Andromache - Eurypides

Kup ebooka

4.49 zł
3.68 zł (2,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Andromache

ANDROMACHE.

Tebańskie miasto, grodów azjackich wzorze! Z bogatych skarbów wianem wyszłam w onej porze Z twych murów, aby przybyć do domu Pryama, Gdzie stałam się małżonką Hektora. Dziś sama, Najnieszczęśliwsza z niewiast, a przedtem tak godna Zazdrości, Andromache, matka dzieciorodna, Musiałam patrzeć na to, jak z ręki Achilla Zmarł Hektor, mój małżonek, i jak przyszła chwila, Gdy syn nasz, Astyanaks, padł ze szczytu wieży Zrzucony, kiedy ciżba helleńskich żołnierzy Zniszczyła niwy Troi. Najwolniejsze plemię, Z słynnego wielce domu, dźwigam dzisiaj brzemię Niewoli, do Hellady jako łup zagnana, Trojańskiej wojny zdobycz, mam nad sobą pana, Neoptolema, z rodu wyspiarzy. W Farsali Sąsiedztwie i Ftiady mieszkam dziś, gdzie fali Bogini morskiej, Thetis, w samotnej ustroni Z Pelejem wiodła życie. Dziś to miejsce oni, Mieszkańcy tessalijscy, zwią Thetidionem Na pamięć tych zaślubin. W tem odosobnionem Zamczysku mieszka dzisiaj syn Achilla, niwy Farsalskie zaś ma w ręku Peleus sędziwy, Gdyż pan mój nie chce sięgać po berło, dopóki Przy życiu jest ten starzec. W tym domu to, juki Niewoli dźwigająca, powiłam mu syna

I w dziecku tem nadzieja była mi jedyna - Myślałam, że w niem znajdę od nieszczęść obronę. Lecz odkąd pan mój pojął lakeńską Hermionę, Wzgardziwszy tak sromotnie niewolnicy łożem, Ta ściga mnie ohydą swych obelg: Niebożem. Powiada, czarodziejstwem chcę na nią sprowadzić Bezpłodność i w ten sposób miłość w nim wygładzić Mężowską, abym sama mogła być tu panią, Od łoża odrzuciwszy ją gwałtem. Tak ranią Me serce jej potwarze. A klnę się na nieba, Że łoża, które dzisiaj porzucać mi trzeba, Tykałam się niechętnie. Lecz ona nie wierzy I czyha na me życie. Z pomocą jej bieży Jej rodzic, Menelaos, co przeto w te progi Zawitał z swojej Sparty. I mnie, pełną trwogi, Zagnała w ten przybytek Tetydy nadzieja, Że ona mnie ocali. Bowiem dla Peleja I dla potomków jego kaplica to święta, Gdyż jego zaślubiny z boginią pamięta. Zaś dziecko me jedyne, o jego się życie Lękając, w innym domu umieściłam skrycie, Gdyż ten, który je spłodził, żadnej nie wydoła Dostarczyć mu pomocy i jest niczem zgoła Dla dziecka: bawi w Delfach, pokutując srodze Za grzech, za swe szaleństwo, któremu tak wodze Popuścić śmiał, żądając, by Fojbos zdał sprawe Ze śmierci jego ojca. Tam-ci na łaskawe Czekając przebaczenie, chce zmazać swą winę.

Na scenę wchodzi

SŁUŻEBNA.

O pani! - gdyż tem mianem chcę i w tę godzinę Nazywać cię, jak zwykłam cię w wierności swojej

Mianować, przebywając śród niw naszej Troi, I tobie i mężowi oddana, gdy jeszcze Przy życiu był. Przychodzę z wieściami, choć dreszcze Chwytają mnie, ażeby który z naszych panów Mych kroków nie wyśledził. Strzeż się i zastanów, Co czynić: Razem z córką okrutne ci rzeczy Gotuje Menelaos, a więc szukaj pieczy.

ANDROMACHE.

Współniewolnico droga, bo dziś cię inaczej Władczyni twa, żyjąca w tak strasznej rozpaczy, Mianować już nie może: Jakież ich zamysły? Chcą zabić mnie, dla której dni szczęśliwe prysły?

SŁUŻEBNA.

Twe dziecko, któreś w innym umieściła domu, Chcą zabić! Ach! jakiego dożyłaś pogromu!

ANDROMACHE.

Skąd wiedzą, żem ukryła mego jedynaka? Nieszczęsnam! Że też przyszła na mnie dola taka!

SŁUŻEBNA.

Ja nie wiem. Od nich mam tę wiadomość: W złowrogiej Tej myśli już Menelaj rzucił domu progi.

ANDROMACHE.

Giniemy, dziecko moje! Oto dwaj sępowie Czyhają na twe życie, a ten, co się zowie Twym ojcem, bawi w Delfach, ratować nie może!

SŁUŻEBNA.

Zapewne, gdyby on był obecny w tej porze, Byłoby mniej straszliwie. Tak - jesteś bez druha.

ANDROMACHE.

A nie wiesz, czy Peleus prośby mej wysłucha?

SŁUŻEBNA.

To starzec! Nań się spuszczać nie ma snać przyczyny.

ANDROMACHE.

Posłałam-ci po niego nie po raz jedyny.

SŁUŻEBNA.

Czy myślisz, że posłaniec troszczy się o ciebie?

ANDROMACHE.

A może ty posłańcem będziesz w tej potrzebie?

SŁUŻEBNA.

Co mówić, żem tak długo za domem bawiła?

ANDROMACHE.

Kobieta-ś, łatwo znajdziesz i wykrętów siła.

SŁUŻEBNA.

Nie mało mnie Hermione strzeże! Ja się boję.

ANDROMACHE.

A widzisz, że w nieszczęściu rzucasz druhy swoje.

SŁUŻEBNA.

Bynajmniej! Mnie się taki zarzut nie przydarzy! Tak, pójdę, choćby nawet los mnie spotkał wraży. Bo jakąż może wartość mieć służebny życie?

ANDROMACHE.

Więc idź!... A my, jak zwykle, będziem te obficie Płynące łzy, te skargi, te nasze wzdychania Posyłać ku niebiosom! Niech nam nikt nie wzbrania, Albowiem dla kobiety rozkosz to wrodzona

Mieć zawsze na swych ostach boleści brzemiona. Nie jedno mi, lecz wiele opłakiwać pora - Ojczyste moje miasto, śmierć mego Hektora I własny los, co oto tak niezasłażenie Na barki moje zwalił niewoli cierpienie. Nie trzeba nigdy mówić o szczęściu człowieka, Dopóki nie dożyje dnia, który go czeka, A w którym on, skończywszy, skieruje swe kroki Ostatnie między zmarłych, w Hadu mrok głęboki. Nie żonę w twe progi Wwiódł Parys, lecz mnogi, O grodzie ty Troi!, Grom ściągnął, gdy w swojej Łożnicy Helenę Umieścił! Za cenę Tej dziewki, Ilionie!, W krwi, w ognia utonie Twe miasto! Z Hellady, Na czele gromady Okrętów, gniewliwy Bóg wtargnie i niwy Twe depce, zwycięża, Zabiera mi męża, By syn go Tetydy - Dniu klęski, ohydy! - Na hańby powrozie Przy swoim wlókł wozie Wokoło stolicy! I mnie też ci dzicy Zawlekli mężowie Nad morze i głowie Pod jarzmo niewoli,

Co tak mnie dziś boli, Ach! zgiąć się kazali! Tonęłam w łez fali Ja, biedna niewiasta, Zmuszona tak miasta Opuszczać przybytki I męża i wszytki Dobytek i tyle, Tarzając się w pyle, Klęsk znosić! O Boże! Czem dla mnie być może Ten złoty blask słońca, Gdy tak mnie, bez końca, Wciąż ściga spieniony Zły gniew Hermiony, Mnie, biedną jej sługę, Że oto, łez strugę Lejąca, jak żywa Ta woda, co spływa Z opoki, w kościele Tetydy się ścielę!...

Na scenę wchodzi

CHÓR.

Ty, co tak długi już czas Tetydy zajmujesz świątynię, Nie chcąc wychodzić za próg! Ftiotka ci jestem, lecz wraz Krok ten ku tobie czynię, Ażeby wesprzeć cię mógł W tym z Hermioną twym sporze O syna Achilla łoże,

Które z nią, panią dziś twoją, Dzielić tak jesteś zmuszona!

*

Poznaj swą dolę, znaj grom, Co dzisiaj na ciebie tak spada! Z władcami swoimi chcesz bój Poczynać, chcesz zwalczać ten dom Lakedemoński?... Ma rada: Odwróć-że krok ten swój Od ofiarnego ołtarza - Siła twej pani przeważa - Darmo się lica twe znoją, Służebną ty jesteś, nie ona!

***

Wstań! Rzuć promienny chram Tej córki Nereuszowej! Wszak między służebnemi Na obcej jesteś ziemi, Z przyjaciół nie masz nikogo W tem obcem mieście, o srogo Prześladowana niewiasto!

*

Źle zawitałaś tu k'nam, W te naszych władców alkowy! Trojanko, żal mi ciebie, Ale w milczeniu pogrzebię Mą żałość, gdyż bardzo się trwożę, Że mi to za złe wziąść może Latorośl córki Zeusa!

Na scenę wchodzi

HERMIONE.

Dyadem ten kosztowny, co mi tak wspaniale Na głowie mojej błyszczy, i wzorzyste fale Tych sukien, co tak bujnie członki mego ciała, Jak widzisz, owiewają, jam ich nie zabrała W postaci ślubnych darów z Peleja komory Lub komnat Achillowych, nie! ten skarb, tak spory, Mam jeszcze z mej lakeńskiej Spartjatów ziemi, A wraz z kosztownościami dał mi go innemi W posagu Menelaos, mój ojciec, że mogę Swobodnie tu przemawiać, wszelką rzucić trwogę. (Zwrócona do Chóru) To dla was w odpowiedzi. (Zwrócona do Andromachy) A ty, wojny dłonią Zdobyta niewolnico, chcąc mnie swą pogonią Wypędzić z tego domu, by w nim rządzić sama, Obmierzasz mnie mężowi: Bezpłodności plama Na żywot ten mój padła przez twe tajne czary, Że marnie więdnąć musi. Albowiem obszary Waszego lądu znane są z kobiet, co wraże W tych sprawach mają siły. Lecz ja ci zakażę, Bo nic ci nie pomoże na twoje ohydy Ten ołtarz, ten przybytek świętej Nereidy. A gdyby jakie bóstwo, albo który z ludzi Ocalić cię zechcieli, jakżeż się potrudzi Twa pycha, tak do szczęścia przywykła! Kolana Zginając w proch przedemną, będziesz mi co rana Zamiatać me komnaty, do złocistej kruży

Twa ręka się służebna codziennie zanurzy I rosą achelojską będzie skrapiać ziemię. Przekonasz się, gdzie jesteś, nieszczęsna niewiasto! - Nie Hektor tu, nie Pryam z swym skarbem, lecz miasto Helleńskie! Na szaleństwa takie się wytęża Twa dusza, że śmiesz z synem ojca, co ci męża Twojego zamordował, wspólne dzielić stadło, Obdarzać go potomstwem, choć z rąk jego padło Wszak tylu z twych najbliższych! Lecz takim to światem Wy naród barbarzyński! U was siostra z bratem, Syn z matką, ojciec z córką! Mordują się wzajem Najbliżsi i praw niema, coby z tym zwyczajem Raz zerwać rozkazały! Nie waż się tej modły I u nas zaprowadzać, bo zwyczaj to podły, Jeżeli mąż dwie żony za wędzidło trzyma! Wystarczy miłosnemi spoglądać oczyma Na jednę, skoro pragnie posiąść szczęście w domu.

PRZODOWNICA CHÓRU.

O, mściwy jest ród niewiast i złości nikomu Zjadliwszej nie pokaże, jak właśnie kobiecie, Co śmie współzawodniczyć w kochaniu...

ANDROMACHE.

Na świecie Źle ludzi sprawia młodość, zwłaszcza, jeśli człowiek Ku cnocie nie chce zwracać swoich młodych powiek. Lecz ja się tego lękam, czy też mi zaporą Nie będzie w moich słowach niewola, choć skorą Byłabym tu przytoczyć niejedno, czy, wreście, Chociażbym zwyciężyła, mnie, biednej niewieście, I szkoda nie wyniknie. Butni pyszałkowie Nie lubią, gdy im prawdę człowiek słabszy powie.

Lecz ja się w swą zdrajczynię własną nie zabawię... Odpowiedz-że mi, młódko, na jakiej podstawie Twe prawe zrywam śluby? Że mniejszy od Troi Jest gród lakedemoński? Żem jest w doli swojej Szczęśliwsza, że mnie wolną widzisz tu przed sobą? Że biję cię młodością, tą ciała ozdobą, Kwitnącą tak przebujnie? Czy dufam tak wiele, Że mnogie mam bogactwa? Że mam przyjaciele? Dla tego mam panować w tym domu, miast ciebie? Dla tego też, miast ciebie, mam składać w kolebie Chłopięta, by się wlokły za matką służebną. Jak łodzie za statkami? Po to-m ja potrzebną W tym domu? Czy ktokolwiek za warunek kładzie, Ażeby moje dzieci władały w Ftiadzie, Gdy ty będziesz bezpłodną? Może dla Hektora Grekowie mnie tak lubią i że byłam wczora Bez sławy, że nie byłam frygijską królową? O, nie przez moje czary swą małżonkę nową Odtrąca dzisiaj mąż twój. Widać, że mu życia Nie umiesz uprzyjemniać. Śród wspólnego bycia I o tem pomnąc trzeba: Nie z wdzięków jedynie, Lecz z cnót szczęśliwość wszelka dla małżonka płynie. Urazi cię cokolwiek, w te tropy bez granic Wysławiasz tylko Spartę, a Skyros masz za nic, Masz siebie li za mienną, resztę za bogaczy Bez grosza! I Achilles nie wiele ci znaczy, Porównan z Menelajem! Oto słyszysz, czemu Twój mąż cię znienawidził! Chociażby i złemu Oddana człowiekowi w małżeństwo, kobieta Powinna żyć zgodliwie, bo w tem jej zaleta, Ażeby się nie sierdzić. A zostawszy żoną Człowieka, coby panem był nad zakurzoną

Śniegami tracką ziemią, gdzie z jedną po drugiej Obcować zwykł mężczyzna, odpowiedz na sługi Pytanie: czybyś wszystkie zabiła?... Tą drogą Ściągnęłabyś na płeć swą zarzut, iż nie mogą Nasycić się niewiasty. A to brzydko przecie. Choroba ta, co prawda, najbardziej kobiecie Dogryza, ale my ją ukrywamy ładnie! O luby mój Hektorze! Nie raz tak wypadnie, Bywało, że choć Kiprys uwodziła ciebie, Ja byłam ci uległą w najgorszej potrzebie, Znosząca tobie gwoli wszystkie twe gamratki. Swą własną nawet piersią karmiąca twe dziatki Nieślubne, byle-ć tylko nie czynić przykrości! W ten sposób zdobywałam sobie jaknajprościej Małżonka! A ty nawet o kropelkę rosy Zazdrosna-ś, gdy mężowi ześlą ją niebiosy. Nie staraj się prześcigać rodzonej macierzy W umiłowaniu mężczyzn, boć na tem zależy, By dziecko, jeśli krztynę rozumu posiada, Nie poszło za złą matką, gdyż inaczej biada.

RESZTA TEKSTU DOSTĘPNA W PEŁNEJ WERSJI.