Angelus - Anna Piwnicka
24.23 zł
20.11 zł
(19,87 zł najniższa cena z 30 dni)

Reflow text when sidebars are open.
- Napijesz się czegoś? - Anka rzuciła plecak na ziemię przy drzwiach i poszła do kuchni. - Jest woda, sok i dietetyczna cola. Masz na coś ochotę?
- Wodę, jeśli możesz - powiedział z wnętrza salonu, jednocześnie rozglądając się dookoła. - Wcześniej jakoś nie mogłem się skupić na oglądaniu wnętrz.
Kiedy wróciła do salonu, podała mu butelkę. Odbierając od niej napój, zdjął kurtkę i powiesił ją na wieszaku. Uniosła brew.
- A na czym wcześniej byłeś skupiony? - zapytała, zajęta szukaniem kostki do gry w szufladzie dębowej komody.
Słyszała, jak siada na kanapie. Psy przybiegły z sypialni matki i natychmiast rozpoczęły badanie gościa. Atos mruczał coś za jej plecami, a Saba uderzała ogonem w stół, zapewne łasząc się do Pawła, jak to miała w zwyczaju wobec do mężczyzn.
- Na tobie - odpowiedział, głaszcząc zwierzaki za uszami.
Zamarła z kostką w ręku. Przeszedł ją dziwny dreszcz, zrobiło jej się nieco goręcej. Powiedziała sobie, że to wina psującej się klimatyzacji, a nie tego, co powiedział, i uspokoiła oddech.
- Rozumiem. - Powoli dobierała słowa, żeby nie zdradzić swojej reakcji; odwróciła się w jego stronę. - Co takiego cię we mnie zainteresowało? A może po prostu urzekło cię to, że nie jestem fanką twojego ojca?
Wiedziała, że w jej głosie słychać cynizm, więc postarała się, by zniknął. Był jej gościem, nie miała zamiaru go urazić. Tymczasem, ku jej zaskoczeniu, po pokojach poniósł się elektryzujący śmiech Pawła. Rozluźnił się i pokręcił głową.
- W pewnym sensie to też zaważyło. - Zachichotał, gdy rzuciła w niego jaśkiem z kanapy. - No ale w końcu na kolana zwala także twoje poczucie humoru.
Tym razem trafiła i poduszka odbiła się od jego twarzy. Zrewanżował się, celując w nią kolejnym jaśkiem. Psy przypatrywały się im z bezpiecznej odległości, ale w końcu, znudzone ich wygłupami, zajęły się ponownie swoimi zabawkami.
Paweł pierwszy raz widział szczery, szeroki uśmiech na twarzy Anki. Musiał przyznać sam przed sobą, że jest piękny. Tak jak kiedyś, dawno temu.
Odwróciła nieco głowę, a on poczuł rozczarowanie. Tak długo jej nie widział... od tamtego pamiętnego dnia, gdy wrócił do domu. Gdy jej nie zastał, zapytał służbę, czy wyjechała. To oni przekazali mu smutną nowinę.
Otrząsnął się z tych wspomnień na tyle, by spróbować zapomnieć, lecz ona znowu tu była. Piękna, młoda... żywa. Ta myśl rozjaśniła mu wzrok. Ponownie zabłyszczał, tak samo jak podczas tamtego balu, na którym ją poznał.
Ubrana we wspaniałą, miętową suknię uszytą z miliona jedwabnych falban. Sprawiała wrażenie, jakby dziewczyna wirowała zanurzona w zimnej morskiej wodzie podczas sztormu. W jej uszach lśniły diamentowe łezki, a na szyi błyszczał łańcuszek z jedną srebrną kropelką.
Ten obraz był tak żywy, że Paweł nie zauważył, jak Anka znika na chwilę z jego pola widzenia i wraca po chwili z gitarą w ręku oraz kostką do gry w drugiej.
- Powinniśmy zacząć od zapoznania się z nutami. - Zmarszczyła lekko brwi - Są nieco skomplikowane, ale jeśli się sprężymy, opanujemy je raz-dwa. - Spojrzała na niego. - Umiesz grać?
To pytanie go rozbawiło. Uniósł kącik ust. Jak miał jej powiedzieć, że gry na gitarze nauczył się już w trzynastym wieku? Odchrząknął, by ukryć uśmiech.
- Jasne - odparł po prostu, biorąc od niej instrument. - Co najpierw?
- Nauczyciele stawiali w tym roku na nowocześniejszą muzykę. Pop, rock i inne gatunki, które teraz lubi młodzież. - Przejrzała teksty wybrane dla niej i Pawła. - Jako pierwsze mamy zaśpiewać Nie kłam, że kochasz mnie.
Podała mu jedną kopię, którą ułożył tak, by dokładnie widzieć nuty. Jako że słabo znała tekst, musiała niemal przez cały czas patrzeć w kartkę. To uniemożliwiło im na razie kontakt wzrokowy, który był ważny podczas śpiewania w duecie.
Paweł przejechał smukłymi palcami po strunach, studiując w ciszy ciąg pięciolinii usianej przeróżnymi nutami. Na twarzy miał skupienie i powagę. Ostatnio widziała taką mimikę trzy miesiące temu. Znała wcześniej tylko jednego człowieka traktującego muzykę tak jak Paweł. Swojego ojca.
Przestała na chwilę czytać tekst, nie podnosząc wzroku znad kartki. Dopiero teraz uświadomiła sobie, dlaczego w niektórych momentach Paweł działa na nią jak czerwona płachta na byka. Po prostu przypominał jej ojca - przynajmniej w niektórych aspektach.
Poprawiła tekst w dłoniach i wyrwała się ze swoich myśli. Najwidoczniej on także, bo z jego oczu zniknął wyraz zamyślenia.
- Zaczynamy? - Uniosła brew.
Wziął głęboki oddech i udawał, że się trzęsie. Na chwilę opuściły ją nerwy.
- Chyba tak.
***
Siedzieli tak przez godzinę - ćwicząc, pijąc litry wody, a w przerwach podjadając słone paluszki. Anka czuła się miło rozluźniona i odprężona. Słońce zachodziło już poza horyzont, było we wspaniałym odcieniu czerwieni, żółci oraz złota. Jakby krwawiło.
Żałowała, że szkicownik ma schowany na górze. Nie zaglądała do niego dosyć długo i zebrała się na nim spora warstwa kurzu. Daleko, nad polami, trzasnął z wściekłością piorun.
Poprawiła się na siedzeniu. Odgarnęła włosy za ucho, potarła oczy i upiła łyk herbaty. Skrzywiła się nieco.
- Jest zimna - mruknęła pod nosem. - Zaparzę drugą. Chcesz jeszcze wody?
Paweł pomasował zesztywniały kark i odłożył gitarę. Spojrzał na stojącą na stoliku pustą butelkę, a potem pokręcił stanowczo głową.
- Nie, dla mnie też herbata.
Pomaszerowała do kuchni raźnym krokiem. Stanęła przy wypolerowanym blacie, włączyła czajnik i patrzyła, jak lampka zapala się na czerwono. Bardziej wyczuła, niż zobaczyła, że chłopak opiera się o próg pokoju.
- Gdzie mieszkałeś wcześniej? - zapytała, szukając w szafce jakichś ciastek, które chowała przed matką.
- Wcześniej miałem dom w Krakowie, a jeszcze wcześniej w Rosji, blisko Kremla. Byliśmy tam z ojcem tylko przez rok. Matka umarła, gdy miałem dziesięć lat. Po jej odejściu podróżowaliśmy z miejsca na miejsce, ale Katowice to chyba ostatni przystanek - dodał, krzyżując dłonie na piersi.
- Musiałeś dużo zobaczyć - powiedziała zamyślona. - Ja właściwie nigdy nie byłam dalej niż w Warszawie. Granice Polski to dla mnie na razie mur nie do przejścia. - Zalała herbatę i zamieszała w swoim kubku, dosypując dwie łyżeczki cukru. - Kiedyś chciałam wybrać się do Francji. Mój ojciec... - Zamilkła nagle, jakby zakrztusiła się tymi słowami.
Czekał, ale nie dokończyła. Dostrzegł na jej twarzy cień, który niemal natychmiast znikł. Potrząsnęła głową i podała mu kubek. Zastanawiał się, czy przypadkiem mu się nie przywidziało.
- Choć, dokończymy pracę - powiedziała i wtedy zgasło światło.
Piorun rozświetlił na chwilę pokój i kawałek kuchni. Paweł dotknął ściany, by na coś nie wpaść. Zaklął pod nosem.
- Anka, masz latarkę? - zapytał, rozglądając się w ciemnościach. - Anka?
Wiedział, że stoi blisko, ale się nie odzywała. Nieco zaniepokojony zaczął wędrówkę do pokoju, by poszukać latarki, którą, jak sądził, zauważył wcześniej na komodzie. Chwilę później twardy plastikowy kształt znalazł się w jego dłoni. Paweł odetchnął z ulgą i zapalił światło.
- Anka?
- Nic mi nie jest. Rozkojarzyłam się - powiedziała, gdy poszedł z powrotem do kuchni. - To chyba korki.
- Albo piorun uszkodził linię energetyczną. - Paweł wziął od dziewczyny zapałki i świeczki, które mu podała. - Musimy poczekać, może włączą prąd nieco później.