Anglosasi. Historia początków Anglii - Marc Morris

Kup ebooka

99.99 zł
79.99 zł (77,94 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

SPIS ILUSTRACJI

Hełm z Sutton Hoo. ? The Trustees of the British Museum. Wszelkie prawa zastrzeżone. Tkanina z Bayeux. Scena przedstawiająca śmierć króla Harolda. Za specjalnym pozwoleniem miasta Bayeux. Zmieniający się obraz Richborough w czasach rzymskich. a. Rekonstrukcja fortu z około 120 roku naszej ery. ? Historic England Archive. b. Rekonstrukcja fortu z połowy III wieku. Ivan Lapper (English Heritage/Heritage Images/Getty Images). c. Zdjęcie lotnicze. ? Historic England Archive. Trzy monety ze skarbu z Hoxne. Fotografia wykonana przez Chrisa Keatinga podczas warsztatów British Museum/Wikipedia. Domena publiczna. Grodzisko Cadbury w Somerset. ? Historic England Archive. Szkic rekonstrukcyjny grobowca kurhanowego w Prittlewell w hrabstwie Essex. ? Museum of London Archaeology, reprodukcja za zgodą. Prace wykopaliskowe przy pochówku łodziowym w Sutton Hoo w 1939 roku. ? The Trustees of the British Museum. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szkic rekonstrukcyjny siedziby w Cowdery's Down w Hampshire. Simon James, za zgodą. Widok na Lindisfarne z lotu ptaka. Northumberland County Council, za zgodą. Oryginalna kamienna tablica dedykacyjna kościoła (basilica) św. Pawła w Jarrow. Domena publiczna. Wyobrażenie widoku na Lundenwic. ? Museum of London Archaeology, reprodukcja za zgodą. Słup Elisega. Fot. Howard Williams, za zgodą. Srebrny pens przedstawiający króla Offę. ? The Fitzwilliam Museum, Cambridge. Srebrny pens przedstawiający królową Cynethryth. Classical Numismatic Group, LLC, za zgodą. Kamień z IX wieku z Lindisfarne, przedstawiający zbrojny atak. ? Historic England Archive. Statek z Gokstad z IX wieku, odkryty ponownie w 1880 roku. LHismanto/Shutterstock. Pomnik króla Alfreda Wielkiego w Wantage. Greg Balfour Evans/Alamy Stock Photograph. Plan burh w Wallingford. ? Environment Agency, za zgodą. Pagina z dokonanego przez Alfreda przekładu Opieki duszpasterskiej Grzegorza Wielkiego. Fot. Bodleian Libraries/MS. Hatton 20, fol. 1r, dzięki uprzejmości Bodleian Images. Moneta z wizerunkiem ?thelstana w koronie jako "króla całej Brytanii". ? The Fitzwilliam Museum, Cambridge. Pozostałości po rzymskim amfiteatrze w Cirencester. Fot. Francis Hawkins ? SNWS.com. Rekonstrukcja nowego kościoła opackiego w Glastonbury, zbudowanego z inicjatywy Dunstana. ? The Centre for the Study of Christianity and Culture, University of York, za zgodą. Ilustracja z jedenastowiecznej kopii Regularis Concordia, ukazująca króla Edgara w towarzystwie św. Dunstana i św. ?thelwolda. ? British Library Board, BL Cotton Tiberius A III, fol. 2v. Ilustracja przedstawiająca stworzoną na podstawie wykopalisk wizualizację fragmentu Winchesteru z końca X wieku. Oxford Archaeology, za zgodą. Scena z pochodzącego z początku XII wieku angielskiego kalendarza, przedstawiająca oracza podczas pracy. Cotton Julius A. VI, fol. 3/Album/Alamy Stock Photograph. Zbiorowa mogiła na Ridgeway Hill w Dorset. Oxford Archaeology, za zgodą. Dwie monety bite za panowania ?thelreda Bezradnego. a. Moneta przedstawiająca ?thelreda w hełmie na głowie. Classical Numismatic Group, LLC, za zgodą. b. Moneta z 1009 roku, ukazująca Baranka Bożego oraz Gołębicę Pokoju. Gabriel Hildebrand, The Royal Coin Cabinet/Statens Historika Museer (Sztokholm). Domena publiczna. Król Knut i królowa Emma ofiarowują ogromny krzyż jako dar dla opactwa New Minster w Winchesterze. ? British Library Board, BL Stowe MS 944, fol. 6. Autor Encomium pokazuje swoje dzieło królowej Emmie. ? British Library Board, Add MS 33241 (Encomium Emmae reginae). Tkanina z Bayeux: scena, w której Harold składa przysięgę Wilhelmowi, obiecując, że poprze jego roszczenia do tronu. Za specjalnym pozwoleniem miasta Bayeux. Tkanina z Bayeux: koronacja Harolda Godwinsona. Za specjalnym pozwoleniem miasta Bayeux. Wielka Księga Domesday (Great Domesday) oraz Mała Księga Domesday (Little Domesday), [z:] W. Andrews, Historic Byways and Highways of Old England (1900).

WKŁADKA KOLOROWA

Skarb z Hoxne. Fot. Mike Peel (www.mikepeel.net). Domena publiczna. Wał Hadriana. Kevin Standage/Shutterstock. Dwa artystyczne przedstawienia Durovernum (Canterbury), ukazujące miasto u szczytu rzymskiej potęgi oraz jego ruiny po upadku imperium. Ivan Lapper. ? Canterbury Museums and Galleries. Zapinka z Kingston Down. Walker Art Gallery, National Museums Liverpool/Bridgeman Images. Klamra od pasa ze skarbu z Sutton Hoo. ? The Trustees of the British Museum. Wszelkie prawa zastrzeżone. Artefakty ze skarbu znalezionego w Staffordshire. Birmingham Museums and Art Gallery/Bridgeman Images. Krzyż pektoralny noszony niegdyś przez św. Kutberta. Owen Humphreys/PA Images/Alamy Stock Photograph. Krypta w opactwie Hexham. Reprodukcja za zgodą British Pilgrimage Trust. Kościół w Bradwell-on-Sea w Essex. Fot. Colm O'Laoi. Domena publiczna. Ewangeliarz z Lindisfarne. Pierwsza strona z Ewangelii św. Mateusza. ? British Library Board, Cotton Nero D. IV. Wał Offy przecinający Llanfair Hill. Fot. David Jones ? PA Images. Kościół Wszystkich Świętych w Brixworth. Baz Richardson ? Wszelkie prawa zastrzeżone. Złota moneta wybita za panowania króla Offy. Dzięki uprzejmości Sylloge of Coins of the British Isles. Rzeźbiona zwierzęca głowa - jedna z pięciu - odkryta w pochówku łodziowym z IX wieku w Oseberg. ? Museum of Cultural History, University of Oslo, Norway/Kirsten Helgeland. Domena publiczna. Strona (Mt 1, 18) ze znajdującego się w Sztokholmie Codex Aureus, ff. 9v & 10r. The Picture Art Collection/Alamy Stock Photograph. Klejnot Alfreda. Heritage Image Partnership Ltd/ Alamy Stock Photograph. Miecz z Gilling. Dzięki uprzejmości York Museums Trust (yorkmuseumstrust.org.uk). Domena publiczna. Król ?thelstan wręczający księgę św. Kutbertowi. Parker Library, Corpus Christi College, Cambridge. Użyto za zgodą. Fragmenty stuły i manipularza wyhaftowanych złotem (z grobowca św. Kutberta). Reprodukowano za zgodą kapituły katedralnej w Durham. Wzgórze Glastonbury. Stephen Govan ? Wszelkie prawa zastrzeżone. Użyto za uprzejmą zgodą. Wąwóz Cheddar. James Loveridge/Alamy Stock Photograph. Frontypis karty fundacyjnej New Minster w Winchesterze. ? British Library Board, BL Cotton MS Vespasian A VIII. Wieża z połowy XI wieku w Earls Barton w Northamptonshire. ? Laurence Burridge. Reprodukowano za uprzejmą zgodą. Karta z Domesday Book. Mary Evans/The National Archives, London.

RYSUNKI NA STRONIE 53

1.1. Cmentarzyska ciałopalne. Na podstawie: H. Williams, Cemeteries as Central Places - Place and Identity in Migration Period Eastern England, [w:] Central Places in the Migration and Merovingian Periods, red. L. Larsson i B. H?rdh (Sztokholm, 2002), s. 344.

1.2. Saski styl reliefowy a styl zapinek pierścieniowych. Na podstawie: S. Laycock, Britannia - The Failed State: Tribal Conflict and the End of Roman Britain (Stroud, 2008), s. 171 (ryc. 74) oraz S. Suzuki, The Quoit Brooch Style and Anglo-Saxon Settlement (Woodbridge, 2000), s. 195 (ryc. 78).

1.3. Rzymskie prowincje i ich główne stolice oraz umowne granice. Na podstawie: J.C. Mann, The Creation of Four Provinces in Britain by Diocletian, "Britannia", 29 (1998), s. 340.

1.4. Zapinki na nadgarstki - strefa Anglów. Na podstawie: J. Gerrard, The Ruin of Roman Britain: An Archaeological Perspective (Cambridge, 2013), s. 264 (ryc. 7.5).

WSTĘP

Podczas pracy nad książką poprosiłem wiele osób, aby podzieliły się ze mną swoimi pierwszymi skojarzeniami dotyczącymi Anglosasów. Odpowiedzi były oczywiście bardzo różne, jednak dwie powtarzały się nadzwyczaj często. Pierwszą, często przywoływaną przez zapytanych rzeczą, był odkryty w 1939 roku skarb z Sutton Hoo, obecnie znajdujący się w Muzeum Brytyjskim w Londynie, drugą zaś była śmierć króla Harolda w słynnej bitwie pod Hastings w 1066 roku.

Pochodzący z początków VII wieku skarb z Sutton Hoo, złożony w łodzi wraz ze szczątkami właściciela i umieszczony pod wielkim kurhanem, stanowi najbardziej imponujący zbiór anglosaskich zabytków, jakie kiedykolwiek odkryto. Nawet jeśli ta nazwa nic ci nie mówi, Drogi Czytelniku, z pewnością kojarzysz najbardziej charakterystyczne artefakty związane z historią Anglosasów, czyli hełm z wyrazistą maską twarzy, który widnieje na okładkach niezliczonych książek i magazynów oraz słynną Tkaninę z Bayeux - jedno z najbardziej rozpoznawalnych dzieł sztuki średniowiecznej, na którym uwieczniono śmierć króla Harolda.

1. Hełm z Sutton Hoo.

Tylko czy te dwa najczęstsze skojarzenia dotyczące Anglosasów mają w ogóle coś wspólnego ze sobą? Pochówek z Sutton Hoo i bitwę pod Hastings dzieli prawie pół tysiąclecia, w trakcie którego nastąpiły ogromne zmiany. Harold był władcą zjednoczonego już królestwa, które współcześni nazywali Anglią i którego granice niemal pokrywały się z dzisiejszymi. Było to królestwo zamożne, cieszące się pokojem, z rozwijającą się gospodarką, skarbcem pełnym srebrnych monet oraz z wieloma miastami, portami i osadami.

2. Tkanina z Bayeux. Scena przedstawiająca śmierć króla Harolda.

Było to również państwo chrześcijańskie - z szesnastoma katedrami, około sześćdziesięcioma klasztorami i tysiącami lokalnych kościołów.

Lecz w czasach pochówku z Sutton Hoo obraz ten wyglądał zgoła inaczej. To, co ostatecznie miało stać się Anglią, stanowiło zlepek mniejszych królestw, które nieustannie rywalizowały ze sobą, osiągając na przemian chwilową przewagę. Żadne z nich nie mogło poszczycić się osadą liczącą więcej niż kilkuset mieszkańców, nie wspominając o srebrnej monecie czy rozwiniętym handlu.

Chrześcijaństwo, które zawitało na te ziemie zaledwie pokolenie wcześniej, w tamtym czasie poczyniło jeszcze niewielkie postępy i niemal wszyscy mieszkańcy nadal praktykowali pogański kult, oddając cześć bogom takim jak Thunor, Frig i Woden. Król Harold zaś - żyjący w świecie biskupów, grodów, hrabstw i szeryfów - prawdopodobnie czułby się swobodniej wśród Anglików późnego średniowiecza niż wśród ludzi, którzy ponad cztery wieki wcześniej dokonali słynnego pochówku łodziowego.

W ciągu stuleci, które dzieliły te dwa okresy, zaszły niezwykle głębokie zmiany, dlatego też uogólnianie historii "Anglosasów" raczej nie ma większego sensu, zwłaszcza że wymaga ono skrajnych uproszczeń. Mówić o "anglosaskiej sztuce wojennej" to jakby próbować uśrednić kwestie taktyki stosowanej w razie konfliktów między XIV a XIX wiekiem. Mając to na uwadze, starałem się unikać zbytnich uogólnień, a zamiast tego opisywać przebieg głównych przemian społecznych i politycznych. W każdym rozdziale omówiłem dominującą tematykę danej epoki. I tak na przykład rozdział trzeci poświęciłem drugiej połowie VII wieku, kiedy to nastąpiła dynamiczna ekspansja chrześcijaństwa oraz zakładanie klasztorów i biskupstw. Oczywiście, w tamtym czasie w Brytanii miały miejsce również inne istotne wydarzenia, ale przedstawiłem je jedynie jako wątki poboczne. Niemożliwe jest bowiem napisanie książki o okresie obejmującym ponad siedem stuleci - od rzymskiej Brytanii po podbój normański - bez konieczności dokonywania wyborów. Poświęcając każdy rozdział jednej kluczowej tematyce, starałem się stworzyć jak najbardziej przejrzystą narrację.

W większości rozdziałów koncentrowałem się również na konkretnych postaciach historycznych. Cztery rozdziały poświęciłem postaciom wybitnych królów, dwa biskupom, a jeden rodzinie Godwinów. Podkreślam raz jeszcze, że w tych wypadkach wybrałem formę biografii, która pozwala ukazywać wydarzenia epoki w bardziej przystępny i zrozumiały sposób - z perspektywy ludzkich doświadczeń, ponieważ kluczową sprawą było dla mnie zachowanie przejrzystości narracji. Zależało mi jednocześnie, aby książka nie stała się jedynie zbiorem odrębnych portretów, dlatego w każdym rozdziale zamieściłem sporo materiału pozabiograficznego, który rozwija główne wątki opowieści i spaja poszczególne rozdziały. Nie jest to przecież seria szkiców historycznych, lecz opowieść o narodzinach Anglików i rozwoju Anglii.

Niestety, ze względu na brak wystarczających źródeł potrzebnych do stworzenia wiarygodnego opracowania, żadnego z rozdziałów nie poświęciłem kobietom. W przypadku niektórych królów i biskupów mamy to szczęście, że dysponujemy odpowiednimi świadectwami, lecz niestety w przypadku królowych czy przeorysz takie źródła się nie zachowały. Jedynie w swojej monumentalnej Historii kościelnej, napisanej na początku VIII wieku, Beda Czcigodny zamieścił kilka krótkich opisów pobożnych niewiast. Dopiero w połowie XI wieku pojawiają się źródła mówiące o kobietach, a to dzięki temu, że dwie królowe - Emma i Edyta - zleciły napisanie politycznych traktatów, w których wspomniano również o ich działalności. Jednakże nawet te cenne późne świadectwa zawierają zbyt skąpy materiał, aby można było oprzeć na nim cały rozdział. Możemy mimo to przypuszczać, że w niektórych okresach konkretne kobiety odgrywały kluczową polityczną rolę. Bywało tak na przykład w X wieku, kiedy kolejni młodzi królowie szybko umierali, podczas gdy ich matki, pozostając na dworach, sprawowały władzę i podpisywały najważniejsze królewskie dokumenty. Niestety, pomimo tego, że cieszyły się władzą i wpływami, ich działalność nie została udokumentowana, a osobowości i losy do dziś są spowite mrokiem tajemnicy.

Ten deficyt źródeł może wydawać się zaskakujący, zważywszy na to, że era anglosaska jest często uważana za "złoty wiek" dla kobiet. Od końca XVIII wieku dominował pogląd, że kobiety w Anglii miały większe prawa przed podbojem normańskim niż po nim i że były wówczas wyżej cenione przez społeczeństwo. W połowie XX wieku pewien wybitny historyk stwierdził nawet, że przed 1066 rokiem mężczyźni i kobiety cieszyli się "pragmatycznym partnerstwem"1. Jak to jednak często bywa ze "złotymi wiekami", obraz ten opiera się na wybiórczej interpretacji bardzo ograniczonych i zarazem problematycznych źródeł. Mam tu między innymi na uwadze świadectwo dotyczące germańskich kobiet, napisane przez rzymskiego historyka Tacyta pod koniec I wieku naszej ery. Tacyt przedstawił je jako cnotliwe, skromne i czyste, wspierające synów i mężów. Był to jednak wyłącznie zabieg, w którym Rzymianin wychwalał "barbarzyńskie" społeczeństwo, aby skrytykować własne. Germańskie niewiasty jawiły się jako godne pochwały, ponieważ - w przeciwieństwie do Rzymianek - nie wdawały się w romanse ani nie trwoniły czasu w łaźniach i teatrach. Niestety, wszystko wskazuje na to, że status kobiet w Germanii czy anglosaskiej Anglii z I wieku nie był lepszy niż w wiekach późniejszych2.

Podobnie było w przypadku ogółu anglosaskiego społeczeństwa. Twierdzenie, że okres przed podbojem był "złotym wiekiem", ma jeszcze dłuższą historię. Kiedy Anglia zerwała więzi ze Stolicą Apostolską w XVI wieku, uczeni próbowali udowodnić, że Kościół anglosaski był pierwotnie czystą, rodzimą instytucją, nieskażoną papieskimi wpływami.

Podczas wojny domowej w XVII wieku stronnicy Parlamentu twierdzili, że wolność i prawa, o które walczyli, należały niegdyś do ich anglosaskich przodków, lecz zostały utracone w 1066 roku. Niekoniecznie było to zgodne z historyczną prawdą, ale mimo wszystko mit ten utrwalił się i upowszechnił. Pod koniec XIX wieku, gdy zaczęto wychwalać rzekomą rasową wyższość Anglosasów, zyskał on niepokojący wydźwięk. To skłoniło niektórych dzisiejszych badaczy do wniosku, że powinno się zrezygnować z używania terminu "Anglosasi"3.

Jak łatwo się domyślić, zważywszy na tytuł tej książki, nie zgadzam się z takim stanowiskiem. Prawdą jest, że ludność, którą określamy mianem Anglosasów, rzadko posługiwała się tym określeniem, i na ogół postrzegała siebie jako "Anglów" lub "Sasów". Jednak już pod koniec IX wieku Alfred Wielki często tytułował siebie "królem Anglosasów", podobnie jak kilku jego następców z X wieku. Ponadto określenie "Anglosasi" jako wygodny sposób opisu różnych ludów anglojęzycznych, zamieszkujących nizinne obszary Brytanii między odejściem Rzymian a przybyciem Normanów, ma długą historię, sięgającą przynajmniej czterystu lat wstecz.

Istotną rzeczą jest, aby odrzucić błędne wyobrażenia o Anglosasach, które narosły przez stulecia - a jest to niełatwe zadanie. Wielkie odrodzenie w sferze nadawania anglosaskich imion w XIX wieku sprawia, że trudno nie wyobrażać sobie Alfredów, Edyt i Haroldów jako romantycznych i szlachetnych bohaterów rodem z epoki wiktoriańskiej. W rzeczywistości jednak historyczne postacie odbiegają od tego wyidealizowanego obrazu i różnią się zarówno od nas samych, jak i od naszych wiktoriańskich przodków. Bliższe przyjrzenie się ich losom pomoże nam odnaleźć wiele cech i zachowań - zarówno tych godnych podziwu, jak odwaga, pobożność, zaradność, zamiłowanie do piękna i wolności oraz tych znacznie mniej chlubnych, jak brutalność, nietolerancja, mizoginia czy wyzyskiwanie niewolników. Społeczności, z których się wywodzili, stworzyły jedne z najwspanialszych dzieł sztuki, lecz z drugiej strony były silnie zhierarchizowane, patriarchalne, nietolerancyjne i teokratyczne. To właśnie różnice między nimi a nami - choć z pewnością nie brakuje również podobieństw - wydają się tak fascynujące. Naszym zadaniem jest więc zrozumieć, a nie idealizować.

Niestety nie dysponujemy dużą ilością źródeł historycznych z tamtego okresu, a materiał w nich zawarty jest skąpy. W związku z tym, że nie zachowały się niemal żadne pisemne świadectwa dotyczące dwóch pierwszych wieków po zakończeniu panowania Rzymian, na pomoc przychodzi nam archeologia. Sytuacja wraz z upływem kolejnych dekad nieco się poprawia, ale wciąż w naszej wiedzy istnieją spore luki. O naprawdę istotnych wydarzeniach dowiadujemy się niekiedy z lakonicznej wzmianki - czy to w dokumencie, czy na znalezionej monecie - a w obliczu braku bezpośrednich dowodów pozostają nam tylko domysły.

Oczywiście im mniej dowodów, tym więcej kwestii spornych. Fakt, że tak wiele zagadnień wzbudza wątpliwości, skłania uczonych do niekończących się dyskusji. Angażowanie się w nie przypomina przeprawę przez szeroką, wartką rzekę, zasilaną tysiącem strumieni wiedzy. Niepodobna jej okiełznać - to tak, jak byśmy chcieli zatrzymać wodospad. Kompletna historia tego okresu jest niemożliwa do odtworzenia. Pisząc tę książkę, opierałem się na źródłach, które uważam za najbardziej wiarygodne, oraz na argumentach, które wydają mi się najbardziej przekonujące. Starałem się też przedstawić swoje własne rozważania, nie zakłócając przy tym biegu opowieści, ponieważ to sama historia jest niezwykła i jako taka powinna być postrzegana. Opowiadam ją niczym stary nadworny gawędziarz, mając nadzieję, że rozbudzę ciekawość moich słuchaczy.

I

ZMIERZCH BRYTANII

UPADEK RZYMU I PRZYBYCIE SASÓW

W listopadzie 1992 roku pewien rolnik, Peter Whatling, zgubił młotek na polu w pobliżu wsi Hoxne (wymawiamy jako "Hoxen") w hrabstwie Suffolk. Nie chcąc pogodzić się ze stratą, zwrócił się o pomoc do swojego przyjaciela, Erica Lawesa, który posiadał wykrywacz metalu, otrzymany w ramach prezentu z okazji odejścia na emeryturę. Lawes, natrafiwszy na silny sygnał, zaczął kopać i dokonał tak zaskakującego odkrycia, że natychmiast zawiadomił policję oraz lokalne władze. Następnego dnia na miejsce przybył zespół archeologów z hrabstwa Suffolk, który w ścisłej tajemnicy rozpoczął wykopaliska.

Znalezisko Erica Lawesa okazało się jednym z najwspanialszych rzymskich skarbów, jakie kiedykolwiek znaleziono w Wielkiej Brytanii. Obejmowało dwadzieścia dziewięć złotych ozdób: bransolety, pierścienie, łańcuszki oraz niezwykle rzadki naszyjnik ozdobiony drogocennymi kamieniami. W skład znaleziska wchodziły także bogato zdobione srebrne naczynia stołowe: misy, talerze, wykwintne pieprzniczki w kształcie zwierząt i ludzi, a także prawie sto łyżek i chochli. Najważniejszy okazał się jednak pokaźny zbiór numizmatów, liczący 584 monety złote i ponad 14 tysięcy srebrnych, co niemal podwoiło liczbę okazów, jakie w ogóle zachowały się z czasów późnorzymskiej Brytanii. Przy okazji odnaleziono również młotek pana Whatlinga.

Odnalezienie skarbu z Hoxne (Wkładka kolorowa, ilustr. I), który obecnie przechowywany jest w British Museum w Londynie wraz ze słynnym młotkiem, sprawiło, że natychmiast zaczęły mnożyć się pytania. Kto był jego właścicielem? Kto, kiedy i dlaczego go zakopał? W takich przypadkach odpowiedzi zazwyczaj są niejasne, lecz tym razem pojawiły się pewne poszlaki. Na kilku łyżkach widnieją bowiem imiona, z których najczęściej powtarzającym się jest Aurelius Ursicinus. I choć niestety żadne źródła pisane, dotyczące rzymskiej Brytanii, nie wspominają o tej postaci, można przypuszczać, że to ów Aurelius był właścicielem łyżek, a być może i całego skarbu. Nie możemy jednak z całą pewnością stwierdzić, czy żył w chwili zakopywania artefaktów. Na szczęście, dzięki odkrytym monetom, datowanie tego znaleziska przysparza o wiele mniej trudności. Na podstawie wizerunków cesarzy widniejących na monetach można ustalić, że najnowsze egzemplarze zostały wybite między 407 a 408 rokiem naszej ery. To jednak, ile czasu upłynęło do momentu zakopania skarbu, stanowi kolejny temat do dyskusji1.

Pozostaje jeszcze najistotniejsze pytanie: dlaczego tak cenne przedmioty zostały ukryte w ziemi? Badacze są ostrożni, jeśli chodzi o jednoznaczną odpowiedź, wskazując na różne możliwe rozwiązania. Tego typu skarby stanowiły niekiedy dar grobowy. Innym natomiast razem kontekst i miejsce znaleziska mogą sugerować ofiarę wotywną - na przykład, jeśli skarb został wrzucony do studni lub zakopany w pobliżu świątyni. Należy jednak wziąć również pod uwagę pewien kluczowy czynnik, który od zawsze skłaniał ludzi do ukrywania wartościowych rzeczy w ziemi - mianowicie strach przed łupieżcami. Jeśli spojrzymy na ilość skarbów, zakopanych w różnych epokach na Wyspach Brytyjskich, największa ich liczba pochodzi z okresu wojny domowej w latach czterdziestych XVII wieku, aczkolwiek również sporo ukryto w czasie normańskich i wikińskich najazdów. W 1667 roku diarysta Samuel Pepys, pełen obaw w obliczu pojawienia się holenderskiej floty u ujścia Tamizy, zebrał wszystkie złote monety, które miał w Londynie, a następnie wysłał swą małżonkę, by zakopała je na obszarze ich wiejskiej posiadłości w Cambridgeshire.

Strach strachem, ale pozostawała jeszcze nadzieja. Ci, którzy w niespokojnych czasach ukrywali swoje kosztowności w ziemi, niewątpliwie czynili to z myślą, że wrócą po nie po ustaniu zagrożenia. Wydaje się, że właśnie na to liczyła również osoba, która ukryła skarb z Hoxne. Przedmioty starannie zapakowano w dębową skrzynię, lecz ta z czasem zmurszała. Niektóre z kosztowności schowano w mniejsze, drewniane skrzynki lub owinięto suknem. Bez wątpienia nie mógł to być łup, ukryty w pośpiechu przez rabusiów. Osoba, która go zakopała, dokonała tego z wielką pieczołowitością, zapewne licząc, że wkrótce odzyska mienie - podobnie jak było w przypadku Samuela Pepysa, który jesienią 1667 roku odkopał swoje kosztowności. Niestety właściciel skarbu z Hoxne nie miał tyle szczęścia.

Skarby, jak to ujął historyk John Maddicott, są "niezawodnymi barometrami niepokojów społecznych". Osobom nieobeznanym w temacie najbardziej zaskakujący może wydawać się fakt, że skarb z Hoxne nie jest jedynym - w całej rzymskiej Brytanii odnaleziono ponad tysiąc innych tego typu obiektów. I choć niewiele z nich dorównuje temu z Hoxne, kilka całkiem pokaźnych znalezisk odkryto w tej samej części Anglii Wschodniej, w miejscach takich jak Mildenhall, Eye i Thetford. Większość z nich datuje się na IV wiek naszej ery, a ich liczba wyraźnie wzrasta w miarę upływu stulecia. Jak więc można wywnioskować na podstawie dotychczas zarejestrowanych odkryć, do roku 400 zamożna rzymska elita Brytanii zakopywała swoje dobra w skali średnio dziesięciu skarbów rocznie2.

Nietrudno zrozumieć, dlaczego tak się działo, skoro w tamtym okresie cesarstwo rzymskie przeżywało głęboki kryzys, a największe zawirowania dotknęły właśnie jego północną prowincję - Brytanię.

Do czasu zakopania skarbu z Hoxne rzymskie wpływy w Brytanii trwały już od niemal połowy tysiąclecia. Pierwsze wyprawy zbrojne na te ziemie poprowadził jeszcze Juliusz Cezar w 55 roku przed naszą erą, choć nie udało mu się wtedy przyłączyć ich do imperium. Dopiero niemal sto lat później, w 43 roku naszej ery, cesarz Klaudiusz dokonał podboju tej krainy, narzucając swą zwierzchność południowym władcom wyspy, zaskoczonym potęgą rzymskich wojsk, które były w stanie przeprawić nawet słonie bojowe przez kanał La Manche. Przez kolejne czterdzieści lat prowadzono kampanie w celu ujarzmienia pozostałych, nizinnych terenów, które jednak zostały przerwane słynnym powstaniem Boudiki w 60 roku naszej ery. Finalnie, pod koniec I wieku, władza na obszarze znanym wówczas jako rzymska Brytania ukonstytuowała się.

Kontynuacja wprowadzenia na Wyspach wszystkich charakterystycznych elementów rzymskiej cywilizacji ciągnęła się jeszcze w II wieku. Pojawiły się miasta, zbudowane po raz pierwszy na planie siatki ulic, a w nich łaźnie, teatry, świątynie, pomniki i bazyliki wznoszone z drogich materiałów, niekiedy zdobione marmurem. Największym z miast był Londyn, założony krótko po inwazji Klaudiusza, który stał się ośrodkiem administracyjnym nowej prowincji. Otoczony murami o długości około trzech kilometrów i obejmujący obszar liczący mniej więcej 133 hektarów, był miejscem życia około 50 tysięcy mieszkańców, a jego forum stało się największym na północ od Alp.

Trzydzieści miast i około siedemdziesiąt mniejszych osad połączyła rozległa i imponująca infrastruktura, jakiej na próżno możemy szukać w Brytanii na przestrzeni kolejnego tysiąca lat. Dzięki budowie dróg zapewniono łączność między nowymi ośrodkami miejskimi, a także z przyległymi do nich terenami rolnymi. Nad głównymi rzekami wznoszono mosty, a rzeki łączono ze sobą siecią kanałów. Te inżynieryjne osiągnięcia służyły głównie potrzebom armii, ale przy okazji ułatwiały także handel z pozostałymi obszarami imperium. Statki przywoziły do Brytanii produkty i towary z całej Europy oraz spoza jej granic na taką skalę, jaką ponownie zaobserwujemy dopiero pod koniec średniowiecza3.

W rzymskiej Brytanii nieliczni wiedli całkiem wygodne życie. Zarówno na wsi, jak i w miastach bogacze zamieszkiwali wille liczące dziesiątki pokoi, ozdobione freskami, mozaikami i wyposażone w wodociągi oraz ogrzewanie podłogowe. Pili importowane wino i gotowali na oliwie z oliwek, ciesząc się luksusem, jakiego pozazdrościłby im każdy brytyjski arystokrata aż do XVIII wieku. Jednak dla większości ludzi życie było dalekie od przyjemności. Splendor i majestat cesarstwa rzymskiego przez długi czas budziły podziw, ale - jak podkreślają niektórzy badacze - ogromne bogactwo elit opierało się na bezwzględnym wyzysku mas społeczeństwa, o czym rzadko wspominają źródła archeologiczne czy świadectwa pisane. W latach sześćdziesiątych XX wieku odkryto cmentarzysko w Poundbury w Dorset, niedaleko rzymskiego miasta Dorchester, na którym spoczywały szczątki ponad 1200 zwykłych Brytyjczyków z IV wieku. Większość kości nosiła ślady zwyrodnieniowe charakterystyczne dla wieloletniej ciężkiej pracy i długotrwałego niedożywienia. Jak zauważył historyk David Mattingly, "na każde zwycięstwo pod rzymskim panowaniem przypadało stu pokrzywdzonych"4.

Życie osób znajdujących się na najniższym szczeblu drabiny społecznej w Brytanii przed przybyciem Rzymian nie było jednak znacząco lepsze - w społeczeństwie celtyckim niewolnictwo także pozostawało na porządku dziennym. Niektórzy historycy uważają, że niezwykły poziom złożoności i wyspecjalizowania rzymskiej gospodarki mimo wszystko przyniosły korzyści wszystkim, aczkolwiek w nierównym stopniu. Ilość ceramiki odkrywanej na stanowiskach archeologicznych z czasów rzymskich świadczy o masowej produkcji, która dzięki zastosowaniu koła garncarskiego i wypalania w wysokotemperaturowych piecach dostarczała każdemu talerzy, mis i dzbanów dobrej jakości. Nawet dachy budynków gospodarskich, takich jak stodoły czy obory, pokrywano dachówkami. Można zatem uznać, że masowo produkowano również inne użytkowe wyroby żelazne, skórzane czy tekstylne. Rzymianie wprowadzili również do użytku ciężki pług odwracający glebę, dzięki czemu udało się zwiększyć efektywność produkcji rolnej. Osuszono torfowiska i wykarczowano lasy. Populacja Brytanii wzrosła do liczby szacowanej między 2 a 6 milionów - taka gęstość zaludnienia, nawet przy najniższym z tych wskaźników, nie występowała później aż do czasu podboju normańskiego. Rzymskie miasta, wyposażone w system odpływów i kanalizację, miały lepsze warunki sanitarne niż ich średniowieczni następcy. Brytyjczycy znali monety jeszcze przed podbojem Klaudiusza, lecz nie na taką skalę, na jaką weszły one w obieg za czasów rzymskich. Wysoki poziom rozwoju społeczeństwa wpływał również na umiejętność pisania i czytania wśród ludności. Przez krótki czas obowiązywała nawet zasada, że każdy żołnierz armii rzymskiej musiał umieć czytać. I choć wymóg ten zniesiono, na skutek rozwoju międzynarodowego handlu oraz administracji wiele osób nauczyło się pisania i czytania5.

Rzymianie - a od początku III wieku każdy mieszkaniec imperium, bez względu na pochodzenie, był uznawany za obywatela rzymskiego - zakładali, że cesarstwo będzie trwało wiecznie. A jednak w przeciągu jednego pokolenia wszystko się rozpadło. Miasta popadły w ruinę, zaprzestano bicia monety, a podstawowe dobra zniknęły. Kryzys zmusił ludzi do walki o przetrwanie i grabienia bezbronnych6. Co zatem poszło nie tak?

Dobrobyt cesarstwa rzymskiego opierał się na bezpieczeństwie, który zapewniała armia - dobrze wyszkolone, godnie opłacane i świetnie wyposażone wojsko, uzbrojone w masowo produkowaną broń i przemyślne machiny wojenne. W Brytanii (mimo że kilka dekad od podboju kraju przez Klaudiusza udało się opanować również niziny) armia na stałe stacjonowała na obszarach wyżynnych wyspy, których podbój był trudniejszy oraz kompletnie nieopłacalny z ekonomicznego punktu widzenia. W Caerleon, Chester i Yorku wzniesiono twierdze legionowe zdolne pomieścić tysiące ludzi, a z tych głównych baz rozciągnięto rozległą sieć fortów garnizonowych w dolinach i górach, których rolą było ujarzmienie ludu żyjącego na północy i zachodzie, czyli Celtów, zamieszkujących tereny dzisiejszej Szkocji, Walii i Irlandii. W 122 roku cesarz Hadrian po przybyciu do Brytanii podjął decyzję o budowie słynnego muru na północnej granicy imperium, który ciągnął się od Morza Irlandzkiego do Morza Północnego, dodatkowo wzmacniany fortami na całej swej długości wynoszącej nieco ponad 117 kilometrów (Wkładka kolorowa, ilustr. II). Według piszącego w tamtych czasach biografa Hadriana, mur ten miał "odgrodzić Rzymian od barbarzyńców".

W II wieku liczebność żołnierzy stacjonujących w tej rozległej strefie przygranicznej oscylowała na poziomie nawet 50 tysięcy ludzi, czyli ponad dziesięciu procent całej armii rzymskiej. W następnym stuleciu liczba ta drastycznie spadła, do około jednej trzeciej w 300 roku. Cięcia w wydatkach na wojsko wywołały istotne zmiany gospodarcze w całej Brytanii. Miasta zaczęły się kurczyć, a publiczne gmachy i pomniki popadały w ruinę. Zmiany te szczególnie mocno odczuwalne były w Londynie, którego populacja gwałtownie spadła, a wiele budynków rozebrano7.

Tymczasem około połowy III wieku pojawiło się nowe zagrożenie - najeźdźcy "zza morza" zaczęli atakować i plądrować południowe oraz wschodnie wybrzeża. Przybywali z Germanii - tą nazwą Rzymianie określali region Europy leżący poza granicami imperium, na północ od Renu i Dunaju, na zachód od Wisły. Lud germański, który najeżdżał Brytanię, nazywano Sasami.

Pomimo zagrożenia w Brytanii zdołano utrzymać pokój. I choć liczebność armii znacznie się zmniejszyła, poczyniono duże inwestycje w obronność. Na umocnienia murów miejskich przeznaczano większe fundusze niż kiedykolwiek wcześniej, a wzdłuż południowych i wschodnich wybrzeży powstał łańcuch nowych twierdz. W Richborough w hrabstwie Kent - tętniącym życiem porcie, który rozwinął się już w czasach rzymskich - prawdopodobnie doszło właśnie do najazdów Sasów, gdyż w połowie III wieku obszar miasta gwałtownie się zmniejszył, a centralna jego część została otoczona potrójną linią rowów, które nieubłaganie przecięły strukturę istniejących tam wcześniej sklepów i magazynów. Pod koniec wieku całe miasto zamieniło się w potężną twierdzę, otoczoną kamiennymi murami wysokimi na niemal 8 metrów i grubymi na nieco ponad 3 metry. Podobne konstrukcje, znane jako forty Wybrzeża Saskiego, wzniesiono w Portchester, Pevensey i Caister-on-Sea. Tymczasem jednak życie w miastach toczyło się jeszcze z rozmachem. Powstawały nowe domostwa, a dawne tereny przemysłowe zamieniano w ogrody i sady. To właśnie na początku IV wieku na terenach wiejskich wybudowano jedne z najwspanialszych willi8.

3. Zmieniający się obraz Richborough w czasach rzymskich. Około 120 roku naszej ery kwitnący port (a). W połowie III wieku zredukowany do niewielkiego fortu poprzez wykopanie rowów obronnych (b). Ostatecznie powiększony i otoczony murami pod koniec III wieku (c).

Z biegiem czasu nadeszły jednak coraz bardziej niekorzystne zmiany. Najazdy żyjącego na północy Brytanii walecznego ludu, zwanego Piktami, wraz z upływem kolejnych dekad wzbudzały coraz większy niepokój. Wał Hadriana musiał być wielokrotnie odbudowywany, a w roku 343 cesarz Konstans osobiście poprowadził wyprawę przeciwko Piktom. Z kolei w latach sześćdziesiątych IV wieku kolejni najeźdźcy - Szkoci oraz Attakoci - zaczęli przeprawiać się przez morze od strony Irlandii. W 367 roku kryzys stał się na tyle poważny, że doprowadził do buntu w armii, co z kolei spowodowało konieczność wyprawy wojsk z kontynentu do Brytanii w celu przywrócenia porządku9.

Opinie historyków na temat kwestii wyjścia z tego impasu są podzielone. Jedni uważają, że w Brytanii udało się przywrócić dawny dobrobyt dzięki inwestowaniu w budowę monumentalnych willi oraz miejskich fortyfikacji. Inni pozostają bardziej sceptyczni, uznając, że wydarzenia z lat 367-368 zadały prowincji cios, po którym już nigdy w pełni się nie podniosła. Analiza rzymskich stanowisk archeologicznych w Brytanii pod względem liczby zamieszkanych z pokolenia na pokolenie mieszkalnych budowli wskazuje, że początki popadania kraju w coraz to większą ruinę były widoczne już na początku IV wieku. Do roku 375 liczba zamieszkanych willi zmniejszyła się o jedną trzecią, a w miastach nawet o połowę, co świadczy o tym, że zamożne warstwy społeczeństwa dotkliwie ucierpiały na skutek barbarzyńskich najazdów10. Ostatecznie jednak o losie Brytanii przesądziły hordy barbarzyńców, wdzierające się do imperium z przeciwległego krańca jego olbrzymiego terytorium.

Cesarstwo rzymskie słynęło ze swej wielkości, rozciągając się od Atlantyku na zachodzie po Arabię na wschodzie i obejmując wszystkie ziemie wokół Morza Śródziemnego zwanego "Morzem Środka Świata". Imperium stało się tak rozległe, że nie sposób było nim zarządzać z jednego ośrodka. Stąd też w 286 roku podzielono je na dwie części: zachodnią, która obejmowała Italię, Hiszpanię, Galię i Brytanię, oraz wschodnią, do której należały Bałkany, Grecja, Palestyna i Egipt. Od tego czasu, z kilkoma wyjątkami, rozdzielonymi terytoriami władało dwóch cesarzy, którzy zarządzali oddzielnie swoimi włościami oraz dowodzili dwoma oddzielnymi armiami.

Nie istnieje jedna powszechnie uznawana przyczyna rozpadu tego gigantycznego politycznego tworu, ale jednym z najczęściej wskazywanych czynników są zdecydowanie najazdy Hunów. Ten koczowniczy lud, wywodzący się z rozległych stepów Azji Środkowej, był - jak pisał jeden z ówczesnych rzymskich kronikarzy - "dzikim ludem, niesionym niepohamowaną żądzą rabunku". Do 376 roku Hunowie stali się zagrożeniem także dla Gotów, ludu bardziej osiadłego, zamieszkującego na rubieżach wschodniego imperium. W obliczu ataków Hunów tysiące Gotów poprosiły o pozwolenie na przekroczenie Dunaju i osiedlenie się na terytorium cesarstwa. Relacje między uchodźcami a ich rzymskimi gospodarzami szybko jednak się pogorszyły, co doprowadziło do buntu i ostatecznie do bitwy pod Adrianopolem (dzisiejszym Edirne w Turcji). Bitwa ta przyniosła Rzymowi sromotną porażkę - zdziesiątkowane zostały dwie trzecie liczącej prawie 10 tysięcy żołnierzy armii wschodniego imperium, a wśród poległych znalazł się również cesarz Walens11.

Katastrofa na wschodzie wywołała natychmiastowe skutki dla zachodu. Prawdopodobnie część wojsk zachodniego imperium wysłano na wschód, aby zrekompensować straty pod Adrianopolem, lecz najbardziej znaczącym skutkiem tych wydarzeń była decyzja o przeniesieniu zachodniej stolicy. Przez poprzednie stulecie rządy w zachodniej części sprawowano z Trewiru (dzisiejsze Trier w Niemczech) w prowincji Galia. W 381 roku cesarz Gracjan, prawdopodobnie z powodu trwającego kryzysu na Bałkanach, porzucił Trewir, przenosząc swój dwór do Mediolanu.

Ruch ten nie był korzystny dla Galii z racji tego, że obecność cesarza zapewniała ochronę interesów lokalnej elity oraz wspierała rozwój regionalnej gospodarki12.

Wieści o przeniesieniu cesarskiej siedziby nie były również dobrą wróżbą dla Brytanii, głęboko powiązanej z systemem politycznym i ekonomicznym cesarstwa. Kilku rzymskich autorów odnotowało, że z Brytanii wysyłano zboże na potrzeby cesarskiej armii stacjonującej nad Renem. Możemy więc przypuszczać, że eksportowano stamtąd również inne towary. W związku z tym Brytania prawdopodobnie dotkliwie ucierpiała wskutek przeniesienia cesarskiej stolicy. Już dwa lata później, w 383 roku, wojsko w Brytanii zbuntowało się, obwołując swego dowódcę, Magnusa Maksymusa, nowym cesarzem Zachodu. Maksymus niezwłocznie wkroczył do Galii, pokonał i zabił Gracjana, a następnie przywrócił funkcjonowanie cesarskiego dworu w Trewirze13.

Próba odwrócenia biegu wydarzeń okazała się jednak krótkotrwała. Pięć lat później Maksymus został pokonany i zabity w walce przez nowego cesarza wschodniego, Teodozjusza, a zachodni dwór ponownie przeniesiono do Italii. Był to kolejny cios dla Brytanii, bowiem w celu dokonania przewrotu Maksymus wycofał wojska z wyspy, a te albo poległy wraz z nim, albo pozostały już na kontynencie. Dokument znany jako Notitia Dignitatum (Lista Zaszczytów) sugeruje, że do lat dziewięćdziesiątych IV wieku żołnierze stacjonujący wcześniej w północnej Walii, w Caernarfon, służyli na Bałkanach, podczas gdy legion z Caerleon na południu Walii przeniesiono do Richborough - fortu dziesięciokrotnie mniejszego od ich poprzedniej kwatery. Dowody archeologiczne z tych miejsc również wskazują na to, że ilość wojsk w Brytanii gwałtownie się zmniejszyła14.

Tymczasem kryzysy piętrzyły się w samym sercu imperium. Teodozjusz, który od 392 roku władał zarówno cesarstwem wschodnim, jak i zachodnim, zmarł trzy lata później, dzieląc imperium między dwóch synów. Obaj byli młodzi i niedoświadczeni: Arkadiusz, który objął rządy na ziemiach wschodnich, miał siedemnaście lat, a Honoriusz, który otrzymał władzę nad zachodnią częścią imperium, zaledwie dziesięć. Pomiędzy rywalizującymi frakcjami dochodziło do sporów i wojen domowych, a barbarzyńskie zagrożenie wciąż się nasilało - w latach 401 i 402 Italię najechali Goci15.

4. Trzy monety ze skarbu z Hoxne. Ich rozmiar zmniejszył się wskutek przycinania.

Te burzliwe wydarzenia wywarły wpływ na Brytanię, choć dokładne ich skutki pozostają dla nas niewiadome. Wiemy natomiast, że rok 402 jest ostatnim, w którym rzymskie monety pojawiają się w znacznej ilości w znaleziskach archeologicznych. Po śmierci Magnusa Maksymusa w 388 roku przestała działać mennica w Londynie i od tego czasu monety na wyspy musiały być dostarczane z kontynentu, głównie z Mediolanu. Jednak w 402 roku uznano, że Mediolan znajduje się zbyt blisko działań wojennych toczących się po drugiej stronie Alp, więc produkcję przeniesiono do Rawenny. Po tej zmianie hurtowy import monet do Brytanii ustał na dobre16.

Był to prawdopodobnie ostateczny cios dla wojsk w Brytanii: nic nie mogło wywołać wśród żołnierzy większego niezadowolenia niż brak żołdu. Oczywiście wciąż istniała pewna ilość monet w obiegu, ale bez regularnych dostaw z kontynentu była ona na dłuższą metę niewystarczająca. Władze Brytanii najwyraźniej czyniły, co mogły, aby poprawić sytuację. Zdecydowana większość późnorzymskich monet z tamtych terenów nosi ślady "przycinania" - co oznacza, że z ich krawędzi usunięto pewną ilość srebra. W przypadku skarbu z Hoxne przycięciu poddano aż 98,5 procent z 14 500 srebrnych monet, przy czym niektóre z nich straciły niemal jedną trzecią swojej pierwotnej wagi. Prawdopodobnie był to oficjalny sposób na wydłużenie żywotności istniejącej waluty: po roku 402 monety bite w Brytanii stanowiły imitację prawdziwych cesarskich monet, co wskazuje na to, że przynajmniej część srebra odciętego ze starszych monet przetapiano na nowe. Skarb z Hoxne zawiera 428 takich kopii, z których wszystkie również zostały przycięte17.

A zatem u progu V wieku ludność w Brytanii była opłacana monetą, która z roku na rok traciła na wartości, a zapewne wiele osób w ogóle nie otrzymywało wynagrodzenia. Do 406 roku cierpliwość wojsk najwyraźniej się wyczerpała. Latem tego roku żołnierze zbuntowali się, obwołując cesarzem człowieka o imieniu Marcus. Jesienią został on jednak obalony na rzecz niejakiego Gracjana, który z kolei, po zaledwie czterech miesiącach, został zamordowany i zastąpiony przez żołnierza o imieniu Konstantyn. Szybka zmiana przywódców świadczy o tym, że problem sięgał daleko poza kwestie personalne - chodziło o walkę między rywalizującymi frakcjami, które miały odmienne wizje polityczne, szczególnie w kwestii relacji Brytanii z resztą cesarstwa. Spory rozgorzały z jeszcze większą mocą po 406 roku, kiedy to liczne barbarzyńskie plemiona - Wandalowie, Alanowie i Swebowie - przekroczyły granicę na Renie i najechały Galię, co wywołało wśród Brytów obawy, że ich prowincja może być następnym celem.

Wkrótce potem Gracjana zastąpił Konstantyn, co świadczyło o zwycięstwie tych, którzy uważali, że najlepszą obroną jest atak. Zaraz po objęciu władzy samozwańczy cesarz ruszył na Galię z zamiarem obalenia dotychczasowego przywódcy. Jego imię, jak głosi przekaz, wzbudziło nadzieję - zapewne dlatego, że przywoływało pamięć o Konstantynie Wielkim, którego niemal wiek wcześniej obwołano w Brytanii cesarzem i który zjednoczył podzielone imperium. Niestety, nowy Konstantyn nie dorównał sławnemu imiennikowi. Po początkowych sukcesach wzbudził nieprzejednaną wrogość swego rywala, Honoriusza, zlecając wykonanie egzekucji kilku jego krewnych, po czym sam został schwytany i ścięty przez wiernych sojuszników cesarstwa.

To, co dla Konstantyna było osobistą porażką, okazało się jeszcze większą klęską dla opuszczonego przez niego kraju. Dążąc do zwycięstwa na kontynencie, musiał zabrać ze sobą część wojsk stacjonujących w Brytanii, jeszcze bardziej osłabiając już i tak uszczuplone siły obronne kraju. Opinie, podające w wątpliwość słuszność tego desperackiego kroku, wkrótce okazały się słuszne. Niedługo po wymarszu Konstantyna, prawdopodobnie w 408 roku, prowincja została spustoszona w wyniku najazdu Sasów18.

Okoliczności te wywołały bunt reszty ludności. Według greckiego historyka Zosimosa, piszącego na początku VI wieku, barbarzyńskie ataki skłoniły Brytów "do zerwania z rzymską władzą i życia na własną rękę, bez baczenia na rzymskie prawo". Był to krok nadzwyczajny, podyktowany fatalną sytuacją, do jakiej doprowadziły wydarzenia ostatnich dziesięcioleci. Rzymskie państwo miało zapewniać swoim obywatelom pokój dzięki dobrze wyszkolonej armii. Jeśli wojsko nie było na tyle mocne, by powstrzymać hordy dzikich najeźdźców, jaki sens miało płacenie podatków czy przestrzeganie prawa zabraniającego cywilom noszenia broni? Zdolność zaś do samoobrony była równoznaczna z samorządnością. Brytowie, jak pisze Zosimos, "uzbroili się i podjęli wiele ryzykownych działań, aby zapewnić sobie bezpieczeństwo. Wyzwolili swoje miasta nękane przez barbarzyńców [...] wypędzili rzymskich urzędników i ustanowili rządy według swoich reguł"19.

Według świadectwa Zosimosa bunt z 409 roku był wielkim sukcesem - dzielna Brytania zrzuciła jarzmo Rzymu i pokonała barbarzyńców. W rzeczywistości jednak był to moment, który ostatecznie zepchnął prowincję w przepaść. Kiedy Brytania zerwała więzy gospodarcze i polityczne z cesarstwem, popadła w niekontrolowany chaos. Dotychczas bogaty zapis archeologiczny niemal zupełnie urywa się w tym właśnie momencie. Znika dobrej jakości ceramika, podobnie jak żelazne przedmioty codziennego użytku, na przykład gwoździe. Ich nagły zanik świadczy nie tylko o upadku tych gałęzi przemysłu wkrótce po 410 roku, ale i o tym, że w ciągu jednego pokolenia wille oraz miasta rzymskiej Brytanii zostały niemal całkowicie opuszczone. Wniosek wydaje się oczywisty: społeczeństwo upadło. Był to, jak zauważył jeden z historyków, "prawdopodobnie najbardziej dramatyczny upadek społeczny i gospodarczy w historii Brytanii"20.

Skutki tych przemian były katastrofalne. Masowe opuszczanie miast i willi wiązało się z tym, że ogromne rzesze ludzi musiały szukać schronienia i pożywienia. Załamanie się podstawowych sieci handlu i dystrybucji oznaczało deficyt żywności, z kolei brak wojskowej ochrony prowadził do wzrostu grabieży i rabunków. Zamożni mogli wprawdzie pozwolić sobie na wynajęcie osobistej ochrony, lecz pozostawanie w nieufortyfikowanych rezydencjach było niezwykle ryzykowne. Biedniejsi musieli radzić sobie sami. Tak to zwykle bywa, kiedy państwa upadają - życie społeczne załamuje się, a ludzie masowo giną z powodu głodu, chorób i przemocy21.

To właśnie w tym okresie ukryto skarb z Hoxne. Wśród znajdujących się w nim monet osiem przedstawia wizerunek Konstantyna, uzurpatora z Brytanii, ogłoszonego w 407 roku cesarzem. Zostały one wybite przed śmiercią jego wschodniego odpowiednika, Arkadiusza, w 408 roku. Fakt, że zostały przycięte oraz to, że nosiły jeszcze inne ślady zużycia, wskazuje, iż krążyły jeszcze przez pewien czas po wybiciu. A to oznacza, że skarb mógł zostać zakopany nawet dekadę lub dwie później. W tych latach nie było już okazji do uczt, podczas których ustawiano by na stołach ozdobne srebrne solniczki, ani do noszenia zdobionej kamieniami biżuterii, a ryzyko kradzieży lub rabunku drogocennych przedmiotów było coraz większe. Najprawdopodobniej dlatego podjęto decyzję o zakopaniu ich w ziemi22. Właściciele kosztowności żywili zapewne nadzieję, że złe czasy w końcu miną, a rzymski porządek zostanie przywrócony, jak miało to miejsce wielokrotnie w przeszłości.

Bezspornie Brytania w tych latach nadal cierpiała z powodu kolejnych najazdów barbarzyńców. Trudno jednak o niezbite dowody na potwierdzenie tej tezy, ponieważ najeźdźcy, w przeciwieństwie do osadników, pozostawiali po sobie niewiele śladów archeologicznych. W przypadku odkryć świadczących o spaleniu miast i willi, z reguły uważa się, że zniszczenia te były dziełem przypadku, a nie celowych działań. Jednak biorąc pod uwagę niewystarczającą liczbę żołnierzy, a co za tym idzie - brak możliwości obsadzenia przybrzeżnych fortów oraz załamanie się współpracy i komunikacji, barbarzyńcy, od dziesięcioleci marzący o podboju Brytanii, mieli teraz przed sobą znacznie łatwiejszy cel. Chaos społeczny, który rozgorzał po buncie oraz masy ludzi pozbawionych domów i wszelkiej ochrony, uczyniły dawną prowincję idealnym łupem dla najeźdźców szukających skarbów, bydła lub niewolników. Zgodnie z późniejszymi przekazami, najpoważniejsze zagrożenie, szczególnie na północnych krańcach Brytanii, stanowili Piktowie i Szkoci. Z kolei w południowej i wschodniej Brytanii zniszczenie i strach siali głównie Sasi.

Mimo że nie zachowały się żadne opisy z Brytanii z tamtych czasów, sascy najeźdźcy pojawiają się w kilku źródłach pochodzących z Galii i datowanych na V wiek. W 455 roku gallo-rzymski arystokrata i poeta Sydoniusz Apolinary (Sidonius Apolinarius) wspomina mimochodem o saskim piracie, "dla którego rozrywką jest prucie brytyjskich wód skórzanym kadłubem i gnanie po błękitnym morzu w zszywanej łodzi"23. Kilka lat później ten sam autor przedstawia nieco więcej szczegółów w liście pisanym do przyjaciela, zresztą będącego osobą odpowiedzialną za odpieranie ataków najeźdźców na wybrzeżu Atlantyku. Pisze, że saski najeźdźca "to najgroźniejszy spośród wrogów. Pojawia się nieoczekiwanie, a kiedy się go spodziewasz, znika. Opór jedynie wzbudza w nim pogardę. Szybko powala na ziemię zuchwałego przeciwnika [...] Wzburzone wody go nie przerażają, wręcz przeciwnie, uznaje je za sposobność do hartowania charakteru. Powiedzieć, że nieobce mu są groźne oblicza morza, to nic nie powiedzieć - on je zna jak siebie samego"24.

Nie tylko zaciekłość i bezwzględność saskich najeźdźców siały postrach wśród ludności, lecz także ich pogaństwo. Rzymianie czcili niegdyś wielu bogów, ale w IV wieku porzucili ich na rzecz chrześcijaństwa. Za panowania Konstantyna Wielkiego (306-337) zakończono prześladowanie chrześcijan, a ich wyznanie stało się oficjalną religią imperium. W każdej z prowincji powstały kościoły, a na czele nowej hierarchii duchownych stanęli biskupi. Sydoniusz, który rozpoczął karierę jako dyplomata, ostatecznie został biskupem Clermont-Ferrand. Potępiał pogaństwo saskich piratów, którzy - podobnie jak większość ludów spoza północnych granic imperium - nie przeszli na chrześcijaństwo i kurczowo trzymali się dawnych wierzeń25.

Wspominał on, że "kiedy Sasi powracają z kontynentu, mają w zwyczaju oddawać co dziesiątego jeńca w ofierze wodom". Według niego owa praktyka, wynikająca z głęboko zakorzenionego zabobonu, była jak najbardziej godna potępienia. "Ci ludzie są związani ślubami, które muszą okupić ofiarami. Uważają ten ohydny akt za religijny obowiązek i zadają cierpienie jeńcom, zamiast brać za nich okup"26.

To właśnie pogańscy piraci pustoszyli Brytanię na początku V wieku, plądrując dogłębnie kraj i wzbogacając się na jego upadku. W 429 roku inny gallo-rzymski biskup, Germanus z Auxerre, został wezwany do stłumienia herezji, w związku z czym udał się za kanał La Manche. Skończyło się jednak na tym, że po przybyciu musiał wesprzeć społeczność Brytów oblężoną przez hordy Piktów i Sasów. Odniósł zwycięstwo, chrzcząc obrońców i nakazując im śpiewać "Alleluja". Trudno uznać tę historię za zupełnie wiarygodną, gdyż pochodzi ona z żywotu Germanusa, czyli materiału spisanego pół wieku później, w którym autor starał się przedstawić biskupa jako świętego. Niezależnie od tego, świadectwo to pokazuje dwie istotne rzeczy. Po pierwsze, w 429 roku w Brytanii nadal żyli ludzie dążący do utrzymania równowagi społecznej, którzy byli na tyle zaniepokojeni rozprzestrzenianiem się herezji, aby szukać pomocy "zza morza". Po drugie, brytyjskie władze toczyły desperacki bój z najeźdźcami i pomimo niezłomnego wsparcia Germanusa było im coraz trudniej opanować sytuację. Według słów biografa biskupa, władze były "zupełnie niezdolne, by stawić temu czoła"27.

To nas prowadzi do najbardziej znaczącego wątku tej opowieści. Jest on dobrze znany dzięki Bedzie Czcigodnemu, autorowi Historii kościelnej narodu angielskiego - najważniejszego dzieła z okresu anglosaskiego. Według Bedy Brytowie, "nieobeznani w sztuce wojennej", w wyniku najazdów Piktów i Szkotów znaleźli się w tak beznadziejnej sytuacji, że zwołali radę, podczas której podjęli decyzję o najęciu wojowników z zagranicy. Na zaproszenie króla Vortigerna do Brytanii przybył oddział saskich wojowników na trzech łodziach. Najemnicy otrzymali prawo osiedlenia się we wschodniej części wyspy. I początkowo wywiązali się ze swej roli, tocząc zwycięskie boje z wrogami Brytów z północy.

Jednak, jak dalej relacjonuje Beda, Sasi w sposób podstępny chcieli podporządkować sobie cały kraj. Po pierwszych zwycięstwach wysłali wiadomość w rodzinne strony, że Brytania cieszy się urodzajem, a jej mieszkańcy są tchórzami. Wkrótce pojawiła się znacznie większa flota Sasów, która połączyła się z pierwotnym oddziałem, tworząc niepokonaną armię. W tej sytuacji na nieszczęście nie trzeba było długo czekać. Sasi niespodziewanie zawarli pokój z północnymi ludami - tymi, przeciwko którym mieli walczyć - i zwrócili się przeciwko brytyjskim gospodarzom, domagając się większych wynagrodzeń i grożąc zniszczeniem całej wyspy. Kiedy ich żądań nie zaspokojono, Brytania "od morza do morza" stała się ofiarą ich grabieży i została spustoszona. Jak relacjonuje św. Beda, "publiczne i prywatne budynki popadły w ruinę, a kapłanów zabijano przy ołtarzach. Biskupi i inni ludzie, bez względu na rangę, umierali od ognia i miecza, a nie było nikogo, kto pochowałby tych, którzy zginęli okrutną śmiercią"28.

Mimo wszystko również tej słynnej opowieści nie można traktować dosłownie. Beda pisał na początku VIII wieku, czyli trzysta lat po opisywanych wydarzeniach, a przez ten czas historia o przybyciu Sasów zdążyła stać się legendą. Informacja o tym, że pierwszy oddział najemników przybył na trzech łodziach, wydaje się mało prawdopodobna. Podobny wątek pojawia się zresztą często w opowieściach o innych ludach Europy Północnej. Równie wątpliwe jest wspomnienie o brytyjskim przywódcy o imieniu Vortigern - imię to w języku Brytów było zwrotem do "Wysokiego Władcy". Beda Czcigodny, prawdopodobnie w oparciu o lokalne przekazy z Kentu, przytoczył także imiona przywódców Sasów, które brzmiały "Hengist" i "Horsa" (co można przetłumaczyć jako "wałach" i "koń") twierdząc, że byli oni braćmi. Bracia o aliteracyjnych imionach są częstym motywem w mitach założycielskich różnych ludów europejskich, a istnienie Hengista i Horsy wydaje się równie mało prawdopodobne, co istnienie Remusa i Romulusa29.

Choć niektóre wątki opowieści Bedy mają wydźwięk ludowy, korzystał on z innego, wcześniejszego źródła. Historia o przybyciu Sasów została pierwotnie przedstawiona przez brytyjskiego autora, Gildasa, który napisał traktat znany później jako Upadek Brytanii. Źródło to jest wysoce problematyczne, tym bardziej że prawie nic nie wiemy o samym Gildasie. Praca historyków, próbujących datować jego życie na podstawie kilku niejasnych fragmentów tego dzieła, była niezwykle trudna. Najprawdopodobniej żył on na początku VI wieku i napisał swój słynny traktat w drugiej ćwierci stulecia30.

Główny problem dotyczący Upadku Brytanii polega na tym, że nie jest to właściwie dzieło historyczne, lecz list otwarty skierowany do rządzących Brytanią, krytykujący ich za liczne niepowodzenia i występki, a także wzywający do skruchy. Gildas pokusił się o przedstawienie tła historycznego, aby wyjaśnić, w jaki sposób współczesne mu społeczeństwo znalazło się w tak opłakanym stanie. Jednak Gildas nie dysponował wiarygodnymi źródłami, na których mógłby się oprzeć. Jak wyjaśnił na początku swego dzieła, wcześniejsze księgi o historii Brytanii zostały albo spalone przez barbarzyńskich najeźdźców, albo wywiezione przez wygnańców, co zmusiło go do bazowania jedynie na dziełach obcych autorów, z których wyłaniał się niepełny obraz przebiegu wydarzeń. Gildas nie zamieścił żadnych dat i, co więcej, popełnił kilka rażących błędów. Na przykład twierdził, że Wał Hadriana został wzniesiony na początku V wieku, w obliczu zagrożenia ze strony Piktów, a zatem pomylił faktyczną datę budowy o niemal 300 lat31.

Mimo wszystkich zastrzeżeń Upadek Brytanii pozostaje najcenniejszym historycznym opisem wyspy z V wieku i zarazem jedynym, który można uznać w pewnym stopniu za współczesny. Według Gildasa główną przyczyną całego nieszczęścia Brytanii było przybycie Sasów. Jego opowieść współbrzmi z późniejszą relacją Bedy Czcigodnego twierdzącego, że nękani atakami Piktów i Szkotów Brytowie zwołali radę i postanowili zatrudnić saskich wojowników jako najemników. Najpierw wojownicy przybyli w trzech łodziach i osiedlili się na wschodzie wyspy, lecz wkrótce dołączyła do nich kolejna, liczniejsza grupa. Gildas, w przeciwieństwie do św. Bedy, nie wspomniał o walkach Sasów ze Szkotami i Piktami - w jego wersji po prostu stawali się oni coraz bardziej zachłanni i agresywni w stosunku do swoich brytyjskich gospodarzy, aż w końcu zbuntowali się i spustoszyli cały kraj. Gildas opisuje obrazy zniszczenia w apokaliptycznych słowach, które później zapożyczy św. Beda32.

Czy jego opowieść jest wiarygodna? Wprawdzie czas oddzielający życie Gildasa od tych rzekomych wydarzeń był znacznie krótszy niż w przypadku św. Bedy, ale nie zmienia to faktu, że opisywał je z perspektywy niemal stu lat. Poczyniona przez niego wzmianka dotycząca przybycia Sasów na trzech łodziach świadczy o tym, że opowieść już zdążyła przeistoczyć się w legendę. Poza tym wątpliwości budzi sama możliwość zatrudnienia przez Brytów najemników saskiego pochodzenia. Biorąc pod uwagę zarówno bezpośrednie, jak i pośrednie dowody, wszystko wskazuje na to, że Sasi przez dekady rabowali i plądrowali Brytanię z tą samą zaciętością, co Szkoci i Piktowie. W relacji Gildasa zaś Sasi pojawiają się dopiero po tym, jak Brytowie podjęli feralną decyzję o ich sprowadzeniu - decyzję, którą Gildas bezlitośnie potępił jako najwyższy akt głupoty33.

Odpowiedź na pytanie o możliwość zatrudnienia Sasów przez Brytów wydaje się zaskakująca. Założenie, że Brytowie postanowili zatrudnić barbarzyńców, aby ci walczyli w ich imieniu, brzmi całkiem wiarygodnie, ponieważ była to praktyka od dawna stosowana przez Rzymian. Przez cały IV wiek nagminnie rekrutowano tego typu wojowników do armii cesarskich, a niektórzy z nich byli nawet awansowani na najwyższe stanowiska. I tak na przykład Flawiusz Stilicho, który był najwyższym generałem w zachodnim cesarstwie i de facto rządził państwem podczas małoletności Honoriusza, miał wandalijskie korzenie. Taka praktyka dobrze się sprawdzała, dopóki rekrutów wcielano do zawodowej armii i skutecznie romanizowano. Zdecydowanie gorsze efekty przyniosła nowa polityka, wprowadzona pod koniec IV wieku, polegająca na zatrudnianiu całych barbarzyńskich armii pod zwierzchnictwem ich własnych przywódców. Tacy foederati (sojusznicy) często okazywali się zawodni i nielojalni, co prowadziło do katastrofalnych skutków. Jednak w nadzwyczaj krytycznych sytuacjach brano pod uwagę nawet i takie desperackie rozwiązania34.

A właśnie w takiej sytuacji znaleźli się Brytowie po zerwaniu stosunków z Rzymem. Kraj pogrążał się w chaosie i był nieustannie nękany atakami Piktów, Szkotów oraz Sasów. Legiony już dawno odeszły, a ludność cywilna, która wcześniej nie posiadała prawa do noszenia broni, nie była w stanie opanować sztuki wojennej z dnia na dzień. W tych okolicznościach nie można się dziwić decyzji władz o zrekrutowaniu jednej grupy barbarzyńców po to, aby walczyła przeciwko innym.

Kiedy dokładnie miały miejsce te wydarzenia? Święty Beda, znacznie bardziej zainteresowany chronologią niż Gildas, umiejscowił je w czasach panowania cesarza Marcjana, którego wstąpienie na tron datował na 449 rok. Ostatecznie owa data została przyjęta (a nawet utrwalona) przez późniejszych autorów jako oficjalny rok przybycia Sasów. Beda jednak został wprowadzony w błąd przez Upadek Brytanii, czyli główne źródło, z którego korzystał. Powstało ono niemal na pewno po zbuntowaniu się saskich najemników, Gildas jednak wyszedł z założenia, że zostało napisane jeszcze przed ich przybyciem. Wnioskując na podstawie treści uznał, iż świadectwo Gildasa nie mogło powstać przed rokiem 446, a co za tym idzie, że Sasi przybyli do Brytanii dopiero po tym roku35.

W rzeczywistości Beda pomylił się o około dwadzieścia lat, a pierwsi przybysze pojawili się na wyspie już o pokolenie wcześniej, około 430 roku. To właśnie z tego okresu pochodzą pierwsze archeologiczne dowody na obecność saskich osadników: groby, artefakty i budowle, typowe dla terenów północnych Niemczech i południowej Skandynawii, lecz całkowicie obce późnorzymskiej Brytanii. Oprócz dzieła Gildasa zachowało się również inne źródło pisane, a mianowicie Kronika Galijska z 452 roku, która zgodnie z tytułem stanowi zbiór roczników spisanych w Galii w połowie V wieku. W tym świadectwie nie wspomniano wprawdzie o przybyciu Sasów, ale umieszczono w nim wzmiankę, że ich przewrót miał miejsce około 441 roku. Według wpisu z tego roku: "Brytowie, dotychczas dręczeni różnymi nieszczęściami i przeciwnościami, zostali w dużej mierze podporządkowani władzy Sasów"36.

Możemy jedynie żałować, że ten anonimowy autor, piszący swoją kronikę zaledwie dekadę po dokonaniu się interesujących nas wydarzeń, nie okazał się bardziej precyzyjny. Jak bowiem rozumieć określenie "w dużej mierze"? Z takiego sformułowania możemy wywnioskować, że według jego wiedzy Sasi przejęli kontrolę nad znaczną częścią Brytanii, ale najwyraźniej nie nad całą. Pokrywa się to z wersją Gildasa, który będąc prorokiem ganiącym swój lud, podkreślił katastrofalne dla Brytanii skutki powstania Sasów. Wspomniał, że wielu Brytów zginęło, inni poddali się i trafili do niewoli, podczas gdy jeszcze inni uciekli na obczyznę lub ukryli się w górach i lasach. Gildas opisał również dla potomności pamiętny kontratak Brytów. Kiedy bowiem po jakimś czasie Sasi wrócili do swoich brytyjskich domostw, Bóg natchnął Brytów mocą. Gildas wspomina, że na czele brytyjskich oddziałów stanął Rzymianin wysokiego pochodzenia, Ambrosius Aurelianus, pod którego przywództwem Brytyjczycy odzyskali siły i pokonali Sasów w bitwie. Tak oto, po rewolcie Sasów, Brytania została podzielona: niektóre obszary podporządkowali sobie jej nowi mieszkańcy, inne z kolei pozostały pod kontrolą miejscowej ludności37.

Dalsza część dostępna w pełnej wersji.

PRZYPISY

JEŚLI NIE WSKAZANO INACZEJ, MIEJSCEM WYDANIA JEST LONDYN

WSTĘP

1 D.M. Stenton, The English Woman in History (London, 1956), s. 348.

2 P. Stafford, Women and the Norman Conquest, "Transactions of the Royal Historical Society", 6. seria, 4 (1994), 221-49. Stafford także obala tezę, jakoby kobiety anglosaskie miały większe prawa jako właścicielki ziemskie. Zaledwie pięć procent ziemi zapisanej w Domesday Book było w rękach kobiet, a tylko jeden procent należał do kobiet innych niż królowe i hrabiny. Tamże, s. 226.

3 Higham i Ryan, s. 13-15.

ZMIERZCH BRYTANII

1 Eric Lawes: Obituary, "Guardian" (23 July 2015); C. Johns i R. Bland, The Hoxne Late Roman Treasure, "Britannia", 25 (1994), s. 165-173; R. Bland, Hoarding in the Iron Age and Roman Britain: The Puzzle of the Late Roman Period, "British Numismatic Journal", 84 (2014), s. 30-36.

2 R. Bland, Coins Hoards and Hoarding in Roman Britain AD 43-c.498 (2018), s. 12-14, 113-116; Johns i Bland, Hoxne Late Roman Treasure, s. 165; J.R. Maddicott, Prosperity and Power in the Age of Bede and Beowulf, "Proceedings of the British Academy", 117 (2003), s. 58.

3 P. Salway i J. Blair, Roman and Anglo-Saxon Britain (nowe wydanie, Oxford, 1992), s. 1-24; R. Fleming, Britain After Rome: The Fall and Rise, 400 to 1070 (2010), s. 1-6; The Anglo-Saxons, red. J. Campbell (wyd. drugie, 1991), s. 10; Higham i Ryan, s. 26.

4 Fleming, Britain After Rome, s. 17-20; D. Mattingly, An Imperial Possession: Britain in the Roman Empire, 54 BC-AD 409 (2006), s. 20.

5 B. Ward-Perkins, The Fall of Rome and the End of Civilization (Oxford, 2005), s. 88-100; Fleming, Britain After Rome, s. 6-7, 16-17; H. Härke, Anglo-Saxon Immigration and Ethnogenesis, "Medieval Archaeology", 55 (2011), s. 8; Salway i Blair, Roman and Anglo-Saxon Britain, s. 2.

6 Halsall, Worlds, s. 92; P.J. Casey, The Fourth Century and Beyond, [w:] The Roman Era, red. P. Salway (Oxford, 2002), s. 76-77.

7 Higham i Ryan, s. 22-25; D.J. Breeze i B. Dobson, Hadrian's Wall (wyd. czwarte, 2000), s. 1; Fleming, Britain After Rome, s. 3-5; Mattingly, Imperial Possession, s. 239.

8 N. Faulkner i R. Reece, The Debate About the End: A Review of Evidence and Methods, "Archaeological Journal", 159 (2002), s. 68; T. Wilmott, Richborough and Reculver (2012), s. 32-41; A. Pearson, The Roman Shore Forts: Coastal Defences of Southern Britain (Stroud, 2002), passim; Fleming, Britain After Rome, s. 5-6.

9 A.R. Birley, The Roman Government of Britain (Oxford, 2005), s. 415-416, 428-429, 430-440.

10 Faulkner i Reece, Debate About the End, s. 59-76.

11 P. Heather, The Huns and the End of the Roman Empire in Western Europe, EHR, 110 (1995), s. 4-41; C. Freeman, Egypt, Greece and Rome: Civilizations of the Ancient Mediterranean (wyd. 3, Oxford, 2014), s. 611.

12 Halsall, Worlds, s. 177-178; M.A. McEvoy, Child Emperor Rule in the Late Roman West, ad 367-455 (Oxford, 2013), s. 85.

13 Birley, Roman Government, s. 423-424, 449.

14 Tamże, s. 449; Casey, Fourth Century and Beyond, s. 93.

15 G. Halsall, Barbarian Migrations and the Roman West, 376-568 (Cambridge, 2007), s. 187-188, 201-202.

16 Bland, Hoarding in the Iron Age, s. 28-30; Higham i Ryan, s. 41.

17 P. Guest, The Hoarding of Roman Metal Objects in Fifth-Century Britain, [w:] AD 410: The History and Archaeology of Late and Post-Roman Britain, red. F.K. Haarer i in. (Society for the Promotion of Roman Studies, 2014), s. 122-124.

18 Halsall, Worlds, 12-13; Birley, Roman Government, s. 456-460.

19 Tamże, s. 460; Ward-Perkins, Fall of Rome, s. 48-49; Zosimus, New History, red. R.T. Ridley (Canberra, 1982), s. 128-129.

20 Fleming, Britain After Rome, s. 27; Halsall, Worlds, s. 97, 174-177.

21 Dalsze omówienie: S. EsmondeCleary, Introduction: the Roman Society and the Study of AD 410, [w:] AD 410: The History and Archaeology of Late and Post-Roman Britain, red. Haarer i in., s. 1-10; tenże, The Ending(s) of Roman Britain, [w:] The Oxford Handbook to Anglo-Saxon Archaeology, red. H. Hamerow, D.A. Hinton i S. Crawford (Oxford, 2011), s. 13-29.

22 Guest, Hoarding of Roman Metal Objects, s. 119; Higham i Ryan, s. 50.

23 Sidonius, Poems and Letters, tłum. W.B. Anderson, t. 1 (1963), s. 150-151.

24 Sidonius, Letters, tłum. O.M. Dalton, t. 2 (1915), s. 149.

25 P. Salway, The Oxford Illustrated History of Roman Britain (Oxford, 1993), s. 236-239. Krótkie streszczenie działalności Sydoniusza: M.P. Hanaghan, Reading Sidonius' Epistles (Cambridge, 2019), s. 2-8.

26 Sidonius, Letters, s. 149-150.

27 The Life of St Germanus of Auxerre, [w:] Soldiers of Christ: Saints and Saints' Lives from Late Antiquity and the Early Middle Ages, red. T.F.X. Noble i T. Head (Pennsylvania University Press, 1995), s. 85-91.

28 Beda, s. 40-41, 48-53.

29 Halsall, Worlds, s. 15, 60; P. Heather, Empires and Barbarians (2009), s. 124, 282; B. Yorke, Anglo-Saxon Origin Legends, [w:] Myth, Rulership, Church and Charters: Essays in Honour of Nicholas Brooks, red. J. Barrow i A. Wareham (Aldershot, 2008), s. 15-18.

30 Kluczowy fragment: Gildas, s. 28, chociaż podane tłumaczenie jest dyskusyjne. Dla innej interpretacji - tej rozumianej przez Bedę - zob. H. Wiseman, The Derivation of the Date of the Badon Entry in the "Annales Cambriae" from Bede and Gildas, "Parergon", 17 (2000), s. 1-10. Zob. poniżej, n. 59.

31 Gildas, s. 17, 22.

32 Tamże, s. 26-27.

33 Yorke, Anglo-Saxon Origin Legends, s. 19-20; Gildas, s. 25-26.

34 Mattingly, Imperial Possession, s. 230; M. Welch, Anglo-Saxon England (1993), s. 100-101; P. Salway, Conclusion, [w:] The Roman Era, red. Salway, s. 231-232.

35 Beda, s. 49; Gildas, s. 23-24, 149. Panowanie Marcjana jako cesarza rozpoczęło się w 450 roku.

36 Higham i Ryan, s. 76-78; Halsall, Worlds, s. 104. Datowanie dowodów dotyczących osadnictwa saskiego sprzed 430 roku zostało obecnie odrzucone. Zob. np. Welch, Anglo-Saxon England, s. 101-102. Dla Gallic Chronicle zob. Birley, Roman Government, s. 464. Nie skorzystałem z jego tłumaczenia.

37 Gildas, s. 27-28. Gildas nie wskazuje, ile czasu minęło od wybuchu buntu Sasów do momentu stawienia im oporu przez Ambrozjusza. Wspomina jednak, że wnuki Ambrozjusza żyły za jego czasów i twierdzi, że miały mniejszą pozycję, co sugeruje, że były dorosłymi władcami. Ambrozjusz żył więc prawdopodobnie co najmniej pół wieku przed Gildasem, a być może nawet jeszcze wcześniej. Beda umiejscawia zorganizowany przez niego zbrojny opór za panowania Zeno (474-491), ale to najwyraźniej było jedynie przypuszczenie. Wiseman, Derivation of the Date, s. 7, 9.