SŁOWO WSTĘPNE DO WYDANIA POLSKIEGO
"Niedoceniana książka" - tak właśnie zamierzałem kiedyś zatytułować
artykuł recenzyjny poświęcony amerykańskiemu wznowieniu The Anatomy of
Human Destructiveness Ericha Fromma (1900-1980). Do realizacji tego
zamiaru wówczas nie doszło, ale teraz, dokonując prezentacji tej pracy
po raz pierwszy przetłumaczonej w całości1 na język polski, w pełni podtrzymuję moje wcześniejsze, bardzo wysokie oceny jej
intelektualnych walorów. Również praktyczna doniosłość problematyki
podnoszonej w tej pracy nie może budzić najmniejszych wątpliwości.
Stosunki międzynarodowe, organizacja systemu politycznego, polityka
karna, mechanizmy wychowania i socjalizacji to przykłady zagadnień
angażujących bezpośrednio kwestie związane z warunkami przejawiania się
agresji u człowieka i konsekwencjami tego faktu.
Dodać należy, iż Anatomia ludzkiej destrukcyjności jest kolejną
książką Fromma prezentowaną polskiemu czytelnikowi przez Dom Wydawniczy
REBIS2. A ponieważ przy okazji edycji jego prac przedstawiliśmy
już całościowo sylwetkę intelektualną i polityczną tego wybitnego
myśliciela, twórcy psychoanalizy humanistycznej, odsyłamy
zainteresowanych do naszych wcześniejszych publikacji3, a swą uwagę skoncentrujemy na kwestiach bezpośrednio związanych z problematyką tej książki4.
Pewne retrospekcje i odniesienia do innych wątków twórczości Ericha
Fromma są jednak niezbędne, zważywszy na obecne w tej pracy ambicje
syntetycznego ogarnięcia ważniejszych kwestii wiążących się z ludzką
destrukcyjnością i zbudowania jej udokumentowanej empirycznie teorii.
Książka ta była pomyślana jako pierwszy tom fundamentalnego dzieła na
temat teorii psychoanalitycznej, do którego Fromm zaczął zbierać
materiały około połowy lat sześćdziesiątych. Bezpośrednią zapowiedź
Anatomii ludzkiej destrukcyjności stanowi wydane w 1964 roku Serce
człowieka5, gdzie Fromm podjął problematykę rodzajów ludzkiej
agresji i jej psychospołecznych uwarunkowań. Znajdziemy tam również
ważne rozróżnienie "biofilii" jako syndromu postaw sprzyjających życiu
(rozwojowi jednostki) oraz "nekrofilii" rozumianej jako "miłość tego, co
martwe"6. "Osoba nekrofilijna - pisał Fromm - jest opętana
pragnieniem przekształcenia organicznego w nieorganiczne, ujmowania
życia w sposób mechaniczny, jak gdyby wszyscy ludzie byli rzeczami.
Wszelkie procesy życia, uczucia i myśli są przekształcane w rzeczy.
[...] Może wiązać się z obiektem - zarówno kwiatem, jak i człowiekiem -
tylko wówczas, kiedy bierze go w swoje posiadanie. [...] Uwielbia ona
sprawować kontrolę i w samym akcie kontroli zabija życie. Jest głęboko
przerażona życiem, ponieważ nie da się go uporządkować i kontrolować z samej jego natury"7.
Jesteśmy tym samym o krok od stosunkowo szczegółowo rozbudowanej i empirycznie udokumentowanej w Anatomii ludzkiej destrukcyjności
koncepcji charakteru nekrofilitycznego8.
W pracy tej Fromm zwracał też uwagę na wielość form ludzkiej agresji, na
ogromną różnorodność psychologicznych motywów stojących za agresywnymi
zachowaniami9. Podkreślał również, że z wyjątkiem agresji
obronnej, której podłoże ma charakter biologiczny (instynktowny),
wszystkie inne formy agresji są społecznego pochodzenia.
Ale zauważyć trzeba, iż w wielu wcześniejszych pracach Fromm także
podejmował problematykę uwarunkowań fenomenu agresywności, zazwyczaj w szerokim kontekście analiz antropologiczno-psychologicznych. Dla
przykładu wymienić należy głośną Ucieczkę od wolności (1941), która
stanowi podsumowanie pierwszego okresu jego twórczości.
Wśród wyróżnionych przez niego trzech podstawowych mechanizmów
eskapistycznych dwa: autorytaryzm (czyli sadomasochizm) oraz
destrukcyjność są związane z agresywnością. Autorytaryzm przybiera dwie
podstawowe formy: masochistyczną (jednostka dąży do podporządkowania się
różnym siłom zewnętrznym, np. przywódcom, ideologii, religii,
konieczności historycznej itp.) oraz sadystyczną (podstawowym motywem
działania jednostki jest zdobycie przez nią panowania i kontroli nad
otoczeniem, sprawowanie władzy itp.). Tak rozumiany autorytaryzm (a dokładniej stosunkowo szeroko rozpowszechniona w niemieckich klasach
średnich osobowość autorytarna) stanowił - zdaniem Fromma i innych
przedstawicieli szkoły frankfurckiej - psychospołeczne podłoże
zwycięskiego pochodu nazizmu w weimarskich Niemczech.
Natomiast destrukcyjność, w przeciwieństwie do sadomasochizmu, jest
formą ucieczki od wolności, w której górę bierze dążność do zniszczenia
określonego przedmiotu10.
Anatomia ludzkiej destrukcyjności konsumuje również wyniki analiz
innych prac Ericha Fromma, w tym m.in. koncepcję charakteru rozbudowaną
w Niech się stanie człowiek (1947)11 oraz teorię uniwersalnych i specyficznie ludzkich dążności rozwijaną w Zdrowym społeczeństwie
(1955), gdzie destrukcyjność przeciwstawiona twórczości jest traktowana
jako wadliwy sposób zaspokajania potrzeby
transcendencji12.
Nazwałem Anatomię ludzkiej destrukcyjności niedocenianą książką. I to
niedocenianą w wielu znaczeniach tego słowa. Została ona opublikowana w 1973 roku i pozostaje w cieniu wielu głośniejszych prac Fromma, w tym
zwłaszcza Ucieczki od wolności, O sztuce miłości lub też Mieć czy
być? Odnosi się także wrażenie, iż jest ona raczej pomijana przez wielu
przedstawicieli psychologii społecznej zajmujących się problematyką
ludzkiej agresji. I tak np. nie znajdziemy na jej temat żadnej wzmianki
w reprezentatywnych kompendiach amerykańskiej psychologii społecznej, by
wymienić Psychologię i życie P.G. Zimbardo i F.L. Rucha (wyd. pol.
1988, 1994) i Psychologię społeczną E. Aronsona, T.D. Wilsona, R.M.
Akerta (wyd. pol. 1997).
Być może przyczyną owego niedostrzegania jest eksperymentalna orientacja
dominujących nurtów współczesnej psychologii społecznej. Ich
przedstawicieli mogą zniechęcać charakterystyczne dla Fromma analizy
ludzkiej destrukcyjności podejmowane w ścisłym związku z antropologią
filozoficzną. Trąci to bowiem nienaukową, nieudokumentowaną empirycznie
spekulacją. Wrażenie to może pogłębiać typowa dla wielu psychoanalityków
swoboda (by nie powiedzieć mocniej) w przechodzeniu od empirycznych
konstatacji do wniosków na temat nieświadomych motywacji człowieka.
Ale nieuprzedzonemu czytelnikowi Anatomia ludzkiej destrukcyjności z pewnością zaimponuje niebywałą erudycją w nader różnorodnych dziedzinach
wiedzy. Fromm porusza się z dużą swobodą nie tylko w tych dyscyplinach,
które stanowiły dotąd główny obszar jego aktywności naukowej
(psychoanaliza, psychologia społeczna, psychiatria, socjologia), lecz
także w zagadnieniach paleontologii, antropologii fizycznej,
neurofizjologii, etnografii, historii itp. Nie wezmę też osobiście
Frommowi za złe ścisłych związków jego empirycznych analiz z antropologią filozoficzną. Wprost przeciwnie. Uważam bowiem, że typowe
dla współczesnych nauk społecznych rozluźnienie więzi z filozofią
prowadzi najczęściej do rezygnacji z podejmowania ważnych problemów i błahości uzyskiwanych przezeń rezultatów.
Ze względu na cechy warsztatu Anatomia ludzkiej destrukcyjności jest
najbardziej naukową - podkreślam mocno, iż chodzi mi o konwencję
wypowiedzi - pracą Fromma. Jej autor pracowicie gromadzi dane empiryczne
z różnych dyscyplin i próbuje - na ogół z powodzeniem - konstruować
ogólną teorię ludzkiej destrukcyjności. Ale przesłanie moralne tej pracy
- podobnie jak wszystkich pozostałych prac Fromma - jest mimo wszystko
nader czytelne. Fromm usiłuje testować naukowo swą wiarę w ludzką dobroć
i szanse stworzenia społeczeństwa, które sprzyjać będzie ujawnieniu się
pozytywnego potencjału człowieka. W tym miejscu nie sposób ominąć
kompleksu zagadnień związanych z ludzką destrukcyjnością, albowiem
pozytywna odpowiedź na pytanie dotyczące nieuchronności agresji
skutecznie przekreśla nieśmiałe choćby projekty "zdrowego
społeczeństwa".
Swoją teorię ludzkiej destrukcyjności formułuje Fromm w ostrej polemice
z biologizującymi nurtami we współczesnej humanistyce13 oraz
psychologicznym behawioryzmem14.
Przedmiotem jego szczególnie zdecydowanej krytyki był etologiczny
instynktywizm Konrada Lorenza (i jego niektórych uczniów, w tym m.in.
Irenäusa Eibla-Eibesfeldta). Rozmaite zastrzeżenia wypowiada on także
pod adresem Desmonda Morrisa, którego zaliczyć można do teoretyków
antycypujących nieco późniejszą socjobiologię.
Poglądy Lorenza w popularnej formie zostały wyłożone w jego
najgłośniejszej pracy Tak zwane zło (1963)15. Człowiek, według
jej autora, jest wytworem praw ewolucji. Nie ma więc sensu negować
podobieństw między istotą ludzką a pozostałymi zwierzętami, a zwłaszcza
tymi, które zajmują wysoką pozycję na filogenetycznej drabinie. Kultura
ludzka jest zazwyczaj instrumentem zaspokajania potrzeb, które człowiek
dzieli z innymi gatunkami. Również liczne zachowania (np. terytorializm,
hierarchia społeczna, zaloty) występują dość powszechnie w świecie
zwierzęcym. Nie inaczej jest z instynktem agresji. Jest ona niewyuczonym
popędem, który ma charakter wspólny dla wszystkich zwierząt, w tym
również dla człowieka. Lorenz - podobnie jak wszyscy instynktywiści, a wśród nich Zygmunt Freud - przyjmuje tzw. hydrauliczny model agresji.
Agresja jak gdyby "gromadzi się" w organizmie i wymaga jakichś form
wyładowania. Jej bodźcowy próg obniża się wtedy, gdy długo nie jest ona
uzewnętrzniana16.
Lorenz broni biologicznej funkcjonalności agresji wewnątrzgatunkowej.
Jest ona "tak zwanym złem", ponieważ wpływa korzystnie na prawidłowe
rozmieszczenie osobników danego gatunku na całym terytorium, tworzenie
się hierarchii społecznej, selekcję obrońców stada, jako że do rozrodu
są dopuszczane z reguły osobniki najsilniejsze17.
Walki wewnątrz stada niezwykle rzadko prowadzą do śmierci poszczególnych
osobników, m.in. dlatego że zwierzęta zazwyczaj posiadają wrodzone
mechanizmy hamujące agresję. Niestety owe mechanizmy nie zostały
wykształcone w toku rozwoju ewolucyjnego u człowieka. A przecież
człowiek dysponuje potężnym mózgiem i wspaniałą techniką, co może
zwielokrotnić potencjalne skutki agresji, która w tym wypadku przestaje
być dobrem i staje się realnym zagrożeniem dla przetrwania całego
gatunku. Agresję ludzką mogą do pewnego stopnia powściągać
zinternalizowane normy moralne. Głównym remedium jest jednak
wynajdywanie bezpiecznych sposobów wyładowania agresji, np. przez sport
i inne łagodne formy rywalizacji. Niemniej widmo groźby zniszczenia
ludzkości w wyniku agresji wewnątrzgatunkowej nie jest do końca
redukowalne, agresja bowiem jest zakorzeniona w biologicznych
właściwościach człowieka.
Przeciwko scharakteryzowanym powyżej koncepcjom Lorenza Fromm wytacza
zarzuty zarówno natury światopoglądowej, jak i stricte
naukowej18. Przyjęcie poglądów etologów może prowadzić do
utraty nadziei na lepszy świat i demobilizować do starań o jego naprawę.
Może usprawiedliwiać wojny, bo te są zakorzenione w prawach biologii.
Dla Fromma jest również nie do przyjęcia "naturalizacja" człowieka,
zredukowanie go do czysto biologicznego wymiaru.
Ponadto, gdyby za etologią przyjąć istnienie niezmiennego instynktu
agresji, to jak w takim razie wyjaśnić bardzo zmienny w dziejach poziom
zjawisk destrukcyjności? Czy można przyjmować, że istnieje tylko jedna
instynktowna forma agresji?
Również behawioryzm według Fromma nie znajduje trafnych odpowiedzi na
powyższe pytania. I to zarówno w klasycznym wydaniu Johna B. Watsona, w wersji Burrhusa F. Skinnera oraz mieszczących się w tym nurcie teorii
frustracji-agresji Neala E. Millera i Johna Dollarda. Dzieje się tak
nieprzypadkowo, gdyż behawioryści, stosując się do reguł nader
rygorystycznie rozumianego empiryzmu, nie interesują się charakterem
ludzi, a tym bardziej nieświadomością, której ogromne znaczenie w determinowaniu ludzkich zachowań dokumentuje psychoanaliza.
Behawiorystów interesują głównie bezpośrednio obserwowalne zachowania,
nie zaś zachowujący się człowiek w całokształcie swych
motywacyjno-charakterologicznych uwarunkowań.
Parafrazując Fromma, powiemy, że behawiorystyczne analizy agresji mogą
adekwatnie opisywać tylko broń uczestniczącą w akcie przemocy, a nie
strzelającego, jeśli abstrahuje się od jego motywacji.
Ponadto ze skłonnością behawiorystów do naturalizmu (tzn. uznawania
przyrodoznawstwa za nauki wzorcowe) wiązało się traktowanie eksperymentu
jako jedynej uprawnionej metody badawczej. Prowadzi to - zdaniem Fromma
- do zaniedbywania obserwacji naturalnej i wywiadów jako źródła wiedzy o ludzkiej psychice i co gorsza do przenoszenia wniosków z badań
uzyskanych w warunkach sztucznych na sytuacje rzeczywiste. Z tego punktu
widzenia Fromm krytykuje klasyczne eksperymenty Stanleya Milgrama i Philipa G. Zimbardo dotyczące zależności między rolami społecznymi,
uznawaniem różnych autorytetów a dyspozycjami do zadawania bólu innym
ludziom i okrucieństwem, choć zauważyć trzeba, iż przynależność tych dwu
wybitnych przedstawicieli psychologii eksperymentalnej do orientacji
behawiorystycznej uznać należy za wątpliwą.
Behawioryzm w sporze o rolę dziedziczności i środowiska w determinowaniu
cech ludzkich zdecydowanie opowiadał się za prymatem tego drugiego,
prezentując - skrajny czasem - "enwironmentalizm". Prowadzi to do
traktowania człowieka jako swego rodzaju zbioru zachowań ukształtowanego
pod wpływem środowiskowych wzmocnień (nagród). Tym samym z pola
zainteresowań znikał problem o kapitalnym znaczeniu - wrodzonych
uwarunkowań ludzkiej destrukcyjności. Agresja okazywała się wyłącznie
produktem uczenia się, imitacji wzorców itp.
Tak więc, zdaniem Fromma, psychologia behawiorystyczna również w analizach ludzkiej destrukcyjności wykazała niewydajność poznawczą, a jej wyjaśnienia z natury rzeczy musiały być płytkie i niewystarczające.
Zauważyć trzeba, iż krytyka etologii i behawioryzmu w sferze analiz
ludzkiej agresywności była dla Fromma przede wszystkim punktem wyjścia
do sformułowania własnej teorii.
Natomiast pozytywnym punktem odniesienia była dla niego przede wszystkim
klasyczna psychoanaliza19, a w dalszej kolejności
wzmiankowane wcześniej ustalenia różnych nauk społecznych i przyrodniczych20. Fromm - obok Karen Horney
najwybitniejszy przedstawiciel neopsychoanalizy - uznaje trwałą wartość
poznawczą koncepcji teoretycznych Zygmunta Freuda, choć jego książki,
włącznie z Anatomią ludzkiej destrukcyjności, w znacznej części
wypełnione są polemikami z nim21. Natomiast w tej pracy w szczególności nawiązuje on do dynamicznej koncepcji charakteru
wypracowanej przez Freuda w początkach XX wieku, rozumiejąc przez
charakter względnie trwały system wszelkich nieinstynktownych dążeń,
przez które człowiek odnosi się zarówno do ludzkiego, jak i przyrodniczego świata22. Główna różnica między teoriami Freuda i Fromma polega na tym, że ta pierwsza za podstawę charakteru przyjmuje
różnorodne formy organizacji libidinalnej, a nie szczególne rodzaje
powiązania jednostki ze światem23. Ludzka agresja w przeciwieństwie do zwierzęcej jest według Fromma - w tym momencie
jedynie zasygnalizuję ten ważny wątek - uwarunkowana w znacznym stopniu
charakterologicznie.
Swoją wielką użyteczność do badania ludzkiej destrukcyjności wykazuje
również konstrukcja nieświadomej motywacji, nie zawsze bowiem
charakterologicznie zdeterminowana agresja uświadamiana jest przez
ludzi.
W swych analizach Fromm krytycznie nawiązuje także do późnego, tzn. po
pierwszej wojnie światowej, okresu twórczości Freuda. Twórca
psychoanalizy, rewidując zasadniczo swoje poglądy, wypracował wtedy
teorię popędu (instynktu) życia i śmierci. W tym czasie powstały m.in.
Poza zasadą przyjemności (1920), Ego i id (1923) oraz Kultura jako
źródło cierpień (1930).
Poniżej o niektórych głównych wnioskach, do których dochodzi autor
Anatomii ludzkiej destrukcyjności.
Przede wszystkim zauważyć trzeba, iż Erich Fromm kontynuuje podstawowe
wątki swojej antynaturalistycznej antropologii filozoficznej i psychologii społecznej. Człowiek jest "wybrykiem natury", ponieważ w wyjątkowym stopniu - w porównaniu z całym światem zwierzęcym - nastąpiła
u niego redukcja instynktownego repertuaru zachowań. Fakt ten rodzi dla
istoty ludzkiej rozliczne i głębokie konsekwencje. Należy do nich
potężny rozwój mózgu (zwłaszcza "nowej kory"), a także powstanie potrzeb
egzystencjalnych, które są charakterystyczne wyłącznie dla człowieka
(m.in. potrzeba ram orientacyjnych i wiary).
Swoistym substytutem braku (dokładniej potężnego ograniczenia)
instynktownej adaptacji do środowiska przyrodniczego i społecznego jest
dla człowieka charakter, które to pojęcie zdążyłem już
przedstawić24. Owe specyficzne ludzkie cechy razem wzięte
tworzą naturę ludzką. Trzeba tu podkreślić, że stanowisko Fromma jest
odmienne od dominujących tendencji nauk społecznych, które podkreślając
plastyczność i zróżnicowanie człowieka w czasie i przestrzeni, dość
często negowały istnienie natury ludzkiej.
Człowiek nie jest jednak tylko bytem ponadprzyrodniczym. Z przyrodą
wiążą go potrzeby biologiczne. Wiąże go także agresja obronna,
charakteryzowana przez Fromma jako niezłośliwa, przystosowawcza
biologicznie itp.25 Jest ona powszechna w całej przyrodzie i stanowi reakcję organizmu na zagrożenie jego życiowych interesów.
Ale dodać należy, że u człowieka, w porównaniu ze zwierzętami, skala
agresji obronnej ulega ogromnemu rozszerzeniu. I to z wielu powodów.
Ludzie dzięki swojemu rozumowi posiadają zdolność antycypacji zagrożeń.
Ponadto posiadają rozwinięte systemy symboliczne umożliwiające
zastosowanie różnych form perswazji. Oprócz tego zakres życiowo
doniosłych interesów człowieka jest znacznie szerszy niż w przypadku
zwierząt. Ludzie często wyznają określone przekonania religijne,
ideologie i gotowi są walczyć za swoje ideały, bronić swoich wartości.
Wszystko to powoduje, że w społeczeństwach ludzkich zawsze istnieje
możliwość wystąpienia hipertrofii agresji26. Niestety często owa
możliwość staje się faktem.
Erich Fromm w swych analizach kładzie nacisk na wielość form
destrukcyjności spotykanych u ludzi. Pisze m.in. o agresji
instrumentalnej, gdy użycie przemocy ma prowadzić do realizacji celów
korzystnych dla określonych jednostek i grup, a także o agresji
konformistycznej, związanej z posłuszeństwem i wykonywaniem poleceń w różnych organizacjach biurokratycznych.
Agresję trzeba odróżnić od pseudoagresji (np. zachowań asertywnych,
przypadkowych uszkodzeń ciała bez złych intencji itp.). Tym samym
agresja okazuje się nader złożoną klasą zachowań, niedającą się
wyprowadzić z działania jednego motywu czy instynktu.
Nie wyczerpuje to bynajmniej problemu, w wypadku człowieka bowiem
spotykamy charakterologicznie uwarunkowaną agresję złośliwą. Stanowi
ona zjawisko typowo ludzkie. Nie jest ona przystosowawczym biologicznie,
wrodzonym sposobem zachowania, lecz ukształtowanym w procesie
socjalizacji charakterem jednostki. Tylko człowiek - podkreśla
wielokrotnie z mocą Fromm - jest istotą zdolną odczuwać rozkosz z zabijania i torturowania. Bardzo wiele miejsca w prezentowanej książce
zajmują analizy charakterologicznie uwarunkowanej złośliwej agresji i nie wchodząc w tym miejscu w zbędne szczegóły, stwierdzimy, że Fromm
wyodrębnia dwa główne jej typy: sadystyczną i nekrofilityczną.
Przedstawiciele charakteru sadystycznego wyróżniają się intensywnym
pragnieniem kontrolowania, krzywdzenia i poniżania innych ludzi. Sadyzm
niekoniecznie musi przybierać postać seksualną. Klinicznym przypadkiem
sadyzmu nieseksualnego jest dla Fromma postać Józefa Stalina, którego
charakteryzowało dążenie do uzyskania pełnej, arbitralnej kontroli nad
ludźmi. Stąd brały się aresztowania i zsyłki żon i krewnych jego
bliskich współpracowników, a także arbitralność i nieprzewidywalność
reakcji. Stalin rozkoszował się - zdaniem Fromma - uczuciem panowania
zgodnie z humorem, zachciankami, bez ograniczenia swobody działania
jakimikolwiek zasadami - także tymi złowrogimi27.
Innym przykładem sadyzmu (jego odmiany analno-tezauryzatorskiej) jest
Heinrich Himmler, według charakterystyki Fromma "odczłowieczony
biurokrata" i "skrajny oportunista"28.
Z kolei charakter nekrofilityczny opisuje Fromm (w nawiązaniu do teorii
popędu (instynktu) śmierci Freuda i jego koncepcji charakteru analnego)
jako namiętne upodobanie do tego, co martwe, rozkładające się, zgniłe,
chore. Jako namiętną skłonność do przekształcania żywego w martwe,
niszczenia dla niszczenia, upodobanie do tego, co sztuczne i mechaniczne29. Rozwojowi charakteru nekrofilitycznego mogą
sprzyjać schizogenna atmosfera w rodzinie (zwłaszcza brak afektywnych
więzi dziecka z matką) albo też doświadczenia traumatyczne w dzieciństwie. Modelowym przykładem nekrofilii jest dla Fromma osobowość
Hitlera, której to analizie w Anatomii ludzkiej destrukcyjności
poświęca wiele miejsca. Hitler kochał zniszczenie dla samego
zniszczenia. Rozmiarów destrukcji, którą uruchomił, nie da się wyjaśnić
nawet koniecznościami totalnej wojny i racją stanu.
Tak więc wydawać by się mogło, że Fromm swymi eksploracjami ludzkiej
destrukcyjności zadaje nieodwołalny cios własnym największym marzeniom.
Z analiz tych - jak widzieliśmy - nieodparcie wynika to, że
charakterystyczna dla całego świata zwierzęcego agresja obronna cechuje
zachowania ludzkie w stopniu nieporównanie większym niż pozostałe
zwierzęta (zjawisko tzw. superagresji). Wynika również, że
charakterologicznie uwarunkowana "złośliwa" agresja cechuje wyłącznie
gatunek ludzki.
Jednak skrajnie pesymistyczne wnioski byłyby - moim zdaniem - tyleż
powierzchowne, co nieprawdziwe. Dlaczego? Powodów jest kilka, ale
przynajmniej trzy z nich zasługują na szczególne podkreślenie:
1) Pracowicie zbierane przez Fromma materiały dostarczane przez
przedstawicieli różnych dyscyplin szczegółowych wszechstronnie
potwierdzają - jego zdaniem - tezę o ogromnych różnicach destrukcyjności
przejawianych w poszczególnych społeczeństwach.
Powinno to kierować uwagę w stronę organizacji systemów społecznych, ich
charakterystycznych cech i dominujących systemów wartości.
2) Fromm w swoich analizach złośliwej, typowo ludzkiej agresji
akcentował fakt, iż charakter jest zawsze produktem procesów
socjalizacji, a więc najszerzej rozumianych oddziaływań środowiskowych.
Dodać należy, iż autor Anatomii ludzkiej destrukcyjności nigdy nie
kwestionował znaczenia tzw. czynników konstytucjonalnych dla
kształtowania się osobowości, ale traktował je głównie jako
predyspozycje (albo też ogólne ramy) dla ekspozycji czynników natury
społecznej30.
Również w tym wypadku uwaga analityka powinna się koncentrować na
czynnikach społecznych (m.in. organizacji rodziny) formujących charakter
jednostki.
3) I rzeczywiście w różnych fragmentach - choć stosunkowo powściągliwie
jak na autora Zdrowego społeczeństwa i Mieć czy być? - pojawia się
pytanie dotyczące warunków społecznych, w których agresja ludzka będzie
maksymalnie ograniczana31. Odpowiedź, której udziela Fromm,
idzie praktycznie w identycznym kierunku jak w przywołanych powyżej jego
wizjonerskich pracach. Ludzką destrukcyjność radykalnie ograniczyłaby
więc organizacja systemu społecznego ukierunkowana na właściwe
zaspokajanie ludzkich potrzeb miłości, twórczości, sensownej pracy.
Potrzebne są więc radykalne reformy społeczne. Kiedy żadna jednostka i grupa społeczna nie będą się czuły zagrożone, gdy zlikwidowany zostanie
wyzysk i poniżanie godności osoby ludzkiej, agresja przestanie być
problemem społecznym, choć nigdy z pewnością całkiem nie zaniknie. Fromm
zdaje sobie sprawę z utopijności swojego pojmowanego maksymalistycznie
programu. Ale przecież zawsze istnieją stopnie realizacji ideału,
istnieje zawsze "lepiej" i "gorzej".
I zważywszy na rzetelną naukowo, wszechstronną analizę warunków
ujawniania się i ograniczania ludzkiej destrukcyjności, prezentowana
praca może służyć zgodnie z przesłaniem jej autora krzewieniu
"racjonalnej wiary". A więc nadziei bez złudzeń.
Mirosław Chałubiński
Warszawa 1998
PRZEDMOWA
Studium niniejsze zamierzone zostało jako pierwszy tom obszernego dzieła
na temat teorii psychoanalitycznej. Wychodzi ono od tematu agresji i destrukcyjności, ponieważ - prócz tego, że stanowią one jeden z fundamentalnych problemów teoretycznych psychoanalizy - fala destrukcji
i zniszczenia ogarniająca świat czyni z nich jedną z najistotniejszych
dla praktycznego namysłu kwestii.
Kiedy ponad sześć lat temu zasiadałem do pisania tej książki, nie
doceniałem trudności, jakie mnie czekały. Wkrótce stało się oczywiste,
że nie uda mi się precyzyjnie opisać ludzkiej destrukcyjności, jeśli
będę się trzymał wyłącznie granic zasadniczego obszaru moich
kompetencji, tj. psychoanalizy. Mimo że moje badania pierwotnie miały
mieć charakter czysto psychoanalityczny, konieczne okazało się odwołanie
do wiedzy innych dziedzin, w szczególności neurofizjologii, psychologii
zwierząt, paleontologii oraz antropologii, wiedzy, która pozwoliłaby mi
uniknąć zbyt wąskich, a tym samym mylących ram interpretacyjnych. Dzięki
niej wszak mogłem skonfrontować moje wnioski z materiałem empirycznym
pochodzącym z innych dziedzin nauki, a tym samym dowieść, iż moje
hipotezy nie są z nimi sprzeczne, a wręcz, mam przynajmniej taką
nadzieję, uzyskują dzięki nim potwierdzenie.
Ze względu na to, że nie istnieje żadna praca, która gromadziłaby i scalała czy chociażby streszczała odkrycia na temat agresji dokonane w owych rozmaitych dziedzinach wiedzy, musiałem na własną rękę podjąć się
próby realizacji takiego zadania. Próba niniejsza, jak sądzę, może
okazać się użyteczna dla moich czytelników, daje im bowiem możliwość
całościowego spojrzenia na problem destrukcyjności, nie zaś tylko ujęcie
tego tematu z punktu widzenia pojedynczej dyscypliny. Podejście takie
może naturalnie obfitować w pułapki. Z oczywistych względów nie potrafię
osiągnąć profesjonalnej kompetencji we wszystkich wyżej wymienionych
dziedzinach wiedzy - szczególnie chodzi tutaj o tę, do której
studiowania przystąpiłem ze względnie mizernym przygotowaniem wstępnym,
mianowicie neuronaukę. Tę skromną porcję wiedzy, jaką udało mi się
ostatecznie przyswoić na tym polu, zawdzięczam nie tylko własnym
studiom, lecz również uprzejmości neuronaukowców, z których wielu
służyło mi radą oraz odpowiadało na moje pytania, a niektórzy nawet
czytali ważniejsze partie maszynopisu. Choć specjaliści zdadzą sobie
sprawę, iż w kwestii konkretnych problemów ich dziedziny nie mam im nic
nowego do zaproponowania, zapewne życzliwie powitają możliwość bliższego
zaznajomienia się z danymi pochodzącymi z innych obszarów wiedzy,
dotyczącymi przecież tematu o centralnym znaczeniu.
Nierozwiązywalnym problemem jest kwestia powtórzeń tudzież częściowego
pokrywania się materiału z twierdzeniami i analizami moich
wcześniejszych dzieł. Przez ponad trzydzieści lat zajmowałem się
problemem człowieka i przez cały ten czas kontakt z wciąż nowymi
dokonaniami teoretycznymi pogłębiał i rozszerzał moją wiedzę we
wcześniej poruszanych zagadnieniach. Najzwyczajniej nie potrafię pisać o ludzkiej destrukcyjności, nie przedstawiając równocześnie idei, które
przyswoiłem sobie z nowszych koncepcji i którymi zajmuję się w niniejszej książce. Starałem się ograniczyć powtórzenia na tyle, na ile
to było możliwe - choćby odsyłając do szerszych omówień zawartych w moich wcześniejszych publikacjach - niektóre z nich jednak okazały się
nie do uniknięcia. Wyjątkowy problem w tym kontekście stwarza praca
Serce człowieka zawierająca w postaci zalążkowej niektóre z moich
najnowszych koncepcji na temat przeciwstawienia nekrofilia-biofilia. W niniejszej książce prezentacja odkryć wspierających tę koncepcję uległa
znacznemu poszerzeniu, zarówno pod względem teoretycznym, jak i przykładów klinicznych. Nie omawiam każdorazowo różnic między poglądami
zaprezentowanymi tutaj a poglądami przedstawionymi w moich
wcześniejszych pismach, ponieważ takie omówienia zajęłyby zbyt wiele
miejsca, a dla większości czytelników i tak raczej nie byłyby
interesujące.
Pozostaje mi jeszcze tylko przyjemny obowiązek wyrażenia podziękowań
tym, którzy pomogli w napisaniu tej książki.
Chciałbym podziękować dr. Jerome'owi Bramsowi, wobec którego mam dług
wdzięczności za pomoc przy teoretycznym rozjaśnieniu problemów
behawioryzmu oraz za niezmordowane wsparcie, jakiego udzielał mi podczas
poszukiwań istotnej literatury.
Winien jestem wdzięczność również dr. Juanowi de Dios Hernándezowi za
jego pomoc i za wszelkie udogodnienia w moich studiach
neurofizjologicznych. Podczas długich godzin dyskusji cierpliwie
wyjaśniał mi wiele problemów, wskazywał kierunki w rozległej literaturze
przedmiotu, a także opatrzył cennymi uwagami te części maszynopisu,
które dotyczyły problemów neurofizjologicznych.
Zobowiązany jestem następującym neuronaukowcom, którzy pomagali mi
okazjonalnie, tak poprzez długie rozmowy osobiste, jak i listy: śp. dr.
Raúlowi Hernándezowi Peón, dr. dr. Robertowi B. Livingstonowi, Robertowi
G. Heathowi, Heinzowi von Foersterowi i Theodore'owi Melnechukowi,
którzy również czytali poświęcone neurofizjologii partie rękopisu.
Wdzięczny jestem także dr. Francisowi O. Schmittowi za doprowadzenie do
spotkania z członkami Neurosciences Research Program z Massachusetts
Institute of Technology, podczas którego odpowiadali na pytania, jakie
im zadawałem. Dziękuję Albertowi Speerowi, który czy to w bezpośrednich
rozmowach, czy listownie przyczynił się znacznie do wzbogacenia mojego
obrazu Hitlera. Wdzięczny jestem Robertowi M.W. Kempnerowi za
udostępnienie informacji, które zgromadził jako jeden z amerykańskich
oskarżycieli w procesach norymberskich.
Dziękuję także dr. Davidowi Schecterowi, dr. Michaelowi Maccoby'emu oraz
Gertrud Hunziker-Fromm za czas, który poświęcili na lekturę maszynopisu,
oraz za ich wartościowe, krytyczne i konstruktywne sugestie; dr. Ivanowi
Illichowi oraz dr. Ramonowi Xirau za pomocne uwagi dotyczące kwestii
filozoficznych; dr. W.A. Masonowi za komentarze w kwestiach dotyczących
psychologii zwierząt; dr. Helmuthowi de Terra za cenne uwagi, które
rozproszyły wiele moich wątpliwości dotyczących problemów paleontologii;
Maxowi Hunzikerowi za interesujące sugestie dotyczące surrealizmu oraz
wreszcie Heinzowi Brandtowi za informacje i uwagi wyjaśniające
funkcjonowanie nazistowskich mechanizmów terroru. Wdzięczny jestem dr.
Kalinkowitzowi za aktywne i wielce pomocne zainteresowanie, które
poświęcił mojej książce. Dziękuję też dr. Illichowi oraz pani Valentinie
Boresman za ich pomoc podczas moich poszukiwań w zbiorach
bibliograficznych Center for Intercultural Documentation w Cuernavace w Meksyku.
Chcę przy tej okazji wyrazić moje najgorętsze podziękowania pani
Beatrice H. Mayer, która przez ponad dwadzieścia lat nie tylko
zapisywała i przepisywała liczne wersje moich maszynopisów, także
maszynopis niniejszej książki, ale też z wielką wrażliwością,
zrozumieniem i sumiennością dokonywała ich redakcji, dbając o walory
językowe i dostarczając cennych sugestii.
Podczas wielu miesięcy mojego pobytu za granicą pani Joan Hughes z niezwykłą kompetencją i sumiennością zajmowała się moim maszynopisem, co
niniejszym z wdzięcznością odnotowuję.
Chcę wyrazić podziękowania także panu Josephowi Cunneenowi, starszemu
redaktorowi wydawnictwa Holt, Rinehart i Winston, za jego kompetentną i sumienną pracę edytorską oraz pomocne uwagi. Chcę ponadto podziękować
redaktorom: pani Lorraine Hill, panu Wilsonowi R. Gathingsowi i pani
Cathie Fallin za ich umiejętności i troskę w pracy nad maszynopisem na
rozmaitych etapach jego produkcji. Na koniec dziękuję Marion Odomirok za
wspaniałą, sumienną i dokładną redakcję.
Moje badania były po części finansowane z grantu Public Health Service
nr MH 13144-01, MH 13144-02, przyznanego przez National Institute of
Mental Health. Muszę też wspomnieć o wkładzie finansowym, jaki wniosła w tę książkę Fundacja Alberta i Mary Laskerów, dzięki której zyskałem
możliwość zatrudnienia asystenta.
E.F.
Nowy Jork
maj 1973
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki