niej­szych okre­sów w ży­ciu oso­bi­stym i za­wo­do­wym Anny było sa­motne ży­cie z nowo na­ro­dzo­nym dziec­kiem, gdy jej part­ner prze­by­wał po dru­giej stro­nie oce­anu. Jej ro­dzice mu­sieli so­bie po­ra­dzić z ta­kim sa­mym wy­zwa­niem w środku wojny, gdy każdy dzień przy­no­sił do­tkliwą obawę, że Char­les mógłby zgi­nąć.

Gdy Ge­rald miał za­le­d­wie kilka mie­sięcy[27] - i gdy Char­les sto­czył ze swoim te­ściem walkę w tej spra­wie - No­nie znowu po­pły­nęła do Eu­ropy, by być ze swoim mę­żem. Syna zo­sta­wiła pod opieką ro­dzi­ców. Char­les miał świa­do­mość, że No­nie przy­je­chała wbrew swo­jej woli[28]. Zmu­sił ją do tego, choć bar­dzo źle zno­siła roz­sta­nie z Ge­ral­dem. Uwa­żał jed­nak[29], że żadne roz­wią­za­nie nie uszczę­śliwi ich obojga oraz że je­śli mie­liby się nie zo­ba­czyć aż do końca wojny, stra­ci­liby całą swoją mło­dość. Poza tym nie miał gwa­ran­cji, że tę wojnę prze­żyje.

Po­cząt­kowo No­nie tę­sk­niła za do­mem i była roz­gnie­wana, ale zo­stała z Char­le­sem przez parę lat. Uznała, że le­piej bę­dzie za­in­we­sto­wać w mał­żeń­stwo, na­wet za cenę od­da­le­nia od dziecka. Prze­no­siła się z miej­sca na miej­sce po ca­łej Wiel­kiej Bry­ta­nii, po­dą­ża­jąc za Char­le­sem i jego zmie­nia­ją­cymi się po­ste­run­kami, w miarę jak piął się w hie­rar­chii. Oboje ucie­szyli się, gdy po ukoń­cze­niu kursu w Szkole Szta­bo­wej do­stał po­sadę w biu­rze[30]. No­nie po­pły­nęła do domu do­piero w po­ło­wie 1944 roku[31] - dla wła­snego syna była już obcą osobą. Char­les na­to­miast, gdy jego żona wró­ciła za ocean, roz­po­czął ko­lejny ro­mans[32]. No­nie na kilka lat po­rzu­ciła dla niego dziecko. Te­raz on był go­towy po­rzu­cić żonę, do­pusz­cza­jąc się ko­lej­nej zdrady. Oko­licz­no­ści wo­jenne spra­wiały, że czasy były nie­ty­powe, to prawda, ale i Char­les, i No­nie mieli, zdaje się, umie­jęt­ność nie­przej­mo­wa­nia się do­brem in­nych, je­śli mia­łoby to stać w sprzecz­no­ści z ich naj­bar­dziej na­glą­cymi po­trze­bami.

Zimą Char­les tra­fił do ho­telu Tria­non Pa­lace w Wer­salu[33], olśnie­wa­ją­cego krysz­ta­ło­wymi ży­ran­do­lami, bia­łymi ko­lum­nami i pod­ło­gami wy­ło­żo­nymi czarno-bia­łymi płyt­kami. Sie­dząc na pod­da­szu[34], on i jego ko­le­dzy, młodsi ofi­ce­ro­wie, roz­ma­wiali o tym, co chcą ro­bić po woj­nie. Char­les po­wie­dział, że chce zo­stać dzien­ni­ka­rzem. Ar­thur Gra­nard, ad­iu­tant Ar­thura Ted­dera, mar­szałka Royal Air Force, od­parł na to:

- Gdy­byś chciał po­znać Lorda Be­aver­bro­oka, to daj mi znać.

Lord Be­aver­brook był za­moż­nym Ka­na­dyj­czy­kiem[35], który w wieku dwu­dzie­stu sied­miu lat zo­stał mi­lio­ne­rem dzięki fu­zji firm pro­du­ku­ją­cych ce­ment, po czym prze­pro­wa­dził się do Lon­dynu, by za­jąć się biz­ne­sem, a także bu­do­wać wpływy po­li­tyczne i kul­tu­ralne. Pod­czas wojny do­ra­dzał Win­sto­nowi Chur­chil­lowi[36] oraz wy­da­wał port­fo­lio ga­zet (które za­raz po II woj­nie świa­to­wej miały w su­mie naj­więk­szy na­kład na świe­cie[37]), w tym "Da­ily Express" oraz "Eve­ning Stan­dard". Be­aver­bro­okowi nie udało się zo­stać pre­mie­rem[38], ale wy­ko­rzy­sty­wał swoje ga­zety do pro­mo­wa­nia przy­ja­ciół, ata­ko­wa­nia wro­gów i lan­so­wa­nia idei izo­la­cjo­ni­stycz­nej Wiel­kiej Bry­ta­nii.

Po za­koń­cze­niu wojny Char­les na­pi­sał do Gra­narda z prośbą o za­aran­żo­wa­nie spo­tka­nia z Be­aver­bro­okiem. Ku jego za­sko­cze­niu Gra­nard do­trzy­mał obiet­nicy i przed­sta­wił ich so­bie.

Be­aver­brook był znany ze swo­jego eks­cen­try­zmu, ale Char­le­sowi wy­dał się roz­bra­ja­jąco cie­pły[39], gdy spo­tkali się w jego miesz­ka­niu przy eks­klu­zyw­nej Park Lane w Lon­dy­nie[40] w po­nie­dzia­łek 1 paź­dzier­nika 1945 roku[41]. Be­aver­brook po­pro­sił Char­lesa o na­pi­sa­nie ar­ty­kułu[42] na te­mat róż­nic mię­dzy sty­lami pracy Bry­tyj­czy­ków i Ame­ry­ka­nów. Po wy­ko­na­niu tego za­da­nia Char­les do­stał pro­po­zy­cję po­sady asy­stenta pu­bli­cy­sty w "Eve­ning Stan­dard" na okres próbny za 14 fun­tów ty­go­dniowo. Ta praca miała od­mie­nić jego ży­cie.

Wy­da­wało się, że ka­riera za­wo­dowa Char­lesa wsko­czyła już na wła­ściwe tory, więc te­raz na­le­żało się ustat­ko­wać. Po raz ostatni wy­brał się z ko­chanką na mia­sto[43], po czym zna­lazł dom do wy­na­ję­cia dla swo­jej ro­dziny w lon­dyń­skiej dziel­nicy Hamp­stead. Nie miał po­ję­cia, jak krót­ko­trwałe bę­dzie szczę­ście jego i No­nie.

Ge­rald miał pięć lat[44], gdy No­nie przy­wio­zła go do Lon­dynu na po­czątku 1946 roku. Nie­mal na­tych­miast Char­les uznał, że Ge­ral­dowi do­brze zrobi miesz­ka­nie z nim pod jed­nym da­chem, bo do­tąd wy­cho­wy­wał się w "prze­wa­ża­jąco ko­bie­cym oto­cze­niu".

Drugi syn No­nie i Char­lesa[45], Ja­mes (na­zy­wany Jim­miem[46]), uro­dził się w maju 1947 roku. Dwa lata póź­niej No­nie znowu za­szła w ciążę. 3 li­sto­pada 1949 roku uro­dziła swoją pierw­szą córkę, dziew­czynkę, któ­rej wy­cze­ki­wała, gdy uro­dził się Jim­mie. Dała jej na imię Anna[47]. Poza ko­klu­szem[48], na który mała za­pa­dła na wio­snę, dzieci Win­to­urów do­brze się cho­wały.

Aż do wtorku 3 lipca 1951 roku[49], na cztery mie­siące przed dru­gimi uro­dzi­nami Anny. Ge­rald ubrał się w swój mun­du­rek i wy­szedł do szkoły. Miał już dzie­sięć lat, od dawna jeź­dził wszę­dzie na ro­we­rze. Tam­tego dnia wpadł pod sa­mo­chód w dro­dze do domu i do­znał tra­gicz­nego pęk­nię­cia czaszki. Za­brano go do szpi­tala New End Ho­spi­tal w Hamp­stead, ale nie udało się go ura­to­wać. O go­dzi­nie osiem­na­stej, dwa­dzie­ścia mi­nut po przy­ję­ciu do szpi­tala, stwier­dzono zgon Ge­ralda Win­to­ura[50].

W bry­tyj­skim światku dzien­ni­kar­skim prze­trwa opo­wieść[51], ja­koby ta oso­bi­sta ka­ta­strofa miała przy­spie­szyć za­wo­dowe suk­cesy Char­lesa. Był znu­dzony[52] i aż go świerz­biło, żeby odejść z ga­zety do ja­kie­goś ma­ga­zynu. Mimo to, gdy pod­czas spo­tka­nia z Be­aver­bro­okiem do­wie­dział się[53] o wy­padku Ge­ralda, po­dobno za­miast po­pę­dzić do domu, wró­cił na spo­tka­nie i nie prze­rwał pracy, nie wspo­mi­na­jąc na­wet sło­wem o synu. Ta­kie od­da­nie pracy w ob­li­czu jed­nej z naj­więk­szych tra­ge­dii w ży­ciu zro­biło nie­za­tarte wra­że­nie na jego sze­fie.

Co nie zna­czy, że Char­les nie dzie­lił z No­nie głę­bo­kiej ża­łoby[54]. W jej przy­padku była ona tak do­tkliwa, że le­ka­rze prze­pi­sali leki, które miały jej po­móc prze­trzy­mać naj­trud­niej­sze dni za­raz po tra­ge­dii. Oboje ro­dzice za­drę­czali się po­czu­ciem winy. Sprawę po­gor­szyło jesz­cze to, że osiem dni po wy­padku kie­rowca auta zo­stał oskar­żony nie o nie­umyślne spo­wo­do­wa­nie śmierci, lecz je­dy­nie o nie­bez­pieczną jazdę sa­mo­cho­dem. Choć gro­ził mu mak­sy­malny wy­miar kary[55] w wy­so­ko­ści dwóch lat wię­zie­nia, osta­tecz­nie za­są­dzono tylko dzie­sięć fun­tów grzywny.

Póź­niej tego sa­mego mie­siąca[56] Win­to­uro­wie spa­ko­wali wa­lizki, wsie­dli na po­kład Qu­een Eli­za­beth i po­pły­nęli do Ame­ryki od­wie­dzić ro­dzinę No­nie. Char­les, który na­le­żał do lu­dzi ni­gdy nie­wy­ko­rzy­stu­ją­cych ca­łego urlopu, opu­ścił Stany wcze­śniej[57], by wró­cić do pracy. Cała ro­dzina była znowu ra­zem do­piero je­sie­nią. Oczy­wi­ście ta po­dróż w ni­czym nie umniej­szyła ich cier­pie­nia.

Choć Anna miała w chwili śmierci Ge­ralda za­le­d­wie dwa­dzie­ścia mie­sięcy - za mało, by to pa­mię­tać lub by zro­zu­mieć tę tra­giczną stratę - to wy­da­rze­nie bę­dzie prze­śla­do­wać jej krew­nych przez dłu­gie lata. Z domu znik­nęły wszel­kie zdję­cia jej brata[58]; w któ­rymś mo­men­cie lęki No­nie tak się na­si­liły, że ka­zała wsta­wić kraty w okna, bo bała się, że jedno z jej po­zo­sta­łych dzieci mo­głoby wy­paść.

Sy­tu­acja w domu była nie­ła­twa, ale w no­wym roku Char­les do­stał awans na po­sadę re­dak­tora po­li­tycz­nego "Eve­ning Stan­dard". W syl­wetce pra­so­wej Be­aver­bro­oka[59] w "New­swe­eku", w któ­rej wspo­mniano o awan­sie Char­lesa, okre­ślono go ter­mi­nem "bły­sko­tliwy". Choć No­nie była dumna z suk­ce­sów męża[60], czuła się chyba do­tknięta fak­tem, że wy­ni­kały one z jego przy­wią­za­nia do Be­aver­bro­oka, które mo­men­tami wy­da­wało się prze­wyż­szać za­an­ga­żo­wa­nie Char­lesa w ży­cie jej i ich dzieci. A już szcze­gól­nie brzy­dziła się[61] kon­ser­wa­tyw­nymi po­glą­dami po­li­tycz­nymi Be­aver­bro­oka.

Po An­nie Char­le­sowi i No­nie uro­dziła się jesz­cze dwójka dzieci, Pa­trick oraz Nora. Znu­dzona sie­dze­niem w domu[62] i wy­cho­wy­wa­niem czwórki dzieci, z któ­rych żadne nie ukoń­czyło jesz­cze dzie­się­ciu lat, No­nie za­częła pra­co­wać jako wolny strze­lec - re­cen­zo­wała pro­gramy te­le­wi­zyjne, czy­tała sce­na­riu­sze dla wy­twórni Co­lum­bia Pic­tu­res, a w końcu zo­stała kry­tyczką fil­mową. Gdy mo­gła już wró­cić do pracy na cały etat, "po­sta­no­wiła, że chce się zaj­mo­wać za­gad­nie­niami spo­łecz­nymi", na­pi­sała póź­niej Anna. W ten spo­sób No­nie wkro­czyła na zu­peł­nie nową ścieżkę za­wo­dową i zo­stała pra­cow­nicą so­cjalną. Po­ma­gała cię­żar­nym na­sto­lat­kom zna­leźć ro­dzi­ców ad­op­cyj­nych dla swo­ich dzieci. Po­świę­cała się temu nie mniej, niż Char­les po­świę­cał się ga­ze­cie. "Ta praca była dla niej bar­dzo ważna. My­ślę, że była in­spi­ra­cją dla nas wszyst­kich"[63], wy­znała Anna. Czę­sto wska­zy­wała na ojca jako na swoją in­spi­ra­cję, ale pra­wie ni­gdy w ciągu ca­łej swo­jej ka­riery nie mó­wiła o matce, mimo że były bar­dzo ze sobą zżyte. Na­wet w pry­wat­nych roz­mo­wach z przy­ja­ciółmi[64] rzadko o niej wspo­mi­nała. A jed­nak z cha­rak­teru jest bar­dzo po­dobna do No­nie. Anna[1*] jest może bar­dziej eks­tra­wer­tyczna, ale po­dob­nie jak jej matka ma nie­sa­mo­wi­cie silny cha­rak­ter i po­trafi być rów­nie nie­ugięta, je­śli cho­dzi o po­glądy po­li­tyczne.

Z dru­giej strony za­wo­dowa am­bi­cja[65] i bez­względ­ność Anny zdają się po­cho­dzić w szcze­gól­no­ści od jej ojca, któ­rego wpływy w stajni Be­aver­bro­oka ro­sły z każ­dym awan­sem - z re­dak­tora po­li­tycz­nego "Eve­ning Stan­dard" prze­szedł na sta­no­wi­sko młod­szego re­dak­tora w "Sun­day Express", po­tem zo­stał za­stępcą re­dak­tora "Eve­ning Stan­dard", na­stęp­nie re­dak­to­rem pro­wa­dzą­cym "Da­ily Express", po czym, w 1959 roku, ku wła­snej uldze, wró­cił do "Eve­ning Stan­dard", ga­zety z wyż­szej półki[66].

By­cie re­dak­to­rem "Eve­ning Stan­dard" wią­zało się nie tylko z ogrom­nym pre­sti­żem, ale też przy­no­siło nie­złe do­chody. Win­to­uro­wie ku­pili duży dwu­pię­trowy dom[67] na wsi w An­glii. Anna jeź­dziła konno i grała w te­nisa, a gdy tego nie ro­biła, lu­biła zwi­nąć się w kłę­bek z książką na fo­telu obi­tym w per­kal w ty­powo an­giel­ski wzór róż (w póź­niej­szych la­tach przy­ja­ciele i ko­le­dzy Anny byli za­sko­czeni tym, że tyle czy­tała[68]). Na wa­ka­cje, naj­czę­ściej let­nie, Win­to­uro­wie jeź­dzili nad Mo­rze Śród­ziemne[69], zwy­kle do Hisz­pa­nii lub Włoch.

Char­les trzy­mał się w pracy ści­słego planu dnia[70]. Wsta­wał o siód­mej rano, w biu­rze zja­wiał się o ósmej. Był od­po­wie­dzialny za wy­pusz­cze­nie co naj­mniej pię­ciu róż­nych ga­zet każ­dego dnia. Gdy wy­da­rzyło się coś waż­nego, a jego aku­rat nie było w re­dak­cji, rzu­cał wszystko i pę­dził z po­wro­tem do pracy, na­wet je­śli całą ro­dziną prze­by­wali aku­rat na wa­ka­cjach na wsi.

- Cała ro­dzina wie­działa[71], że on się o nas bar­dzo trosz­czy, ale zda­wa­li­śmy so­bie sprawę, że ga­zeta rów­nież leży mu na sercu. Nie mie­li­śmy po­czu­cia, że oj­ciec jest nie­obecny. Z dru­giej strony na­uczył nas wszyst­kich, na czym po­lega etyka pracy i jak ważne jest ko­chać to, co się robi - po­wie­działa Anna re­por­te­rowi.

Przy­glą­dała się za­wo­do­wej pa­sji ojca z bli­ska, gdy od­wie­dzała go w re­dak­cji: ob­ser­wo­wała jego spo­tka­nia z dzien­ni­ka­rzami, za­glą­dała do dru­karni, gdzie wła­śnie dru­ko­wała się ga­zeta, wdy­chała uno­szący się tam za­pach świe­żej farby dru­kar­skiej.

- Za­wsze da­wało się od­czuć pre­sję ter­mi­nów[72] - po­wie­działa Anna w in­nym wy­wia­dzie. - I roz­go­rącz­ko­wa­nie wia­do­mo­ściami. - Roz­mowy w cza­sie nie­dziel­nych obia­dów czę­sto to­czyły się wo­kół tego, o czym pi­sano w ga­ze­tach[73]. - Ga­zety były w na­szym domu jak ewan­ge­lia[74] - wspo­mi­nała.

Choć No­nie do­ra­stała bli­sko zżyta ze swo­imi ro­dzi­cami[75] i lu­biła spę­dzać z nimi czas, Anna póź­niej wy­znała[76], że jej tatę "wy­cho­wano na wik­to­riań­ską mo­dłę. Nie wy­daje mi się, by jego matka kie­dy­kol­wiek za­mie­niła z nim słowo". Ale No­nie i Char­les chcieli wy­cho­wać swoje dzieci bar­dziej po ame­ry­kań­sku, co ozna­czało an­ga­żo­wa­nie się w ich ży­cie. W bry­tyj­skich do­mach wyż­szych warstw klasy śred­niej dzieci rzadko ja­dły ko­la­cję ra­zem z ro­dzi­cami. U Win­to­urów Anna i jej ro­dzeń­stwo za­wsze brali udział w ko­la­cjach i spo­tka­niach to­wa­rzy­skich ro­dzi­ców, dzięki czemu mieli do­stęp do świata Char­lesa. Fa­scy­nu­jące, in­te­lek­tu­alne to­wa­rzy­stwo oraz nie­zli­czone przy­ję­cia były dla Anny normą od naj­młod­szych lat. A gdy na ko­la­cję nie wpa­dali aku­rat słynni dzien­ni­ka­rze, sami człon­ko­wie ro­dziny po­tra­fili to­czyć przy stole wy­szu­kaną kon­wer­sa­cję[77].

Pod zwierzch­nic­twem Char­lesa "Eve­ning Stan­dard" udo­wod­nił, że ta­bloid może być jed­no­cze­śnie po­pu­li­styczny i wy­ra­fi­no­wany. W tam­tym okre­sie dzien­nik ten był znany jako naj­lep­sza ga­zeta wie­czorna w Lon­dy­nie. (Jak mó­wił sam Char­les, "na pierw­szej stro­nie musi być trup bez głowy zna­le­ziony nad rzeką, a w środku przy­naj­mniej je­den ar­ty­kuł, któ­rego nie może prze­ga­pić do­radca mi­ni­stra fi­nan­sów"[78]). Za­trud­niał ko­re­spon­den­tów za­gra­nicz­nych i pu­bli­ko­wał li­be­ralne ko­men­ta­rze po­li­tyczne, ale nie stro­nił też od te­ma­tów zwią­za­nych z kul­turą i sztuką. Za główny cel wziął so­bie za­in­te­re­so­wa­nie ga­zetą mło­dych czy­tel­ni­ków, a gdy ja­kiś ko­lega py­tał go, na czym po­lega ta­jem­nica jego suk­cesu, od­po­wia­dał:

- Po pro­stu za­trud­nia­łem mło­dych[79].

Ce­nił so­bie zda­nie nie­do­świad­czo­nych pra­cow­ni­ków[80] i sły­nął z tego, że po­tra­fił przejść się po re­dak­cji in­for­ma­cyj­nej tylko po to, by za­py­tać mło­dego dzien­ni­ka­rza, które zdję­cie wo­lałby zo­ba­czyć na pierw­szej stro­nie. Nic dziw­nego, że tak wielu lu­dzi chciało dla niego pra­co­wać.

Jak na re­dak­tora z Fleet Street z tam­tego okresu Char­les nie­zwy­kle do­brze od­no­sił się do uta­len­to­wa­nych ko­biet.

- To był po­czą­tek dru­giej fali fe­mi­ni­zmu, więc prawa ko­biet zro­biły się mod­niej­sze, ale na­dal miały przed sobą długą drogę - opo­wia­dała Ce­lia Bray­field, która w końcu do­stała pracę jako dzien­ni­karka po czte­rech nie­uda­nych pró­bach.

Bray­field za­uwa­żyła, że gdy prze­szła do "Eve­ning Stan­dard" z "Da­ily Mail", na­gle nikt za nią nie gwiz­dał ani nie rzu­cał ko­men­ta­rzy, gdy prze­mie­rzała biu­rowe ko­ry­ta­rze. Pa­no­wała tu kul­tura po­wścią­gli­wo­ści, któ­rej wzo­rzec mu­siał pły­nąć z góry. Gdy pra­co­wała jako wolny strze­lec, Bray­field za­szła w ciążę. Char­les na­le­gał, by wzięła urlop ma­cie­rzyń­ski na ta­kich sa­mych za­sa­dach jak osoba na eta­cie, mimo że, for­mal­nie rzecz bio­rąc, ta­kie upraw­nie­nia jej nie przy­słu­gi­wały. Oczy­wi­stym było, że ko­bie­tom się mniej płaci, ale w od­róż­nie­niu od wielu swo­ich ko­le­gów Char­les po­tra­fił do­ce­nić ich ta­lent.

Choć Char­les wspie­rał i sza­no­wał swój ze­spół, nie ozna­czało to, że był ła­twy w obej­ściu. Jego lu­dzie wie­dzieli, że le­piej nie za­wra­cać mu głowy przed wy­pusz­cze­niem pierw­szej po­ran­nej edy­cji[81]. Na co dzień[82] był ci­chy, chłodny i do­kładny. Char­les nie­ustan­nie mu­siał po­dej­mo­wać de­cy­zje, a tym sa­mym mu­siał je po­dej­mo­wać szybko. Gdy raz w roku za­pra­szał swój ze­spół na obiad, za­bie­rał ze sobą no­tat­nik, żeby móc zer­k­nąć na za­pla­no­waną li­stę te­ma­tów do roz­mowy. Jego wy­mowa, ty­powa dla an­giel­skiej klasy wyż­szej[83], miała prze­ry­wany rytm, jakby jego zda­nia usiane były krop­kami.

- A te­raz. Po­roz­ma­wiajmy. O tej. Spra­wie.

(Wy­ją­tek sta­no­wiło cha­rak­te­ry­styczne dla niego sfor­mu­ło­wa­nie, które zwy­kle wy­bur­ki­wał, gdy ktoś po­peł­nił ja­kiś błąd, jakby to było jedno słowo: "Na­li­to­ść­bo­ską­na­stęp­nym­ra­zem­zrób­to­jak­trzeba!").

Gdy do jego ogrom­nego ga­bi­netu wcho­dził ja­kiś dzien­ni­karz, Char­les pro­sił go o za­ję­cie miej­sca da­leko od swo­jego biurka, po­tem kładł ar­ty­kuł przed sobą, opie­rał czoło o dło­nie i bez słowa czy­tał cały tekst, co spra­wiało, że cze­ka­jącą osobę ogar­niały ogromne zde­ner­wo­wa­nie i nie­po­kój. Męż­czyźni w śred­nim wieku, któ­rzy zwra­cali się do Char­lesa sło­wami "pro­szę pana", aż się ku­lili na ze­bra­niach, gdy rwał na ka­wałki ga­zetę z po­przed­niego dnia, do­ma­ga­jąc się wy­ja­śnień, dla­czego ja­kaś hi­sto­ria urywa się gwał­tow­nie, a inna w ogóle nie uj­rzała świa­tła dzien­nego. Bray­field opo­wia­dała:

- Lu­dzie tak się go bali, że kła­dli uszy po so­bie, gdy prze­cho­dził obok. Ku­lili się nad ma­szy­nami do pi­sa­nia pod pre­sją sa­mego jego au­to­ry­tetu[84].

Pra­cow­nicy pu­chli z dumy, gdy na dole ich ar­ty­ku­łów wy­ra­żał swoją apro­batę po­je­dyn­czym sło­wem: "wspa­niale".

Nie­ważne, jak bar­dzo bali się Char­lesa, sza­no­wali go i chcieli za­słu­żyć na jego po­chwałę.

- Był fa­scy­nu­ją­cym czło­wie­kiem, wszy­scy by­li­śmy pod jego wra­że­niem - wy­ja­śniła Va­le­rie Grove, która dla niego pi­sała[85].

Na prze­kór temu, jak po­strze­gali go inni lu­dzie[86], w oczach Anny jej oj­ciec był "cie­pły i cu­downy" i nie po­tra­fiła zro­zu­mieć, czemu mó­wią na niego w pracy Chłodny Char­lie. Bro­niła go w wy­wia­dzie udzie­lo­nym w 1999 roku, mó­wiąc:

- Moim zda­niem to nie miało nic wspól­nego z jego oso­bo­wo­ścią.

W przy­szło­ści wiele osób bę­dzie tak samo po­strze­gać ją samą.

Poza pracą[87], zwłasz­cza pod­czas pro­szo­nych ko­la­cji, Char­les był mniej onie­śmie­la­jący. Uwiel­biał plot­ko­wać i od czasu do czasu hi­sto­ria do­ty­cząca ko­goś zna­jo­mego spra­wiała, że wy­bu­chał za­ska­ku­jąco gło­śnym, roz­ba­wio­nym śmie­chem. Czę­sto wie­czo­rami zo­sta­wiali[88] dzieci z nia­nią i wy­cho­dzili z No­nie na przy­ję­cie, do te­atru lub opery, bo Char­les uwa­żał, że po­ka­zy­wa­nie się to nie­zbędna część jego pracy. Twier­dził, że wzięty re­dak­tor musi "przyj­mo­wać wię­cej za­pro­szeń, niżby chciał, i znać wię­cej osób, niż ma na to ochotę"[89]. Jed­nak w któ­rymś mo­men­cie No­nie prze­stała z nim wy­cho­dzić[90] i od tego czasu Char­les po­ka­zy­wał się bez niej.

Ze­spół Char­lesa uwa­żał[91], że jego suk­ces jest w pełni za­słu­żony, choć prze­bą­ki­wano też, że jego awans był po czę­ści na­grodą za sto­icyzm i woj­skową nie­malże dys­cy­plinę, którą pra­cow­nicy po­strze­gali jako coś uni­kal­nie win­to­uriań­skiego: po­wstrzy­ma­nie łez, za­pa­no­wa­nie nad szo­kiem, dal­sze wy­ko­ny­wa­nie pracy, jakby wła­śnie nie wy­da­rzył się naj­więk­szy kosz­mar każ­dego ro­dzica. Jego lu­dzie tę samą że­la­zną dys­cy­plinę za­uważą póź­niej rów­nież u jego naj­star­szej córki.

A jed­nak błę­dem by­łoby stwier­dze­nie, że na po­dej­ście Anny wpły­nął tylko jej oj­ciec. Ar­thur Schle­sin­ger okre­ślił No­nie[92] jako "in­te­li­gentną, dow­cipną i kry­tyczną", ob­da­rzoną "wy­ostrzo­nym zmy­słem wy­czu­wa­nia sła­bo­ści in­nych". Za­uwa­żył też, że jej cy­niczna na­tura mo­gła być ro­dza­jem "sa­mo­obrony, bo No­nie była chyba wy­jąt­kowo wraż­liwa". Do­dał jesz­cze, że "wspa­niale było prze­by­wać w jej to­wa­rzy­stwie, do­póki nie ob­rała so­bie cie­bie za cel". Zna­jomi i ko­le­dzy Anny po­wie­dzie­liby o niej to samo.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki

Przy­pisy

Wstęp
[1] Roz­mowa z Phil­li­pem Pi­car­dim prze­pro­wa­dzona 10 sierp­nia 2020, jak rów­nież roz­mowy z kil­koma oso­bami obec­nymi na tym ze­bra­niu.
[2] Roz­mowy nie­ofi­cjalne z dwiema oso­bami.
[3] Roz­mowa z Phil­li­pem Pi­car­dim.
[4] Roz­mowy nie­ofi­cjalne z dwiema oso­bami.
[5] Roz­mowa z Phil­li­pem Pi­car­dim.
[6] Roz­mowy z kil­koma oso­bami obec­nymi na tym ze­bra­niu.
[7] Roz­mowa z Phil­li­pem Pi­car­dim, jak rów­nież roz­mowy z kil­koma oso­bami obec­nymi na tym ze­bra­niu.
[8] Ale­xan­dra Ste­igrad, Did Anna Win­tour and Vo­gue's Hil­lary Clin­ton Ad­vo­cacy Go Too Far?, "WWD", 9 li­sto­pada 2016.
[9] Roz­mowa au­torki z rzecz­ni­kiem pra­so­wym Hil­lary Clin­ton prze­pro­wa­dzona 24 czerwca 2021; roz­mowa z Bo­bem Sau­er­ber­giem prze­pro­wa­dzona 13 lipca 2021.
[10] Roz­mowa z Shel­bym Bry­anem prze­pro­wa­dzona 21 lipca 2021.
[11] Roz­mowa z Phil­li­pem Pi­car­dim, jak rów­nież roz­mowy z kil­koma oso­bami obec­nymi na tym ze­bra­niu.
[12] Roz­mowy z kil­koma oso­bami obec­nymi na tym ze­bra­niu.
[13] Roz­mowa ze Ste­pha­nie Win­ston Wol­koff prze­pro­wa­dzona 1 maja 2021.
[14] Fiona Sinc­lair Scott, Chri­stiane Aman­pour, CNN Exc­lu­sive. Anna Win­tour Says It's Time to Stand Up for What You Be­lieve In, CNN.com, 19 kwiet­nia 2019, cnn.com, bit.ly/3R5i­znP, do­stęp: 29.08.2023.
[15] Roz­mowa z Shel­bym Bry­anem prze­pro­wa­dzona 21 lipca 2021.
[16] Roz­mowy z kil­koma oso­bami obec­nymi na tym ze­bra­niu.
[17] Roz­mowa z Phil­li­pem Pi­car­dim, jak rów­nież roz­mowy z kil­koma oso­bami obec­nymi na tym ze­bra­niu.
[18] Roz­mowa z Phil­li­pem Pi­car­dim.
[19] Roz­mowa nie­ofi­cjalna.
[20] Roz­mowa nie­ofi­cjalna.
[21] Roz­mowa ze Ste­pha­nie Win­ston Wol­koff prze­pro­wa­dzona 1 maja 2021.
[22] Roz­mowa nie­ofi­cjalna.
[23] Ste­pha­nie Win­ston Wol­koff, Me­la­nia and Me, New York: Gal­lery, 2020, s. 335.
[24] Roz­mowa ze Ste­pha­nie Win­ston Wol­koff.
[25] Roz­mowa z Lau­rie Schech­ter prze­pro­wa­dzona 14 lu­tego 2020.
[26] Roz­mowa z Grace Cod­ding­ton prze­pro­wa­dzona 19 grud­nia 2020.
[27] Roz­mowa z Tonne Go­od­man prze­pro­wa­dzona 10 czerwca 2021.
[28] Roz­mowa z Sally Sin­ger prze­pro­wa­dzona 14 stycz­nia 2021.
[29] Roz­mowa z An­dré Le­onem Tal­leyem prze­pro­wa­dzona 20 marca 2021.
[30] Mejl do au­torki od rzecz­nika pra­so­wego Me­tro­po­li­tan Mu­seum of Art z 14 czerwca 2021.
[31] Roz­mowy nie­ofi­cjalne z dwiema oso­bami.
[32] Roz­mowa z To­mem For­dem prze­pro­wa­dzona 22 paź­dzier­nika 2020.
[33] Roz­mowy nie­ofi­cjalne z dwiema oso­bami.
[34] Roz­mowa z Mar­kiem Hol­gate'em prze­pro­wa­dzona 15 lipca 2021.
[35] Roz­mowa z An­na­bel Ho­din prze­pro­wa­dzona 20 maja 2019.
[36] Roz­mowa z Anne McNally prze­pro­wa­dzona 6 maja 2021.
[37] Roz­mowa z Emmą So­ames prze­pro­wa­dzona 17 maja 2021.
[38] Ese­mes od Ste­pha­nie Win­ston Wol­koff da­to­wany na 2 maja 2021.
[39] Mejl od Jill Dem­ling da­to­wany na 21 czerwca 2021.
[40] Roz­mowy z Anne McNally, Mi­randą Bro­oks, Emmą So­ames oraz in­nymi.
[41] Roz­mowa nie­ofi­cjalna; An­dré Leon Tal­ley, The Chif­fon Tren­ches, New York: Bal­lan­tine, 2020, iBook, s. 307.
Roz­dział 1
[1] Dane z bazy in­for­ma­cji na te­mat nie­ży­ją­cych uczniów Radc­liffe do­ty­czące Ele­anor Trego Ba­ker.
[2] Pro­fes­sor Ba­ker of Law School Dies at Age 78, "Ha­rvard Crim­son", 8 li­sto­pada 1966.
[3] Te­sta­ment oraz do­ku­menty fun­du­szu po­wier­ni­czego Ral­pha Ba­kera uwie­rzy­tel­nione przez Sąd Hrab­stwa Mid­dle­sex w sta­nie Mas­sa­chu­setts.
[4] Ar­thur M. Schle­sin­ger Ju­nior, A Life in the Twen­tieth Cen­tury. In­no­cent Be­gin­nings, 1917-1950, New York: Ho­ugh­ton Mif­flin, 2000, s. 201.
[5] Mi­chael Le­ap­man, Obi­tu­ary. Char­les Win­tour, "In­de­pen­dent", 5 li­sto­pada 1999.
[6] Miss Ele­anor Ba­ker, "Har­ris­burg (PA) Te­le­graph", 6 stycz­nia 1949.
[7] Ar­thur M. Schle­sin­ger, A Life in the Twen­tieth Cen­tury, dz. cyt., s. 192.
[8] Char­les Win­tour, The Rise and Fall of Fleet Street, Lon­don: Hut­chin­son, 1989, s. xi.
[9] Dane z bazy in­for­ma­cji na te­mat nie­ży­ją­cych uczniów Radc­liffe do­ty­czące Ele­anor Trego Ba­ker.
[10] Nie­da­to­wany list Char­lesa Win­to­ura do Ar­thura Schle­sin­gera, akta Ar­thura M. Schle­sin­gera, Dział Rę­ko­pi­sów i Ar­chi­wum w No­wo­jor­skiej Bi­blio­tece Pu­blicz­nej (da­lej cy­to­wane jako akta Schle­sin­gera, NYPL).
[11] List Char­lesa Win­to­ura do Ar­thura Schle­sin­gera, da­to­wany na 2 lipca 1939, akta Schle­sin­gera, NYPL.
[12] Sept. 1, 1939 | Nazi Ger­many In­va­des Po­land, Star­ting World War II, "New York Ti­mes", 1 wrze­śnia 2011, ny­ti­mes.com, bit.ly/3R0m­lOZ, do­stęp: 29.08.2023.
[13] Char­les Win­tour, The Rise and Fall of Fleet Street, dz. cyt., s. xii.
[14] Nie­da­to­wany list Char­lesa Win­to­ura do Ar­thura Schle­sin­gera, akta Schle­sin­gera, NYPL.
[15] List Char­lesa Win­to­ura do Ar­thura Schle­sin­gera da­to­wany na 12 wrze­śnia 1939, akta Schle­sin­gera, NYPL.
[16] C. Pe­ter Chen, Bat­tle of Bri­tain, World War II Da­ta­base, 10 lipca 2010, ww2db.com, bit.ly/44A­cjr4, do­stęp: 29.08.2023.
[17] List Char­lesa Win­to­ura do Ar­thura Schle­sin­gera da­to­wany na 14 lu­tego 1940, akta Schle­sin­gera, NYPL.
[18] List No­nie Win­tour do Ar­thura Schle­sin­gera da­to­wany na 7 lu­tego 1940, akta Schle­sin­gera, NYPL.
[19] Za­po­wie­dzi mał­żeń­skie ogło­szone przez Ba­ke­rów, akta Schle­sin­gera, NYPL.
[20] List Char­lesa Win­to­ura do Ar­thura Schle­sin­gera da­to­wany na 30 lipca 1940, akta Schle­sin­gera, NYPL.
[21] List Char­lesa Win­to­ura do Ar­thura Schle­sin­gera da­to­wany na 7 czerwca 1939 oraz nie­da­to­wany list do Ar­thura Schle­sin­gera, akta Schle­sin­gera, NYPL.
[22] List Char­lesa Win­to­ura do Ar­thura Schle­sin­gera da­to­wany na 22 sierp­nia 1940, akta Schle­sin­gera, NYPL.
[23] Roz­mowa nie­ofi­cjalna.
[24] List Char­lesa Win­to­ura do Ar­thura Schle­sin­gera da­to­wany na 22 sierp­nia 1940, akta Schle­sin­gera, NYPL.
[25] List Char­lesa Win­to­ura do Ar­thura Schle­sin­gera da­to­wany na 23 grud­nia 1940, akta Schle­sin­gera, NYPL.
[26] List Char­lesa Win­to­ura do Ar­thura Schle­sin­gera da­to­wany na 24 li­sto­pada 1945, akta Schle­sin­gera, NYPL.
[27] List Char­lesa Win­to­ura do Ar­thura Schle­sin­gera da­to­wany na 1 marca 1941, akta Schle­sin­gera, NYPL.
[28] List Char­lesa Win­to­ura do Ar­thura Schle­sin­gera da­to­wany na 11 paź­dzier­nika 1944, akta Schle­sin­gera, NYPL.
[29] Tamże.
[30] List Char­lesa Win­to­ura do Ar­thura Schle­sin­gera da­to­wany na 2 lu­tego 1942, akta Schle­sin­gera, NYPL.
[31] Li­sty Char­lesa Win­to­ura do Ar­thura Schle­sin­gera da­to­wane na 29 marca 1944 oraz 11 paź­dzier­nika 1944, akta Schle­sin­gera, NYPL.
[32] List Char­lesa Win­to­ura do Ar­thura Schle­sin­gera da­to­wany na 6 lipca 1945, akta Schle­sin­gera, NYPL.
[33] Hi­story of Wal­dorf Asto­ria Ver­sa­il­les - Tria­non Pa­lace, tria­non­pa­lace.fr, bit.ly/3Pi­VM6H, do­stęp: 29.08.2023.
[34] Char­les Win­tour, The Rise and Fall of Fleet Street, dz. cyt., s. xi.
[35] In the Be­aver's News King­dom Em­pire Pro­pa­ganda Co­mes First, "New­sweek", 28 kwiet­nia 1952.
[36] Wo­odrow Wy­att, Be­aver­brook. The Last of the Press Lords, "Har­per's", li­piec 1956, s. 48.
[37] In the Be­aver's News King­dom Em­pire Pro­pa­ganda Co­mes First, "New­sweek", 28 kwiet­nia 1952.
[38] Wo­odrow Wy­att, Be­aver­brook. The Last of the Press Lords, "Har­per's", li­piec 1956 roku.
[39] Char­les Win­tour, The Rise and Fall of Fleet Street, dz. cyt., s. xii.
[40] Tamże.
[41] Te­le­gram Char­lesa Win­to­ura do Ar­thura Schle­sin­gera da­to­wany na 28 wrze­śnia 1945, akta Schle­sin­gera, NYPL.
[42] Char­les Win­tour, The Rise and Fall of Fleet Street, dz. cyt., s. xii.
[43] List Char­lesa Win­to­ura do Ar­thura Schle­sin­gera da­to­wany na 24 li­sto­pada 1945, akta Schle­sin­gera, NYPL.
[44] List Char­lesa Win­to­ura do Ar­thura Schle­sin­gera da­to­wany na 2 lu­tego 1946, akta Schle­sin­gera, NYPL.
[45] List Char­lesa Win­to­ura do Ar­thura Schle­sin­gera da­to­wany na 11 paź­dzier-nika 1947, akta Schle­sin­gera, NYPL.
[46] List Char­lesa Win­to­ura do Ar­thura Schle­sin­gera da­to­wany na 16 lu­tego 1948, akta Schle­sin­gera, NYPL.
[47] List Char­lesa Win­to­ura do Ar­thura Schle­sin­gera da­to­wany na 17 li­sto­pada 1949, akta Schle­sin­gera, NYPL.
[48] List Char­lesa Win­to­ura do Ar­thura Schle­sin­gera da­to­wany na 18 czerwca 1950, akta Schle­sin­gera, NYPL.
[49] Jerry Op­pen­he­imer, Front Row. Anna Win­tour. What Lies Be­ne­ath the Chic Exte­rior of Vo­gue's Edi­tor in Chief, New York: St. Mar­tin's Grif­fin, 2006, s. 6.
[50] Ra­port na te­mat śmierci oby­wa­tela ame­ry­kań­skiego, Ge­ralda Jack­sona Win­to­ura, da­to­wany na 28 sierp­nia 1951; akt zgonu Ge­ralda Jack­sona Win­to­ura z pod­okręgu Hamp­stead Pół­noc w Dziel­nicy Sto­łecz­nej Hamp­stead.
[51] Roz­mowa z Mary Kenny prze­pro­wa­dzona 25 lipca 2019.
[52] List Char­lesa Win­to­ura do Ar­thura Schle­sin­gera da­to­wany na 11 sierp­nia 1949, akta Schle­sin­gera, NYPL.
[53] Roz­mowa z Mary Kenny.
[54] List Char­lesa Win­to­ura do Ar­thura Schle­sin­gera da­to­wany na 11 lipca 1951, akta Schle­sin­gera, NYPL.
[55] List Char­lesa Win­to­ura do Ar­thura Schle­sin­gera da­to­wany na 18 li­sto­pada 1951, akta Schle­sin­gera, NYPL.
[56] Li­sta pa­sa­że­rów statku Qu­een Eli­za­beth, który wy­pły­nął z So­uthamp­ton 21 lipca 1951; list Char­lesa Win­to­ura do Ar­thura Schle­sin­gera da­to­wany na 11 lipca 1951, akta Schle­sin­gera, NYPL.
[57] List Char­lesa Win­to­ura do Ar­thura Schle­sin­gera da­to­wany na 18 li­sto­pada 1951, akta Schle­sin­gera, NYPL; li­sta pa­sa­że­rów z roku 1951.
[58] Roz­mowa z Vi­vienne La­sky prze­pro­wa­dzona 19 lipca 2019.
[59] In Be­aver­brook's News King­dom, Em­pire Pro­pa­ganda Co­mes First, "New­sweek", 28 kwiet­nia 1952.
[60] List No­nie Win­tour do Ar­thura Schle­sin­gera da­to­wany na 18 marca 1958 lub 1959; nie­da­to­wany list No­nie Win­tour do Mi­riam Schle­sin­ger, akta Schle­sin­gera, NYPL.
[61] Jerry Op­pen­he­imer, Front Row..., dz. cyt., s. 8-9.
[62] List Char­lesa Win­to­ura do Ar­thura Schle­sin­gera da­to­wany na 16 stycz­nia 1957, akta Schle­sin­gera, NYPL.
[63] Anna Win­tour, wy­wiad prze­pro­wa­dzony przez Tinę Brown, kon­fe­ren­cja Wo­men in the World, Nowy Jork, 12 kwiet­nia 2019.
[64] Roz­mowa z Emmą So­ames prze­pro­wa­dzona 17 maja 2021; z An­dré Le­onem Tal­leyem prze­pro­wa­dzona 20 marca 2021; i z in­nymi.
[65] Roz­mowa nie­ofi­cjalna.
[66] Char­les Win­tour, The Rise and Fall of Fleet Street, dz. cyt., s. xiii; Edi­tor­ship Change, "Da­ily Te­le­graph", 24 kwiet­nia 1959.
[67] Roz­mowa z Vi­vienne La­sky prze­pro­wa­dzona 19 lipca 2019.
[68] Roz­mowa z Anne McNally prze­pro­wa­dzona 6 maja 2021; z Lau­rie Jo­nes prze­pro­wa­dzona 20 maja 2021; i z in­nymi.
[69] Roz­mowa z Vi­vienne La­sky prze­pro­wa­dzona 24 lipca 2019; list Char­lesa Win­to­ura do Ar­thura Schle­sin­gera da­to­wany na 14 kwiet­nia 1957, akta Schle­sin­gera, NYPL; Ke­vin Gray, The Sum­mer of Her Di­scon­tent, "New York", 20 wrze­śnia 1999, ny­mag.com, bit.ly/3R5o­dX3, do­stęp: 29.08.2023.
[70] Char­les Win­tour, Pres­su­res on the Press, Lon­don: An­dré Deutsch, 1972, s. 5-20.
[71] Luke Le­itch, Anna Win­tour. Be­ne­ath the Bob, "Te­le­graph", 21 li­sto­pada 2012, te­le­graph.co.uk, bit.ly/3P3DapY, do­stęp: 29.08.2023.
[72] Ke­vin Gray, The Sum­mer of Her Di­scon­tent, dz. cyt.
[73] Roz­mowa z Vi­vienne La­sky.
[74] Ke­vin Hay­nes, Anna's Big Year, "WWD", 10 li­sto­pada 1989.
[75] Nie­da­to­wany list No­nie Win­tour do Ar­thura Schle­sin­gera, akta Schle­sin­gera, NYPL.
[76] The Sep­tem­ber Is­sue, reż. R.J. Cu­tler, 2009; New York; A&E In­die Films and Ac­tual Re­ality Pic­tu­res.
[77] Roz­mowa z Vi­vienne La­sky prze­pro­wa­dzona 11 sierp­nia 2019.
[78] Ma­gnus Lin­kla­ter, Chilly Char­lie. The Edi­tor with a Real To­uch of Ge­nius. A Tri­bute to One of the Giants of Mo­dern Bri­tish Jo­ur­na­lism, "Da­ily Mail", 5 li­sto­pada 1999.
[79] Char­les Win­tour. Edi­tor as Vi­tal Ta­lent Spot­ter and Men­tor, "47 Shoe Lane", 1 li­sto­pada 2015, 47sho­elane.word­press.com, bit.ly/45s6mh3, do­stęp: 29.08.2023.
[80] Roz­mowa z Mary Kenny.
[81] Roz­mowa z Ce­lią Bray­field prze­pro­wa­dzona 17 lipca 2019.
[82] Roz­mowy z Mary Kenny, Ce­lią Bray­field i in­nymi, któ­rzy pra­co­wali dla Char­lesa.
[83] Roz­mowa z Va­le­rie Grove prze­pro­wa­dzona 1 sierp­nia 2019.
[84] Roz­mowa z Ce­lią Bray­field.
[85] Roz­mowa z Va­le­rie Grove prze­pro­wa­dzona 1 sierp­nia 2019.
[86] Ke­vin Gray, The Sum­mer of Her Di­scon­tent, dz. cyt.
[87] Roz­mowa z Va­le­rie Grove.
[88] Geo­r­gina Ho­well, Two of a Type, "Sun­day Ti­mes", 13 lipca 1986.
[89] Char­les Win­tour, Pres­su­res on the Press, dz. cyt., s. 5-20.
[90] Roz­mowa z Vi­vienne La­sky prze­pro­wa­dzona 16 lipca 2019.
[91] Roz­mowa z Mary Kenny prze­pro­wa­dzona 25 lipca 2019.
[92] Jerry Op­pen­he­imer, Front Row, dz. cyt., s. 3.
[1*] Jej przy­ja­ciele nie są zgodni, czy sama Anna jest eks­tra­wer­tyczką czy in­tro­wer­tyczką.

Wstęp

Na no­sie miała oczy­wi­ście oku­lary prze­ciw­sło­neczne.

Anna Win­tour wkro­czyła na ze­bra­nie ze­społu "Vo­gue'a" o wpół do je­de­na­stej rano i po­wio­dła wzro­kiem po twa­rzach osób ze­bra­nych wo­kół stołu. Po­przed­niego wie­czora wiele z nich pra­co­wało do późna nad ar­ty­ku­łami, w któ­rych pró­bo­wały wy­ja­śnić to, co nie miało pre­ce­densu. Inne po pro­stu spę­dziły wie­czór we łzach, prze­ra­żone i zszo­ko­wane tym, co za­szło[1]. Anna miała ogromny wpływ na wiele rze­czy, ale wy­nik tych wy­bo­rów do nich nie na­le­żał.

Był 9 li­sto­pada 2016 roku. Hil­lary Clin­ton prze­grała, po­mimo peł­nej apro­baty "Vo­gue'a", nie wy­łą­cza­jąc otwar­tego po­par­cia jej kan­dy­da­tury, co zda­rzyło się po raz pierw­szy w 124-let­niej hi­sto­rii ma­ga­zynu. Anna jed­nak roz­po­częła dzień jak zwy­kle. Wsta­wała o pią­tej rano, o pią­tej trzy­dzie­ści lub o szó­stej miała tre­ning (w za­leż­no­ści od tego, czy tego kon­kret­nego dnia przy­pa­dała jedna z dwóch w ty­go­dniu se­sji te­nisa czy też ćwi­cze­nia z tre­ne­rem), przez pół go­dziny sie­działa w fo­telu pro­fe­sjo­nal­nego fry­zjera i ma­ki­ja­ży­sty, a po­tem od­wo­żono ją do biura w 1 World Trade Cen­ter, gdzie cze­kały na nią trzy asy­stentki oraz śnia­da­nie - latte na peł­nym mleku i muf­finka z ja­go­dami ze Star­bucksa, któ­rej pra­wie nie ru­szała[2].

Tam­tego ranka po­ja­wiła się w re­dak­cji w wy­so­kich bot­kach ze skóry py­tona[3] i su­kience z czer­wo­nym na­dru­kiem. Za­raz po wej­ściu ka­zała pierw­szej asy­stentce zwo­łać ze­bra­nie ca­łego ze­społu. Po­le­ce­nia wy­da­wane asy­stent­kom za­wsze miały tę samą formę - w dzień i w nocy, w ciągu ty­go­dnia i w week­endy, za­wsze przy­cho­dziły od niej mejle po­zba­wione ty­tułu. Jej har­mo­no­gram był dro­bia­zgowo roz­pla­no­wany, ale to kon­kretne ze­bra­nie wy­sko­czyło w ostat­niej chwili. Co wię­cej, Anna po­pro­siła asy­stentki o wzię­cie w nim udziału, co było nie­ty­powe. Nikt nie wie­dział, jaki jest cel tego ze­bra­nia, ale wszy­scy wie­dzieli, że je­śli Anna je za­rzą­dziła, to na­leży po­ja­wić się przed cza­sem, w prze­ciw­nym wy­padku bę­dzie to ozna­czało spóź­nie­nie[4].

Tam­tego dnia Phil­lip Pi­cardi, dy­rek­tor wy­daw­ni­czy strony in­ter­ne­to­wej "Teen Vo­gue'a"[5], po­zwo­lił swo­jemu ze­spo­łowi na pracę z domu. Po raz pierw­szy w hi­sto­rii ma­ga­zynu re­la­cjo­no­wali bo­wiem wy­bory na żywo, co ozna­czało pracę do późna i próby wy­ja­śnie­nia wy­gra­nej Do­nalda Trumpa mi­lio­nom na­sto­la­tek, które ocze­ki­wały do­wodu na to, że one też mogą osią­gnąć wszystko, tak jak Anna.

O siód­mej trzy­dzie­ści rano, za­le­d­wie trzy go­dziny po tym, jak Pi­cardi za­rzą­dził ko­niec dnia, skon­tak­to­wał się z nim jego asy­stent z in­for­ma­cją o zwo­ła­nym przez Annę ze­bra­niu ca­łego ze­społu. Ob­dzwo­nił więc swo­ich zmę­czo­nych, emo­cjo­nal­nie wy­czer­pa­nych lu­dzi i ka­zał im przyjść do re­dak­cji.

Fo­tele przy bia­łym stole kon­fe­ren­cyj­nym[6] się za­peł­niały, lu­dzie tło­czyli się też za nimi, szczel­nie wy­peł­nia­jąc po­miesz­cze­nie w ocze­ki­wa­niu na Annę. Ze­spół "Vo­gue'a" sły­nął z do­pra­co­wa­nego wy­glądu, ale jak wspo­mina Pi­cardi, tam­tego ranka wszy­scy - poza Anną - wy­glą­dali źle albo jesz­cze go­rzej.

Jedną z naj­moc­niej­szych stron Anny jako biz­nes­menki i li­derki było to, że nic nie mo­gło sta­nąć jej na dro­dze lub jej spo­wol­nić - ani po­ród, ani emo­cje, ani kor­po­ra­cyjne pier­doły, ani prze­grana. Te­raz wy­czuła, zgod­nie z prawdą, że jej lu­dzie po­trze­bują za­strzyku tego sa­mego.

- Dziś uka­zał się ar­ty­kuł[7], w któ­rym oskarża się mnie o to, że po­szłam za da­leko w po­par­ciu dla Hil­lary Clin­ton, pierw­szej ko­biety w hi­sto­rii, która wy­wal­czyła so­bie no­mi­na­cję pre­zy­dencką de­mo­kra­tów - po­wie­działa, sto­jąc przed całą re­dak­cją. Miała na my­śli ar­ty­kuł opu­bli­ko­wany tego ranka w mo­do­wej ga­ze­cie bran­żo­wej "Wo­men's Wear Da­ily" (zna­nej po­wszech­nie jako "WWD"), opa­trzony na­głów­kiem: Czy Anna Win­tour i "Vo­gue" po­su­nęli się za da­leko w po­par­ciu dla Hil­lary Clin­ton?

"Te­raz, gdy te za­cięte wy­bory mamy już za sobą, "Vo­gue", ma­ga­zyny ko­biece oraz branża mo­dowa stoją przed licz­nymi py­ta­niami - gło­sił da­lej ar­ty­kuł. - Oto nie­które z nich: Czy "Vo­gue" stra­cił wia­ry­god­ność w oczach swo­ich czy­tel­ni­czek? Czy ma­ga­zyny ko­biece po­winny zaj­mo­wać się te­ma­tami ro­dem z ser­wi­sów in­for­ma­cyj­nych? Czy Anna po­su­nęła się za da­leko w swo­jej roli re­dak­torki?"[8]

Krą­żyły po­gło­ski, że Anna ma na oku po­sadę am­ba­sa­dora, co ozna­cza­łoby ko­niec jej rzą­dów w "Vo­gue'u". Clin­ton uwa­żała, że Anna[9] by­łaby świetną am­ba­sa­dorką, i jej kan­dy­da­turę rze­czy­wi­ście brano pod uwagę, ale jak po­wie­dział do­radca Clin­ton, for­malny pro­ces no­mi­na­cji na te sta­no­wi­ska jesz­cze się nie roz­po­czął. Za­równo dla ko­mi­tetu wy­bor­czego de­mo­kratki, jak i dla szefa Anny nie było ja­sne, czy ona sama by­łaby taką po­sadą za­in­te­re­so­wana. Jej ów­cze­sny na­rze­czony[10], Shelby Bryan, po­wie­dział:

- Gdyby za­pro­po­no­wano jej po­sadę am­ba­sa­dora w Wiel­kiej Bry­ta­nii, my­ślę, że mu­sia­łaby się nad tym bar­dzo po­waż­nie za­sta­no­wić.

Anna po­wio­dła wzro­kiem po swoim ze­spole[11] zgro­ma­dzo­nym w po­koju kon­fe­ren­cyj­nym i cią­gnęła da­lej:

- Chcia­ła­bym tylko za­pew­nić wszyst­kich obec­nych tu dzi­siaj, wszyst­kich, któ­rzy dla mnie pra­cują, że je­śli po­pie­ra­nie praw osób LGBTQ, po­pie­ra­nie praw ko­biet, wspie­ra­nie ko­biet ubie­ga­ją­cych się o wy­so­kie urzędy, po­pie­ra­nie imi­gran­tów, po­pie­ra­nie lu­dzi z ca­łego kraju wal­czą­cych o rów­ność to po­su­wa­nie się za da­leko, to mam na­dzieję, że wszy­scy co­dzien­nie po­su­wamy się za da­leko.

Gdy mó­wiła, głos jej za­drżał[12]. To się zda­rzało rzadko[13] i da­wało na tyle ła­two za­uwa­żyć, że była pod­władna Anny, Ste­pha­nie Win­ston Wol­koff, ochrzciła to ter­mi­nem "chru­pot". Lu­dzie z "Vo­gue'a" zda­wali so­bie sprawę z tego, że prze­grana Clin­ton za­bo­lała Annę, ale nie spo­dzie­wali się uzy­skać po­twier­dze­nia tego faktu od niej sa­mej, od ko­biety, która prak­tycz­nie ni­gdy nie oka­zy­wała emo­cji w pracy, co wię­cej, była tak temu prze­ciwna, że przez więk­szość ży­cia kryła każdą na­miastkę emo­cji przed resztą świata za oku­la­rami prze­ciw­sło­necz­nymi. Kie­dyś opi­sała je w wy­wia­dzie udzie­lo­nym CNN jako "wy­bit­nie uży­teczne"[14], gdy chce się ukryć, co się na­prawdę my­śli albo czuje; okre­śliła je swoją "pod­porą". Ale te­raz jej ma­ska opa­dła i Anna zro­biła coś, czego nie zro­biła po­przed­niego wie­czora[15].

Za­częła pła­kać[16].

Za­wsze parła do przodu, nie tra­ciła czasu na roz­pa­mię­ty­wa­nie tego, co by mo­gło być. To zwy­kle dzia­łało.

- On jed­nak jest te­raz pre­zy­den­tem[17] - po­wie­działa. - Mu­simy zna­leźć spo­sób na to, by się da­lej roz­wi­jać.

Po­wie­działa, co miała do po­wie­dze­nia, i wy­szła[18]. Lu­dzie przy­jęli jej słowa okla­skami, po czym za­jęli się wy­sy­ła­niem ese­me­sów[19] do każ­dego, kto - z ja­kie­go­kol­wiek po­wodu: czy była to se­sja zdję­ciowa, po­dróż, czy inne sprawy - nie mógł być w re­dak­cji. "O Boże - Anna wła­śnie się przy wszyst­kich roz­pła­kała".

Jesz­cze przed in­au­gu­ra­cją Trumpa[20], gdy jej ze­spół na­dal pró­bo­wał po­ra­dzić so­bie z emo­cjami, Anna nie­chęt­nie wy­cią­gnęła po­jed­naw­czą dłoń. W prze­szło­ści nie­raz go­ściła na swo­ich spo­tka­niach Trumpa, który wy­da­wał się za­in­te­re­so­wany jej wpły­wami i apro­batą, pod­czas gdy ona była za­in­te­re­so­wana jego ksią­żeczką cze­kową. Przez jego córkę, Ivankę, starą zna­jomą, umó­wiła się te­raz na spo­tka­nie z nim w Trump To­wer. Do­nald po­wie­dział swo­jej żo­nie, Me­la­nii, że Anna przyj­dzie się z nim zo­ba­czyć. We­dług ów­cze­snej przy­ja­ciółki Me­la­nii, Ste­pha­nie Win­ston Wol­koff, fakt, że Me­la­nia nie do­wie­działa się o wi­zy­cie Anny od niej sa­mej, tak ją ura­ził, że na­wet się z nią nie przy­wi­tała. Me­la­nia nie po­tra­fiła zro­zu­mieć, że za­pra­szano ją na spo­tka­nia Anny nie dla­tego, że były przy­ja­ciół­kami, lecz tylko dla­tego, że w lu­tym 2005 roku po­ja­wiła się na okładce "Vo­gue'a"[21].

Anna po­sta­no­wiła, że przy­pro­wa­dzi Do­nalda do 1 World Trade Cen­ter na spo­tka­nie z in­nymi re­dak­to­rami na­czel­nymi ze stajni Condé Nast. Jak do­brze wie­dzieli lu­dzie z jej oto­cze­nia, mo­tywy Anny cza­sem nie były oczy­wi­ste, ale za­wsze krył się za nimi ja­kiś plan. W końcu kto by nie chciał się spo­tkać z pre­zy­den­tem elek­tem?[22] - tak po­strze­gali jej spo­sób my­śle­nia lu­dzie obecni na spo­tka­niu z Trum­pem. Jej ze­spół dwu­krot­nie pró­bo­wał[23] - raz jesz­cze przed in­au­gu­ra­cją Trumpa, a raz po­tem - sfo­to­gra­fo­wać Me­la­nię dla "Vo­gue'a". Ona jed­nak od­ma­wiała, po czę­ści dla­tego, że nie mo­gli jej za­gwa­ran­to­wać okładki.

- Mam w du­pie "Vo­gue'a" i inne ma­ga­zyny - po­wie­działa.

Ale zda­niem Win­ston Wol­koff, "Vo­gue'a" jed­nak nie miała w du­pie[24]. Chciała znowu zna­leźć się na okładce.

Anna Win­tour zaj­mo­wała sta­no­wi­sko na­czel­nej "Vo­gue'a" od 1988 roku i była jedną z naj­po­tęż­niej­szych po­staci w me­diach.

- Nie wiem do­kład­nie[25], co ta­kiego Anna ma w so­bie - po­wie­działa Lau­rie Schech­ter, jej asy­stentka z wcze­snego okresu. - Ale gdyby można to było za­bu­tel­ko­wać, zbi­łaby na tym mi­liardy do­la­rów, bo to po pro­stu coś jak z bajki.

A jed­nak wiele osób, z któ­rymi prze­pro­wa­dzi­łam roz­mowy do tej książki, nie umiało wy­ja­śnić, dla­czego Anna ma taką moc i na czym wła­ści­wie ta moc po­lega.

Od po­nad trzech de­kad "Vo­gue'a" i jego od­nóg to ona wy­zna­cza nie tylko mo­dowe trendy, ale także stan­dardy piękna, to ona mówi mi­lio­nom lu­dzi, co ku­pić, jak wy­glą­dać i na kogo zwra­cać uwagę. To ona de­cy­duje o tym, któ­rych ce­le­bry­tów i mo­deli fo­to­gra­fo­wać oraz w co ich ubrać. Je­śli chce, by ja­kiś pro­jek­tant miał więk­sze wpływy, po­leca go naj­lep­szym du­żym mar­kom. Może to zro­bić, bo wła­ści­ciele tych ma­rek pro­szą ją o po­rady i z nich ko­rzy­stają. Grace Cod­ding­ton, była dy­rek­torka kre­atywna Anny, opi­sała to tak:

- Ona sta­wia sprawę ja­sno[26]. To oczy­wi­ste, że le­piej nie po­dą­żać tro­pem, który nie przy­padł jej do gu­stu, bo w ta­kim przy­padku pew­nie nie spodo­bają jej się zdję­cia, a je­śli zdję­cia jej się nie po­do­bają, to może i coś z nich pój­dzie do druku, ale na pewno dużo mniej, niżby mo­gło.

- Ni­gdy nie sły­sza­łam, by po­wie­działa[27]: "Nie w ten spo­sób, zrób to tak". Kiedy na ko­goś pa­trzysz, wiesz, czy po­doba mu się to, co wi­dzi, czy po­zo­staje obo­jętny - wy­ja­śniła Tonne Go­od­man, re­dak­torka działu mody, która pra­co­wała dla Anny od 1999 roku i brała z nią udział w licz­nych przed­pre­mie­ro­wych po­ka­zach ko­lek­cji.

Sally Sin­ger, która prze­pra­co­wała dla Anny pra­wie dwa­dzie­ścia lat[28], do­dała:

- "Vo­gue" ni­gdy nie był po pro­stu pro­jek­tem wy­daw­ni­czym. To była in­ter­wen­cja w świat mody.

Ta in­ter­wen­cja na ogół się uda­wała ze względu na au­to­ry­tet Anny. Tom Ford, gi­gant w branży mo­do­wej i je­den z naj­bliż­szych przy­ja­ciół Win­tour, od dawna cie­szy się wy­róż­nie­niem, ja­kim jest przy­na­leż­ność do grupy "ma­rek "Vo­gue'a"". Tacy ulu­bieńcy mają uprzy­wi­le­jo­wane kon­takty z Anną, jak rów­nież z jej re­dak­to­rami; ona sama i jej lu­dzie udzie­lają im po­rad, i to nie tylko w kwe­stiach zwią­za­nych z ciu­chami, ale także biz­ne­so­wych. Poza tym "marki "Vo­gue'a"" są na­gra­dzane ar­ty­ku­łami w ma­ga­zy­nie i, co waż­niej­sze, oso­bi­stym wspar­ciem i radą Anny. A ona nie czeka bez­czyn­nie na po­ja­wie­nie się ko­lej­nego po­ko­le­nia pro­jek­tan­tów, ale wspiera ich fi­nan­sowo po­przez sty­pen­dia przy­zna­wane przez "Vo­gue'a" oraz Radę Ame­ry­kań­skich Pro­jek­tan­tów Mody (Co­un­cil of Fa­shion De­si­gners of Ame­rica) CFDA/Vo­gue Fa­shion Fund. Ta­kie wspar­cie cza­sem ozna­cza róż­nicę mię­dzy nie­wy­obra­żal­nym suk­ce­sem a ban­kruc­twem.

- Gdy­bym ją miał po swo­jej stro­nie[29], to­bym się bał. - Tak An­dré Leon Tal­ley, nie­gdyś je­den z naj­bliż­szych współ­pra­cow­ni­ków Anny, opi­sał nie­bez­pie­czeń­stwo utraty jej przy­chyl­no­ści. - Ona uwiel­bia uta­len­to­wa­nych lu­dzi, a to ozna­cza, że je­śli cię nie uwiel­bia, to je­steś w ta­ra­pa­tach.

Taka in­ter­wen­cjo­ni­styczna stra­te­gia nie ogra­ni­cza się do świata mody. Anna po­tra­fiła grać na­zwi­skami po­tęż­nych sprzy­mie­rzeń­ców, by ze­brać pie­nią­dze na cele cha­ry­ta­tywne, przede wszyst­kim dla In­sty­tutu Ko­stiu­mów przy Me­tro­po­li­tan Mu­seum of Art, który gro­ma­dzi i wy­sta­wia odzież jako dzieła sztuki. Dla tej or­ga­ni­za­cji Anna ze­brała po­nad 250 mi­lio­nów do­la­rów[30]. Za­an­ga­żo­wała się też w wy­siłki branży mo­do­wej, by ze­brać środki dla kan­dy­da­tów Par­tii De­mo­kra­tycz­nej, przez co wy­raź­nie upo­li­tycz­niła tę branżę. Jej wpływy się­gają mię­dzy in­nymi Broad­wayu, świata roz­rywki oraz sportu. (De­biu­tu­jący w roli re­ży­sera Bra­dley Co­oper nie­jed­no­krot­nie pro­sił ją o radę, wy­słał jej sce­na­riusz filmu Na­ro­dziny gwiazdy i chciał wie­dzieć, kogo Anna wi­dzia­łaby w głów­nej roli. Osta­tecz­nie ob­sa­dzono w niej Lady Gagę[31]).

Po­przedni re­dak­to­rzy "Vo­gue'a" także mieli dużo do po­wie­dze­nia, ale Anna zna­cząco po­sze­rzyła te wpływy, dzięki czemu i ma­ga­zyn, i ona sama stali się marką, z którą usto­sun­ko­wani lu­dzie chcą być ko­ja­rzeni.

- Nie­sa­mo­wite jest to[32], że prze­ciętna osoba z ulicy wie, kim jest Anna - za­uwa­żył Ford. - Wy­star­czy po­ka­zać zdję­cie i lu­dzie mó­wią: "A, to Anna Win­tour z "Vo­gue'a"".

Zwłasz­cza dzięki książce i fil­mowi Dia­beł ubiera się u Prady to, jak Anna mówi, w jaki spo­sób re­kru­tuje i wy­rzuca lu­dzi z pracy, jak je i jak robi za­kupy, stało się przed­mio­tem ob­se­sji i ana­lizy. Po­wszech­nie uważa się ją za osobę "zimną" czy na­wet "lo­do­watą", ma­jącą rzadką umie­jęt­ność włą­cza­nia i wy­łą­cza­nia jak na za­wo­ła­nie swo­jego przy­wią­za­nia do lu­dzi i wy­ni­ków. Gdy wkra­cza do bu­dynku Condé Nast, prze­ra­żeni pra­cow­nicy wci­skają się w ściany, by tylko zejść jej z drogi, albo upar­cie ga­pią się w ekrany kom­pu­te­rów[33]. A mimo to są jej od­dani - wielu by­łych pra­cow­ni­ków czuje po­trzebę chro­nie­nia Anny, bo praca dla niej, choć wy­czer­pu­jąca, była też nie­zwy­kła. Nie­wąt­pli­wie ona ni­czego im nie uła­twiała. Obo­wiązki per­so­nelu wy­kra­czają poza wy­da­wa­nie "Vo­gue'a"[34], jak po­wie­dział Mark Hol­gate, który do­łą­czył do ze­społu jako star­szy re­dak­tor działu mody pod ko­niec 2003 roku.

- Obej­mują rów­nież rze­czy w ro­dzaju: "Stwórz li­stę pro­jek­tan­tów, któ­rzy mo­gliby za­trud­nić daną osobę na sta­no­wi­sku no­wego dy­rek­tora kre­atyw­nego". Albo też: "Rzuć okiem na ten sce­na­riusz, bo taki to a taki przy­szedł do Anny z po­my­słem...". Każ­dego dnia przez "Vo­gue'a" prze­wija się całe mnó­stwo in­nych spraw.

A gdy Anna o coś prosi, zwy­kle ocze­kuje na­tych­mia­sto­wego wy­ko­na­nia za­da­nia. I mimo że jej mejle do ze­społu są wy­sy­łane cza­sami jesz­cze przed szó­stą rano, jak do­daje Hol­gate:

- To jest też tro­chę jak nar­ko­tyk.

Inni chwalą jej bez­po­śred­niość; z nią za­wsze się wie, na czym się stoi, a to lep­sze niż praca dla ko­goś, kto z jed­nej strony chce usły­szeć o przy­ję­ciu uro­dzi­no­wym two­jego dziecka, ale z dru­giej nie po­trafi pod­jąć de­cy­zji w kwe­stii na­główka.

Ci, któ­rzy pra­co­wali dla Anny, czę­sto się za­sta­na­wiają, czemu musi się tak we wszystko an­ga­żo­wać i jak daje radę tym wszyst­kim żon­glo­wać. Anna kon­tro­luje wszystko, co się da, nie wy­łą­cza­jąc skład­ni­ków dań po­da­wa­nych pod­czas Gali Met. A jed­nak, mimo swo­jego per­fek­cjo­ni­zmu, po­peł­niła sporo błę­dów. Jak na ko­goś, kto jest ta­kim zwo­len­ni­kiem po­stę­po­wego my­śle­nia - choćby tego, co wy­mie­niła pod­czas po­wy­bor­czego ze­bra­nia re­dak­cji - ma ra­czej wy­bo­istą hi­sto­rię. Nie­jed­no­krot­nie za­rzu­cano jej pu­bli­ka­cję zdjęć i ar­ty­ku­łów na­ce­cho­wa­nych bra­kiem kul­tu­ro­wej lub ra­so­wej wraż­li­wo­ści, jak rów­nież nie­umie­jęt­ność za­ak­cep­to­wa­nia róż­no­rod­nych te­ma­tów. W la­tach dzie­więć­dzie­sią­tych na okład­kach "Vo­gue'a" go­ściły tylko białe ko­biety. Lan­so­wa­nie fu­tra było kie­dyś jej cause cél?bre. Po­tra­fiła pu­blicz­nie skry­ty­ko­wać ko­goś ze względu na roz­miar. Jej ze­spół w prze­wa­ża­ją­cej czę­ści skła­dał się z bia­łych lu­dzi i można było od­nieść wra­że­nie, że jego se­lek­cja opie­rała się w rów­nym stop­niu na ich stylu, wy­glą­dzie i po­cho­dze­niu, co na umie­jęt­no­ściach i kwa­li­fi­ka­cjach.

Dla wielu Anna sta­no­wiła obiekt po­dziwu i za­zdro­ści. (Jak po­wie­działa jej stara przy­ja­ciółka An­na­bel Ho­din[35]: "Wszy­scy chcie­li­śmy po pro­stu być Anną"). Mimo to na dźwięk jej imie­nia do głowy przy­cho­dzi chyba naj­pierw jej prze­ra­ża­jąca re­pu­ta­cja. Po­nie­waż tak nie­wiele ko­biet osią­gnęło po­ziom za­wo­dowy Anny, nie wia­domo, jak po­winna za­cho­wy­wać się osoba, która spra­wuje tego typu wła­dzę - po­zo­staje tylko wra­że­nie, że mo­głaby wy­ka­zy­wać się nieco cie­plej­szym po­dej­ściem. (Choć gdyby na jej miej­scu znaj­do­wał się męż­czy­zna i wy­ko­ny­wał tę samą pracę w po­dobny spo­sób, jego zdy­scy­pli­no­wa­nie oraz po­świę­ce­nie pracy spo­tka­łyby się z apro­batą).

Poza re­dak­cją Anna po­dobno jest zu­peł­nie inna. Lubi psy. Jak mó­wią jej przy­ja­ciele, jest bar­dzo od­dana swoim dzie­ciom i wnu­kom (ow­szem, zmie­niała im pie­lu­chy[36]). Do­dają też, że jest zre­lak­so­wana, gdy przy­jeż­dża na week­endy do swo­jej po­sia­dło­ści w Ma­stic na Long Is­land. Uwiel­bia za­pra­szać dal­szą ro­dzinę i wy­da­wać po­siłki na­wet dla pięć­dzie­się­ciu osób.

- Jest bar­dzo zo­rien­to­wana na ro­dzinę[37] - opo­wia­dała Emma So­ames, wie­lo­let­nia przy­ja­ciółka. - Stała się ma­triar­chi­nią.

Jak ujęła to dłu­go­let­nia or­ga­ni­za­torka Gali Met, Ste­pha­nie Win­ston Wol­koff:

- Tam w środku kryje się czło­wiek[38].

W re­dak­cji też nie­któ­rzy tak ją po­strze­gają. Jill Dem­ling, która przez dwa­dzie­ścia lat zaj­mo­wała się or­ga­ni­zo­wa­niem gwiaz­dor­skich okła­dek "Vo­gue'a", przy­znała:

- Anna ode­grała w moim ży­ciu ważną rolę[39], nie tylko jako men­torka, ale jako ktoś w ro­dzaju fi­gury matki.

A jed­nak w An­nie jest mnó­stwo sprzecz­no­ści. Nie wdaje się w po­ga­duszki o ni­czym. A mimo to lubi, gdy lu­dzie nie boją się wpaść do jej ga­bi­netu i o coś ją za­py­tać. Jest śmier­tel­nie po­ważna w kwe­stiach biz­ne­so­wych, ale lubi so­bie po­żar­to­wać z pra­cow­ni­kami. Naj­bar­dziej za­leży jej na jed­nym - i na to re­aguje le­piej niż na co­kol­wiek in­nego - na by­ciu trak­to­waną jak czło­wiek. Po­dob­nie jak te jej słynne oku­lary prze­ciw­sło­neczne, jej sta­tus ikony to jed­no­cze­śnie uszla­chet­nia­jąca fa­sada oraz prze­szkoda.

Nie ma zgod­no­ści co do tego, jak bar­dzo twór­cza jest Anna jako re­dak­torka. Nie­któ­rzy z jej bli­skich współ­pra­cow­ni­ków uwa­żają, że ma dwie mocne strony: po pierw­sze umie za­rzą­dzać twór­czymi oso­bami i pro­ce­sem kre­atyw­nym, a po dru­gie po­trafi za­wie­rać po­li­tycz­nie ko­rzystne so­ju­sze, dzięki któ­rym po­więk­sza swoje wpływy. Zda­niem jej naj­bliż­szych przy­ja­ciół[40] uwiel­bia modę, choć to nie za­wsze było oczy­wi­ste dla tych, któ­rzy bli­sko z nią współ­pra­co­wali. Za­sta­na­wiali się cza­sem, czy moda[41] nie była dla niej po pro­stu spo­so­bem wej­ścia na ry­nek pracy w ów­cze­snych cza­sach i zbu­do­wa­nia so­bie na­prawdę sil­nej po­zy­cji.

Gdy zna­la­zła się u ste­rów "Vo­gue'a", re­gu­lar­nie po­ja­wiały się plotki o jej odej­ściu z pracy lub zwol­nie­niu. Mimo okre­sów gło­śnej pu­blicz­nej kry­tyki jej wpływy z cza­sem tylko się po­więk­szyły, bo Anna zna na wy­lot śro­do­wi­sko, w któ­rym działa. Można by na­wet po­wie­dzieć, że sama je stwo­rzyła.