Angelfall. Opowieść Penryn o końcu świata - Susan EE

Reflow text when sidebars are open.
ROZDZIAŁ 1
Wszyscy myślą, że umarłam.
Leżę na skrzyni wielkiej ciężarówki, opierając głowę na kolanach matki. Słabe światło brzasku wydobywa rozpacz z jej twarzy. Czuję, jak wibracje silnika przeszywają całe moje bezwładne ciało. Jedziemy w konwoju ruchu oporu. Kilka wojskowych ciężarówek, furgonetek i SUV-ów posuwa się powoli, lawirując między wrakami samochodów. Oddalamy się od San Francisco. Za naszymi plecami dopala się zniszczone podczas ataku partyzantów gniazdo aniołów.
Witryny sklepów pozaklejano gazetami, przez co ulica przypomina korytarz pamięci Wielkiego Ataku. Nie muszę czytać nagłówków, wiem, czego dotyczą. W pierwszych dniach, kiedy reporterzy wciąż nadsyłali korespondencję z różnych zakątków świata, pochłanialiśmy każde słowo podawane przez media.
PARYŻ W PŁOMIENIACH, NOWY JORK POD WODĄ, MOSKWA ZNISZCZONA
KTO ZASTRZELIŁ GABRIELA, POSŁAŃCA BOŻEGO?
KULE NIE IMAJĄ SIĘ ZWINNYCH ANIOŁÓW
DEZORIENTACJA LIDERÓW PAŃSTW
KONIEC ŚWIATA
Mijamy trzy łyse postacie owinięte płachtami szarego materiału. Rozklejają poplamione i pomięte ulotki jednego z kultów wieszczących nadejście apokalipsy. Ciekawe, ile czasu trzeba, żeby każdy ocalały znalazł się w jednym z ulicznych gangów, wśród wyznawców kultu albo w ruchu oporu. Chyba nawet koniec świata nie stłumił naszej potrzeby łączenia się w grupy.
Członkowie kultu nieruchomieją i odprowadzają wzrokiem naszą wyładowaną ludźmi ciężarówkę.
Jako rodzina wyglądamy pewnie skromniutko - przerażona kobieta, ciemnowłosa nastolatka i siedmioletnia dziewczynka siedzą na skrzyni wśród uzbrojonych mężczyzn. W innych okolicznościach wyglądałybyśmy pewnie jak owieczki pośrodku stada wilków, ale teraz odznaczamy się swego rodzaju "prezencją".
Jadą z nami uzbrojeni mężczyźni w strojach maskujących. Kilku wciąż trzyma karabiny wycelowane w niebo. Inni niedawno dołączyli do ruchu oporu. Ich ciała zdobią prymitywne tatuaże, które wykonali jako członkowie gangów. Przypalają sobie skórę, by oznaczyć liczbę zabitych przeciwników.
Mimo to mężczyźni trzymają się od nas z daleka, zachowują bezpieczny dystans.
Mama kiwa się w przód i w tył. Czyni to nieprzerwanie, odkąd godzinę temu opuściliśmy wstrząsane eksplozjami gniazdo aniołów. Monotonnie nuci jakąś pieśń w niezrozumiałym języku. Jej głos wznosi się i opada, jakby toczyła zażartą dyskusję z Bogiem. A może z diabłem.
Łza odrywa się z jej brody i ląduje na moim czole. Wiem, że matka umiera z żalu. Z żalu po mnie, swojej siedemnastoletniej córce, której zadaniem było zapewnienie rodzinie bezpieczeństwa.
Matka sądzi, że na jej kolanach spoczywają zwłoki przyniesione przez diabła. Prawdopodobnie nigdy nie zdoła wymazać z pamięci obrazu mojego zwiotczałego ciała, spoczywającego w ramionach Raffego, zza pleców którego wyłaniały się skrzydła demona podświetlane przez płomienie.
