Niespodziewany prezent
Nadszedł październik, coraz bardziej było widać, że za oknem jest jesień. Drzewa zrzucały liście, co parę dni padał deszcz i wiał silny wiatr. Mieszkańcy Gdańska różnokolorowe ubrania zamienili na szare albo brązowe płaszcze i kurtki. W mieszkaniu Litwiniuków bliźniaczki siedziały w swoim pokoju na łóżkach z książkami w ręku. Rodzice byli w pracy, a Monika w szkole. Jako że tego dnia siostry miały do szkoły dopiero na godzinę 10:00, postanowiły umilić sobie czas dobrą książką fantasy. Po około dwudziestu minutach zaczęły wreszcie zbierać się do szkoły. Do tornistrów spakowały książki, włożyły kurtki oraz buty. Jako pierwsza z mieszkania wyszła Ola.
- Paulina, szybko, patrz! Bogdan tu leży nieprzytomny!
Paulina od razu podbiegła do Bogdana, aby sprawdzić, czy oddycha. Starszy mężczyzna, leżący obok drzwi swojego mieszkania, na szczęście jeszcze żył.
- Ola! Dzwoń po karetkę!
Dziewczynka natychmiast wyjęła telefon, zadzwoniła pod numer 112 i szybko wyjaśniła dyspozytorowi, co się stało. Karetka miała pojawić się za około piętnaście minut.
Jedna z sąsiadek, słysząc głośne krzyki, wyszła na klatkę schodową.
- Dziewczyny, co tak krzyczycie? - zapytała, a po chwili dostrzegła leżącego sąsiada. - Boże! Żyje?
- Tak, żyje! Zaraz będzie karetka - odparła Ola.
Kobieta nie wiedziała, co robić, i razem z dziewczynami czekała na pojawienie się karetki. Po dokładnie dwunastu minutach na miejscu pojawili się ratownicy medyczni. Od razu podbiegli do mężczyzny.
- Sprawdź, czy oddycha! - powiedział jeden z ratowników do drugiego.
- Oddycha, ale nie odpowiada, jest nieprzytomny. Dobra, bierzemy go!
Położyli Bogdana na noszach, zapięli i czekali, aż przyjedzie winda.
- Dziewczyny, zareagowałyście super! - pochwalił ratownik.
Bliźniaczki pokiwały tylko głowami, będąc jeszcze w wielkim szoku. Potem ratownicy zjechali windą, a następnie zanieśli Bogdana do karetki. Sąsiadka pożegnała się z dziewczynami, a Ola i Paulina wróciły do mieszkania.
- Zadzwonię do mamy i opowiem, co się wydarzyło - postanowiła Ola. - Ja dziś do szkoły nie idę - dodała, wyraźnie zdenerwowana.
- Ja też nie! Myślisz, że Bogdan umrze?
- Nie wiem! Zastanawiam się tylko, czy zrobiłyśmy na pewno wszystko, co mogłyśmy.
- A co mogłyśmy zrobić więcej?! - zapytała równie zdenerwowana Paulina.
- Nie wiem!
Po chwili roztrzęsiona Ola wyjęła telefon, zadzwoniła do mamy i o wszystkim jej opowiedziała. Mama również zasugerowała, aby nie szły tego dnia do szkoły, i powiedziała, że jeżeli potrzebują pomocy, to zwolni się zaraz z pracy. Jednak bliźniaczki stwierdziły, że sobie poradzą. Po skończonej rozmowie siostry poszły do swojego pokoju. Paulina nadal cała się trzęsła.
- Myślisz, że przeżyje? - zapytała.
- Sama nie wiem... Może to był zawał serca i przyjechali za późno, i teraz Bogdan jest już w kostnicy.
- Mam nadzieję, że się mylisz i że nasza pomoc nie była na darmo!
- Zobacz, ledwo się do nas wprowadził, ciągle taki uśmiechnięty, a teraz pewnie w kostnicy!
Bliźniaczki były bardzo zdenerwowane. Najpierw ze sobą rozmawiały, a następnie poszły do jadalni włączyć film. Wcześniej zamówiły pizzę pepperoni. Dostawca pojawił się po około trzydziestu minutach. Ola odebrała pizzę, zapłaciła i dała napiwek. Następnie pizza trafiła na stolik obok sofy.
Po paru godzinach udało im się trochę ochłonąć, chociaż ciągle zastanawiały się, co z Bogdanem. Najpierw do domu wróciła Monika, nieświadoma, co się stało. Gdy się dowiedziała, była w szoku i szkoda jej było Bogdana. Po około dwóch godzinach od powrotu Moniki wróciła z pracy również Edyta. Ledwo weszła do mieszkania, gdy od razu podbiegły do niej córki. Paulina i Ola przytuliły mamę.
- Jak się czujecie? - zapytała, mocno je ściskając.
- Mamo, to było straszne! - powiedziała Ola, która nagle zaczęła płakać. - Ja myślałam, że on nie żyje, dopiero Paulina sprawdziła, że oddycha. Nawet nie wiemy, co się z nim później stało. Bardzo mi go było szkoda, taki wielki facet, a był jak lalka.
- Według mnie to on siniał na twarzy - stwierdziła Paulina. - Ja byłam najbliżej - dopowiedziała emocjonalnie.
- Córeczki! Jestem najszczęśliwszą matką na świecie, ponieważ pomogłyście osobie w potrzebie. Nie wiem, czy Bogdan przeżył, czy nie. Jednak gdyby nie wy, to na pewno by nie przeżył. Wielu ludzi, widząc leżącą osobę na ulicy, odwraca wzrok, a wystarczy zadzwonić po straż miejską czy karetkę. Niewiele to przecież kosztuje, a jednak panuje wielka znieczulica. Jednak nie w waszych sercach. Mam nadzieję, że Bogdan żyje i jeszcze wam podziękuje.
Dla dziewczyn było oczywiste, że osobie w potrzebie należy pomóc. One nigdy by nie odwróciły wzroku. Każda z nich była dobrą osobą. Nie miały zawiści w swoich sercach ani nic nie sprawiało, że ich serca stawały się czarne niczym smoła.
***
Trzy dni później, około godziny 11:00, z windy wyszedł Bogdan. Mężczyzna powolnym krokiem szedł w kierunku swojego mieszkania. Był cały blady i ledwo zdołał otworzyć kluczami drzwi, tak bardzo drżały mu ręce. Widać było, że jest bardzo osłabiony. Po chwili zniknął w swoim mieszkaniu.
***
Około godziny 15:00 bliźniaczki wraz z Moniką wracały ze szkoły do domu. Dziewczyny były uśmiechnięte, ponieważ tego dnia każda otrzymała dobrą ocenę - Ola oraz Paulina po czwórce z polskiego, a Monika czwórkę z fizyki. Rodzice zawsze im mówili, że nie uczą się dla nich, ale dla siebie. Nie wyznaczali im też żadnych celów. Oczywiście jeżeli któraś z nich wróciła z jedynką, to nie byli zachwyceni.
- To już trzy dni, od kiedy karetka zabrała Bogdana. Myślicie, że w końcu się dowiemy, co się z nim stało? - zapytała Ola.
- Myślę, że tak... - odparła Monika.
Po wejściu do bloku wjechały windą na swoje piętro. Gdy zaczęły otwierać drzwi do mieszkania, na klatkę wyszedł od siebie Bogdan.
- Boże! Pan żyje! - wykrzyknęła Ola.
- Żyję! - odparł z uśmiechem mężczyzna - ale tylko dzięki wam, dziewczyny!
- Oj, niech pan nie przesadza, każdy by to zrobił na naszym miejscu - odparła Paulina z uśmiechem.
- W tym rzecz, że nie każdy. Nie miałem okazji wam podziękować, więc teraz dziękuję za uratowanie mojego życia. Niestety, mam pewne problemy z cukrzycą i z sercem. Jak widać po moim wyglądzie, nie stroniłem też od tłustych dań. W każdym razie postanowiłem, że dam wam coś bardzo cennego, jako że wykazałyście się wspaniałym uczynkiem, jednym z najpiękniejszych. Uratowałyście życie osobie w potrzebie, więc nagroda musi być - powiedział Bogdan.
- Proszę nam nic nie dawać! Pomogłyśmy, bo tak było trzeba! A nie dla nagrody - odpowiedziała Ola.