Wstęp
W mediach anglojęzycznych - czy to izraelskich i arabskich, polskich, amerykańskich, czy zachodnich - nieustannie czytamy o trwającym konflikcie izraelsko-palestyńskim, izraelskim apartheidzie, kwestii palestyńskiej, atakach terrorystycznych, kryzysie w Strefie Gazy bądź na Zachodnim Brzegu, ekspansji żydowskich osiedli czy kontrowersyjnych taktykach militarnych stosowanych przez wojsko izraelskie. O zaostrzeniu sytuacji między Izraelem a Hamasem czy Dżihadem1 internetowe media rozpisywały się zarówno w roku 2021, jak i w 2022. W amerykańsko-izraelskich relacjach ciągle jeszcze pobrzmiewa rzewność i nostalgia za Donaldem Trumpem, przez izraelską prawicę uważanym za jedynego prawdziwego przyjaciela państwa żydowskiego. W chwili obecnej - na początku roku 2023 - w izraelskim parlamencie na dobre zaczyna się już rozgaszczać prawica, z niezniszczalnym Benjaminem Netanjahu na czele. Nic nie wskazuje na to, by teraz - w postpandemicznej rzeczywistości ogarniętej zastraszającą realnością rosyjskiej inwazji w Ukrainie i w obliczu prawicowych rządów w Izraelu - istniała jakakolwiek szansa na zmianę w relacjach izraelsko-palestyńskich. Tym bardziej mówienie o konflikcie i jego rozwiązaniu dopomina się komentarza, który wyjaśniałby, na czym ten konflikt polega i jakie snuje się o nim medialne, polityczne, geopolityczne czy militarne narracje na początku lat dwudziestych XXI wieku.
Kwestia palestyńska to temat nośny, stale obecny w izraelskiej polityce wewnętrznej i zagranicznej, w relacjach izraelsko-amerykańskich, w budowaniu sojuszu na Bliskim Wschodzie. Ale - paradoksalnie - to temat pusty. Albo drugorzędny. Gdybym chciała postawić jedną wyrazistą tezę tej niewielkiej książki, brzmiałaby ona mniej więcej tak: rozwiązanie kwestii palestyńskiej nie jest najistotniejszym wątkiem w izraelskiej polityce. Jest wątkiem marginesowym. I wyraża się to na wiele sposobów. Jednym z nich jest odwoływanie się do przestarzałych konceptów, w tym nieaktualnych koncepcji rozwiązania konfliktu. Takim konceptem - pustym frazesem, pojęciem wydmuszką, politycznym sloganem - jest dzisiaj idea dwupaństwowa, czasem jeszcze z zadziwiającym entuzjazmem wyciągana w ferworze politycznej walki o wyborców lub o publiczną uwagę. Innym sposobem marginalizacji staje się tabuizacja, jak w wypadku politycznej zmowy milczenia wokół jednego z najbardziej drażliwych tematów, jakim jest ekspansja osiedli żydowskich na Zachodnim Brzegu. Za kolejną strategię unieważniania można uznać symboliczny gest odmowy uczestnictwa w żałobie i narracji o palestyńskim cierpieniu - postawa wobec śmierci palestyńskiej najwięcej mówi o tym, że palestyńskie życie nie jest - jak świetnie to ujęła Judith Butler - godne opłakiwania. Za modelowe przykłady strategii unieważniania uchodzić może deprecjacja partnera politycznego (palestyńskiego przywódcy Mahmuda Abbasa) czy formułowanie argumentów w ramach tak zwanej lawfare, polegającej na próbie wykazania (zazwyczaj przez proizraelsko i nacjonalistycznie zorientowane ośrodki czy osoby) nadużyć w sposobach działania prawa międzynarodowego. Wreszcie - marginalizacją okazuje się również opowieść geopolityczna, w której rozpoznaje się prawdziwe zagrożenie (Iran) kosztem zagrożenia mniejszego czy mało istotnego (Palestyna i Hamas). W tej książce usiłuję pokrótce zrekonstruować te najróżniejsze strategie unieważniania: narrację opartą na idei dwupaństwowej i tabuizację kwestii osiedli żydowskich (rozdział pierwszy); opowieść o nieprzeżytej, niemożliwej żałobie po żywych i umarłych Palestyńczykach, a także historię prowadzącą do deprecjacji partnera politycznego (rozdział drugi); argumentację w ramach lawfare i historię nieważności Palestyny na geopolitycznej mapie Bliskiego Wschodu (rozdział trzeci). Wszystkie te narracje składają się na obraz przedziwnego organizmu, niby istniejącego, niby obecnego, niby nakreślonego. Posłużę się tu pojęciem z najnowszego słownika filozoficznego: ontologia słaba, ledwie widoczna, zanikająca. Mając świadomość, że rekonstruuję budowę organizmu tak właśnie pojętego, piszę o anatomii nieobecności. Jest w tym również ukryta - choć mniej lub bardziej czytelna - hipoteza o końcu tego, co znamy obecnie pod nazwą Autonomii Palestyńskiej czy Zachodniego Brzegu. Nie mogąc uczynić z niej tezy naukowej, pozostawiam ją w sferze języka poetyckiego, a n a t o m i i n i e o b e c n o ś c i właśnie, by w ten sposób dołożyć swoją małą cegiełkę do pytania, które, być może, będzie nas nurtować w przyszłości: dlaczego Palestyna (choćby w takiej postaci, jaką zapowiadały lata dziewięćdziesiąte) zniknęła z mapy Bliskiego Wschodu?
Niewykluczone, że dla niektórych czytelników umieszczenie tej książki poza horyzontem światopoglądowym - proizraelskim czy propalestyńskim - okaże się niemożliwe. To prawda, że opisywane strategie unieobecniania to w przeważającej mierze izraelskie narracje medialne i praktyki polityczne. Równocześnie często podkreślam, jak wielki wkład w destabilizację tak słabego organizmu, jakim jest Autonomia Palestyńska, mają kwestie dobrze znane: nieustający konflikt między Hamasem i Fatahem, brak charyzmatycznych przywódców, korupcja władz, sposoby walki uznawane za terrorystyczne. I dalej: to prawda, że najbogatsze źródło stanowiły dla mnie artykuły pisane przez dziennikarzy o profilu liberalnym i lewicowym (choć wypada tutaj zauważyć, że profil dziennika "Haarec" pozwala snuć opowieści o charakterze analitycznym czy opiniotwórczym, niezwykle interesujące badacza dyskursów). Ponadto zazwyczaj odwołuję się do badaczy o profilu mocno krytycznym, z antykolonialnym zacięciem, z przyświecającą im ideą obnażenia hegemonicznego charakteru państwa izraelskiego. Społeczno-polityczne zaangażowanie takich myślicieli, jak Judith Butler czy Achille Mbembe, empatia przejawiająca się w nasyconym metaforami języku, naglący charakter i aktualność stawianych pytań - to dla mnie naturalne środowisko, swoista mapa filozoficzna, polityczno-społeczna i etyczna. Korzystam więc z analiz i pojęć teoretyków o krytycznym profilu, ale zarazem - co widać szczególnie w rozdziale trzecim - zatrzymuję się niekiedy w punkcie nierozstrzygalnym: zgodnie z kontestującym trybem myślenia możemy uznać, że militarne taktyki prewencyjne (usiłujące zapobiec śmierci ludności cywilnej) czy wykorzystywanie coraz bardziej zaawansowanej technologii wojskowej (na przykład dronów bojowych) ułatwiają prowadzenie i rozpoczęcie wojny, a w rezultacie przedłużają ultramilitarny porządek naszego świata, legitymizując tak zwaną wojnę z terroryzmem i pogłębiając złudzenie, że wojna kontrolowana to wojna moralna. Nie możemy cofnąć się jednak do epoki wojen konwencjonalnych ani też pominąć faktu, że zaawansowana technologia jednym przynosi śmierć, a innym ratuje życie. Nie mam wątpliwości, że stosowana przez Izrael taktyka roof knocking jest lepsza niż żadna, i trudno mi się zgodzić z zachodnią krytyką niektórych militarnych decyzji Izraela. Dlatego cenię badaczy, których określam tu jako krytycznych, za demaskowanie mechanizmów rządzących naszym skomplikowanym światem (przykładem może być tutaj fenomenalny opis nierozerwalnych związków demokracji i przemocy autorstwa Mbembego). Owe mechanizmy jednak, na poziomie bardziej szczegółowym i pragmatycznym, nie zdołają wyjaśnić wszystkiego. Taki nieoczywisty przykład przywołuję w drugim rozdziale: z pomocą Idith Zertal i jej tezy o instrumentalizacji Zagłady staram się ujawnić izraelską strategię deprecjacji partnera politycznego (tu: przywódcy Autonomii Palestyńskiej, Mahmuda Abbasa), pokazując jednocześnie, jak ogromny wkład w powodzenie tej strategii ma sam Abbas - polityk, który przez dziesięciolecia kształtował swój wątpliwy, mętny, mocno niejednoznaczny wizerunek w oczach opinii publicznej.
W Anatomii nieobecności nie szukam zatem winnego. Opisuję mechanizmy rządzące dyskursem medialnym i politycznym. Sądzę, że konfliktu izraelsko-palestyńskiego nie da się uprościć do tego stopnia, by móc jednoznacznie opowiedzieć się za Autonomią Palestyńską czy za Izraelem. Można jedynie opowiedzieć się za rzeczywistością, w której minimalizuje się cierpienie.
W kręgu moich zainteresowań znalazły się przede wszystkim różne narracje medialne i polityczne, które usiłowałam odtworzyć i sproblematyzować w niniejszym eseju, czerpiąc ze źródeł internetowych - z anglojęzycznych, zarówno izraelskich, jak i zachodnich, mediów informacyjnych. Bardziej jednak niż na ukazaniu bogactwa i różnorodności tych źródeł (z nielicznymi wyjątkami nie sięgam przecież do materiałów w języku hebrajskim czy arabskim) zależało mi na wydobyciu sposobów interpretacji wydarzeń i wypowiedzi, a następnie wykazaniu, jakie tendencje przeważają we współczesnym myśleniu o konflikcie izraelsko-palestyńskim. Oczywiście w budowaniu tych narracji kluczowa jest linia światopoglądowa i polityczne preferencje danego czasopisma czy gazety. "Haarec" to liberalne, lewicowe pismo, powszechnie znane ze swej radykalnej krytyki izraelskiej okupacji i wszelkich przejawów myśli nacjonalistycznej; "The Times of Israel" to o wiele łagodniejsza wersja "Haarec", o profilu bardziej centrolewicowym; "Jisrael Hajom" to dziennik konserwatywny i prawicowy, faworyzujący partie rządzące i dlatego często uchodzący za propagandowy w swoim przekazie; "The Jerusalem Post" jest umiarkowanie konserwatywny i raczej centroprawicowy. By zrekonstruować zachodnią perspektywę, sięgam między innymi do brytyjskiego "The Guardian", amerykańskiego "The Washington Post" i "The New York Times", niemieckiego "The Berlin Spectator", a także stacji BBC i CNN. Czasem pojawi się katarska stacja "Al-Dżazira", amerykańskie serwisy relacjonujące wydarzenia ze świata żydowskiego i izraelskiego, "The Jewish Sindicate" i "Jewish Telegraphic Agency", izraelski Kanał Siódmy, "Arutz Sheva", a także kilka innych2. Różnice w opowiadaniu historii o konflikcie są ogromne: często opowiada się o nim z punktu widzenia obrony jakiejś wartości (wolność albo naród; wszyscy obywatele albo Żydzi), narracje mają różne zabarwienie emocjonalne, w mniejszym lub większym stopniu bazują na stereotypach, mniej lub bardziej ujawniają agresywne, kontrolne bądź propagandowe nastawienie. Jak zauważa Dan Caspi, relację między mediami i polityką w Izraelu można postrzegać jako nieustanne spięcie, walkę o dystrybucję władzy i o uwagę publiczności, a dokładnie - walkę między pierwiastkiem autorytarnym a nastawieniem charakterystycznym dla zachodnich demokracji, gdzie mimo wszystko ważniejsza jest wolność i kwestia społecznej odpowiedzialności3. Jakkolwiek współczesne możliwości technologiczne utrudniają uprawianie niezróżnicowanej propagandy, politycy nauczyli się korzystać z mediów, social mediów i różnych sposobów manipulowania informacją4. Ważną publikacją w historii izraelskiej komunikacji jest z pewnością książka pod tytułem Muting Israeli Democracy. How Media and Cultural Policy Undermine Free Expression? Amit M. Schejter. Znajdujemy tu przekonanie o hegemoniczności mediów, zwłaszcza elektronicznych, prezentujących informacje z dominującej perspektywy - żydowskiej demokracji5. Mimo że media same w sobie nie są przedmiotem moich badań w tej książce, związek pomiędzy mediami, polityką (w tym koncepcją demokracji) i reprezentacją konfliktu izraelsko-palestyńskiego bez wątpienia tworzy nierozerwalny splot.
W Anatomii nieobecności nie ograniczam się do metodologii przynależnej do jednej dyscypliny. Często przywołuję rozpoznania i koncepcje formułowane w ramach stosunków międzynarodowych, politologii, filozofii, polityki, etyki wojny, czy nawet historii militarnej, choć zazwyczaj jest to wiedza pozwalająca mi po prostu zadać pytanie o różnicę: między tym, co prezentują politycy i dziennikarze, a tym, co faktyczne, ukryte, nierealne. Innymi słowy, teksty dziennikarskie oraz wydarzenia i wypowiedzi polityczne traktuję jako elementy większej całości, a narrację, do której należą, próbuję tu zrekonstruować. Dlatego na przykład opowiadam o koncepcjach uznawanych za mało realne w niektórych środowiskach (takich jak rozwiązanie dwupaństwowe), o tematach nieustannie spychanych (żydowskie osadnictwo), marginalizowanych w świetle opowieści o większym potencjale (zagrożenie irańskie). Ważną perspektywę badawczą stanowi dla mnie również antropologia polityczna, która - zwłaszcza w drugim rozdziale, opartym na własnym minireportażu - rzuca światło na pewne zagadnienia i wydarzenia polityczne. Symboliczny, fundamentalny sens tych wydarzeń - jak śmierć dziennikarki Szirin Abu Akleh i niefortunna wypowiedź Mahmuda Abbasa - staje się widoczny dopiero wtedy, gdy do interpretacji włączymy takie kategorie, jak śmierć i życie, żałoba i wstyd - w ich wymiarze społecznym i kulturowym. Staram się przy tym ukazać, w jakim stopniu wydarzenia te stanowią sygnały - objawy albo zapowiedzi tego, jak bardzo w różnych strategiach, planach i decyzjach politycznych Palestyna się nie liczy.
W drugim rozdziale zaskakujące może się wydawać przejście z tonu analitycznego na bardziej osobisty i emocjonalny (dotyczy to zwłaszcza kilku fragmentów o charakterze podróżnym, reporterskim i niemal literackim). Jak słusznie zauważyła w recenzji Monika Bobako, takie "osobiste świadectwo", jeśli bywa nadużywane w obszarach kontrowersyjnych, może przynosić skutek odwrotny w stosunku do zamierzonego. Równie dobrze - przekonywała - można by tu przytoczyć dramatyczne historie żydowskie, opowieści "z drugiej strony barykady", doprowadzając w ten sposób do poznawczego impasu, "osłabienia argumentacji", a nawet jej unieważnienia. Ta wnikliwa uwaga, zagłębiająca się w strukturę tekstu i zapytująca pośrednio o metodologię badań, otworzyła mi oczy na kilka kwestii ściśle ze sobą powiązanych. W eseju naukowym przeżyte nakłada się na przeczytane; doświadczenia oparte na wrażeniach wzrokowych, słuchowych i dotykowych ujawniają się tak samo jak te płynące z lektury. Istotna staje się nie tylko konkluzja, lecz także droga, jaką się do niej dochodzi. Odsłania się proces rozumienia.
Rozdział drugi uwydatnia ten proces: nie rozumiałam w pełni koncepcji Judith Butler, dopóki nie zmierzyłam się osobiście z życiem "niegodnym opłakiwania", z organizacją systemu, który takie życie wytwarza. Trudno spierać się o to, kto cierpi bardziej po utracie najbliższej osoby, która strona jest bardziej zraniona. Można jednak dyskutować o tym, jakie warunki stwarza się dla czyjejś żałoby, jakie praktyki społeczne czy polityczne uruchamia się bądź nie, by tę żałobę i cierpienie przeżyć we wspólnocie. Dzieje się tak dlatego, iż silniejszy (Izrael) organizuje i panuje nad warunkami życia (palestyńskiego) do tego stopnia, że odbiera temu życiu "potencjał żałoby". Decydując się na "osobiste świadectwo" w rozdziale drugim, odsłoniłam szkielet tego rozumowania, zbudowany z emocji i myśli, relacji z podróży, z czytanych wówczas lektur, przeprowadzonych rozmów. Jak wierzę, to tutaj, w rozdziale drugim, jesteśmy w samym centrum a n a t o m i i n i e o b e c n o ś c i: widzimy dokładnie to, co nieobecne. Chwytamy życie, które nigdy życiem się nie stało.
Podstawowymi narzędziami pozostają dla mnie jednak znane mi najlepiej metody filologiczne: wychodzę od tekstów pisanych albo mówionych, rekonstruuję sposoby myślenia i rodzaje argumentacji, by koniec końców zapytać o różne strategie "unieobecniania" - zawsze związane z narracją, z opowieścią legitymizującą. Nie próbuję rozdzielać tych wielu różnych narracji i dyscyplin - wszystkie razem wytwarzają wiedzę, konstruują rzeczywistość już zinterpretowaną, tworzą dyskurs, dla którego najważniejsze jest nie tyle to, co się mówi, ale kto i jak mówi, kto słucha i kto zostanie przekonany.
Dla niektórych czytelników pierwszy rozdział może się okazać nużący ze względu na skrupulatną próbę rekonstrukcji izraelskiej sceny politycznej (przede wszystkim w latach 2021-2022). Aby ułatwić lekturę, proponuję w trakcie czytania zaglądać do umieszczonego na końcu książki krótkiego przewodnika po izraelskich partiach politycznych. Ażeby oddać towarzyszące wydarzeniom przedwyborczym napięcie, a także ich znaczenie i charakter, postanowiłam w pierwszym i drugim rozdziale pozostać przy perspektywie relacjonującej i nie wybiegać w przyszłość, w okres powyborczy. Dzięki temu - pomimo miłej konieczności realizowania wymogów naukowości - moja realna, intelektualna i pisarska podróż przeistoczyła się w podróż frapującą i nieoczywistą: znalazłam się w samym centrum problemów izraelskiej polityki i amerykańskich interesów na Bliskim Wschodzie, w samym środku palestyńsko-izraelskiego węzła.
Rozdział 1. Dwa państwa. Narracje fantastyczne
W przestrzeni medialnej i politycznej o konflikcie izraelsko-palestyńskim (czy o kwestii palestyńskiej) słyszymy nieustannie - tak jakby była to sprawa pierwszorzędna dla Izraela czy Stanów Zjednoczonych, dla polityki wewnętrznej lub zagranicznej, dla społeczności żydowskiej w Izraelu i w USA, dla społeczności międzynarodowej, dla praktyk politycznych kształtujących geopolitykę Bliskiego Wschodu. Można by wręcz pomyśleć, że te nieustanne napięcia, niekończące się eskalacje, zaognianie ran to także obietnica realnego rozwiązania, antidotum-już-prawie-wynalezionego, scenariusza, według którego sprawa palestyńska zajęłaby należne jej miejsce w życiu publicznym, stałaby się sprawą traktowaną serio. Tymczasem medialno-polityczne nieumiarkowanie, nadmiar informacyjny, obfitość skrajnych poglądów i emocji obnażają tylko swoją niepowagę, jałowość planów, demaskują skansen konceptów z minionej epoki, łudzą, że to, co powinno być ważne, rzeczywiście jest ważne. Rozwiązanie dwupaństwowe, transfer żydowskich osiedli z Zachodniego Brzegu, prawo powrotu. Mówimy ciągle tymi samymi słowami, choć utraciły one swoje znaczenie. W tym rozdziale przyjrzę się owym słowom (narracjom, obietnicom, konceptom), które desygnują jedynie bezużyteczność czy marginalność, niemożliwość albo próżnię.
Aby zobrazować status kwestii palestyńskiej, musimy dotrzeć do samego centrum i przyjrzeć się narracjom politycznym i medialnym, pojawiającym się na kilka miesięcy przed wyborami do Knesetu, zapowiedzianymi na 1 listopada 2022 roku. Zdaję więc tu relację z sytuacji dramatycznej, w której nieustannym zmianom w polityce towarzyszy lęk przed nadciągającą prawicą, zrzeszoną z partiami skrajnie religijnymi; próbuję definiować coraz bardziej autorytarny i populistyczny charakter izraelskiej demokracji; ukazuję linię sporu ugrupowań ultraortodoksyjnych z centrolewicowym rządem. A wszystko po to, by przedstawić znacznie obszerniejszy aspekt polityczności: schyłek demokracji, którą Izrael być nie może, skoro nie zapewnia równych praw wszystkim swoim obywatelom i nie wyznacza klarownych granic; po to, by wytłumaczyć, jakie znaczenie w tej antyprawicowej narracji ma samokrytyka (krytyka lewicy); i wreszcie po to, by jak najwyraźniej unaocznić, że konflikt izraelsko-palestyński bynajmniej nie jest wątkiem kluczowym.
Żeby się nie pogubić w gąszczu nazwisk i nazw partii, warto skorzystać z zamieszczonego na końcu książki przewodnika po izraelskich ugrupowaniach politycznych, które w listopadowych wyborach przekroczyły próg wyborczy.