Ciekawe, jak zareagowałaby na informację, że Raffe jest w rzeczywistości aniołem, któremu podstępem przyszyto skrzydła demona. Czy zdziwiłoby ją to bardziej niż wiadomość, że tak naprawdę nie umarłam, a jedynie pogrążyłam się w osobliwym paraliżu po tym, jak użądlił mnie skorpionowato-anielski potwór? Prawdopodobnie uznałaby to za wymysły równie wielkiego szaleńca jak ona.
Moja młodsza siostra siedzi jak skamieniała u moich stóp. Patrzy przed siebie beznamiętnym wzrokiem i ma idealnie wyprostowane plecy mimo nieustannego kołysania ciężarówki. Zupełnie jakby się wyłączyła.
Wszyscy twardziele siedzący z nami zerkają ukradkiem w jej stronę jak mali chłopcy wystawiający głowy zza kołdry. Paige przypomina pokrytą szwami i bliznami lalkę z horroru. Wolę nawet nie myśleć o tym, przez co musiała przejść. Chciałabym wiedzieć więcej, ale w pewnym sensie cieszę się, że nie wiem.
Biorę głęboki wdech. Prędzej czy później będę musiała się podnieść. Nie mam wielkiego wyboru - trzeba zmierzyć się ze światem. Paraliż całkowicie ustąpił. Wątpię, abym była zdolna do walki albo jakiegolwiek innego wysiłku, ale poruszać się chyba już potrafię.
Siadam.
No wiem... Okrzyki przerażenia nie powinny mnie w najmniejszym stopniu zaskakiwać.
Najgłośniej krzyczy matka. Jej twarz zamiera w przerażeniu, oczy rozszerzają się do nieprawdopodobnych rozmiarów.
- Wszystko w porządku - mówię. - Wszystko w porządku.
Słowa wypowiadam niewyraźnie, ale na szczęście nie bełkoczę jak zombie.
Byłoby to nawet zabawne, gdyby nie otrzeźwiająca myśl, która właśnie rodzi się w mojej głowie: żyjemy w świecie, gdzie osoba zachowująca się w taki sposób, jak ja mogłaby zostać uznana za groźne dziwadło i zabita.
Wyciągam ręce w uspokajającym geście. Mówię coś, ale słowa giną w fali krzyków. Najwyraźniej panika na tak niewielkiej przestrzeni rozprzestrzenia się jak wirus.
Podróżujący napierają na siebie, próbując przesunąć się na tył ciężarówki. Niektórzy byliby chyba nawet gotowi wyskoczyć z jadącego pojazdu.
Jakiś żołnierz o pryszczatej twarzy wymierza we mnie karabin. Trzyma go w taki sposób, jakby ogarnęło go przerażenie, że będzie musiał pierwszy raz w życiu kogoś zabić.
Całkowicie zlekceważyłam natężenie atawistycznego lęku wśród tych ludzi. Stracili przecież wszystko: rodziny, poczucie bezpieczeństwa, Boga.
A teraz ożywione ciało wyciąga w ich stronę ręce.
- Nic mi nie jest - mówię powoli, możliwie najwyraźniej. Wytrzymuję spojrzenie żołnierza, aby wiedział, że nie dzieje się ze mną nic nadprzyrodzonego. - Żyję.
Albo sytuacja się rozładuje, albo zaraz zdmuchnie mnie ze skrzyni grad pocisków. Na plecach wciąż mam miecz Raffego, niemal całkowicie ukryty pod kurtką. Dodaje mi pewności, choć oczywiście nie powstrzymałby kul.
- Wyluzujcie - kontynuuję spokojnym tonem. Staram się nie wykonywać żadnych gwałtownych ruchów. - Byłam po prostu nieprzytomna. To wszystko.
- Byłaś martwa - mówi pobladły żołnierz, na oko mój rówieśnik.
Ktoś uderza w dach ciężarówki.
Wszyscy podskakujemy. Na szczęście nikt nie pociąga przez przypadek za spust.
Okienko do szoferki otwiera się i wysuwa się z niego głowa Dee. Ma surową minę, ale trudno traktować go zbyt poważnie z powodu rudych włosów i chłopięcych piegów.
- Hej! Zostawcie martwą dziewczynę w spokoju. Jest własnością ruchu oporu.
- No właśnie - dopowiada ze środka jego brat bliźniak, Dum. - Potrzebujemy jej do autopsji i innych takich. Myślicie, że tak łatwo znaleźć dziewczynę zabitą przez księcia demonów?
Jak zwykle nie potrafię odróżnić bliźniaków, więc losowo przydzielam im w myślach imiona.
- Zakaz zabijania martwej dziewczyny - oświadcza surowo Dee. - Żołnierzu! Do ciebie mówię.
Wskazuje palcem na chłopaka z karabinem i posyła mu surowe spojrzenie. Ktoś mógłby pomyśleć, że wygląd budzący skojarzenia z McDonaldowym clownem i przezwiska w rodzaju Tweedledee i Tweedledum powinny pozbawić chłopaków jakiegokolwiek autorytetu, tymczasem oni dysponują niecodzienną umiejętnością przechodzenia w ułamku sekundy od żartów do pełnej powagi.
A przynajmniej mam nadzieję, że żartowali z tą autopsją.
Ciężarówka zatrzymuje się na parkingu, dzięki czemu przestaję być w centrum uwagi. Wszyscy rozglądają się po okolicy.
Budynek z czerwonej cegły wygląda znajomo. Nie chodziłam tu, ale szkołę średnią w Palo Alto, pieszczotliwie zwaną Paly High, widziałam wielokrotnie.
Nasz konwój kilku ciężarówek i SUV-ów zatrzymuje się na parkingu. Żołnierz nie przestaje mnie bacznie obserwować, ale opuszcza karabin.
Kiedy wszystkie pojazdy zajeżdżają na parking, zauważam, że wzbudzam zainteresowanie wielu osób z innych samochodów. Wszyscy widzieli mnie w ramionach istoty ze skrzydłami demona. Wszyscy sądzili, że nie żyję. Zażenowana siadam na ławce obok siostry.
Jakiś mężczyzna wyciąga rękę, aby dotknąć mojego ramienia. Może chce sprawdzić, czy jest ciepłe jak u żywego człowieka, czy zimne jak u umarlaka?
Twarz Paige w sekundzie zmienia się z obojętnej w zwierzęcą. Warczy w stronę mężczyzny. Jakby na potwierdzenie groźby, błyskają jej ostre jak brzytwa zęby.
Mężczyzna się cofa. Jej twarz przybiera z powrotem beznamiętny wyraz, a ciało nieruchomieje, jakby była lalką.
Mężczyzna wodzi wzrokiem między mną a nią, szukając wyjaśnienia, którego sama nie potrafiłabym mu udzielić. Wszyscy na parkingu widzieli zajście i również się w nas wpatrują.
Witamy ponownie w galerii dziwadeł.
ROZDZIAŁ 2
Przyzwyczaiłyśmy się z Paige, że ludzie się na nas gapią. Ja to ignorowałam, a Paige za każdym razem uśmiechała się do ciekawskich z poziomu swojego wózka inwalidzkiego. Niemal zawsze odpowiadali jej uśmiechem. Mało kto potrafił się oprzeć urokowi Paige.
Tak było dawniej.
Matka znów zaczyna mówić językami. Tym razem zawodzi, jakby się do mnie modliła. Gardłowe niby-słowa słychać wyraźnie na tle szeptów innych ludzi. Matka potrafi przyprawić wszystkich o gęsią skórkę nawet w mglisty poranek.
- No dobra, ruszamy - zarządza Abi. Ma co najmniej sto osiemdziesiąt pięć centymetrów wzrostu, szerokie bary i umięśnione ciało, a spośród innych przywódców ruchu oporu wyróżniają go pewność siebie i władcze spojrzenie. Wszyscy słuchają jego poleceń, kiedy przechodzi obok kolejnych ciężarówek i SUV-ów. Wygląda jak prawdziwy dowódca na froncie. - Wysiadajcie z ciężarówek i wchodźcie do budynku. W miarę możliwości starajcie się unikać otwartych przestrzeni.
Ludzie przestają się na nas gapić i zeskakują z ciężarówek. Ci z naszej skrzyni rozpychają się, aby jak najszybciej się od nas oddalić.
- Jak wszyscy wysiądą - woła Abi do kierowców - ustawcie pojazdy w pewnej odległości od siebie, ale na tyle blisko, żeby były łatwo dostępne. Schowajcie je między wrakami na ulicy albo w miejscach trudno widocznych z powietrza.
Przechodzi przez rzekę uchodźców i żołnierzy, wskazując kierunek ludziom, którzy w przeciwnym razie byliby zagubieni.
- Nie chcę, aby cokolwiek sugerowało, że ktoś tu mieszka. Nic usuwajcie ani nie porzucajcie nic w promieniu mili. - Abi przystaje, gdy widzi Dee i Duma, stojących obok siebie i wpatrujących się w nas.
- Panowie! - woła i wyrywa ich z transu. Spoglądają w jego stronę. - Pokażcie, proszę, nowym rekrutom, gdzie mają iść i co robić.
- Tak jest - odpowiada Dee i z chłopięcym uśmiechem wykonuje dziecinny salut.
- Nowi! - woła Dum. - Kto nie wie, co robić, idzie z nami.
- Tylko z życiem, ludzie, z życiem! - pogania ich Dee.
Rozumiem, że chodzi również o nas. Wstaję sztywno i odruchowo wyciągam ręce ku siostrze. Zanim zdążę ją dotknąć, nieruchomieję, jakbym instynktownie uznała, że to niebezpieczne zwierzę.
- Paige, idziemy.
Chyba nie wiedziałabym, co zrobić, gdyby się nie poruszyła, ale ona wstaje i podąża za mną. Czy kiedykolwiek przyzwyczaję się do tego, że potrafi samodzielnie chodzić?
Mama idzie za nami, ale nie przerywa zawodzenia. Robi to chyba nawet głośniej i żarliwiej niż wcześniej.
We trójkę dołączamy do strumienia nowicjuszy podążających za bliźniakami.
Dum idzie tyłem i przemawia.
- Wracamy do szkoły średniej, gdzie jak za młodych lat będziemy się musieli wykazać silnym instynktem przetrwania.
- Jeżeli poczujecie nieodpartą potrzebę napisania czegoś na ścianie albo przyłożenia dawnemu nauczycielowi, zróbcie to w miejscu, gdzie nie zobaczą was żadne ptaszki - dodaje Dee.
Mijamy główny budynek z czerwonej cegły. Z ulicy szkoła wydaje się mała, ale za pierwszym gmachem rozciąga się kampus nowoczesnych zabudowań połączonych zadaszonymi przejściami.
- Jeżeli ktoś jest ranny, niech usiądzie w tej oto pięknej klasie. - Dee otwiera najbliższe drzwi i zagląda do środka. Widzimy zawieszony na stojaku szkielet naturalnych rozmiarów. - W czasie oczekiwania na lekarza towarzystwa dotrzyma wam Kostek.
- A jeżeli ktoś z was jest lekarzem - dodaje Dum - pacjenci już czekają.
- Czy to wszyscy? - pytam. - Nikt poza nami nie ocalał?
Dee zerka na Duma.
- Czy dziewczynom zombie wolno się w ogóle odzywać?
- Jeżeli są urocze i gotowe do walki w błocie z innymi dziewczynami zombie.
- Chłopie... W dziesiątkę trafiłeś.
- Obrzydliwość - stwierdzam i spoglądam na nich z ukosa. Tak naprawdę cieszę się, że nie przeraziło ich moje powstanie z martwych.
- Penryn, no przecież nie wybralibyśmy naprawdę nadgniłych panienek, tylko takie jak ty, świeżo powstałe z martwych.
- No i z rozdartymi ubraniami, i w ogóle.
- I spragnionymi cycuuuuuszków.
- Miał na myśli móżdżków.
- Tak właśnie.
- Moglibyście mimo wszystko odpowiedzieć na pytanie? - wtrąca się jakiś gość w okularach, które nie są w ani jednym miejscu pęknięte. Wyraźnie nie ma ochoty na żarty.
- Jasne - mówi Dee poważnym tonem. - Szkoła pełni funkcję punktu zbiórki. Dołączą do nas inni.
Ruszamy dalej w bladym słońcu. Gość w okularach przesuwa się na koniec pochodu.
Dum nachyla się do Dee i szepcze do niego na tyle głośno, że słyszę: "Chcesz się założyć, że jako pierwszy obstawiłby wynik pojedynku dziewczyn zombie?".
Uśmiechają się do siebie szeroko, unosząc brwi.
Październikowy wiatr wdziera się pod moją bluzkę. Odruchowo spoglądam w niebo w poszukiwaniu pewnego anioła z nietoperzymi skrzydłami i przewidywalnym poczuciem humoru. Sunę przez trawę i zmuszam się do opuszczenia wzroku.
Okna w klasie są oklejone ulotkami i informacjami na temat wymogów dla kandydatów na różne uczelnie. Na półkach przy jednym z okien wystawiono prace uczniów. Każdy wolny centymetr zajmują figurki z gliny, drewna i papieru mâché w najróżniejszych kolorach i stylach. Niektóre są naprawdę dobre, co napawa mnie smutkiem - upłynie wiele czasu, zanim dzieciaki powrócą do twórczości plastycznej.
Przemierzamy kolejne korytarze. Bliźniaki pilnują, aby cały czas znajdować się za moją rodziną, ja z kolei trzymam się nieco z tyłu, wychodząc z założenia, że powinnam mieć Paige na oku. Porusza się sztywno, jakby nie przyzwyczaiła się jeszcze do chodzenia na własnych nogach. Ja również czuję się nieswojo i nie przestaję myśleć o niezdarnie wykonanych szwach, które pokrywają jej całe ciało, upodobniając ją do laleczki voodoo.
- To naprawdę jest twoja siostra? - pyta Dee cicho.
- Tak.
- Ta, dla której ryzykowałaś życiem?
- Tak.
Bliźniacy kiwają uprzejmie głowami, jak ludzie, którzy nie chcą powiedzieć czegoś nieprzyjemnego.
- Z waszą rodziną lepiej? - pytam.
Dee i Dum spoglądają na siebie, namyślając się.
- Nie... - mówi Dee.
- Niespecjalnie - wtóruje mu Dum.
Naszym nowym domem jest sala historyczna. Na ścianach wiszą plakaty poświęcone różnym rozdziałom historii ludzkości. Mezopotamia, Wielka Piramida w Gizie, Imperium Osmańskie, dynastia Ming. I czarna śmierć.
Nauczyciel historii powiedział nam, że czarna śmierć zabiła trzydzieści sześć procent populacji Europy. Kazał nam sobie wyobrazić, że umiera trzydzieści sześć procent ludzi z naszego otoczenia. Wtedy nie potrafiłam tego zrobić. Wydawało się to zupełnie nierzeczywiste.
Nad plakatami zawieszono, co osobliwe, zdjęcie astronauty na Księżycu z niebieską Ziemią wystającą znad horyzontu za jego plecami. Ilekroć patrzę na tę naszą niebiesko-białą kulkę w przestrzeni kosmicznej, myślę sobie, że musi to być najpiękniejszy świat w całym kosmosie.
Tyle że teraz wydaje się jednocześnie odrealniony.
Z zewnątrz dobiega warkot kolejnych ciężarówek wtaczających się na parking. Podchodzę do okna. Mama zaczyna przesuwać ławki i krzesła na jedną stronę sali. Wyglądam przez okno i widzę bliźniaków wprowadzających do szkoły kolejną grupę oszołomionych nowicjuszy.
Zza moich pleców dobiega głos Paige. Mówi: "Głodna".
Nieruchomieję i wpycham najróżniejsze okropne myśli do sejfu głęboko w głowie.
Widzę odbicie Paige w oknie. W tej niewyraźnej, nieziemskiej wizji moja siostra spogląda na mamę, jak każde dziecko spragnione posiłku. Ale szyba wypacza obraz, zniekształcając głowę, powiększając szwy i wydłużając ostre jak brzytwa zęby.
Mama pochyla się i głaszcze swoje dziecko po włosach. Zaczyna nucić swoją ekspiacyjną pieśń.
ROZDZIAŁ 3
Usadawiam się na łóżku polowym w kącie sali. Leżę plecami do ściany, dzięki czemu widzę całe skąpane w świetle księżyca pomieszczenie.
Moja siostrzyczka leży na łóżku pod ścianą naprzeciwko mnie. Przykryta kocem wygląda niepozornie pod plakatami z wielkimi postaciami historycznymi: Konfucjuszem, Florence Nightingale, Gandhim, Helen Keller i Dalajlamą.
Czy gdybyśmy nie żyły w Świecie Po, zostałaby kimś równie wielkim?
Matka siedzi po turecku przy łóżku córki i nuci swoją pieśń. Próbowały nakarmić Paige dwoma rzeczami zdobytymi w pogrążonej w chaosie stołówce, która do rana ma się zamienić w kuchnię. Wypluła zarówno zupę z puszki, jak i batonik proteinowy.
Przewracam się w łóżku, szukając pozycji, w której rękojeść miecza nie będzie mnie uwierać w żebra. Przez trzymanie miecza na plecach chcę zapobiec sytuacji, że ktoś spróbuje go wziąć do ręki i odkryje, że jestem jedyną osobą zdolną unieść broń w powietrze. Naprawdę nie mam teraz głowy do wyjaśniania, w jaki sposób weszłam w posiadanie anielskiego miecza.
Bo przecież nie dlatego śpię z bronią na plecach, że w klasie znajduje się moja siostra. W żadnym razie.
Nie ma to również nic wspólnego z Raffem. Miecz to niejedyna pamiątka, jaka pozostała mi po wspólnych chwilach. Moje ciało pokrywa dostatecznie wiele ran i blizn, abym znakomicie pamiętała dni spędzone w towarzystwie anioła, mojego wroga.
Którego prawdopodobnie już nigdy nie zobaczę.
Jak na razie nikt o niego nie zapytał. Nastały takie czasy, że ludzie nie zadają pytań.
Uciszam tę myśl i zamykam oczy.
Siostra wydaje kolejny jęk, który rozbrzmiewa na tle mruczenia matki.
- Idź spać, Paige - mówię. Ku mojemu zaskoczeniu siostra zaczyna oddychać spokojniej i się odpręża. Sama biorę głęboki oddech i zamykam oczy.
Melodia nucona przez matkę stopniowo przycicha.
We śnie powracam na miejsce masakry w lesie. Stoję pod dawnym obozem ruchu oporu, w miejscu, gdzie zginęli żołnierze, gdy próbowali obronić się przed pomniejszymi demonami.
Krew skapuje z gałęzi i bębni po suchych liściach niczym krople deszczu. We śnie nie widzę żadnego z ciał, które powinny się tu znajdować, brakuje też przerażonych żołnierzy, którzy zbili się wtedy w gromadkę, mierząc z karabinów na wszystkie strony.
Znalazłam się po prostu na polanie ociekającej krwią.
Pośrodku stoi Paige.
Ma na sobie staromodną sukienkę w kwiaty, taką samą jak jedna w dziewczynek wiszących na gałęzi. Włosy i sukienka przesiąkły krwią. Nie wiem, co sprawia mi większy ból - widok krwi czy pozszywanych ran pokrywających jej twarz.
Choć ma już siedem lat wyciąga do mnie ramiona, jakby chciała, żebym ją podniosła.
Jestem w zasadzie pewna, że moja siostra nie brała udziału w tamtej masakrze, mimo to stoi teraz przede mną na polanie. Z głębi lasu dobiega głos matki: "Spójrz jej w oczy. Są takie same jak dawniej".
Nie potrafię się przemóc. Nie potrafię na nią spojrzeć. Jej oczy wcale nie są takie same. Nie mogą być.
Odwracam się i uciekam.
Łzy płyną mi po policzkach. Wołam w las, oddalając się od dziewczynki na polanie: "Paige!". Głos mi się załamuje. "Nadchodzę. Wytrzymaj. Wkrótce będę przy tobie".
Ale jedynym dowodem istnienia mojej siostry jest chrzęst liści. Nowa Paige podąża za mną przez las niczym cień.
Tytuł oryginału: World After
Text copyright ? 2013 by Feral Dream LLC
Copyright for the Polish edition ? 2014 by Wydawnictwo Termedia
Copyright for the Polish translation ? 2013 by Jacek Konieczny
Wszelkie prawa zastrzeżone
Żaden z fragmentów tej książki nie może być publikowany
w jakiejkolwiek formie bez wcześniejszej pisemnej zgody Wydawcy.
Dotyczy to także fotokopii i mikrofilmów oraz rozpowszechniania
za pośrednictwem nośników elektronicznych.
Wydanie I, Poznań 2014
Projekt okładki: Tomasz Maroński
Redakcja: Kamila Czok, Editio
Korekta: Katarzyna Krawczyk, Editio
eISBN: 978-83-7988-201-4
Wydawnictwo Filia
grupa Termedia sp. z o.o.
ul. Kleeberga 8
61-615 Poznań
www.wydawnictwofilia.pl
Wszelkie pytania prosimy kierować na adres:
czytelnicy@wydawnictwofilia.pl
Dołącz do nas na Facebooku!
Konwersja publikacji do wersji elektronicznej:
DARKHART
Dariusz Nowacki
darkhart@wp.pl
SPIS TREŚCI
Okładka
Recenzje
Karta tytułowa
Dedykacja
ROZDZIAŁ 1
ROZDZIAŁ 2
ROZDZIAŁ 3
ROZDZIAŁ 4
ROZDZIAŁ 5
ROZDZIAŁ 6
ROZDZIAŁ 7
ROZDZIAŁ 8
ROZDZIAŁ 9
ROZDZIAŁ 10
ROZDZIAŁ 11
ROZDZIAŁ 12
ROZDZIAŁ 13
ROZDZIAŁ 14
ROZDZIAŁ 15
ROZDZIAŁ 16
ROZDZIAŁ 17
ROZDZIAŁ 18
ROZDZIAŁ 19
ROZDZIAŁ 20
ROZDZIAŁ 21
ROZDZIAŁ 22
ROZDZIAŁ 23
ROZDZIAŁ 24
ROZDZIAŁ 25
ROZDZIAŁ 26
ROZDZIAŁ 27
ROZDZIAŁ 28
ROZDZIAŁ 29
ROZDZIAŁ 30
ROZDZIAŁ 31
ROZDZIAŁ 32
ROZDZIAŁ 33
ROZDZIAŁ 34
ROZDZIAŁ 35
ROZDZIAŁ 36
ROZDZIAŁ 37
ROZDZIAŁ 38
ROZDZIAŁ 39
ROZDZIAŁ 40
ROZDZIAŁ 41
ROZDZIAŁ 42
ROZDZIAŁ 43
ROZDZIAŁ 44
ROZDZIAŁ 45
ROZDZIAŁ 46
ROZDZIAŁ 47
ROZDZIAŁ 48
ROZDZIAŁ 49
ROZDZIAŁ 50
ROZDZIAŁ 51
ROZDZIAŁ 52
ROZDZIAŁ 53
ROZDZIAŁ 54
ROZDZIAŁ 55
ROZDZIAŁ 56
ROZDZIAŁ 57
ROZDZIAŁ 58
ROZDZIAŁ 59
ROZDZIAŁ 60
ROZDZIAŁ 61
ROZDZIAŁ 62
ROZDZIAŁ 63
ROZDZIAŁ 64
ROZDZIAŁ 65
ROZDZIAŁ 66
ROZDZIAŁ 67
ROZDZIAŁ 68
ROZDZIAŁ 69
ROZDZIAŁ 70
ROZDZIAŁ 71
ROZDZIAŁ 72
ROZDZIAŁ 73
ROZDZIAŁ 74
ROZDZIAŁ 75
PODZIĘKOWANIA
O AUTORCE
Karta redakcyjna