Anglia. Czas na herbatę - Marta Dziok-Kaczyńska

Kup ebooka

47.90 zł
38.31 zł (34,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wiemy, że wiele po­dróży za­czyna się w domu, w za­ci­szu wy­god­nego fo­tela z książką w dłoni. Dla­tego stwo­rzy­li­śmy se­rię po­dróż­ni­czą, w któ­rej dzie­limy się oso­bi­stymi opo­wie­ściami o miej­scach bli­skich i da­le­kich. Wy­da­jemy książki pełne lo­kal­nych sma­ków i nie­za­po­mnia­nych za­pa­chów. Przy­bli­żamy kul­turę, ję­zyk i hi­sto­rię da­nego kraju. Po­ru­szamy te­maty za­an­ga­żo­wane spo­łecz­nie i po­li­tycz­nie, a jed­no­cze­śnie po­ka­zu­jemy co­dzienne ży­cie miesz­kań­ców oraz nie­zwy­kłe miej­sca, któ­rych nie znaj­dzie­cie w prze­wod­ni­kach.

Dzięki na­szym książ­kom każdy dzień jest po­dróżą.

W SE­RII PO­DRÓŻ­NI­CZEJ WY­DAW­NIC­TWA PO­ZNAŃ­SKIEGO DO­TYCH­CZAS UKA­ZAŁY SIĘ:

Na­ta­lia Ko­ła­czek I cóż, że o Szwe­cji

Anna Ku­rek Szczę­śliwy jak ło­soś. O Nor­we­gii i Nor­we­gach

Ma­ciej Brencz Fa­rer­skie ka­dry. Wy­spy, gdzie owce mó­wią do­bra­noc

Mag­da­lena Ge­now Buł­ga­ria. Złoto i ra­kija

Alek­san­dra Michta-Jun­tu­nen Fin­lan­dia. Sisu, sauna i sal­miakki

Mi­ko­łaj Bu­czak So­bre­mesa. Spo­tkajmy się w Hisz­pa­nii

Agnieszka Ka­miń­ska Szwaj­ca­ria. Po­dróż przez raj wy­my­ślony

Agnieszka Kraw­czyk Ru­mu­nia. Al­ba­stru, ciorba i wino

Da­mian Ha­daś Ala­ska. Przy­sta­nek na krańcu świata

Ka­ta­rzyna Łoza, Ukra­ina. So­roczka i ki­szone ar­buzy

Iza­bela No­wek, Al­ba­nia. W szpo­nach czar­nego orła

Syl­wia Iza­bela Schab, Da­nia. Tu mieszka spo­kój

Zu­zanna Ci­chocka, Sło­we­nia. Mały kraj wiel­kich od­le­gło­ści

Łu­kasz Grze­si­czak, Sło­wa­cja. Apa­cze, ko­smos i ha­luszki

Ca­thy Yan­dell, Fran­cja. Ra­dość ży­cia, prze­ło­żyła Do­rota Ma­lina

Ju­styna Mle­czak, Ma­ce­do­nia Pół­nocna. W ryt­mie oro

Kinga Pio­tro­wiak-Jun­kiert, Wę­gry. W ob­ję­ciach Du­naju

WSTĘP.OTWÓRZ OCZY I MYŚL O AN­GLII

My­ślę, że by­łam na An­glię ska­zana. Na do­bre i na złe. Nie­ja­sne prze­czu­cie, że to ona jest moim miej­scem na ziemi, po­ja­wiło się wraz z lek­turą wik­to­riań­skich ksią­żek dla dzieci, ta­kich jak Mała księż­niczka czy Ta­jem­ni­czy ogród, i doj­rze­wało, gdy lek­tury po­szły w stronę Jane Au­sten, Dic­kensa i Opo­wie­ści z Na­rnii. Prze­zna­cze­nie za­dzia­łało samo.

Pa­mię­tam, jakby było to wczo­raj. Wy­sia­dłam z ró­żo­wego sa­mo­lotu ta­niej li­nii lot­ni­czej w to­wa­rzy­stwie mamy na lot­ni­sku Glas­gow Pre­stwick, aby lada dzień roz­po­cząć stu­dia na Uni­ver­sity of Glas­gow. Był 16 wrze­śnia 2006 roku, a ja po raz pierw­szy po­sta­wi­łam stopę na bry­tyj­skiej ziemi.

Mia­łam dzie­więt­na­ście lat i moja głowa była pełna ma­rzeń oraz wy­obra­żeń o kró­le­stwie, do któ­rego wła­śnie przy­by­łam, ukształ­to­wa­nych głów­nie przez li­te­ra­turę i mu­zykę po­pu­larną. Wiele z nich oka­zało się prawdą (choć nie wszyst­kie).

Do An­glii tra­fi­łam okrężną drogą. Nim w niej za­miesz­ka­łam, spę­dzi­łam pięć lat w Szko­cji. Szko­cja różni się od An­glii - może nie tak bar­dzo jak Pol­ska, ale to wciąż dwa od­mienne stany umy­słu.

Stu­dia w Glas­gow były speł­nie­niem wi­zji o sza­lo­nych la­tach stu­denc­kich, peł­nych wy­głu­pów z paczką przy­ja­ciół, nie­sa­mo­wi­tych im­prez, pi­sa­nia prac za­li­cze­nio­wych na ostat­nią chwilę i two­rze­nia wspo­mnień na całe ży­cie. Stu­dio­wa­łam hi­sto­rię oraz Film and Te­le­vi­sion Stu­dies, kie­ru­nek bę­dący od­po­wied­ni­kiem fil­mo­znaw­stwa. Ob­ra­ca­łam się w to­wa­rzy­stwie osób za­fa­scy­no­wa­nych me­diami i sztuką opo­wia­da­nia hi­sto­rii.

Po ukoń­cze­niu czte­ro­let­nich stu­diów li­cen­cjac­kich zde­cy­do­wa­łam się na roczne stu­dia ma­gi­ster­skie z kul­tury oraz hi­sto­rii śre­dnio­wie­cza i re­ne­sansu. Bez­tro­ska mło­dość w pew­nym mo­men­cie się jed­nak koń­czy i nad­cho­dzi czas na za­sta­no­wie­nie się nad ko­lej­nym kro­kiem w ży­ciu.

I wtedy wła­śnie po­ja­wił się te­mat prze­pro­wadzki do An­glii. By­łam w wie­lo­let­nim związku, się­ga­ją­cym jesz­cze cza­sów gim­na­zjum. Mój chło­pak przy­był do Szko­cji nie­mal rów­no­cze­śnie ze mną, ale roz­po­czął stu­dia na uczelni w Edyn­burgu, więc nie miesz­ka­li­śmy ra­zem. Dzięki wro­dzo­nym zdol­no­ściom do na­uki i nie­złej gadce udało mu się ukoń­czyć na­ukę rok wcze­śniej, a po kilku mie­sią­cach zna­lazł pracę w za­wo­dzie - jako pro­gra­mi­sta w fir­mie zwią­za­nej z te­le­wi­zją. Przez ten rok wi­dy­wa­li­śmy się raz na ty­dzień lub dwa, za każ­dym ra­zem pła­cąc za tę przy­jem­ność kil­ka­dzie­siąt fun­tów.

Gdy obro­ni­łam ma­gi­sterkę, sta­nę­li­śmy przed de­cy­zją, co da­lej. Nie mia­łam żad­nych po­waż­nych pla­nów za­wo­do­wych zwią­za­nych ze Szko­cją ani wła­ści­wie z żad­nym in­nym miej­scem na świe­cie. Chcie­li­śmy w końcu za­miesz­kać ra­zem, więc prze­pro­wadzka do An­glii - gdzie mój chło­pak miał już sta­bilną pracę - wy­da­wała się na­tu­ral­nym wy­bo­rem.

I tak oto we wrze­śniu 2011 roku z cięż­kim ser­cem po­że­gna­łam uko­chane Glas­gow, aby w Lon­dy­nie prze­siąść się na po­ciąg do mia­steczka Wo­king w hrab­stwie Sur­rey. Wo­king sły­nie przede wszyst­kim z tego, że nie­gdyś miesz­kał tam H.G. Wells, au­tor Wojny świa­tów. Mo­tywy mar­sjań­skie można do­strzec w rzeź­bie sto­ją­cej w cen­trum mia­sta oraz w de­ko­ra­cyj­nych mo­zai­kach roz­sia­nych po jego róż­nych za­kąt­kach. Znaj­duje się tam także pub na­zwany na cześć pi­sa­rza. Wells wy­my­ślał po­dobno frag­menty po­wie­ści, jeż­dżąc po oko­licy na ro­we­rze i wy­obra­ża­jąc so­bie, że mi­jane po dro­dze bu­dynki i do­mo­stwa jego są­sia­dów płoną.

Pod ko­niec 2013 roku udało mi się w końcu zna­leźć sa­tys­fak­cjo­nu­jące za­trud­nie­nie w Lon­dy­nie. W li­sto­pa­dzie wy­szłam ze sta­cji me­tra na An­gel i ru­szy­łam w dół City Road do biura re­dak­cji, w któ­rej mia­łam spę­dzić ko­lejne cztery lata, pra­cu­jąc w dziale sprze­daży re­klam.

I tak wsią­kłam w Lon­dyn, który po­woli zdo­by­wał moje serce. Choć od przy­by­cia tu zmie­niło się w moim ży­ciu wiele - po­cząw­szy od stanu cy­wil­nego, przez za­wo­dowy, aż po liczbę to­wa­rzy­szą­cych mi do­mow­ni­ków - An­glia, bez wąt­pie­nia, stała się moim do­mem. Przez lata mia­łam oka­zję do­strzec różne jej ob­li­cza, za­równo w pracy, jak i w ży­ciu pry­wat­nym.

Obec­nie miesz­kam z mę­żem (tak, to wciąż ten sam chło­pak) i dwiema cór­kami w dziel­nicy Is­ling­ton. Mamy bry­tyj­skie oby­wa­tel­stwo, a na­sza star­sza córka uczęsz­cza do an­giel­skiej szkoły. Mąż robi dok­to­rat na tu­tej­szej uczelni. Ja na­to­miast wy­da­łam po­wieść, któ­rej ak­cja to­czy się w Wiel­kiej Bry­ta­nii, a te­raz - no cóż - udało mi się także na­pi­sać książkę o An­glii.

Spę­dzi­łam tu­taj już tyle samo lat, ile w Pol­sce - i dziś czuję, że to wła­śnie moje miej­sce na ziemi.

Choć mój zwią­zek z Wielką Bry­ta­nią i An­glią ma rów­nież wy­miar aka­de­micki (stu­dio­wa­łam dzieje tego kraju w ra­mach kie­runku hi­sto­ria), nie je­stem na­ukow­czy­nią i nie zaj­muję się za­wo­dowo te­ma­tami kul­tury ani hi­sto­rii bry­tyj­skiej. Moja wie­dza nie po­cho­dzi z pod­ręcz­ni­ków (no, może tro­chę...), lecz głów­nie z ży­cia. Całe moje do­ro­słe ży­cie spę­dzi­łam w tym kraju, ob­ser­wu­jąc jego spo­łe­czeń­stwo i spo­sób, w jaki funk­cjo­nuje. My­ślę, że je­stem też po pro­stu mi­ło­śniczką Zjed­no­czo­nego Kró­le­stwa: jako ca­ło­ści i każ­dej z jego czę­ści skła­do­wych z osobna.

Nie ozna­cza to, że nie do­strze­gam hi­sto­rycz­nych win, wad i pro­ble­mów tego kraju. Wręcz prze­ciw­nie - za­uwa­żam je, ana­li­zuję i sta­ram się zro­zu­mieć ich przy­czyny oraz od­kryć ich źró­dła. Jed­no­cze­śnie po­szu­kuję swo­jego miej­sca i sensu w co­dzien­no­ści, która różni się od tej, w któ­rej do­ra­sta­łam.

Ta książka to moja oso­bi­sta wi­zja An­glii. Żadna cu­kier­kowa laurka - bo miej­sca ide­alne po pro­stu nie ist­nieją. Mimo to Wy­spy można po­ko­chać, i to na­wet - a może przede wszyst­kim - z ich wa­dami. Sama je­stem na to naj­lep­szym do­wo­dem. Nikt mnie tu prze­cież siłą nie trzyma, a na swój los nie na­rze­kam. No, może poza drob­nymi wy­jąt­kami. W końcu brak na­rze­ka­nia na co­kol­wiek byłby... tak bar­dzo nie po an­giel­sku.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki