Ala&Rak - Alicja Korsz

Kup ebooka

30.29 zł
25.14 zł (25,75 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Tak to się zaczęło...

Zaczęłam pisać w momencie, kiedy mój świat zatrzymał się w miejscu.

W momencie największego szczęścia jakiego doznałam i równocześnie w momencie największego strachu jakiego doświadczyłam.

Przelewam tu moje uczucia i myśli, często pełne pytań, wątpliwości, buntu, gniewu, ale również pełne nadziei, wdzięczności, miłości i radości.

Każdy kto to czyta niech wie, że jest to najtrudniejsza droga jaką podążam. Najbardziej kręta i zawiła.

Niech ma świadomość tego, że walczę o zdrowie, a co więcej o życie.

Życie, które jest warte przeżycia.

Dziękuje, że jesteś tu ze mną.

27. 11. 2019 r

Diagnoza: rak naciekający złośliwy sutka.

I co teraz?

Bunt!. Wiele pytań!. Migawka z moich 27 lat życia!

Ocenianie, że przecież wiodłam fajne życie, niczego sobie nie żałowałam.

Czy dam radę walczyć i dla kogo mam tę walkę podjąć.

Dziwny jest ten świat.

Dlaczego właśnie ja!?

A może właśnie jestem silna, żeby to przetrwać!?

Co w momencie kiedy będę musiała odejść, pożegnać się?!

Czy pogodzę się z tym?!

Mętlik...

Jeden wielki rozgardiasz.

Dziękuję, że jesteś w tym dniu Sylwester.

Ze wspierasz, przytulasz. Że chcesz podjąć walkę ze mną.

Dziękuję mamo i tato za bycie przy mnie, dziękuję że pozwalacie płakać.

Dziękuję Ola za wsparcie i wiarę, że będzie dobrze.

28.11.2019r.

Czas robić dalsze badania.

Ból nie przechodzi.

Za to przychodzi moment ogólnego spokoju. Obojętność. Może wyparcie z głowy tego co mnie czeka.

Uzmysłowienie sobie, że nic nie da narzekanie i płakanie.

Dziękuje wszystkim moim znajomym, koleżankom i przyjaciołom za wsparcie i dobre słowo.

Nie rozczulajcie się nade mną, bo jest wtedy ciężej.

Macie mnie wpierać, a nie mówić że będzie dobrze, bo ja wiem że może być najgorzej. Że Wy będziecie żyć a ja muszę o te życie walczyć.

Macie być silni i wytrwali, bo teraz tylko tego potrzebuję.

I tak mija dzień za dniem.

Pracuje, śmieję się, nawet udało mi się polecieć na wspaniałe wczasy ze wspaniałym mężczyzną. Po prostu żyję.

10.12.2019r.

Wyniki są. Czekam na konsylium i kolejny kubeł zimnej wody.

Ale dziś jestem niespokojna, wzburzona wewnątrz niczym wiatr na pustyni. Wymiata moje pozytywne myśli i rozrywa moje serce na drobne kawałki.

Kawałki niczym pieprz niewidoczny na piasku, który ciężko pozbierać

w całość.

Dziękuję, że nadal jesteś Sylwester. Wspierasz, czujesz, chcesz.

Dziękuję za każda sekundę mojego życia. Życia, które załamało się

w momencie największego szczęścia jakiego mogłam doświadczyć.

W momencie największej radości, która poczułam.

W momencie widzenia sensu i nadziei, że może jeszcze być wspaniale.

Ale te momenty nadal są, bo Ty jesteś. Niezniszczalny w swych uczuciach. Trwający w tym wszystkim, choć nie raz mówiłam, żebyś odpuścił.

Twardy i czuły w jednym, by nie pokazać, że się boisz. Boisz o to jak będzie i czy ja będę.

Czy może właśnie TEN NA GÓRZE ma dla mnie inny scenariusz?!

Czy może chce mnie tam, aby wszyscy co są blisko doznali cierpienia i bólu, żeby mogli coś zrozumieć, żeby pamiętali, że ludzkie życie jest kruche i pełne niespodzianek... nawet tych najgorszych.

To właśnie On wystawił mnie na próbę.

I już na następny dzień stałam się silna i nieugięta.

To ja dziś chowam w sobie ból nie do zniesienia, to ja nie pokazuje lęku

i strachu, to ja mam świadomość tego co mnie czeka...

To będzie walka...

O moje zdrowie...

A co więcej o moje życie.

Próba jakże ciężka i niesprawiedliwa.

Może nawet czytacie to ze łzami w oczach. Ale niech to będą łzy szczęścia.

Że spróbowałam. Że miałam odwagę i siłę by się nie poddać.