Wstęp
WSTĘP
Rok 2023 to chyba dobry czas na napisanie monografii poświęconej dziejom
Alej Jerozolimskich w Warszawie. Ulicę tę wytyczono bowiem i uregulowano
niemal równo dwieście lat temu. Wtedy, w trzeciej dekadzie XIX wieku,
ruch ludzi był tu niewielki - centrum miasta było gdzie indziej. Aleje
biegły po śladzie peryferyjnej drogi do od dawna już nieistniejącej
żydowskiej osady Nowa Jerozolima, co tłumaczy ich nazwę. Nie można im
było natomiast odmówić jednego - zostały wytyczone z rozmachem,
spełniały rolę arterii z dużymi perspektywami rozwoju. Ale kto około
1824 roku mógł przewidzieć rozwój i znaczenie Alej w kontekście
późniejszej budowy kolei żelaznej, mostu przez Wisłę i tak ważnego w XX
wieku znaczenia tranzytowego?
Aleje Jerozolimskie to od ponad stu lat jedna z najważniejszych ulic
stolicy Polski. Nie tylko z wymienionych już powodów. W latach 1870-1939
stanowiły elegancki, wielkomiejski bulwar, tętniący życiem. To tu w swoich ulubionych lokalach i restauracjach spotykała się polska elita
finansowa i intelektualna, w kamienicach mieszkali wybitni ludzie. Aleje
Jerozolimskie były i są dla Warszawy oknem na świat - przy ulicy
znajdują się dworce kolejowe o lokalnym i międzynarodowym znaczeniu.
Stąd też jeżdżą pociągi do warszawskich i podwarszawskich portów
lotniczych. Aleje są integralnie związane z koleją i dworcami, i pewna
część tej monografii jest temu poświęcona.
Aleje Jerozolimskie tworzyli i budowali Polacy i cudzoziemcy. Polacy to
Rudolf Świerczyński, Tadeusz Tołwiński, Juliusz Nagórski, Jan
Bogusławski, Zygmunt Stępiński i wielu innych. Włoskie pochodzenie mieli
Henryk i Władysław Marconi, Witold Lanci, Antonio Corazzi. Z kolei
Rosjanie to architekt Waldemar Piotr Fedders oraz przedsiębiorcy
Wsiewołod Istomin i Nikołaj Szelechow. Byli też budowniczowie
pochodzenia niemieckiego, a nawet Szkot. Bo taka też była historia
Warszawy, którą tworzyli i budowali ludzie różnych nacji i wyznań.
Alejami w czasach powstań i wojen ciągnęły wojska polskie i obce, ze
wschodu na zachód i z zachodu na wschód; były rozjeżdżane czołgami,
bombardowane z powietrza, podpalane, a potem mozolnie odbudowywane.
Ciągnęły nimi kondukty pogrzebowe, organizowano manifestacje i wielkie
pochody. Były świadkiem wielu historycznych wydarzeń, ale i mniej
chwalebnych epizodów - bo życie to nie tylko wielkie czyny, ale i błędy,
grzechy i upadki.
Aleje Jerozolimskie niemal od początku miały charakter ulicy granicznej.
Kiedy na północ od nich stała zwarta zabudowa Śródmieścia, to na
południe przez dekady rozciągał się na poły wiejski krajobraz. Gdy w drugiej połowie XIX wieku ukształtowało się już warszawskie city,
Aleje wyraźnie dzieliły je na część północną, handlową i hałaśliwą, oraz
spokojną, mieszczańską południową. Ta graniczna rola trwała w czasie
powstania warszawskiego, kiedy komunikacja między obu częściami
Śródmieścia wisiała na cienkim włosku barykady/przekopu. Tradycja dwóch
części Śródmieścia Warszawy, rozdzielonego właśnie Alejami
Jerozolimskimi, jest widoczna w Miejskim Systemie Informacji.
Ustabilizowało się też nazewnictwo naszej ulicy i, co za tym idzie,
numeracja domów.
Aleja Jerozolimska, a w początkach czasami Nowa Droga Jerozolimska lub
częściej Droga Jerozolimska, nosiła tę nazwę w latach 1823/24-1915 na
odcinku od Wisły do obecnego placu Zawiszy. W 1916 roku fragment ulicy
od Wisły do Nowego Światu przemianowano na Aleję 3 Maja. W tym samym
roku przestano używać nazwy ulicy w liczbie pojedynczej i nazwano ją
Alejami Jerozolimskimi. Trzeba jednak zaznaczyć, że taka forma pojawiała
się już kilka lat przed pierwszą wojną światową. Według protokołu
uchwały Rady Miasta z 27 grudnia 1946 roku Aleje, wraz z odcinkiem Alei
3 Maja od wiaduktu mostu Poniatowskiego do Nowego Światu, aż do
przecięcia z Marszałkowską nazwano oficjalnie aleją Gen. Władysława
Sikorskiego. Nazwę Alej Jerozolimskich od tegoż wiaduktu do pl. Zawiszy
przywrócono uchwałą Rady Miasta z 26 marca 1949 roku. Aby uniknąć
komplikacji związanych z nazwą ulicy, będziemy używać obecnej nazwy -
Aleje Jerozolimskie.
Kilkakrotne zmiany nazwy naszej ulicy wiązały się ze zmianą numeracji
domów, co utrudniało pisanie tej monografii. Aby ułatwić czytelnikowi
identyfikację miejsc i domów, objaśniam obok, czy jest to numeracja
obecna, czy przedwojenna - tę można sprawdzić i porównać na stronie
internetowej Fundacja Warszawa 1939 oraz w Referacie Gabarytów w Archiwum Państwowym w Warszawie. Przy okazji spieszę wyjaśnić, że
niniejsza książka opisuje historyczny odcinek Alej Jerozolimskich
pomiędzy wiaduktem mostu Poniatowskiego a placem Zawiszy.
***
Monografia Dzieje Alej Jerozolimskich zawiera siedem rozdziałów, te
zaś są podzielone na podrozdziały. Jak czytelnik łatwo zauważy,
rozdziały są nierównej objętości, co jest implikacją ograniczonej ilości
dostępnych źródeł i opracowań. Niestety, niewiele jest materiałów
źródłowych, szczególnie dotyczących lat 1824-1830. Szkoda, bo mało
wiadomo o koszarach Dyrekcji Jeneralnej Dróg i Mostów, tzw. Koszarach
Drogi Jerozolimskiej - jednym z pierwszych wybudowanych tu budynków.
Tajemnicza, magiczna nazwa. Koszary w Alejach Jerozolimskich. Kto je
projektował, na czyje polecenie? O innych domach i wydarzeniach z tego
okresu również niewiele wiemy.
Powstanie listopadowe w Alejach i rejonie placu Zawiszy jest już za to
dobrze opisane przez Wacława Tokarza. Później, dekada po dekadzie,
dzięki pamiętnikom i rozwijającej się prasie dowiadujemy się o Alejach
coraz więcej. Okresy 1870-1914 i 1918-1939 są wszechstronnie
udokumentowane i opisane, tak samo jak druga wojna światowa i czas
powstania 1944 roku.
Im dalej w las, tym więcej drzew i oczywiście najobszerniejszy jest
przedostatni rozdział, bo o okresie powojennym mamy moc różnych
materiałów, pisanych i fotograficznych. Obszerne, pożółkłe już tomy akt
w Archiwum Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy zawierają informacje o wielu zapomnianych wydarzeniach, osobach czy różnych niezrealizowanych
projektach związanych z Alejami Jerozolimskimi. Także warszawska i ogólnopolska prasa często pisały o Alejach, szczególnie w pierwszych
powojennych piętnastu latach, kiedy nasza ulica była w biednej,
wyniszczonej i ciemnej Warszawie - jak pisano - światłem w ciemności.
Tu skierowano przecież pierwszy wysiłek inwestycyjny, odbudowując Muzeum
Narodowe, BGK, wznosząc CDT, Dom Partii i wiele innych obiektów. Można
śmiało rzec, że około 1960 roku Aleje były najważniejszą, najbardziej
tłumną ulicą Warszawy. Ludzie szukali tu wtedy życia wielkiego miasta i mogli je znaleźć - w nowych kawiarniach, sklepach, neonach z dawno dziś
zapomnianymi nazwami: Alhambra, Chinka, Natasza, Praha. W późniejszych
dekadach bardzo się to zmieniło.
Mimo ulicznego hałasu i technologicznego skoku współczesnego świata
Aleje kryją historie dawnych ludzi, epoki węgla i pary, eleganckich
restauracji i markiz z dwudziestolecia międzywojennego. Zachowano
historyczną szerokość ulicy (w przeciwieństwie do Marszałkowskiej) i jak
na Warszawę sporo dawnych domów będących świadkami jej burzliwej
historii. Nawet część ulicy między Nowym Światem a Marszałkowską, tak
potwornie zniszczona podczas ostatniej wojny, przechowuje jakieś
pamiątki z przeszłości. Aleje mają też swoje powojenne tajemnice: to
odchodzący powoli w niepamięć architekci Zbigniew Ihnatowicz, Bohdan
Gniewiewski, Jan Bogusławski, Zygmunt Stępiński i ich wkład w odbudowę
miasta. To dzięki nim Aleje zyskały współczesną formę. Ale nie
zapominajmy także o ciężkiej pracy tysięcy bezimiennych dziś ludzi -
robotników i majstrów bezpośrednio pracujących przy odgruzowaniu,
odbudowie i budowie Alej w latach powojennych.
Przez dwieście lat historii Aleje Jerozolimskie miały swoje wzloty i upadki, kilka razy nawet przysłowiowe pięć minut. Były Aleje ciche, były
wymarłe, były gwarne i pełne życia, były rozbite i biedne, były nadzieją
lepszego jutra, były miejscem, gdzie można się było spotkać z wielkim
światem. Dziś wydaje się, że historia po 1945 roku zatoczyła koło i po
latach ciężkich doświadczeń perspektywy Alej są lepsze. Chcę w to
wierzyć mimo pandemii, wojny na Ukrainie i wielu innych zagrożeń
współczesnego świata.
Kończąc optymistycznie wstęp do Dziejów Alej Jerozolimskich, wyrażam
nadzieję, że jest szansa, a nawet obietnica, uczynienia z Alej na powrót
wielkiego bulwaru. Może wtedy dzieje tej ulicy będą dopełnione.
Poczekajmy, cierpliwie patrząc w światło, nie w ciemności.
Artur Bojarski
1. Droga do Nowej Jerozolimy
1
DROGA DO NOWEJ JEROZOLIMY
Narodziny Alej
Utworzone decyzją kongresu wiedeńskiego w 1815 roku Królestwo Polskie
otrzymało od cara Aleksandra I liberalną konstytucję, rząd i polskie
instytucje. Można było zatem przystąpić do modernizacji i europeizacji
państwa. Co prawda procesy te od początku przebiegały pod czujnym (choć
życzliwym) okiem cara. Aleksander interesował się przebudową Warszawy,
tu też odbierał hołdy, jednak władzę w Królestwie bezpośrednio
sprawowali Polacy. Ci ludzie, nierzadko jeszcze z oświeceniowym
rodowodem, wierzyli, że Królestwo Polskie, choć związane z Rosją, jest
po wszystkich latach nieszczęść i niespełnionych oczekiwań swoistym
cudem, którego należy strzec i które jest "nasze". Z wielkim zapałem i nadziejami przystąpiono do przebudowy państwa, a zwłaszcza jego stolicy.
Nowa Warszawa miała być symbolem nowego otwarcia w relacjach
polsko-rosyjskich i związania polskich elit z Rosją.
Przez piętnascie lat istnienia konstytucyjnego i autonomicznego
Królestwa Polskiego w warunkach połowicznej niepodległości przebudowano
i uczyniono ze stolicy miasto na miarę europejską. Z Warszawy we
wszystkich kierunkach wychodziły nowe, solidne drogi bite. Domy
mieszkalne oraz gmachy instytucji i użyteczności publicznej otrzymały
prostą, surową, ale często monumentalną architekturę. Wytyczane place
reprezentacyjne, handlowe i wojskowe nierzadko obsadzano topolami
włoskimi - drzewami intensywnie wprowadzanymi na warszawski grunt. Te
proste, smukłe i eleganckie drzewa były niejako dopełnieniem licznych
kolumnad, kolumn i półkolumn zdobiących nowe gmachy Warszawy. Topole
sprowadzano do stolicy ze szkółek Piotra Strzyżewskiego na Podlasiu.
Wytyczono i uregulowano wówczas jedną nową, dużą ulicę - Aleje
Jerozolimskie. Nie wiadomo, z czyjej inicjatywy. Czy sam król-car
Aleksander I, który żywo interesował się przebudową miasta i zasugerował
władzom stolicy wytyczenie wielkiej szerokiej arterii o znaczeniu
strategicznym? A może prezydent Warszawy Karol Woyda stwierdził, że
przebudowywanej stolicy brakuje reprezentacyjnej ulicy na miarę Pól
Elizejskich czy Prospektu Newskiego? Czy też jej przeprowadzenie nakazał
Stanisław Staszic, od 1817 roku szef Rady Ogólnej Budownictwa,
Mostownictwa, Dróg i Spławów utworzonej przez Komisję Rządową Spraw
Wewnętrznych i Policji? A może to Imć Pan Namiestnik Józef Zajączek
nakazał i sfinansował z własnej szkatuły budowę nowej chaussée
(szosy), bo "jadąc na spacer, uwiązł tam w błocie"1.
Senator Józef Krasiński w swoim pamiętniku pisze, że budowa Alej
rozpoczęła się w roku 1816: "Miroszewski, adiutant jenerała Zajączka, z kapitanem od artyleryi pijaczyną i Chrystianim, znakomitym na później
jenerałem austryackim, rozpoczęli budować drogę
makadenizowaną2 w Warszawie od Jerozolimskich
rogatek"3. Zadanie to jednak przerosło Miroszewskiego i robotę
organizacyjną przejął Krasiński. Ten wiedział, co ma robić i zaczął z przytupem. Między innymi uwolnił w tym celu z więzienia obeznanych z fachem geometrę i kamieniarzy, gdyż na przebiegu nowej chaussée leżały
liczne wielkie kamienie polne, które trzeba było rozsadzać i rozbijać.
Fachowcy w rewanżu mocno pociągnęli z robotą.
Ułatwieniem dla budowniczych było to, że Aleje poprowadzono częściowo
śladem dawnej drogi do istniejącej w latach 1774-1776 osady żydowskiej
Nowa Jerozolima4. Jak wynika z map z początku XIX wieku,
teren przyszłej arterii był rzadko zabudowany, jakby przewidziany pod
jej budowę. Niemniej jednak poza nazwą arteria była całkowicie nową i spektakularną inwestycją. Ulica zaczynała się na ówczesnej granicy
Warszawy, którą wyznaczały wały i fosy usypane w 1770 roku (tzw. wały
Lubomirskiego), a dokładnie w miejscu, w którym był przejazd przez wały
w kierunku Traktu Krakowskiego. W 1823 roku budowa, przecinając Bracką,
doszła do ulicy Nowy Świat, gdzie wyburzono kilka drewnianych i murowanych domów. Rok później doprowadzono ją do ulicy Solec. "Robota
nowej Drogi z Nowego świata wprost ulicy Jerozolimskiej prowadzącej do
Wisły już znacznie postąpiła" - pisano w prasie5.
Wytyczenie nowej ulicy ku Wiśle miało związek z tworzeniem tam w latach
1815-1830 nowej dużej dzielnicy przemysłowej oraz przystani na Solcu. W tym celu przekopano skarpę warszawską i odtąd Aleje biegły w wąwozie.
Uzyskana podczas budowy ziemia posłużyła do usypania nasypu, stopniowo
obniżającego się ku Wiśle.
Już około 1826 roku Aleje zyskały utwardzoną nawierzchnię ze żwiru i tłuczonych kamieni. Ale tym, co najbardziej frapowało, były rozmach i rozmiar inwestycji: 3 km długości i 43 m szerokości6. Aleje
były ozdobione zielenią, po obu stronach arterii posadzono trzy rzędy
topoli włoskich - drzew romantycznych, tak kojarzonych z antykiem.
Sadzone w dwóch rzędach nie tworzyły ściany, lecz przestrzenny krajobraz
uporządkowanej zieleni. Latem dawały cień, zimą osłaniały przed
zamieciami śnieżnymi. Arterię okopano też podwójnym rzędem rowów
odwadniających, gdyż grunty dawnej jurydyki Kałęczyn były podmokłe. Ten
rodzaj dróg nie był jeszcze znany w Królestwie, a rozmach inwestycji,
daleka perspektywa i uporządkowana, zadbana zieleń sprawiły, że szybko
polubiono spacery i przejażdżki nową "śliczną ulicą"7.
Rogatki, pałac i afera
W 1823 roku u wylotu Traktu Krakowskiego założono nowy plac o owalnym
kształcie (obecny pl. Zawiszy). Jeszcze w 1817 lub 1818 roku, a więc
przed powstaniem arterii, wzniesiono tu dwa domki rogatkowe,
zaprojektowane przez Jakuba Kubickiego8. Architekt, który
specjalizował się w projektach domków rogatkowych, dla rogatek
jerozolimskich wybrał wyjątkowo formę rotundy. Oba budynki były
dekorowane w konwencji klasycystycznej - pod wydatnym gzymsem
umieszczono gładkie metopy przetykane tryglifami w porządku doryckim.
Osiem kanelowanych półkolumn podtrzymywało belkowanie. Elewację między
oknami i blendami Kubicki ozdobił głębokimi boniami. Obie rotundy
surrealistycznie stały w polu, były widoczne z daleka, lśniąc urzędową,
czystą bielą.
Idąc w kierunku wschodnim, od rogatek do Brackiej ulica była pozbawiona
zabudowy. Do Marszałkowskiej po obu stronach ciągnęły się nieużytki,
natomiast bliżej obecnej Nowogrodzkiej na planie miasta opracowanym w latach 1818-1819 przez Korpus Inżynierów Wojskowych zaznaczono cegielnię
i zabudowania gospodarcze. Między Marszałkowską a Bracką po stronie
południowej również nie zaznaczono żadnych obiektów, po północnej zaś
ciągnęły się ogrody. Pierwsze budynki stały od zbiegu z Bracką.
Najbardziej znaczącym obiektem na tym odcinku Alej był pewien tajemniczy
pałac. Jeszcze na planie Tirregaille'a z 1762 roku w tym miejscu brakuje
zabudowy, ale pałac jest już wyraźnie zaznaczony na planie Warszawy z 1771 roku, tzw. Delineacji Hiża.
Właścicielką owego obszernego założenia pałacowego między Bracką a Nowym
Światem była wówczas Teresa z Potockich Opalińska. Po niej gospodarowali
tu Paweł Piaskowski i Mateusz Zrazowski. Ten ostatni częściowo
wyremontował zniszczony obiekt, który następnie w 1818 roku zakupił i wykończył rząd Królestwa Polskiego. Mieściła się tam Dyrekcja Jeneralna
Dróg i Mostów. Pałac miał jedno piętro i bardzo zgrabne proporcje.
Wchodziło się doń przez czterokolumnowy portyk (wejście główne do
budynku było od Nowego Światu). Naroża i parter zdobiły bonia, zaś
całość wieńczyła attyka z tralek. Kilka dekad później carskie władze
przebudowały stylowy pałac, upraszczając elewacje. Umieszczono w nim
Zarząd XIII Okręgu Komunikacji Lądowych i Wodnych9.
Sam Zrazowski uczciwością nie grzeszył. To, że był posiadaczem pałacu
Opalińskiej, nie oznaczało, że był właścicielem gruntów przy Nowej
Drodze Jerozolimskiej - te bowiem w połowie należały do sukcesorów
Teresy Opalińskiej, a w połowie do innych właścicieli. Tymczasem mało
tego, że rościł sobie prawa do pasa ziemi od Nowego Światu do rogatek
jerozolimskich, to jeszcze próbował go sprzedać. Sukcesorzy Opalińskiej
protestowali przeciw temu i ostrzegali, że wszelkie transakcje będą
nieważne, a nabywcy nie będą mieli praw do zakupionej ziemi w Alejach.
Podjęli nawet stosowne środki prawne przeciw
Zrazowskiemu10. Niemniej jednak z afery możemy wyciągnąć
wniosek, że od początku interesowano się parcelami przy Alejach. Wszak
ruch budowlany w Warszawie był w latach 1815-1830 bardzo ożywiony (z kilkoma regresami), założono nawet szkołę dla niewykwalifikowanych
robotników budowlanych we wsi Włochy pod miastem.
W cieniu topoli
Co jeszcze oprócz wspomnianego pałacu stało w Alejach w latach autonomii
Królestwa Polskiego? Jak stwierdza historyk Eugeniusz Szwankowski:
"Ulica była początkowo zabudowana tylko przy przecięciu z Nowym Światem
i Bracką"11. Już po wybudowaniu Alej na rogu Brackiej stanął
jednopiętrowy skromny budyneczek z narożnym balkonem, nad którym zwisały
dziwaczne murowane frędzle. Później na mapach opisywano go jako koszary.
Według badacza dziejów Warszawy Jarosława Zielińskiego budynek
funkcjonował także po nazwą Koszar Drogi Jerozolimskiej, gdzie mieściła
się niewielka jednostka służb mundurowych podlegająca pobliskiej
rządowej Dyrekcji Jeneralnej Dróg i Mostów, a później Zarządowi
Kommunikacyi Lądowych i Wodnych.
Na południowo-wschodnim skrzyżowaniu Nowego Światu i Alej Jerozolimskich
na odkupionej połowie posesji należącej do rodziny Horodyskich w 1827
roku stanął okazały, dwupiętrowy dom Jana Jasińskiego. Kamienica o ściętym narożniku miała skromne dekoracje, wyróżniał się jedynie
boniowany parter. Zaprojektowana przez Antonio Corazziego była typowym
dzieckiem epoki autonomii Królestwa 1815-1830 - podobnych, o prostej,
archaicznej architekturze, powstało wówczas w stolicy setki. W 1836 roku
wystawiono ją na sprzedaż. Z prasy możemy się dowiedzieć, że dom ten,
należący do tej samej posesji co nieco mniejszy budynek od ulicy
Smolnej, należał do największych w mieście: "Oba te gmachy, szczegółowo
planem opisane, zawierają przeszło 220 pokoi i izb mieszkalnych;
połączone są wielkim ogrodem murem opasanym [...] mają stajnie
przeszło na koni sto, odpowiednią ilość wozowni, oranżeryą, trebhauzy i mieszkanie letnie"12. Spadkobiercy Jasińskiego odsprzedali
budynek rządowi Królestwa Polskiego w 1840 roku, umieszczono w nim
wówczas Najwyższą Izbę Obrachunkową, zaś później znalazła tu siedzibę
Warszawska Izba Kontroli13. Plany miasta z końca XIX wieku, na
których zaznaczono znaczniejsze budowle, pokazują oba budynki z ogrodem
pomiędzy nimi. W przyszłości stanie tu gmach Muzeum Narodowego.
Na planie Warszawy Wilhelma Ruchacza z 1827 roku widać wyraźnie
zaznaczone Koszary Dyrekcji Jeneralnej Dróg i Mostów, pałac Dyrekcji
Dróg i Mostów oraz zabudowane naroża z Nowym Światem14. Nas
interesują narożniki północno-zachodni i północno-wschodni. Po
wytyczeniu Alej na północno-zachodnim stanęła dwupiętrowa kamienica.
Zaprojektował ją Adolf Schuch w stylu klasycystycznym, jej główne
elementy dekoracyjne to trójkątne naczółki nad oknami pierwszego piętra
oraz skromne gzymsiki nad oknami drugiego. Narożna kamienica stała
samotnie wśród terenów zielonych, ale była forpocztą mieszczańskiej
zabudowy Alej. Po drugiej stronie ulicy, w narożniku północno-wschodnim,
znajdowały się jakieś zabudowania gospodarcze lub mieszkalne. To samo
można zobaczyć na wspomnianym planie Korpusu Inżynierów Wojskowych.
***
Nowo wytyczoną Drogę Jerozolimską objął plan podziału Warszawy na część
polską i żydowską, zatwierdzony jeszcze w 1809 roku przez władze
Księstwa Warszawskiego i utrzymany przez rząd Królestwa Polskiego. Dla
Żydów, mieszkających w całym niemal mieście, przeznaczono zachodnią
część Nowego Miasta, Muranów i Grzybów. Śródmieście z jego głównymi
ulicami zostało wyłączone z osadnictwa żydowskiego.
Budowane wówczas Aleje Jerozolimskie dekretem carskim z 31 lipca 1821
roku zostały zaliczone do tzw. ulic egzymowanych. Oznaczało to, że do 4
października 1824 roku osoby wyznania mojżeszowego muszą opuścić swoje
mieszkania oraz domy w Alejach i przenieść się do wyznaczonej im
dzielnicy. Za niepodporządkowanie się rozporządzeniu groziły surowe
kary. Właściciel domu, w którym mieszkał Żyd, mógł ponieść karę
finansową w wysokości rocznego czynszu, jaki płacił mu żydowski najemca,
ten z kolei miał obowiązek zapłacić karnie swój roczny czynsz i jeszcze
dodatkowo opłacić przeprowadzkę15. Mimo że w Alejach stało
wówczas niewiele domów, to dekret, podpisany przez prezydenta Warszawy
Karola Woydę, dodatkowo blokował tu inwestycje budowlane.
Aleje nadal miały charakter peryferyjny. Jeszcze w czasie budowy arterii
kręciło się tu wielu brukarzy, tragarzy, woźniców, robotnicy kopali rowy
i umacniali je szalunkiem. Co i raz podjeżdżały wozy z piachem i kruszywem, sadzono młode jeszcze drzewa. Później, kiedy roboty ucichły,
życie Alej biegło leniwie, w sielskim krajobrazie, pośród włoskich
topoli, na uboczu wielkiego miasta, z dala od wielkich, spektakularnych
inwestycji stołecznych.
Strzały w Alejach
Nie sposób pominąć dramatycznego epizodu obrony rogatek jerozolimskich i pobliskich umocnień w czasie powstania listopadowego i wojny
polsko-rosyjskiej. Obrona i walki w tym rejonie miasta wprowadziły naszą
ulicę na karty historii Polski.
W 1830 roku działania wojenne i rozgrywki polityczne toczyły się w innych rejonach Królestwa i innych dzielnicach Warszawy. Wspomnijmy
tylko o wypadkach z 2 grudnia 1830 roku, kiedy tłumy warszawian szły
Nowym Światem na spotkanie z generałami (Wincentym Krasińskim, Zygmuntem
Kurnatowskim) służącymi pod rozkazami wielkiego księcia Konstantego.
Tłum żądał od nich przejścia na stronę powstańców. Gdzieś w okolicach
skrzyżowania z Alejami doszło do spotkania, a później pomaszerowano
wspólnie do Śródmieścia.
Strzały z broni palnej i głuchy łomot artylerii zakłóciły peryferyjny
spokój Alej Jerozolimskich rok później, w czasie toczącej się już wojny
polsko-rosyjskiej. Po przegranej bitwie pod Ostrołęką w maju 1831 roku
wojsko Królestwa straciło wolę walki aż do zwycięstwa, zresztą większość
powstańczych generałów w ogóle jej nie posiadała. Nie wierzyli w pokonanie Rosji, za to w jej siłę już tak. Z wielką niechęcią naczelnego
wodza Jana Krukowieckiego i bogatej, wpływowej części mieszkańców
Warszawy latem przygotowywano się do obrony stolicy. Wiadomo było choćby
z prasy, że nowy wódz interwencyjnej armii rosyjskiej gen. Iwan
Paskiewicz po sforsowaniu Wisły zmierzał w kierunku stolicy od zachodu.
Od sierpnia 1831 roku organizacją obrony Warszawy zajmowała się Rada
Obrony ze świetnym strategiem gen. Ignacym Prądzyńskim.
Warszawa, położona "na bilardowej nizinie", jak pisze Wacław Tokarz,
była miastem niezwykle trudnym do obrony. Kiedy stało się wiadome, że
rosyjski atak spadnie na miasto od strony zachodniej, najmocniejszym
oparciem warszawian będą wały Lubomirskiego rozciągnięte na ponad 11 km
(koło rogatek jerozolimskich grunt był grząski, co stanowiło pewne
utrudnienie dla atakujących). Dodatkowo na zewnątrz wałów zbudowano
kolejne umocnienia w postaci dzieł, lunet i szańców. Niestety, nie
zostały one dostatecznie ufortyfikowane; były za bardzo rozrzucone na
wielkiej przestrzeni, co przy szczupłości sił polskich nie dawało szans
za długi i skuteczny opór. Równie prowizorycznie, na chybcika,
przygotowywano do obrony samo miasto. Nie sprzyjały temu nastroje
ludności, która "nie miała zbytniej ochoty naśladowania przykładu
Saragossy"16. Jednak w pobliżu interesującego nas odcinka
obrona wydawała się pewniejsza. Tu, między rogatkami mokotowskimi a jerozolimskimi, dowodził wsławiony w powstańczych bojach doskonały
artylerzysta gen. Józef Bem, tu też zgromadzono większość polskiej
piechoty i artylerii17.
W drugiej dekadzie sierpnia 1831 roku armia rosyjska półkolem otoczyła
Warszawę, przede wszystkim od zachodu i południa. Rosjanie postanowili
przypuścić główny szturm na Wolę oraz umocnienia przy Szosie Krakowskiej
i rogatkach jerozolimskich. 6 września około godz. 6 armia Paskiewicza
po silnym ostrzale ruszyła do ataku na polskie reduty. O godz. 9
Rosjanie zajęli Rakowiec i przystąpili do szturmu na tzw. Żelazną
Karczmę przy Szosie Krakowskiej w pobliżu rogatek
jerozolimskich18. Główne walki tego dnia miały jednak
miejsce w innych rejonach polskiej obrony.
7 września Paskiewicz nakazał wojskom gen. Nikołaja Murawjowa szturm na
umocnienia przy samych rogatkach jerozolimskich, miał to być atak
odciążający główne natarcie rosyjskie na umocnienia Czystego i Woli.
Rozpoczął się on o godz. 15 i prowadzony był z werwą i brawurą przez
doborowe jednostki rosyjskiej piechoty i kawalerii. Tego odcinka bronił
świetny polski generał Jan Nepomucen Umiński. Natarcie carskiej
kawalerii łamało się na grząskim gruncie oraz w ostrzale dział wałowych
położonej przy rogatkach lunety nr 73. O położoną w pobliżu rogatek
Karczmę Żelazną oraz lunetę nr 71 rozgorzały zażarte walki, oba obiekty
przechodziły z rąk do rąk. Nacierający ponieśli wielkie straty, ale
udało im się osiągnąć główny cel operacyjny - osłabienie obrony Czystego
i w końcu jego upadek. Wojsko polskie w panice uciekało przez rogatki
wolskie za wały Lubomirskiego19. Dopiero tu oraz na
rubieży cmentarza ewangelickiego udało się zatrzymać wroga.
Na położone obok rogatek jerozolimskich lunety nr 16, 17 i 18 spadło
uderzenie dziesięciu rosyjskich batalionów. Lunety nr 17 i 18 zostały
zdobyte, Polacy, cofnąwszy się za wał, prowadzili ostrzał wroga już z domów miasta. W tym czasie gen. Michaił Gorczakow zaatakował lunetę nr
16 oraz same rogatki jerozolimskie. Po morderczej walce luneta została
zdobyta, a same rogatki zagrożone. Kiedy gen. Umiński organizował na tym
odcinku odsiecz z Czerniakowa i Mokotowa, Rosjanie zdobyli rogatki.
Umiński jednak wrócił. Rogatki dwukrotnie przechodziły z rąk do rąk, ale
o godz. 22 obie znowu były opanowane przez Polaków. Między pobliskimi
lunetami nr 16 i 18 grupy żołnierzy rosyjskich sforsowały jednak wały
Lubomirskiego i wdarły się na ulice miasta. Rozpoczął się rabunek domów
w zachodnich częściach stolicy20. Krukowiecki, obawiając się
wtargnięcia Rosjan do Śródmieścia Warszawy, nakazał obrońcom rogatek i całemu wojsku ewakuację na Pragę, co uczyniono nocą i następnego dnia. 8
września rozpoczęły się rozmowy kapitulacyjne, mimo że armia polska
liczyła jeszcze ponad 70 tys. żołnierzy21. Nie bez wpływu na
tę decyzję był wspomniany defetyzm części generalicji oraz wyższych sfer
mieszczańskich stolicy.
Po wymarszu wojska i władz powstańczych z Warszawy zabrano się za
uprzątnięcie pobojowiska, wyrównano wały, zniwelowano okopy. Naprawiono
też uszkodzone zapewne rogatki. Życie w mieście wróciło na dawne, ciche
tory, choć wypadki w Alejach nadal się zdarzały: "Wczoraj okropny
wydarzył się przypadek w possessji przy drodze Jerozolimskiej; robiący
massę pistonową, gdy zanadto ją przycisnął, nastąpiła nagle expolzja,
tenże robiący postradał życie, mając głowę roztrzaskaną i części ciała
porozrywane; także obecna w izbie służąca została znacznie uszkodzoną" -
donosiła warszawska prasa22. Nie podano niestety numeru posesji,
zatem nie wiemy, gdzie doszło do tego tragicznego zdarzenia ani kim była
ofiara wypadku i dlaczego zajmowała się bronią palną. Nie wiadomo, czy w Alejach zdarzały się inne wypadki, drogowe czy kryminalne. Możemy
natomiast przypuszczać, że stały się one na powrót "śliczną ulicą",
gdzie w cieniu włoskich topoli odbywały się romantyczne przejażdżki i spacery.
2. Kolej żelazna wjeżdża w Aleje
2
KOLEJ ŻELAZNA WJEŻDŻA W ALEJE
Marconi, czyli Italia w Alejach
Jeszcze dziesięć lat po upadku powstania listopadowego nic nie
zapowiadało spektakularnych zmian w Alejach, szczególnie na zachód od
ul. Brackiej. Szeroką ulicą z rzadka przejeżdżały wozy i powozy konne,
latem szum włoskich topoli nadawał temu miejscu jakby wakacyjny klimat,
za rzędami drzew rozciągały się sady i ogrody. Było sielsko. Rozwój
ulicy nastąpił w epoce węgla i pary. Rozpoczęła się rewolucja
cywilizacyjna.
Latem 1844 roku miało miejsce znamienne wydarzenie - 14 lipca położono
kamień węgielny pod fundamenty pierwszego dworca kolejowego w Warszawie.
Budowę prowadzono bardzo szybko, pokaźny gmach ukończono już w listopadzie 1845 roku. Teren pod nowy dworzec wyznaczono na przecięciu
dwóch największych ciągów komunikacyjnych miasta w kierunkach
północ-południe i wschód-zachód, czyli ul. Marszałkowskiej i Alej
Jerozolimskich. Miejsca było tu pod dostatkiem, a skomunikowanie z centrum miasta, które wówczas znajdowało się w rejonie placów
Teatralnego i Bankowego, dawało dobre perspektywy rozwoju.
Dworzec zaprojektował działający już od dwudziestu lat na ziemiach
polskich włoski architekt Henryk Marconi. Wykorzystał swoje ulubione
wzorce neorenesansowe, choć równie biegle posługiwał się neogotykiem i klasycyzmem. Kiedy Marconi budował neorenesansowy Dworzec Wiedeński, na
północnym Mazowszu, w Chrcynnie, powstawał pod jego nadzorem pałac w stylu neogotyku angielskiego. Pochodzący z Rzymu architekt najbardziej
upodobał sobie jednak renesansowe wzorce włoskie.
Gmach stanął równolegle do Alej Jerozolimskich z wejściem głównym od
naszej ulicy. Dworzec, jak na połowę XIX wieku, był okazały, ciągnął się
od Marszałkowskiej w kierunku zachodnim na długości 160 m23, co
miało odpowiadać długości ówczesnego składu pociągu24. Gmach
środkowy, dwupiętrowy, Marconi wzorował na pałacu Kancelaryjnym w Wiecznym Mieście, rozbudowany o portyk, loggie i balkon, co czyniło zeń
niemal architekturę pałacową. Przed wejściem urządzono wielki plac
dojazdowy o długości 190 i szerokości 36 m. Oddzielono go od Alej
kanałem i dwoma rzędami topoli włoskich25.
"Wczoraj nastąpiło pożądane i oczekiwane przez kraj cały uroczyste
otwarcie Drogi Warszawsko-Wiedeńskiej, której ukończenie w lat parę
zbliży handel Warszawy do handlu Śródziemnego morza, a przez oboczne
odnogi zetknie się z handlem całego lądu stałego" - entuzjastycznie
informowała prasa26. Na otwarcie pierwszej w Królestwie Polskim
linii kolejowej 14 czerwca 1845 roku przybyło mnóstwo ciekawskich. Dla
notabli przewidziano kurs pociągiem do Grodziska Mazowieckiego i z powrotem. Wszyscy chcieli zobaczyć kolej żelazną: "Mnóstwo Warszawian
wszelkich stanów już oczekiwało na tę radosną chwilę. Wielu było takich,
którzy od kilku lat nie będąc w tej części Warszawy, nie mogli jej
poznać, widząc tyle nowych gmachów odznaczających się
pięknością"27. Dla mieszkańców i przyjezdnych dworzec był
wielką sensacją i atrakcją, co dzień wieczorem wzdłuż Alej zbierało się
mnóstwo gapiów, aby zobaczyć w ciemności iskry wylatujące z kominów
lokomotyw oraz migotanie latarni sygnałowych.
Dworzec Wiedeński, bo taką nazwą najczęściej się posługiwano, szybko
wrósł w pejzaż Warszawy i niemal od razu stał się czynnikiem
miastotwórczym. Oprócz gmachu głównego dworca wzdłuż Alej ciągnęły się
zabudowania biurowe, magazynowe, warsztaty, co z wybudowanym później
Dworcem Kaliskim i poczekalnią tworzyło rozległe "państwo kolejowe"
między Alejami a ul. Chmielną, ciągnące się aż do ul. Żelaznej.
Pendant dla gmachu Dworca Wiedeńskiego był Casa Marconi. W 1843 roku
na południowo-zachodnim rogu Alej i Marszałkowskiej Henryk Marconi
rozpoczął budowę własnego domu z portykiem arkadowym. Architekt
powtórzył tu tę samą stylistykę renesansu rzymskiego, wzbogaconą o osobiste detale. Były tu medaliony i biust portretowy na fasadzie
budynku narożnego oraz zdobione balkony żeliwne na dziedzińcu. Dom
Marconich, budowany latami, miał w końcu uzyskać formę "czterech
powiązanych architektonicznie pawilonów [...]. Elewacja trójdzielnego
budynku od al. Jerozolimskich wynosiła 62 m, od Marszałkowskiej, po
wybudowaniu jeszcze czwartego pawilonu - 50 m"28. Tak duża rezydencja
wystarczała dla całej (licznej) rodziny Marconich, a po śmierci Henryka
była doskonałym źródłem dochodów z wynajmu.
Leander i Władysław, synowie Marconiego, poszli w ślady ojca. Jednak to
Władysław stworzył wiele znakomitych dzieł, Leandrowi wystarczały
dochody z wynajmu pomieszczeń (na sklepy, kawiarnie i mieszkania) w rodzinnym domu29. Jako architekt specjalizował się w projektach
pałaców miejskich, ale jego największym dziełem była Wielka Synagoga na
Tłomackiem.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki