Trzydzieści lat wcześniej
Ciężkie, ołowiane chmury przecięła błyskawica, rozdzierając niebo na połowę. Z oddali słychać było odgłosy piorunów tak potężnych, aż zatrzęsła się od nich ziemia. Było to w ostatnim miesiącu roku - grudniu. Starzy ludzie opowiadali, że jeśli burza rozpęta się w miesiącu przyjścia Pana, ziemię przedtem nawiedzi demon zła w postaci wojny albo jeszcze innej plagi. Nie wróżyło to nic dobrego. Wystraszeni ludzie siedzieli w swoich domostwach, a bardziej bogobojni, wystawiali święte obrazy w oknach, by strzegły ich przed groźnym żywiołem, który przybierał różne formy. Najpierw rozszalał się wiatr, który przeszedł w złowrogi huragan i wyłamywał z korzeniami potężne drzewa, rzucając nimi jak zapałkami na domostwa, drogi i pola, zmiatając z powierzchni wszystko, co mu zawadzało po drodze. Z wezbranych rzek wypłynęły wody. Morze pod naporem huraganu rozszalało się na dobre. Wysokie fale zalały pobliskie miasta i wioski. Ci, którzy nie zdążyli wrócić do domu, zginęli w jego odmętach. Stanęły zakłady pracy, został wstrzymany ruch na drogach komunikacji. Strach padł na wielkich tego świata, którzy poza mamoną, nie znali innego zajęcia. Teraz zaczęli się bać o swój dobytek i większe skarby, które pod wpływem tak potężnych sił natury, nie przedstawiały żadnych wartości. Mimo że okres przypadał na zimę, ociągała się z przyjściem, choć dzieci z niecierpliwością na nią czekały. Z noskami przylepionymi do szyby wyglądały jak małe, niewinne cherubiny. Wreszcie ich cierpliwość i wiara zostały wynagrodzone, a gorliwe modlitwy dorosłych, zostały wysłuchane przez Boga. Szare chmury gdzieś odeszły, wiatr ustał, świeżo spadły śnieg przyoblekł ziemię w białą szatę. Mróz zamroził wszystkie wody, a na szybach, jak na jedwabnych gobelinach, namalował przepiękne wzory, które pochodziły od samego Stwórcy - Pana Wszechświata. Aby ludzie należycie przywitali swego Pana, Bóg wysłał na Ziemię swych Aniołów, aby rozgłosiły wieść, że wkrótce nadejdzie Ten, który miał przyjść, by mogli należycie się przygotować na Jego spotkanie.
Na jednym z obłoków usiadł Anioł, a po chwili dosiadł się do niego drugi. Rozwinęły swe skrzydła i wzniosły się najpierw nad polami i lasami, aż w końcu zatrzymały się nad siedliskami ludzi. Omijały tylko wysokie kominy, z których unosił się szary dym, jakby nie chciały osmalić sobie skrzydeł. Zapragnęły poznać zwyczaje ludzi i postanowiły przyjrzeć się im z bliska. Zatrzymały się nad niewielką kamienicą, gdzie w każdym oknie odbijały się kolorowe, wiszące na choinkach bombki. Spłynęły z obłoku na ziemię i przeobraziły się w ludzkie postacie.
I przez jakiś czas postanowiły wśród nich zamieszkać.