Wprowadzenie. Czy chcesz być szczęśliwy?
Wprowadzenie
Czy chcesz być szczęśliwy?
To oczywiste pytanie, prawda? Nie wiem jak ty, ale ja nigdy nie
spotkałem nikogo, kto otwarcie deklarowałby: "Nie, szczęście nie jest
jednym z moich celów". Wręcz przeciwnie, wszyscy dążymy do szczęścia,
niezależnie od tego, jakie znaczenie nadajemy temu słowu. Każde
działanie, każda decyzja, każdy plan na przyszłość pozornie zmierza do
osiągnięcia szczęścia - od najbardziej błahych wyborów, takich jak te,
których dokonujemy podczas zakupów w supermarkecie, po te najważniejsze,
dotyczące pracy, rodziny i bliskich. We wszystkich tych okolicznościach
pozwalamy, aby kierowało nami pragnienie szczęścia - a przynajmniej tak
nam się wydaje.
Ale czy naprawdę możemy być szczęśliwi? Niestety, znacznie mniej, niż
byśmy sobie tego życzyli. Przeszkody, które dzielą nas od szczęścia, są
liczne. Przede wszystkim często mamy wypaczone pojęcie o tym, czym
powinno ono być. Myślimy o życiu jak o filmie, w którym wszystko musi
się dobrze skończyć, jak w komedii romantycznej z kilkoma
przeciwnościami po drodze, ale też z nieuniknionym szczęśliwym
zakończeniem.
Nie bierzemy pod uwagę porażki, bólu, cierpienia i konfliktów, które są
nieuniknioną i w pewnym sensie niezbędną częścią naszej podróży. Dążymy
do nieosiągalnych ideałów doskonałości, skazując się na nieustanne
rozczarowania. Albo utożsamiamy szczęście ze stanem dobrobytu
materialnego, ale mimo to narażamy się na poczucie frustracji, ponieważ
bogactwo nie może nas uchronić przed zaburzeniami równowagi
emocjonalnej.
Od dziesięciu lat pracuję jako psychoterapeuta. Niedawno otworzyłem
kilka kanałów w mediach społecznościowych, aby w prosty i przystępny
sposób dzielić się swoimi przemyśleniami. Wszystko to pozwala mi
codziennie spotykać się z ludźmi z różnych środowisk, borykającymi się z rozmaitymi problemami. Osobami niezadowolonymi, sfrustrowanymi,
znajdującymi się w sytuacjach, które nie pozwalają im dać z siebie
wszystkiego, ale które łączy jedno: akceptują te sytuacje, nie biorąc
pod uwagę innej perspektywy. Jakby nie miały jasno określonego celu -
pragną szczęścia, a jednocześnie są przekonani, że konkretny sposób
bycia w świecie jest niezmienny. Albo też nie czują, że mają prawo dążyć
do czegoś lepszego, ponieważ w głębi duszy uważają, że na to nie
zasługują.
Czy miłość nam się należy? A spokojne życie? Spełnienie naszych
pragnień? Czy zasługujemy na satysfakcjonującą pracę dającą możliwości
rozwoju? Albo na ponoszenie porażek, nie czując się przy tym
nieudacznikami? Wydaje się, że są to pytania, na które należy
odpowiedzieć twierdząco; gdybyśmy jednak zwracali większą uwagę na nasze
codzienne działania, przyjęte schematy zachowań i nasze wzorce myślowe,
być może czekałyby nas jakieś niespodzianki. To właśnie przytrafia się
wielu moim pacjentom podczas sesji terapeutycznych.
Pamiętam na przykład przypadek Sary, bardzo inteligentnej młodej
kobiety, która pracowała w dużej firmie w dziale marketingu. Niedługo
wcześniej zwolniło się tam stanowisko kierownicze. Kilku kolegów od razu
zgłosiło swoją kandydaturę, ale Sara nie zdecydowała się ubiegać o awans. Powtarzała sobie, że to odpowiedzialne stanowisko, że jest zbyt
wymagające, że brakuje jej doświadczenia i że jeśli je obejmie, praca ją
pochłonie, zabierając jej życie prywatne. I że przecież nigdy by jej nie
wybrali.
Po kilku miesiącach Sara poczuła się głęboko sfrustrowana: firma wybrała
kandydata mniej wykwalifikowanego niż ona, jej dotychczasowe obowiązki
zaczęły ją nudzić, a życie prywatne ucierpiało z powodu marazmu w pracy.
Ale dlaczego w takim razie nie zgłosiła swojej kandydatury, kiedy
nadarzyła się sposobność? Najbardziej zaskakujące jest to, że pewnego
dnia podszedł do niej menedżer ds. zasobów ludzkich i powiedział:
"Wielka szkoda, że stanowisko kierownika ds. marketingu cię nie
interesowało; byłabyś odpowiednią osobą". Stopniowo, dzięki terapii,
Sara zrozumiała, że nie potrafiła rozpoznać własnych potrzeb - to
oczywiste, że pragnęła tego stanowiska, a wszystkie wymówki, które sobie
wymyśliła, żeby usprawiedliwić podjętą decyzję, były niczym innym jak
mechanizmem autosabotażu.
Ponieważ sądzimy, że nie zasługujemy na szczęście, nie poszukujemy go
aktywnie, a gdy już je osiągniemy, mniej lub bardziej świadomie wszystko
niszczymy. Od czego więc powinniśmy zacząć, aby odwrócić
autodestrukcyjny proces? Proponuję zacząć od pięciu prostych zwrotów:
poczucie własnej wartości, motywacja, optymizm, odporność
psychiczna, empatia. Wiara w siebie, dążenie do celów z determinacją,
szukanie pozytywów w każdej sytuacji, stawianie czoła trudnościom z pewnością siebie i elastycznością, pielęgnowanie zdrowych i głębokich
relacji - to właśnie nazywam "filarami szczęścia".
Niestety, często nie doceniamy tych cech psychologicznych lub, co
gorsza, myślimy, że rodzimy się pewni siebie, zmotywowani,
optymistyczni, odporni i empatyczni. Nie jest tak - każdy z nas rodzi
się w danym otoczeniu społecznym, z określonymi cechami biologicznymi,
które mogą ułatwiać lub utrudniać życie, ale człowiek jest niezwykły:
potrafi się uczyć, rozwijać i radzić sobie nawet w najtrudniejszych
sytuacjach.
W tej książce poświęciłem osobny rozdział każdemu z filarów szczęścia,
ale zobaczysz, że są one ze sobą powiązane - poczucie własnej wartości
sprzyja motywacji, optymizmowi i empatii, a odporność psychiczna wymaga
dużej motywacji. To korzystny mechanizm - praca nad jednym obszarem
przyniesie korzyści również w innym. Odkryjesz, że szczęście to nie
punkt docelowy, ale stan równowagi i świadomości, który pozwoli w pełni
wyrazić pragnienia, wartości i autentyczność, osiągnąć cele i zmierzać w kierunku najlepszej wersji siebie.
Wszyscy zasługujemy na szczęście. Niezależnie od przeciwności losu,
smutku i nieoczekiwanych zdarzeń, z którymi prędzej czy później
przyjdzie nam się zmierzyć, mimo wszystkiego, na co nie mamy wpływu,
nigdy nie powinniśmy zapominać, że szczęście jest w naszym zasięgu.
Postaw na siebie. Poczucie własnej wartości
Postaw na siebie
Poczucie własnej wartości
W pewnym momencie zdasz sobie sprawę z własnej wartości. Od tego momentu
życie da ci wszystko, o czym marzyłeś, a może nawet więcej. Bo kiedy
zrozumiesz, na co zasługujesz, przyciągniesz to, co cię uszczęśliwia.
Przystojny młody mężczyzna udał się do mistrza zen na sam szczyt góry,
z dala od cywilizacji, i zwierzył się mu, że czuje się zbędny, nie ma
już ochoty na życie, ponieważ wszyscy uważają go za nieudolnego i głupiego. Następnie zapytał, co zrobić, by się poprawić, być docenianym
i zacząć doceniać samego siebie.
Mistrz spokojnym głosem powiedział, że nie ma czasu, ponieważ ma pilną
sprawę osobistą. Następnie zapytał młodego mężczyznę, czy pomógłby mu
rozwiązać problem, obiecując, że po zakończeniu zadania poświęci mu
trochę czasu. Mężczyzna, nieco zirytowany, zgodził się, choć po raz
kolejny poczuł się upokorzony - znowu został odsunięty na dalszy
plan.
Mistrz zdjął pierścień z palca i wręczył go mężczyźnie, prosząc, aby
udał się na targ i go sprzedał, gdyż potrzebował pieniędzy na spłatę
długu. Stanowczo mu doradził, aby nie przyjmował niższej zapłaty niż
złota moneta.
Mężczyzna poszedł na targ i zaczął oferować pierścień różnym kupcom.
Wszyscy byli zainteresowani, ale nikt nie chciał zaoferować żądanej
ceny. Niektórzy proponowali mu srebrną monetę i miedziane naczynie, ale
on kategorycznie odmawiał.
Wieczorem wrócił do mistrza i poinformował go, że nie udało mu się
sprzedać pierścienia, ponieważ nikt nie uważał go za wystarczająco
cenny. Następnie mistrz poprosił go, aby udał się do złotnika i uzyskał
dokładną wycenę. Sprzedawca obejrzał pierścień i powiedział, że jest on
wart około pięćdziesięciu ośmiu złotych monet.
Mężczyzna z entuzjazmem wrócił do nauczyciela, aby przekazać mu
odpowiedź. Ten zaprosił młodego mężczyznę, aby usiadł, a następnie
powiedział, że jest jak ten pierścień - unikalny, niepowtarzalny i cenny - taki, którego wartość może docenić tylko prawdziwy koneser.
Powyższa opowieść to historia zen. Nasz bohater cierpi na to, co
moglibyśmy określić jako poważny brak poczucia własnej wartości.
Wyobrażenie, jakie ma o sobie młody człowiek, jest podporządkowane
osądowi innych. Czuje się głupi i nieudolny, bo inni go tak postrzegają.
Jednak za pomocą sztuczki z pierścieniem mistrz uczy go, że wartość
przedmiotu - podobnie jak wartość osoby - nie jest czymś absolutnym. Ten
sam pierścień, którym kupcy niemal wzgardzili, został uznany za
niezwykle cenny przez złotnika.
Zatem to kontekst stanowi różnicę. Nasza samoocena jest kształtowana
przez środowisko, w którym dorastamy, i my - podobnie jak młody człowiek
z opowieści - mamy skłonność wierzyć, że jest ono poza naszą kontrolą.
Zamiast tego posiadamy zdolność - a w pewnym sensie nawet obowiązek -
definiowania samych siebie. Możemy na przykład zmienić kontekst,
znajdując bardziej funkcjonalne relacje, które pozwolą nam wyrazić naszą
wartość i rozwijać nowe zainteresowania.
Zanim jednak zgłębimy praktyki, które pomogą nam poprawić samoocenę,
zróbmy krok w tył i spróbujmy zrozumieć, jak ona się kształtuje i w jakim kontekście się rozwija.
Zacznijmy od tego, że największy wpływ na poczucie własnej wartości mają
osobiste doświadczenia, kontekst rodzinny, w którym dorastamy, oraz
sytuacje, z którymi spotykamy się na naszej drodze życiowej.
Wyobraź sobie dziecko zainteresowane gotowaniem i ojca, który jest
kucharzem. Jeśli ojciec będzie zachęcał syna do stawiania pierwszych
kroków w kuchni, dziecko prawdopodobnie wyrośnie w przekonaniu, że ma ku
temu predyspozycje. W przeciwnym wypadku, jeśli ojciec nie pozwoli
synowi zbliżać się do kuchni, jeśli będzie wytykał każdy mały błąd, może
to mieć jedynie negatywne konsekwencje dla poczucia własnej wartości
dziecka, które prawdopodobnie uzna, że nie ma talentu kulinarnego.
