Anioł w piekle - Natalia Books_cc

Kup ebooka

20.19 zł
16.76 zł (17,16 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 1

Kenny

Tego ranka obudziłam się bardzo zmęczona, może dlatego że obudził mnie budzik. Wstałam i jak każdego ranka poszłam się ogarniać. Wzięłam szybki prysznic, ubrałam się w czarne dżinsy i białą koszulkę oraz zjadłam śniadanie. Później wzięłam plecak, worek na Wf i natychmiast wyszłam z domu.

Do szkoły miałam jakieś piętnaście minut z buta, więc nie spieszyłam się nigdy, ale tego dnia wyszłam jak burza. W drodze do szkoły zauważyłam mojego przyjaciela Nathana, który akurat wychodził ze sklepu z lwią zmarszczką na czole, wyglądał na zamyślonego i trochę wkurzonego.

- Nic nowego.

Od kiedy został kapitanem drużyny BlackN cały czas chodzi nerwowy, jeszcze kilka miesięcy temu często mnie odwiedzał, robił niespodzianki, a teraz coś się zmieniło. Postanowiłam że do niego podejdę, bo stałam w miejscu już z ponad chyba dwie minuty i patrzyłam na jego zamyśloną twarz.

- Hej Nathan! - wrzasnęłam tak głośno, że cała ulica mnie usłyszała, a ludzie którzy spali zostali obudzeni.

- Nathan czemu ty (...) - zanim zdążyłam dokończyć chłopak zdążył mi przerwać.

- Daj mi spokój! Najlepiej zejdź mi z oczu! - wrzasnął tak, jak ja na niego witając się.

- Podskoczyłam.

Byłam w szoku. Nathan jeszcze nigdy od kiedy się przyjaźnimy nie podniósł na mnie głosu, może ma po prostu zły dzień? - zastanowiłam się przez chwilę.

- Spoko już idę i odeszłam od niego kierując się do szkoły z pytaniem czemu był taki zły?

***

Cztery pierwsze lekcje minęły bardzo szybko co dziwne spotkałam Nathana w drodze do szkoły, a ten nie przyszedł na lekcję. Nadchodziła moja ulubiona godzina lekcyjna jaką był Wf. Dzisiaj miałam rozegrać mecz z 4C o czwarte miejsce w pucharze Igrzysk kosza. To puchar gdzie tylko jedna drużyna w szkole co cztery lata, może go zdobyć. Nie mogłam stracić okazji i długo się przygotowywałam do tego meczu. Po czwartej lekcji poszłam z moją drużyną do szatni, aby omówić plan całego meczu.

Zajęło nam to niecałe dziesięć minut później poszliśmy na salę, tam czekała na nas 4C wraz ze swoim kapitanem Harrym. Bardzo go nie lubiłam, ponieważ lubił dokuczać innym, a w dodatku nie raz miałam wrażenie, że znęca się nad młodszymi. To powody dlaczego go nie lubiłam.

- Halo! - woła Pan Willian nas Wf-ista.

Ustawcie się sprawdzę teraz obecność - powiedział Pan Willian.

Po sprawdzeniu obecności, każdy zajął miejsce na sali tak jak planowaliśmy to w szatni. Wszyscy byliśmy ustawieni podobnie jak drużyna Harrego. Pan Willian upewnił się czy wszyscy są na stanowiskach i wyciągnął gwiazdek że swojej kieszeni.

- Uwaga! Na mój gwizdek - krzyknął Wf-ista. - Trzy, dwa, jeden. Po gwizdku wszystko się zaczęło.

***

Mecz był naprawdę długi, trzeba przyznać że drużyna Harrego nie była słaba, ale dzięki zmianie naszego planu wygraliśmy mecz! - Tym etapem mamy już czwarte miejsce!

Bardzo czekałam na ten moment, dzień jak i chwilę. Przykładałam się do treningów, aby mieć dobrą formę i jak widzę opłacało się. Na twarzy Harrego zauważyłam taką samą lwią zmarszczkę jak u Nathan, kiedy spotkałam go kiedy szłam do szkoły, ale nie obchodzi mnie Harry i jego życie, trudno przegrał. Po meczu miałam jeszcze dwie lekcje, które minęły mi błyskawicznie szybko.

Wróciłam szczęśliwa do domu od razu pobiegłam do kuchni bo wiedziałam, że moja mama jest w domu i na pewno jest w kuchni. I się nie myliłam. Kobieta właśnie robiła porządek na blacie w kuchni.

- Hej mamo wróciłam! - na co mama od razu odpowiedziała:

- Cześć córeczko, a ty co taka pełna energii, coś się stało? - zapytała mama. - No właśnie wydarzyło, wygrałam dzisiaj z drużyną Harrego!

- Gratuluje Kenny, wiedziałam że te twoje treningi przyniosą efekt. Teraz odpocznij bo zapewne jesteś zmęczona. - Nie jestem zmęczona zaraz opowiem ci wszystko ze szczegółami - mówiąc mamie wszystko nie mogłam przestać się uśmiechać, byłam taka szczęśliwa! Potem poszłam się rozpakować, wziąć prysznic, zrobić zadanie i rozmyślać kto teraz będzie moim przeciwnikiem o trzecie miejsce. I tym właśnie etapem zakończyłam swój cudowny poniedziałek.

***

Na drugi dzień mój budzik mnie nie obudził, ponieważ wstałam piętnaście minut wcześniej. Pełna energii po wczorajszym dniu ogarnęłam się, spakowałam i zjadłam śniadanie, a po pysznym śniadaniu wyszłam z domu i z uśmiechem na twarzy szłam do szkoły.

Jakiś czas później

Weszłam do szkoły i udałam się do szatni, aby zostawić tam rzeczy, ale przed wejściem do szatni chłopaków zauważyłam Nathana, który naprawdę dziwnie wyglądał. Postanowiłam nie budzić swoich myśli i szybkim krokiem weszłam do szatni żeby mnie nie zobaczył, ale kiedy się odwróciłam Nathana przed wejściem nie było. Otwierając moją szafkę którą miał każdy uczeń w szkole wyleciała z niej karteczka. Podniosłam ją i zobaczyłam że na karteczce jest coś napisane. Zamknęłam szafkę i usiadłam na ławce, aby przeczytać treść. Otwierając ją zobaczyłam napis napisany drukowanymi literami:

- NIE MARTW SIĘ NIEPOTRZBNIE, JESTEŚ SŁABA WIEM O TYM. MYŚLAŁAŚ ŻE JAK POKONAŁAŚ DRUŻNĘ HARREGO TO JESTEŚ LEPSZA? JESTEŚ W OGROMNYM BŁĘDZIE.

Nie musiałam się długo zastanawiać, ponieważ w tym momencie wiedziałam kto napisał tą wiadomość. Pismo tej osoby było mi bardzo dobrze znane. To pismo Nathana, tylko po co miałby to pisać? Zanim się zastanowię słyszę za sobą głos mojej przyjaciółki Evy, odwracam się w stronę przyjaciółki.

- Cześć co tu robisz? - zapytałam.

- Cześć Kenny posłuchaj jeden chłopak poprosił abym ci to dała.

W ręce Evy zobaczyłam karteczkę. Była to bardzo podobna karteczka, która wyleciała z mojej szafki.

- Kto ci dał tą karteczkę? - zapytałam bardzo zdziwiona.

- Nie wiem nie znam tego chłopaka, pierwszy raz go widziałam. - Dobrze dziękuję że mi to dałaś, a teraz wracaj na lekcje ja zaraz przyjdę.

- Okej Kenny tylko się nie spóźnij - dodała Eva po czym wyszła z szatni.

Znowu usiadłam na ławce, aby przeczytać drugą karteczkę na której tak jak w tamtej, treść była napisana drukowanymi literami:

- ZE MNĄ SZANS NIE MASZ. RZUCAM CI WYZWANIE, DZISIAJ O 13:00 NA PIĄTEJ LEKCJI NA SALI POJAW SIĘ ZE SWOJĄ DRUŻYNĄ I ZAGRAMY MECZ.

Moje zdziwienie pojawiało się ostatnio bardzo często, ale wyzwanie, dzisiaj, ale po co? Myślałam że to koniec, ale na drugiej stronie kartki pisało:

- PRZEGRASZ.

Już wiedziałam że ten mecz będzie nie zapomniany.

***

Na pierwszą lekcję się spóźniłam było mi tak głupio, bo Eva przypomniała mi bym się nie spóźniła. Co dziwne Nathana nie było na lekcjach, ale nie miałam czasu aby teraz o tym myśleć, byłam na lekcji i to ona była teraz ważna. Chciałam się skupić, ale w głowie miałam tylko te dwie wiadomości. - Po co mi jakiś mecz?

Druga, trzecia, czwarta lekcja strasznie mi się dłużyły to było okropne, nie mogłam przestać myśleć o tych karteczkach nawet na chwile. Nagle słyszę dźwięk dzwonka i wiem, że po przerwie mam iść z drużyną na sale rozegrać jakieś wyzwanie przez które nic nie pamiętałam z lekcji. Niemusiałam tam iść, przecież to było tylko wyzwanie. Z drugiej strony zastanawiam się dlaczego Nathan podniósł na mnie głos kiedy do niego podeszłam żeby się przywitać, a z trzeciej wiem, że to on napisał te karteczki. Znam jego pismo tylko po co by miał to wszystko robić?

Rozdział 2.1

Kenny

Wyszłam z klasy i poszłam prosto do szatni, gdzie czekała na mnie moja drużyna. Napisałam do nich na poprzedniej przerwie, aby przyszli o 12:50 do szatni. Na całe szczęście kończyłam lekcje o 12:40, więc mogłam iść rozegrać ten niepotrzebny mecz, inaczej bym nie poszła.

- Przecież w tym czasie moja mama, by na mnie czekała w domu i trudno by było tak po prostu nie przyjść do domu na czas. Co ja bym mamie powiedziała? - Wiesz mamo dostałam jakieś karteczki i w dodatku jest to wyzwanie, dlatego przyszłam do domu później niż zwykle. Szybciej to bym szlaban na komputer dostała, wiec dobrze że dzisiaj kończyłam lekcje o 12:40. Wymyśliłam, więc wymówkę, abym nie dostała od mamy za dużo pytań jak wrócę do domu. Wyciągnęłam więc telefon i napisałam jej krótką wiadomość.

Ja: Mamo dzisiaj wrócę trochę później do domu idę na dodatkowe lekcję.

***

Była godzina 12:55, a oni dalej nie przyszli. Może zapomnieli? - Nie, na pewno co ja teraz zrobię? Zaczęłam chodzić w kółko raptem usłyszałam znajomy mi głos:

- Kenny jesteśmy - powiedział Jack. Jack był naprawdę spoko. To osoba która zawsze kiedy ktoś potrzebował pomocy zawszę ją otrzymał lub dostawał od niego wskazuje, która była bardzo pomocna. Jack, Eva i Nathan to najbliższe mi osoby w szkole. - No może Nathan nie rozmawiał ze mną zbyt często, ale dalej byliśmy przyjaciółmi i to było najważniejsze.

- No w końcu jesteście widzicie która jest godzina? - już 12:57. - Dobra nieważne za trzy minut gramy mecz - poinformowałam ich.

- Jaki mecz? jesteśmy po lekcjach i wiesz... - nie pozwoliłam mu dokończyć.

- Słuchajcie gramy dziś mecz. Pan Willian mnie o to poprosił. - Było mi tak wstyd, że ich okłamuję, ale co miałam im powiedzieć? Hej ogólnie dostałam jakieś dwie karteczki jedna z tym, że jestem słaba, a druga że mamy rozegrać mecz i jest to wyzwanie? Szybciej by mnie wyśmiali niż mieli grać, bo ja Kenny Clott dostałam karteczki.

- Masakra.

Dlatego wolałam ich okłamać, a tajemnice zachować dla siebie samej. - Dobra to co, jeśli mamy mecz to trzeba się przebrać? - powiedziała czarnowłosa Emily.

- Ucieszyłam się że mi uwierzyli i czym prędzej wszyscy się przebraliśmy - A tak dodatkowo każda drużyna w szkole ma dodatkowe rzeczy na przebranie, więc nie musiałam się martwić że ktoś zapomniał go wziąć. Przebraliśmy się i szybkim krokiem kierowaliśmy się na sale. Wchodząc do sali pierwsze co padło mi w oko to Nathan, który dzisiaj wyglądał nieco inaczej niż zwykle. Miał delikatne kasztanowe zakręcone loczki i nowy złoty zegarek, który widziałam pierwszy raz.

Po chwili jeden chłopak z jego drużyny mocno gwizdnął, a po tym krzyknął:

- Ej wy! PRZEGRACIE! Ten mecz to wasza porażka! - powiedział blondyn. To Justin kolejny chłopak którego nie lubiłam. Przyjaźnił się z Harrym, więc tym bardziej go nie lubiłam.

Natychmiast popatrzałam na Nathana który zrobił się lekko czerwony i widać było że powoli zaczyna być wściekły. Znałam go już osiem lat, wiedziałam że gdy robi się wściekły to robi się właśnie czerwony. Nagle czuję czyjaś rękę na moim ramieniu:

- Kenny posłuchaj mnie - Jack tak szeptał cicho do mojego ucha, że musiałam się mocno wsłuchać w jego słowa. - Nie chciałem ci mówić, ale drużyna Nathana wczoraj grała z drużyną Harrego.

- Po co mi to musisz? - zapytałam. - Kenny Nathan chciał ośmieszyć jego drużynie, ale nie udało mu się i czuję że teraz to nas chcę ośmieszyć. Po tych słowach bez chwili namysłu kazałam wyjść mojej drużynie z sali, aby udali się do szatni. Kiedy mieliśmy zamiar wyjść, Nathan krzyknął na całą sale:

- Mówiłem wam, że jest słaba i głupia. - Bez chwili namysłu odwróciłam się mówiąc:

- Nie jestem słaba, ani głupia! - Jak możesz tak mówić przecież jesteś moim przyj... - nie pozwolił mi dokończyć tylko głośno się zaśmiał.

- Za kogo ty się uważasz? - Ty nie masz przyjaciół, dla wszystkich jesteś tylko zabawką, a dla mnie nikim! - wyznał Nathan.

Po tych słowach poczułam jakby ktoś mnie rozbił jak szklaną plansze na której pionki niszczą się i rozbijają razem z planszą zrobioną ze szkła. Czy moja plansza właśnie została rozbita? - I to przez osobę która była mi Bardzo bliska?

,,Słowa są czasem tak silne, że nie można ich zatrzymać, ani cofnąć"

Natalia Books_cc

- Nathanie kiedyś byłeś inny - kontynuowałam. Nathana którego poznałam osiem lat temu był miły, dobry, pomocny, gdybyś nie został kapitanem dalej byłbyś tym samym chłopakiem którego poznałam w czwartej klasie podstawówki. A teraz... - Łzy napłynęły mi do oczu bez dłuższego namysłu, zastanowienia wybiegłam z sali słysząc za sobą same śmiechy. W tej chwili byłam świadoma tylko jednej rzeczy:

Szklana plansza na której zawsze stałam i grałam do samego końca, właśnie została potłuczona razem z pionkami.

- Wiedziałam że przez całą tą sytuację znowu powtórzy i powtórzyła się sytuacja, która miała miejsce w trzeciej klasie podstawówki...

Rozdział 4

Eva

Razem z Kenny w piątek po lekcjach poszłyśmy do mojego domu zrobić projekt z geografii, który zadała nam nauczycielka. Postanowiłyśmy że lepiej zrobić go dzisiaj, a później mieć dużo czasu wolnego. Tym bardziej, że dzisiaj Kenny zostaje u mnie do niedzieli, więc wolałyśmy go skończyć przed 20:00 i pooglądać Netflixa.

***

O 19:30 skończyłyśmy projekt, więc ja i Kenny postanowiłyśmy iść do sklepu po popcorn i coś do picia. Po moim ostatnim weekendzie oglądania filmów z mamą zjadłyśmy wszystko, więc wyjście do sklepu było konieczne. Szkoda, że nie wiedziałam tego wcześniej. Kiedy zakładam buty spojrzałam na Kenny, ujrzałam na jej twarzy szeroki uśmiech. Byłam bardzo szczęśliwa, że na jej twarzy znowu ujrzałam te dwa śliczne dołeczki.

- Eva to do jakiego sklepu się wybieramy? - zapytała Kenny.

- Hymm, myślę że to tego sklepu przy szkole ten z lemoniadą pamiętasz? - zapytałam. - A tak wiem, zapomniałam że można tam kupić wiele przekąsek jak i popcorn - odparła Kenny.

***

Stając przed sklepem opadła mi szczęka. Przed sklepem wisiała wielka tablica z napisem.

- Remont sklepu, zapraszamy za dwa tygodnie.

- Co proszę! - krzyknęłam.

- No to mamy po popcornie - stwierdziła Kenny.

- Akurat dzisiaj serio?

- Pójdziemy do tego sklepu obok mojego domu - odezwała się Kenny. Jest już 22:15, a sklep jest czynny do 23:00, więc zdążymy - stwierdziła.

- Dobrze to chodźmy - odparłam.

Szłyśmy tą samą drogą, którą Kenny zawsze idzie do szkoły. Idziemy i idziemy, a pięć metrów od nas zauważyłam Jacka. Kiedy nas zauważył podbiegł do nas, a następnie przytulił mnie, a później Kenny.

- Jak się cieszę że was spotkałem - zaczął Jack.

- Też się cieszę - odpowiedziała Kenny. - Gdzie idziecie o tej godzinie? - zapytał chłopak. - Idziemy do tego sklepu przy domu Kenny po popcorn i coś do picia. A ty gdzie się wybierasz? - zapytałam.

- Idę do tego sklepu ze słodyczami na rogu. Moja siostra miała takie życzenie, więc postanowiłem że pójdę - odpowiedział Jack. Później idę do tego sklepu przy drugiej ulicy i wracam do domu.

- Dobrze Jack to miłych zakupów i pozdrów od nas siostrę i miłego wieczoru - odezwała się Kenny.

- Oczywiście pozdrowię, wam też życzę miłego wieczoru i do poniedziałku.

- Do poniedziałku - odpowiedziałyśmy, a potem każdy poszedł w swoją stronę.

Zbliżając się powoli do sklepu usłyszałyśmy jakiś krzyk dobiegający z drugiej uliczki. Stałyśmy jak słupy. - Kenny to idziemy? - zapytałam. Kenny stała nieruchomo patrząc w kierunku uliczki z której dobiegał krzyk. - Kenny? - potrząsnęłam ją w ramie.

- Co? - odpowiedziała.

- Idziemy do tego sklepu?

- Tak, chodźmy - odpowiedziała.

Rozdział 5

Kenny

Pakowałam popcorn i dwa soki pomarańczowe do plecaka Evy. Zapłaciłyśmy razem nie mogłam pozwolić na to, by Eva zapłaciła za wszystko, więc zapłaciłyśmy pół na pół. Już mamy wychodzić, Eva zatrzymuje mnie.

- Kenny zapomniałam ci powiedzieć, moja mama napisała do mnie, abyśmy przy okazji kupiły też kawę - powiedziała Eva. - Dobrze to wybierz kawę, a ja poczekam na zewnątrz - odpowiedziałam.

- Dobrze Kenny - odpowiedziała Eva idąc w kierunku alejki z kawą, a ja wyszłam na zewnątrz.

Wychodząc ze sklepu zamarłam. Przed sklepem stał Nathan, a z jego nosa ciekła krew - natychmiast do niego podbiegłam.

- Nathan - odezwałam się. - Co ci się stało? Na jego butach widniały kroplę krwi spowodowane lecącą krwią, od razu wyciągnęłam chusteczki, które zawsze miałam w torbie i podałam je chłopakowi. Ten bez słowa wyciągnął jedną chusteczkę i przyłożył ją do nosa, aby zatamować krew.

- Nathan co się stało?

- A nie widzisz? krew mi leci z nosa tak ciężko to zauważyć!? - odpowiedział. - Jak to się stało?

- A co cię to obchodzi!! zajmij się sobą - odpowiedział zdenerwowanym głosem.

Po czym szybkim krokiem odszedł ode mnie. Pobiegłam za nim stając przed nim. - Zatrzymaj się - zaczęłam.

- Odsuń się! - odpowiedział Nathan.

- Nie, masz mi w tej chwili powiedzieć czemu jesteś taki wściekły od wielu miesięcy, co ci się stało i czemu powiedziałeś wtedy na sali że nie... - przerwał mi dzwoniący telefon Nathana.

Chłopak bez chwili zastanowienia odebrał telefon jednocześnie odchodząc ode mnie. Nie mogłam tego tak zostawić, więc poszłam za nim, a kiedy byłam już blisko wyrwałam mu telefon z ręki.

- Odpowiedz na moje pytania! - tym razem to ja użyłam wyższego tonu.

- Oddawaj telefon!

Zanim doczekałam się odpowiedzi poczułam jak ktoś wyrywa mi telefon z ręki. Odwracam się i widzę Justina.

- A ty co taka zaskoczona? Ducha zobaczyłaś? Tylko nam tu nie płacz jak przed meczem - odpowiedział Justin głośno śmiejąc się. W tej chwili w moich oczach pojawiały się łzy. Nagle słyszę za sobą głos Evy.

- Tu jesteś Kenny szukałam cię, miałaś czekać na mnie przed sklepem. Chodźmy stąd lepiej - powiedziała. Po słowach Evy, Nathan i Justin odeszli od nas, a mi wypłynęła duża fala łez. - Kenny nie płacz przez niego, on nie jest tego wart.

- Ty nie rozumiesz, ja go kocham! Nie mogę go stracić na zewnątrz jest dla mnie przyjacielem, a w środku moją miłością.

Nie mogłam swobodnie oddychać przez wielką falę wypływających z oczu łez. W tej chwili przypomniały mi się słowa które czułam na swoich barkach w trzeciej klasie podstawówki.

- BEZNADZIEJNA BEKSA, BEZNADZIEJNA BEKSA, BEZNADZIEJNA BEKSA.

Wiedziałam że stare rany zostały otwarte, a zamknięcie ich nie będzie takie proste jak mogło się wszystkim wydawać.

Rozdział 6

Kenny

Weekend spędzony u Evy był bardzo fajny. Przez całą sobotę oglądaliśmy Netflixa, tak samo jak w niedzielę. Niestety w piątek po całej sytuacji z Nathanem nie miałam siły, więc po przyjściu, że sklepu poszłyśmy spać.

***

Dzisiaj poniedziałek, więc szybko się ogarnęłam i wyszła z domu. Wczoraj dostałam wiadomość od Pana Williana, abym to ja i moja drużyna przyszli do niego na długiej przerwie, ponieważ chcę nam coś przekazać.

***

Ja i Eva siedziałyśmy na matmie robiąc jakieś zadania z książki, które tak nigdy nauczyciel nie sprawdzi, więc ich nie robiliśmy tylko udawaliśmy że coś piszemy. Zamiast tego grałyśmy w kółko i krzyżyk, aż do dzwonka. Moim największym zdziwieniem było to że dzisiaj w szkole nie było Jacka. Zawsze do nas pisał że go nie będzie, a dzisiaj nie napisał ani jednego słowa. Postanowiłam że do niego napiszę.

Ja: Hej Jack, czemu nie ma cię w szkole? Mam nadzieję, że nic złego się nie stało.

Trzy godziny później

Na długiej przerwie ruszyłam do gabinetu Pana Williana. Przed jego gabinetem stała już moja drużyna, która czekała na mnie.

- Cześć - zaczęłam. - Hejka - odpowiedziała Emily, a potem reszta.

- Kenny wiesz czemu nie ma Jacka? - Nie mam pojęcia, pisałam do niego, ale jeszcze nie odpisał.

Nagle Pan Willian pojawił się obok mnie. - Dobrze że już jesteście wchodźcie do gabinetu. Bez zastanowienia wszyscy weszliśmy do środka. Wchodząc każdy zajął miejsce przy małym stoliku a Pan Willian prze nami przy wielkim biurku.

- Dobrze jak wiecie macie już czwarte miejsce w pucharze Igrzysk kosza. Dostałem wiadomość, że za tydzień w poniedziałek gracie mecz o trzecie miejsce, a waszymi przeciwnikami będzie 4A. Przygotujcie się i proszę dajcie znać Jackowi o meczu - poinformował nas Wf-ista.

- Jeśli coś się zmieni z datą lub po prostu w przygotowywaniu meczu będę do was pisać. - Dobrze - odpowiedzieliśmy, następnie Pan Willian powiedział, abyśmy już wracali bo zaraz dzwonek.

Idąc do klasy na korytarzu zauważam siostrę Jacka, Jose. Od razu podbiegłam do niej z myślą, że od niej dowiem się czemu nie ma Jacka w szkole.

- Witaj Jose.

- Cześć Kenny. - Czemu nie ma dzisiaj Jacka w szkole? - zapytałam.

Na twarzy dziewczyny zobaczyłam małe zdenerwowanie i przestraszoną minę, lecz po chwili odpowiedziała.

- Jack jest chory, po tym jak chciałam, aby kupił mi słodycze źle się to skończyło, no wiesz zimno było, a ten nigdy nie chcę się grubo ubrać. Mówił że spotkał ciebie i Evę.

- Tak to prawda.

- Kenny czy Jack spotkał jeszcze kogoś lub dziwnie się zachowywał jak go spotkałaś? - zapytała Jose. - Nie, zachowywał się tak jak zawsze, nic nie zauważyłam, a czy coś się stało? - spytałam.

- Nie tylko tak pytam. Ja już pójdę zaraz dzwonek, a następnie odeszła kierując się do sali geograficznej. Nie dawał mi spokoju jej przestraszony wyraz twarzy i te pytania.

- Dziwne.

***

Po szkole udałam się do domu. Nie wiem jak to się stało i jakie trzeba mieć szczęście, ale przechodząc obok apteki zobaczyłam mamę Jacka, która właśnie z niej wychodziła. Wiadomo że szybkim krokiem udałam się do niej, aby zapytać dokładniej co z Jackiem.

- Dzień dobry Pani - zaczęłam.

- Witaj Kenny miło cię widzieć.

- Panią również - odpowiedziałam.

- Jak czuję się Jack? Mam nadzieję że nie będzie długo chory, bo za tydzień w poniedziałek gramy mecz o trzecie miejsce.

Na twarzy kobiety ujrzałam zakłopotanie i zamyśloną minę. - Kenny, ale... Jack nie jest chory o niczym nie wiesz? - zapytała kobieta. Nie powiem, ale mój żołądek w tej chwili skręcił się na odpowiedz kobiety.

- O niczym nie mam pojęcia, pisałam do niego, ale mi nie odpisał. Co się stało? - zapytałam lekko zestresowana. - Posłuchaj Kenny, Jack w piątek poszedł po słodycze dla siostry, mówił że was spotkał, ciebie i Evę. Najgorsze jest to że w drodze do domu został mocno pobity.

- Co!? - krzyknęłam.

- Jak to się stało?

- Nie mam pojęcia, Jack nie chciał nic mówić. Jedyne co powiedział nam to kilka słów. Spotkał ciebie, Evę i jakiegoś Justina.

- Justina? - spytałam.

O boże, czy to może być... Nawet nie chciałam o tym myśleć. Czy Justin śledził Jacka, a potem razem z Nathanem go pobili? Nie to nie może być prawda. Wtedy zastanowiłam się jeszcze raz. Po tym jak Nathan i Justin go pobili, Nathan może uciekł, a Justin z nim został i zaprowadził Jacka tam, gdzie nikt go nie znajdzie tak szybko, a później kiedy spotkałam Nathana przed sklepem na pewno dzwonił do niego Justin z pytaniem gdzie jest.

- Kenny wszystko w porządku? - zapytała mama Jacka.

- Przepraszam, ale ja już muszę iść. Proszę przekazać Jackowi, że go jutro odwiedzę, a następnie szybkim krokiem udałam się do domu zostawiając kobietę samą.

Rozdział 7

Kenny

Po powrocie do domu natychmiast pobiegłam do swojego pokoju zostawiając tam plecak, a później napisałam do Evy.

Ja: Eva mogę do ciebie przyjść to bardzo ważne?

Nie minęły nawet dwie minuty, a ja już usłyszałam dźwięk mojego telefonu. To Eva.

Eva: Oczywiście możesz do mnie przyjść. Stało się coś strasznego? Mam nadzieję że nie.

Od razu jej odpisałam.

Ja: Opowiem ci jak przyjdę, mogę być za piętnaście minut?

Eva: Tak oczywiście, czekam na ciebie.

***

Szłam do domu Evy jak huragan. Przez całą drogę myślałam nad wszystkim o czym się dowiedziałam. Stojąc przed bramą kliknęłam przycisk domofonu, a po chwili brama otworzyła się i weszłam na posesję. Nawet nie zdążyłam dojść do drzwi, a one już były otwarte. W wejściu stała mama Evy ubrana w czarne spodnie i biały puchaty sweterek.

- Dzień dobry Pani.

- Dzień dobry Kenny, dobrze cię widzieć, Eva mówiła że przyjdziesz. Wejdź, Eva już na ciebie czeka w swoim pokoju. - Dziękuję Pani - odpowiedziałam kierując się do pokoju przyjaciółki.

Otwierając drzwi ujrzałam przyjaciółkę, która siedziała przy wielkim białym biurku pisząc coś w swoim notatniku. Eva skierowała swój wzrok na mnie i od razu przestała pisać.

- Kenny już jesteś, wejdź. - Cześć. Ja i Eva siedziałyśmy teraz na czarnej kanapie, która była naprawdę wygodna i dobrze wybrana do jej pokoju. - Kenny, więc co się stało? - zaczęła Eva.

- Dobrze zacznę od tego, że jak wracałam od spotkania drużynowego od Pana Williana zauważyłam siostrę Jacka, podeszłam do niej z pytaniem co dzieje się z Jackiem, a ona powiedziała, że jest chory. Wracając do domu przechodziłam obok apteki z której wychodziła mama Jacka. Podeszłam do niej i spytałam jak chłopak się czuje i czy choroba szybko minie. Kobieta popatrzyła na mnie bardzo zakłopotana. Po chwili wyznała, że Jack wcale nie jest chory tylko został pobity.

Twarz Evy mówiła sama za siebie, była tak samo zaskoczona jak ja. - Czy jego mama jeszcze coś powiedziała? - zapytała Eva.

- Powiedziała tylko tyle, że Jack spotkał nas w piątek jak szedł po słodycze dla siostry. Powiedział jeszcze, że w drodze do sklepu spotkał Justina. - Eva myślę że wtedy w piątek jak wyszłam ze sklepu zauważając Nathana, któremu leciała krew z nosa w dodatku Justin się wtedy pojawił, co jeśli oni za tym stoją?

Dziewczyna przez chwilę się nie odzywała. Wyglądała na zamyśloną i nie wiedziała co ma mi powiedzieć. Po chwili ciszy odpowiedziała.

- Kenny myślę że powinniśmy iść do jego domu i z nim porozmawiać. Chodzimy do tej samej klasy, drużyny i jesteśmy dobrymi przyjaciółmi. Musi nam powiedzieć co się stało, a jeśli wpadł w jakiś wielki problem to dowiemy się jaki on jest i pomożemy mu z całych naszych sił - oznajmiła Eva.

Po całej długiej rozmowie uzgodniliśmy, że jeszcze dzisiaj odwiedzimy Jacka bez żadnej zapowiedzi. My byłyśmy zaskoczone co się stało, więc on będzie zaskoczony, kiedy zobaczy, że do niego przyszłyśmy.

Rozdział 8

Kenny

Nie mogłam w to uwierzyć, że Nathan mógł pobić Jacka. On taki nie był, a raczej tak myślałam. Stoimy teraz z Evą przed drzwiami. Czas aby zapukać, ale zanim to zrobimy drzwi otworzyły się. Przed nami stanął Jack. Miał mocno podbite lewe oko, ręce były pokryte siniakami. Boże Jack - zaczęłam.

- Część Kenny, Eva - powiedział chłopak. - Możemy wejść, chcemy porozmawiać to ważne? - zapytała Eva.

- Wiem o czym chcecie porozmawiać. Wiedziałem że jak nie dam wam znać, że mnie nie będzie to przyjdziecie lub napiszecie. Moja siostra do mnie zadzwoniła, że dzisiaj pytałaś ją Kenny, co się ze mną dzieję - odpowiedział Jack.

- Powiedziała że jesteś chory, ale jak wracałam ze szkoły spotkałam twoją mamę i powiedziała, że w ale nie jesteś chory, tylko zostałeś pobity - powiedziałam. - Wejdźcie, porozmawiamy w środku, a nie tak przy drzwiach - odparł chłopak.

***

Siedzieliśmy teraz w salonie. Jack zrobił nam herbaty, a następnie usiadł obok nas i zaczął opowiadać co się stało.

- Jack, tylko opowiedz nam wszystko dokładnie. Nie omijaj niczego, nawet jeśli będzie to coś strasznego, dobrze? - odezwała się Eva. Chłopak tylko pokręcił głową, a po chwili zaczął mówić.

- Jak wiecie spotkaliśmy się w piątek. Szedłem po słodycze dla mojej siostry w drodze do sklepu spotkałem Justina. Siedział przy sklepie do którego właśnie chciałem wejść. Myślałem że po prostu chciał odpocząć i dlatego tak siedział, ale nie. Kiedy wychodziłem przed sklepem nie było już Justina. Ulica była pusta, ani jednej żywej duszy. Idąc na drugą ulicę usłyszałem szelest za mną, więc się odwróciłem. Nikogo nie było, lecz kiedy się odwróciłem zobaczyłem Justina, a po chwili poczułem ogromny cios w plecy. Upadłem na ziemię, a podnosząc głowę zobaczyłem Nathana, który jakby dosłownie dostał diabelskiej furii. Podnosząc się Nathan chwycił moją bluzę, następnie uderzył mnie w sam brzuch. Upadłem na ziemię, ale szybko się podniosłem i bez chwili zastanowienia i nadchodzących myśli uderzyłem Nathana prosto w głowę powodując krwotok z nosa. Chciałem uderzyć go drugi raz, ale Justin przytrzymał mi ręce, a Nathan z oczami pełnymi furii zaczął mnie bić. Nie miałem siły nawet się bronić, ponieważ uderzenia były tak silne, że zabrakło mi siły. Wszystko nie trwało długo, ponieważ usłyszeliśmy jak ktoś się zbliża. Nathan automatycznie przestał mnie uderzać, a Justin puścił mnie powodując to, że spadłem na ziemię już całkiem tracąc siły. Nathan uciekł, a sam Justin zaprowadził mnie za budynek uliczki, zostawiając mnie tam samego całego w krwi.

- Jak trafiłeś do domu? - zapytała Eva.

- Z tego co pamiętam jakiś mężczyzna przechodził i mnie zauważył, a później to już nie pamiętam. Pamiętam jeszcze to, że przed tym jak Nathan uciekł powiedział mi, że mam cię zostawić w spokoju, inaczej czeka mnie surowa kara. - Surowa kara? - powtórzyłam. Nie wierzyłam w to, że moje obawy okazały się prawdą. Człowiek który był mi bliski stawał się potworem i zaczął robić krzywdę wszystkim dookoła. To była przerażająca myśl, która stała się realnym wydarzeniem. Przerażające, ale prawdziwe i bolesne dla drugiego bliskiego nam człowieka.

- Wszystko to prawda - odezwałam się. - Jack, tego samego dnia ja i Eva spotkaliśmy Nathana z rozwalonym nosem, Justina też spotkaliśmy.

- Spotkaliście go, gdzie? - zapytał Jack.

- Wszystko ci opowiemy tak jak ty nam - odpowiedziałam. Wypiliśmy herbaty i zaczęłyśmy z Evą wyjaśniać mu całą sytuację z piątku.

***

Zostaliśmy u Jacka jeszcze jakieś dwie godziny, ale czas nas gonił, więc postanowiliśmy powolutku się zmywać do domu.

- Jack my będziemy już wracać do domu - powiedziałam. - Dobrze.

Otwierając drzwi wyjściowe zobaczyłam Nathana, który stał przy głównej ulicy. - Co on tu robi?

- O kogo ci chodzi? - zapytał Jack.

- Spójrzcie na główną ulicę tam stoi... - nie dokończyłam ponieważ przerwała mi Eva. - Ale tam nikogo nie ma Kenny - stwierdziła Eva. Odwracając się byłam zaskoczona, Nathan zniknął. Rozpłynął się w dosłownie kilka sekund.

Tracę już głowie. Czy ja mam już zwidy?Z Jackiem już rozmawiałam, więc najbliższy czas, aby porozmawiać z osobą na litery: N.H. (Nathan Howet ). Jeszcze dziś to zrobię. Jeśli dzisiaj dowiedział się tak wielu rzeczy to jeszcze muszę porozmawiać właśnie z nim.

Rozdział 9

Kenny

Odprowadziłam Eve do domu nic jej nie mówiąc, że właśnie zmierzam do domu Nathana. Byłam świadoma tego, że jeśli Eva by się dowiedziała, że do niego idę to by mnie samej tam nie puściła na sto procent, więc wolałam jej nic nie mówić. Problem musiałam rozwiązać sama z Nathanem. Obiecałam jej że wszystko będę jej mówić, ale o tym, że do niego idę nie miałam zamiaru.

Szłam i szłam, aż doszłam pod jego dom. Stając przed domem nacisnęłam czarny guzik domofonu i nie czekałam zbyt długo, ponieważ usłyszałam głos dochodzący z domofonu.

- Tak słucham?

Od razu rozpoznałam głos kobiety. To mama Nathana. - Dzień dobry Pani Howet, to ja Kenny, mogę wejść? - odezwałam się.

- Oczywiście Kenny już otwieram - odpowiedziała kobieta.

Przechodząc przez bramkę już widziałam, że mama Nathana czeka na mnie przed samym wejściem do domu.

- Dobrze cię widzieć Kenny - odparła kobieta.

- Panią również - odpowiedziałam.

- Dawno cię nie widziałam Kenny coś się stało?

- Nie, wszystko jest w porządku. Miałam dużo obowiązków na głowie.

Oczywiście musiałam ją okłamać, bo nie chciałam jej martwić. Już tak pewnie wie, że Nathan nie chodzi do szkoły itp.

- Rozumiem - odpowiedziała.

- Jest Nathan? - zapytałam.

- Nie, jeszcze go nie ma, ale możesz na niego poczekać - odpowiedziała mama Nathana.

- Dobrze to poczekam w jego pokoju - odpowiedziałam kierując się na górę.

Myślałam że dowiedzenie się prawdy od Jacka, jeśli chodzi o piątek mnie zaskoczyła, ale nie. Otwierając drzwi do pokoju Nathana doznałam wielkiego szoku. Na ścianach widniało pełno moich zdjęć. Było ich naprawdę sporo. Nigdy tych zdjęć nie widziałam kiedy tu byłam. Kiedy wszystkie je zrobił? I skąd je miał?Podeszłam bliżej zdjęć i przyglądam się im uważnie, nie pamiętam ani jednego. Skąd je ma?

Przyglądając się zdjęciom, zbliżyłam się do okna, postanowiłam że popatrzę przez okno, a tu proszę. Zobaczyłam Nathana, który właśnie wracał do domu. Natychmiast wyszłam z pokoju kierując się w stronę kuchni, gdzie była mama chłopaka.

- Mogę prosić herbatę? - zapytałam kobietę. - Musiałam coś wymyślić, aby chłopak nie domyślił się, że byłam w jego pokoju.

- Muszę zachowywać się naturalnie, ale ciężko było ukrywać moją zszokowaną minę.

- Tak Kenny, zaraz zrobię ci twoją ulubioną herbatę z cytryną.

Po tych słowach do domu wszedł Nathan. Na mój widok zrobił się blady jak ściana. Na jego miejscu też bym się zrobiła blada, gdybym go zobaczyła w moim domu jak idealnie bym do niego wchodziła.

- O już jesteś, zobacz kto cię odwiedził - powiedziała jego mama. A ten na jej słowa pokiwał głową i wydusił pięć słow.

- Część mamo, idę do pokoju.

Mówiąc to kierował się na górę, a ja szybko pobiegłam za nim.

- Nathan poczekaj, porozmawiajmy proszę.

Chłopak odwrócił się patrząc mi prosto w oczy.

- Zostaw mnie w spokoju, jestem zmęczony - Wyjdź z domu.

Po tym, przestał na mnie patrzeć, odwrócił się i szedł dalej na górę. Nie mogłam tak po prostu wyjść, przyszłam tu z pytaniem i z odpowiedzią wyjdę.

- Wiem, że pobiłeś Jacka - powiedziałam w tym czasie, kiedy chłopak chciał złapać za klamkę do drzwi swojego pokoju.

- Dlaczego to zrobiłeś? - zapytałam.

- Nic ci do tego!!

- Odpowiedź mi na moje pytanie - Czemu to zrobiłeś?

- Bo na to zasłużył - odwrócił się do mnie gwałtownie, a w jego oczach ujrzałam zbierający się zalew gniewu.

- Nie mówisz mi wszystkiego. Jesteśmy przecież przyjaciółmi, Nathan.

Jego oczy zrobiły się mniejsze, a gniew który widziałam w jego oczach przed chwilą, zmniejszył się.

- Nigdy nimi nie byliśmy, Kenny - powiedział po czym wszedł do swojego pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi, zostawiając mnie samą jak palec.

Przyszłam do niego z pytaniem, a z drugim wyjdę. No może więcej niż dwoma pytaniami.

- Co moje zdjęcia robiły na jego ścianach.

- Kiedy je zrobił?

- skąd je miał? - jeszcze jedno.

- Co miał na myśli mówiąc: Nigdy nimi nie byliśmy, Kenny.

Rozdział 10

Eva

Siedzimy razem z Jackiem na trybunach w wielkiej hali sportowej. W statucie jest napisane, że mecze od piątego do czwartego gra się bez publiczności, a od trzeciego można już na spokojnie przyjść i obejrzeć jak ktoś gra. Byłam szczęśliwa, bo wiedziałam, że dla Kenny to ważny moment. Grała o trzecie miejsce Igrzysk kosza, więc było to ważne wydarzenie w jej życiu. Nie mogłam się doczekać, kiedy usłyszę gwizdek startu. Niestety Jack nie mógł grać z powodu złego samopoczucia i oczywiście przez sytuację z piątku. Miałam jednak nadzieję, że drużyna Kenny wygra pomimo tego, że Jack nie może im pomóc.

***

(Dźwięk gwizdka) i ruszyli. Trzeba przyznać że drużyna Kenny grała wystrzałowo. No cóż treningi robią swoje. Rozglądając się po hali ujrzałam kogoś kogo się tu nie spodziewałam, byłam zaskoczona. Moją uwagę przykuł chłopak który był ubrany w czarną bluzę z kapturem na głowie. Widać było że chłopak patrzy na moją przyjaciółkę. Gdzie by Kenny nie poszła, tam jego wzrok szybko wędrował.

- Kto to jest?

Chłopak po chwili popatrzył w stronę Jacka jak i moją.

- Na głowę Merlina - To on!

Jack

- Podskoczyłem.

Zaraz ogłuchnę! - Eva dosłownie wydarła się do mojego ucha.

- Co się dzieję? - zapytałem.

- Patrz kto tam siedzi - Eva wskazała mi palcem.

- O cię pieron, to Nathan. A ten tu czego? - powiedziałem.

Nie było go na lekcjach, a ten jakby nigdy nic przyszedł na mecz w którym gra Kenny. Nagle czuje jak Eva błyskawicznie chwyta mnie za rękę.

- Tak jest Kenny!!

- Patrz, Jack Kenny trafiła, wygrała! - krzyknęła Eva trzymając moją rękę.

Moje serce chyba już eksplodowało. Moja przyjaciółka złapała moją rękę. Nawet nie czułem jak mocno mnie ściska. Miałem wiele siniaków, ale taki ból to sama przyjemność.

- Co się ze mną dzieję?

- Czy ja się zakochałem? - Zrobiło mi się gorąco.

- Eva ja zaraz przyjdę, idę do toalety. Wstałem opuszczając jej rękę. Chciałem, aby dłużej trzymała mnie, ale jakbym tam jeszcze został odpłynął bym z emocji.

- Ja cię kręcę.

Eva

Została ostatnia minuta meczu. Był remis. Kenny złapała piłkę którą podała jej Emily, a po chwili rykłam z całej siły.

- Tak jest Kenny!

- Patrz, Jack Kenny trafiła wygrała! - krzyknęłam jednocześnie łapiąc chłopaka za rękę. Zrobiłam to odruchowo, zawszę tak robiłam jak szłam na jakiś mecz tylko, że wtedy łapałam moją mamę za rękę, ale teraz mojej mamy tu nie było, tylko Jack. Spojrzałam na jego twarz, zrobił się czerwony. Ta chwila nie trwała długo, ponieważ Jack wstał informując mnie, że idzie do toalety. - Czy ja go wystraszyłam? - Bardzo go lubiłam, no dobra może, aż za bardzo. Szkoda że poszedł do toalety, chciałabym trzymać dłużej jego rękę.

- Eva! - usłyszałam głos mojej przyjaciółki.

Popatrzyłam w stronę przyjaciółki, a ta z pełną energią machała w moją stronę. Również pomachał do niej mając wielki uśmiech na twarzy. Machając do niej zobaczyłam, że Nathan zniknął z trybun. Teraz włączyła mi się czerwona lampka. Czemu Jack tak długo nie wraca, a Nathan zniknął. Bez chwili zastanowienia pokazałam Kenny mój telefon, informując ją, że zaraz wyślę jej wiadomość.

Ja: Kenny chodź do szatni.

A następnie szybkim krokiem udałam się do szatni Kenny.

Rozdział 11

Kenny

Widząc jak Eva przybiegła do mnie, wystraszyłam się.

- Co się stało? - zapytałam.

- Zniknęli Kenny! - odpowiedziała Eva.

- Kto zniknął?

- Jack mówił że wychodzi tylko do toalety, a nie wraca już sporo czasu. W dodatku Nathan zniknął z trybun - dodała.

- Nathan tu był? - zapytałam.

- No tak, nie widziałaś go?

- Nie.

- Kenny to w takim razie gdzie oni są? - A może Nathan mu coś zrobił? - Eva mówiła wystraszonym głosem.

Zaśmiałam się.

- Spokojnie, Jack jest w szatni u chłopaków. Minęłam go przed chwilą. Powiedział abym ci przekazała, że wszystko jest dobrze i przeprasza, że nie przyszedł z powrotem na trybuny. Wiedział że pójdziesz do mnie.

- Jest w szatni u chłopaków?

- Tak, nie martw się.

Jej twarz się uśmiechnęła.

- Uff to dobrze, trafiłam już myśli. - W takim razie gdzie jest Nathan?

- Nie mam pojęcia. - Nawet go nie widziałam - stwierdziłam.

Byłam zaskoczona, że Nathan przyszedł na mój mecz. Na mojej twarz pojawił się mały uśmiech.

- Tu jesteście - powiedział Jack.

Twarz Evy stała się pełna kolorów. Pomimo tego że Eva nigdy nie powiedziała kto jej się podoba, widziałam że Jack to nie tylko zwykły przyjaciel z którym chodziliśmy do klasy i rozmawiali na każdej przerwie. Jack też nigdy mi nie powiedział kto mu siedzi na oku. Ta dwójka była do siebie tworzona, widziałam to i wiedziałam.

***

- To widzimy się jutro - zawołał Jack.

Spojrzeli na siebie, a ja cicho się zaśmiałam.

- Nie idziesz z nami? - zapytała Eva.

- Niestety nie, zostaje tu jeszcze chwilę. Czekam na kumpli, wybaczcie.

- Dobrze to ja i Eva już pójdziemy.

Spojrzałam na przyjaciółkę. Jej twarz mówiła sama za siebie. Chciała aby Jack szedł z nami. Ta dwójka jest naprawdę niesamowita.

- Do jutra - odpowiedział Jack, kierując się w stronę szatni.

Już mamy wychodzić, a tu nagle Nathan pojawia jest centralnie przede mną.

- Widzieliście gdzieś Justina!? - zapytał.

- Nie, nie widzieliśmy - odpowiedziałam.

Chłopak słysząc moja odpowiedź, otworzył drzwi hali i wyszedł.

- A ten co znowu taki zły? - zapytała Eva.

- Nie mam pojęcia.

Zagadek to ja już miałam dużo do rozwiązania:

- moje zdjęcia na jego ścianach, - nigdy nimi nie byliśmy, Kenny, - pobicie Jacka.

I wiele więcej.