Alan Stoob, łowca nazistów - Saul Wordsworth

Reflow text when sidebars are open.
W lutym 1994 roku sprzątałem swoje biurko przed odejściem na emeryturę. Miałem pięćdziesiąt siedem lat i cieszyłem się umiarkowanie udaną karierą w szeregach policji w Bedfordshire. Kiedy starannie pakowałem broszurę zatytułowaną Znani kieszonkowcy z Luton, zadzwonił telefon.
- Słucham? - odezwałem się.
- Czy mogę rozmawiać z Alanem Stoolem?
- Owszem. Ale nazywam się Stoob.
- Panie Stoot, tu mówi Szymon Wiesenthal, najsłynniejszy łowca nazistów, jakiego kiedykolwiek znał świat. Czy ma pan chwilę?
- Nie bardzo - odpowiedziałem. - Właśnie pakuję swoje rzeczy i przeprowadzam się do Bournemouth.
- Wiem. Dlatego właśnie dzwonię. Niech pan przyjedzie do Wiednia na spotkanie ze mną. To bardzo ważne. W swojej marynarce znajdzie pan bilet w obie strony. Do zobaczenia, panie Stoop.
Sprawdziłem kieszeń na piersiach. Tam, wciśnięty między plastikowy długopis i dwie tabletki glukozy, tkwił bilet do międzynarodowego portu lotniczego w Wiedniu i z powrotem. Wybrałem 1471, usługę telefoniczną wprowadzoną zaledwie rok wcześniej, dzięki której mogłem połączyć się z ostatnim rozmówcą.
- Dzień dobry. Tu biuro Szymona Wiesenthala, mówi Szymon Wiesenthal. W czym mogę pomóc?
- Nie wybieram się nigdzie bez Edame - powiedziałem.
- Co to jest Edame?
- Edame to moja żona, panie Wiesenthal.
- Świetnie. Zajmę się tym. Do zobaczenia jutro.
Wieczorne przyjęcie pożegnalne zupełnie mnie nie interesowało. Czego mógł chcieć ode mnie Szymon Wiesenthal, najlepszy łowca nazistów wszech czasów? Cóż mógłbym dać człowiekowi, który wyśledził Adolfa Eichmanna, na dobre zasiał lęk wśród wszystkich żyjących nazistów i ma instytut nazwany na swoją cześć? Co prawda doprowadziłem do oskarżenia, o co tylko się da, lokalnego rzezimieszka George'a "Jaja" Benedicta, lecz w porównaniu z sukcesami Szymona Wiesenthala to błahostka. W nocy nie mogłem z nerwów spać.
Następnego ranka złapaliśmy taksówkę na lotnisko w Luton, polecieliśmy do Wiednia, zameldowaliśmy się w hotelu i po popołudniowej drzemce byliśmy gotowi. O trzeciej znaleźliśmy się twarzą w twarz z legendą.
- Dobrze, że pan przyjechał, panie Stoon - powiedział, wprawiając mnie w zakłopotanie. Wydawał się bardzo wątły i nader religijny.
- Nazywam się Stoob i naprawdę cudownie jest pana poznać, panie Wiesenthal.
- A to musi być Edame - rzekł, zanim się skłonił, by ucałować jej dłoń, tracąc przy tym równowagę i upadając na segregatory. Edame często w taki sposób oddziaływała na mężczyzn. - Powód, dla którego was tutaj dziś sprowadziłem, jest bardzo prosty - wyjaśnił, odzyskawszy równowagę. - Jestem chorym człowiekiem. Lekarze dają mi jedynie piętnaście lat życia. Możecie myśleć, że to długo. Prawdę mówiąc, też tak uważam, zwłaszcza biorąc pod uwagę to, że mam osiemdziesiąt trzy lata. Jest jednak jeszcze tak wiele rzeczy do zrobienia, że nie sądzę, bym mógł wszystko... posunąć, by tak to określić. - Mrugnął do Edame. - Obserwowałem cię, Stoot. Wszędzie mam szpiegów. Twoi przełożeni byli zachwyceni doświadczeniem i instynktem, jakim jesteś obdarzony, gdy sprawa dotyczy ukrywania się i poszukiwań, a także znajomości psychologii uciekiniera. - Zamilkł i podrapał się po pociągłym uchu. - Wiem, że masz zamiar przenieść się do Sidmouth.
- Do Bournemouth - przerwałem.
- Mniejsza o to. Nie rób tego. Dlaczego miałbyś marnować swój talent?
- Co proponujesz? - zapytałem.
- Czy masz pojęcie, ilu nazistowskich zbrodniarzy wojennych ukrywa się w Wielkiej Brytanii?
- Nie mam pojęcia - odpowiedziałem. - Mogę się tego dowiedzieć, jeśli chcesz.
- Dwustu czterdziestu ośmiu! - wykrzyknął. - Z czego stu dziewięćdziesięciu trzech w samym Bedfordshire!
- Bed...
- Potrzebuję kogoś - świat potrzebuje kogoś - kto kontynuowałby moją pracę w Zjednoczonym Królestwie. Brytania jest nową Ameryką Południową, Bedfordshire jest jak Paragwaj. Alanie, tam wszędzie są naziści, pomarszczeni staruszkowie wynurzający się z kanałów i ze ślepych uliczek, szukający tanich operacji plastycznych w Houghton Regis, integrujący się z lokalnymi wspólnotami. Musimy ich znaleźć.
Wyszliśmy zmieszani. Sam Wiesenthal wydawał się zmieszany, niemal ledwie przytomny. Czy to były wynurzenia rozhisteryzowanego umysłu opanowanego do cna przez obsesję i koszerny dżin? Po powrocie do domu odwiedziłem lokalną bibliotekę, chcąc wypożyczyć książkę o sposobach byłych policjantów na spędzanie czasu na emeryturze. Pracowała tam nasza córka Tina. Ma ponad metr osiemdziesiąt wzrostu i była najlepsza w biegu przez płotki wśród uczennic ze szkół w Bedfordshire w 1982 roku. Opowiedziałem jej o spotkaniu z Wiesenthalem.
- To prawda, tato - powiedziała, stając nade mną. - Zajmowaliśmy się tym w szkole. Wydaje się, że naziści na swoich okrętach przybili do Brighton w późnych latach sześćdziesiątych, a potem złapali pociąg do Bedford.
- Masz na myśli połączenie niegdyś zwane Bed-Pan, łączące Bedford ze stacją St Pancras?
- Tak - odparła. - Co u Toma?
Tom to nasz syn. Ma czterdzieści dwa lata i ugrzązł w przeszłości. Później opowiem o nim więcej.
Na nasze następne spotkanie Tina przyniosła skoroszyt. To, co zobaczyłem, zszokowało mnie. Wykorzystała papier formatu A4, by odbić na ksero dokumentację formatu A5. Rzadko widywałem podobne marnotrawstwo. Jednak zawartość była fascynująca. Najwyraźniej Wiesenthal, mimo że wyglądał na wpół szalonego i mającego jedynie piętnaście lat życia przed sobą, wiedział, o czym mówi. Podniosłem słuchawkę.
- Dzień dobry, tu biuro Szymona Wiesenthala, mówi Szymon Wiesenthal. W czym mogę pomóc?
To był on.
- Miałeś rację - powiedziałem.
- Aaaa... Stooq.
Nawet nie zawracałem sobie głowy tym, by go poprawić.
- Wiedziałem, że wrócisz - wysapał.
- Biorę tę robotę. Chcę być najlepszym brytyjskim łowcą nazistów.
- Cieszę się - odpowiedział.
Nastała długa cisza.
- Masz świadomość, że dla wielu spośród nas ma to wymiar osobisty?
Skinąłem głową. Po chwili dotarło do mnie, że mógł nie usłyszeć kiwnięcia, więc rzuciłem słówko "tak" do słuchawki.
Znowu cisza.
- Czy będziesz wystarczająco oddany sprawie?
To było trudne pytanie. W głowie miałem gonitwę myśli. Czy polowanie na nazistów to praca dla goja? Czy też nie - nie-Żyd może pełnić tę funkcję z taką samą zajadłością, pasją i żądzą zemsty jak prawowierny Żyd?
Nagle przeniosłem się siedemdziesiąt trzy lata wstecz. To było pozornie zwyczajne popołudnie, kiedy bawiłem się zabawkami, podczas gdy rodzice słuchali radia. Program został przerwany przemówieniem samego Neville'a Chamberlaina. Ojciec wydawał się szczególnie poruszony. Chamberlain zakończył słowami: "Muszę wam powiedzieć, że nie otrzymaliśmy żadnego takiego zobowiązania, a zatem nasz kraj jest w stanie wojny z Niemcami".
Przewinąłem szybko do roku 1941. Stałem z matką na stacji Leighton Buzzard. Moja mała walizka była spakowana. Mamusia zaś nie miała ze sobą żadnej. Nie potrafiłem zrozumieć dlaczego.
- Dbaj o siebie, dzielny mały Alanie - mówiła, dławiąc się łzami. - To dla twojego dobra.
Kiedy wróciłem, nic już nie było takie samo.
- Tak - powiedziałem do Wiesenthala. - Będę wystarczająco oddany. Hitler zamordował miliony, lecz zniszczył życie wielu, wielu więcej. W czasie wojny zostałem ewakuowany; byłem jedynym południowcem w miasteczku na północy. Nie chcę wchodzić w szczegóły, ale nie było to miłe. Dodatkowo byłem leworęczny, niski jak na swój wiek i musiałem nosić przez wiele lat okulary. Może nie jestem Żydem, ale potrafię zrozumieć, co to znaczy być odmieńcem. I jak każdy uczciwy człowiek wierzę, że to, co zrobili naziści, przewyższa wszelkie potworności.
- Zrobili i robią to do dziś, Stoov - rzekł Wiesenthal. - Doceniam twoją uczciwość. Twoje słowa są słowami człowieka rozważnego. Przemawiają przez ciebie sumienie i prawość. Życzę ci jak najlepiej w twoich poszukiwaniach. Masz tę pracę. Jedyne, o co proszę w zamian, to nieustanna czujność. Jeśli będziesz miał pytania, dzwoń. Spędzam tutaj większość czasu. Gdyby akurat mnie nie było, zostaw wiadomość bądź wyślij faks. Tak naprawdę to wolę faks. Kocham faksy, są po prostu doskonałe.
Zrezygnowaliśmy z Edame z naszych planów emerytalnych w Bournemouth, przerobiłem stary pokój Tiny na biuro dla mnie i rozpocząłem moje drugie życie - najlepszego brytyjskiego łowcy nazistów.
Zawsze prowadziłem dziennik. W chwili kiedy to piszę, mam siedemdziesiąt sześć lat. W moim wieku łatwo zapomnieć o drobiazgach, wstrząsających wiadomościach czy też - niekiedy - o imionach własnych dzieci, Tiny i Toma. Jeśli dodać do tego alkohol - który Edame i ja spożywamy od czasu do czasu, z czego zresztą jesteśmy znani - to życie może szybko osunąć się w stronę jakiegoś bzdurnego otumanienia aż do chwili, kiedy pewnego dnia obudzisz się martwy. Dlatego prowadzę dziennik.
Sześć miesięcy temu przedstawiciele pewnego wydawnictwa zapytali, czy zechciałbym napisać książkę o polowaniu na nazistów.
- Nie - odparłem. - Jestem zbyt zajęty ich ściganiem. Co więcej, w każdej chwili mogę umrzeć, więc książka pozostałaby nieukończona.
- OK - powiedzieli i odeszli.
Jednak po jakimś czasie wrócili.
- Alanie? - zapytali.
- Tak?
- Czy prowadzisz dziennik?
- Tak.
- Czy możemy opublikować twoje zapiski?
- OK.
- Dzięki, Alanie. Co powiesz na notatki z zeszłego roku?
- To był dobry rok. Wiele się wydarzyło. Padniecie z wrażenia.
Alan Stoob, styczeń 2013
Obudziłem się z ustami napuchniętymi jak bunkier Hitlera. Wypiliśmy z Edame całą butelkę porto dla uczczenia Nowego Roku. Nie jestem pewien, czy lubię porto. Był to przecież trunek, który upodobał sobie Hitler. Kiedy Edame przysnęła, uprzątnąłem swoje biuro. Wszędzie wisiały kartki z notatkami. Wycinki gazet i mnóstwo wydruków z informacjami na temat napotkanych i zidentyfikowanych tu i ówdzie nazistów. Ułożyłem dwa stosy: jeden z możliwymi tropami, zaś drugi z poniedziałkowymi śmieciami. Podczas tych porządków natknąłem się na ostatni list, jaki otrzymałem od Wiesenthala w 2005 roku, w którym gratulował mi złapania w sidła Borisa Boota zwanego Przygłupem z Poczdamu:
Bez wątpienia rozwinąłeś się, stając się najlepszym brytyjskim łowcą nazistów.
Wiesenthal pisał:
Aż do ubiegłego roku przedkładałem nad Ciebie Arthura Poba, lecz z chwilą zuchwałego nalotu na demonicznego Borisa Boota w ratuszu we Flitwick pewnie zająłeś pierwsze miejsce. Któż mógłby wiedzieć, że polowanie na nazistów tak szybko stanie się wyborem zawodowym dla byłych policjantów w Zjednoczonym Królestwie.
Jakże się cieszę, że Ty i Edame znowu jesteście na właściwej drodze. Potrzebujesz stabilizacji w życiu osobistym. To oczywiście jest prawdą w każdej pracy, lecz szczególnie dotyczy pochłaniającej tak wiele emocji roli łowcy nazistów. Alanie, przywracasz wiarę w całe to przedsięwzięcie. Pozostań czujny i bądźmy w kontakcie. Przyślij mi list, a jeszcze lepiej faks. Czy kiedykolwiek mówiłem Ci, jak bardzo cieszy mnie ich otrzymywanie? Faksy są niesamowite.
I znowu pod wpływem słów Szymy usiadłem za biurkiem i stworzyłem nowy dokument w Wordzie zatytułowany: Główne cele Alana Stooba w roku 2012. Napisał Alan Stoob. W trzech punktach spisałem nazistów, których najbardziej poszukiwałem: Heinricha Snuffa (Pałę z Monachium), Silasa Pilsnera (Bydlaka ze Szlezwiku) oraz siostry Nibble: Myrę i Valerie. Wydrukowałem listę i zakreśliłem Snuffa, który zgodnie z najnowszymi danymi Interpolu był widziany w ostatni wtorek, kiedy to dusił kota w pobliżu stacji Biggleswade.
Następnie włożyłem spodenki z obciążnikami, które Edame kupiła mi na święta, i rozpocząłem rok, tak jak zamierzałem - poszedłem na szybki spacer po okolicy. To, co napisano na opakowaniu, było prawdą: kiedy tylko ściągniesz te spodenki, będziesz się czuł tak lekko jak nigdy wcześniej. Co prawda porobiły mi się otarcia tu i ówdzie, ale w instrukcji przekonywano, że ślady powinny zniknąć. Kiedy użyłem już znieczulającego kremu i zasiadłem za biurkiem, zobaczyłem e-mail od lokalnego przedsiębiorstwa Pete's Hams.
Drogi Alanie,
naprawdę z wielką przykrością muszę Cię poinformować, że dłużej nie jesteśmy w stanie wspierać finansowo Twojej wyjątkowo ważnej pracy odnajdywania żyjących w regionie Bedfordshire nazistowskich zbrodniarzy wojennych. Nasze przychody dramatycznie zmalały w ciągu minionego roku, przede wszystkim dlatego, że ludzie zaczęli kupować kiełbaski w internecie. Zapewne zauważyłeś, że musieliśmy obciąć nasze ceny, by móc rywalizować z Amazonem, Walmartem i eBayem.
Jednak wszyscy tutaj, w Pete's Hams, mamy nadzieję, że będziesz kontynuował swoją misję.
Życzymy Ci wielu sukcesów w 2012 roku.
Pozdrowienia od Pete'a z Pete's Hams
PS Ukłony dla Edame.
Nie spodziewałem się tego ze strony Pete'a, przecież zawsze kupowaliśmy u niego kotlety. Otworzyłem plik z notatkami dotyczącymi sponsorów i wprowadziłem konieczne poprawki. Gdzieś głęboko w sercu wiedziałem jednak, dlaczego Pete wycofał swoje wsparcie. Podejrzewałem, że stało się to z tego samego powodu, dla którego postąpiły tak samo Radio Rentals, Somerfield, Café Gnob, NATO i Organizacja Narodów Zjednoczonych: z powodu incydentu w Whipsnade. Na chwilę dopadło mnie zwątpienie, jednak minutę po jedenastej weszła Edame, całując mnie w kark i przynosząc gorący napój owocowy ribeny w moim kubku najlepszego brytyjskiego łowcy nazistów?.
- Mam nadzieję, że nie przejmujesz się za bardzo Whipsnade? - spytała.
- Oczywiście, że nie - odpowiedziałem. - Zwykłe wzloty i upadki, kochanie. Rok 2012 będzie rokiem Alana.
- Jesteś najkochańszym, najprzystojniejszym łowcą nazistów, jakiego znam!
- Przystojniejszym nawet od Arthura Poba?
- Nie bądź głuptaskiem!
Spojrzałem głęboko w jej jasne, holenderskie oczy.
- Posłuchaj, Edame, ostatniej nocy...
Położyła palec na moich ustach.
- Alanie, jest więcej niż tylko jeden sposób, by udowodnić swoją męskość.
Wzmocniony na duchu poświęciłem popołudnie na poszukiwanie Wolfganga Schnitzela, Hełmu Hanoweru. Źródła podawały, że ukrywa się w norze w Luton Hoo, nie udało się tego jednak potwierdzić. Obrzydzeniem napawało czytanie o tym, że raz złamał rękę swojej córce tylko po to, by zmieściła się w walizce. Dlatego ucieszyłem się, kiedy zadzwonił służbowy telefon. To był nasz syn Tom.
Pojawił się dziesięć minut później ze słuchawkami walkmana Sony na uszach i poszedł prosto do swojego starego pokoju. Wynurzył się z niego chwilę później, ściskając reklamówkę pełną kaset i naturalnej wielkości E.T., którego dała mu jego była dziewczyna Susan jeszcze w 1987 roku, wskoczył na swojego griftera1 i znikł. Jedna z opon była zupełnie sflaczała. Tom też nie wyglądał najlepiej. Jego coraz bardziej nieprzewidywalne zachowanie niezmiernie nas martwiło. Skoro Pete's Hams wycofał swoją pomoc, być może nie będzie nas stać na to, by dłużej utrzymywać mieszkanie Toma w Toddington.
Resztę popołudnia spędziłem, zastanawiając się, skąd pozyskać dodatkowe wsparcie finansowe. Biorąc pod uwagę niepowodzenie zeszłorocznej kampanii z T-shirtami ("Naziści - nie dla wszystkich"), skłaniam się do pomysłu kalendarza. W pośpiechu zanotowałem słowo "Alan-dar", po czym zrobiłem przerwę na małą sherry z Edame. Ciężko znosi krótkie wizyty Toma. By podnieść nas na duchu, rozpakowałem pakiet wideo z serialem Bergerac, jaki kupiła mi na święta. John Nettles jest bez wątpienia najlepszym aktorem swojej generacji, chociaż Edame nie wierzy w to, że farbuje włosy.
Zakończyliśmy wieczór intymnym masażem. Zapytała, czy może nazywać mnie John. Nie odpowiedziałem.
* * *
Ostatniej nocy śniło mi się, że osaczyłem Jurgena Moofa, Tynkarza z Paryża, i dusiłem go rękoma. Obudziłem się, ściskając ściągniętą skarpetę. Nic nie powiedziałem Edame, mogłaby tylko żartować o Dereku Boone'em, najmniej fortunnym brytyjskim łowcy nazistów minionej dekady.
Zostawiłem moją kształtną żonę czytającą wydany dużym drukiem egzemplarz Pięćdziesięciu twarzy Greya i przygotowałem sobie na koszerne śniadanie faszerowaną rybę i sadzone jajka z macą. Mimo że byłem gojem, uznałem, że ortodoksyjna, żydowska kuchnia pozytywnie wpływa na koncentrację myśli.
W pracowni nagle zapaliła się czerwona lampka.
"Alanie. Tutaj Nigel z Brytyjskiego Stowarzyszenia Łowców Nazistów. Mam nadzieję, że wszystko jest w porządku, stary druhu. Chciałem jedynie przypomnieć, że tytuł najlepszego brytyjskiego łowcy nazistów będzie ponownie przyznawany późnym latem. To oznacza ciężką pracę w pierwszej połowie roku. Nie ma czasu, by żyć przeszłą chwałą czy też obawiać się niepowodzeń. Innymi słowy, nie zajmujmy się już Whipsnade. Masz siedemdziesiąt cztery lata, wkraczasz w najlepszy wiek dla łowcy. Pamiętaj, że Wiesenthal najlepszych czynów dokonał, mając niewiele ponad osiemdziesiąt lat i znacząco przyczyniając się do aresztowania piekielnego Trumy Smunga. Wszyscy w BSŁN mocno ci kibicujemy. Naprawdę, nikt z nas nie chce, by ten tytuł przypadł Herbowi Derbowi.
Dziękuję, Alanie. I ukłony dla Edame".
Jeśli Whipsnade nauczyło mnie czegokolwiek, to z pewnością tego, by nigdy nie zapominać o moim niebieskim inhalatorze. Mając to na uwadze, wykopałem z biurka swoją stałą receptę i zakreśliłem: ventalin (astma), clopidogrel (angina), naprosyn (artretyzm), magnesium hydroxide (zaparcie), loperamide (biegunka) oraz citalopram (lęk i depresja kliniczna).
W przychodni zostałem przyjęty bardzo ciepło, zwłaszcza przez doktora Grossmarka, który wyszedł z pokoju i błagał mnie, bym "złapał tego drania Jerry'ego".
W powrotnym autobusie linii sześćdziesiąt dwa jakaś kobieta opowiadała przyjaciółce, że złamała właśnie paznokieć. "To chyba najgorsza rzecz, jaka przydarzyła się w historii" - powiedziała. Pochyliłem się i grzecznie przypomniałem im o Holocauście.
Wchodząc do domu, spostrzegłem strzęp papieru leżący na wycieraczce. Mógł zwiastować moją pierwszą dużą sprawę w 2012 roku.
Tesco w Leagrave, czwartek, 11 po południu
Alejka z żywnością dla zwierząt
Przyjdź sam
Przyjaciel
Zapytałem Edame, czy widziała kogokolwiek kręcącego się koło domu, lecz była zbyt pochłonięta lekturą, by mogła cokolwiek zauważyć. Przyjrzałem się uważnie charakterowi pisma. Wiadomość napisano z precyzją i sprawnie, co zwykle przypisuje się Niemcowi czy też (szerzej) Austriakowi. R przechylało się nieco do tyłu, sugerując socjopatę albo po prostu silny wiatr. Atrament był niebieski, co oznaczało, że piszący był mężczyzną. Kształt liter zdradzał pióro z tłoczkiem, ergo posłaniec miał ponad pięćdziesiąt lat, był bogaty bądź próżny. Papier był wysokiej jakości i pachniał jak plaże w Aberystwyth. Odkurzyłem naszą skrzynkę na listy, szukając odcisków palców, lecz jedyne, co znalazłem, to ślady śliny pozostawionej przez Goebbelsa, naszego labradora, który zdechł nagle w 2007 roku.
Zasugerowałem Edame, że powinniśmy udać się do Tesco pod koniec tygodnia. Ona jest stworzeniem pełnym przyzwyczajeń. Mogłem spodziewać się dokładnie takiej odpowiedzi:
- Przecież wiesz, że zawsze robimy zakupy w Sainsbury.
- A co, jeśli pojedziemy tam i nie znajdę bananów?
- Tak czy inaczej, na kartce było napisane: "Przyjdź sam".
Musiałem poradzić sobie ze wszystkimi zastrzeżeniami Edame, bowiem prawda była taka, że potrzebowałem tam jej moralnego wsparcia. Moja agorafobia związana z supermarketami znacząco pogorszyła się od czasów Whipsnade. Doktor Grossmark zalecił, bym miał żonę obok siebie zawsze, kiedy tylko to możliwe ("Świat nie potrzebuje łowców nazistów ulegających atakom paniki, Alanie").
Po obiedzie zabrałem karteluszek do lokalnego specjalisty od rękopisów Edgara Moppa. Edgara niestety nie było, lecz jego żona Maud spojrzała na pismo i stwierdziła, że jest to "dzieło mężczyzny bądź kobiety". Zmarnowany czas.
Spędziliśmy wieczór z Edame, oglądając kolejne dwa odcinki Bergeraca. Pozostaję pod wrażeniem pozbawionej wysiłku charyzmy Nettlesa, która tutaj jest o wiele bardziej wyraźna niż w Morderstwach w Midsomer z jego udziałem. To musi być pewność siebie, jaką daje młodość. Na myśl o tym dopadł mnie głęboki smutek. Nettles jest dla Edame partnerem do seksu w windzie. Co oznacza, że gdyby wpadli na siebie w windzie, to mają moją zgodę na uprawianie miłości. Jeśli o mnie chodzi, wahałem się między seniorką telewizji popołudniowej z lat siedemdziesiątych Mavis Nicholson a Denise Welch z Loose Women. Nie jest zresztą tak, że mógłbym z nimi wiele zrobić, nawet jeśli bylibyśmy zatrzaśnięci między piętrami przez miesiąc.
Zapukał do nas Bob z naprzeciwka. Powiedział, że będzie przychodził karmić naszego kota, kiedy gdzieś wyjedziemy. Wyjaśniliśmy mu, że nigdy nie mieliśmy kota, a zresztą nigdzie nie wyjeżdżamy. Wyglądał na zmieszanego i niemiłosiernie zmęczonego. Zaprosiłem go do środka. Zasnął na naszej sofie. Wypuściliśmy go o północy, zupełnie tak jak wypuszczalibyśmy kota, którego nigdy nie mieliśmy.
* * *
Obudziłem się w zdumiewająco dobrym nastroju. Dziś jest wtorek. Hermann Göring zmarł we wtorek.
Dzień rozpocząłem od zwyczajowych ćwiczeń w starym pokoju Toma. W ich trakcie wyskoczył mi dysk. Całe szczęście jestem w stanie przesunąć go z powrotem, w sam raz, by zdążyć na umówioną na dziewiątą rano telekonferencję z Interpolem.
Jak zwykle musiałem się zmierzyć ze skomplikowaną procedurą ich systemu połączeń ("Jeśli złapałeś światowej sławy seryjnego mordercę, naciśnij jeden; jeśli jesteś uciekinierem ściganym za przestępstwo, którego nie popełniłeś, wciśnij dwa..."). Tak naprawdę cała ta instytucja rozczarowuje, jednak ilekroć próbowałem złożyć skargę, zamykali właśnie swoje biuro obsługi klienta. Zaś w miniony piątek cały Interpol zrobił sobie wolne popołudnie i wszyscy poszli na kręgle.
Rozmowa rozpoczęła się od wieści, że jeden z ich agentów wyśledził brakujące jądro Hitlera w parku wypoczynkowym na przedmieściach Boulogne. Ciężko powiedzieć, czy nie robią mnie w konia, więc udawałem, że słucham z uwagą. Po zwyczajowych żartach na temat seksu przeszliśmy do interesów.
Dowiedziałem się, że:
1. Mathias Wengl nazywa się teraz Roderick Smoof i prowadzi elegancki pub w Caddington.
2. Złowieszczy Alois Purlang, Głupek z Mannheim, był niedawno widziany, jak wygrzebywał resztki na zapleczu Pizza Express w centrum Bedford.
3. Drogeria Boots w Harlington donosiła, że Hertz van Rental, Borsuk z Bottrop, kupił w ostatni wtorek sylikonowy cewnik.
Na koniec opowiedzieli mi szczególnie niecenzuralny dowcip o chomiku. Zmusiłem się do śmiechu, lecz naprawdę mnie zirytowali. I jeszcze nalegali na rymowanie Edame z "manię", nie zaś z "manie". Gdyby nie to, że mogłoby się to przysłużyć lokalnym nazistom, w jednej chwili zerwałbym wszelkie kontakty z Interpolem.
Nim skończyłem z nimi rozmawiać, w drzwiach pojawił się mój dawny kolega, detektyw konstabl Mike Moomin. Zapytałem go o sprawę Pinkertona ("Jeszcze zbyt wcześnie, by przesądzać, ale jesteśmy prawie pewni, że wiemy, kto rzucił gównem w burmistrza") i zaczęliśmy pogawędkę. Kiedy zaprosiłem go do środka, powiedział, że to nie jest spotkanie towarzyskie.
Nagle mój umysł przełączył się na najwyższe obroty.
Co miał na myśli?
Czy coś się stało?
Czy to dotyczy Edame?
- Z przykrością muszę ci powiedzieć, Alanie, że o czternastej czasu lokalnego zatrzymaliśmy pana Thomasa Stooba kradnącego plastikowy miecz ze sklepu z tanizną. Aresztowaliśmy go i wypuścimy za kaucją. Wiem, że sobie z tym poradzisz, szczególnie po Whipsnade.
Odebrałem Toma z posterunku policji w Dunstable. Biedny chłopak wyglądał na bardziej przybitego niż Rudolf Hess na bar micwie, więc dałem mu werthersa. Wiem, że to niemieckie cukierki, lecz Niemcem był także Johnny Weissmuller, który jest naszym ulubionym Tarzanem. W samochodzie zapytałem Toma, do czego konkretnie potrzebny był mu miecz. Odpowiedział, że "po prostu był wściekły", że jest mu "bardzo przykro" i czy mógłby do nas "przyjść i zostać przez kilka dni". Odparłem, że cudownie będzie mieć go znowu pod jednym dachem.
Kiedy tylko Tom znalazł się w domu, od razu poszedł do swojego starego pokoju i zamknął drzwi. Wydobywającemu się stamtąd hałasowi, który Edame zidentyfikowała jako Thompson Twins, towarzyszył słodki zapach marihuany. Jako były samozwańczy konstabl z Dunstable nie mogłem zaakceptować wdychania miękkich narkotyków, lecz teraz dla mojego syna było to jedyne pocieszenie.
Kolację zjedliśmy w milczeniu. Tom siedział z walkmanem, zabawiając się przesuwaniem grzanek na talerzu. Edame ledwie tknęła sałatkę. Pojedyncza łza spłynęła po jej porcelanowym, holenderskim policzku. Otarła ją rzodkiewką, nim spadła jej do wina. Czułem, że zawiodłem naszego chłopaka. Być może byłem zbyt zajęty służbą, kiedy był mały. Kiedy siłował się z porcją lodów, położyliśmy dłonie na jego bezkształtnych ramionach.
Nastrój się poprawił, gdy zawitał nasz wnuk Haden. Miał spodnie włożone tak nisko, że widziałem jego gatki (na szczęście były czyste). Zostawiliśmy Edame i Toma, by obejrzeli powtórkę Tales of The Unexpected, i chyłkiem przemknęliśmy do mojej kwatery głównej. Haden pokazał mi stronę poświęconą polowaniom na nazistów, którą zaprojektował na moją prośbę. Znajdowała się na niej historia narodowego socjalizmu, uaktualniona lista pięciu najbardziej poszukiwanych nazistów w Bedfordshire oraz numery mojego telefonu i faksu. Strona miała nawet swoją muzykę, chociaż nie jestem do końca pewien, czy ścieżka dźwiękowa ze Szczęk była najbardziej trafnym wyborem.
Chciałem mu zapłacić. Powiedział jednak, że nie weźmie pieniędzy (co za ulga), wolałby w zamian towarzyszyć mi w kolejnym polowaniu na nazistów. Ta prośba mnie zaskoczyła. Z dumą stwierdziłem, że w dojrzałym wieku piętnastu lat właściwie rozwinęła się jego czujność. Zwrócił mi uwagę, że za dwa tygodnie skończy szesnaście lat, ma sto dziewięćdziesiąt trzy centymetry wzrostu i waży sześćdziesiąt kilogramów, więc jest więcej niż prawdopodobne, że potrafi o siebie zadbać. Jego wzrost jest rzeczywiście zaletą, chociaż brak masy ciała napawa troską. Wygląda jak Peter Crouch na diecie grejpfrutowej. Zanim wyszedł, zmienił motyw muzyczny na stronie internetowej ze Szczęk na Listę Schindlera.
Dzień zakończył się smutną wieścią, że Ludvig Froop, najsłynniejszy belgijski łowca nazistów, zmarł po długiej walce z lokalną radą miejską. Będzie nam brakowało Dżentelmena z Gandawy.
* * *
Wyjątkowo czujny obudziłem się dziś przed piątą. Tak podziałała na mnie perspektywa spotkania z tajemniczym informatorem. Pewnie dlatego odwiedziłem łazienkę w nocy jedynie trzy razy. Ostatni raz przydarzyło mi się to wiele lat temu, kiedy Michael Foot został liderem Partii Pracy.
Zaczęliśmy dzień, zapalając świeczkę i czcząc minutą ciszy pamięć naszego psa Goebbelsa, który zdechł dokładnie pięć lat temu. Dołączył do nas Tom. On i Goebsio byli sobie bardzo bliscy. Tom nadal jest niepocieszony. Śniadanie jadłem sam.
Po kąpieli, podczas której Edame nalegała, bym nucił muzykę z Bergeraca, zostawiliśmy Toma, by ułożył swoją kolekcję komiksów w porządku alfabetycznym, i wybraliśmy się do Tesco na moje spotkanie o jedenastej przed południem.
Przybyliśmy wcześniej. Był to rodzaj ubezpieczenia, tak samo jak obecność niebieskiego inhalatora w mojej kieszeni. Załadowaliśmy kilka skoroszytów, po czym zostawiłem Edame przy suszonych śliwkach i poszedłem spotkać się z nieznajomym.
Alejka była pusta. Przechadzałem się ostrożnie wśród półek z żywnością dla zwierząt i czekałem. Kilka osamotnionych kobiet pochylało się, by podnieść wielkie worki ze żwirkiem dla kota, lecz nic innego się nie działo. By zabić czas, odtworzyłem w myślach listę dziesięciu najważniejszych nazistów, których złapałem. Czytałem kiedyś, że wspominanie minionych sukcesów wzmacnia pewność siebie. W chwili kiedy przypominałem sobie Edith Tongue, Ladacznicę z Hamburga, zauważyłem wiadomość nasmarowaną grubymi literami na potężnej paczce ze ściółką dla zwierząt.
Powiedziałem: SAM
Klub kręglarski we Flitwick, poniedziałek, 10 rano
Tym razem bez Edame
Przyjaciel
Powiedziałem Edame, że tajemniczy informator się nie pokazał, i zakończyliśmy zakupy. Dopiero gdy wróciliśmy do domu, wyjawiłem jej prawdę. Błyskawicznie wpadła w jedną ze swoich holenderskich furii, wyzywając mnie od "cholernych idiotów" i wypluwając z siebie obelgi. W pewnym momencie stwierdziła nawet, że przeszliśmy operacje plastyczne (tak samo jak naziści!), by uniknąć wykrycia. Zrozumiałem, dokąd zmierza, chociaż nie wiem, dlaczego potrzebowała powiększenia piersi, zaś ja powiększenia penisa. Kiedy próbowałem jej przerwać, chciała roztrzaskać o moją głowę kubek najlepszego brytyjskiego łowcy nazistów?. Odskoczyłem we właściwym momencie. Okruchy porcelany zasłały całą podłogę, podobnie jak podczas "nocy kryształowej". Tom przyszedł na górę cały we łzach i zapytał, czy zamierzamy się rozwieść.
W żadnym wypadku nie powinienem zabierać ze sobą Edame. To był błąd, lecz od czasów Whipsnade moja pewność siebie była nader wątła, zaś wiara we własną wartość rozpadła się na drobne kawałeczki, zupełnie jakby rozbił ją rasowy zabójca z SS. Posprzątaliśmy bałagan i Edame mnie przeprosiła. Rzadko się denerwuje, lecz kiedy już tak się dzieje, kończy się to w mgnieniu oka. Padliśmy sobie w ramiona i przed kolacją rozmasowała mi halluksy.
Nasza córka Tina i jej mąż Marco przybyli na spotkanie na szczycie. Tina miała na sobie szpilki, co w połączeniu z jej szerokimi ramionami oznaczało, że zasłaniała niemalże całe światło. Przesłoniła nawet nas, włączając w to Marca, który jest szczupły jak chart i bez końca bawi się swoim telefonem.
We czworo rozmawialiśmy o Tomie, który ciągle był na górze, słuchając Bananaramy. Marco powiedział, że z przyjemnością tam pójdzie i kilkoma kopniakami przemówi mu do rozsądku. Uznaliśmy jednak, że to kiepski pomysł. Edame wyciągnęła zapiski z obserwacji psychiatrycznej Toma i zaczęła czytać.
Thomas Douglas Bader Stoob jest czterdziestodwuletnim mężczyzną cierpiącym na ostry przypadek zatrzymania w rozwoju wywołany w chwili, kiedy jego była dziewczyna Susan Clawfoot zerwała z nim w 1988 roku. Tom zatrzymał się w przeszłości i nie jest w stanie zmierzyć się z obecną sytuacją. Objawia się to rozdrażnieniem w obecności dorosłych, występującymi od czasu do czasu nawrotami i pozostawianiem w jego pokoju kompilacji nagrań z lat osiemdziesiątych, a później wysyłaniem ich do Susan.
- Było im ze sobą tak dobrze - powiedziała Tina. - To naprawdę wstyd, że przeprowadziła się w 1991 roku do Nowej Zelandii, wyszła za mąż i ma czwórkę dzieci.
Podczas naszej rozmowy pojawił się Tom w piżamie z Metal Mickey2 i zapytał, czy ktokolwiek ma zapasową kasetę TDK D90, którą mógłby pożyczyć.
Po obiedzie wycofałem się do biura, by napisać list do Davida Baddiela3, ponieważ czytałem, że niegdyś został uznany za szóstego najbardziej seksownego Żyda w Wielkiej Brytanii.
Bob pojawił się o jedenastej i powiedział, że jest mu strasznie przykro z powodu śmierci mojego brata Horacego. Wyjaśniłem mu, że jestem jedynakiem i nigdy nie miałem brata. Odpowiedział, że jest mu słabo, i poprosił o szklankę wody. Pokazaliśmy mu nasz wolny pokój. Zanim przynieśliśmy koc, już odpłynął.
Telefon obudził mnie o trzeciej w nocy. Najpierw usłyszałem Wagnera. Potem szepczący niemiecki głos wyśpiewał dziwne słowa do melodii Close to You nagranej przez The Carpenters.
Dlaczego naziści nagle się pojawiają
W każdej chwili kiedy jesteś blisko
Tak jak Mengele
Chcą być
Blisko ciebie.
Stworzony przeze mnie w domu wykrywacz połączeń sygnalizował, że rozmowa pochodziła z regionu Houghton Regis. Wszystko to wskazywało na Gryfa, moją Nemezis, lecz wciąż nie mam na to dowodów.
* * *
Obudziłem się z bolącym gardłem i erekcją. Ta minęła szybko, jednak ból gardła pozostał. Musiałem przepłukać je ciepłą solanką. Nie najlepszy początek dnia.
Bob był ciągle pogrążony we śnie. Przywitałem go filiżanką herbaty. Wyglądał na zmieszanego i zapytał, czy to prawda, że prezydent został zastrzelony. Zanim zmarła Gladys, był energicznym i bystrym osiemdziesięciosześciolatkiem, którego z przyjemnością się spotykało. Jej strata wybiła go z normalnego rytmu. Najwyraźniej tego rodzaju amnezja jest powszechna po śmierci współmałżonka. Mam tylko nadzieję, że Edame i ja odejdziemy w tym samym czasie, możliwe, że podczas luksusowego rejsu po Karaibach, w cenę będą oczywiście wliczone wszystkie drinki.
Po śniadaniu Edame wyjawiła, że idzie na obiad ze swoim dawnym chłopakiem Potato George'em. Zawsze informowała mnie o tym w dniu ich spotkania, być może po to, by oszczędzić mi tygodni zamartwiania się. Chociaż rozstali się w 1959 roku, on pozostał w tle na zawsze, czekając na jakiekolwiek moje potknięcie. Udawałem, że nie ma to dla mnie znaczenia, ale w środku prawie obumarłem. Jeszcze gorzej poczułem się, kiedy Edame zaczęła nucić Private Dancer Tiny Turner. Gdyby George był naprawdę ziemniakiem, to rozgniótłbym go na miazgę.
Kiedy wyszła, ogarnęło mnie przerażenie. Od razu rozpoznałem, że był to lęk separacyjny, który po raz pierwszy odczułem podczas ewakuacji do Yorkshire Dales w 1940 roku i związanych z nią okropnych wydarzeń. Po siedemdziesięciu latach rany w psychice ciągle dają o sobie znać. Chociaż rozumiałem, dlaczego tak to odczuwam, to jednak kiedy to uczucie nadchodziło, niewiele mogłem zrobić, by je powstrzymać.
Starając się oderwać od tych myśli, włączyłem Escape to the Country4. Aled Jones wyraźnie zaokrąglił się od czasu, kiedy był członkiem chóru chłopięcego. Musi mieć miseczki co najmniej w rozmiarze B. Zastanawiałem się, dlaczego Szymon Wiesenthal zawsze szukał pociechy w telewizji śniadaniowej. Być może absorbowały go wielkie zmagania między Haifa Tel Aviv a Eilat FC albo zerkał na Old Jews Telling Jokes, chociaż w to akurat wątpię. Być może tym, czego potrzebuje zło do zakwitnięcia, jest to, by dobrzy ludzie oglądali telewizję śniadaniową.
Nagle uderzyła mnie myśl: Wiesenthal nigdy by nie zrezygnował z pogoni za nazistami, nawet wtedy, gdy jego mający przestępcze instynkty syn ukradłby plastikowy miecz, a jego żona miała spotkanie ze swoim eks - bowiem ta pogoń miała dla niego wymiar osobisty. Był Żydem z misją, która wynikała z jego życiowego doświadczenia. Kimże zaś ja jestem? Jedynie gojem. Wiesenthal zrobił niezwykłą karierę dzięki nienawiści, pasji i pragnieniu zemsty. Ja zaś jestem jedynie starym człowiekiem, który zrobił z siebie głupka w zoo.
Jak bardzo nienawidzę nazistów? W skali od jednego do dziesięciu wskazałbym zapewne dziewięć. Wielu z nich to nikczemnicy, lecz niektórzy, na przykład Albert Speer, mają pewne zalety. Nawet Hitler lubił psy, chociaż nim popełnił samobójstwo, zastrzelił swojego owczarka niemieckiego Blondi. Zakładając oczywiście, że nie żyje. Podobno widziano go ostatnio gdzieś w okolicach Ampthill, gdzie mieszka, chociaż te informacje nie zostały potwierdzone.
Nie jest też tak, że nie lubię Żydów. Niezmiernie ich podziwiam: Jackie Mason5, Sacha Distel, Beniamin Netanjahu, Albert Einstein, George Cohen, Woody Allen (zwłaszcza jego wczesne dokonania), Golda Meir, Peter Falk, mój dawny kolega Eli Goldman - sierżant detektyw, Simon and Garfunkel, Sacha Baron Cohen, Steven Spielberg...
Gdzie, do cholery, jest Edame?
Doskonale rozpoznawałem sygnały. Byłem bliski całkowitego psychicznego załamania. Nie przesadzam. Zadzwoniłem do Beryl.
"Dodzwoniłeś się do poczty głosowej Beryl Tant, psychoterapeutki i masażystki. Zostaw wiadomość po usłyszeniu sygnału".
- Cześć, Beryl! - powiedziałem z zażenowaniem. - Tutaj Alan, łowca nazistów. Przepraszam, że dzwonię, lecz zaczynam mieć doła. Wiem, że to nie jest dzień naszych spotkań, ale czy moglibyśmy chwilę porozmawiać? A tak naprawdę to jestem całkowicie rozbity. Tom wplątał się w kłopoty, ludzie ciągle wspominają Whipsnade, Edame wyszła z Potato George'em, a poza wszystkim innym nie jestem w stanie...
- Alanie - odezwał się głos w słuchawce. - Tu Beryl.
- Beryl! - krzyknąłem. - Właśnie zostawiałem ci wiadomość. Mam nadzieję, że nie masz mi za złe, że zadzwoniłem...
- Słyszałam twoją wiadomość, Alanie. Jest mi przykro, że musisz teraz sprostać pewnym wyzwaniom, lecz jak wiesz, mam dziś wolne. Porozmawiajmy o tych sprawach podczas następnego spotkania.
- W porządku, Beryl - odpowiedziałem. - Sądzę, że wszystko, czego potrzebuję, to kilka słów wspa...
Odłożyła słuchawkę.
Wsunąłem głowę do pokoju Toma, chcąc zobaczyć, czy ma ochotę na pogawędkę, lecz był zaczytany w starym egzemplarzu "Look-In"6, więc wyszedłem. Na dole przejrzałem "Cycling Weekly", lecz nie byłem w stanie się skoncentrować, więc włożyłem spodenki z obciążnikami i skierowałem się do wyjścia.
Pomógł delikatny rytm kroków ("Ćwiczenia pozytywnie wpływają na nastrój, bo wyzwalają endorfiny" - powtarza Edame) i świeże powietrze Dunstable, chociaż otarcia dawały o sobie znać. Wydaje mi się, że jestem za delikatny, gdy noszę zbyt ciasne spodenki, i zupełnie nieodporny na drobne urazy.
Po półgodzinie byłem już wystarczająco spokojny, by opanować myśli. Dlaczego, po tak długim czasie, tak wielu pigułkach i innych medykamentach ciągle pozostaję podatny na tego typu emocje? Chciałbym obarczyć Hitlera winą za oderwanie mnie od rodzicielskiej piersi i zesłanie do okrutnych i sadystycznych obcych oraz za sejsmiczną stratę, z jaką musiałem się zmierzyć po powrocie. Jeśli jednak Beryl nauczyła mnie czegokolwiek, to tego, by brać odpowiedzialność za własne kłopoty. Więc pieprz się, Adolfie.
Kiedy wróciłem, Edame była już w domu. Zapytałem, jak się miewa Potato George. Odpowiedziała, że ma depresję, ponieważ musi czekać dziewiętnaście miesięcy na nowe biodro. To napełniło mnie otuchą. Popołudniowa drzemka poprzedzona trzema rozdziałami Nie bój się bać Susan Jeffers i chmury niemalże się rozwiały, chociaż po dzisiejszym dniu zdałem sobie sprawę, że nie jestem jeszcze gotowy, by odstawić antydepresanty.
Straciwszy przez swój nastrój większość dnia, pracowałem do kolacji. Jak zwykle w listach zawracano mi głowę głupotami ("Czy Cher jest nazistką? W żadnym momencie If I Could Turn Back Time nie wspomina o zabiciu Hitlera"). Dostałem także ofertę "bez wygranej nie ma honorarium" dla łowców nazistów rannych podczas wykonywania swoich obowiązków. Wieczór zakończyliśmy filmem zatytułowanym Nieoczekiwana zmiana miejsc. Córka Janet Leigh, Jamie Lee Curtis, jest bardzo urocza. Za każdym razem, kiedy się porusza, jej stanik jest wyjątkowo ekscytujący.
W łóżku zapytałem Edame, czy mogę nazywać ją Jamie Lee. Nie odpowiedziała.
* * *
W dniu, w którym spodziewałem się spotkać mojego tajemniczego informatora w klubie kręglarskim, ziemię zaległa gruba warstwa śniegu. Próby zawrócenia samochodem zakończyły się niepowodzeniem. Bob przyszedł mi pomóc, lecz poślizgnął się i obił sobie kolano o zderzak. Zaopiekowała się nim Edame i dała mu gorącej ribeny. Od razu zasnął. Mam nadzieję, że tajemniczy informator zrozumie, iż pogoda nie pozwoliła, bym mógł go spotkać. Zakładając oczywiście, że to jest "on". Równie dobrze może to być pułapka zastawiona przez zepsutą córkę Heinricha Slaughtera.
Późnym popołudniem śnieg się roztopił i drogi stały się przejezdne, tak że pojechałem swoim stoobmobilem na coroczny przegląd. Mając niewiele pieniędzy, nie zdecydowałem się na pełną kontrolę. Zastanawiałem się, czy Szyma dokonałby takiego wyboru. Ciężko uwierzyć, że ten wielki człowiek mógłby skompromitować się zawodnością swojej podstawowej metody transportu. Wątpliwości zbyłem wzruszeniem ramion. Wątpię, czy w ogóle mógłby pomyśleć, że vauxhall omega wart jest serwisu. Ponadto jego wyniosły profil sugerował, że otrzymywał dotacje w takiej wysokości, o jakiej ja mogłem tylko marzyć. Pełno było plotek o tym, że płacił tancerkom w pokątnych klubach ciężką gotówką.
Wyszedłem z garażu i zadzwoniłem do Edame, by się dowiedzieć, jak się czuje Tom. Odpowiedziała, że wydaje się, że OK i że jest na piętrze i gra w buckaroo. Podczas rozmowy mój telefon zaburczał. Otrzymałem wiadomość z zastrzeżonego numeru:
Nie martw się dzisiejszym porankiem, pogoda była okropna, nieprawdaż? Nie chciałbym zakładać, że jesteś teraz wolny, prawda? Jednak jutro mam wizytę u lekarza, zaś w środę dializy. To samo miejsce? Powtarzam: przyjdź sam. Ten sam przyjaciel co wcześniej.
Napisałem do Steve'a z Interpolu, by się dowiedzieć, czy zwróci mi za taksówkę. Zgodził się, więc zatrzymałem jedną na Dunstable High Street. Dziesięć minut później kierowca zostawił mnie przed frontowym wejściem do klubu kręglarskiego we Flitwick.
Wejście było zamknięte na kłódkę, ulica okryła się ciszą, zaś popołudnie mgłą i mrozem. Żałowałem, że nie miałem na sobie dodatkowej pary bawełnianych spodenek. Usłyszałem odległe pokasływanie. Jedyne, co mogłem dostrzec w półmroku, to dym dobywający się z kominów. By nie tracić ciepła, objąłem sam siebie. Kolejne kaszlnięcie, tym razem głośniejsze. Dostrzegłem sylwetkę powoli zbliżającego się mężczyzny. Miał na sobie kapelusz. Spanikowany szukałem niebieskiego inhalatora, lecz zaplątał się w podszewce kieszeni. Zanim go wygrzebałem, mężczyzna stanął obok mnie. Wyglądał, jakby miał dobrze ponad setkę.
- Kim jesteś? - zapytałem.
- Przyjacielem.
Jego czysty akcent i nienaganne maniery przypominały mi zmarłego sir Aleca Guinnessa. Czy to możliwe, że to nazista udający Anglika?
- Jesteś nazistą udającym Anglika? - spytałem.
- Czy wyglądam jak nazista? - odpowiedział.
- Trochę.
- To przez matkę. Urodziła się w Nuneaton.
Zdjął kapelusz, ukazując cienką, lekko zakrzywioną linię siwych włosów. Być może była to peruka.
- Muszę wiedzieć więcej, jeśli mam ci zaufać - powiedziałem.
Patrzył na swoje buty, parę drogich grenson derby.
- No dobrze, panie Stoob - odezwał się w końcu. - Jestem kimś, kogo można nazwać niezależnym agentem. Działam między Interpolem, Mosadem, M15, Bundestagiem, FBI, NATO, ONZ-em, Unią Europejską, Czerwonym Krzyżem, Białorusinami i przedmieściami Dunstable Downs7. Nie jestem związany z żadną z tych organizacji. Jestem wszędzie i nie ma mnie nigdzie. Jestem rodzajem pływaka, jeśli panu taka definicja wystarczy.
- Pływaka?
- Tak, panie Stoob. Nikt nie zna mojej tożsamości, mojej przeszłości, teraźniejszości, politycznych poglądów czy też skłonności do zajadania się mocnym serem i zimnymi kiełbaskami, i niech tak pozostanie. Mam kontakty tu i tam, znam twarze, które może pan rozpoznać, lecz mnie nikt nie rozpozna. Mam dostęp do informacji, o których mógłby pan tylko pomarzyć. Widziałem akta, o których pan nawet nie wie, że istnieją, na komputerach, których nie potrafi pan sobie nawet wyobrazić, w krajach, których nazwy wymawia się szeptem, ze strachem.
- Och - powiedziałem, będąc zarówno urzeczony, jak i speszony.
- Cieszę się, że mogę przekazać panu pewne informacje, panie Stoob. Obserwowałem pana z oddali i pozostaję pod wrażeniem, zwłaszcza widząc pana brzuch. Jednak proszę nie pytać, kim jestem, bo mogę stracić cierpliwość i nasza umowa dobiegnie końca.
Mój brzuch?
- Wygląda pan bardzo staro, jeśli mogę tak powiedzieć.
- Widziałem walkę, panie Stoob. W obydwu wojnach. - Spojrzał gdzieś daleko. - Na szczęście zostałem pobłogosławiony długim życiem.
Spojrzałem na jego buty raz jeszcze i pomyślałem o własnych wnioskach. Utkwił we mnie wzrok.
- Mam informację, która mogłaby pomóc panu w jego poszukiwaniach.
- Jakiego rodzaju informację?
- Informację o nazistach.
- To mogłoby być pomocne.
- Panie Stoob, czy jest pan świadomy, że pańskie życie jest w niebezpieczeństwie?
- Oczywiście, że tak. Mam siedemdziesiąt cztery lata.
- Nie wydaje mi się, bym wyraził się dostatecznie jasno. Tam są ludzie, którzy, powiedzmy, są gotowi pana zlikwidować.
- Chcą mnie zabić?
- Widzę, że nie bez powodu jest pan najlepszym brytyjskim łowcą nazistów. Proszę wziąć to.
- Co to?
- Aspiryna. Pomaga utrzymać krążenie krwi. Warto zażywać jedną dziennie. Jest znakomita w pańskim wieku. Proszę wziąć także to.
- Co to?
- Adres Heinricha Snuffa, Pały z Monachium.
Rzuciłem okiem na kawałek papieru.
- Adres - tu jest napisane, Harpenden, ale to jest... w Hertfordshire. Nic nie rozumiem.
- To prawda, że spora grupa nazistów w Brytanii mieszka w Bedfordshire, panie Stoob; lecz nie wszyscy. Ci najniebezpieczniejsi wyprowadzili się z ojczystego hrabstwa. Złap pan Snuffa, a ten może doprowadzi z kolei do Gryfa.
- Złapać Gryfa i mógłbym...
- Odkryć drogę ucieczki, dzięki której nazistowscy zbrodniarze wojenni uciekają z Niemiec do Chilterns8.
- Właśnie. Zaraz, myślałem, że naziści przybyli do Brighton na okręcie, a potem złapali pociąg do Bedford.
- Zwykle tak robili, panie Stoob, lecz konduktorzy zmądrzeli. Teraz jest supernowoczesne podziemne przejście łączące Bremę z Biggleswade9.
- Rozumiem.
- Bystra banda z tych nazistów.
- Tak sądzę. Skąd pan o tym wszystkim wie?
- Jak już mówiłem, jestem pływakiem.
- Pływakiem.
- Jak mówiłem. Teraz odchodzę.
- Tak szybko?
- Muszę oddalić się na siusiu, panie Stoob. W moim wieku nie można się z tym ociągać.
- Bardzo panu dziękuję, panie Informatorze.
- Vorsprung durch Technik10.
Starszy człowiek skinął w podziękowaniu głową, odwrócił się i pokuśtykał w ciemną noc. W jednej chwili zniknął z pola widzenia.
Ponownie popatrzyłem na kawałek papieru.
20 Park Mount, Harpenden, Herts
Teraz to jedynie adres, ale w przyszłości może się okazać moim zbawieniem. Wbiłem go sobie do głowy, po czym połknąłem kartkę. Nie dała się łatwo przełknąć i poczułem gwałtowną zgagę. Jak zwykle jestem wdzięczny kieszonkowej porcji gavisconu.
Kiedy wracałem autobusem do domu, napisałem SMS do Hadena, z przejęciem opowiadając mu o spotkaniu. Odpisał: Book. Kiedy zapytałem go, co owo Book znaczy, odpowiedział, że to zapewne błędna wersja Cool. Tak, book - napisałem. ROFL - dostałem w odpowiedzi. Spytałem: Harris?, ale Haden już się nie odezwał.
Kiedy przekazałem jej wieści, Edame powiedziała, że jest wniebowzięta, lecz rzadko podnosiła wzrok znad swojej nowej lektury - Riders Jilly Cooper. Jej twarz była zarumieniona, zaś spodnie niezupełnie dopięte.
Zapukałem do drzwi Toma. Powiedział, że jest ze mnie dumny ("Świetna robota, tato, zwłaszcza po Whipsnade"), lecz nie widziałem radości w jego oczach. Dodał, że mógłby asystować w polowaniu na ukrywających się w Bedfordshire pozostałych przy życiu nazistowskich zbrodniarzy wojennych. Zapewniłem go, że taki dzień nadejdzie, lecz teraz musimy skoncentrować się na tym, by to jemu pomóc. Wyznał, że skomponował piosenkę, i zapytał, czy mógłby zagrać ją dla mnie. Jej tytuł brzmiał Nie lubię zmian, miała jeden akord i jedynie trzy słowa tekstu ("Nie lubię zmian"). Po pięciu minutach przeprosiłem go i wyszedłem.
Zdezorientowany wcześniejszymi wiadomościami ROFL i BOOK znalazłem w internecie stronę zatytułowaną Skróty SMS dla starszych. Były tam: NPZ (najlepszy przyjaciel zmarł), PSWZ (przynieś swoje własne zęby) i ŚDWS (śmiech do wypadnięcia szczęki). Wydrukowałem je i przykleiłem do monitora.
Haden wpadł po ćwiczeniach rugby. Jego spodnie były jeszcze niżej niż poprzednio. Wydawał się także wyższy i szczuplejszy. Zdałem mu dokładną relację z mojego tajemniczego spotkania. Był zafascynowany i przypomniał o swojej chęci wzięcia udziału w kolejnym polowaniu. Pomógł mi także stworzyć konto na Twitterze. Wysłałem swojego pierwszego tweeta (Witam wszystkich. Pozostańcie czujni. Pozdrawiam, Alan), lecz nic się nie zdarzyło. Zacząłem także śledzić swoich ulubieńców, takich jak Bradley Wiggins, sir Alan Sugar i Stella Rimington. Zostałem także followerem Davida Baddiela i z pomocą Hadena napisałem do niego z pytaniem, czy otrzymał mój list. Nie odpowiedział.