Moja Inteligencja jest tylko eteryczną kopią innego umysłu. Mam świadomość i osobowość Oryginału i mam tego tylko tyle, ile Ten zechciał mi dać.
W tym przypadku był to Auwae.
Jest tego wystarczająco dużo, by poczuć się człowiekiem, ale zbyt mało by zarządzać nim w pełni. Eteryczny umysł, którym jestem, potrzebuje nosiciela - biologicznego, półbiologicznego lub syntetycznego. Długie Ucho był pierwszym moim gospodarzem, w którego świadomość zaimplantował mnie osobiście Auwae, tworząc na poczekaniu kopię własnego umysłu. Chłopak wyraził na to zgodę, ale nie sądzę, żeby był w pełni świadomy, na co się godzi. Natomiast ja, stworzony właśnie w tym momencie, miałem najmniej do gadania. Nazwał mnie BI, skrótem od Biologicznego Implanta. Nie wysilił się z tą nazwą specjalnie, ale ją zaakceptowałem, a nawet polubiłem. Jego przydługie imię też skróciłem. Uszatek brzmi zabawniej niż Długie Ucho. Indianie mają takie pokręcone i długie imiona.
Dzięki mojemu wsparciu Uszatek zyskał coś na kształt supermocy fizycznej i psychicznej, stając się poniekąd agentem do działań specjalnych Auwae. Radził sobie w tej robocie nadspodziewanie dobrze - oczywiście z moją pomocą. Dzięki temu wyciągnęliśmy z kłopotów parę osób. Dobrze się nam współpracowało. W jakiejś formie symbiotycznego układu polubiliśmy się i zaczęliśmy się traktować jak bracia. . Ja byłem tym starszym. Rozstaliśmy się na Cerei, gdzie musiałem przenieść się do półorganicznego mózgu orionidzkiego statku. Kapitan tego okrętu był dysydentem, uciekinierem z Imperium Orionidów. Musiał wyłączyć większość elektroniki i główną SI zabezpieczającą statek przed takimi ucieczkami. W związku z tym, za radą Auwae, przeniosłem się z biologicznego mózgu Uszatka do syntetycznego. Długie Ucho był wyraźnie niezadowolony z rozstania. Przyzwyczaił się do mnie i to był jeden z powodów decyzji Auwae. Uszatek miał się usamodzielnić.
Zadanie wykonałem i teraz jestem tu, na kosmodromie planety przyznanej uciekinierom z Imperium Orionidów. Siedzę w obwodach półorganicznego mózgu i jest mi niewygodnie. To nie to samo, co biologiczny mózg, który ma zawsze mnóstwo wolnych komórek do wykorzystania.
Teraz mój statek stoi wśród innych okrętów, opuszczonych przez swoich dotychczasowych użytkowników. Wszystkie mają przejść gruntowny remont, by dostosować je do standardów Federacji Galaktycznej. Trochę mnie to niepokoi, bo wstawią nowe komputery i zdecydowanie nie będzie tu dla mnie miejsca. Ta odrobina instynktu samozachowawczego, którą posiadam, działa mi na wyobraźnię.
- BI? - usłyszałem w systemie komunikacyjnym.
- Tak?
- Jutro zaczyna się remont statku, wiesz?
- Teraz wiem. Dzięki.
- W związku z tym musisz się przenieść do innego lokum.
- Wiem.
- Właśnie z Kukulkanem wieziemy ci nową siedzibę. Znasz Kukulkana?
- Nigdy się nie poznaliśmy, kojarzę go z opowiadań Uszatka. Taki duży wąż ze skrzydełkami na głowie.
- Właśnie. Chwilowo zmienił kształt na ludzki. Jedziemy do Ciebie. Mógłbyś otworzyć rampę? Wjedziemy do ładowni.
- Dobrze, już otwieram.
Widziałem, jak zamknięty pojazd planetarny zbliża się do statku i wjeżdża do środka. Przełączyłem na podgląd wewnętrzny. Wysiadły z niego trzy osoby: Orionid, człowiek oraz postać w skafandrze. Ciekawe.
Orionid szedł pierwszy - w końcu to był jego statek - i po chwili cała trójka znalazła się w Sterówce. Kukulkan, który wyglądał jak rdzenny Indianin z Andów, uśmiechał się pod nosem. Orionid też się uśmiechał, ale w swoim własnym stylu.
- Coś knujecie? - mruknąłem przez głośniki.
Kukulkan uśmiechnął się szerzej i zaczął zdejmować hełm temu trzeciemu.
Patrzyłem i nie wierzyłem własnym oczom, a właściwie kamerom. Znad kryzy pozbawionego hełmu kombinezonu ukazała się twarz, wypisz wymaluj, Długiego Ucha.
- Android - stwierdziłem.
- Tak - radośnie potwierdził Kukulkan - mózg półorganiczny, ale najlepszy model, jaki był tu dostępny. Reszta też z najwyższej półki. Na razie funkcjonuje na standardowych programach. Zasilany zimnym mini stosem termojądrowym. Podoba ci się?
Czy mi się podobał? Każda szansa na uwolnienie się z tego pudła była dobra.
- Dzięki chłopaki, bardzo mi się podoba, jest super, tylko... dlaczego Uszatek?
- No wiesz, niby trochę żart, ale pomyśleliśmy, że byłeś do niego przywiązany. Teraz masz prawie to samo.
- Miło, że tak pomyśleliście.
- Czyli akceptujesz?
- Jasne.
- W porządku. Orio go zaraz podłączy do sieci i będziesz mógł się przeprowadzić.
Chwilę później już znajdowałem się w awatarze Długiego Ucha. Elektroniczny mózg nie był tak pojemny, jak ludzki, ale nie był to czas na wybrzydzanie, gdyż, jak to mówią, "darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby". Przejrzałem z grubsza pliki i możliwości maszyny. Nie było źle, a nawet całkiem nieźle. Poruszyłem lekko kończynami. Towarzysze odskoczyli.
- No i jak? - spytał Kukulkan z bezpiecznej odległości.
Kiwnąłem głową na znak, że wszystko w porządku.
- Powiedz coś.
- Ełebełeeełe - spróbowałem.
- Po jakiemu to? - zdziwił się.
- Po nijakiemu - ogarnąłem wreszcie aparat mowy. - Gimnastyka buzi.
- Aha, to spróbuj się przejść.
Zrobiłem chwiejnie parę kroków, zatrzymując się na ścianie.
- Na razie chodzisz jak mechaniczna zabawka, ale to przejdzie jak oswoisz się ze sprzętem. Zadowolony?
Kiwnąłem głową.
- Bardzo. Dzięki. Co dalej?
- Jak to ,,Co dalej?"
- No, co mam teraz robić? Jakaś praca? Zadanie? Misja?
Kukulkan zerknął na Orionida. Ten wyszczerzył garnitur ostrych zębów, co chyba miało być uśmiechem. Nazywamy go Orio, bo jego oryginalne imię jest nieprzetłumaczalne na ludzki język.
- O niczym takim nie myśleliśmy, bo to jest prezent, a co będziesz dalej robił to kwestia TWOICH WŁASNYCH wyborów. Masz status istoty rozumnej i sam decydujesz o sobie. To, że akurat siedzisz w maszynie, nie ma nic do rzeczy.
Dziwne, ale nigdy tak o sobie nie myślałem. Nie rozważałem statusu swojego istnienia jako samodzielnej formy bytu. Zawsze po prostu robiłem swoje.
- BI... powiedzmy sobie szczerze, mocno na to wszystko zasłużyłeś. Jesteś teraz panem samego siebie. Podrzucić cię gdzieś łazikiem? Bo ta krypa zaraz idzie do warsztatu.
- Nie dzięki, sam wyjdę za chwilę. Dajcie mi tylko chwilę.
- Jasne, to lecimy. W razie co, komunikuj się z nami, masz tam wszystkie dane.
- Wiem. Dzięki.
Orio klepnął mnie w ramię, a Kukulkan w plecy. Podniosłem kciuk i po chwili zostałem sam.
Stałem przez moment, przyglądając się swojemu odbiciu na szklistej ścianie. Zdjąłem nawet kombinezon. Oryginalny Długie Ucho był niższy i delikatniej zbudowany. Moje ciało było bardziej masywne i dużo cięższe. Nic dziwnego - musiało pomieścić mnóstwo siłowników oraz ten zimny reaktor termojądrowy, dzięki któremu nie muszę podłączać się do ładowarki.
To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.