Analiza wrażeń - Ernst Mach

Kup ebooka

54.00 zł
43.20 zł (33,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

PRZEDMOWA DO WYDANIA CZWARTEGO

Przebijający się stopniowo pogląd, że nauka musi ograniczać się do jasnego przedstawiania faktów, w sposób naturalny prowadzi do eliminacji wszystkich zbytecznych, niesprawdzalnych przez doświadczenie założeń, zwłaszcza metafizycznych (w sensie Kanta). Jeśli ten punkt widzenia utrzyma się w najszerszej dziedzinie, obejmującej sferę fizyczną i psychiczną, to w następstwie pierwszego i najbardziej oczywistego kroku uzyska się ujęcie "wrażeń" jako wspólnych "elementów" wszystkich możliwych przeżyć fizycznych i psychicznych, które polegają wyłącznie na różnych rodzajach powiązania tych elementów, na ich wzajemnej zależności. Tak oto znika wiele szkodliwych problemów pozornych. Nie proponuje się tu żadnego systemu filozoficznego, żadnego kompleksowego poglądu na świat. Rozwijane są tylko konsekwencje tego jednego kroku, do którego dołączyć się mogą kolejne. Nie staramy się rozwiązać wszystkich problemów, lecz dokonać zwrotu teoriopoznawczego, który ma przygotowywać do współdziałania między odległymi specjalistycznymi dziedzinami badawczymi przy rozwiązywaniu ważnych problemów szczegółowych.

Z tego punktu widzenia należy rozważać też przedstawiane tutaj badania szczegółowe. Jeśli nie ma istotnej różnicy między tym, co fizyczne, a tym, co psychiczne, to możemy przypuszczać, że w relacjach między tym, co fizyczne, a tym, co psychiczne, zachodzi ten sam ścisły związek, którego poszukuje się w sferze fizycznej. Oczekuje się więc, że dla wszystkich szczegółów, które zdoła ujawnić fizjologiczna analiza wrażeń, odkryje się równie wiele odpowiednich szczegółów fizycznych procesów nerwowych. Starałem się przedstawić ten związek w miarę moich możliwości.

Do moich uszu dochodzą przesadne pochwały i nagany. Chciałbym, żeby to, co powiedziano wyżej, posłużyło do otrzeźwienia tych przesadnych sądów. Gdy przed około 35 laty udało mi się utrzymać przyjęty tu punkt widzenia, przezwyciężając własne przesądy, i uciszyć wielki intelektualny niepokój w moim życiu, przyniosło mi to pewne zadowolenie. W tym czasie znałem tylko Kanta i Herbarta. Dzisiaj widzę, że wielu filozofów: pozytywistów, empiriokrytyków, przedstawicieli filozofii immanentnej, jak również bardzo nieliczni badacze przyrody, nie wiedząc nic wzajem o sobie, wkroczyło na drogi, które mimo swej indywidualnej odmienności zbiegają się niemal w jednym punkcie. Jeśli w takich okolicznościach tylko skromnie oceniam wartość mojej indywidualnej pracy, to wolno mi za to przyjąć, że nie uganiałem się za czysto subiektywnym widziadłem, lecz przyczyniłem się do osiągnięcia pewnego ogólnego celu. Wysuwanie pretensji do pierwszeństwa myśli, których przewodnie wątki sięgają antyku, nie miałoby oczywiście żadnego sensu.

Panowie dr Josef Pollak i dr Wolfgang Pauli, docenci wydziału medycznego, okazali szczególną życzliwość, czytając korektę, za co obu panom serdecznie dziękuję.

Autor

Wiedeń, w listopadzie 1902

FILOZOFIA W ANALIZIE WRAŻEŃ

Każdy autor jest łatwy, jeśli możesz uchwycićośrodek jego myśli.

William James

Zajmę się filozofią w Analizie wrażeń[1], jej treściami, założeniami i konsekwencjami, opiszę je i skomentuję. Wskażę też poglądy filozoficzne Macha, nieobecne lub śladowo obecne w tej książce, a decydujące o jego obecności w myśli badawczej i w polemikach filozofów oraz na kartach dziejów filozofii.

Dorobek Macha wymaga kompetencji zespołu. Dziś nie ma już takich ludzi - nie tylko nie ma ludzi twórczych na tak rozległym obszarze, lecz nawet zdolnych do poruszania się po nim ze znawstwem. Nie dziwota, że idee Macha poddawano zbiorowemu namysłowi[2].

Tło i on sam. Mach (1838-1916) żyje i pracuje intensywnie w drugiej połowie XIX stulecia. W roku 1901, po przebytym trzy lata wcześniej wylewie krwi do mózgu, przechodzi na emeryturę, aktywną wprawdzie[3], nadal bowiem publikuje, lecz na ogół zamieszcza w czasopismach prace drobne, okruchy wcześniejszego dorobku. Mach to człowiek międzyepoki, człowiek pogranicza - uosabia i scala to, co wniósł do nauki wiek XIX, inspiruje rewolucje, które przynosi wiek XX. Spróbujmy usunąć w wyobraźni tę epokę, a skreślamy czas, w którym żyjemy. Spróbujmy usunąć z niej Macha, a tracimy choćby zasadę Macha, jedno ze źródeł ogólnej teorii względności, usuwamy skrajny empiryzm, inspirujący pozytywistów logicznych.

Wskażmy najważniejsze osiągnięcia w dziedzinach, w których pracował i które wzbogacił Mach. James Maxwell formułuje w latach 1854-1873 teorię elektromagnetyzmu, unifikującą elektryczność i magnetyzm. Heinrich Hertz odkrywa w roku 1886 fale elektromagnetyczne. Istnieje opinia Einsteina o tym, co to dało. Mechanistyczny obraz świata został mianowicie zniszczony "przez wielką rewolucję, którą już zawsze będziemy wiązać z nazwiskami Faradaya, Maxwella i Hertza. Lwi udział w tej rewolucji należy przypisać Maxwellowi. Od jego czasów uważamy, że rzeczywistość fizyczną opisują ciągłe pola. Ta zmiana koncepcji rzeczywistości to najgłębsza i najbardziej owocna przemiana w fizyce od czasów Newtona"[4].

W psychologii pojawiają się pierwsze próby stosowania metod doświadczalnych. Gustav Fechner prowadzi badania z pogranicza psychologii i fizjologii, których owocem jest między innymi prawo ustalające ilościową zależność przyrostu intensywności wrażenia od przyrostu intensywności bodźca. W roku 1879 Wilhelm Wundt zakłada pierwsze laboratorium psychologiczne na uniwersytecie w Lipsku. W roku 1890 wychodzą The Principles of Psychology Williama Jamesa, gdzie czytamy w przedmowie, że "autor zajmuje w całej tej książce punkt widzenia nauk przyrodniczych" i utrzymuje, że "psychologia jako nauka przyrodnicza, ustaliwszy empiryczne korelacje rozmaitych rodzajów myśli i czuć z określonymi stanami mózgu, dalej pójść nie może"[5]. Mach nawiązuje do Jamesa (krytycznie na przykład w rozdziałach VI i VII Analizy wrażeń) jak badacz sięgający do wyników kolegi, z którym dzieli podstawowe założenia i metodologię. James zaś wyznaje gdzieś, że nikt nigdy nie wywarł na nim "tak silnego [jak Mach] wrażenia czysto intelektualnego geniuszu"[6].

W roku 1859 natomiast ukazuje się O powstawaniu gatunków drogą doboru naturalnego Karola Darwina, dzieło wyznaczające Macha obraz świata. Tam jest fundament jego spojrzenia na człowieka, na ludzką psychikę i jej wytwory.

I wreszcie otaczająca go filozofia XIX stulecia. Działają w niej myśliciele metrykalnie dziewiętnastowieczni, ale też, z perspektywy Macha, trzej dawniejsi: Berkeley i Hume[7], którzy są mu bliscy, oraz Kant, którego - po lekturze Prolegomenów do wszelkiej przyszłej metafizyki, lekturze podjętej w wieku lat piętnastu (zob. s. 27, przyp. 23[8]) - odrzuca. Organizują ją, tak jak filozofię we wszystkich czasach, różne antagonizmy. Historiografia filozofii wypracowała do ich opisu pary pojęć: realizm-idealizm, empiryzm-racjonalizm, transcendentalizm-naturalizm, racjonalizm-irracjonalizm, materializm-spirytualizm. I jeszcze jeden antagonizm, bodaj najbardziej swoisty dla filozofii XIX wieku, a przez nią i dla późniejszej - antagonizm miedzy filozofią naukową a nienaukową.

Stosuję tę ryzykowną terminologię, by filozofię powodowaną zaleceniem, że "jeśli interesuje człowieka filozofia, to zasad, metod i ogólnych koncepcji ma uczyć się od nauki"[9], przeciwstawić filozofii, która odrzuca to zalecenie. Łatwo wskazać emblematyczne nazwiska: Comte, Mill i Mach po stronie filozofii naukowej, Bergson i Husserl po stronie filozofii nienaukowej. Filozofia nienaukowa w zarysowanym tu sensie nie musi być irracjonalizmem. Pompatyczny antynaukowy irracjonalizm to sprawa ostatnich dziesięcioleci.

Gdzie w obszarze opisanym za pomocą tych opozycji występuje Ernst Mach? Wszędzie i nigdzie. Rezygnując z paradoksu, wszędzie po trosze, nigdzie zatem bez reszty.

Mach to człowiek wyjątkowy. Wybitny uczony z osiągnięciami nazwanymi od jego nazwiska, a zarazem twórczy filozof. Zajmowały go bowiem podstawy, a "zadaniem filozofii musi być nieodzowna rekonstrukcja podstaw"[10]. Tadeusz Kotarbiński mówił o takich - profundysta, wchodzący "w zagadnienia świdrującą w głąb myślą"[11]. Mach to profundysta, obmyślił bowiem jedną z zaledwie kilku możliwych ontologii i jedną z dwóch możliwych filozofii nauki.

Odnotujmy główne osiągnięcia Macha. Wzbogacił fizykę, filozofię i psychologię o orientacji fizjologicznej. W fizyce badał systematycznie prędkość dźwięku i prędkości naddźwiękowe. (W tym kontekście występuje liczba Macha, wyrażająca stosunek prędkości przepływu płynu w danym miejscu do prędkości dźwięku w tym płynie w tym samym miejscu.) Przyczynił się istotnie od zrozumienia zjawiska Dopplera, a "jego krytyka Newtonowskich idei absolutnej przestrzeni i absolutnego czasu inspirowała młodego Einsteina, który uznawał Macha za filozoficznego prekursora teorii względności". W filozofii głośny jest jego monizm neutralny, znamienna jego postawa antymetafizyczna, opozycja wobec atomizmu, pozytywistyczne i naturalistyczne podejście do zagadnień wartości i funkcji wiedzy, na czele z głośną zasadą ekonomii myśli, a historycznie - doniosły wpływ na Koło Wiedeńskie (poprzednikiem Koła Wiedeńskiego było założone w roku 1928 pod kierownictwem Schlicka Ernst Mach Verein [Stowarzyszenie Ernsta Macha]). Mach uchodzi za twórcę filozofii nauki jako odrębnej dyscypliny. Był też wybitnym historykiem nauki. W psychologii badał zależności między wrażeniami a bodźcami. Badaniu psychologicznemu poddał kolory, dźwięki, czas, przestrzeń, traktowane dotąd jako składniki świata fizycznego. Uchodzi za prekursora psychologii postaci[12].

Mach to badacz, myśliciel, człowiek nieustannie uczący się od innych, w kontakcie bezpośrednim i w lekturze[13], a innych uczący jako nauczyciel akademicki, prelegent, autor podręczników, artykułów i książek. Lata jego nauki, wędrówek oraz prac eksperymentatorskich i teoretycznych płyną w niewielkim wieloboku Austro-Węgier, z Grazem, Wiedniem i Pragą jako głównymi wierzchołkami, spięte klamrą urodzin 18 lutego 1838 roku w Turas na Morawach i śmierci 19 lutego 1916 roku w Haar koło Monachium. Ukończył austriackie gimnazjum na Morawach, a w latach 1855-1861 studiował matematykę i fizykę na uniwersytecie w Wiedniu. Po studiach pozostał w Wiedniu do roku 1864, utrzymując się jako Privatdozent z wykładów opłacanych bezpośrednio przez studentów, "to zaś znaczy, że niewiele zarabiał"[14]. Zainteresował się wówczas fizjologią, nawiązując kontakt z grupą uczonych skupionych wokół Johannesa Müllera, twórcy nowej szkoły w fizjologii, i zapisując się na medycynę, gdzie słuchał wykładów z fizjologii, chemii i anatomii. W latach 1864-1867 był profesorem matematyki na uniwersytecie w Grazu, gdzie poza dydaktyką prowadził intensywną pracę badawczą, pionierskie badania percepcji wzrokowej, zwieńczone opisem i analizą zjawiska zwanego dziś pasmem Macha. Tam też zetknął się z Gustavem Fechnerem. W latach 1867-1895 zajmował katedrę fizyki na uniwersytecie w Pradze. Od roku 1895 do przejścia na emeryturę w roku 1901 prowadził katedrę historii i filozofii nauk indukcyjnych na uniwersytecie w Wiedniu.

Encyklopedie i biografie operują na ogół na poziomie zdarzeń, głębiej nie schodzą. Rzadko więc dowiadujemy się o rzeczach równie ważnych jak poglądy, bo o poglądach decydujących - o osobowości myśliciela, jej stylu i ogólnej tonacji, o jego postawach wobec pracy i innych ludzi. Analiza wrażeń pozwala całkiem sporo powiedzieć o Machu jako człowieku, spróbuję więc naszkicować jego sylwetkę. Nie będzie to analiza, lecz garść wrażeń opartych na jego napomknieniach o sobie, materiał skromny ilościowo, ale wymowny - a także opartych na tym, jak Mach zachowuje się, wykładając i uzasadniając swoje poglądy.

Mach nie jest egotykiem. Nastawiony na badanie świata, na współpracę z innymi, lekceważy własne Ja. Taką ma osobowość, której w sukurs idzie jego filozofia, przecząca istnieniu Ja. Mach jest więc nieagresywny, bo nieegotyczny, przeciwnie - wyrozumiały i tolerancyjny, nie odpiera z furią krytycznych wypowiedzi o sobie, nawet głupich, potrafi przyznać, że błądził, uwzględnia też naturalny ludzki opór przed nowymi ideami. Nie forsuje swoich poglądów z ogniem w oczach, choć stanowczo ich broni i stanowczo sprzeciwia się zjawiskom, które uznaje za przejawy błądzenia umysłu ludzkiego. Jest rasowym badaczem, nie zaś kimś, kto ma tylko zawód uczonego. Problemy badawcze trapią go od młodości (zob. np. s. 100). Zawsze znajduje się w sytuacji badacza - obserwuje wszystko, w tym siebie samego i własne dzieci, korzysta z tego, co słyszy od ludzi prostych. Jest wrażliwy na ludzką krzywdę, przeciwny społecznym podziałom i egoizmom. Tu też charakter wspomaga jego filozofia, zacierająca granicę między nim samym a innymi. O zwierzętach mówi, że są "naszymi młodszymi braćmi" (s. 179).

Filozofia w Analizie wrażeń. Są w Analizie wrażeń nauki - psychologia i fizjologia, biologia i fizyka - i jest w niej filozofia, czyli "podstawowy pogląd [...] (bez pretensji do filozofii na całą wieczność)" (s. 29) na świat, którego kluczowym fragmentem jest rzeczywistość badana przez nauki Analizy wrażeń, oraz podstawowy pogląd na wiedzę, której główną częścią są nauki Analizy wrażeń. Mamy zatem w tej osobliwej książce splot filozofii i nauki, ich wzajemne odniesienia i zależności. Osobliwa to książka, bo wciągająca i zniechęcająca, pełna śmiałych oryginalnych pomysłów, a zarazem nieudolnie napisana, bez dbałości o precyzję i ekonomię wykładu[15].

Analiza wrażeń ma strukturę prostą i funkcjonalną - złożony z ośmiu rozdziałów rdzeń, zawierający opis przebiegu i wyników badań nad percepcją barw, dźwięków, przestrzeni i czasu, a także nad powiązaniem tych elementów psychicznych, wraz z opisem (mówiąc po dawnemu) władz umysłu, woli i pamięci, oraz siedmiorozdziałowa obudowa z treściami głównie filozoficznymi. Treści rdzenia od treści obudowy nie dzieli sztywna granica, przenikają się, wzajemnie warunkują, splecione pokrewieństwami, lecz też zdecydowanie różne.

Zacznę od opisu filozofii, a nie znajduję lepszego sposobu niż opis przez przytoczenia wypowiedzi Macha, wybranych i stosownie zorganizowanych. Opisowi musi towarzyszyć komentarz, inaczej nie jest to opis, lecz reprodukcja; a komentarz, gdy przychodzi komentować filozofię, to w każdym razie ustalanie znaczeń oraz uzasadnień, jeśli te są niejawne. Komentarz prowadzi do krytyki, choćby wtedy, gdy nie znajdujemy u autora poprawnych uzasadnień, a lepszych nie widać. Chcę postępować tą drogą, a ponadto zastanowić się nad intrygującą kwestią, w jakich stosunkach pozostają u Macha filozofia i nauka. Pytanie to narzuca się w obliczu oświadczeń: "Nie roszczę sobie prawa do miana filozofa" (s. 28, przyp. 23); "jestem badaczem przyrody, nie filozofem"(s. 43); "filozofia Macha nie istnieje!"(s. 329)[16]. Mach uchodzi tymczasem, w opinii dziś już podręcznikowej, za twórcę wyrazistej filozofii, a raczej wiązki doktryn czy stanowisk filozoficznych - neutralnego monizmu, swoistego fenomenalizmu i instrumentalizmu[17], by wymienić główne. Interesujące zatem, z czym mamy tu do czynienia. Czy Mach jakoś osobliwie rozumie filozofię? Czy błędnie rozpoznaje to, co zrobił? A może padł ofiarą zbiorowego nieporozumienia? Okoliczność, że w uznającej go za filozofa zbiorowości są tacy ludzie, jak Bertrand Russell, pozwala wykluczyć ostatnią ewentualność[18].

Oto ośrodek myśli Ernsta Macha. (a) "Prawdziwej bezwarunkowej trwałości nie ma", istnieje jedynie "trwałość powiązania elementów"(s. 297-298). My tymczasem (b) wierzymy w trwałą materię, w sztywne trwałe ciała, w trwałe Ja każdego z nas (zob. tamże). (a) ma za sobą racje, a (b) przyczyny.

Reszta jest na usługach tego ośrodka. Reszta to uściślenie tych twierdzeń, uzasadnienie (a) ontologii[19] Macha i wskazanie przyczyn (b) naszej metafizyki, "instynktownego poglądu", tej "osobliwej fikcji" (s. 319). Mach dostarcza wszystkiego, co niezbędne, by przekształcić swoją myśl ośrodkową w pełne stanowisko, lecz jest to materiał rozproszony, niewystarczający i niesystematyczny. Niewystarczający, bo wyjaśnienia semantyczne polegają głównie na powtarzaniu tej samej myśli w tej samej szacie, a niesystematyczny, ponieważ racje trzeba dopiero zebrać, powiązać ze sobą i z ich następstwami, by otrzymać łańcuch uzasadnień. Mach zauważa zresztą, z charakterystyczną dla siebie przenikliwością, że "to nie to samo: logicznie pojąć myśl i przyjąć ją z sympatią"; że przyjęcie wymaga plastyczności umysłu, a "chodzi raczej o proces psychologicznej przebudowy" (tamże). Źródła natomiast naszej metafizyki "prostego człowieka" (wszyscy jesteśmy metafizycznymi prostakami) wskazuje Machowi jego antropologia, wiedza o człowieku i jego położeniu, antropologia o darwinowskiej proweniencji. "Filozoficzny punkt widzenia prostego człowieka powstał w niezmiernie dawnych czasach bez umyślnego udziału człowieka; jest on tworem przyrody i jest zachowywany przez przyrodę" (s. 33). Myśliciel zauważa przy tym wyrozumiale, że "nie może być mowy o eliminacji w użytku domowym i podręcznym" (s. 298) tej metafizyki.

(I) Są barwy, dźwięki, zapachy, własności dotykowe, czyli elementy, a ich kompleksy "zwykle nazywa się ciałami" (s. 9) - "rzecz, ciało, materia nie jest niczym innym jak związkiem elementów" (tamże). (II) Są barwy, dźwięki, zapachy, własności dotykowe, składające się na "kompleks, który nazywa się naszym organizmem" (tamże). (III) Są też barwy, dźwięki, zapachy, własności dotykowe, składające się na "kompleks woli, obrazów pamięciowych itd." (tamże; rozwińmy to "itd." - w ów kompleks wchodzą też wyobrażenia, wrażenia, myśli, słowem: to, co zwykle nazywa się psychiką). (II) i (III) "przeciwstawia[ją] się jako Ja światu cielesnemu" (tamże). "Przy bliższych oględzinach elementy wszystkich kompleksów okazują się tego samego rodzaju", mimo to jednak "wkrada się stare wyobrażenie przeciwieństwa ciała i duszy" (s. 14). Zarysowany tu pogląd, przeciwstawiony "staremu wyobrażeniu", nazywa autor "monistycznym punktem widzenia" i powiada, że jest "rozwinięty w refleksji" (tamże).

Zatrzymajmy się tu, na samym początku, gdzie Mach inicjuje doktrynę. Nasuwają się bowiem różne pytania. To, co zostało przed chwilą powiedziane, da się wyłożyć następująco. Istnieje taki poziom świata, poziom bazowy, gdzie wszystko jest jednorodne - elementowe. Poziom ten (by rzec za Wittgensteinem) istnieje "z łaski natury"[20]. Istnieje też poziom drugi, zasługujący - uwzględniwszy, jak zostaje powołany do istnienia - na miano nadbudowy[21]. Naszym dziełem są obiekty (I), (II), (III), pewne kompleksy elementów nazywamy bowiem rzeczami, inne naszymi ciałami, jeszcze inne naszymi Ja, powołując "rzekome jedności" (s. 13). Ale "człowiek [...] ze swymi myślami i instynktami jest właśnie cząstką przyrody" (s. 300), nadbudowa pochodzi zatem z tego samego źródła, co nieskazitelny poziom bazowy - z łaski natury. Co więc pozwala Machowi tak radykalnie różnicować poziom bazowy i nadbudowę? Co naprowadza go tu na opozycję rzeczywistości i fikcji, prawdziwego monistycznego obrazu świata i zbiorowego zmyślenia. Mach przywołuje, jak się przekonamy, silne racje, by tak postąpić. Czy wystarczająco silne?[22]

Skąd Mach wie, że w (opisanym właśnie) ośrodku jego myśli leżą twierdzenia prawdziwe? Mówi w pewnym miejscu (s. 9) omal jednym tchem o "bliższych oględzinach" oraz o "rozwinięciu w refleksji" jako o tym, co go prowadzi do monistycznego punktu widzenia. Oto zapis niemetaforyczny tego, co mówi: do monizmu prowadzi obserwacja i wnioskowanie. Czy ta koniunkcja jest prawdziwa? A na jaką modłę jest fałszywa, jeśli jest fałszywa? Czy tak, że ani obserwacja, ani wnioskowanie nie uzasadniają monizmu? Czy tak, że uzasadnia go któreś z nich? Czy tak, że któreś z nich wraz z czymś jeszcze, czego Mach nie uwzględniał? Pytania te prowadzą do kluczowej kwestii słuszności myśli Macha. Zajmijmy się jednak przedtem otoczeniem jej ośrodka, by go rozjaśnić, i przyjrzeć się temu, co go wspiera[23].

"Barwa jest obiektem fizycznym, skoro tylko zwrócimy uwagę np. na jej zależność od otaczającego ją źródła światła (inne barwy, ciepło, przestrzenie itp.). Jeśli zauważymy jednak jej zależność od siatkówki oka, wówczas jest ona obiektem psychicznym, wrażeniem. To nie przedmiot, lecz kierunek badań jest różny w obu dziedzinach" (s. 16-17). Elementy (barwy, kształty itp.) w pewnym "powiązaniu i połączeniu", w pewnej "zależności funkcjonalnej", w powiązaniu z organami naszych zmysłów, są wrażeniami, "w innym związku funkcjonalnym", z przedmiotami fizycznymi, "są jednocześnie obiektami fizycznymi" (s. 15; wyróżnienie moje). "Różnica między tym, co fizyczne, a tym, co psychiczne, sprowadza się tylko do różnicy stosunków zależności, które z jednej strony są obiektami fizyki, a z drugiej strony psychologii. Jeśli badam zależność składnika otoczenia A od drugiego składnika otoczenia B, wówczas uprawiam fizykę; jeśli badam, w jakim stopniu A zmienia się pod wpływem zmiany organów zmysłowych lub centralnego układu nerwowego istoty żywej, to uprawiam psychologię"(s. 46; zdanie to jest aprobowanym przez Macha czyimś sformułowaniem stanowiska Avenariusa i samego Macha). "To, co psychiczne, i to, co fizyczne różni się bowiem jedynie sposobem ujęcia" (s. 215).

Nazwijmy twierdzenia poprzedniego akapitu twierdzeniami relatywizującymi, przypisują one bowiem rzeczom przynależność gatunkową ze względu na układ odniesienia, któremu zostały podporządkowane. Wszystkie elementy w świecie Macha są wprawdzie jednorodne, dostają się jednak w tryby pewnej procedury, którą opuszczają z przydziałem gatunkowym: tu zieleń liścia - element fizyczny, gdy otaczają go obserwacje fizyka; tu zaś zieleń liścia - element psychiczny, gdy za badania weźmie się psycholog (zob. s. 40).

Twierdzenia relatywizujące służą uzgodnieniu monizmu, ontologii radykalnej, z odziedziczonym dualistycznym obrazem świata i jego składową - klasyfikacją nauk. Czy jest to ustępstwo ze strony Macha, czy rozwinięcie pewnego następstwa monizmu? Zostawmy to pytanie w imię ekonomii postępowania.

Zastanówmy się natomiast nad czyhającymi tu trudnościami. Jak Mach dochodzi do twierdzeń relatywizujących? Inferencyjnie, rzecz jasna, przez wnioskowanie, nie widać bowiem gołym okiem, że jest tak, jak głoszą. Jak je wywnioskowuje? Na przykład tak. O żadnej rzeczy nie wiemy, czym jest, jeśli nie mamy jej opisu. Elementy (barwy, dźwięki itd.) opisujemy w różnych językach. Opisy te różnią się od siebie kontekstami, w których zanurzona jest nazwa elementu, a każdy kontekst opisuje swoje stosunki zależności. Kontekst przydaje zatem elementowi stosunki zależności, reszta pozostaje bez zmian.

Jeśli rozumowanie Macha realizuje ten schemat, od razu widać lukę. Otóż z tego, że dany element "przechodzi" z jednego języka do drugiego (raz świeci na zielono w języku optyki, kiedy indziej wygląda zielono w języku psychologii), nie wynika, że to ten sam element. Wynikanie trzeba by uzyskać, wypełniając tę lukę, a można się obawiać, że wypełniacz musiałby sięgać do pojęcia substancji, którego Mach chciał się pozbyć. Wynikanie to jest tymczasem nieodzowne, jeśli Mach ma utrzymać twierdzenia relatywizujące, te zaś są nieodzowne, jeśli ma utrzymać monizm neutralny, jeżeli więc to, co psychiczne, i to, co fizyczne, ma się różnić jedynie sposobem ujęcia. Bez tego wynikania postępowanie Macha obarczone jest ulubionym błędem filozofów - zakładaniem tego, co ma być udowodnione.

Uznajmy (niech nam to będzie poczytane za czyn szlachetny), że Mach zapewnił tożsamość elementowi wędrującemu od nauki do nauki. Żeby jednak ów transdziedzinowy element (zachowujący tożsamość w poprzek dziedzin, do których trafia) otrzymał swój kostium, musimy go powiązać czy uzależnić funkcjonalnie od czegoś, co już jest fizyczne lub psychiczne. Zobowiązanie to stawia nas jednak przed następującym trylematem (przed rozdrożem z trzema szlakami). (a) Albo owo coś, do czego odnosimy nasz element, zostało uprzednio odniesione (niekoniecznie uprzednio w sensie czasowym, lecz koniecznie w sensie logicznym) do czegoś innego, uzyskując status fizycznego lub psychicznego układu odniesienia. (b) Albo mianujemy w trybie postulatu owo coś fizycznym lub psychicznym układem odniesienia. (c) Albo etykietę fizycznego lub psychicznego układu odniesienia czerpiemy z metafizyki "prostego człowieka" (zaludnionej, przypomnijmy, ciałami i duszami). Na każdej z tych dróg wyrasta jednak przeszkoda: (a) grozi regresem w nieskończoność, każdy bowiem układ odniesienia wymaga uprzedniego, (b) naznacza nasze postępowanie piętnem arbitralności, (c) niweczy główną intencję Macha, by rozstać się z metafizyką oferującą "rzekome jedności"[24].

Sytuacja ta nasuwa podejrzenie, że nie da się mieć obu rzeczy - monizmu Macha i pluralizmu nauk. Trudno się więc dziwić, że filozofowie Koła Wiedeńskiego doszli do programu jedności nauki. Wynik ten sprawia wrażenie historycznego i logicznego produktu oddziałującej na Wiedeńczyków myśli Macha[25].

Sprawa, która nas zatrzymała, leży, rzec można, w interiorze monizmu Macha: gdy filozofia ta jest już gotowa, Mach wskazuje mechanizm transformujący homogeniczny świat jego elementów w dwie tradycyjne rodziny zjawisk, w materię i psychikę. Transformacja ta przeprowadza coś bezwzględnego w coś względnego, bo zależnego od "sposobu ujęcia". Mechanizm ten, okazało się, zgrzyta: albo musiałby działać zawsze, żeby zadziałać kiedyś; albo miałby startować wszędzie, czyli nigdzie; albo wymagałby mechanizmu, który miał zastąpić. Okazało się też, co gorsza, że to, co ma podlegać obróbce, zachowujący tożsamość element, Mach wprowadza bez podania racji, że więc sam monizm - w każdym razie, gdy występuje wśród twierdzeń relatywizujących - nie ma uzasadnienia.

To zaś jest niemożliwe, czegoś takiego nie wprowadza się bez uzasadnienia, choćby uzasadnienie polegało na oświadczeniu, że jest niepotrzebne. Spróbujmy więc poszukać w Analizie wrażeń uzasadnienia Machowskiego monizmu.

"Pewnego jasnego, letniego dnia na świeżym powietrzu świat wraz z moim Ja wydał mi się nagle powiązaną masą wrażeń, silniej jedynie złączoną w Ja" (s. 27, przyp. 23). Niejedyna to iluminacja w dziejach filozofii. Temu, kto powie, że iluminacja nie stanowi żadnego uzasadnienia, trzeba natychmiast przyznać rację. I natychmiast dodać: takie przeżycie to potężny impuls źródłowy, źródło energii myślowej, mobilizujące do szukania uzasadnień. Dzięki niemu myśliciel ma czego bronić, reszta to racjonalizacja, czyli poszukiwanie racji objawionego następstwa, postępowanie ogólnoludzkie, niezależne od źródła, z którego spływa na nas objawienie. Mach ulega rzecz jasna impulsowi i wytwarza uzasadnienia[26] - w dwóch odmianach: konstruktywne, przez wskazywanie racji przemawiających za monizmem, i destruktywne, przez wskazywanie słabości głównego konkurenta, czyli psychofizycznego dualizmu.

"Elementy [...] postrzegamy jako elementy świata" (s. 29) - oto znacząco inne sformułowanie monizmu, inne w stosunku do tego, które przedstawiłem wyżej pod nagłówkiem "ośrodek myśli Macha" (zob. s. XVII). Tamto zasługuje na miano przedmiotowego, mówi bowiem o pewnych przedmiotach, o elementach; to - na miano podmiotowego, mówi bowiem o postrzeżeniu przeżywanym przez podmiot, skądinąd zbiorowy ("postrzegamy"). A oto wielowątkowa opinia Macha o tym postrzeżeniu, zwanym przezeń poglądem. "Ten podstawowy pogląd można obecnie utrzymać we wszystkich dziedzinach doświadczenia; jest więc też poglądem, który odpowiada aktualnej całości wiedzy przy najmniejszym nakładzie kosztów, w sposób bardziej ekonomiczny niż inne" (s. 29). Mamy tu najpierw uznanie tego poglądu za prowizoryczny, który zawsze może ustąpić "przed lepszą koncepcją w razie kolejnego rozszerzenia obszaru doświadczenia" (tamże). Pogląd prowizoryczny - odnotujmy to - jest w szczególnym położeniu metodologicznym. Wyznawca nie musi go dowodzić, wystarczy, że go uprawdopodobni, to zaś oznacza, że nie możemy domagać się od niego dedukcji ze zdań pewnych do pewnych, wystarczy, że dostaniemy tu tytułem wsparcia (mówiąc w języku polskich logików, Łukasiewicza, Czeżowskiego) rozumowanie redukcyjne. W tym metapoglądzie Macha (w poglądzie o jego monizmie jako poglądzie) mamy z kolei zapewnienie, że monizm odpowiada "aktualnej całości wiedzy". Ważne to zapewnienie, którego nie potrafię jednak poddać analizie, choć chwytam jego ogólnikowy sens. Znaczy chyba coś takiego, że Mach nie znajduje w dostępnej sobie nauce zdania sprzecznego z monizmem, uznaje więc monizm za spójny z całością wiedzy naukowej. Przyznajmy mu to! Zauważmy też, że Mach mówi o aktualnej całości wiedzy, można więc wnosić, że w przypadku niezgodności miedzy monizmem a przyszłym stanem wiedzy, Mach odstąpi od monizmu. I mamy wreszcie dopełnienie tamtego zapewnienia, brzemienne, bo angażujące ważną doktrynę Macha[27] i wzmacniające zasadność monizmu: monizm jest "bardziej ekonomiczny" niż inne poglądy. I to przyznajmy Machowi! Zgódźmy się, że jest bardziej ekonomiczny od innych ontologii, przynajmniej w tym sensie, że ma uboższy słownik - poziom bazowy świata da się opisać ubogimi środkami, przez wyliczenie typów elementów.

Nietrudno o wielkoduszność, co dopiero, gdy jest pozorna. Choćby Mach bowiem miał rację tam, gdzie "wielkodusznie" przyznaliśmy mu ją, choćby jego metapogląd był prawdziwy, nie wynika z tego, że monizm jest prawdziwy. Mach może wprawdzie powiedzieć, że wynika. Widać jednak, że nie bez kosztów. Ustalmy najpierw, że metapogląd sprowadza się do oświadczenia, iż monizm jest uzasadniony, bo niesprzeczny z nauką, a bardziej ekonomiczny niż inne (rzeczywiste lub tylko wyobrażone) ontologie. Ustalenie to pozwala zauważyć, że metapogląd pociąga prawdziwość monizmu, lecz tylko wtedy, gdy utożsamiamy prawdziwość zdania z uznaniem go w sposób uzasadniony. Oto więc ten koszt: aby z tego, że monizm jest uzasadniony, otrzymać jego prawdziwość, trzeba założyć tak zwany antyrealizm, czyli owo utożsamienie.

Antyrealizm natomiast to stanowisko sporne, a w sporze z nim znajduje się realizm, utożsamiający prawdziwość zdania z wiernością wobec stanu rzeczy, o którym zdanie mówi[28]. Skoro zaś sporne jest ogniwo nieodzowne do uznania monizmu za prawdziwy, Mach nie może uznać, że jest uzasadnione - gdyby je bowiem za takie uznał, uznawałby tym samym za uzasadnione zdania, co do których nie ma zgody wśród równorzędnych uczestników sporu o nie[29]. Nie może więc powiedzieć, że ogniwo to jest prawdziwe. Nie może tego powiedzieć pod groźbą wewnętrznej sprzeczności, odstąpiwszy bowiem od utożsamienia prawdziwości z uzasadnieniem, odstąpiłby od tego, co pozwoliło wprowadzić jego ogniwo. Jeśli zaś nie może powiedzieć, że owo ogniwo jest prawdziwe, nie może powiedzieć, że z jego metapoglądu wynika prawdziwość monizmu. To właśnie było do okazania.

Przyjrzyjmy się jeszcze destruktywnej argumentacji na rzecz monizmu. Zmierza ona do skompromitowania najpoważniejszego konkurenta monizmu, dualistycznej metafizyki substancji materialnych i naszych Ja. Dostajemy diagnozę: "Fizjologicznie pozostajemy egoistami i materialistami, podobnie jak zawsze widzimy, że Słońce wstaje. Teoretycznie jednak ten pogląd jest nie do utrzymania" (s. 320), ale "ze względu na wysokie praktyczne znaczenie, nie tylko dla jednostki, ale dla całego rodzaju [ludzkiego], połączenia "Ja" i "ciała" obowiązują instynktownie i występują z żywiołową siłą" (s. 21). "Wysokie praktyczne znaczenie" to stabilizująca rola owych połączeń: "Ja jest dla mojego instynktownego poglądu czymś najważniejszym i najtrwalszym. "Bryła sztywna jest dla surowego, instynktownego poglądu także czymś trwałym" (s. 319). "To postępowanie [postrzeganie ciał jako trwałych, a naszych przeżyć jak osadzonych w Ja] może mieć znaczenie dla spokojnego, ekonomicznego ujęcia świata, ale z pewnością nie jest jedynym uzasadnionym zachowaniem" (s. 297), a ""materia" może być traktowana tylko jako nieświadomie tworzący się, bardzo naturalny symbol myślowy, oznaczający stosunkowo stabilny kompleks elementów zmysłowych" (s. 281).

Figura myślowa, która mi się narzuca w reakcji na Machowską diagnozę położenia, w którym znajduje się nasz "instynktowny pogląd", nasz fizjologiczny egoizm i materializm, przypomina te, którymi reagowałem na pozytywną argumentację Macha na rzecz monizmu: choćby diagnoza Macha była prawdziwa - a skłonny jestem, jako naturalista, uznać ją za prawdziwą - wcale z tego nie wynika, że zdiagnozowana metafizyka jest fałszywa. Wynikałoby, gdyby wbudować w argumentację Macha ogniwo o postaci: Rodowód stanowiska ma przełożenie na jego wartość logiczną. Ogniwo to pochodzi jednak z nieprawego łoża, bo z pomieszania porządku genezy z porządkiem racji.

Mach ma tu wprawdzie ruch. Diagnoza, którą przedstawiłem - może powiedzieć - niesie tylko sugestię, że uformowane bezrefleksyjnie stanowisko, służące przetrwaniu, należy, jak wiele podobnych, do zasobów mitologicznych ludzkości. Dowód natomiast przynosi moja argumentacja wskazująca, że słuszność leży po stronie stanowiska sprzecznego z "instynktownym poglądem" - po stronie jednolitej monistycznej budowli, pozwalającej pozbyć się "nieszczęsnego, mylącego dualizmu" (s. 282). Argumentacja ta pokazuje tym samym, że "teoretycznie ten pogląd jest nie do utrzymania" (s. 320).

Ta racjonalna obrona jest jednak nieskuteczna, jeśli trafne są moje uwagi o lukach w Machowskich uzasadnieniach monizmu.

Nauka a filozofia. Zapamiętaliśmy, że Mach broni się przed mianem filozofa (zob. s. XVI-XVII), a przecież wypowiada twierdzenia rasowo filozoficzne - najogólniejsze twierdzenia o tym, co stanowi fundament rzeczywistości, całej rzeczywistości. Gotów jest wprawdzie od nich odstąpić, jak przystało na empirystę, dziś jednak, gdy je głosi, traktuje je jako pewne. Wypowiada je więc jako konieczne i ogólne twierdzenia o naturze rzeczy, a jeśli takim twierdzeniom odmówimy miana filozofii, filozofia nie istnieje: nie jest filozofią idealizm Platona, nie jest nią dualizm Kartezjusza, nie jest monadologia Leibniza, nie jest subiektywizm Berkeleya, nie jest fenomenalizm Hume'a, nie jest atomizm logiczny Russella. Werdyktu tak ekscentrycznego nikt jednak nie przyjmie.

Co zatem powoduje Ernstem Machem, gdy dystansuje się od filozofii? Rysuje mi się następująca odpowiedź, jedyne zaś uzasadnienie, które potrafię jej przyporządkować, polega na wskazaniu, że odpowiedź ta pozwala odrzucić kokieterię, ignorancję i agresję, wywodzącą się z niechęci do fantazyjnej metafizyki, pozwala je odrzucić jako pobudki osobliwego postępowania myśliciela. Pobudki takie nie przystoją Machowi, więc je wykluczam.

Mach był pod presją dwóch wyobrażeń - tradycyjnego wyobrażenia o filozofii jako królowej nauk (dziś występującego reliktowo) oraz nowożytnego przeświadczenia o poznawczej wydajności i odpowiedzialności nauki. Kierował się też bliską empirystom zasadą wspólnej miary: filozofia rozporządza takimi i tylko takimi środkami dochodzenia do wiedzy, jakimi rozporządza nauka; innych nie ma. Filozofia i nauka stają ramię w ramię przed trybunałem rozumu.

I oto Mach widzi - to, co widzi czytelnik Analizy wrażeń - że w jego dziele, w jego myśli, w jego dorobku sąsiadują ze sobą dwa niewspółmierne jakościowo obszary. Występują tam hipotezy i teorie, opisy doświadczeń i eksperymentów, powoływane dla wsparcia lub odrzucenia teorii; panują tam rygory dotyczące zrozumiałości pojęć oraz sensu i wiarygodności zdań, rygory wyznaczające zakres obowiązywania twierdzeń i określające granice ich akceptacji. I występują tam powtarzane z emfazą oświadczenia, jakaś "ogólna teoria wszystkiego", coś niby proroctwo, niby wizja, czego broni się za pomocą argumentów (jak widzieliśmy) anemicznych, jakby dopadł obrońcę zanik krytycyzmu, który nie odstępował go na obszarze nauki.

Mach widzi, a może tylko przeczuwa tę niewspółmierność, przeżywa więc dotkliwą rozterkę, dysonans poznawczy. Oto te treści, na których mu tak zależy, które przynoszą porządkujący wszystko, wszystkie napięcia i konflikty, ostateczny obraz świata, te dystyngowane filozoficzne treści nie spełniają wymogów, które powinno spełniać wszystko, co człowiek podaje innym do wiadomości - wymogów nauki.

Mach widzi, a może tylko przeczuwa, że monizm to ostatecznie tylko zbiór oświadczeń, wyrażających jego pragnienia. W przeczuciu tym przenika Mach naturę filozofii, którą tak wybitnie wzbogacił. Filozofia bowiem to siedlisko myślenia życzeniowego. Ujawniają się tu wzniosłe i złowrogie, dorzeczne i niedorzeczne, wyrafinowane i prostackie pragnienia ludzkości.

[1] Pierwsze wydanie Analizy wrażeń nosi tytuł Beiträge zur Analyse der Empfindungen ("Przyczynki do analizy wrażeń"), Jena 1886; niniejsza edycja opiera się na ostatnim, dziewiątym wydaniu oryginału, Die Analyse der Empfindungen, Jena 1922.

[2] Zob. np. materiały z sympozjum poświęconego myśli Macha, zamieszczone w czasopiśmie "Synthese. An International Journal for Epistemology, Methodology and Philosophy of Science", 18 (1968).

[3] Potwierdza to Popper: "Mach zmarł jedenaście lat po ogłoszeniu przez Einsteina szczególnej teorii względności, a przez pierwsze osiem lat po jej ogłoszeniu był jeszcze bardzo czynny". K. Popper, Droga do wiedzy. Domysły i refutacje, przeł. A. Chmielewski, Warszawa 1999, s. 293, przyp. 46.

[4] Zob. A.K. Wróblewski, Historia fizyki, Warszawa 2009, s. 283-442.

[5] W. James, The Principles of Psychology, New York 1950, vol. 1, s. V-VI.

[6] Wyznanie Jamesa przytacza, nie podając źródła, B. Blanshard w książce Reason and Analysis, London 1962, s. 109.

[7] Mach poświęca pamięci Hume'a, Avenariusa i Schuppego Erkenntnis und Irrtum, zbiór rozpraw, jak mówi podtytuł, z psychologii badania, wydany po raz pierwszy w Lipsku w 1905 roku.

[8] Przytoczenia i odniesienia do Analizy wrażeń będę lokalizował, pisząc obok nich w nawiasie numer strony i numer przypisu, gdy w grę wchodzi przypis. Pozostałe cytaty i odniesienia zostaną objaśnione w zwykłych przypisach u dołu strony. Cytaty z dzieł obcojęzycznych, które nie mają polskich wydań, podaję we własnym przekładzie.

[9] B. Russell, An Outline of Philosophy, London 1927, s. 2.

[10] Tamże.

[11] Kotarbiński użył tego miana w przemówieniu wygłoszonym na jubileuszu K. Ajdukiewicza, w lutym 1962 r. Zob. T. Kotarbiński, Myśli o ludziach i ludzkich sprawach, Wrocław 1986, s. 253.

[12] Podaję te standardowe informacje, korzystając ze Stanford Encyclopedia of Philosophy (stamtąd też pochodzi wypowiedź ujęta w cudzysłów). Encyklopedią tą posłużę się również, by przedstawić główne zdarzenia z biografii Ernsta Macha. Zob. www.plato.stanford.edu/entries/ernst-mach. Biografię Macha przedstawiają różne opracowania - lapidarnie hasła w różnych encyklopediach filozoficznych, obszernie J. Blackmore w książce Ernst Mach - His Life, Work and Influence, Berkeley 1972.

[13] Wydawca angielskiego przekładu Erkenntnis und Irrtum (Knowledge and Error. Sketches on the Psychology of Inquiry, Dordrecht-Boston 1976) dołączył bibliografię prac cytowanych w tej książce przez Macha. Jest ich około sześciuset, a nie są to po prostu pozycje z księgozbioru erudyty, lecz prace rzeczywiście wykorzystane przez autora w procesie dochodzenia do oryginalnych wyników. Książka ta przynosi również staranną bibliografię, informującą o oryginalnych wydaniach prac Macha, o przekładach jego książek i artykułów na angielski oraz bibliografię prac na temat Macha.

[14] Stanford Encyclopedia of Philosophy.

[15] Sytuacja przywodzi na myśl znane porzekadło o szewcu, co bez butów chodzi. Mach głosił bowiem zasadę ekonomii myśli, wedle której w nauce dąży się do możliwie adekwatnego opisu rzeczywistości możliwie prostymi, czyli ubogimi środkami.

[16] Przypis do tego oświadczenia odsyła do przedmowy do Erkenntnis und Irrtum, gdzie czytamy: "Nie będąc w najmniejszym stopniu filozofem i wcale nie ubiegając się o to miano, uczony ma silną potrzebę zrozumienia czynności, za pomocą których osiąga i poszerza swoją wiedzę". E. Mach, Knowledge and Error, s. XXXI.

[17] Jeśli chodzi o instrumentalizm, Popper wykazał, że "filozofia fizyki, którą wykładał przez wiele lat Mach w przekonaniu, że jest ona czymś nowym i rewolucyjnym", zaskakująco przypomina "koncepcję Berkeleya z zakresu filozofii nauki". K. Popper, Droga do wiedzy. Domysły i refutacje, s. 292, 283. Zob. w całości rozprawę Uwagi o Berkeleyu jako prekursorze Macha i Einsteina, tamże, s. 282-298.

[18] Russell mówi o podziwie, którym darzy dwóch myślicieli, Poincarégo i Macha, a tego ostatniego uznaje za skrajnego empirystę, zatem za filozofa. Zob. B. Russell, Nasza wiedza o świecie zewnętrznym, przeł. T. Baszniak, Warszawa 2000, s. 135.

[19] Mach nie nazywa swojego poglądu ontologią. Mówi bezpretensjonalnie, choć też zagadkowo, o podstawowym poglądzie. (Cała tajemnica w pozornie niewinnym "podstawowym".) Sięgam do "ontologii" dla wygody i bez obawy o nieporozumienie. Ontologia bowiem, w moim użyciu, to wykładany tu pogląd podstawowy Macha i poglądy tego rodzaju.

[20] L. Wittgenstein używa tego zwrotu w zbiorze rozważań O pewności, przeł. B. Chwedeńczuk, Warszawa 2001, s. 86: "Zawsze, gdy się coś wie, wie się z łaski natury".

[21] Pomysł, by skorzystać w opisie ontologii Macha z kluczowej pary pojęć w filozofii Marksa (baza-nadbudowa), wydał mi się pociągający, bo merytorycznie trafny i zarazem wiążący Macha z marksizmem, a raczej nawiązujący do tego historycznego związku, do estymy, którą darzyli go pewni rosyjscy marksiści, i furii, z którą go zwalczał inny rosyjski marksista - Włodzimierz Iljicz Lenin (zob. W.I. Lenin, Dzieła, t. 14, Materializm a empiriokrytycyzm. Krytyczne uwagi o pewnej reakcyjnej filozofii, przekład anonimowy, Warszawa 1949).

[22] Krytycy, a było ich niemało, odmawiali rzecz jasna słuszności stanowisku Macha. Warto polecić skrótowe omówienie krytyk filozofii Macha w książce L. Kołakowskiego Filozofia pozytywistyczna. Od Hume'a do Koła Wiedeńskiego, Warszawa 2009, s. 126 - 141.

[23] W tekście, który nastąpi, będę na gorąco komentował twierdzenia i argumenty Macha oraz zgłaszał do nich zastrzeżenia, sposobem imitującym żywą debatę z myślicielem. Nie stosuję więc rygoru: osobno relacja, osobno reakcja.

[24] Trylemat ten przypomina argumentację sceptyka przeciwko możliwości wiedzy. Źródłem tej analogii nie mogę się tu zająć.

[25] R.S. Cohen w interesującym artykule Ernst Mach: Physics, Perception and the Philosophy of Science przypisuje Machowi tezę o jedności nauki - zob. "Synthese", 18 (1968), A Symposium on Ernst Mach, s. 132-170, szczególnie s. 151-156. Jeśli chodzi o program jedności nauki Koła Wiedeńskiego, zob. O. Neurath i in., Encyclopedia of Unified Science, Chicago 1938.

[26] Monizm ma więc przyczynę sprawczą, ma jednak też celową. Mach żywił mianowicie nadzieję, że monistyczny obraz świata wybawi nas od problemów pozornych, jak spór o istnienie świata zewnętrznego czy relację między ciałem a duszą. Płonna nadzieja, spory te trwają bowiem w najlepsze, toczone dziś w nowoczesnych dekoracjach.

[27] Mach uważał, że całą naukę przenika zasada ekonomii - ekonomią kieruje się język nauki, podporządkowuje się jej aparat pojęciowy nauki, a prawa nauki, rejestrujące stałe powiązania zjawisk, to ekonomiczne opisy doświadczeń (instrumentalizm). Zob. E. Mach, Odczyty popularno-naukowe, przeł. S. Kramsztyk, Łódź 1899, w szczególności odczyt 1. Charakter ekonomiczny badań naukowych. Zob. też uwagi krytyczne o Machowskiej zasadzie ekonomii w H. Reichenbacha Experience and Prediction, Chicago 1938, s. 376.

[28] Niech mi wymagający krytyk nie zarzuca, że formułuję metaforycznie tezę realizmu, w terminach wierności zdania wobec stanu rzeczy. Można to zrobić lepiej (czy lepiej?), sięgając np. do Tarskiego pojęcia prawdy, sformułowanie z użyciem metafory wydaje się tu jednak wystarczające. Czy Arystoteles, a za nim Tarski, nie odwoływali się do czegoś takiego?

[29] Macha epistemologia i filozofia nauki pozostaje tu poza obszarem mojej uwagi. Poprzestaję na stwierdzeniu, że Mach był pionierem epistemologii ewolucyjnej, że odrzucał dychotomię analityczne-syntetyczne (zob. np. s. 310-311), że głosił instrumentalizm z pozycji uczonego, nie zaś "znawcy" nauki. W kontekście, który nas w tej chwili obchodzi, warto zauważyć, że Mach uzależniał wiarygodność zdań od tego, że są kolektywnie stwierdzalne (zob. s. 307-308).

I. Antymetafizyczne uwagi wstępne

1

Następstwem wielkich sukcesów badań fizycznych w ubiegłych stuleciach - nie tylko w samej fizyce, ale też w naukach przez nią wspomaganych - jest wszechobecność metod i koncepcji fizycznych oraz ogromne oczekiwania związane z ich wykorzystaniem. Dlatego też i fizjologia zmysłów przybrała prawie całkowicie fizyczny charakter, stopniowo porzucając metodę badania wrażeń samych w sobie, stosowaną między innymi przez takich badaczy jak Goethe i Schopenhauer, ale z największym powodzeniem przez Johannesa Müllera. Ten zwrot musi się nam wydać nie do końca właściwy, gdy zauważymy, że fizyka mimo jej znacznego rozwoju jest jednak tylko cząstką większego ogółu wiedzy, a tej materii nie może wyczerpać przy użyciu jednostronnych intelektualnych środków stworzonych do [realizacji] jej jednostronnych celów. Fizjologia zmysłów, nie rezygnując ze wsparcia fizyki, może nie tylko kontynuować swój własny rozwój, ale także służyć znaczną pomocą samej fizyce. Przedstawione dalej proste rozważania mogą przynieść objaśnienie tej zależności.

2

Barwy, dźwięki, ciepło, nacisk, przestrzeń, czas itd. wiążą się wzajemnie w różnorodny sposób; łączą się też z nimi nastroje, uczucia i wola. Z tego splotu wyłania się to, co jest stosunkowo trwalsze i bardziej stałe; zapada w pamięć i wyraża się w języku. Stosunkowo trwalsze okazują się przede wszystkim przestrzennie i czasowo (funkcjonalnie) powiązane kompleksy barw, dźwięków, nacisków itd., którym nadaje się dlatego poszczególne nazwy i określa się jako ciała. Takie kompleksy nie są jednak bezwzględnie trwałe.

Mój stół jest raz oświetlony jaśniej, raz ciemniej; może być cieplejszy i chłodniejszy. Może być poplamiony atramentem. Noga może się złamać. Może zostać naprawiony, wypolerowany; jego części mogą być po kolei wymienione. Pozostaje dla mnie jednak stołem, przy którym codziennie piszę.

Mój przyjaciel może założyć inną marynarkę. Jego twarz może być poważna i wesoła. Barwa jego twarzy może się zmienić pod wpływem światła lub emocji. Jego sylwetka może ulec zmianie w ruchu lub w sposób trwały. Suma tego, co jest trwałe, pozostaje jednak mimo stopniowych zmian zawsze tak wielka, że schodzą one na dalszy plan. Jest to ten sam przyjaciel, z którym codziennie chodzę na spacer.

Moja marynarka może mieć plamę lub dziurę. Innymi słowy, chodzi o sumę tego, co trwałe, do której dodaje się to, co nowe, i od której później odejmuje się to, czego brak.

Przewaga tego, co trwałe i ważne dla mnie, nad tym, co zmienne, prowadzi do na poły instynktownej, na poły umyślnej i świadomej ekonomii wyobrażania i oznaczania, która wyraża się w zwyczajnym myśleniu i mówieniu. To, co jest jednocześnie przedstawiane, otrzymuje jedno określenie, jedną nazwę.

Względnie trwały okazuje się nadto powiązany ze szczególnym ciałem (organizmem [Leib]) kompleks wspomnień, nastrojów, uczuć, który jest określany jako Ja. Mogę się zajmować tą lub ową sprawą, być spokojny i wesoły bądź rozgniewany i poirytowany. Pozostaje jednak (wyjąwszy przypadki patologiczne) wystarczająco wiele tego, co trwałe, aby rozpoznać Ja jako to samo Ja. Wszelako Ja cechuje się tylko względną trwałością. Pozorna trwałość Ja polega przede wszystkim tylko na ciągłości, na powolnej zmianie. Podstawę Ja stanowi wiele wczorajszych myśli i planów, które dziś są kontynuowane, o których środowisko ciągle przypomina na jawie (dlatego też Ja może być we śnie bardzo niewyraźne, podwojone lub w ogóle zanikać); drobne nawyki, które się nieświadomie i mimowolnie utrzymują przez dłuższy czas. Nie mogłoby zgoła być większych różnic między Ja różnych ludzi niż między Ja jednego człowieka z upływem lat. Wspominając dziś swoją wczesną młodość, musiałbym uważać owego chłopca za kogoś innego (z nielicznymi wyjątkami), gdyby nie łączący [mnie] z nim łańcuch wspomnień. Nawet niektóre prace, które sam napisałem przed dwudziestu laty, budzą we mnie poczucie najwyższej obcości. Bardzo stopniowa zmiana organizmu przyczynia się wprawdzie do trwałości Ja, ale w znacznie mniejszym stopniu, niż się sądzi. Kwestie te analizowano i brano pod uwagę o wiele rzadziej niż problem Ja intelektualnego i Ja moralnego. Człowiek osobiście siebie samego zna bardzo słabo[1]. Pisząc te słowa (1886), nie znałem jeszcze pięknej książki Ribota Les maladies de la personnalité, w której podkreśla on wagę poczucia wspólnoty dla konstytucji Ja. Jego poglądom mogę tylko przyklasnąć[2].

Ja jest równie mało bezwzględnie trwałe jak ciało. W życiu w ogromnej mierze przejawia się już to, czego obawiamy się tak bardzo w śmierci: zniszczenie trwałości. To, co jest dla nas najwartościowsze, trwa w niezliczonych kopiach lub zostaje samo utrzymane tylko na zasadzie szczególnego wyjątku od reguły. Najlepsi ludzie mają jednak indywidualne cechy, których ani oni sami, ani inni wcale nie muszą opłakiwać. Ba, śmierć jako wyzwolenie z indywidualności może bywać czasem nawet przyjemną myślą. Takie rozważania oczywiście nie ułatwiają fizjologicznej śmierci.

Skoro wraz z wytworzeniem pojęć substancjalnych "ciało" i "Ja" (materia i dusza) dokona się wstępna orientacja, to wola domaga się dokładniejszego rozważenia zmian w tym, co jest względnie trwałe. Wolę[3] porusza właśnie to, co zmienne w ciałach i w Ja. Składniki kompleksów manifestują się najpierw jako własności. Owoc jest słodki, może być jednak i gorzki. Także inne owoce mogą być słodkie. Poszukiwana czerwona barwa występuje w wielu ciałach. Bliskość pewnych ciał jest przyjemna, a innych - nieprzyjemna. Tak więc różne kompleksy wydają się złożone ze wspólnych składników. Z ciał wyodrębnia się to, co jest widzialne, słyszalne, dotykalne. To, co widzialne, rozkłada się na barwę i kształt. W różnorodności barw występuje znowu ograniczona liczba pewnych składników, barwy podstawowe itd. Kompleksy rozpadają się na elementy [4], tj. na ostateczne składniki, których dotychczas nie zdołaliśmy jeszcze bardziej rozłożyć. Niech natura tych elementów pozostanie teraz na marginesie; może ona zostać dalej wyjaśniona przez przyszłe badania. Nie musi nam tutaj przeszkadzać fakt, że badaczom przyrody łatwiej zajmować się relacjami relacji, a nie bezpośrednimi związkami tych elementów.

3

Celowy nawyk oznaczania jedną nazwą tego, co trwałe, i łączenia składników w jednej myśli bez każdorazowej analizy, może popaść w swoistą sprzeczność z pragnieniem wyodrębniania [owych] składników. Niejasny obraz tego, co trwałe, co się nie zmienia wyraźnie po usunięciu tego lub owego składnika, wydaje się czymś samym w sobie. Ponieważ można odjąć poszczególne składniki, a obraz ów będzie nadal reprezentował całość i pozostanie rozpoznawalny, mniema się, że można usunąć je wszystkie i coś jeszcze zostanie. Tak w naturalny sposób powstaje filozoficzna idea - początkowo imponująca, a później uznana za horrendalną - pewnej (niepoznawalnej, różnej od swoich "zjawisk") rzeczy samej w sobie[5].

Rzecz, ciało, materia nie jest niczym innym jak związkiem elementów, barw, dźwięków itd., odrębnym od tak zwanych atrybutów. Rzekomy, a mieniący się tysiącem odcieni, filozoficzny problem jednej rzeczy z wieloma atrybutami powstaje przez zapoznanie okoliczności, że przejrzyste łączenie i staranne rozłączanie, choć chwilowo zasadne i przydatne do różnych celów, nie może nastąpić jednocześnie. Ciało jest jedno i niezmienne, dopóki nie musimy zwrócić uwagi na szczegóły. Tak więc Ziemia lub kula bilardowa jest kulą, dopóki chcemy pomijać wszelkie odchylenia od kulistego kształtu i niepotrzebna jest większa dokładność. Gdybyśmy jednak byli zmuszeni zająć się orografią lub mikroskopią, wówczas oba ciała przestają być kulami.

4

Człowiek ma wyjątkową zdolność świadomego i umyślnego określania swojego punktu widzenia. Może pomijać dowolne szczegóły i wnet ponownie skupiać się na największych drobiazgach - a to rozważać przepływ stacjonarny w oderwaniu od treści (ciepła, elektryczności lub cieczy), a to szacować szerokość linii Fraunhofera w widmie [optycznym]; może według widzimisię wzbijać się do najogólniejszych abstrakcji lub zagłębiać się w najdrobniejsze niuanse. Zwierzę ma tę zdolność w ograniczonym stopniu. Nie wybiera samodzielnie punktu widzenia; jest on przeważnie pochodną doznań. Niemowlę, które nie rozpoznaje ojca w kapeluszu, pies, który traci orientację przez nową marynarkę swojego pana, podlegają konfliktowi punktów widzenia. Któż nie był w podobnym położeniu? Nawet filozofujący człowiek może co jakiś czas paść jego ofiarą, o czym świadczy wspomniany [wcześniej] dziwaczny problem. Szczególne okoliczności, jak się zdaje, przemawiają na rzecz autentyczności (Berechtigung) przywoływanego problemu. Barwy, dźwięki, zapachy ciał są przemijające. To, co dotykalne, pozostaje jako trwalsze, nieznikające łatwo jądro, wydając się nośnikiem związanych z nim bardziej krótkotrwałych własności. Nawyk wiąże myśl z takim jądrem, nawet kiedy zaczniemy zauważać, że widzenie, słyszenie, czucie zapachów i dotykanie są sobie bardzo pokrewne. Dochodzi do tego fakt, że w rezultacie wyjątkowego rozwoju fizyki mechanicznej temu, co przestrzenne i czasowe, przypisujemy pewnego rodzaju wyższą realność od barw, dźwięków i zapachów. A więc czasowy i przestrzenny węzeł barw, dźwięków, zapachów wydaje się realniejszy niż one same. Fizjologia zmysłów wyjaśnia jednak, że przestrzenie i czasy można równie dobrze nazywać wrażeniami, jak barwy i dźwięki. O tym później.

5

Również Ja, a także stosunek ciała do Ja, daje okazję do występowania analogicznych problemów pozornych, których istota zostanie dalej krótko scharakteryzowana. Wspomniane wcześniej elementy będziemy oznaczać literami ABC... KLM... ???... Kompleksy barw, dźwięków itp., które zwykle nazywa się ciałami, oznaczamy dla jasności literami ABC...; kompleks, zwany naszym organizmem (Leib), który dzięki swoim szczególnym cechom jest swoistą częścią tych pierwszych, nazywamy KLM...; kompleks woli, obrazów pamięciowych itd. oznaczamy literami ?, ?, ?... Kompleks ???... KLM... zwykle przeciwstawia się jako Ja kompleksowi ABC... jako światu cielesnemu; niekiedy także ???... łączy się jako Ja w odróżnieniu od [kompleksu] KLM... ABC... jako świata cielesnego. ABC... wydaje się przede wszystkim niezależny od Ja i autonomiczny wobec niego. Ta niezależność jest tylko względna i przy bliższych oględzinach zanika. W kompleksie ???... może się wszakże wiele zmienić bez większych zauważalnych zmian w ABC... - i na odwrót. Wiele zmian w ???... przechodzi jednak poprzez zmiany w KLM... do ABC... i na odwrót. (Kiedy np. żywe wyobrażenia[6] inicjują działania lub otoczenie wywołuje widoczne zmiany w naszym organizmie). Wówczas kompleks KLM... wydaje się silniej powiązany z kompleksem ???..., a także z ABC... niż dwa ostatnie ze sobą. Te zależności znajdują wyraz w zwykłym myśleniu i mowie.

Okazuje się jednak, dokładniej rzecz ujmując, że ABC... jest zawsze współdeterminowany przez KLM... Kostka jest z bliska duża, a z daleka - mała; prawym okiem widać ją inaczej niż lewym, niekiedy się podwaja, a przy zamkniętych oczach jest w ogóle niewidoczna. Własności jednego i tego samego ciała wydają się zmodyfikowane przez nasz organizm; wydają się przez niego uwarunkowane. Gdzie jest więc to samo ciało, które wygląda tak różnie? Wszystko, co można powiedzieć, to to, że różne kompleksy ABC... łączą się z różnymi KLM...[7]

Potoczny sposób myślenia i mówienia przeciwstawia zwykle pozór rzeczywistości. Widzimy, że ołówek, który trzymamy przed sobą w powietrzu, jest prosty; gdy tylko zanurzymy go ukośnie w wodzie, zobaczymy ołówek zgięty. W ostatnim przypadku mówimy: ołówek wydaje się zgięty, ale w rzeczywistości jest prosty. Co uprawnia nas jednak, żeby jeden fakt w przeciwieństwie do drugiego określać jako rzeczywistość, a drugi spychać do rzędu pozorów? W obydwu przypadkach zachodzą fakty, które przedstawiają różnie uwarunkowane, różnorodne kombinacje elementów. Zanurzony ołówek ze względu na otoczenie jest optycznie zgięty, ale haptycznie i metrycznie prosty. Obraz w zwierciadle wklęsłym lub płaskim jest tylko widoczny, podczas gdy w innych (zwykłych) okolicznościach widocznemu obrazowi odpowiada też dotykalne ciało. Jasna powierzchnia obok ciemnej jest jaśniejsza niż obok jaśniejszej. Nasze oczekiwanie zostaje oczywiście zawiedzione, gdy mylimy różne przypadki powiązania, nie zwracając wystarczającej uwagi na warunki - gdy popełniamy naturalny błąd, w niezwykłych przypadkach oczekując jednak czegoś zwykłego. Fakty nie są temu winne. Mówienie o pozorze w takich przypadkach ma tylko praktyczny, ale bynajmniej nie naukowy sens.

Podobnie żadnego naukowego sensu nie ma często stawiane pytanie, czy świat jest rzeczywisty, czy też jest tylko widziadłem sennym. Także najdziwniejszy sen jest faktem, równie dobrym jak każdy inny. Gdyby nasze sny były bardziej regularne, spójne, stabilne, byłyby też dla nas w praktyce ważniejsze. Na jawie powiązania elementów są bogatsze niż w snach. Sny rozpoznajemy jako takie. W wypadku odwrotnego procesu zawęża się psychiczne pole widzenia; prawie całkowicie brakuje przeciwieństwa. Kiedy nie ma przeciwieństwa, to rozróżnienie między snem a jawą, pozorem a rzeczywistością jest całkowicie zbędne i bezużyteczne.

Potoczna idea przeciwieństwa pozoru i rzeczywistości pobudzała silnie także myśl naukowo-filozoficzną. Widać to np. u Platona w błyskotliwej i poetyckiej fikcji jaskini, w której odwróceni plecami do ognia obserwujemy tylko cienie tego, co się dzieje (Państwo, VII, 1). Ponieważ idea ta nie została jednak przemyślana do końca, miała ona niedobry wpływ na nasz światopogląd. Świat, którego jesteśmy przecież tylko cząstką, został od nas zupełnie oddzielony i odsunięty w nieprzeniknioną dal. Tak też i niejeden młodzieniec, który po raz pierwszy usłyszy o załamaniu promieni astronomicznych, sądzi, że cała astronomia staje pod znakiem zapytania, podczas gdy wszystko znowu wróci do porządku dzięki prostej do przeprowadzenia i nieznacznej poprawce.

6

Widzimy ciało z ostrzem S. Gdy dotykamy ostrza S, aby uzyskać powiązanie z naszym organizmem, doznajemy ukłucia. Możemy zobaczyć S, nie czując ukłucia. Skoro jednak poczujemy ukłucie, znajdziemy S na skórze. Widzialny punkt jest więc trwającym jądrem, do którego w pewnych okolicznościach dołącza się ukłucie jako coś przypadkowego. Wobec częstości podobnych zdarzeń przyzwyczajamy się wreszcie, żeby uznawać wszystkie własności ciał za "oddziaływania" wychodzące z trwających jąder i docierające do Ja za pośrednictwem organizmu - "oddziaływania", które zwiemy wrażeniami. Tym samym jądra te tracą całą swoją treść zmysłową i stają się gołymi symbolami myślowymi. Jest więc prawdą, że świat składa się tylko z naszych wrażeń. Znamy jednak wtedy tylko wrażenia, a założenie ich jąder, a także ich wzajemnego oddziaływania, z którego powstawałyby dopiero wrażenia, okazuje się całkowicie zbędne i zbyteczne. Taki pogląd może zadowalać jedynie połowiczny realizm lub połowiczny krytycyzm.

7

Zwykle kompleks ???... KLM... przeciwstawia się jako Ja kompleksowi ABC... Tylko te elementy ABC..., które silniej modyfikują ???..., takie jak ukłucie, ból, łączą się bezpośrednio z Ja. Później okazuje się, dzięki uwagom w rodzaju właśnie tu przytoczonych, że bynajmniej nie tracimy prawa zaliczania ABC... do Ja. Dlatego też można Ja tak rozszerzać, aby w końcu objęło cały świat[8]. Ja nie jest ostro odgraniczone, granica jest stosunkowo niewyraźna i można ją do woli przesuwać. Tylko wtedy gdy nie zauważa się tego faktu i nieświadomie coraz węziej, a jednocześnie też szerzej zakreśla te granice, w wyniku konfliktu punktów widzenia powstają trudności metafizyczne.

Skoro tylko dostrzeżemy, że rzekome jedności - "ciało" i "Ja" - są tylko namiastkami [służącymi] do tymczasowej orientacji i do określonych celów praktycznych (pochwycenia ciała, uchronienia się przed bólem itd.), będziemy musieli zrezygnować z wielu dalej idących badań naukowych jako niewystarczających i nietrafnych. Zanika więc przeciwieństwo między Ja a światem, wrażeniem lub zjawiskiem a rzeczą i chodzi jedynie o kombinację elementów ???... ABC... KLM...., dla której właśnie to przeciwieństwo było tylko częściowo trafnym i niedoskonałym wyrazem. Kombinacja ta nie jest niczym więcej niż powiązaniem elementów z innymi podobnymi elementami (czasem i przestrzenią). Nauka ma ją po prostu przede wszystkim uznać i się na nią orientować, zamiast chcieć od razu wyjaśniać jej istnienie.

Z pozoru kompleks ???... wydaje się złożony z wielu bardziej krótkotrwałych elementów niż ABC... i KLM..., w ostatnim zaś elementy wydają się stabilniejsze i powiązane w trwalszy sposób (ze stałymi jądrami). Chociaż przy bliższych oględzinach elementy wszystkich kompleksów okazują się tego samego rodzaju, to jednak mimo znajomości [tego faktu] wkrada się stare wyobrażenie przeciwieństwa ciała i ducha. Spirytualista odczuwa zwykle trudność nadania koniecznej trwałości światu cielesnemu stworzonemu przez duszę, a materialiście jest wyjątkowo nieswojo, gdy ma ożywiać świat cielesny wrażeniem. Rozwinięty w refleksji monistyczny punkt widzenia łatwo znowu przyćmiewają starsze i silniejsze wyobrażenia instynktowne.

8