To trywialny przykład, ale ma zastosowanie na każdym ważnym etapie
rozwoju w dowolnej dziedzinie. Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś, może
warto zadać sobie kilka pytań: jakie były rezultaty twoich pierwszych
prób wyrażenia swoich umiejętności? Czy otrzymałeś pozytywne wyrazy
uznania, które pomogły ci zbudować solidne podstawy poczucia własnej
wartości?
Kolejnym czynnikiem decydującym o kształtowaniu dobrej samooceny jest
sposób, w jaki patrzymy na świat, schematy myślowe, które tworzymy, a w konsekwencji oczekiwania, jakie mamy wobec siebie i innych. Jeśli
będziemy mierzyć nasze osiągnięcia i rzeczywistość według standardów
bliskich perfekcji, będziemy raczej mało zadowoleni z tego, co robimy, a nasze poczucie własnej wartości ucierpi.
Wróćmy do przykładu naszego małego aspirującego szefa kuchni. Wyobraźmy
sobie, że podejmuje pierwszą próbę upieczenia ciasta, które oczywiście
nie będzie idealne. Jeśli ojciec uzna, że "ciasto mogło trochę dłużej
wyrastać, ale i tak smakuje pysznie", dziecko skupi się na pozytywnych
aspektach swojej pracy i znajdzie motywację do doskonalenia się. Jeśli
jednak ojciec oceni, że ciasto nie wyszło tak, jak powinno, dziecko
zrozumie, że jedynym akceptowalnym wynikiem jest doskonałość, a wszystko
inne jest porażką. Taki standard samooceny może mieć jedynie negatywny
wpływ na poczucie własnej wartości.
"Możesz odkryć swoje najlepsze strony, pokonując trudną drogę strachu,
dyskomfortu, niepokoju, a czasem nawet paniki. Nie musisz ich traktować
jak wrogów, których należy wyeliminować dlatego, że kiedy próbowałeś,
zetknąłeś się z porażką, frustracją, poczuciem bezradności, jak ktoś,
kto odbija się od gumowej ściany i ląduje z powrotem tam, gdzie był,
jeśli nie dalej".
Nie wiem, czy zauważyłeś, że standardy samooceny, które przyjmujemy, są
często bardziej rygorystyczne i bezlitosne niż kryteria, według których
oceniają nas inni.
Oczywiście oprócz doświadczeń nasze przekonania na temat rzeczywistości
są również kształtowane przez warunki, w których dorastamy, oraz
wartości przekazywane nam przez otaczających nas ludzi.
Wśród moich pacjentów było wielu, którzy wychowywali się w biednych
rodzinach, a ich rodzice ponosili liczne wyrzeczenia. Jako dorośli,
nawet po osiągnięciu pewnej stabilizacji finansowej, pacjenci ci mieli
trudność z pozwalaniem sobie na jakąkolwiek gratyfikację. Zgodnie z ich
systemem wartości otrzymywanie nagrody było niedopuszczalne - bez
względu na to, jakie rezultaty osiągnęli, czuli, że na nią nie
zasłużyli, ponieważ żaden wysiłek nie mógł się równać z poświęceniem ich
rodziców.
Być może i ty odziedziczyłeś system wartości oparty na rygorystycznej
etyce lub nauczono cię, że coś innego powinno być na pierwszym miejscu w życiu: miłość, poczucie spełnienia, zaspokajanie pragnień... Pamiętaj, że
ta perspektywa miała również wpływ - i prawdopodobnie nadal ma - na
twoją samoocenę.
Do tej pory wydawałoby się, że środowisko, w którym dorastamy, ma
kluczowe znaczenie dla naszego rozwoju. W rzeczywistości istnieje
jeszcze jeden czynnik, który wpływa na naszą samoocenę i jest
prawdopodobnie najważniejszy. Chodzi o umiejętność przepracowywania i redefiniowania naszych doświadczeń i przekonań. Mowa o możliwości
kwestionowania wszystkiego - przeszłych doświadczeń i schematów
myślowych, a także przepisania naszej historii. W życiu zdarzają się
liczne doświadczenia, które mogą odcisnąć na nas piętno, ale nie
jesteśmy biernymi podmiotami, możemy zmieniać bieg rzeczy.
Pomyślmy o naszym małym aspirującym kucharzu: jeśli jego ojciec
zaszczepi w nim pewność siebie i pozytywne nastawienie, dziecko z pewnością będzie miało łatwiej. Ale nawet gdyby ojciec podkopał jego
poczucie własnej wartości negatywną i roszczeniową postawą, los dziecka
nie byłby przesądzony. Jeśli znajdzie siłę, by stawić czoła temu
wzorcowi, zrozumie, że sztywne standardy, które nosi w sobie, są
szkodliwe, będzie dla siebie bardziej wyrozumiałe i pozwoli sobie w pełni rozwinąć swoje umiejętności w kuchni, nadal będzie mogło spełniać
marzenia.
Powyższa opowieść brzmi jak historia typowego uczestnika MasterChefa,
ale zapewniam, że nie jest to aż tak niezwykła podróż. Dzięki
umiejętności samodefiniowania możemy przejąć kontrolę nad swoim życiem.
To właśnie takie zaproszenie mistrz kieruje do młodego człowieka w opowieści zen.
"Strach, dyskomfort i lęk mówią coś o tobie, o twoim świecie
emocjonalnym; sugerują, że trzeba czemuś stawić czoła, a może nawet coś
zmienić. Przedstawiają pewne przesłania, próbę twojego wewnętrznego
świata, żeby ci coś powiedzieć głośno i dobitnie; wsłuchaj się w ten
głos".
Kim chcemy być
A zatem poczucie własnej wartości zależy od oceny, jaką człowiek
wystawia samemu sobie, jest osądem, który zależy od kontekstu i doświadczeń, a także od indywidualnych czynników wewnętrznych. Do tej
pory skupialiśmy się głównie na pierwszych z wymienionych powyżej
aspektów, ale teraz spróbujmy zwrócić uwagę na to, co dzieje się w naszych umysłach. Z tej perspektywy pewność siebie jest wynikiem
rozgrywki między dwiema siłami: "ja" realnym i "ja" idealnym.
"Ja" realne to obraz, jaki mamy na swój temat - jak postrzegamy
siebie, jakie zdolności dostrzegamy oraz jakie cele uważamy za możliwe
do osiągnięcia. "Ja" idealne to z kolei obraz tego, kim chcielibyśmy
być; celów, które chcielibyśmy osiągnąć; drogi, którą chcielibyśmy
obrać. Obecność idealnego "ja" jest bardzo ważna dla naszego rozwoju,
ponieważ pomaga nam realizować projekty i dążyć do celu, motywując nas
do wzrastania i samodoskonalenia. Może być jednak również źródłem
niezadowolenia i cierpienia, jeśli odczuwamy zbyt duży dystans między
"ja" idealnym a "ja" realnym.
Być może doświadczyłeś wyczerpującej frustracji, która pojawia się, gdy
nasze aspiracje wydają się nieosiągalnymi mrzonkami. Jeśli przepaść
między tym, kim jesteśmy, a tym, kim chcemy być, jest zbyt duża,
doświadczamy głębokiego poczucia nieadekwatności, a w konsekwencji nasza
samoocena będzie niska. Jeśli jednak rozbieżność między oczekiwaniami a rzeczywistością jest niewielka, nasze poczucie własnej wartości na tym
skorzysta.
Skąd bierze się "ja" idealne? Jak powstaje? I dlaczego jest tak ważne
dla prawidłowego postrzegania realnego "ja"?
By odpowiedzieć na te pytania, opowiem historię kolejnej pacjentki,
Arianny, kobiety, która wychowała się w bogatej i odnoszącej sukcesy
rodzinie. Jej rodzice byli bardzo szanowani: ojciec był ordynatorem, a matka - prawniczką. Jako dziecko Arianna była nimi zachwycona, uważała
ich niemal za bóstwa.
"Chciałam być jak mama i tata - mówiła. - Chciałam zasłużyć na ich
miłość, udowodnić, że jestem ich godna. Ale w głębi duszy bałam się, że
jeśli zawiodę, przestaną mnie kochać".
Jej idealne "ja" było silnie ukształtowane przez dynamikę emocjonalną.
Arianna była przekonana, że musi naśladować rodziców, aby zdobyć ich
miłość, i była pewna, że jeśli zawiedzie, spotka ją kara i zostanie
porzucona. I w taki sposób stała się skrupulatną, wymagającą od siebie
perfekcjonistką. Ukończyła prawo z wyróżnieniem i została zatrudniona w prestiżowej kancelarii, jak jej matka. Jednak wraz z sukcesami rosło
również niezadowolenie i poczucie nieadekwatności. Idealne "ja"
Arianny miało tak wygórowane oczekiwania, że żaden rezultat nie mógł jej
usatysfakcjonować. Aż pewnego dnia atak paniki zmusił kobietę do
zastanowienia się i podjęcia terapii. Zrozumiała, że ta nieustająca
pogoń za "ja" idealnym prowadzi do samozniszczenia, i stopniowo
zaczęła kwestionować swoje schematy myślowe.
Na przykład Arianna nie była zdolna do samouwielbienia - każde ustępstwo
na rzecz wrażliwości było dla niej niewybaczalne. Jej pierwszym wielkim
osiągnięciem było zaakceptowanie słabości i porażek jako naturalnych
składowych życia. Jeśli wcześniej nawet najmniejszy błąd zasługiwał na
najsurowszą karę, z czasem system osądzania stał się bardziej obiektywny
i łagodny.
"W zeszłym tygodniu przegrałam proces - powiedziała mi pewnego dnia. -
Do niedawna nie zmrużyłabym oka w nocy. Spędziłabym niezliczone godziny,
analizując każdy etap swojej pracy, i znalazłabym tysiące wad. Teraz po
raz pierwszy widzę również inne zmienne czynniki: innych prawników,
sędziego, świadków. Być może mogłabym podjąć inne decyzje, ale nie
jestem pewna, czy wynik procesu uległby zmianie. I przede wszystkim
przestałam się zastanawiać, co moja matka zrobiłaby na moim miejscu".
Dzięki tej nowo ukształtowanej świadomości Ariannie udało się krok po
kroku na nowo zdefiniować swoje "ja" idealne, pozbawiając je wszelkich
roszczeń do perfekcji. "Robię, co mogę, ale mam ograniczone zasoby
energii fizycznej i emocjonalnej, które mogę poświęcić danej sprawie.
Mimo to nie czuję się gorsza ani mniej kompetentna jako prawniczka.
Obsesyjne dążenie do perfekcji nie zawsze miało pozytywny wpływ na moją
pracę".
"Dlaczego cierpisz?
Dlaczego ciągle robisz to, co sprawia ci ból?
Z powodu niemożności zdystansowania się od samodestrukcyjnych przekonań:
"Zawsze tak myślałem, zawsze tak postępowałem, zawsze tak się
zachowywałem, zawsze tak reagowałem". Zmiana jest konieczną, czasem
bolesną drogą do osiągnięcia wewnętrznej równowagi i pogodzenia się z prawdziwymi emocjami. Będziemy uzbrojeni w odwagę, cierpliwość i dobrą
wolę".
Arianna podała w wątpliwość swoje "ja" idealne, umniejszyła jego
znaczenie i w ten sposób w końcu lepiej zrozumiała swoje "ja" realne.
Ku swojemu zdziwieniu odkryła na przykład, że ma talent artystyczny.
Nigdy nie zajmowała się sztuką, ponieważ nie była to pasja jej rodziców,
ale po rozpoczęciu kursu malarstwa zdała sobie sprawę, że warto rozwijać
również i te umiejętności. Wszystko to pozwoliło jej zyskać spokój i poczucie własnej wartości.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki