SCENA I.
(Wchodzą Rebolledo, Iskierka i żołnierze).
Rebolledo.
Rany Chrysta, już mię złości,
Kto nas tak po drogach włóczy
I nie znajdzie nigdzie kuczy,
By dać wyprostować kości.
Wszyscy.
Amen!
Rebolledo.
Czyżeśmy cygany,
Aby ciągał nas przez góry
Jeden baran z oślej skóry,
I proporczyk spowijany
Na drewnie?...
Żołnierz 1.
Zaczynasz znów.
Rebolledo.
A wasze, gdy nie zmęczony,
Niech idzie do djablej żony,
A nam nie zawraca głów.
Żołnierz 2.
Otrzepnij z twojéj te troski;
Baz przecie będzie inaczej:
Już się nam spoczynek znaczy,
Przy wejściu do pierwszéj wioski.
Rebolledo.
Wejściu, jeśli skapnę wprzódy;
A jeśli i dojdzie żywa
Dusza, jeszcze rzecz wątpliwa,
Czy znajdzie kawałek budy.
Bo do komisarza zaraz
Alkada prowadzą kaci:
Powiada: "Wieś się opłaci,
Bo z kwaterunkiem ambaras".
Więc ten ramionami rusza:
"Nie można, ludzie mu padną".
Aż mieszka wymową ładną
Zmiękczony - poczciwa dusza -
Woła: "Bracia towarzysze,
Rozkaz mamy maszerować.
Śmiało, naprzód, nie folgować!"
Więc my, głupi jak sztokfisze,
Idziem, choć się noga tacza.
- Reguła!... Ba! jemu fracha:
Jemu reguła bernacha,
A nam reguła żebracza.
Nie! - odtąd już tak nie będzie,
I jeśli do Zalamei
Dojdziemy i znów z kolei
Prośbami, czy po komendzie
Pogna nas, beze mnie w drogę
Pójdziecie, bo się odstrychnę
Bez ceremonii i zwichnę
Pierwszy raz w życiu mem nogę.
Żołnierz 1.
Pierwszy raz to także będzie,
Że nagłe zwichnięcie owo
Nałożysz, braciszku, głową.
Bo miejże, człeku, na względzie,
Że jest naszym gienerałem
Don Lope de Figueroa,
Człek nie swojski, jak wąż boa,
- Choć dzielniejszych nie widziałem -
Człek żelazny i surowy,
I niepanieńskiego serca,
Klątwo-miotacz i bluźnierca,
Co nie pożałuje głowy
Przyjacielowi na świecie,
Ale strąci bez pardonu.
Rebolledo.
Każ wasze precz z tego tonu,
A ja swoje zrobię przecie.
Żołnierz 2.
Dość chwacki, jak na wojaka.
Rebolledo.
- Mnie jeszcze - co tam - niech gonią.
Lecz wiecie, chodzi mi o nią.
Oto się zbliża... biedaka!
Iskierka.
Że mi się nogi odkruszą,
Niech się nie boją waszecie,
Bo rodziła się, jak wiecie,
Iskierka z brodatą duszą,
A wasz strach jest mi na despekt.
Do roboty przy żołnierce
Rwało się i rwie dziś serce,
Bo z niéj i korzyść i respekt.
Rzecz także od słońca czystsza,
Że siedzę, gdzie mi wygodnie;
A dobrze mi niezawodnie
Przy boku mego wachmistrza,
Gdzie się jak pąk w maśle pływa,
I gdzie można złotém przesiąc!...
Indziéj tak dobrze nie bywa.
Skoro zaś aż tu piechotą
Choć i z trudem, choć i z biedą
Zaszłam z moim Rebolledą,
I jeszczem gotowa oto
Iść, czegóż chce więcéj?
Rebolledo.
Niechaj mię piekła pochłoną.
Jesteś wszech niewiast koroną!
Żołnierz 1.
To prawda, do stu tysięcy.
Niech żyje Iskra!
Rebolledo.
Niech żyje!
Teraz zaś dla ukojenia
Téj fatygi i zmęczenia,
Co nam poskręcały szyje,
Niechaj nam ten cud-kobieta
Z piosneczką jaką wyskoczy.
Iskierka.
Iskra długo się nie droczy:
Niech zaświadczy kastanieta.
(Puka kastanietą).
Rebolledo.
Śpiewaj więc, a ja ci wtórzę.
Powtarzajcie przyjaciele
Każdą strofę: ostro, śmiele.
Żołnierz 2.
Dobrze mówi. Śpiewaj - nuże!
(Rebolledo i Iskierka śpiewają).
Iskierka.
Jestém titiri, titiri, tina,
Zuch dziewczyna, zuch dziewczyna.
Chór.
Jestem titiri, titiri, tina
Zuch dziewczyna, zuch dziewczyna.
Iskierka.
Idzie na wojnę chorąży,
A pan kapitan za nim dąży.
Rebolledo.
Rąb Maurów, komu nie mili.
Mnie tam nic złego nie zrobili.
Iskierka.
W piec i z pieca sunie deska.
Dość mam chleba, gdy pełna kieska.
Rebolledo.
Gospodyni, zabij kurczę,
Bo mi już baran sprawia kurcze.
Żołnierz 1.
Dosyć; reszta na kwaterze.
(Jak to rozweseli śpiewka.
Na mą duszę, - anioł dziewka!)
Spojrzyjcie-no na tę wieżę:
Sam jéj widok mię zachwyca,
Bo się wreszcie marsz ten przejé.
Rebolledo.
Co to? Czyśmy w Zalamei?
Iskierka.
Niech odpowie ci dzwonnica.
Ot, jużeśmy pieśń przerwali.
Nic to, bom do śpiewu krewka;
Choć się kiedy urwie śpiewka,
Nawiążę ją trochę dalej.
Ja piosenką krew odgrzewam;
A jak jedna lada rzeczy
Rozrzewni się i rozbeczy,
Tak ja o lada co śpiewam.
Usłyszycie mię sto razy.
Rebolledo.
W wiosce ma kompania cała
Oczekiwać gienerała,
Bo takie wyszły rozkazy.
Porządnie, rota za rotą
Naprzód i marsz, szeregami.
Żołnierz 2.
Widzę sierżanta przed nami,
A z nim i kapitan oto.
SCENA III.
(Wchodzą: Mendo w przesadnéj zbroi hidalga i Nuńo).
Mendo.
W jakimże stanie wierzchowiec?
Nuńo.
Zwichnięty, ledwo dech łowi.
Mendo.
Czy nakazałeś giermkowi,
By przeprowadził go?
Nuńo.
Po co?
Mendo.
Nic bardziej, kiedy się spocą,
Koni nie krzepi.
Nuńo.
Ba, kwarta
Owsa pono więcéj warta.
Mendo.
A chartów by nie wiązali,
Kazałeś?
Nuńo.
Chartom w to graj,
Ale rzeźnik się użali.
Mendo.
Wybiła już trzecia; daj
Wykłuwaczkę, rękawicę.
Nuńo.
Wykłuwaczkę nasze pono
Weźmie kto za podrobioną...
Mendo.
Jeśli ten, co jadł bażanta
Utrzymywać zechce, żem ja
Nie jadł, powiem mu, że kłamie;
Tu go skarci dzielne ramię.
Tu go przyjmie święta ziemia.
Nuńo.
Za większą miałbyś zasługę
Utrzymać mnie, twego sługę.
Mendo.
Cicho; naiwność mię złości.
Powiedz-no, czy wieść prawdziwa,
Że dzisiejszego wieczoru
Żołnierze weszli do wioski?
Nuńo.
Tak, panie.
Mendo.
To się nazywa
Troska - czekać takich gości.
Nuńo.
Ba, większéj zaznaje troski,
Kto ich nie czeka.
Mendo.
Któż taki?
Nuńo.
Szlachta; a nic też dziwnego,
Że nie wydają nikomu
Kwatery w hidalga domu.
Wiesz pan dlaczego?
Mendo.
Dlaczego?
Nuńo.
Ażeby nie umarł z głodu.
Mendo.
Niech ma wieczny spokój dusza
Mego pana i rodzica;
Nie kto inny mię zaszczyca
Jeno godność jego rodu,
Zaś tarcz lazurowo-złota
Od tych ciężarów mię broni.
Nuńo.
Wielka zbiera mię ochota
Zeskrobać z niéj okruszyny.
Mendo (nie słuchając).
Może i nie mam przyczyny
Unosić się nad rodzicem,
Że mię chciał spłodzić szlachcicem.
Nie pozwoliłbym się spłodzić
W zacnem łonie mojéj matki
Inaczej, ni raczył zrodzić
Choć gwałtém - jeno z hidalga.
Nuńo.
Przewidzieć tę chęć - rzecz cała.
Mendo.
Łatwiejsza, niżby się zdała.
Nuńo.
Jakto? panie!
Mendo.
Filozofii
Nie znasz, nie wiesz, co principium.
Nuńo.
Owszem, - w żołądku mi skrzypią
Dane, przesłanki i wnioski,
Które widziałbym z rozkoszą...
Lecz twój, panie, stół jest boski,
Ziemskich danych nań nie wnoszą.
Mendo.
Nie o te pryncypia chodzi.
Czy ty wiesz, że kto się rodzi
Jest substancyą tych pokarmów,
Które jedli jego przodki?
Nuńo.
Przodkowie twoi jadali?...
Nie dziedziczysz téj natury.
Mendo.
To więc przemienia się daléj
Na ich własne krew i ciało.
Gdyby więc z mych przodków który
Jadł czosnek, z tego zapachu
I mnie-by się też dostało.
A jabym zawołał: Wara!
Niech się mój ojciec nie para
Tworzyć mię z takiego g....
Nuńo.
Teraz mi się w głowie równa.
Mendo.
Cóż tam?
Nuńo.
Prawda - weź mię kaci -
Że głód dowcip delikaci.
Mendo.
Głupcze, czyż ja znam, co głód?...
Nuńo.
Niech pan okiem tak nie świeci!
Jeśliś go nie poznał wprzód,
Poznasz zaraz: już po trzeciej,
A nie znajdzie kredy takiéj,
Coby wywabiała plamy
Lepiej, niźli nasza ślina.
Mendo.
Dostateczna-ż to przyczyna,
Bym ja czuł głód jak cham jaki?
Niech głód sobie czują chamy,
Nam krew inna żyły wzdyma.
Hidalga głód się nie ima.
Nuńo.
Ach, gdybym ja był hidalgiem!
Mendo.
I niech cię już nie pochwycę
Na tém słowie; - patrz, w ulicę
Wchodzim pięknéj Izabeli.
Nuńo.
Jeżeli tak cię przypięli
Do téj dziewki amorowie,
Czemu nie żądasz jéj ręki?
Obojgu-by wam na zdrowie
Wyszedł tak dobrany związek:
My wzmocnilibyśmy szczęki,
On miał wnuków hidalgami.
Mendo.
Przestań, Nuńo, - tak nie zbłądzę.
Miałyżby splamić pieniądze
Tę cześć, któréj nic nie plami?
Wiązać się z człowiekiem prostym?...
Nuńo.
A być rozwiązany postém
Lepsza? - Każdy panu powie:
Tacy najlepsi teściowie.
O innych jak o głaz w drodze
Zięć się czasem potknie srodze.
Więc jeśli się żenić nie masz,
Na licha ci tych amorów?
Mendo.
Żenić się? Czyliż to mniemasz,
Że nie ma w Burgos klasztorów,
Ażebym ją tam osadził,
Gdy mi zmierznie? - Spójrz, czy w domu.
Nuńo.
Aby na mnie z kijem zasię
Wyjrzał Crespo?
Mendo.
Milcz, głuptasie.
Pokrzywdzić nie dam nikomu
Mego sługi; spełń mą wolę.
Nuńo.
Spełnię, choć za to przy stole
Nie usiędę.
Mendo.
W ustach służby
Przysłowie mile się składa.
Nuńo.
Dobra nasza; w oknie siada
Z swą kuzyną Izabela.
Mendo.
Niby znak pomyślnéj wróżby
Blaskami brylantu strzela.
Cudownym dziwem natury
Słońce weszło po raz wtóry.
SCENA II.
(Wchodzą kapitan i sierżant).
Kapitan.
Witam, panowie żołnierze.
Możem sobie powinszować:
Rozkaz mamy tu nocować.
Więc kto stracił - sił nabierze.
Czekamy na połączenie
Z don Lopesem, co już jedzie
Z całym swym sztabem i wiedzie
Ludzi co stali w Lierenie.
Wojsko nie ruszy tymczasem
Do Guadelupy, aż skoro
Wszystkie tu się pułki zbiorą.
Stańcie więc tutaj popasem,
Nim cała armia przybije,
Choć dni kilka wypoczniecie.
Rebolledo.
A! Dali nam popas przecie.
Wszyscy.
Nasz kapitan niechaj żyje.
Kapitan.
Rozdzielono kwaterunki.
Byście zaś krzywdy nie mieli,
Komisarz kartki rozdzieli.
Iskierka.
Chwała Bogu! Precz frasunki.
Już się nasza bieda kurczy.
A piosenka moja w górę:
Gospodyni, zabij kurę,
Bo mi już baran w brzuchu burczy.
(Rozchodzą się prócz kapitana i sierżanta).
Kapitan.
Sierżancie, dla mnie wybrane
Kwaterunkowe mieszkanie?
Sierżant.
Bezwątpienia, kapitanie.
Kapitan.
Gdzież zatém gospodą stanę?
Sierżant.
W domu jednego wieśniaka,
Najzamożniejszego pono
W tém siele, jak mi mówiono;
Jeno sztuka harda taka,
Że gra z wysokiego tonu,
Zarozumienia i pychy
Ma w sobie - mówią - chłop lichy
Więcéj niż infant Leonu.
Właśnie to chłopu przystanie
Dusza tak bardzo rogata...
Sierżant.
Mówią, że najlepsza chata
W całéj wiosce, kapitanie;
A jeszcze z innéj przyczyny,
I jeszcze w innéj nadziei
Wybrałem ją; - w Zalamei
Niema podobno dziewczyny
Nad jego córkę.
Kapitan.
Mój drogi,
Tém pewno od innych różna,
Że skoro ładniejsza, próżna.
Grube ręce, duże nogi...
Sierżant.
Fe tak mówić; - groza zbiera.
Kapitan.
Hm, dlaczegóż to głuptasie.
Sierżant.
Lepiéj stracić czas czy da się,
- Jeśli już nie miłość szczera,
Nuda radzi i nakłania -
Jak pieszczący dziewczę hoże,
Choć tam i nie wszystkie może
Zaspakaja wymagania?
Kapitan.
Nie myślę poczynać próby
To ma zasada - i kwita.
Kobieta gdy źle wymyta,
Rubaszna, kibici grubej,
Choćby i nie szpetnéj twarzy,
Już nie dla mnie.
Sierżant.
Dla mnie za to.
Ja tam nie gonię za szatą,
Ale biorę, co się zdarzy.
Idźmy już tam, bo mię bierze
Chęć samemu z nią poigrać.
Kapitan.
Nie wiem, komu dano wygrać.
Chcesz mego zdania w téj mierze?
Po nim zaś basta i kropka.
Kto kocha, stanu nie bada;
"To moja dama" - powiada,
Nie mówi: "To moja chłopka".
Skoro więc téj nie kochamy
I miłosne nam są obce
Zamiary, nie możem chłopce
Téj dać nazwy "naszéj damy".
Cicho; słyszę głos i kroki.
Sierżant.
Człowiek jakiś z chudobokiéj
Szkapy na rogu ulicy
Zsiadł, z oblicza i szablicy
Kropla w kroplę Don Kichot,
Którego Michał Cervantes
Odmalował tak uczenie.
Kapitan.
Co za dziwaczne stworzenie!
Sierżant.
Nie czas bawić się gawędą;
Chodźmy.
Kapitan.
Wnieś moje tłómoki
Na kwaterę; kiedy będą
Umieszczone, przyjdź i powiedz.
(Odchodzą).
SCENA IV.
(Pokazują się w oknie Izabella i Ines).
Ines.
Usiądźmy w tem oknie, droga.
Widna stąd wybornie droga
I przechodzące oddziały.
Izabella.
Nie odchodź mię; znów, jak widzę,
Jest w ulicy ten zuchwały
Szlachcic, a wiesz już, siostrzyczko,
Jak się znudziłam tą tyczką
Z grochu.
Ines.
Prawda; istna heca
Sposób, w jaki się zaleca.
Izabella.
Przypatrz-że się mojéj doli,
Ines.
Niepotrzebnie cię to boli.
Miałażbyś się czego smucić!
Izabella.
Cóż mam począć?
Ines.
W śmiech obrócić.
Izabella.
W śmiech, gdy mię już niecierpliwi?
Mendo (do Izabelli).
Pani, gotów w tym momencie
Jestém przysiądz, przysiądz święcie,
Bo na zacną cześć hidalga,
Że nie wstało do téj pory
Słońce... lecz to mię nie dziwi;
Podwójnéj blaskiem aurory
W tobie, pani, dzień powstaje.
Izabella.
Mówiłam, jak mi się zdaje,
Seńor Mendo, razy wiele,
Że chęci waszych nie dzielę
I zostaną bez nagrody
Wszystkie miłosne zachody,
Wszystkie gorące zapały
Spalone tu pod balkonem.
Mendo.
Gdyby kobiety wiedziały,
Jak im to z gniewem do twarzy,
Ile chowają uroku
W surowym, wzgardliwym wzroku,
To piększydłem-by się onem
Krasić kwapiły jedynie.
Piękna jesteś jak boginie.
O gniewaj, gniewaj się jeszcze!
Izabella.
Jeżeli wam, panie Mendo,
Niczém zawsze moje będą
Prośby, na niemiłych osób
Natręctwo jest inny sposób.
Zamknij to okno, kuzyno.
Niechże tam w westchnieniach giną.
(Odchodzi).
Ines.
Mój panie błędny rycerzu,
Byś nie chodził w sposób taki
Na miłosne ślizkie szlaki,
W takim cudackim pancerzu,
Niech cię miłość nadal broni.
(Zamyka okno).
Mendo.
Ineso, gdy piękność stroni
Od miłości, to jéj wolno.
Nuńo, chodźmy.
Nuńo.
O, jak bolno
Wszystkim biedakom na świecie!