Alter Natywa - Jan Kuff

Kup ebooka

2.02 zł
1.68 zł (1,72 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Przyszło też śmiać się

Z głupawych filmów

Na chlebie pasztet

Przeprosił widzów

W kieszenie kamień

Na nowy dom

Prześlij mi paczkę

Daleko stąd

A w powietrzu

Chmury tworzą zgrany szyk

Pierwszy na przejściu

Nie zatrzyma mnie już nikt

Odlot na zachód

Tam gdzie miasta dotykają nieba

I zamiast piasku

Tylko Ciebie mi tam trzeba

Muzykologia

Przecież wiesz, że lubię słuchać

I ślepa droga

Otworzy przed nami zielone wzgórza

I Wielka Stopa

Nie przyjdzie straszyć dzisiaj nas

Bo to listopad

Chmur czarnych na niebie głaz

A w powietrzu

Chmury tworzą zgrany szyk

Pierwszy na przejściu

Nie zatrzyma mnie już nikt

Odlot na zachód

Tam gdzie miasta dotykają nieba

I zamiast piasku

Tylko Ciebie mi tam trzeba

Pomalowane

Na czerwono nasze twarze

To nie atrament

Zabrane worki codziennych marzeń

Na naszej drodze

Krasnal z całkiem zieloną czapką

Czy nam pomoże

Do celu dojechać gładko

Tą samą drogą o każdym poranku

Blaszaków ogon czasem nie daje zasnąć

Kołyszę słowa letnią kołysanką

Zatruwam życie kolejną herbaty szklanką

Ręce zmęczone i wykończona głowa

Na koncie przypływ nie daje się sterować

Przymykam oczy, a tutaj od nowa

Trzeba wychodzić i więcej popracować

W kawiarni pustki o marnych godzinach

Jałowa droga może być przyczyną

Na końcu miasta jest wesoły kwartet

Lecz trzeba jechać, a ja nie zatankowałem

Kolej państwowa tutaj nie dociera

To miasto żyje tym, że stale wciąż umiera

W małowiejskim gąszczu do kina na seans

Zamykam oczy, by otworzyć je jak mniemam

Lasy i parki, góry na horyzoncie

Piszą: "Do nas wpadnij", gdy pragniesz płynąć z prądem

Jedyna droga miastem manewruje

Gdy weźmiesz potas, to lepiej się poczujesz

Apteczny klient czeka na otwarcie

W kieszeni bilet na przeprawę przez Wartę

Przypływ radości jakoś trzeba okiełznać

Więc zamykam oczy, by szybciej stąd odjechać