Analityk - Paweł Dawid

Kup ebooka

48.46 zł
40.22 zł (41,19 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział V

Następnego dnia z samego rana George wsiadł do samochodu i udał się do siedziby Future Drugs. O godzinie 6:00 ruch na ulicach nie był jeszcze bardzo duży. Zaraz po opuszczeniu granic miasta zatrzymał się na stacji benzynowej, żeby uzupełnić paliwo oraz kupić kawę z mlekiem. Pozostało jedynie osiem dni na ukończenie raportu z działalności Tetrylogic. Podejrzane transakcje zostały już zidentyfikowane, należało tylko je przeanalizować i upewnić się, czy stanowią poważne nieprawidłowości. Trop do wyjaśnienia tych zagadkowych operacji prowadził do malutkiej firmy oddalonej znacznie od miasta. George miał tylko nadzieję, że tym razem wszystko przebiegnie spokojnie, otrzyma rzetelne wytłumaczenie i nikt nie będzie do niego mierzył z pistoletu. Dzięki mikrogłośnikowi czuł w pewnym sensie obecność Goldberga, którego doświadczenie i wiedza mogły okazać się przydatne w różnych okolicznościach. Przypomniał sobie opowieści Stephany i Kevina o łowcach i pomyślał, że ciekawie byłoby któregoś poznać osobiście. Nieustannie chodził mu również po głowie Patrick i przypomniał sobie, że postanowił go w najbliższym czasie odwiedzić, jako że przez wyjątkowy zbieg okoliczności znał jego adres. Gdy tak rozmyślał podczas jazdy, drogę szybkiego ruchu zastąpiła jezdnia z podziurawioną nawierzchnią, więc zwolnił, aby nie zniszczyć nowego samochodu. Przypomniał sobie, jak dziesięć lat wcześniej jechali z Mary i malutką, dwuletnią wtedy Charlotte na wakacje. Droga była podobnej jakości i denerwował się, że córeczka co chwilę się wybudzała po najechaniu na dziurę w nawierzchni. Spędzili wtedy bardzo miło czas, rozmawiając o sobie, swoich planach i wspominając dotychczasowe wspólne życie. George opowiadał wtedy Mary o swojej pasji do karate, którą pielęgnował przez cały okres studiów. Żona z kolei mówiła o bieganiu długodystansowym. Wspominała pewne zawody w biegu na dziesięć kilometrów, podczas których na ostatnim kilometrze poczuła nagły ból kostki. Zignorowała jednak dyskomfort i dotarła do mety jako pierwsza, z grymasem bólu na twarzy, ale także z ogromną satysfakcją i radością.

Wspomnienia George'a zostały nagle zakłócone przez dźwięk systemu nawigacyjnego, który oznajmił, że do celu pozostał jeden kilometr. Mężczyzna nerwowo zmarszczył brwi, poprawił pas, przylegający ściśle do ciała, i delikatnie przyspieszył. Odczuwał stres, ponieważ nie wiedział, czego może się spodziewać po tym spotkaniu. Po niecałej minucie był już na miejscu. Siedziba Future Drugs wyglądała niczym barak w środku pola. W zasięgu wzroku znajdowało się tylko kilka domów mieszkalnych. Na kilkumiejscowym parkingu stały zaparkowane trzy samochody, które zdecydowanie nie pasowały do wyglądu rozpadającego się betonowego budynku. Nawet limuzyna George'a wyglądała przy nich jak samochód poprzedniej generacji. Miały sportowe kształty, a dwa z nich mężczyzna widział tylko na filmach.

- Co widzisz? - zabrzmiał głos wydobywający się z lewego ucha.

- Starą, rozpadającą się ruinę, która kiedyś chyba byłą stodołą - powiedział George. - Na błotnistym parkingu stoją trzy supersamochody, a drzwi wejściowych pilnuje ogromny facet w bluzie z kapturem i z kaburą przy pasie. Stephen, nie wygląda to dobrze, przecież mnie tutaj zabiją.

- George, postępuj zgodnie z procedurą. Jeśli wyczujesz jakiekolwiek zagrożenie, wyjdź z budynku i wracaj do firmy, a wtedy jutro pojawi się tutaj łowca i zabawa się skończy - dodał Goldberg.

- O czym ty mówisz? - udał zaskoczenie George.

- Analitycy są w naszej firmie osobami bardzo cennymi, dzięki swoim cechom, umiejętnościom i doświadczeniu. Korporacja zatrudnia jednak również tak zwanych łowców, którzy są nieprawdopodobnie skuteczni w realizacji zadań specjalnych. To absolutni eksperci, działający bezkompromisowo i nastawieni wyłącznie na wykonanie powierzonego im zadania - wyjaśnił Stephen.

George zaparkował w odległości dwóch metrów od czerwonego sportowego samochodu i skierował się w stronę drzwi wejściowych.

- Słucham pana! - zawołał duży, zakapturzony mężczyzna, kładąc prawą dłoń na czarnej kaburze.

- Nazywam się George Brown, jestem z firmy Skytoday Corporation. Chciałbym porozmawiać o transakcjach państwa firmy - powiedział analityk, stając w odległości około trzech metrów od niebezpiecznego faceta.

Ochroniarz wyciągnął z kieszeni krótkofalówkę.

- Szefie, przyszedł jakiś facet i chce rozmawiać o jakichś transakcjach - powiedział.

Po chwili drzwi się otworzyły i oczom George'a ukazał się niski mężczyzna z siwą brodą, tatuażem na szyi i w okularach przeciwsłonecznych. Karl Bruno we własnej osobie.

- W czym mogę panu pomóc? Co pana do nas sprowadza? - zapytał Bruno.

- Nazywam się George Brown i reprezentuję Skytoday Corporation. Pracuję obecnie nad audytem w firmie Tetrylogic i chciałbym wyjaśnić kwestię kilku transakcji z czerwca. Dotyczyły one zakupienia przez państwa firmę dużej liczby zwykłych, tanich produktów za bardzo wysoką cenę od Tetrylogic. Będę wdzięczny za informację o szczegółach tych operacji, ponieważ jest to dla mnie niezbędne do zakończenia audytu.

Bruno pomyślał chwilę, uśmiechnął się półgębkiem, po czym wskazał dłonią na otwarte drzwi.

- Zapraszam za mną do środka - powiedział.

George przełknął ślinę, ominął ostrożnie człowieka z czarną kaburą i wszedł do pomieszczenia za Karlem Bruno. Szli długim, wąskim korytarzem. Na ścianach i suficie można było zauważyć odpadającą dużymi płatami farbę. Na końcu korytarza znajdował się niewielki magazyn, w którym znajdowały się otwarte kartony z fiolkami wypełnionymi jakimiś cieczami. George zauważył też szczura przebiegającego między kartonami i ukrywającego się za jednym z regałów.

- Panie Brown - odezwał się Bruno - w normalnych okolicznościach nie wpuściłbym pana do środka, nie mam takiego obowiązku. Zostałem jednak oszukany przez Tetrylogic na potężne pieniądze i skorzystam z każdej okazji, żeby się zemścić. Umówiłem się z tym podstępnym blondynem na dostawę trzech ton rzadkich sterydów anabolicznych, które bardzo trudno kupić na rynku. Zapłaciłem z góry ogromne pieniądze, które miały mi się zwrócić z potężną nawiązką w ciągu kilku miesięcy. Ten cholerny blondyn wysłał mi trzy tony, tylko że jakiegoś niskiej jakości specyfiku, który mogę co najwyżej sprzedać lokalnej siłowni. Na wszystkich dokumentach dotyczących tych transakcji widnieją nazwy produktów typu woda utleniona czy sól fizjologiczna. Nie opłaca mi się nawet złożyć reklamacji. Dzwoniłem do tego oszusta i powiedział, że przesłał właściwą partię sterydów i że jeśli mi się nie podoba, to mój problem. Proszę zabrać fiolkę, zrobić badanie składu chemicznego. Ten specyfik dostałem od Tetrylogic, na co mam dowody. Nie jest to jednak sól fizjologiczna ani woda utleniona, co stanowi niezgodność zamówienia z dostawą. Chcę odzyskać swoje pieniądze. Jeśli będę mógł jeszcze jakoś pomóc w pogrążeniu tych złodziei, to jestem do dyspozycji - powiedział Bruno, wymieniając się z George'em wizytówkami.

George przetarł oczy ze zdumienia, po czym wziął fiolkę ze specyfikiem. Spodziewał się, że za chwilę będzie walczył o życie, a zamiast tego otrzymał próbkę wyrobu, wyjaśnienie całej sytuacji i deklarację współpracy ze strony samego Karla Bruno. Uważnie przeszedł przez błoto do samochodu i ruszył do biura Skytoday Corporation.

Na miejscu przywitała go sympatyczna recepcjonistka, którą poznał w dniu rozmowy rekrutacyjnej.

- Cześć, jestem George. Proszę, mów mi po imieniu - poprosił.

- Cześć, mam na imię Amanda - odpowiedziała młoda kobieta.

George wsiadł do windy i wcisnął przycisk oznaczony liczbą 12, żeby porozmawiać z Goldbergiem i zanieść mu fiolkę z preparatem. Drzwi zaczęły się zamykać, gdy zauważył, że ktoś zbliża się szybkim krokiem. Wcisnął więc przycisk otwierania i poczekał, aż spóźniona osoba wejdzie do windy. Był to mężczyzna w średnim wieku, który podziękował, zbliżył dłoń do czujnika i wcisnął przycisk z numerem 13. George poczuł ekscytację na myśl, że właśnie jedzie w windzie z samym prezesem Skytoday Corporation. Poczuł, że jest to świetna okazja, aby się przedstawić.

- Dzień dobry, nazywam się George Brown i jestem analitykiem - powiedział, licząc na poznanie nazwiska tajemniczej postaci z trzynastego piętra.

- Cześć - odrzekł mężczyzna, spoglądając na George'a, a następnie koncentrując wzrok na drzwiach windy.

- Czym się zajmujesz w Skytoday Corporation? - zapytał George nieustępliwie, targany ciekawością.

Mężczyzna spojrzał czujnie na George'a. Wyglądał na pięćdziesięciolatka, był krótko ostrzyżony i starannie ogolony. Nosił białą koszulę z długim rękawem, czarną marynarkę i czarne spodnie. Na prawym policzku miał charakterystyczną bliznę, przypominającą literę Y. Winda zatrzymała się na dwunastym piętrze i George powolnym krokiem ją opuścił.

- Nie jestem prezesem - odpowiedział nieznajomy, mrugając porozumiewawczo lewym okiem.

George miał pewność, że właśnie poznał łowcę. Stał jeszcze chwilę przed windą, po czym udał się w stronę gabinetu Goldberga.

- Świetna robota. Nie myślałem, że aż tak dobrze poradzisz sobie z tym zadaniem - powiedział Stephen.

- Tutaj mam fiolkę z substancją, którą Tetrylogic dostarczyła Future Drugs - wyjaśnił analityk.

- Perfekcyjnie! Zanieś ją do naszego laboratorium na dziewiątym piętrze, zobaczymy, z czym mamy do czynienia.

George od razu udał się na wskazane piętro i odnalazł drzwi z dużym napisem Laboratorium. Pracowało tam kilka osób, ubranych w białe stroje. Wszyscy nosili rękawiczki, maseczki ochronne na twarzach oraz czepki, szczelnie zasłaniające włosy. George przekazał fiolkę jakiejś kobiecie i zapytał, jaki jest czas oczekiwania na wynik. Poinformowała go, że opis składu zostanie przekazany Stephenowi Goldbergowi w ciągu trzech godzin. George wrócił więc do swojego pokoju na czwartym piętrze i w oczekiwaniu na rezultaty badań kontynuował pisanie raportu z działalności Tetrylogic. Po niecałych dwóch godzinach usłyszał w uchu głos Goldberga zapraszający do jego gabinetu. Zamknął więc laptop, pojechał na dwunaste piętro i na prośbę przełożonego usiadł na białej kanapie. Dyrektor operacyjny powiedział zadowolony, że już otrzymał wyniki z laboratorium i że w fiolce znajdowały się zanieczyszczone metalami ciężkimi sterydy anaboliczne starej generacji.

- George, to nam w zupełności wystarczy. Zamówili wodę utlenioną i sól fizjologiczną, a otrzymali skażone substancje, na które Tetrylogic nawet nie ma licencji. Dokończ pisanie raportu, ponieważ zostało nam tylko osiem dni.

W ciągu kolejnych dni George pracował wyłącznie nad ukończeniem raportu. Udało mu się zakończyć trzy dni przed terminem. Wydrukowany dokument wraz z pendrive'em zaniósł dyrektorowi operacyjnemu.

Po tygodniu znowu spotkali się w gabinecie Goldberga.

- George, jestem z ciebie bardzo dumny - powiedział dyrektor. - Udowodniliśmy poważne nieprawidłowości w działalności operacyjnej Tetrylogic. Firma ogłosiła dzisiaj upadłość, co spowoduje rozgłos w mediach już jutro. Zarobiliśmy na tym dużo pieniędzy. Jutro zlecę przelew na twoje konto kwoty będącej równowartością połowy twojego samochodu służbowego. Cieszę się, że pracujesz dla naszej korporacji.

- Dziękuję, Stephen - odparł podekscytowany George. - A czy Future Drugs odzyskała swoje pieniądze?

- Tak, odzyskali wszystko, a cały towar został skonfiskowany.

Następnego dnia George zatrzymał się na stacji benzynowej po kubek ulubionego napoju i podszedł do regału z gazetami. Podniósł jedną z nich i na okładce zobaczył tytuł: Upadek Tetrylogic. Kupił kawę z mlekiem i gazetę, po czym udał się do biura.

- Gratulacje, George, słyszeliśmy o twoim sukcesie! - przywitała go Stephany.

- Świetna robota, chłopie! - dodał Kevin, poklepując kolegę po ramieniu.

George czuł wielką dumę z rezultatów swojej pracy. Wziął łyk kawy i zaczął czytać prasę. Wytłuszczonym drukiem wyróżniono informację, że po audycie przeprowadzonym przez Skytoday Corporation i znalezieniu poważnych nieprawidłowości firma Tetrylogic ogłosiła bankructwo i zakończenie działalności. Zdjęcie nad tekstem przedstawiało trzech mężczyzn, których George spotkał w restauracji, gdzie pracowała Mary. Był tam Michael Kerry, czyli wiceprezes do spraw informacji, na prawo od niego stał prezes, a dalej najstarszy z członków zarządu. Wszyscy mieli skruszone miny, jakby chcieli niewerbalnie przeprosić swoich pracowników, klientów i akcjonariuszy za zaistniałą sytuację. Nagle nowy smartfon George'a zaczął wibrować w kieszeni. Wyciągnął go i zauważył, że dzwoni do niego ktoś z nieznanego numeru.

- Z tej strony Karl Bruno. Panie Brown, chciałbym tylko, żeby pan wiedział o jednym. Jestem pana dłużnikiem i chcę się odwdzięczyć. Jeśli będzie pan czegokolwiek potrzebował, proszę do mnie zadzwonić. Znam wielu wpływowych ludzi i zrobię, co w mojej mocy, żeby wyciągnąć pana z wszelkich tarapatów, jeśli kiedykolwiek pan w nie wpadnie. Dla mnie honor jest najważniejszy - powiedział mężczyzna, po czym od razu się rozłączył.

Rozdział VI

Po opuszczeniu biura George postanowił pojechać na Wellington Street, żeby złożyć wizytę Patrickowi. Dom, do którego podwoził potrąconego mężczyznę, znajdował się na luksusowym osiedlu. Przed potężnymi posesjami stały drogie samochody, trawniki były zadbane, mieszkali tutaj zapewne majętni ludzie. George zatrzymał samochód przed domem Patricka, wyszedł i zbliżył się do solidnego ogrodzenia, za którym stał owczarek niemiecki, patrzący na niego czujnie i pokazujący groźnie zęby. George nacisnął przycisk na masywnej furtce.

- Słucham - zabrzmiał delikatny kobiecy głos.

- Dzień dobry, nazywam się George Brown i chciałbym się spotkać z Patrickiem.

- Patrick nie żyje - odpowiedziała kobieta.

George poczuł, że jego serce zaczęło bić tak szybko, jakby chciało się wyrwać z klatki piersiowej. Przez chwilę panowała cisza, po czym nerwowo przełknął ślinę i powiedział:

- Bardzo mi przykro z tego powodu. Czy mogę z panią porozmawiać na temat Patricka?

Po chwili drzwi domu się otworzyły i oczom George'a ukazała się piękna kobieta w wieku około trzydziestu lat. Miała długie blond włosy, była szczupła i z sylwetki przypominała modelkę z pierwszych stron gazet. Nosiła czerwone szpilki oraz czerwoną sukienkę, kończącą się nieco powyżej kolan. Wydała krótką komendę, po czym pies błyskawicznie oddalił się na drugą stronę posesji, umożliwiając George'owi wejście.

- Zapraszam do środka, mam na imię Isabelle - powiedziała, podając rękę na przywitanie.

George wszedł przez otwarte drzwi do przedsionka i powiesił płaszcz na wieszaku. Następnie, podążając za kobietą, wszedł do wielkiego salonu, na którego środku znajdowało się duże, kilkuosobowe jacuzzi, podświetlane niebiesko-zielonymi światełkami.

- Proszę usiąść. - Isabelle wskazała na czarną skórzaną kanapę. - Czego się pan napije?

- Kawy z mlekiem, dziękuję bardzo - powiedział George.

- Co pana do mnie sprowadza?

George opowiedział o dniu, w którym po rozmowie kwalifikacyjnej potrącił Patricka, a następnie odwiózł go do domu. Wspomniał, że mężczyzna odradzał mu pracę w Skytoday Corporation. Zapytał, co się stało z Patrickiem.

- Mąż bardzo dużo pracował, ale nie chciał w ogóle rozmawiać o szczegółach swoich obowiązków - odparła Isabelle. - Zarabiał ogromne pieniądze i wielokrotnie go pytałam, na czym polega jego praca. Zawsze odpowiadał, że ze względu na moje bezpieczeństwo nie może mi powiedzieć. Mówił tylko, że jest analitykiem i zajmuje się badaniem danych. Szanowałam jego małomówność w tym zakresie, choć czułam, że negatywnie wpływa to na nasz związek. Od kilku tygodni Patrick zaczął się jednak dziwnie zachowywać, co wzbudziło mój niepokój. Wypytywałam go każdego dnia, co jest tego powodem, ale odpowiadał tylko, że prowadzi wyjątkowo ważny projekt i że to się niedługo skończy i wtedy rzuci tę pracę. Zaczęłam nawet podejrzewać, że zapadł na jakąś chorobę psychiczną, bo podczas każdej rozmowy ze mną trzymał palec w uchu. Mówił też, że słyszy głosy z głowy.

- A czy wspomniał, co to za projekt? - zapytał George.

- Pewnego wieczoru Patrick wypił dużo whisky i powiedział mi, że prowadzi audyt w ogromnej firmie - odpowiedziała Isabelle.

"Gigasoftram!" - pomyślał George.

- Potem przez kilka godzin opowiadał mi o Skytoday Corporation, o współpracownikach. Cieszyłam się, że w końcu się otworzył i podzielił się informacjami o pracy. Przecież byłam jego żoną. Rano, jak tylko się obudził, zapytał mnie przestraszony, o czym rozmawialiśmy ubiegłego wieczoru. Zdziwiłam się jego reakcją i powiedziałam, że o nas, naszych planach na wspólne wakacje i tak dalej. Uspokoił się wtedy.

- Co się działo z tym audytem w dużej firmie? - dopytał George.

- Mam wrażenie, że to go wyniszczało - westchnęła Isabelle. - Pracował po kilkanaście godzin dziennie, aż w końcu powiedział, że projekt zakończył się sukcesem. Dostał wtedy gigantyczny przelew, który nas ustawił na całe życie. W tym samym dniu stwierdził, że musi zrezygnować i powie to swojemu szefowi. Po powrocie z biura był bardzo przestraszony i powiedział mi, że obawia się o swoje życie. Miał iść do laryngologa, żeby mu wyciągnął coś z ucha. Zaczęłam się naprawdę o niego bać, że zapadł na jakąś poważną chorobę i ma urojenia. Po powrocie od lekarza wziął nóż i zaczął go sobie wbijać w prawą dłoń. Pomyślałam, że zwariował i chce się pozbyć tatuażu ze smokiem.

George z coraz większym strachem słuchał relacji młodej kobiety. Był pewny, że Patrick poszedł do lekarza, aby ten wyciągnął mu mikrogłośnik z ucha, a następnie sam chciał usunąć nanochip z dłoni. Tylko dlaczego tak się bał po sukcesie z Gigasoftramem? Widać, że bardzo dbał o żonę i nie chciał jej narażać na niebezpieczeństwo. George zdał sobie sprawę, że przecież on robi dokładnie to samo. Praktycznie nie opowiadał Mary i Charlotte o swojej pracy. Przypomniał sobie wtedy zapis z umowy o poufności, którego istotność tak podkreślał Goldberg: Pracownik jest zobowiązany do zachowania pełnej poufności, również w kontekście bliskiej czy dalszej rodziny. Obowiązek ten odnosi się do szczegółów dotyczących wszczepionych urządzeń oraz wszelkich informacji pozyskanych od pracodawcy, pracowników pracodawcy oraz audytowanych firm. W razie złamania niniejszych postanowień pracodawca jest uprawniony do użycia wszelkich niezbędnych środków w celu zneutralizowania potencjalnych konsekwencji wynikających z przekazania poufnych informacji.

- Pani Isabelle...

- Proszę mi mówić po imieniu - odrzekła kobieta.

- Isabelle, co mogło tak przestraszyć twojego męża? - zapytał George.

- Nie mam pojęcia. Wydaje mi się, że to na pewno coś związanego z tą pracą. Chciałam mu zasugerować, żeby zadzwonił na policję, ale w pierwszej kolejności chciałam, aby poszedł do psychiatry. Odpowiadał tylko, że wszystko z nim w porządku.

- Co się działo później? Czy coś zwróciło twoją uwagę?

- Następnego dnia Patrick pojechał zrobić zakupy. W tym czasie zadzwonił domofon, a Ray zaczął szczekać.

- Kto to jest Ray? - zapytał George.

- To był nasz doberman - wyjaśniła Isabelle ze smutną miną.

- Nie żyje?

- Tak, odszedł tamtego dnia.

- Jaka była przyczyna śmierci? - dociekał George.

- Tego nie wiem. Otworzyłam wtedy drzwi i zobaczyłam za furtką jakiegoś mężczyznę z blizną w kształcie litery Y na policzku.

"Łowca!" - pomyślał George i poczuł ciarki na całym ciele. Z wrażenia upuścił filiżankę z kawą, która rozbiła się na eleganckiej podłodze.

- Przepraszam najmocniej za filiżankę, wypadła mi z ręki - powiedział zakłopotany.

- Nic się nie stało - odpowiedziała Isabelle.

- Co było dalej? - dopytywał zaciekawiony i coraz bardziej przerażony George.

- Ten człowiek zapytał, czy Patrick jest w domu, więc odpowiedziałam zgodnie z prawdą, że nie. Pytał, kiedy wróci, bo musi z nim pilnie porozmawiać. Był bardzo sympatyczny, uprzejmy i szarmancki, więc wyjaśniłam, że poszedł do sklepu i powinien być w domu za jakąś godzinę. Ray strasznie wtedy ujadał, jakby chciał go rozszarpać. Mężczyzna odszedł i wrócił punktualnie za godzinę, jednak Patricka nadal nie było. Życzył mi miłego dnia i oddalił się, idąc wzdłuż Wellington Street. Godzinę później usłyszałam przeraźliwe skomlenie psa. Wyszłam i zobaczyłam, że leży bez ruchu. Zadzwoniłam więc po naszego weterynarza, który przyjechał i stwierdził zgon. Powiedział, że aby poznać przyczynę śmierci, trzeba wykonać sekcję, na co się nie zgodziłam. Stwierdziłam, że to niczego nie zmieni, nie przywróci życia mojemu pieskowi. Na wieczór otrzymałam telefon. Dzwonił oficer policji. Zapytał, czy jestem żoną Patricka. Potwierdziłam, a on na to, że musi mnie poinformować, że małżonek nie żyje. Został znaleziony martwy przed sklepem.

- Co wtedy zrobiłaś? - zapytał George.

- Spytałam zapłakana, gdzie jest teraz ciało Patricka, a potem od razu pojechałam do zakładu medycyny sądowej, gdzie miała zostać wykonana sekcja zwłok. Na miejscu patomorfolog stwierdził, że przyczyna śmierci nie jest do końca jasna dla lekarza i stąd konieczność wykonania autopsji.

- I co się okazało? - George bardzo się niecierpliwił.

- Mam otrzymać informację jutro - odpowiedziała kobieta.

- Isabelle, to jest mój numer telefonu. Proszę, zadzwoń do mnie, jak tylko otrzymasz informację z zakładu medycyny sądowej - powiedział George.

George wyszedł z luksusowego domu i udał się w kierunku swojego mieszkania. Był zdruzgotany tym spotkaniem, przez jego głowę przelatywały setki myśli. Pamiętał mężczyznę z windy jadącego na trzynaste piętro. To z pewnością był łowca, nie ma wielu mężczyzn, którzy mają bliznę na policzku w kształcie litery Y. Czy to on zabił dobermana, a następnie Patricka? Dlaczego to zrobił? Czy przez to, że Patrick podczas zakrapianego alkoholem wieczoru zdradził Isabelle sekrety Skytoday Corporation? George zaczął się zastanawiać, czy teraz niebezpieczeństwo nie grozi też tej kobiecie. Przecież dowiedziała się wielu rzeczy, których nie powinna wiedzieć. Jak należy interpretować ostatnie zdanie umowy w zakresie poufności: W razie złamania niniejszych postanowień pracodawca jest uprawniony do użycia wszelkich niezbędnych środków w celu zneutralizowania potencjalnych konsekwencji wynikających z przekazania poufnych informacji? "A co, jeśli to ja kiedyś przez przypadek powiem za dużo Mary czy Charlotte? Goldberg wyśle łowcę? Muszę jak najszybciej zrezygnować z pracy w tej firmie" - pomyślał.

George wrócił do mieszkania, wyciągnął umowę i otworzył na stronie jedenastej, gdzie znajdował się punkt numer 64: W przypadku wypowiedzenia umowy przez pracownika w ciągu pierwszych 90 dni - pracownik zobowiązuje się do wykonania przelewu na rachunek bankowy Skytoday Corporation kwoty będącej dwudziestokrotnością jego miesięcznego wynagrodzenia. Pracował w Skytoday Corporation dopiero miesiąc i postanowił, że wytrzyma jeszcze dwa miesiące, po czym definitywnie zakończy współpracę z firmą. Żadne pieniądze nie są warte ryzyka, na które naraża siebie i swoją rodzinę.

- Ralph, a ty co o tym myślisz? - powiedział w kierunku swojego ośmioletniego kundelka.

Piesek podbiegł radośnie do właściciela i polizał go po twarzy.

Wkrótce potem George usłyszał dźwięk przekręcanego w zamku klucza i do mieszkania weszła Mary.

- Cześć, kochanie, jak tam minął ci dzień? - zapytał żonę.

- Cześć, misiu, jestem podekscytowana - odparła radośnie. - Dzisiaj szef restauracji powiedział, że docenia moje zaangażowanie oraz profesjonalizm i chciałby mi zaproponować awans na stanowisko kierownika sali. Co o tym sądzisz?

- To świetnie, jestem z ciebie bardzo dumny! Wiedziałem, że jesteś bardzo dobrym pracownikiem i że twój wysiłek zostanie doceniony - uśmiechnął się George.