Tak to się zaczęło...
Miałem dziewiętnaście lat, studiowałem informatykę i byłem bardzo ambitny oraz pracowity. Poznałem Bogdana i Basię, którzy byli ode mnie starsi. Wspólnie rozkręcaliśmy projekt (LCNC), który okazał się międzynarodowym sukcesem.
Bogdan i Basia znali się już parę lat. Byli doskonale rozumiejącą się parą, to się po prostu czuło. Bardzo się od siebie różnili. Basia była poważna, zasadnicza, w naszym projekcie zajmowała się finansami, a Bogdan był zwariowanym typem, wciąż mającym nowe pomysły (trochę jak ja). Może dzięki temu tak się uzupełniali?
Myślę, że właśnie dzięki tak doskonałej relacji nie bali się wkraczać na inne tereny. Wiedzieli, że nawet nietypowe zdarzenia nie są w stanie naruszyć ich miłości i głebokiego wzajemnego przywiązania.
Takim nietypowym, odbiegającym od vanilla sex (czyli seksu konwencjonalnego) zdarzeniem, które miało pogłębić ich relacje i zespolić ich jeszcze bardziej, był układ trójkowy. Oczywiście wymyślił to Bogdan.
Tylko kogo wziąć na "trzeciego"? Bogdan wybrał mnie. Znaliśmy się od dawna, a wspólnie realizowany projekt tylko nas do siebie zbliżył. Przeświadczenie, że nie zburzę ich związku jakąś niezwykłością - paradoksalnie - przemawiało za mną.
Zaczęliśmy o tym rozmawiać przy drinku, ale nie chciałem, żeby to, co miało nastąpić, wydarzyło się w jakiejś alkoholowej mgiełce.
Byłem trochę zaskoczony pomysłem Bogdana, nigdy wcześniej nie myślałem o trójkącie. Miałem już za sobą parę seksualnych (krótszych lub dłuższych) "momentów" z dziewczynami, wszystkie były miłe i udane, ale szczerze mówiąc, teraz bardziej pochłaniał mnie nasz projekt. Taki już jestem pracuś!
A co na to wszystko Basia? Kręciła głową i mówiła: "Bogdan ma znowu jakieś zwariowane pomysły". Dało się odczuć, że nie całkiem je podziela. Przez moment uchwyciłem jednak spojrzenie jej lazurowych oczu i nic nie było "zwyczajne".
Bogdanowi zależało na tym, żeby nasze spotkanie było odpowiednio przygotowane, tym bardziej że miał to być tylko jeden raz, ONS1 mówiąc językiem Tindera, bez powtórek.
Chodziło o to, aby dla nas trojga było ono pięknym, niezapomnianym przeżyciem.
Spotkaliśmy się więc z Bogdanem najpierw we dwójkę. Omówiliśmy sprawy techniczne, wymieniliśmy wyniki testów na HIV i żółtaczkę, ustaliliśmy kiedy się najlepiej spotkać tak, aby nie przeszkadzała miesiączka, uzgodniliśmy sprawy antykoncepcji.
Bogdan uznał, że musimy się umówić jeszcze raz umówić we dwójkę w sprawach "nietechnicznych". Spotkaliśmy się u mnie, wypiliśmy parę vodka martini i zaczęliśmy rozmawiać na temat samego przebiegu zbliżenia. Bogdan postanowił objaśnić mi, co najbardziej lubi jego bogdanka, jak mamy ją pieścić i w jakiej kolejności. Stwierdził, że głupio takie sprawy omawiać przy stole, więc zaproponował, żebyśmy położyli się do łóżka. Uznałem, że ma rację. Trudno jednak kłaść się do łóżka w ubraniu. Zdjęliśmy spodnie oraz koszule i przykryliśmy się kołdrą. Zostaliśmy w majtkach, bo przecież nie miało być między nami nic fizycznego, tylko dyskusje o przyszłym seksie z Basią.
Bogdan opowiedział, co ona najbardziej lubi, zaplanował pieszczoty i - nie ukrywam - bardzo mnie to podnieciło. A potem opowiedział mi, jak on przeżywa ten nadchodzący moment:
- To bardzo intensywne i złożone uczucia. Najbardziej ukochaną istotę na świecie oddajesz innemu samcowi i on ją - w twojej obecności - penetruje.
Taką sytuację nazywa się po angielsku cuckoldry czyli zdradą kontrolowaną, a po polsku - rogaceniem. Wydawałoby się, że jest to coś okropnego, nie do zaakceptowania, ale z drugiej strony silne przeżycia z tym związane powodują, że związek z ukochaną osobą zyskuje nowy wymiar, staje się intensywniejszy, daje wszystkim stronom niezwykłe rozkosze.
Szacuje się, że w samych Stanach Zjednoczonych nawet co piąta para praktykuje rogacenie, żeby zintensyfikować swoje przeżycia2.
Bogdan zdawał sobie sprawę z tego, jak piękne doznania może dać spotkanie we trójkę, ale z drugiej strony było to dla niego psychicznie bardzo trudne, bo - skoro inny samiec może mieć Basię, i to w jego obecności - nie byłby już samcem alfa. Dlatego mógł tę sytuację zaakceptować tylko wtedy, jeśli będzie czuł, że jestem mu całkowicie podporządkowany.
Dotychczas nie było między nami takiej relacji, działaliśmy na wspólnej płaszczyźnie i nie odczuwaliśmy potrzeby dominowania ani z jednej, ani z drugiej strony.
Zapytałem go więc, jak zamierza to zrealizować.
- No cóż... - powiedział. - Musiałbym cię przecwelować. Cwel jest kimś definitywnie uległym, podległym samcowi alfa. Wtedy czułbym, że mogę ci użyczyć mojej dziewczyny.
Byłem lekko przerażony, ale z drugiej strony marzyłem o tym, żeby zerżnąć Basię (zwłaszcza po tych jej spojrzeniach), i byłem gotów zrobić wszystko, aby do tego doszło.
- No dobrze - wyjąkałem. - To umówmy się jutro u mnie na to przecwelowanie.
Nie chciałem, żeby to było od razu, bo dla mnie to trochę cringe. Oczywiście starałem się, jak każdy kulturalny pracuś, dokładnie podcierać się, ale wiadomo, że koniec końców nigdy nie jest idealnie. Gdybym miał czas do jutra, mógłbym zrobić sobie lewatywę, wykąpać się itd.
- Nie - powiedział Bogdan. - Zróbmy to teraz.
Kazał mi zdjąć majtki, uklęknąć na brzegu tapczanu i wypiąć pupę. Przyglądał się jej z bliska, obmacywał ją i wąchał. Wtedy powoli zaczęło do mnie docierać, że Bogdanowi nie chodzi o zademonstrowanie, że jest samcem alfa, ale o wąchanie i penetrowanie dziewiczego odbytu dziewiętnastoletniego chłopaka, którym wtedy byłem.
Zapach odbytu ma niewiele wspólnego z zapachem kupy. Ma on złożony bukiet, na który składają się nuty podcierania, potu, wydzieliny gruczołów odbytu, a w przypadku dziewczyn także soczku spływającego z pusi. Każdy może to zresztą sprawdzić, wąchając pupę bliskiej osoby.
Potem dostałem klapsa. Musiałem ułożyć się na wznak i Bogdan zajął się moim penisem.
Gdy to piszę, nasuwa mi się kilka refleksji. Ciało faceta jest tak naprawdę seksualnie nieciekawe. Penis wraz z przyległościami i długo, długo nic. Czasem nawet krótko i nic!
Inaczej z dziewczyną. Tu każdy kawałek ciała zaprasza do pieszczot: stópki, karczek, śliczne piersi, sutki, pusia, pupa itd. Ale z drugiej strony, żadna dziewczyna nie potrafi tak dopieścić faceta jak drugi facet. Zna on z własnego doświadczenia fizjologię męskiej rozkoszy.
Bogdan udowodnił to, zajmując się mną. Lekkie dotykanie różnych miejsc, ściąganie napletka o kilka milimetrów, zakładanie mi gumki (bo pomyślał i o tym, żeby nie zaplamić pościeli) - to było mistrzostwo, żadna dziewczyna nie potrafiłaby tego zrobić w tak subtelny i podniecający sposób.
Potem znów kazał mi stanąć na czworakach i wypiąć pupę. Poczułem jego ciepły oddech na moim odbycie, a potem dotyk języka. Każdy, kto kiedykolwiek doznał anilingusu, przyzna, że trudno o bardziej intensywne i podniecające bodźce.
Odbyt jest strefą wybitnie erogenną. Nerw zwieracza odbytu rozgałęzia się również do nerwu grzbietowego prącia czy łechtaczki, więc odbyt, penis i łechtaczka działają niejako na tej samej fali.
Bogdan zaczął mi lizać odbyt, a potem jego język zaczął się w nim zagłębiać.
Wypiąłem się jeszcze bardziej, powtarzając w myśli: "Verweile doch! Du bist so schön!"3. Bogdan posmarował swego penisa lubrykantem, poczułem silne klepnięcie w pupę i po chwili zaczął mnie deflorować.
Poczułem się trochę jak policjant4. Trudno opisać moje fizyczne doznania, ale najważniejsze i tak były przeżycia psychiczne. Dziewczyna jest przygotowana przez naturę na to, że wcześniej czy później będzie penetrowana, w końcu od tego zależy istnienie gatunku. Natomiast dla faceta to pierwsze zagłębienie się czyjegoś penisa w jego najintymniejsze miejsce jest szokiem.
Bogdan zaczął wpychać swojego członka coraz głębiej, a mój początkowy szok zaczął się zamieniać w przyjemność.
Wkrótce poczułem strzykanie w odbytnicy. Mój partner wypróżniał się z nasienia. Przyznaję, że czując to, zlałem się w gumkę.
Wyszedłem od niego uszczęśliwiony. Teraz Basia stoi przede mną otworem!
Wciąż czułem w sobie spermę Bogdana i przez cały dzień co chwilę stawał mi pewien organ.
W następnym tygodniu spotkaliśmy się we trójkę. Samo oczekiwanie było niesamowite. To "przeprogramowywanie" się, wyobrażanie sobie różnych sytuacji bardzo mnie podniecało. Nie dało się tego porównać z oczekiwaniem na swój pierwszy raz w systemie dwuosobowym. Myślę, że oni też tak to odczuwali.
Wypiliśmy parę kieliszków Primitivo, siedzieliśmy przy stole gwarząc o różnych rzeczach, ale panowało pomiędzy nami niezwykłe napięcie. Wreszcie Bogdan wstał, zgasił światło, otworzył drzwi do sypialni i powiedział:
- Zapraszamy!
Basia nie chciała wejść, więc wzięliśmy ją z obu stron za ręce i wciągnęliśmy do środka. Opierała się lekko. Szeptem pytała: "Och, co wy robicie?", z nutą pełnej zachwytu dezaprobaty.
Zaczęliśmy od pieszczenia się i całowania. To trochę obniżało napięcie związane z tym, co nas czeka.
Basia była cudowna. Miała niesamowity wdzięk! Rozbieraliśmy ją powoli razem z Bogdanem. Starałem się nie wychodzić przed szereg, ustępowałem pierwszeństwa jej partnerowi, ale miałem też okazję się do niej przytulać. Spośród nas trojga to właśnie Bogdan miał najtrudniejsze psychicznie zadanie. Starałem się skompensować mu to, pieszcząc jego penisa i - nie powiem - to też było dość przyjemne. Jego członek miał charakterystyczny zapach, który dodatkowo mnie podniecał. Basia dobrze wybrała faceta! Dla mnie pieszczenie przyrodzenia innego mężczyzny było nowym, podniecającym przeżyciem, ale oczywiście nie równało się z całowaniem Basi i pieszczeniem jej pupy oraz pięknych piersi.
Basia natomiast, nie chcąc chyba sprawiać przykrości Bogdanowi, zachowywała się w stosunku do mnie przyjaźnie, ale spokojnie, sygnalizując mu w ten sposób, że traktuje naszą przygodę tylko jako eksperyment, mający na celu umocnienie ich wzajemnej więzi.
Potem nadszedł moment penetracji. Ja miałem być pierwszy w kolejności. Basia ułożyła się w pozycji misjonarskiej, a Bogdan wziął sprawy w swoje ręce i osobiście wprowadził mojego penisa do jej pusi. To była taka forma autoryzacji stosunku, pokazania, że dzieje się to za jego zgodą.
Przez cały czas leżała spokojnie, udając, że poddaje się po prostu jakiemuś zwariowanemu pomysłowi Bogdana, ale po immisji penisa uświadomiłem sobie, że tak naprawdę jest zupełnie inaczej. Jej pusia pulsowała w nieprawdopodobny sposób. Nieraz przeżywałem orgazmy dziewczyn, ale czegoś takiego nie doświadczyłem jeszcze nigdy. Nadal udawała spokojną, żeby nie urazić swojego ukochanego, co zapewne nie było dla niej łatwe, a ja doznałem niesamowitego spełnienia. Byłem nim tak osłabiony, że z trudem zszedłem z tej cudownej dziewczyny, aby ustąpić miejsca Bogdanowi.
Po tym, jak obaj spuściliśmy się do pusi, cała nasza trójka była tak oszołomiona, że długo leżeliśmy bez ruchu obok siebie, rozpamiętując wrażenia. Potem zaczęliśmy się przytulać. To było takie - mówiąc Iredyńskim - spawanie potem. Czułem do Bogdana i Basi wdzięczność, że umożliwili mi to niezwykłe przeżycie. Myślę, że dla nich to też było punktem zwrotnym we wzajemnej relacji.
Tak jak na początku ustaliliśmy, miała to być tylko jednorazowa przygoda, umacniająca ich wzajemne więzi, a nie jakaś stała relacja. I to się udało.
Bogdanowie wkrótce przenieśli się do Berlina, bo trzeba było tam doglądać naszego projektu, który rozwijał się już w skali międzynarodowej. Pobrali się, Basia urodziła dzieciaczka, w rodzinie panowała harmonia i zaufanie. Podjęli słuszną decyzję, wzbogacając związek o to "potrójne" przeżycie. Cieszę się, że trochę się do tego przyczyniłem.
Gdy mały Bartek miał już dwa latka, zaprosili mnie do Berlina. Oczywiście cały czas miałem z nimi kontakt online, Bogdan przyjeżdżał też czasem do Polski, ale po raz pierwszy od tamtego razu spotkaliśmy się w trójkę. Usiedliśmy do kolacji, a Bogdan z palcem w pupie polewał Lansona.
Cooo?! Z palcem w pupie?
Il. 1. Prawidłowe nalewanie szampana.
Owszem, to prawidłowy sposób serwowania szampana. Butelkę trzyma się dłonią od spodu, wkładając kciuk w zagłębienie w denku, które sommelierzy nazywają pupą. Inny sposób trzymania (nachwytem) stosuje się wtedy, gdy szampana otwiera się szablą. Taki sposób otwierania, zwany sabrage, można zamówić na przykład w krakowskim Wierzynku.
Plotkowaliśmy na różne tematy, ale cały czas to "coś" wisiało między nami.
Wreszcie Bogdan wstał od stołu i powiedział: "Zapraszamy!", tak jak przed trzema laty. Wszyscy wybuchliśmy śmiechem, bo wiedzieliśmy, o co chodzi. Już nie musieliśmy zaciągać Basi do łóżka, wyczułem zresztą, że oboje umówili się wcześniej, co będziemy robić. Basia się zmieniła, macierzyństwo dodało jej kobiecości, pogłębiło jej urok, który działał na mnie jeszcze silniej niż wtedy.
Zaczęliśmy się rozbierać i wzajemnie pieścić. Zauważyłem, że Basia przejawia inicjatywę oddolną, że pasjonują ją moje genitalia, czemu dawała wyraz zarówno rączką, jak i buzią. Wiadomo, jakie miejsce najbardziej interesowało Bogdana, ale Basia dzielnie pomagała mu w pieszczeniu mojej pupy.
Po angielsku (urban dictionary) pieszczoty pupy i odbytu (rączką i buzią) nazywa się salad tossing.
To ja byłem w centrum pieszczot, a nie Basia czy Bogdan, ale to zrozumiałe. Oni mieli siebie na co dzień, a ja byłem jednorazową atrakcją. Okazało się też, że mają wobec mnie daleko posunięte plany. Otóż mieliśmy się tym razem kochać we trójkę w taki sposób, że Basia będzie oddawać się mi, leżąc na wznak, a Bogdan będzie zagłębiać się w moją pupę. Oczywiście wymagało to odpowiedniego przygotowania i oboje z zapałem się do tego zabrali.
Potem Basia podłożyła sobie pod pupę pampersa, co mnie trochę zdziwiło, i rozłożyła szeroko nogi. Czułem jak Bogdan trzyma w dłoni moje prącie, wprowadzając je do pusi, a potem przygotowuje się do penetracji mojej pupy. Basia w tym czasie głaskała mnie po głowie i szeptała, całując mnie swymi ślicznymi ustami, które przed chwilą dotykały mojego odbytu: "Nie bój się, to nie będzie boleć".
Ach, te młode mamy!
Z jednej strony miałem, najbliżej jak tylko można, cudowne, dojrzałe kobiece ciało, a z drugiej strony, równie blisko, męskie ciało i zagłębiającego się we mnie penisa. Czułem, że Basia i Bogdan cały czas myśleli o sobie nawzajem, przeżywali to wspólnie, a nie każde z nich z osobna. Ja byłem takim ogniwem pośredniczącym.
Wkrótce nastąpił wtrysk do pupy, a po chwili ja zlałem się do pusi. Basia dotrzymała mi kroku i też szczytowała. Poczułem, że cały jej srom jest mokry i zrobiło mi się głupio, że coś wyszło nie tak i dziewczyna się posikała. Okazało się, że wszystko jest w porządku, Basia po prostu miała squirting, czyli kobiecy wytrysk, jak to niektórzy nazywają. Pampers Bartusia się przydał.
Po tym wszystkim długo leżeliśmy przytuleni i uszczęśliwieni. Czuliśmy, że jesteśmy sobie tak bliscy, szeptaliśmy sobie bez wstydu różne rzeczy. Potem z sąsiedniego pokoju dobiegł płacz Bartusia i Basia wstała, żeby go uspokoić.
Czym jest ów tajemniczy squirting? Przeżywają go dziewczyny (nie wszystkie!), gdy osiągają silny orgazm.
No ale przecież dziewczyny nie mogą ejakulować tak jak faceci!
Jest to przedmiotem naukowych sporów. Jedni twierdzą, że należy rozróżniać ejakulat, bo dziewczyny ejakulują do wewnątrz (oczywiście bez plemników), od squirtu, który zawiera glukozę, fruktozę, mocznik, kreatyninę i inne mądre składniki. Z oczywistych powodów badania naukowe w tej dziedzinie są trudne. Trzeba wyłonić odpowiednio dużą grupę kobiet, aby wyniki miały znaczenie, doprowadzać je do silnych orgazmów i zbierać uzyskiwane próbki squirtu do analizy. Doceniając trud naukowczyń i naukowców, deklaruję, że - jako wolontariusz - chętnie wezmę czynny udział w takich badaniach (o ile oczywiście nie będzie tu chodziło tylko o metaanalizy), doprowadzając członkinie badanej grupy do squirtingu.
Wielu facetów jest rozczarowanych, że dziewczyna ma wprawdzie orgazm, ale nie squirtuje, co świadczy .to o tym, że są słabymi kochankami. Utwierdzają ich w tym mniemaniu liczne filmy porno, na których oglądać można gigantyczne kobiece wytryski. No cóż, filmowcy mają swoje triki.
Bystre dziewczyny orientują się w tych męskich tęsknotach i pilnie ćwiczą z seksedukatorkami, żeby zadowolić swego ukochanego. Najlepiej na tym wychodzą same nauczycielki (są to z reguły lesbijki), które przy tej okazji mogą także opchnąć swoim uczennicom różne wibratory i afrodyzjaki.
Faceci są na ogół przerażeni squirtingiem, ponieważ myślą, że dziewczyna się zsikała.
Muszę przyznać, że mnie to specjalnie nie kręci. Poza Basią nie spotkałem nigdy dziewczyny, która go miała, choć, nie chwaląc się, dziewczyny raczej na mnie nie narzekały.
1 One Night Stand (ang.) - jednorazowa przygoda.
2 J. J. Lehmiller Tell Me What You Want: The Science of Sexual Desire and How It Can Help You Improve Your Sex Life. Hachette Books, 2020.
3 Verweile doch! Du bist so schön! (niem.) - O chwilo trwaj! Jesteś tak piękna. J. W. Goethe, "Faust".
4 Policjanci mają często do czynienia z życzeniami "CHWDP".