Akademia Canterwood (Tom 18). Zazdrość - Jessica BUrkhart

-
Proszę czekać
1. Oszustwo
 
 

Patrzyłam w znajome zielone oczy. Oczy, które - dopiero teraz mogłam to stwierdzić - zupełnie nie były niebieskie. Chmury się przesunęły, odsłaniając halloweenowy księżyc. Maski opadły. Stał przede mną niewłaściwy chłopak. Niewłaściwy, czyli mój były.

Pochyliłam się i obiema rękami pchnęłam go w klatkę piersiową. Taylor Frost zrobił krok do tyłu, podnosząc do góry ręce, w których trzymał swoją białą maskę. Drzwi do sali balowej na chwilę się otworzyły - ktoś wchodził na przyjęcie. Słychać było dobiegającą ze środka muzykę. Umilkła nagle, bo drzwi znów się zamknęły.

Marzyłam o dzisiejszym wieczorze - budziłam się co rano z głupawym uśmiechem przyklejonym do twarzy, mając nadzieję, że moje życzenie urodzinowe się spełni. Że Drew Adams, mój ukochany, pocałuje mnie w wieczór moich urodzin. Ale nawet się nie spostrzegłam, a zostałam pocałowana przez kogoś innego. A teraz było za późno, żeby to wszystko odkręcić. Jak mogłam tego nie zauważyć?!

- Lauren, przepraszam - powiedział Taylor. - Nie powinienem...

Wszystkie moje myśli kłębiły się wokół Drew. Jak mu to wyjaśnię? Czy ktokolwiek mógł się tak pomylić? Czy go stracę? Na chwilę zamknęłam oczy. Pozwoliłam myślom odpłynąć. Musiałam się pozbierać i najpierw zająć Taylorem.

- Moment - syknęłam. - Nie pozwolę, żeby ta sytuacja zrujnowała moje wymarzone przyjęcie urodzinowe. To, nad którym moi przyjaciele tak ciężko pracowali, a które ty zniszczyłeś. - Taylor spojrzał na mnie zszokowany. - Jeśli chcesz pogadać, to nie tutaj - dodałam wściekła.

Odwróciłam się i przeszłam obok powozu ozdobionego małymi światełkami. Gdy zobaczyłam go pierwszy raz, wyobraziłam sobie, że zabierze mnie wraz z Drew ścieżką, którą Lexa z pewnością określiłaby mianem romantycznej. Jednak ten powóz prawdopodobnie będzie odwoził Taylora do domu.

Skierowałam się do ławki odpowiednio oddalonej od sali balowej. Zamknęłam oczy, przetarłam je, zapewne rujnując tym ruchem cudowny makijaż, zrobiony przez profesjonalną wizażystkę - to był prezent urodzinowy od Khloe. Teraz miałam wrażenie, że to się działo wiele godzin temu. Khloe, Cole i reszta moich przyjaciół byli na przyjęciu - tańczyli, jedli i grali w imprezowe gry.

Nagle dotarło do mnie, że widziałam dziś wieczorem wszystkich poza Drew. Pomodliłam się w duchu, żeby jednak był w środku i nie widział całej tej sceny. Pokrzepiłam się myślą, że ze względu na maski nic tu nie będzie takie oczywiste. Przyspieszyłam kroku, mając nadzieję, że Drew ani nikt inny nie zobaczy, jak oddalam się z chłopakiem. Ale najbardziej chciałam, żeby Drew nie był świadkiem pocałunku.

Drżałam w zimnym październikowym powietrzu, czekając, aż Taylor mnie dogoni. Moja lekka różowa sukienka nie chroniła przed chłodem. Przygryzłam wewnętrzną stronę policzka i starałam się nie pokazywać Taylorowi, jak bardzo mi zimno. Znaliśmy się prawie dwa lata i jeszcze nigdy nie byłam przez niego taka smutna. W zasadzie to nigdy z niczyjego powodu nie było mi tak smutno. Moje zęby dzwoniły głośno, zdradzając, jak marznę.

- Nawet jeśli jesteś wściekła, proszę, weź mój płaszcz - zaoferował Taylor, ściągając okrycie z pleców.

- W porządku - powiedziałam lodowatym tonem. - Dziękuję.

Wzięłam od niego płaszcz i opatuliłam się nim. Nigdy jeszcze nie czułam tak wielu emocji w jednym momencie.

Gniew.

Zmieszanie.

I... szczęście? To najbardziej mnie irytowało - bo nie było żadnego, nawet najmniejszego powodu do szczęścia.

Taylor usiadł na drugim końcu ławki i spojrzał na mnie. Siedzieliśmy tak i wpatrywaliśmy się w siebie. Nie zmienił się od czasu, gdy widziałam go po raz ostatni kilka miesięcy temu. Jego włosy były tak samo jasne jak podczas wakacji i tylko opalenizna i piegi trochę przybladły. Czułam się jak we śnie - w bardzo dziwnym śnie.

- Co ty tu robisz?! - zapytałam w końcu. Słowa były pełne złości. - Nie jesteś uczniem Canterwood. Jak się dostałeś na teren kampusu? Dlaczego mi nie powiedziałeś, że przyjeżdżasz na przyjęcie? Czy Ana i Brielle wiedzą? Czemu mnie pocałowałeś? Dlaczego? Przecież zerwaliśmy ze sobą! Nie możesz się tak po prostu zjawiać w mojej szkole, nie możesz robić takich rzeczy! - Przerwałam, bo dotarło do mnie, że krzyczę. Nie chciałam zwracać niczyjej uwagi. Musiałam przeprowadzić tę rozmowę, zanim moi przyjaciele zorientują się, że coś jest nie tak.

Taylor potarł ręką szyję - zawsze tak robił, gdy był zdenerwowany.

- Lauren, jeszcze raz cię przepraszam - zaczął. - Po prostu pomyślałem, że to będzie miła niespodzianka, gdy zjawię się na twoim przyjęciu urodzinowym. Tęskniłem za tobą.

Ostatnie zdanie mnie zdziwiło i zmusiło do kilku głębszych oddechów.

- Też za tobą tęskniłam - przyznałam, choć mój ton ciągle był odrobinę szorstki. - Ale przyjechałam do Yates i jakoś cię nie całowałam. Taylor... - Pokręciłam głową.

- Nie powinienem był tego robić - przyznał. - Masz rację, nie pomyślałem wcale o twoich uczuciach. Najpierw powinienem z tobą o tym porozmawiać.

- Naprawdę szkoda, że tego nie zrobiłeś - w końcu tak się zachowują przyjaciele. Nie jestem już twoją dziewczyną. Powinieneś ze mną porozmawiać, zanim tu przyjechałeś.

Przetarłam ręką czoło. Zaczynała mnie boleć głowa. Pomyślałam o Drew. Drew Adams - ten przystojny jeździec, z którym się umawiałam... Tak bardzo chciałam, aby to on mnie dziś pocałował! A zamiast tego zziębnięta siedziałam na ławce z Taylorem, z którym zerwałam w najlepszy z możliwych sposobów po pięciu miesiącach związku. Ustaliliśmy, że zostaniemy przyjaciółmi. Nie był, oczywiście, takim przyjacielem jak Ana czy Brielle, ale... był znajomym z domu. Nie rozmawiałam z nim jednak o chłopakach. To byłoby takie dziwne! Nigdy nie rozmawialiśmy o naszych obecnych związkach, więc nic nie wiedział o Drew.

Taylor milczał. Przeczesał ręką włosy. Ciągle czuć było od niego lekki zapach chloru - to efekt godzin, które spędzał na basenie, trenując pływanie.

- Tak, jesteśmy przyjaciółmi. Ale... Laur, przyjechałem tu, aby się przekonać, czy jest szansa, żebyśmy znów byli dla siebie kimś więcej.

Nadzieja widoczna na jego twarzy sprawiła, że poczułam ucisk w żołądku.

- Taylor, dlaczego to robisz? - spytałam. - Uczysz się w Yates, a ja jestem w Canterwood. Oboje zgodziliśmy się, że zerwanie to najlepsze wyjście w tej sytuacji i nowy start dla nas obojga. Taka odległość tylko by nam przeszkadzała. A ja... - Wierciłam się na ławce.

Najwyraźniej w te urodziny miałam nie tylko świętować, ale też wyznać Taylorowi prawdę. Z pewnością go zranię, ale nie mogę pozwolić, by myślał, że nadal jest dla nas nadzieja. Ale tak bardzo nie chciałam go zranić... Byłam wściekła na całą tę sytuację.

- Laur? - odezwał się.

- Taylor, przykro mi. Zasługujesz na to, żeby usłyszeć ode mnie prawdę. Podoba mi się chłopak stąd. Byliśmy na kilku randkach i chcę kontynuować tę znajomość.

Zmrużyłam oczy, przyglądając się Taylorowi. Nic nie powiedział, ale dobrze go znałam. Za dobrze, żeby nie zauważyć, jak ta wiadomość go zasmuciła i rozczarowała. Ostatecznie kiwnął głową.

- Zły moment, co? Przepraszam, Lauren. Jesteś świetną dziewczyną. Nie powinienem być zaskoczony tym, co właśnie powiedziałaś.

Zaczerwieniłam się.

- Dziękuję za komplement, ale chyba przesadzasz.

- Jesteś zbyt skromna. Już nie będę zawracał ci głowy. Popełniłem błąd.

- Przykro mi - wyszeptałam. - Nie chciałam cię zranić. Bardzo mi przykro.

Taylor pokręcił głową.

- Nie jestem na ciebie zły. Jestem... zazdrosny, to fakt. Nie zamierzam tego ukrywać. Ale, jak powiedziałaś, nie byliśmy już razem.

- Nie jesteśmy - poprawiłam go.

- Nie jesteśmy - powtórzył. - Laur... zakochałaś się w tym chłopaku? Wiesz, że dobrze nam było razem.

- Słucham? - Speszyłam się. Taylor zachowywał się jak nie on. - Proszę, nie zadawaj mi takich pytań. To moja osobista sprawa. Czy ja mówię po francusku, że nie zrozumiałeś? Już o tym rozmawialiśmy. Żadnych związków na odległość. Nic się nie zmieniło - dlaczego zadajesz takie pytania?

Musiałam wstać. Byłam zbyt sfrustrowana, żeby usiedzieć w miejscu. Maskę zostawiłam na ławce. Światło padające z latarni sprawiało, że białe, srebrne i czarne cekiny na mojej sukience błyszczały. Spoglądałam w stronę sali balowej; chciałam znaleźć się w środku i bawić razem z przyjaciółmi. Szkoda, że Taylor nie przyjechał tu po prostu jako przyjaciel.

- Sytuacja trochę się zmieniła - powiedział Taylor. Wstał i spojrzał mi w oczy. - To nie byłby związek na odległość.

Odwróciłam się w jego kierunku. Słowa uwięzły mi w gardle. Czułam się, jakbym zamiast głowy miała jedną z dyń, które Jill i Lexa przygotowały na przyjęcie.

- O czym ty mówisz? - wydusiłam w końcu.

- Lauren, przyjęto mnie do Canterwood.

 
2. Trzy tygodnie kłamstw
 
 

Musiałam coś źle usłyszeć.

- Co powiedziałeś? - spytałam.

- Przeniosłem się do Canterwood.

Cały świat zamarł na chwilę. Nie docierał do mnie żaden dźwięk, nie mogłam mówić ani się poruszyć. Potem ogarnął mnie gniew. Dużo silniejszy niż wtedy, gdy Taylor mnie pocałował. Skrzyżowałam ręce na piersi. To nie mogło się dziać naprawdę. Pięć sekund temu byłam przekonana, że porozmawiam z Taylorem o tej pomyłce z pocałunkiem, a potem jego mama lub tata zabiorą go do domu. Wszystko wróciłoby do normy - zostalibyśmy przyjaciółmi. Ale Taylor nie wraca do domu. Ani do Yates. Canterwood to teraz jego dom.

Nasz dom.

Widok Taylora, nasz pocałunek, jego wyznanie, wszystko razem - to było dla mnie za dużo. Czułam, że mój mózg zaraz eksploduje.

- Lauren? - odezwał się Taylor niepewnie. Zaszurał nogami, ale nie podszedł bliżej.

- Jestem taka zdezorientowana... - Wzięłam kilka głębokich wdechów. - Zjawiłeś się na moim przyjęciu. Pocałowałeś mnie. Nie wyjeżdżasz. Zaplanowałeś to wszystko, a ja o niczym nie wiedziałam!

Najgorsze jednak pominęłam - jakaś część mnie bardzo cieszyła się z widoku Taylora. A tego już zupełnie nie rozumiałam. Nie chciałam być szczęśliwa z powodu naszego spotkania, nie po tym wszystkim, co zrobił. Ale był taki... znajomy i dobrze się przy nim czułam, choć bardzo starałam się temu zaprzeczyć. Miałam teraz sprzymierzeńca z Union w Canterwood. Tylko że nie zamierzałam mu tego powiedzieć. Nie dziś.

- Jesteś uczniem Canterwood? - Musiałam zapytać ponownie.

- Tak.

- Od kiedy? Taylor, jeżeli naprawdę uważasz mnie za przyjaciółkę, dlaczego nic mi nie powiedziałeś? - Chodziłam w kółko, powstrzymując się od głośnego krzyku. - Wiesz, jak ja się teraz czuję?! Zastanowiłeś się nad tym?

Taylor spuścił głowę, ale zaraz spojrzał mi znów prosto w oczy.

- Rzeczywiście źle to załatwiłem. Zaskoczyłem cię i wyciągnąłem z ciebie twój sekret. Prawdę mówiąc, nie tak wyobrażałem sobie dzisiejszy wieczór.

Stałam w milczeniu. Na pewno chciał dodać coś jeszcze.

- Nie chcę się usprawiedliwiać. Po prostu chciałbym powiedzieć prawdę.

Nadal stałam, czekając na ciąg dalszy.

- Nie byłem szczęśliwy w Yates - oznajmił. - Nie chcę robić z siebie ofiary, ale przez tatę nie mogłem tam już wytrzymać. Pamiętasz, jak groził, że każe mi zrezygnować z sekcji pływackiej?

- Potem było jeszcze gorzej? - Trochę zmiękłam. Pan Frost zawsze był dla syna źródłem zmartwień i stresu. Miał tylko jeden cel - przygotować Taylora do przejęcia rodzinnego biznesu. Syn tego nie chciał, ale im bardziej oponował, tym bardziej ojciec naciskał.

- Ciągle się kłóciliśmy i wiedziałem, że muszę wyjechać, bo inaczej nic się nie zmieni - mówił dalej Taylor. - Sprawdzałem różne szkoły z sekcjami pływackimi i z dodatkowymi zajęciami z biznesu. Takie szkoły, które zaimponowałyby tacie.

- I znalazłeś to wszystko w Canterwood?

- Przysięgam, że przejrzałem wszystkie szkoły na Wschodnim Wybrzeżu. Żadna z nich nie oferowała tego, co Canterwood. W dodatku to na tyle blisko, że mogę bez przeszkód wracać do domu na wakacje i być w biurze taty każdego dnia.

- I twoi rodzice się zgodzili? Tak po prostu? - spytałam. - Nie mogę w to uwierzyć.

Taylor westchnął.

- Prawdę mówiąc, ja też. Tata przez tydzień sprawdzał wiadomości o Canterwood. Dużo rozmawiał z mamą. Byli też u dyrektorki szkoły, a tata dodatkowo zebrał informacje od absolwentów Canterwood.

- Jak ci o tym powiedzieli?

- Usiedliśmy pewnego dnia do późnego obiadu, a wtedy rodzice oznajmili mi, że jeśli zostanę przyjęty, mogę jechać.

- Kiedy to było? - spytałam.

- Jakieś trzy tygodnie temu. - Taylor znów przeczesał włosy palcami.

Wyrzuciłam ręce w górę.

- Trzy tygodnie?!

- Chciałem ci powiedzieć - usprawiedliwiał się. - Byłaś pierwszą osobą, z którą chciałem o tym porozmawiać, Laur. Bałem się decyzji. Początkowo myślałem, że tata za nic się nie zgodzi. Potem sądziłem, że mnie nie przyjmą, bo jest już połowa semestru. Dwa tygodnie czekałem na odpowiedź.

- A potem?

- Gdy zostałem przyjęty, nie byłem pewny, czy tata dotrzyma obietnicy. Miałem wątpliwości aż do momentu, kiedy mnie tu przywiózł.

- Czyli kłamałeś przez dwa tygodnie, gdy czekałeś na odpowiedź. Potem przez kolejny tydzień. Dobra robota, Taylor.

Od razu pożałowałam tych słów. Policzki Taylora się zaczerwieniły. Możesz być wściekła, ale nie musisz być złośliwa, powiedziałam sobie.

- Przepraszam - wymamrotałam. - Rozumiem twoje przerażenie.

Taylor zrobił krok w moją stronę. Wyciągnął rękę, jakby chciał dotknąć mojego ramienia, ale szybko ją cofnął. Nawet w tym kiepskim świetle dostrzegłam desperację w jego oczach.

- Jesteś ostatnią osobą, która powinna przepraszać - stwierdził. - Ten dzień - twój dzień - nie powinien tak wyglądać. Gdybym mógł coś zmienić, zmieniłbym: zadzwoniłbym do ciebie, gdy zdecydowałem się złożyć podanie. Na pewno byś mi pomogła.

- Tay, bardzo się cieszę, że udało ci się uwolnić od taty - powiedziałam. - Wiesz, że mówię szczerze. Ale jestem też wściekła! I zaskoczona. Zjawiasz się tu, w mojej szkole, w miejscu, które miało być dla mnie nowym początkiem.

Taylor znów spuścił wzrok; jego ramiona lekko opadły.

- To nie znaczy, że cię tu nie chcę - dodałam szybko. - Ale potrzebuję chwili, żeby do tego przywyknąć. Rozumiesz, prawda?

Podniósł na mnie oczy.

- Tak. Wiem, że ostatnią rzeczą, jakiej się spodziewałaś, jest obecność kogoś z twojej starej szkoły w tym miejscu. Nawet nie potrafię sobie wyobrazić, jakie to musi być dziwne uczucie.

Wzięłam głęboki wdech i znów usiadłam na ławce.

- Dzięki za wszystko, co mi powiedziałeś. Wiem, że nigdy nie zraniłbyś mnie z rozmysłem. Ja też nie chciałabym cię skrzywdzić, ale musisz zrozumieć, że już nie będziemy razem. Chcę, żebyśmy nadal byli przyjaciółmi i wspólnie cieszyli się z pobytu w Canterwood.

Taylor usiadł i odwrócił się do mnie.

- Naprawdę tylko przyjaźń?

- Tak. - Wyobraziłam sobie Drew i zrozumiałam, że Taylor zasługuje na szczerość.

Przez jego twarz przebiegł grymas, jakby chciał powiedzieć coś jeszcze. Zamiast tego tylko zacisnął mocniej usta.

- Bardzo mi przykro, że twój pierwszy wieczór w Canterwood jest pełen takich wieści - dodałam. - Nie chciałam ci sprawić przykrości.

- Cieszę się, że jesteś ze mną szczera - nawet po tym, jak cię okłamałem. - Taylor jakby zapadł się w sobie. - Nie powinienem był cię całować i tak po prostu zakładać, że...

- Masz rację. Bo teraz muszę go znaleźć i wszystko mu wyjaśnić.

- Przepraszam. Nie będzie na ciebie zły - to wszystko moja wina. - Taylor zamilkł i bawił się maską. - Gdybyś potrzebowała jakiejś pomocy, możesz na mnie liczyć. Nawet jeśli...

Dałam mu kilka sekund na dokończenie, ale siedział w milczeniu.

- Nawet jeśli co? - ponagliłam.

Taylor westchnął i wzruszył ramionami.

- Nawet jeśli będzie to dla mnie trudne.

Niedobrze. Ostatnią rzeczą, jakiej sobie życzyłam, była rozmowa Drew z Taylorem.

- Dzięki, ale sama sobie z tym poradzę. Nie chcę już żadnych niedomówień. To twoja pierwsza noc tutaj. Wyjątkowa noc. Czy możemy porozmawiać - tak szczerze - nie siedząc tu i nie marznąć?

- Oczywiście. Nie chciałbym też odciągać cię od przyjęcia. I tak już dość narozrabiałem.

- Na szczęście będziesz w pobliżu, gdybym potrzebowała, żebyś coś z tego naprawił. - Uśmiechnęłam się do niego, a on odpowiedział tym samym.

 

[...]

Tytuł oryginału
Jealousy
 
Projekt okładki
JESSICA HANDELMAN
 
Fotografia na okładce
MONICA STEVENSON
 
Redakcja
ANNA JACKOWSKA
 
Korekta
IWONA HUCHLA
 
Redakcja techniczna
LOREM IPSUM
 
CANTERWOOD CREST #17: JEALOUSY by Jessica Burkhart
Polish Language Translation copyright ? 2017 by PUBLICAT S.A.
Original English language edition copyright ? 2013 by Jessica Burkhart
Published by arrangement with Aladdin, An imprint of Simon & Schuster Children's Publishing Division.
 
All rights reserved. No part of this book may be reproduced or transmitted in any form or by any means, electronic or mechanical, including photocopying, recording or by any information storage and retrieval system, without permission in writing from the Publisher.
 
Polish edition ? Publicat S.A. MMXVIII (wydanie elektroniczne)
Wykorzystywanie e-booka niezgodne z regulaminem dystrybutora,
w tym nielegalne jego kopiowanie i rozpowszechnianie, jest zabronione.
All rights reserved.
 
Wydanie elektroniczne 2018
 
ISBN 978-83-271-5854-3

jest znakiem towarowym Publicat S.A.

 

Publicat S.A.

61-003 Poznań, ul. Chlebowa 24

tel. 61 652 92 52, fax 61 652 92 00

e-mail: office@publicat.pl, www.publicat.pl

 

Oddział we Wrocławiu

50-010 Wrocław, ul. Podwale 62

tel. 71 785 90 40, fax 71 785 90 66

e-mail: wydawnictwodolnoslaskie@publicat.pl

 

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej