Anegdoty z czterech stron świata - Jolanta szymska-Wiercioch, Wojciech Wiercioch

Kup ebooka

44.90 zł
38.61 zł (22,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

WSTĘP

Definicje

Anegdota to krótkie opowiadanie o charakterystycznym lub komicznym zdarzeniu, przedstawiające epizod z życia znanej postaci. Anegdota jest historyjką, którą wieńczy wyrazista puenta. Nie zawsze musi być jednak utworem satyrycznym czy żartobliwym - może przybrać formę refleksyjnej przypowieści.

Anegdotę można definiować lekko lub ciężko, płasko lub wzniośle, dowcipnie lub poważnie, mądrze lub głupio. Definicji płaskich i głupich nie będę przytaczać. Skupię się na tych lekkich i mądrych.

"Anegdoty są solą historii" - tak mawiał Winston Churchill. "Anegdota - dowcip w stanie spoczynku" (Antoni Regulski). Jan Trzynadlowski w Małych formach literackich pisze:

"Układ wielosytuacyjny, lecz jednozdaniowy jest anegdotą posiadającą kompozycję centryczną, o wyraźnie zaznaczonej poincie. Można powiedzieć, że w jakimś sensie ma ona budowę dramatyczną, tzn. że zdecydowanie zmierza ku zakończeniu, ku ostro zarysowanemu finałowi. O jej sensie przesądza finał, w którym właśnie ów sens się mieści".

Cechy anegdoty

Anegdota to gatunek prozy narracyjnej (w literaturze ustnej i pisanej). Wyraża nieoficjalną, nieliczącą się z przyjętą ideologią ani nakazami przyzwoitości wizję świata. Często jest ważnym elementem kultury grup społecznych lub etnicznych. Zbiory anegdot tworzą nieraz cykle powiązane jakąś grupą postaci bądź powtarzającym się schematem sytuacyjnym (przykładowo: zbiory anegdot skupione wokół znanych postaci historycznych tworzą ich nieoficjalną legendę). Stanowią też element konstrukcyjny kronik, dzienników, pamiętników, biografii. Przenikają różnymi drogami do literatury - i funkcjonują w niej jako zbiory facecji, cykle anegdot rozrastające się w powieści (np. Dyl Sowizdrzał), nowele będące rozwinięciami anegdot (vide: G. Boccaccio, A. Czechow), wtrącenia w większych tekstach narracyjnych (vide: B. Brecht), humoreski i gawędy (vide: H. Rzewuski, J. Chodźko, M. Wańkowicz), dykteryjki i apoftegmaty.

Anegdota to zwięzły utwór oparty na grze słów, kalamburach, komizmie sytuacyjnym, paradoksach logicznych i groteskowych odwróceniach. Cechuje ją "zwięzłość i dobitność, a potem chyba trafność i zgodność z portretem duchowym przedstawionej osoby czy grupy osób albo społeczności" (Jerzy Łanowski). Właściwości języka tego gatunku literackiego to również żywy tok wypowiedzi, swobodna kompozycja, bezpośredniość, zwykłość, naturalność, charakter wspomnieniowy, bogactwo szczegółów, indywidualizacja wypowiedzi i sposobów myślenia.

Z anegdotą spokrewnione są aforyzmy i apoftegmaty, sentencje i slogany, bajki i przypowieści, obrazki i charaktery, przysłowia i fraszki, maksymy i dowcipy, koany i apokryfy. Istnieją też utwory, które bardzo trudno zaklasyfikować, przypisać do jakiegoś jednoznacznie określonego gatunku literackiego (vide: Gurdżijew, Bierdiajew, Gracian, Lichtenberg, Schopenhauer, Nietzsche, Montaigne, Chamfort, La Bruyére). Jan Trzynadlowski podaje taki przykład: "Przenikliwy La Bruyére kreślił nader realistyczne obrazki obyczajowe z życia będącego przedmiotem jego własnej obserwacji. Obrazki te, małe formy narracyjne, o układzie niemal fabularnym, zwykł zamykać tezami ogólnymi o charakterze sentencji. Tego typu całość to jakby "bajka prawdziwa": część ilustracyjna, dowodowa, przykładowa oraz końcowy wniosek w postaci morału, sentencji o szerokim zasięgu filozoficznym i pragmatycznym. Realistyczny czas przeszły tych narracji stał się ostatecznie jedynie czasem konieczności dramatycznej, czas teraźniejszy tezy przeszedł w ponadczasowość twierdzenia filozoficznego. Zupełnie podobnie miałaby się rzecz, gdyby do maksym La Rochefoucaulda czy Chamforta "dodać" dowodowe obrazki".

Na pograniczu anegdoty i aforyzmu umiejscowiony jest apoftegmat: zwięzłe i dobitne powiedzenie, trafnie dostosowane do sytuacji, często nawiązujące do przysłowia (zarówno formalnie, jak i treściowo) i zwykle przypisywane komuś (vide: Plutarch, Leonardo da Vinci, Erazm z Rotterdamu, Mikołaj Rej, Jan Kochanowski, Łukasz Górnicki).

Pochwała anegdoty

"Poznać głupiego po śmiechu jego" - głosi przysłowie. Analogicznie można by rzec: poznać mądrego po anegdocie jego. Żeby więc w tym kontekście pochwalić anegdotę, można by sformułować tezę, że anegdota pełni rolę diagnostyczną. A jako dowód podać chociażby słowa Fryderyka Nietzschego: "Na podstawie trzech anegdot można sobie wyrobić pogląd o człowieku".

Nie da się ukryć, że oprócz diagnostycznej anegdota może również pełnić funkcję dydaktyczną i wychowawczą, bowiem kształtuje osobowość człowieka, jego intelekt i emocje, intuicję i wolę, spostrzegawczość i wrażliwość. Zmusza do myślenia, pozwala ująć problem w sposób skondensowany, ujawnia niespodziewane cechy zjawisk pozornie dobrze znanych, rozwija krytycyzm i przenikliwość umysłu. Testuje również nasze poglądy i wyobrażenia, wykazuje względność naszych pojęć o rzeczywistości, podważa ustalone hierarchie, prowokuje i kwestionuje stereotypy postaw, sposobów reagowania, myślenia i działania.

Czy to już wszystkie funkcje anegdoty? Nie. Pozostały jeszcze funkcje rozrywkowe, propagandowe (pedagogika, religia, polityka, reklama), psychoterapeutyczne (zdrowie psychofizyczne) i poznawcze (zmiana paradygmatu).

Oto opinie znawców tematu:

"Dla człowieka światowego zbiór anegdot to największy skarb, jeżeli potrafi je wtrącić w odpowiednich momentach podczas rozmowy" (Johann Wolfgang Goethe).

"Z anegdot można wiele dowiedzieć się nie tylko o życiu, ale także poznać historię i jej aktorów, jeżeli ich narodzinom tak często towarzyszyły dziejowe wydarzenia. Anegdoty tworzył najczęściej przypadek, a bogate w myśli mogą pełnić rolę sentencjonalnego przewodnika" (Tadeusz Linkner).

"Anegdota jest gatunkiem bardzo żywotnym, stanowi bowiem swoiście ukształtowany składnik autentycznej biografii. Tak współcześnie popularne i masowo wydawane pamiętnikarstwo nie może się obejść bez anegdoty, pełne niej są opowieści biograficzne oraz żywa tradycja różnorodnych środowisk, przede wszystkim zaś twórczych" (Jan Trzynadlowski).

"Pamiętajmy, że historia nie jest zbiorem faktów do nauczenia się na pamięć, jest raczej żywą tradycją, którą trzeba znać i czerpać z niej dla własnej korzyści" (Piotr Łopuszański).

Dowcip i mądrość

Panuje przekonanie, że to, co jest śmieszne, nie może być głębokie ani wyrafinowane, natomiast mądre musi być nudne i niezrozumiałe. Co z tego wynika? Satyra śmieszy - tylko śmieszy - nie jest więc traktowana poważnie... Paradoksalnie, już Mikołaj Gogol napisał: "Ze śmiechem nie ma żartów". Czy można zatem z powagą podchodzić do zjawisk niepoważnych?

Satyrycy mają swoje getto i funkcjonują na obrzeżach literatury poważnej, a wszelkiej maści krytycy krytykują ich z lekceważącą powagą. A przecież satyra - prawdziwa satyra - jest prawdziwą literaturą. Przykładem mogą być fraszki Sztaudyngera, aforyzmy Leca, opowiadania Mrożka, felietony Gałczyńskiego czy Kisielewskiego, skecze Tuwima czy Słonimskiego.

Jean Paul wygłosił taką tezę: "Potępieni niech będą ci, którzy nie znają żartów, albowiem oni nie zrozumieją też powagi". Dane środowisko, dany świat możemy zrozumieć tylko wtedy, gdy uda nam się zgłębić anty-środowisko, antyświat (vide: H. M. McLuhan). Dla świata powagi antyśrodowiskiem jest świat śmiechu. Można więc powiedzieć, że satyryk wytwarza dla nas antytezy, dzięki którym możemy zobaczyć tezy, i pokusić się o stwierdzenie, że kto nie ma poczucia humoru, nie posiada też poczucia rzeczywistości. Trzeba jednak pamiętać, że poczucie humoru to coś więcej niż mechaniczne powtarzanie dowcipów i skurcze przepony i mięśni mimicznych twarzy. "Pustka i czczość, gdy się uśmiechną, nie staną się jeszcze przez to uśmiechniętą mądrością" (Henryk Elzenberg).

Komizm to nie tylko rozrywka, zabawa czy relaks. Prawdziwy dowcip jest dzieckiem intelektu i refleksji - jest wiedzą. Wiedzą o podobieństwie różnych rzeczy i różnicy podobnych. Brak powagi jest więc czymś godnym powagi, a żart wypływa często z cierpienia i żarliwości. Doskonale wiedział o tym Mark Twain: "Istotne źródło śmiechu - to troska, a nie radość".

Anegdoty powinny bawić i zarazem uczyć, a nawet leczyć (vide: gelotologia - terapia śmiechem). Śmiech dla samego śmiechu to zjawisko... śmiechu warte. Hugo Steinhaus, wybitny matematyk, aforysta i humorysta, stwierdził: "Dowcip, który jest tylko dowcipem, nie jest dowcipem". Śmiech ma właściwość przywracania nam równowagi psychicznej, rozprasza nudę, uczy umiejętności dystansowania się od własnych niepowodzeń, a ponadto jest obroną przed agresją i autoagresją. Rozładowuje uczucie niezadowolenia, bezsilnego gniewu, może być rekompensatą za niepowodzenia, trudy, krzywdy czy rozczarowania. Jawi się również jako skuteczne narzędzie walki społecznej: walki z głupotą i niegodziwością.

Śmiejmy się! Wyśmiewajmy to, co pretensjonalne, banalne, ograniczone, a zarazem pełne pychy, gniewu, chciwości i zawiści. Śmiejmy się! "Przyszłość należy do lwów, które umieją się śmiać" (Zaratustra).

Śmiechu i grzechu warte

Życie to opowieść - scenariusz dramatu ludzkiej egzystencji. Każde życie jest opowieścią (biografią, legendą, mitem, powieścią), utkaną z wielu różnych pod-opowieści, wątków, zdarzeń, przypowieści, opowiadań, anegdot. Poznanie i przeżycie cudzej opowieści wzbogaca nas, inspiruje i pozwala w większym stopniu być autorem, kreatorem historii własnego życia.

Jon Kabat-Zinn, współczesny amerykański terapeuta, specjalista w zakresie uważności, czyli sztuki, której opanowanie prowadzi do redukcji stresu, zwalczenia stanów lękowych, a nawet bólu i różnych dolegliwości, napisał: "Opowieści są tak dawne jak sam umysł. Możemy powiedzieć, że język rozwinął się, byśmy mogli opowiadać swoje opowieści. Są one sposobem organizowania naszych myśli, przechowywania ich w pamięci oraz przekazywania kolejnym pokoleniom doświadczeń społeczeństwa". Ten naukowiec z Centrum Medycznego Uniwersytetu Massachusetts tak kontynuuje swoją pouczającą naukową wypowiedź: "Opowieści są farmakopeą, magazynem kultury i mądrości. Są nie tylko strawą dla duszy: są dla niej również lekiem. Należy o nich rozmyślać, medytować, odwiedzać je w milczącej kontemplacji".

W naszym obszarze kulturowym (Europa, USA) anegdota jest krótką historyjką, którą zamyka dosadna puenta. Anegdoty europejskie i amerykańskie są zazwyczaj komicznymi opowiastkami. Ich zadaniem jest bawić i - ewentualnie (choć niekoniecznie) - uczyć. Anegdota bowiem nie zawsze musi być utworem żartobliwym czy satyrycznym. Może przybierać formę refleksyjnej przypowieści, przekazującej istotne nauki duchowe i wskazującej drogę do wewnętrznej przemiany czy transmutacji (transmutacjonizm jest nową, interdyscyplinarną teorią, osnutą wokół pojęcia transmutacji, duchowego przeistoczenia). Anegdoty zachodnie są najczęściej błyskotliwymi dialogami, których aktorami są wybitni artyści, naukowcy, politycy, ludzie Kościoła czy przedstawiciele mediów. Natomiast anegdoty Wschodu pełnią zazwyczaj funkcję opowieści inicjacyjnych; są zapisem spotkań mistrza i ucznia. Mistrz tak prowadzi rozmowę, by adept danej szkoły duchowości ujrzał nowy aspekt rzeczywistości i zdobył wgląd we własną duszę. Nie jest to więc wesoła konwersacja salonowa, zwieńczona paradoksalną puentą (choć paradoks jest często zasadniczym elementem konstrukcyjnym tych intelektualnych zmagań).

Znawca anegdot - gawędziarz lub pisarz - ma taką oto misję życiową: zmienić siebie, wspiąć się na wyższy szczebel rozwoju intelektualnego i moralnego. Zaczyna więc swoim życiem i swoją twórczością realizować coraz wyższe wartości. Wartości niższe (hedonistyczne, utylitarne, witalne) zaczyna traktować jako konieczność i punkt wyjścia, a wartości wyższe (duchowe i transcendentne) stają się jego wyzwaniem i celem. Stopniowo staje się mistrzem, nauczycielem, mędrcem. Jako przywódca czy charyzmatyk może pokierować rozwojem innych. Wpływając na swoich czytelników czy słuchaczy, powinien umiejętnie posługiwać się tworzywem anegdoty, apoftegmatu, aforyzmu.

Stosowanie tych sugestywnych "małych form literackich" zalecały już starożytne podręczniki retoryki i stylistyki. Stopień nasycenia przemowy lub artykułu prasowego konstrukcjami o charakterze aforyzmów i anegdotycznymi egzemplifikacjami stanowi o merytorycznej wielkości i atrakcyjności stylistycznej tych wytworów językowych. Wybitni mówcy i publicyści twierdzą, że nic tak nie ubarwia publicznego wystąpienia czy artykułu promującego jakieś idee, jak zacytowanie celnego aforyzmu lub przytoczenie dowcipnej anegdoty. Nic tak nie trafia do wyobraźni czytelników i słuchaczy, jak refleksyjna nutka zamknięta w aforystycznym zdaniu lub anegdotycznym czy apoftegmatycznym obrazie.

Historia bywa nudną nauczycielką życia. Dobrze więc, gdy jest wspierana przez anegdotę - wesołą, inteligentną guwernantkę - mogącą być uroczą przewodniczką i pośredniczką, która ułatwi nam nawiązywanie bliższych więzi z geniuszami, wodzami, świętymi i szaleńcami wszystkich krajów i epok.

W szerszej perspektywie

Anegdota - jak baśń, mit, przypowieść, nowela - jest biograficzną lub fikcyjną opowieścią, kierunkowskazem na drodze rozwoju duchowego. Żeby jednak mogła efektywnie spełniać swoje zadanie, musi być właściwie rozumiana i przeanalizowana zgodnie z zasadami sztuki interpretacji (vide: hermeneutyka, egzegeza).

Interpretacja to metoda poszukiwania i/lub odkrywania psychologicznego znaczenia indywidualnych przeżyć, doświadczeń, wyobrażeń, wspomnień, marzeń sennych, objawów zaburzeń oraz wytworów sztuki narracyjnej, jakimi są baśnie, mity, przypowieści, opowiadania czy anegdoty. Carl Gustav Jung pisał, że interpretacja tych penetrujących świadomość i podświadomość treści dokonuje się za pomocą analizy i syntezy znaczeń w oparciu o założenia teoretyczne (np. koncepcje archetypów czy kompleksów psychicznych) i dodatkowe metody poszerzające poszukiwany sens (vide: wolne skojarzenia, amplifikacja, aktywna wyobraźnia). Jungowska hermeneutyka łączy podejście analityczne z podejściem syntetycznym (anagogicznym). Treść interpretowanej anegdoty, przypowieści bądź legendy może być jednoznaczna (znaki) lub wieloznaczna (symbole).

Odszyfrowanie kodu narracji literackiej prowadzi nas do odkrycia znaczenia istotnych przeżyć, a to wiedzie nas na wyższy poziom rozwoju osobowości. Celem kontaktu z ezoterycznymi anegdotami jest bowiem indywiduacja - proces transformacji osobowości. Odkrywanie sensu treści psychicznych, będących elementem zaburzeń psychiki, może być skuteczną terapią (vide: biblioterapia - leczenie za pomocą przyswajanych tekstów literackich).

Zdaniem Junga, oddziaływanie symboli kultury może doprowadzić do inflacji, stanu podwyższonej energii, wyobraźni i aktywności "ja" (fascynacji). A taki stan inflacji - wywołany na przykład kontaktem z anegdotami mistrzów zen, chasydów czy sufich - pozwala odkryć metafizyczny i mistyczny sens archetypów (psychoidalnych wzorców myślenia, przeżywania i zachowania), odsłaniając ich inspirujące i pobudzające do twórczego działania znaczenie.

Każda tradycja religijna lub ezoteryczna snuje opowieści, by nie doprowadzać swoich wyznawców do utraty więzi z archetypami (obrazami tworzącymi nieświadomość zbiorową). Interpretacja sensu tych inicjacyjnych opowieści powinna prowadzić do asymilowania dostępnych w kulturze znaczeń zbiorowych i kształtowania "skryptów życiowych" czy mitów osobistych. Natomiast brak kontaktu ze "znaczącymi narracjami" może prowadzić do alienacji ego, do stanu duchowego wyjałowienia, spadku energii, poczucia izolacji i blokady wyobraźni. Dewaluacja znaczenia narracji mitycznej czy literackiej sprawia, że człowiek przestaje konfrontować się z własnym wnętrzem i otoczeniem społecznym i zatraca zdolność do funkcjonowania w sposób planowy, spójny, wyrazisty i twórczy. Człowiek, odcięty od źródeł anegdot i opowiadań, karłowacieje; jego egzystencja staje się powierzchowna, szara, banalna, mechaniczna. To zatrzymanie rozwoju duchowego ogranicza człowieka do wartości dotyczących własnego "ja" (egoizm) oraz konwencjonalnych, automatycznych, szablonowych form zachowania społecznego.

By żyć w sposób wolny i kreatywny, trzeba kształtować własną opowieść, kreować osobistą legendę. Świadome budowanie własnej egzystencji powinno się opierać na poznaniu symboli zawartych w kulturze, sztuce, języku, rytuale oraz indywidualnej ekspresji. Warunkiem pozyskania i wykorzystania mocy płynącej z archetypów jest ich zgłębienie - poprzez zrozumienie symboli, które są ich przejawem. Symbole są więc nośnikiem znaczenia podstawowych archetypów oraz struktur odczuwania i myślenia, a podlegają poznaniu drogą interpretacji (vide: Jung, Eliade, Gurdżijew, Steiner, Bierdiajew). Działają inspirująco i integrująco na procesy psychiczne.

Warto skorzystać z wielowiekowych doświadczeń teoretyków i mistrzów krytyki literackiej. Ustalili oni następujące poziomy interpretacji tekstu: literalny, analogiczny, moralny, anagogiczny. Najlepiej prześledzić te stopnie zapoznawania się z przekazem kulturowym na przykładzie mitologii.

Aspekt mitologiczny

W starożytności anegdota była ważnym elementem nauczania teorii i praktyki (etyki i retoryki) mądrego życia. Historyjki z życia herosów i nieprzeciętnych ludzi stawały się przykładami do naśladowania oraz argumentami w dyskusjach filozoficznych i debatach politycznych. Współczesna szkoła, niestety, odchodzi od tych dobrych, sprawdzonych wzorców i wtłacza w młode umysły przytłaczającą masę suchych, szczegółowych, nudnych i niepotrzebnych informacji. "Anegdota silnie działała i działa na słuchacza i czytelnika, stąd jej nieprzemijająca aktualność i dlatego na przykład podręczniki języków starożytnych, z chwilą gdy w imię szczytnych zasad pedagogicznych zarzuciły i powiastkę mitologiczną, i anegdotę historyczną, stały się nieraz tak okropnie nudne" (Jerzy Łanowski).

Dziecko i mało wprawiony czytelnik odbierają opowieści (o bogach i herosach) literalnie - dosłownie, naiwnie. Wierzą w realne istnienie nieśmiertelnych osób i namacalne sterowanie przez nich procesami przyrodniczymi i społecznymi, a gdy rozwinie się u nich pewien stopień krytycznego myślenia, rzucają w kąt te zmyślone "bajeczki" o nieziemskich istotach.

Analogiczny poziom interpretacji mitów, legend, bajek czy anegdot to szkolny i uniwersytecki etap rozwoju intelektualnego. Uczeń i student dowiadują się wówczas, że jacyś Grecy czy Rzymianie oddawali cześć jakimś bogom i wypraszali za ich wstawiennictwem różne łaski i dary. Znajomość mitologii jawi się często młodym ludziom jako istotny aspekt wykształcenia, niemający jednak wpływu na ich osobiste życie (no, chyba że umożliwia sukces w jakimś teleturnieju).

Czy zatem studiowanie historii i opowieści o ludziach i nadludziach ma dla nas jakieś znaczenie? Czy może nas czegoś nauczyć? Oto jest pytanie! Pytanie interdyscyplinarne. I jednocześnie zadanie moralne. Carl Gustav Jung przekonywał (po wieloletnich dogłębnych i bolesnych badaniach), że panteon starożytnych bóstw mieści się w przestrzeni naszej współczesnej psychiki i okazuje się adekwatnym opisem jej struktury i funkcjonowania. Pisał: "To, jak wewnętrznie siebie postrzegamy, i to, jakim jawi się sobie człowiek sub specie aeternitatis, może być wyrażone poprzez mit. Mit jest bardziej indywidualny i wyraża życie znacznie dokładniej niż nauka. Nauka działa poprzez generalizacje, które są zbyt ogólnikowe, by oddać subiektywną złożoność jednostkowego życia". I właśnie na tym polega moralny poziom interpretacji. Mity, opowiadania i anegdoty to nie tylko historyjki o postaciach prawdziwych i wymyślonych - to opowieści o możliwościach i złudzeniach każdego człowieka, o tęsk­notach i klęskach każdego z nas.

Anagogiczny (mistyczny) poziom egzegezy jest celem dla najbardziej wytrwałych. Uczniowie wiedzy tajemnej i początkujący mistycy zapoznają się z zagadkowymi opowieściami lub uczestniczą w tajemniczych wydarzeniach, które stają się inicjacyjnymi anegdotami dla kolejnych pokoleń poszukiwaczy prawdy. Mają je analizować, medytować, kontemplować. Efektem tej pracy duchowej powinna być deautomatyzacja, odwarunkowanie, iluminacja, odrodzenie, transformacja osobowości. Wnikliwe zgłębienie anegdoty prowadzi do przemodelowania stylu postrzegania rzeczywistości i sposobu radzenia sobie z nią. Właściwie przemyślana i przeżyta anegdota może stać się mikrokosmosem, który potrafi odzwierciedlić uniwersalne prawa makrokosmosu. Ten poziom osiągają adepci ezoteryki religijnej (vide: w chrześcijaństwie - uczniowie Gurdżijewa, Steinera, Bierdiajewa; w judaizmie - chasydzi; w islamie - sufi; w buddyzmie - uczniowie zen).

Instrukcja obsługi anegdoty

Jak wspinać się po tych szczeblach wtajemniczeń? Jakie ćwiczenia duchowe stosować? Transmutacjonizm proponuje wykorzystanie treningów zaadaptowanych z tradycji monastycznej. Układają się one w specyficzną "instrukcję obsługi anegdoty".

Uważny, żarliwy czytelnik powinien pokonać cztery stopnie duchowe: lectio, oratio, meditatio, contemplatio.

Lectio to czytanie, dokładne zaznajamianie się z tekstem. Oratio jest utrwalaniem przeczytanej opowieści. Można ją sobie powtórzyć w duchu, można ją komuś zrelacjonować, można też zapisać ją w notatniku czy osobistym dzienniku. Opowiadanie historyjki jest odpowiadaniem na pytania, które ona stawia. Tak dochodzimy do kolejnego etapu. "W meditatio, jako stopniu trzecim, człowiek daje po prostu działać temu słowu, które przeczytał. Przestaje czytać i pozwala, aby słowo wprowadziło go w skupione milczenie, w którym to słowo może przeniknąć całe serce i je przemienić. Człowiek nie potrzebuje już wcale wypowiadać jakichś słów, ale w milczeniu pozostaje pod wrażeniem słowa" (Anselm Grün). Czytanie prowadzi nas na kolejny stopień - contemplatio. Do medytacji, rozmyślania. W tym stanie należy z największą pilnością badać własne pragnienia i postawy, bo myśli i czyny innych mają nam, właśnie nam, dawać do myślenia. Należy wówczas przekroczyć ograniczenia przestrzeni i czasu (uwarunkowań historycznych i geograficznych anegdoty), przekroczyć granice, czyli wejść w przestrzeń, gdzie kończą się obrazy, pojęcia i myśli.

Wymienione wyżej stopnie wtajemniczenia w przekaz kulturowy są z sobą integralnie związane: czytanie bez medytacji jest jałowe, rozmyślanie bez czytania - narażone na błędy, mówienie bez rozmyślania - puste, rozmyślanie bez mówienia - bezowocne. Żarliwa oracja prowadzi do kontemplacji, a głęboka kontemplacja jest niezbędnym warunkiem twórczego mówienia i pisania.

Bilans

Anegdoty nie tylko opisują, ale i kreują rzeczywistość; nie tylko pomagają nam przeniknąć mroki przeszłości, ale i umożliwiają transgresję futurystyczną, podróż w stronę przyszłości. Prezentują nam osobowości legendarne, archetypowe. Budują również strategię autokreacji i autopromocji. Bo gdy jakaś wybitna osobowość chce wywrzeć wpływ na życie kultury, musi kształtować własną legendę, prowokując opinię publiczną ekscentrycznym zachowaniem i kontrowersyjnymi wypowiedziami, tworząc materię i formę osobliwych zdarzeń, które kiedyś - po wielu latach - znajdą się w antologiach anegdot i będą skutecznie rozbijać mechaniczne działania i szablonowe sposoby myślenia czytelników.

Od stuleci mnożą się więc historie i opowieści, postawy i przykłady. Reasumując: "Historia to filozofia w przykładach", jak mawiał Dyonusius. Warto więc nie tylko czytać anegdoty, ale również żyć lekko, finezyjnie, z zachowaniem humorystycznego dystansu do najnudniejszych i najboleśniejszych nawet spraw. I codziennie pamiętać o niniejszych słowach Marka Twaina: "Humor jest największym błogosławieństwem dla ludzkości".

Wojciech Wiercioch

Kraków, 23 IV 2020 r.

Anegdoty amerykańskie

WAGARY

Słynnego pisarza Marka Twaina nachodziły od czasu do czasu napady długotrwałego lenistwa. Jeśli miłość lub obowiązek nie włożyły mu pióra do ręki, zupełnie zapominał o pisaniu.

Amerykański prozaik Bret Harte długo czekał na list od autora Przygód Tomka Sawyera, aż wreszcie stracił cierpliwość i wysłał mu papier listowy oraz znaczek, aby przypomnieć o zaniedbaniu. Wkrótce otrzymał od Twaina kartkę pocztową, na której ten napisał: "Papier listowy i znaczek otrzymałem; proszę o kopertę".

ROZPUSZCZONY MÓZG

Sławny wynalazca Thomas Edison osobiście przyjmował kandydatów do pracy w swoim laboratorium. Lubił z nimi pogadać, wybadać, jakie mają projekty i co ich najbardziej w pracy pociąga.

- Mam wspaniały pomysł - rzekł do Edisona pewien młodzieniec. - Pragnę wynaleźć uniwersalny rozpuszczalnik. Płyn, który by rozpuszczał wszystko. Czuję, że jestem na dobrej drodze, ale nie mam środków na zrealizowanie swego pomysłu.

- Uniwersalny rozpuszczalnik? - zdziwił się Edison. - A w jakim naczyniu będzie go pan trzymał?

CHOROBA MORSKA

Marlena Dietrich, sławna amerykańska aktorka filmowa niemieckiego pochodzenia, bardzo nie lubiła morskich podróży. Kiedy wybierała się statkiem do Europy, wykupiła kabinę zaledwie trzeciej klasy. Jej przyjaciele oburzyli się:

- Gwiazda tej miary co ty nie może pływać trzecią klasą!

- Zapewniam was, że w pierwszej klasie również będę chorować, tylko znacznie drożej - odparła Marlena.

OPTYKA

Pewnego dnia Rudolph Valentino - znany aktor filmowy - spacerował po parku Coney Island. Nagle zauważył, że kilka razy przeszły obok niego dwie panie, badawczo na niego patrząc. I wtedy usłyszał słowa, które go ubawiły:

- Popatrz tylko na tego durnia, który chce udawać Valentina!

PERIODYK

Mark Twain napisał na urodziny swojej teściowej nowelkę, w której porównał solenizantkę z dziennikiem.

- Dlaczego tak napisałeś? - zapytała go żona.

- A czyż twoja matka nie ukazuje się u nas codziennie? - odpowiedział spokojnie pisarz.

SUPERMAN

Pewnego razu zawodowy amerykański mistrz świata w boksie Muhammad Ali (właśc. Cassius Marcellus Clay) leciał samolotem do Nowego Jorku. Gdy stewardesa poprosiła o zapięcie pasów, odrzekł, że superman nigdy nie zapina pasów. Stewardesa była nieustępliwa, ale dowcipna.

- Przede wszystkim to superman nie potrzebuje samolotu - odrzekła.

ŁOWCY SKÓR

Doktor Blis, który leczył dwudziestego prezydenta Stanów Zjednoczonych, Jamesa Garfielda, był bardzo ceniony przez generała wojsk Unii (podczas wojny secesyjnej) Philipa H. Sheridana.

- Ten znakomity lekarz - powiedział raz ów generał w towarzystwie - uratował mi życie.

- Jak mu się to udało? - zapytano.

- Po bitwie pod Winchester byłem bardzo chory. Posłali więc po doktora Agnewa z Filadelfii. Ten dał mi lekarstwo, lecz po nim mi się pogorszyło. Potem posłali po Hamiltona. Zapisał mi więcej lekarstw, po których zrobiło mi się jeszcze gorzej. Aż wreszcie zawołali doktora Blisa i...

- Zrobiło się panu najgorzej! - krzyknęli niemal chórem słuchający opowieści generała.

- O, nie! - odrzekł na to Sheridan. - Doktor Blis uratował mi życie, bo nie przyjechał.

POMOC

Aktorka filmowa Audrey Hepburn uwielbiała prowadzenie kuchni. Któregoś dnia, zamierzając wydać przyjęcie, posłała pokojówkę z wiadomością dla kucharki, że przyjdzie jej pomóc w kuchni. Gdy pokojówka wróciła, pani Hepburn zapytała:

- Czy kucharka zadowolona?

- Bardzo, tylko prosi, żeby pani przyszła jutro, bo dzisiaj ona ma bardzo dużo roboty.

ZASTĘPSTWO-NASTĘPSTWO

Następcą Beniamina Franklina, który jakiś czas był posłem przy francuskim dworze, został Thomas Jefferson (późniejszy prezydent USA, 1801-1809). Gdy po objęciu urzędu przedstawiono go królowi Francji, odezwał się jeden z ministrów:

- Czy jest prawdą, że ma pan zastępować Franklina?

- Nie, Ekscelencjo - odrzekł Jefferson. - Jestem tylko następcą Franklina, ponieważ zastąpić go nikt nie może.

KOCMOŁUCH

Prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej (w latach 1861-1865) - Abraham Lincoln - był synem ubogiego robotnika i jako mały chłopiec uczęszczał do szkoły ludowej w miasteczku Hodgenwille. Opowiadano, że był urwisem i spryciarzem.

Pewnego razu wpadło na myśl nauczycielowi tej szkoły przekonać się, czy jego uczniowie myją ręce. Zaczął więc przechodzić między ławkami i sprawdzać. Mały Lincoln, podobnie jak jego koledzy, nie odznaczał się zbytnim zamiłowaniem do częstego mycia rąk, toteż zanim nauczyciel się zbliżył, zdążył ledwie wytrzeć prawą rękę o spodnie i tę pokazał. Nauczyciel, zobaczywszy jak jest brudna, wykrzyknął oburzony:

- Ty niechluju, zasłużyłeś na dziesięć trzcin na tę brudną. Ale mogę darować ci karę, jeżeli znajdziesz w klasie jeszcze brudniejszą rękę od twojej!

Mały Lincoln nie namyślał się długo i z triumfalną miną wyciągnął spod ławki lewą rękę, której nie zdążył wyczyścić.

MECHANIKA FILANTROPII

Kiedyś sławny przemysłowiec Henry Ford, który był także wydawcą dziennika i wielkim filantropem, umieścił na tytułowej stronie swojej gazety takie hasło:

"Jak możemy ulżyć cierpiącej ludzkości?"

Następnego dnia w konkurencyjnym piśmie ukazała się w podobnym miejscu i podobnie wielkimi literami odpowiedź:

"Henry! Umieść więcej sprężyn w fotelach swoich samochodów!"

PRZESTRZEŃ DLA DWOJGA

Zapytano kiedyś aktorkę Marlenę Dietrich:

- Czy małżonkowie powinni mieć oddzielne sypialnie?

- Nie, jedynym rozwiązaniem byłyby osobne miasta - odrzekła stanowczo aktorka.

MRUK

Gdy generała Ulyssesa S. Granta wybrano prezydentem Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, niezliczone tłumy zgromadziły się pod jego domem, by to uczcić. Nowo wybrany prezydent wyszedł na balkon, co wywołało burzę oklasków. Po owacji zebrani zaczęli się domagać, by przemówił:

- Generale, powiedz coś! Przynajmniej dwa słowa.

Grant skłonił się i rzekł wówczas z uśmiechem:

- No, Sirs!

CHARAKTERYZACJA

Dwóch statystów idzie ulicą w Hollywood. Nagle jeden z nich widzi pełzającą po chodniku gąsienicę i chce ją rozdeptać. Na to drugi woła:

- Uważaj! To może być Lon Chaney!

(Lon Chaney - amerykański aktor umiejący doskonale się ucharakteryzować, grający z powodzeniem Quasimodo).

MISTYFIKACJA

Charlie Chaplin, genialny angielski aktor, komik i scenarzysta, idąc małą uliczką w Hollywood, zauważył starszą kobietę trzepiącą z przejęciem olbrzymi dywan. Charlie był akurat w dobrym humorze, więc śmiejąc się, zawołał:

- Niech pani nie trzepie tak mocno tego dywanu, bo to może być ucharakteryzowany Lon Chaney!

- Nie ma obawy, kochany Charlie! Lon Chaney to jestem ja!

TRICK

Znany komik Eddie Cantor tak opowiadał po powrocie ze światowej wystawy w Paryżu:

- W Paryżu można jeździć nocą taksówkami za darmo.

- Jakże to za darmo? - pytano go ze zdziwieniem.

- Zwyczajnie. Bierzesz taksówkę, wysiadasz w żądanym miejscu i prosisz szofera, by pomógł ci znaleźć tysiącfrankowy banknot, który wypadł ci właśnie w samochodzie. Taksówkarz natychmiast dodaje gazu i znika.

HACZYK

Pewnego razu szwagierka Andrew Carnegiego, bogatego przemysłowca, żaliła się, że dwaj jej wnukowie, studiujący w Bostonie, nigdy nie odpowiadają na jej listy. Milioner uśmiechnął się i rzekł:

- Chcesz się ze mną założyć, że mi natychmiast odpowiedzą, chociaż ich wcale nie będę o to prosił?

Zrozpaczona babcia była przekonana, że szkoda w ogóle trudu. Carnegie jednak się uparł i stanął zakład o sto dolarów. Krezus usiadł przy biurku i do każdego z młodzieńców napisał list, w którym nadmienił, że dołącza czek na pięć dolarów. Po trzech dniach z Bostonu nadeszły dwa listy. Było w nich wiele podziękowań i grzeczności, ale przede wszystkim nadawcy informowali, że nie znaleźli pieniędzy.

MODLITEWNA KONSOLIDACJA

Kiedy Benjamin Franklin, późniejszy prezydent Stanów Zjednoczonych, był jeszcze chłopcem, nie lubił długich modlitw, jakie jego ojciec odmawiał przed każdym posiłkiem i po nim. Któregoś dnia matka Benjamina kwasiła w kuchni kapustę na zimę, a chłopiec, obserwując te czynności, wpadł na pewien pomysł.

- Ojcze - powiedział - a gdybyś tak od razu pomodlił się nad całą beczką kapusty? Ileż czasu zaoszczędzilibyśmy później!

ZNIEKSZTAŁCENIA

Do znanego reżysera filmowego Cecila de Mille'a zgłosiła się kandydatka na aktorkę. Reżyser spojrzał na nią i rozkazał:

- Proszę pokazać nogi!

Panienka nieśmiało uniosła sukienkę powyżej lewego kolana.

- Owszem, owszem - pochwalił. - A teraz drugą nogę!

- Drugą? Po co? Przecież wygląda tak samo - sprzeciwiła się dziewczyna.

- Tak samo? To świetnie! - zawołał dowcipny de Mille. - Angażuję panią! Zagra pani tytułową rolę w filmie Kobieta o dwóch lewych nogach.

APOLOGIA

Gdy Adelina Patti, śpiewaczka o światowej sławie, przyjechała na gościnne występy do USA, Thomas Edison - sławny naukowiec i wynalazca - otrzymał od swego przyjaciela T. Roosevelta wiadomość, że artystka pragnie go poznać. Diwa tak ujęła uczonego swoim wdziękiem i uprzejmością, że kiedy opuszczali salon, Edison rzekł jej na pożegnanie:

- Dziękuję pani za miłe przyjęcie. Jestem oczarowany i zachwycony. Nigdy nie zapomnę tego wieczoru i uroku pani małych oczu!

W drodze powrotnej Roosevelt zaczął Edisonowi robić wyrzuty:

- Jakżesz mogłeś powiedzieć tak niefortunny komplement pani Patti?

- Nie rozumiem... Przecież powiedziałem, że ma piękne oczy.

- Powiedziałeś "małe oczy". Jeżeli rozmawia się z kobietą powinno się powiedzieć, że ma piękne, duże oczy. One to właśnie lubią.

- Więc muszę naprawić ten błąd! - odpowiedział Edison i wyskoczywszy z dorożki, pognał do hotelu, skąd niedawno wyszli.

Wkrótce znalazł się na piętrze, gdzie znajdował się apartament śpiewaczki, i wtargnął do pokoju.

- Łaskawa pani! - krzyknął zdyszany. - Roosevelt dał mi do zrozumienia, że popełniłem wobec pani niedelikatność, mówiąc o jej małych oczach. Otóż, odwołuję to! U pani wszystko jest wielkie... i oczy, i nogi, i usta, i ręce...

WYGRANA

Amerykański aktor filmowy Clark Gable, zwany "Królem Hollywood", dawał hojne napiwki. Gdy przebywał w Paryżu, obsługiwał go zawsze kelner o imieniu Gaston. Pewnego dnia obiad podał mu inny kelner. Gable, zdziwiony, od razu zareagował:

- Dlaczego dziś nie obsługuje mnie Gaston?

- Pan wybaczy - odparł kelner - ale właśnie wygrałem pana w kości.

FORD

Henry Ford wybrał się pewnego razu na przejażdżkę, oczywiście samochodem własnej marki. Po kilkunastu minutach jazdy spotkał na szosie jakiegoś nieszczęśnika, któremu zepsuło się auto, i to akurat ford. Przemysłowiec zatrzymał się i zaproponował pomoc, na którą nieszczęśliwy kierowca natychmiast się zgodził. Henry Ford wczołgał się więc pod samochód, pracował tam jakieś pół godziny w pocie czoła, a ukończywszy naprawę, krzyknął zadowolony:

- No, teraz może pan spokojnie jechać dalej!

Wdzięczny kierowca wyciągnął z kieszeni pięć dolarów i chciał mu zapłacić, ale Ford odrzekł z uśmiechem:

- Dziękuję panu, pieniędzy mam dosyć.

Ten spojrzał na niego zdumiony, a potem patrząc na samochód, rzekł:

- Tego już nie rozumiem! Jeżeli ma pan tyle pieniędzy, to czemu jeździ pan fordem?!

EKSPLIKACJA

Benjamin Franklin - mąż stanu, fizyk i filozof - podczas swego pobytu w Anglii nosił okulary. Jeden z jego przyjaciół radził mu, by w tłumie czy na ulicy raczej je zdejmował. Uczony nie chciał go w ogóle słuchać, będąc przekonany, że chronią one wzrok. I rzeczywiście, pech chciał, że kiedy szli razem, Franklin zderzył się z tragarzem. Robotnik cofnął się i zawołał:

- Psiakrew, niech diabli porwą te pańskie okulary!

A wtedy uczony rzekł do przyjaciela:

- Widzisz! Gdybym nie miał okularów, powiedziałby tak o moich oczach.

FONOIGNORANT

Zwycięskiego generała północnych prowincji, późniejszego prezydenta Stanów Zjednoczonych Ulyssesa S. Granta, zaproszono raz na przyjęcie wydawane w Waszyngtonie przez pewnego zagranicznego dyplomatę. Wieczór urozmaiciła pani domu odegraniem na fortepianie kilku utworów. Generał słuchał tego minikoncertu z błogim uśmiechem na ustach, gdy nagle kobieta siedząca obok na krześle zapytała szeptem:

- Prawda, jakie to cudowne?

- Well - odpowiedział na to Grant. - Nie potrafię tego ocenić i jeżeli mam powiedzieć prawdę, to znam tylko dwie melodie. Pierwsza to Yanke Doodle, a druga... nią nie jest.

BEHAWIORYZM

Pewnego razu Abraham Lincoln, będąc jeszcze młodym adwokatem, bronił jakiegoś farmera oskarżonego o zakłucie widłami psa. Właściciel psa domagał się odszkodowania, a Lincoln dowodził, że jego klient uczynił to w obronie własnego życia, ponieważ pies rzucił się na niego, chcąc go pogryźć.

- A dlaczego nie próbował bronić się tępą stroną wideł? - przerwał mu właściciel psa.

- A dlaczego pies nie napadł klienta swoją tępą stroną? - odparł Lincoln.

KONSPIRACJA

John Pierpont Morgan - znany amerykański finansista, miliarder - bawił któregoś roku incognito w Paryżu, ale rozpoznano go w hotelu, gdzie zamieszkał. Poznał go też fryzjer, który miał swój zakład w pobliżu, a dokąd udał się miliarder, aby ogolić się i ostrzyc.

Fryzjer, wykonawszy swoje dzieło, był przekonany, że obok przewidzianej zapłaty wpadnie mu do kieszeni jakiś większy napiwek. Tymczasem ku swojemu zdziwieniu dostał zaledwie drobniaka, jednego sous. Wobec tego nie powstrzymał się od wygłoszenia uwagi pod adresem skąpstwa miliardera.

Na co Morgan, który się wcale nie obraził, odrzekł:

- Mój przyjacielu, gdybym nawet nie wiedzieć jak wysoki dał napiwek, zawsze byłby on uznany za zbyt mały i zawsze spotkałby mnie zarzut skąpstwa. Więc po cóż mam dawać więcej niż inni, i to tym bardziej podróżując incognito?

GROTESKA NAD WODĄ

Pewnego razu Ernest Hemingway, wybitny amerykański prozaik, przysiadł się nad rzeką do nieznajomego wędkarza. Przesiedzieli w milczeniu kilka godzin. Wędkarz, trochę zły, że ktoś obserwuje, jak mu ryba nie bierze, odezwał się w końcu do Hemingwaya:

- Zamiast tak bezczynnie siedzieć, trzeba było raczej przyjść z wędką i samemu popróbować szczęścia.

- Obawiam się, że nie miałbym cierpliwości - odparł Hemingway.

MAGIA ŻYCIA

Kiedyś Franklin Delano Roosevelt, mąż stanu, prezydent Stanów Zjednoczonych w latach 1933-1945, był obecny przy rozmowie lekarzy na temat populacji. Osobisty lekarz prezydenta, doktor Cary Grayser, z przekonaniem dowodził, że tylko jeden na dwustu mężczyzn żeniących się po czterdziestym piątym roku życia może liczyć na potomstwo. Inni zaprzeczyli tej opinii. Zwrócono się więc do prezydenta z pytaniem, co o tym sądzi.

- Grayser nie ma racji - odrzekł Roosevelt. - Znam osobiście pewnego mężczyznę w stanie Kansas, który ożenił się w wieku 81 lat. Dzisiaj liczy 85 i doczekał się trojga dzieci. Muszę dodać, że jego żona ma 27 lat.

Doktorowi Grayserowi wydawało się to nieprawdopodobne. Zapytał, jaki tryb życia prowadzi ten mężczyzna i czym się zajmuje.

- Jest magikiem - odparł poważnie prezydent.

SAMOTNOŚĆ I SEKS

Kiedy amerykański lekarz seksuolog Alfred Kinsey pracował nad jakimś zagadnieniem, zapominał o całym bożym świecie. Jego żona, bardzo tym rozgoryczona, powiedziała kiedyś:

- Od czasu, kiedy Alfred ugrzązł w seksie, nie widuję go nawet nocami.

PROHIBICJA

W pewnym towarzystwie, w którym był także pisarz Mark Twain, mówiono o prohibicji alkoholowej. Słynny humorysta oświadczył, że prohibicja może mieć też złe skutki, a na dowód tych słów podał taki przykład:

Przed kilkoma laty jakiś dżentelmen przyjechał do pewnego miasteczka, w którym obowiązywała prohibicja. On jednak chciał koniecznie napić się whisky. Poradzono mu, aby udał się do apteki. Kiedy powiedział to aptekarzowi, usłyszał:

- Bez recepty nic pan nie dostanie.

- Ale ja muszę się napić - nalegał - bo inaczej umrę!

- Mój panie, jest na to tylko jeden sposób. Prawo zezwala na sprzedaż wódki ukąszonym przez węże.

- Ale skąd wezmę węża?

- Niedaleko stąd można go zdobyć.

Aptekarz podał nieznajomemu dokładny adres. Po kilkunastu minutach nieszczęśliwiec powrócił, krzycząc od progu:

- Nic z tego, węża wynajęto już na trzy miesiące naprzód!

INTRATNY ZAWÓD

Prezydent Franklin Roosevelt zapytał pewnego chłopaka, którego mu przedstawiono:

- Kim zamierzasz zostać?

- Lekarzem - zabrzmiała odpowiedź.

- Lekarzem? - zdziwił się prezydent, nie kryjąc w tonie głosu swojej niechęci do uczniów Eskulapa. - Dlaczego właśnie lekarzem?

- Bo jest to zawód najłatwiejszy i najkorzystniejszy - odparł chłopak. - W każdym innym zawodzie płacą, gdy praca zostanie wykonana, a lekarz zawsze otrzymuje honorarium, obojętne, czy chory wyzdrowieje, czy umrze.

TRANSAKCJA

Mark Twain, autor powieści Książę i żebrak, miał niezwykle trudną młodość. Zanim doszedł do sławy, był drukarzem, reporterem, kupcem i agentem reklamowym. Nigdy jednak nie opuszczał go humor.

Pewnego razu głodny i bez grosza przy duszy tułał się po ulicach Chicago. Przechodząc obok luksusowego hotelu, ujrzał pięknego myśliwskiego psa, który natychmiast za nim pobiegł. Twain szedł tak przez pewien czas, oglądając się co chwila na tego czworonożnego stróża, gdy podszedł do niego jakiś oficer i zapytał:

- Przyjacielu, nie sprzedałbyś mi tego psa?

- Dlaczego nie - odparł Twain - ale chcę za niego trzy dolary.

Natychmiast ubito interes i Twain z zadowoleniem schował do kieszeni trzy srebrne monety. Uszedł może kilkanaście kroków, gdy podszedł do niego jakiś zatroskany jegomość i zapytał:

- Nie widział pan może błąkającego się myśliwskiego psa?

Twain nie bardzo wiedział co powiedzieć, by nie wpaść w tarapaty, ale nagle wpadł na pewien pomysł.

- Przyrzekam panu - rzekł gorliwie - że go znajdę, ale nie za darmo. Da mi pan sześć dolarów?

- Z wdzięcznością zapłacę - odrzekł mężczyzna.

Twain popędził za oficerem, a dogoniwszy go, wykrzyczał mu niemal do ucha:

- Drogi panie, błagam, proszę mi zwrócić mojego psa... nie mogę jednak bez niego żyć!

Wzruszony tymi słowami oficer spełnił prośbę chłopaka. Ten, oddawszy zapłatę, odprowadził psa do właściciela, który dał mu sześć dolarów. Tak zarobił trzy dolary.

FAKTY KONTRA FIKCJA

Gdy po dłuższej podróży po Europie Ernest Hemingway powrócił do Stanów, jakiś dziennikarz zapytał go o wrażenia z Paryża.

- Paryż mnie bardzo rozczarował - odrzekł pisarz.

- A dlaczegóż to? - zdziwił się dziennikarz.

- Bo wygląda zupełnie inaczej, niż go opisywałem w moich książkach.

CNOTLIWIEC

Kiedy pisarz Mark Twain był jeszcze młody i niemal nieznany, wybrał się któregoś dnia pociągiem do pobliskiego miasteczka. Usiadł w przedziale i otworzywszy książkę, zaczął czytać. Naprzeciw siedział jakiś bogaty przemysłowiec z żoną i córką.

- Co za piękny krajobraz? - starał się nawiązać rozmowę sąsiad.

Twain nic nie odpowiedział.

- Czyta pan zapewne coś interesującego?

Twain lekko skinął głową.

- Czy pan studiuje? Brawo, brawo, młody człowieku!

Twain to przemilczał.

- Czy mogę poczęstować pana cygarem?

- Dziękuję, nie palę.

- Nie pali pan? To bardzo dobrze. A może kieliszeczek whisky?

- Dziękuję, nie piję.

- Abstynent? Nie do wiary. Jest pan wzorem wszelkich cnót! Pozwoli więc pan, że mu przedstawię swoją córkę.

- Dziękuję, jeszcze nigdy dotąd nie kochałem.

WIZERUNEK

Kiedy po ukończeniu portretu amerykański malarz James Abboutt M. Whistler zapytał modela, czy dzieło mu się podoba, ten odrzekł:

- Prawdę powiedziawszy, nie! Chyba nie udałem się na tym portrecie.

- Ma pan rację - odparł artysta, przyglądając się swemu klientowi przez monokl - ale musi pan przyznać, że i naturze pan się nie udał.

CAŁOWANIE NA EKRANIE

W czasie spotkania dziennikarzy ze znanym komikiem i reżyserem filmowym Woodym Allenem jeden z nich zapytał:

- A jak to wygląda, Woody, gdy całujesz dziewczynę w filmie? Czy jesteś wtedy uczuciowo zaangażowany?

- Raz pocałowałem Jeanne Moreau na ekranie i ani ona, ani ja nie przeżywaliśmy tego głębiej. Ale bileterzy odciągnęli mnie od ekranu i musiałem znów usiąść na swoim krześle.

ANTAGONIŚCI

Dwaj znani malarze - Whistler i Ruskin - byli wielkimi przeciwnikami. Zdarzyło się, że ktoś począł czynić wyrzuty Whistlerowi o to, że tak nienawidzi wielkiego angielskiego estety.

- Co pan tak na niego nastaje? On przecież i tak jest już jedną nogą w grobie - mówił.

- Ja przecież na tę jedną nogę wcale nie nastaję - odpowiedział wówczas Whistler.

MUROWANY ARGUMENT

Mark Twain przechodził kiedyś opodal wiejskiego cmentarza i ujrzał dwóch ludzi z narzędziami mierniczymi, biegających dokoła tego miejsca wiecznego spoczynku.

- Co chcecie tutaj robić? - zapytał.

- Mierzymy grunt, aby postawić mur cmentarny - padła odpowiedź.

- Mur wokół cmentarza? - zdziwił się pisarz. - Na cóż mur? Przecież ci, którzy tu są, nie mają wcale zamiaru stąd wychodzić, a żywi nie chcą się wcale tutaj znaleźć.

PODZIAŁ KLASOWY

Gdy James Abbott McNeill Whistler - malarz i zwolennik impresjonizmu - wystawiał w Monachium na Wielkiej Wystawie Sztuki niektóre ze swych dzieł, jury, które go jeszcze dobrze nie znało, dało mu medal III klasy. Dowcipny malarz odesłał medal z krótkim listem: "Pozwalam sobie złożyć podziękowanie II klasy".

SPOSÓB NA WIERZYCIELA

Zanim autor Przygód Hucka Finna, Mark Twain, stał się sławny, tkwił po uszy w długach. Oczywiście wierzyciele nękali go w rozmaity sposób. Twain nie lubił pisać listów, ale gdy jeden z wierzycieli dał mu się zanadto we znaki, napisał do niego tak:

"Szanowny Panie!

Nazwiska i dokładne sumy, które jestem winien moim wierzycielom, mam wypisane na kartkach. Leżą one w moim biurku, a jest ich kilkaset. Mam zwyczaj, że raz w roku, najczęściej w wigilijny wieczór Bożego Narodzenia, wyciągam z szuflady biurka jedną z kartek i osobie na niej zapisanej oddaję dług. Zwracam Panu uwagę, że ciągnienie odbywa się prawidłowo, gdyż zamykam oczy. Zawiadamiam Pana, że jeżeli będzie się Pan nadal tak uporczywie upominał o swoje pieniądze, to kartę z Jego nazwiskiem wyeliminuję z ciągnienia i odbiorę mu możność udziału w loterii.

Z poważaniem Mark Twain".

SPOSÓB NA HISTERYCZKĘ

Mark Twain odbywał raz podróż koleją. W tym samym przedziale siedziała jakaś dama, która na każdym zakręcie czy podczas nagłego zatrzymywania się pociągu wzdrygała się i histerycznym głosem wykrzykiwała:

- Co się stało? Czy wypadliśmy z szyn? A może to napad?

Pisarza zaczęło to coraz bardziej denerwować, ale nie dał tego po sobie poznać. Dopiero gdy owa pani zapytała go, czy nie boi się katastrofy kolejowej, odpowiedział:

- Nie, proszę pani, tego się wcale nie obawiam, bo wywróżono mi, że skończę na szubienicy!

Na najbliższej stacji dama przeniosła się do innego przedziału.

PLANISTA

Dla Leopolda Anthony'ego Stokowskiego, dyrygenta o polsko-irlandzkich korzeniach, który osiedlił się w Stanach Zjednoczonych, charakterystyczne było to, że do samego końca snuł plany na przyszłość, a w rozmowach zawsze unikał mówienia o przeszłości.

- Nie pytaj mnie o to, co było, ale o to, co będzie - mawiał.

Tuż przed śmiercią w roku 1977, w wieku 95 lat, podpisał kontrakt z wytwórnią płyt na nagrywanie czterech płyt rocznie. Aż do 1982 roku.

Miałby wtedy dokładnie 100 lat.

PERSONA GRATA

Kiedyś Mark Twain wybrał się do księgarni.

- Ile kosztuje ta książka? - spytał.

- Cztery dolary - odpowiedział księgarz.

- To cena dla wszystkich, ale ja jestem publicystą i powinienem mieć jakąś zniżkę.

- Naturalnie.

- Dodam także, że jestem akcjonariuszem waszego przedsiębiorstwa wydawniczego.

- Rozumiem.

- Poznawszy moje nazwisko, dałby pan mi na pewno zniżkę!

- Z przyjemnością...

- Ile mam wobec tego zapłacić?

- Absolutnie nic, mistrzu! Przeciwnie, panie Twain, winien jeszcze jestem panu dolara. Proszę, oto pańska należność.

Twain wybuchnął śmiechem i zapłacił za książkę cztery dolary.

ZAPAMIĘTAŁOŚĆ

Joseph Pulitzer, słynny dziennikarz pochodzenia węgierskiego, miał kolegę, który odznaczał się wielkim zasobem wiadomości i nieprawdopodobnym lenistwem. Zapytał go kiedyś, w jaki sposób nauczył się tak wiele.

- Wcale się nie uczyłem. Usłyszałem czasem to i owo, a jestem za leniwy na to, by zapominać.

PODŚWIADOME MOTYWACJE

Gdy Sinclair Lewis, laureat literackiej Nagrody Nobla w 1930 roku, napisał swoją drugą sztukę teatralną, przeprowadzający z nim wywiad dziennikarz zapytał:

- Co pana, powieściopisarza przecież, pociągało do teatru?

Pisarz odpowiedział:

- Artystki!

SAMOŚWIADOMOŚĆ

Profesor Franklin Roosevelt miał ukochanego małego pieska, Falę, który wszczynał walki z różnymi psami i zawsze wychodził z nich mocno poturbowany.

- Pański pies nie umie walczyć - powiedział ktoś.

- Przeciwnie - odparł prezydent - on umie walczyć wspaniale, tylko nie umie oceniać możliwości innych psów.

MONOPOL

Twain nie był lubiany przez pewien trust, a przyczyną tej niechęci był artykuł opublikowany przez niego w jednym z dzienników. A treść jego brzmiała:

"Pewna mucha miała dwie córeczki, które bardzo kochała. Któregoś dnia zrobiły one sobie wycieczkę do cukierni.

- Mamusiu - poprosiła pierwsza - czy mogę polizać tego czerwonego cukierka?

Mama pozwoliła i córeczka usiadła na pięknym, czerwonym cukierku. Naraz zatrzepotała skrzydełkami i padła nieżywa. Czerwony cukierek był trujący, ponieważ pochodził z amerykańskiego trustu.

Matka jeszcze czulej zaczęła się opiekować córeczką pozostałą przy życiu. Wtem córeczce zachciało się kiełbasy. Pofrunęły więc do sklepu. Zaledwie jednak mała muszka uszczknęła kawałek pachnącej wędliny, padła w śmiertelnych drgawkach nieżywa. Kiełbasa też pochodziła z amerykańskiego trustu.

Wówczas matkę ogarnęła rozpacz. Postanowiła ze sobą skończyć. Usiadła na muchołapce i zaczęła ją zawzięcie lizać. Ale wcale nie czuła się gorzej i śmierć nie nadchodziła, bo muchołapka też była z amerykańskiego trustu!".

ZAKŁAD

Calvin Coolidge, działacz partii republikańskiej, prezydent USA w latach 1923-1929, znany był powszechnie ze swej małomówności, i to wyjątkowej.

Na pewnym przyjęciu podeszła do niego gospodyni domu, mówiąc z czarującym uśmiechem:

- Panie prezydencie, założyłam się, że uda mi się wydobyć od pana przynajmniej trzy słowa...

- Przegrała pani - odparł zimno Coolidge.

SAMOKONTROLA

Kiedy pewnego razu Mark Twain jechał pociągiem, nie mógł podczas kontroli w żaden sposób znaleźć biletu.

- Nie szkodzi - rzekł po dłuższej chwili konduktor, który rozpoznał pisarza - pokaże mi go pan, gdy będę wracał.

Gdy konduktor przyszedł po raz drugi, Twain nadal nie mógł znaleźć biletu.

- Ależ to nic - począł go uspokajać kontroler - nie może pan znaleźć, to nie.

- To się panu tylko tak wydaje, że to nic, ale ten bilet jest mi koniecznie potrzebny, bo inaczej nie będę wiedział dokąd jadę - odrzekł roztargniony pisarz.

BOHEMA

Malarza Jamesa Whistlera wyrzucono z Królewskiego Towarzystwa Malarzy w Londynie. Jednak kiedyś wrócił do salonu tegoż towarzystwa z kilkoma przyjaciółmi i począł niedbałym krokiem przechadzać się po salach wystawowych. Grupa wielbicieli zachwycała się akurat obrazami Frederica Leightona. Już z dala dochodziły Whistlera ich "achy" i "ochy", a kiedy podszedł bliżej, usłyszał szeptem wypowiadane słowa:

- Klejnot! Prawdziwy klejnot!

- Tak - rzekł wtedy Whistler, zbliżywszy się do obrazu - to rzeczywiście diament w chlewie!

EGOCENTRYZM

Mischa Elman, amerykański skrzypek pochodzenia rosyjskiego, znany był z tego, że lubił opowiadać o sobie i o swoich sukcesach. Pewnego razu w rozmowie z pewnym dygnitarzem angielskim Elman, z przerażeniem uświadomił sobie, że już od pół godziny opowiada o swoich amerykańskich sukcesach, nie dając gościowi dojść do głosu. Przerywa więc opowiadanie i mówi:

- No, ale dość o mnie. A co dobrego słychać u szanownego pana? Czy był pan na moim ostatnim koncercie w Londynie?

ODWZOROWANIE

Słynna aktorka Greta Garbo przeglądała kiedyś plik swoich najnowszych portretów dostarczonych przez hollywoodzkiego fotoreportera. Nagle odezwała się z dezaprobatą w głosie:

- Muszę stwierdzić, że dawniej robił mi pan o wiele lepsze portrety...

- To prawda, proszę pani, ale to było przed piętnastu laty.

HUMOR NA TALERZU

Pewnego razu Marek Twain jadł obiad w bogatym domu, gdzie przestrzegano pilnie etykiety. Roztargniony humorysta podniósł właśnie łyżkę do ust, ale zupa okazała się za gorąca, opuścił ją z impetem na talerz. Wśród biesiadników zapanowało kłopotliwe milczenie. Wtedy Twain odezwał się ze złośliwym uśmieszkiem:

- Czy wiecie państwo, jaka jest różnica między człowiekiem inteligentnym a głupim? Otóż człowiek głupi, mając na łyżce gorącą zupę, połknie ją, parząc sobie usta...

HUMOR W RĘKAWICZCE

Twain odwiedził kiedyś malarza Jamesa Whistlera w jego atelier. Przyglądali się krytycznie, niemal już skończonemu, obrazowi mistrza, kiedy Twain rzekł:

- Hm, hm, niezgorzej... naprawdę, niezgorzej! Tylko tam u góry, w rogu - i uczynił taki gest, jakby chciał coś zetrzeć - nie podoba mi się ta chmura. Ja na pańskim miejscu usunąłbym ten zbędny detal.

- Na miłość boską, uważaj pan, obraz jeszcze nie wysechł! - krzyknął malarz.

- Niech się pan nie boi, nie pobrudzę się, mam przecież rękawiczkę - odparł Twain.

PARLAMENTARNA HERBATA

Jeden z autorów Deklaracji niepodległości Stanów Zjednoczonych, Thomas Jefferson (późniejszy trzeci prezydent USA, 1801-1809), podczas odwiedzin u przyjaciela, George'a Washingtona (pierwszego prezydenta USA, 1789-1797), wdał się w rozważania na temat konstytucji. Dyskusja dotyczyła tego, czy lepszy jest parlament dwuizbowy, czy jednoizbowy. Washington tymczasem przyrządził herbatę i podał Jeffersonowi filiżankę gorącego napoju. Ten zaledwie zbliżył usta do krawędzi filiżanki, by skosztować herbaty, cofnął je natychmiast, by się nie sparzyć. Dopiero wylawszy na spodek, mógł ją ostudzić i wypić co do kropli. Po chwili spytał przyjaciela:

- Zatem nie powiesz mi, jakie jest twoje zdanie w tej kwestii?

- Przyznam ci się - odrzekł Washington - że doprawdy nie wiem, jakie mam zająć stanowisko. Ale wydaje mi się, że właśnie sam rozstrzygnąłeś tę sprawę. Gdy herbata była w filiżance, parzyła ci usta, podzielona natomiast na połowę ostudziła się i mogłeś ją wypić. I podobnie jest z obradami i głosowaniem nad jakąś ustawą. Jeżeli ma się to odbywać w jednym zgromadzeniu, to wywołuje częste spory, właściwe ludziom mającym poczucie despotyzmu i niepodzielności władzy. Tymczasem rozłożone na dwie izby pozwala dyskutować spokojniej i z rozwagą.

REPREZENTOWAĆ MARGINES

Kiedyś ktoś zapytał prezydenta Calvina Coolidge'a, jak to się dzieje, że z ramienia partii republikańskiej (Coolidge był republikaninem) do Senatu kandyduje "notoryczny łotr i kanalia". Otrzymał odpowiedź:

- To bardzo możliwe, u nas osobnicy tego typu są tak liczni, że mają pełne prawo do swych przedstawicieli w Senacie.

ETYKIETA I ETYKIETKI

Pewnego razu prezydent Thomas W. Wilson urządzał przyjęcie dla jakiejś wybitnej osobistości przybyłej z Niemiec. Chcąc okazać gościowi jak największą uprzejmość, zaaranżował niemiecki piwny wieczór. Działo się to naturalnie przed prohibicją, w czasach, kiedy w piwnicach Białego Domu kryły się bogate zapasy wszelkich trunków.

Okazało się jednak, że kredensy Pałacu Prezydenckiego nie mają odpowiednich kufli do piwa, bez których prawdziwemu piwoszowi ten napój nie smakuje.

Zwrócono się zatem do właściciela pewnej piwiarni, Niemca Gerstenberga, z prośbą o wypożyczenie oryginalnych kufli. Tenże poczuł się zaszczycony i nie omieszkał ich przysłać.

Wieczorem podczas uczty miał miejsce jednak humorystyczny epizod. Zanim rozpoczęto uroczyste popijanie piwa, dostojny gość spojrzał do kufla raz... i drugi, robiąc przy tym wielce zdziwioną minę. Kiedy inni spojrzeli w swoje kufle, okazało się, że na ich dnie wypisane były słowa: "Skradzione u Gerstenberga".

ZASTĘPOWANIE NIEZASTĄPIONYCH

James Gordon Bennett syn, fundator międzynarodowej nagrody w zawodach balonowych (zdobytej kilkakrotnie przez Polaków), a poza tym dziennikarz i wydawca prasowy, właściciel wielkiego dziennika "New York Herald", przebywał często w Paryżu. Tam mieściła się filia jego wydawnictwa i tam miał zwyczaj wzywać dziennikarzy z centrali.

Kiedyś redaktor "Heralda" poskarżył się, że szef odrywa mu od pracy niezastąpionego członka zespołu. Gordon Bennett kazał sobie wtedy przysłać listę wszystkich dziennikarzy uważanych przez redaktora za niezbędnych i natychmiast dał im wymówienie.

Oświadczył, że nie chce mieć w swoim wydawnictwie ludzi "niezastąpionych".

SAMOOBSŁUGA

Przemysłowiec i wynalazca, założyciel firmy fotograficznej Kodak, George Eastman, wymyślił slogan reklamujący jego aparaty fotograficzne dla amatorów: "Proszę nacisnąć spust, my zrobimy resztę".

Od tego sloganu zaczęła się wielka kariera firmy. Któregoś dnia, w czasie kryzysu lat trzydziestych, przyszli do niego goście. Rozmawiano o muzyce. Nagle cierpiący na nieuleczalną chorobę Eastman wyszedł do drugiego pokoju i się zastrzelił. Na stole zostawił krótki list: "Moja praca została wykonana, po co czekać?".

Jednemu z gości wyrwało się:

- Proszę nacisnąć spust, my zrobimy resztę.

FILOZOFIA DIALOGU

Kompozytor i pianista George Gershwin na jednym z przyjęć został "przygwożdżony" do krzesła przez niezwykle gadatliwą damę. Pani mówiła i mówiła, nie przerywając ani na chwilę, aż w końcu zawołała z uśmiechem:

- Mój Boże! Rozmawiamy już przeszło godzinę, a pan nie powiedział jeszcze ani słowa!

- Cóż za jednomyślność, prawda? - odparł Gershwin.

CHUDY LITERAT

Wybitny pisarz Ernest Hemingway był kilkakrotnie żonaty. Gdy po raz pierwszy wstępował w związek małżeński, nie miał jeszcze ani sławy, ani majątku, a za swoje utwory otrzymywał bardzo skromne honoraria. Podczas wesela ktoś pochwalił pannę młodą:

- Jest bardzo ładna, a jej suknia to prawdziwy poemat!

- Nie! - zawołał oburzony pisarz. - To dwadzieścia poematów, trzydzieści opowiadań i cały dramat.

WYDAWCA I TWÓRCA

Jack London - sławny pisarz - spóźniał się z dostarczeniem wydawcy na czas swojej noweli. Zniecierpliwiony wydawca napisał do niego: "Panie London, jeśli w ciągu 24 godzin nie otrzymam pańskiej noweli, wówczas własnymi rękami zmuszę pana do dostarczenia zamówienia na czas. Uprzedzam, że ja dotrzymuję obietnic".

London odpisał: "Drogi Panie, gdybym ja pracował tylko w rękawiczkach, również zawsze dotrzymywałbym obietnic".

INSPIRUJĄCA CISZA

Przed recitalem w Nowym Jorku skrzypek Yehudi Menuhin jadł obiad w restauracji hotelowej. Kierownik sali poinformował kelnera:

- To jest wielki muzyk.

Gdy Menuhin wyszedł, kierownik spytał kelnera:

- Czy był zadowolony z obiadu?

- O, tak! Ale nie wierzę, że jest wielkim muzykiem.

- Dlaczego?

- Bo kazał wyłączyć radio.

GAFA

Wielki finansista John Pierpont Morgan odznaczał się gigantycznym czerwonym, błyszczącym nosem. Był to nos tak zdumiewający, że niejaka pani Morrow, która zaprosiła raz Morgana na obiad, musiała długo przygotowywać swoje dwie córki na ten niecodzienny widok.

Obiad udał się jednak znakomicie. Córeczki - choć zafascynowane organem powonienia pana Morgana - nie odezwały się ani jednym zbędnym słowem. Na koniec, gdy dziewczynki dygnęły grzecznie, a dorośli przeszli do salonu, ciężar spadł pani Morrow z piersi.

- A teraz, panie Morgan - zwróciła się swobodnie do gościa - chciałabym wiedzieć, czy wsypać panu jedną, czy dwie łyżeczki cukru do nosa?

WYMAGANIA

W czasie burzliwej dyskusji na temat wzajemnych układów między kobietami a mężczyznami pisarka Dorothy Parker powiedziała stanowczo:

- Jedyne, czego mężczyźni oczekują od swych żon, to: miłości, wierności, oddania, gospodarności, oszczędności, urody i zawsze uśmiechniętej twarzy.

PERSONA

Teodor Roosevelt, pełniący funkcję prezydenta Stanów Zjednoczonych w latach 1901-1909, nie odznaczał się zbytnią skromnością. Jego syn powiedział kiedyś:

- Mój ojciec musi być zawsze ośrodkiem zainteresowania. Będąc na ślubie, żałuje, że nie jest narzeczonym, będąc na pogrzebie, wścieka się, że nie jest nieboszczykiem.

CHOROBLIWA CIEKAWOŚĆ

Założyciel Smithsonian Institute, największego na świecie kompleksu muzeów i ośrodków badawczych w Waszyngtonie (1846), chemik i mineralog James Smithson, miał skłonności do czarnego humoru.

Jego śmiertelna choroba była tak dziwna, że lekarze nie potrafili postawić diagnozy. Umierający, przywołał lekarzy i polecił im:

- Chcę, abyście po mojej śmierci przeprowadzili dokładną sekcję, by dowiedzieć się, co było ze mną nie w porządku. Umieram z ciekawości, co to jest!

LEKKA PRZESADA

Prezydent William Howard Taft ważył 280 funtów angielskich (funt ang. = ok. 0,45 kg). Gdy był jeszcze ministrem wojny, na pewnym bankiecie w Ohio sędzia Brower tak zakończył toast na jego cześć:

- Nasz minister wojny Taft jest politykiem niezwykle grzecznym. Sam widziałem, jak ustąpił w tramwaju miejsce aż trzem paniom od razu.

WOLNE ŻARTY

Kiedy podano do wiadomości publicznej, że Harry Truman, prezydent USA w latach 1945-1953, postanowił pomóc finansowo krajom, które najbardziej ucierpiały w ostatniej wojnie, jeden z urzędników amerykańskiego ministerstwa spraw wewnętrznych wykrzyknął:

- Do diabła, nasz stary jest sprytny, ale nie bardzo!

Opinia urzędnika dotarła do Białego Domu. Prezydent wezwał więc ministra spraw wewnętrznych i rzekł surowo:

- Ładne historie dzieją się w pańskim resorcie! Dowiedziałem się, że jeden z pańskich podwładnych...

- ... powiedział, że pan prezydent jest sprytny, ale nie bardzo - przerwał minister. - Wiem o tym. Kazałem go zwolnić.

- Słusznie - ucieszył się prezydent. - Za nielojalność!

- Nie, za zdradę tajemnicy państwowej.

Dalsza część książki dostępna w wersjipełnej