Dieta to nie restrykcja, a odkrywanie siebie
Tak, kalorie mają znaczenie. I tak, chociaż może to już oklepana prawda;
żeby schudnąć, bez wątpienia trzeba zapewnić sobie deficyt kaloryczny.
Być może sądzisz, że łatwo powiedzieć, a trudniej zrobić. Istnieje
jednak sposób, by stracić na wadze bez stresu, głodu i ciągłego liczenia
tych straszliwych kalorii. Podejście, które ci proponuję, jest prostsze,
bardziej naturalne i, co najważniejsze, skuteczniejsze niż restrykcyjny
reżim kaloryczny, który od lat narzuca nam kultura diet. To przez nią
utraciliśmy zaufanie do własnego ciała i wpadliśmy w błędne koło
kontroli, restrykcji, objadania się i poczucia winy.
Chcę ci pokazać inną drogę - zrównoważoną, opartą na biologii, hormonach
i szacunku do siebie. To nie kolejny reżim jest ci potrzebny, a powrót
do siebie: spokojnej, świadomej, zaopiekowanej. Wcale nie potrzebujesz
kalkulatora w telefonie ani aplikacji, która będzie ci dyktować, kiedy
możesz zjeść banana. Wystarczy, że poznasz kilka prostych zasad, które
pomogą uregulować hormony głodu i sytości, a twoje ciało samo zacznie ci
mówić, ile pożywienia naprawdę potrzebuje. Twoje ciało w żadnym razie
bowiem nie jest twoim wrogiem.
W dzieciństwie wiedziało dokładnie, ile potrzebuje, dzięki czemu jadłaś,
kiedy byłaś głodna i przestawałaś, kiedy czułaś sytość. Z czasem, pod
wpływem stresu, pośpiechu, braku snu, emocji i jedzenia w biegu, ten
naturalny instynkt się rozregulował. Ale wciąż tam jest! Wystarczy go
tylko przywrócić do ustawień fabrycznych.
Gdy zrezygnujesz z nadmiernej kontroli i odzyskasz równowagę, zaczniesz
jeść tyle, ile naprawdę potrzebuje twoje ciało - bez stresu, bez walki,
z uważnością i troską. Głód i sytość znów zaczną działać jak dawniej, a ty zapomnisz o restrykcjach, w końcu przestaniesz się zmuszać i zaczniesz żyć.
Opisywana w tej książce metoda nie ma nic wspólnego z dietą rozumianą
jako kara, zakazy czy presja. To nauka zaufania do siebie. Nie musisz
starać się wszystkiego kontrolować. Ciało nie potrzebuje kontroli, tylko
równowagi, a ty możesz ją w każdej chwili odzyskać.
Ten poradnik zaprasza cię, żebyś:
nauczyła się słuchać sygnałów własnego organizmu,
zrozumiała, jak działają hormony głodu i sytości,
odkryła, jak jeść i żyć w zgodzie z rytmem biologicznym,
i wreszcie poczuła, że możesz schudnąć bez walki z samą sobą.
Zadbaj o siebie jak o swoje wewnętrzne dziecko. Daj sobie szansę wrócić
do naturalnych instynktów, które mówią: Jem, kiedy jestem głodna.
Przestaję, kiedy jestem syta. Odpoczywam, kiedy jestem zmęczona.
Z czułością dla siebie
Żyjemy w kulturze, która od dekad powtarza nam w kółko: Musisz się
kontrolować.
Zewsząd słyszymy o "zakazanych produktach", "odchudzaniu przed
wakacjami" czy "detoksie po świętach". Wmawia się nam, że jedzenie to
test silnej woli, a ciało to projekt, który mamy bez końca ulepszać.
Tyle tylko, że ta kontrola nie prowadzi do wolności, a do walki. Musisz
walczyć, bo jesteś na diecie, a potem musisz walczyć, bo z niej
wychodzisz. W tej bitwie przegrywa nie tylko ciało, które staje się
twoim wrogiem, ale też ty sama, bo każda porażka obniża twoje poczucie
własnej wartości. Za to w momencie, kiedy przestaniesz walczyć z jedzeniem, możesz wreszcie zacząć rozumieć język własnego ciała.
Restrykcje żywieniowe, choć często wdrażamy je z nadzieją na osiągnięcie
korzyści zdrowotnych, w praktyce odcinają nas od najbardziej pierwotnych
sygnałów: głodu, sytości, przyjemności i spokoju. Badania pokazują, że
cykliczne diety prowadzą do tzw. efektu jo-jo, pogorszenia relacji z jedzeniem, zwiększonego ryzyka kompulsywnego objadania się oraz spadku
zaufania do własnego ciała. Innymi słowy - im bardziej próbujemy
"zapanować" nad ciałem, tym bardziej tracimy z nim kontakt.
Psychodietetyka pokazuje nam, że zdrowie nie zaczyna się od kontroli,
jak nauczyliśmy się sądzić. Zaczyna się od czułości wobec siebie. Nie
chodzi o to, by być "idealną", lecz by usłyszeć siebie i by zrozumieć,
dlaczego sięgasz po jedzenie, kiedy nie jesteś głodna. Co próbujesz
ukoić, gdy potrzebujesz słodyczy. Czego tak naprawdę ci brakuje - może
wcale nie cukru, ale odpoczynku, bezpieczeństwa, ciepła...
Podejście oparte na czułości nie jest brakiem dyscypliny. To najgłębszy
akt odpowiedzialności za siebie. Zamiast pytać: "Co powinnam
wyeliminować?", zapytaj: "Czego naprawdę potrzebuje moje ciało, żebym
czuła się dobrze?".
Zamiast walczyć z apetytem, spróbuj go poznać. Zamiast obwiniać się o "słabość", doceń, że ciało wciąż próbuje cię ochronić. Zapomnij o diecie
jako o planie do wykonania, a zacznij budować relację ze swoim ciałem.
Twoje zaufanie do siebie samej będzie rosło z każdym posiłkiem, w którym
wybierzesz nie ideał, ale troskę.
Moja koncepcja diety
Ta książka pokaże ci, jak stosować dietę normobiałkową, łączącą
różnorodne źródła białka, dobre tłuszcze i węglowodany o niskim IG.
Jadłospis, który ci proponuję, został skomponowany zgodnie z zalecanymi
przez naukowców proporcjami składników odżywczych:
40-45% węglowodanów pochodzących z produktów o niskim IG (warzywa,
produkty pełnoziarniste, owoce),
30% tłuszczów - z przewagą tłuszczów nienasyconych (oliwa, awokado,
orzechy, tłuste ryby),
20% (w fazie stabilizacji) - 25% (w fazie redukcji) białka, które w tej ilości buduje mięśnie i wspiera metabolizm.
Taka kompozycja posiłków to esencja równowagi, ponieważ zapewnia sytość,
energię, stabilny poziom cukru i zdrowie hormonalne, bez ryzyka efektu
jo-jo. Dzięki niej będziesz w stanie schudnąć o około 15-20 kg w sposób
zdrowy, rozsądny i trwały, zachowując przy tym energię i dobre
samopoczucie oraz osiągając właściwe wyniki badań bez restrykcji i popadania w skrajności.
Przepisy, które znajdziesz w tym poradniku, oparte są na najzdrowszych
modelach żywienia: przeciwzapalnym, śródziemnomorskim, z niskim indeksem
glikemicznym (IG).
Modele te bazują na warzywach, owocach, pełnych ziarnach, roślinach
strączkowych, rybach, oliwie i orzechach, czyli na produktach o niskim
IG i wysokiej wartości odżywczej. Proponuję w nich różnorodne źródła
białka - zarówno roślinne, jak i zwierzęce - co zapewnia pełen profil
aminokwasów i maksymalne korzyści zdrowotne.
Proponowana przeze mnie dieta nie ogranicza, lecz odżywia, działając
zgodnie z biologią, a nie krótkotrwałą modą. Nie prowadzi do niedoborów,
nie opiera się na skrajnościach i nie wymaga rezygnacji z przyjemności
jedzenia. Zapewnia niezbędne minimum glukozy dla mózgu (ok. 130 g
dziennie), stymuluje wydzielanie hormonów sytości i naturalną regulację
apetytu, obniża stan zapalny i wspiera zdrowie mitochondrialne, redukuje
ryzyko insulinooporności i cukrzycy typu 2, poprawia koncentrację i nastrój, podwyższa poziom energii i wreszcie wspiera długowieczność
poprzez ograniczenie stresu oksydacyjnego. Przede wszystkim jednak uczy,
jak odżywiać się świadomie, stabilnie i z troską o siebie, nie tylko po
to, by schudnąć, ale by zyskać pełnię zdrowia metabolicznego i dobrostan
na co dzień. Nie oferuję ci przypadkowego zestawu wiralowych zasad z Tik-Toka ani kolejnej diety-cud. Moja koncepcja opiera się na fizjologii
człowieka i jest spójna z aktualną wiedzą naukową oraz zaleceniami
Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego na rok 2026 (PTD), opracowanych
z myślą o jednej z najbardziej wymagających grup pacjentów - osobach z cukrzycą i zaburzoną gospodarką glukozowo-insulinową, dla których
stabilizacja glikemii to fundament zdrowia i utrzymania prawidłowej masy
cała. Traktuję je jako najbardziej wiarygodny punkt odniesienia,
ponieważ jeśli coś działa skutecznie w grupie, która wymaga największej
precyzji metabolicznej, to tym bardziej będzie wspierać zdrowie każdego
z nas.
Mój model żywienia nie jest jednak "dietą cukrzycową" w tradycyjnym
rozumieniu. To nowoczesny, elastyczny system, który wykorzystuje
najnowsze odkrycia nauki, by:
stabilizować poziom glukozy i insuliny,
wspierać sytość i kontrolę apetytu poprzez stymulację hormonów takich
jak GLP-1 i CCK,
utrzymywać prawidłową pracę mózgu i układu nerwowego,
zapobiegać chorobom metabolicznym, sercowo-naczyniowym i neurodegeneracyjnym.
Otyłość i jej następstwa - takie jak zespół metaboliczny czy choroby
sercowo-naczyniowe - to dziś jedne z największych wyzwań zdrowotnych
naszych czasów. Szukając skutecznych i trwałych sposobów leczenia,
naukowcy coraz częściej podkreślają, że regulacja masy ciała to
niezwykle złożony proces. Gdy próbujemy wpłynąć na jeden mechanizm, nasz
organizm potrafi "odbić piłeczkę" i uruchomić inny, który częściowo
kompensuje wprowadzoną zmianę. Dlatego właśnie tak ważne jest
znalezienie strategii, która działa na kilku poziomach jednocześnie -
zarówno krótkoterminowo, jak i długofalowo.
Żywienie w trakcie stosowania analogów GLP-1: dlaczego białko ma
kluczowe znaczenie?
Warto podkreślić, że zasady żywienia oparte na odpowiedniej podaży
białka są szczególnie istotne u osób stosujących leki z grupy analogów
GLP-1 (np. semaglutyd, liraglutyd, tirzepatyd). Leki te skutecznie
wspierają redukcję masy ciała poprzez zmniejszenie apetytu, opóźnianie
opróżniania żołądka i poprawę kontroli glikemii, dlatego prawidłowo
zbilansowana dieta jest podstawą procesu leczenia.
Medycyna oparta na dowodach (Evidence-Based Medicine, EBM) jasno
pokazuje, że w trakcie redukcji masy ciała - zwłaszcza przy obniżonym
apetycie - istnieje realne ryzyko utraty beztłuszczowej masy ciała, w tym masy mięśniowej. Może być ono większe u pacjentów przyjmujących
analogi GLP-1, ponieważ naturalne zmniejszenie ilości spożywanego
jedzenia często prowadzi do zbyt niskiej podaży białka.
Odpowiednia ilość białka w diecie podczas stosowania GLP-1 jest kluczowa
z kilku powodów:
Ochrona masy mięśniowej
Redukcja masy ciała bez odpowiedniej podaży białka sprzyja katabolizmowi
mięśni. Utrata masy mięśniowej obniża podstawową przemianę materii
(BMR), co w dłuższej perspektywie utrudnia utrzymanie efektów leczenia i sprzyja efektowi jo-jo.
Lepsza jakość redukcji masy ciała
Zgodnie z danymi EBM, wyższa podaż białka w trakcie redukcji sprzyja
utracie tkanki tłuszczowej przy jednoczesnym zachowaniu beztłuszczowej
masy ciała. To oznacza, że spadek masy ciała jest bardziej
"metabolicznie korzystny".
Większe uczucie sytości i lepsza tolerancja leczenia
Białko najsilniej stymuluje uczucie sytości spośród makroskładników. W diecie osób stosujących GLP-1 pomaga to stabilizować apetyt, ograniczać
epizody nudności oraz zapobiegać zbyt długim przerwom między posiłkami.
Wsparcie kontroli glikemii
Posiłki bogate w białko, zwłaszcza w połączeniu z błonnikiem,
spowalniają poposiłkowy wzrost glukozy we krwi. Ma to szczególne
znaczenie u osób z insulinoopornością, cukrzycą typu 2 oraz zespołem
metabolicznym - czyli u pacjentów najczęściej leczonych analogami GLP-1.
Lepsze funkcjonowanie organizmu przy mniejszej objętości posiłków
Ponieważ analogi GLP-1 zmniejszają objętość tolerowanych porcji, dieta
powinna być możliwie najbardziej "odżywcza" przy niewielkiej ilości
jedzenia. Białko pozwala dostarczyć kluczowych aminokwasów bez
nadmiernej objętości posiłku.
Stosowanie analogów GLP-1 nie zwalnia z konieczności świadomego
komponowania posiłków. Wręcz przeciwnie - w trakcie leczenia należy
jeszcze uważniej dbać o jakość diety, w szczególności o odpowiednią
podaż białka. Tylko takie podejście pozwala na bezpieczną, trwałą i zgodną z EBM redukcję masy ciała, bez nadmiernej utraty masy mięśniowej
i pogorszenia metabolizmu.
Hipoteza dźwigni białkowej
Aby zarządzać swoją relacją z jedzeniem bez surowych zakazów i restrykcji, warto zrozumieć mechanizmy biologiczne rządzące naszym
ciałem i nauczyć się żyć z nimi w zgodzie.
Jednym z najciekawszych mechanizmów, które tłumaczą, dlaczego tak wielu
ludzi ma problem z utrzymaniem sytości, jest tzw. hipoteza dźwigni
białkowej (Protein Leverage Hypothesis). Została ona sformułowana w 2005 roku (i niedawno zaktualizowana) przez naukowców z University of
Sydney - Stephena J. Simpsona i Davida Raubenaheimera - na podstawie
licznych danych eksperymentalnych z badań na owadach i gryzoniach. Warto
dodać, że prekursorem badań nad niedoborem białka i jego wpływem na
apetyt był Michael J. Stock. Hipoteza dźwigni białkowej zakłada, że
nasze ciało uznaje dostarczanie sobie białka za priorytet i dlatego,
dopóki nie zapewnimy mu wystarczającej ilości tego makroskładnika,
będziemy jeść dalej (niekoniecznie białko), szukając "czegoś jeszcze".
Nie dlatego, że brakuje nam silnej woli, lecz dlatego, że nasz organizm
próbuje nas uratować, domagając się zaspokojenia swojej fundamentalnej
potrzeby. Jeśli w naszej diecie jest za mało białka, organizm nie jest w stanie się nasycić i "nakłania" nas do sięgania po dodatkowe kalorie z węglowodanów i tłuszczu. Działa to jak niewidzialna dźwignia, która
napędza apetyt, zwłaszcza na produkty wysokoprzetworzone. Organizm
"przymusza" nas do jedzenia aż do momentu, kiedy otrzyma wystarczającą
ilość białka.
Niedobór białka - ukryty powód przejadania się
Według wspomnianej wyżej hipotezy dźwigni białkowej i wielu innych
opisanych dalej badań ludzki organizm ma "ulubiony" składnik, którego
potrzebuje najbardziej, aby funkcjonować prawidłowo. Tym składnikiem
jest białko. Zapewne pamiętasz ze szkoły, że jest ono potrzebne
mięśniom, ale stanowi również budulec wszystkich komórek, enzymów,
hormonów i wielu struktur odpornościowych. Oprócz tego pomaga także
kontrolować poziom energii w organizmie. Co ciekawe, mechanizmy
sterujące tym, ile białka i kalorii jemy, czasem mogą pozostawać w konflikcie, co w konsekwencji wpływa na naszą masę ciała.
Wskazuje się, że wzrost dostępności smacznych i tanich produktów
bogatych w tłuszcze i cukry w USA między 1970 a 2010 rokiem spowodował
spadek zawartości białka w diecie z 14% do 12,5% na korzyść
węglowodanów. Warto wspomnieć, że piramida żywieniowa promowana w latach
70. zachęcała do jedzenia węglowodanów w każdym posiłku. Naukowcy
twierdzą, że to właśnie promowanie spożycia cukrów i rosnący niedobór
białka w naszych jadłospisach mogły stać się jedną z przyczyn tego, że
zaczęliśmy jeść więcej kalorii i dziś tak wiele osób zmaga się z otyłością oraz chorobami dietozależnymi.
Współczesna zachodnia dieta jest uboga w wartościowe białko. Badania
przeprowadzone w Australii na ponad 9 tysiącach osób pokazały, że
przeciętny Australijczyk tylko około 18% kalorii czerpie z białka,
podczas gdy resztę energii dostarczają mu węglowodany (43,5%) i tłuszcze
(30,9%) oraz alkohol (4,3%), przy czym zaledwie 2,2% energii pochodzi z błonnika. Problem w tym, że organizm "domaga się" białka, a jeśli w diecie go brakuje, zmusza nas do jedzenia większej ilości
wysokokalorycznych i ultraprzetworzonych produktów, które białka prawie
nie zawierają - czyli słodyczy, chipsów, fast foodów i podobnych
smakołyków.
Spróbujmy lepiej zrozumieć zależności między spożywanymi przez nas
składnikami i powody, dla których hipoteza dźwigni białkowej jest tak
ważna w kontekście utrzymania prawidłowej masy ciała. Wiemy już, że
obniżenie zawartości białka w diecie może prowadzić do zwiększenia
spożycia pokarmu, a w konsekwencji do przyrostu masy ciała i wzrostu
zawartości tkanki tłuszczowej. Wspomniane już powyżej australijskie
badania dowodzą, że kiedy ludzie spożywają więcej białka na śniadanie,
później w ciągu dnia przyjmują mniej kalorii. Dzieje się tak dlatego, że
ich organizm już na samym początku otrzymuje to, czego naprawdę
potrzebuje i nie szuka dodatkowych źródeł energii w słodkich i tłustych
przekąskach.
Pierwszy posiłek dnia jest wyjątkowo ważny. Osoby, które zaczynają dzień
od niskobiałkowego śniadania, zwykle sięgają później po więcej
wysokokalorycznego jedzenia, w tym po słodycze, tłuste przekąski i chipsy, a także alkohol. Ich dieta zawiera mniej warzyw, owoców i nabiału, a za to więcej kalorii. Natomiast ci, którzy wraz ze śniadaniem
dostarczyli sobie odpowiednią porcję białka, jedli później mniej, a całkowita ilość kalorii przyswojona przez nich w ciągu dnia była niższa.
Płynie z tego prosty wniosek:
dobry początek dnia = mniejszy apetyt i mniej przypadkowych kalorii
później.
Wynika z tego, że śniadanie bogate w białko pomaga kontrolować apetyt i zmniejsza chęć na słodycze czy fast foody w ciągu dnia. Warto więc
zacząć dzień od zjedzenia jajek, twarogu, jogurtu naturalnego, ryb,
tofu, mięsa lub roślin strączkowych.
Nawet jeśli później w ciągu dnia zdarzy nam się przyjąć puste kalorie,
porządne i dobrze zbilansowane śniadanie zapewni nam wystarczającą ilość
energii, żeby nie zdominowały one naszego jadłospisu. Białko jest
niewielkim źródłem energii w diecie, więc według twórców hipotezy
dźwigni białkowej nawet minimalne wahania jego podaży mogą znacząco
wpływać na kontrolę spożycia pokarmu i równowagę energetyczną.
Zgodnie z tą hipotezą, spadek zawartości białka w diecie z 14% do 12,5%
wymaga zwiększenia całkowitej ilości spożywanego jedzenia o 14%, aby
organizm mógł utrzymać stały poziom tego składnika. Gdy jemy mniej
białka niż potrzebuje nasz organizm, nie doświadczamy prawdziwego
uczucia sytości. A ponieważ na każdym kroku natykamy się na
wysokokaloryczne i ultraprzetworzone produkty, gęste energetycznie i po
prostu bardzo smaczne słodycze i fast foody, jest nam trudno się im
oprzeć i bezrefleksyjnie po nie sięgamy, by w końcu się najeść i zadowolić nasze ciało. Jeśli spożyciu ich nie towarzyszą mechanizmy
kompensacyjne, na przykład zwiększona aktywność fizyczna, narażamy się
na ryzyko przyrostu masy ciała. Zmiana składników i proporcji w diecie
na korzyść produktów wysokoprzetworzonych sprzyja więc zmniejszeniu
udziału białka w diecie i zwiększeniu całkowitej ilości przyjmowanego
jedzenia oraz ryzyku otyłości.
Chociaż białko odgrywa szczególną rolę w utrzymaniu zdrowia i odpowiedniej masy ciała, nie traktuj podaży tego składnika jako
rozwiązania wszystkich swoich problemów. Nie wystarczy po prostu jeść
więcej białka, żeby schudnąć. Mimo że według badań efekt dźwigni
białkowej jest przyczyną około 2/3 przyrostu masy ciała mieszkańców USA
od 1970 roku, to w grę wchodzą także inne czynniki, takie jak
niewłaściwe proporcje cukrów i tłuszczów w pożywieniu (a także stosunek
kwasów omega 3 do omega 6), ciągłe ulepszanie smaku przetworzonego
jedzenia, jego gęstość energetyczna, niedostateczna zawartość witamin i minerałów oraz spadający poziom aktywności fizycznej. Najlepiej więc
jest stosować holistyczne podejście, które proponuję ci dalej.
Rola białka
Białka zawarte w pokarmie są dla organizmu źródłem aminokwasów, czyli
budulca jego własnych białek. Uczestniczą one w kontroli spożycia
pokarmu, przede wszystkim poprzez specyficzne sygnały chemiczne i neuronalne, które informują mózg o ich poziomie. Główna reakcja
organizmu polega na "nakłanianiu" nas do poszukiwania pokarmów
bogatszych w białko lub zawierających te aminokwasy, których akurat nam
brakuje.
Badania pokazują, że gdy organizm musi wybierać między kontrolą ilości
zjadanych białek a kontrolą ilości energii, priorytetem jest dla niego
utrzymanie równowagi energetycznej. Nadmiar białka nie jest dużym
problemem, bo organizm szybko rozkłada aminokwasy i wykorzystuje je jako
źródło energii, zastępując nimi węglowodany i tłuszcze, których wtedy
potrzebuje mniej. Kiedy jednak w diecie jest zbyt mało białka, organizm
szybko zaczyna tracić masę mięśniową. Badania pokazują, że zazwyczaj nie
zaczynamy wtedy jeść odpowiednio więcej, aby uzupełnić brakujące
aminokwasy, a więc nie zwiększamy spożycia kalorii na tyle, by wyrównać
niedobór białka. Istnieje jednak wąski zakres niskiego spożycia białka,
typowy dla zachodniej diety, w którym ilość zjadanych kalorii może
wzrosnąć. Ten wzrost jest pozornie niewielki i nie wystarcza, by
uzupełnić deficyt aminokwasów, ma jednak znaczenie w kontekście
długofalowym. Efekt dźwigni białkowej, nawet jeśli jest ograniczony
przez mechanizmy regulacji energii, może powodować niewielki, ale stały
wzrost spożycia pokarmu poprzez kumulowanie bardzo małych różnic między
ilością kalorii spożywanych i spalanych, co długofalowo może powodować
istotne zmiany masy ciała.
Otyłość bierze się z codziennego, niewielkiego wzrostu spożycia pokarmu
oraz obniżenia wydatku energetycznego. Efekt dźwigni białkowej -
uzupełnianie niedoborów białka przez zwiększenie ogólnego spożycia
pokarmu - może odgrywać tu ważną rolę.
Rola białka w regulacji długoterminowej równowagi energetycznej i utrzymaniu zdrowej masy ciała u ludzi była dotychczas słabo zbadana.
Większość danych potwierdzających ten wniosek pochodzi z badań na
zwierzętach, ale dostępne dane eksperymentalne i epidemiologiczne
dotyczące ludzi w dużej mierze potwierdzają te obserwacje. Możemy więc
założyć, że zwiększona zawartość białka w diecie rzeczywiście jest
istotnym czynnikiem wspierającym kontrolę masy ciała. Dieta zawierająca
zwiększoną ilość białka może wesprzeć cię podczas redukcji masy ciała w utracie tkanki tłuszczowej przy jednoczesnym zachowaniu masy mięśniowej.
Wyższe spożycie białka zwiększa uczucie sytości, a to prowadzi do
zmniejszenia spożycia energii w diecie ad libitum (jedzenie według
upodobania), a także promuje korzystne zmiany w składzie ciała (wyższy
udział masy beztłuszczowej, niższy tłuszczowej). Dzięki temu diety ze
zwiększoną ilością białka mogą poprawiać efektywność odchudzania i ograniczać efekt jo-jo podczas utrzymywania masy ciała po redukcji.
Jak białko wspiera nas w regulacji spożycia pokarmu i utrzymaniu
zdrowej masy ciała?
Białka hamują apetyt bardziej niż tłuszcze lub węglowodany i robią
to w stopniu większym, niż wynikałoby to tylko z ich wartości
energetycznej.
Białka mają silniejszy wpływ na uczucie sytości niż tłuszcze i węglowodany, dzięki czemu po ich spożyciu dłużej czujemy się
najedzeni.
Diety z dużą zawartością białka wspierają utrzymanie masy mięśniowej
(beztłuszczowej), co sprzyja redukcji wagi głównie poprzez spalanie
tkanki tłuszczowej. Trawienie białka uruchamia różne reakcje
fizjologiczne i metaboliczne, które pomagają regulować poziom
spożycia pokarmu. Jak pokazuje przykład mleka, działanie tych
mechanizmów zależy od tego, z jakiego źródła pochodzi białko.
W jaki sposób białko wpływa na kontrolę apetytu?
Białko zmniejsza apetyt szybciej niż sugeruje to jego wartość
energetyczna, a spożycie go powoduje krótkoterminowe ograniczenie
ilości przyjmowanego pokarmu. Czyli po spożyciu białka jesteśmy
mniej głodni i mniej jemy.
Aminokwasy wysyłają sygnały do układu nerwowego, które wpływają nie
tylko na ilość spożywanego pokarmu, ale też na wybór rodzaju
jedzenia. Czyli możemy instynktownie wybierać model, który utrzymuje
spożycie białka w zakresie wspierającym prawidłowy rozwój i masę
ciała. Taki sposób odżywiania może się wiązać z niższym poziomem
insuliny i lepszą wrażliwością insulinową, co może mieć znaczenie w profilaktyce insulinooporności.
Białko zwiększa sytość. Posiłki bogate w ten składnik (50 g lub
więcej) ograniczają uczucie głodu silniej niż tłuszcze czy
węglowodany. Według badań młode kobiety jedzące wysokobiałkowy lunch
przyjmowały średnio o 20-31% mniej kalorii w następnym posiłku niż
te, które jadły lunch o wysokiej zawartości węglowodanów. Podobnie
badani jedzący bogaty w białko posiłek spożywali mniej kalorii 2-3
godziny później niż po posiłku ubogim w białko. Białko ogranicza
nadmierne jedzenie. Gdy badane osoby stosujące model ad libitum
mogły jeść do sytości, spożycie przez nie kalorii było mniejsze przy
wysokobiałkowym posiłku (np. 50 g zawartości białka w posiłku
przełożyło się na 411 kcal całego posiłku) w porównaniu z niskobiałkowym posiłkiem (np. 25 g białka w posiłku przełożyło się
na 713 kcal całego posiłku). Moment spożycia białka oraz jego ilość
w posiłku realnie wpływają na odczuwanie sytości i późniejsze wybory
żywieniowe. Im więcej białka w posiłku, tym silniejszy i trwalszy
sygnał sytości. Co istotne, znaczenie ma także odstęp czasowy do
kolejnego posiłku - gdy po posiłku bogatym w białko następny posiłek
pojawia się stosunkowo szybko, całkowite spożycie energii jest
mniejsze. Dzieje się tak nawet wtedy, gdy kolejny posiłek ma wyższą
kaloryczność, ale zawiera mniej białka.
Białko w posiłku działa ochronnie, pomaga ograniczyć ilość spożywanej
energii, zwiększa uczucie sytości i może wspierać redukcję masy ciała
lub zapobiegać tyciu. Pamiętaj jednak, że jak wszystko, co spożywamy w nadmiarze, jego zbyt duża ilość może nam zaszkodzić. Jednym z głównych
(i słusznych) zarzutów stawianych dietom wysokobiałkowym,
niskowęglowodanowym i wysokotłuszczowym jest to, że zarówno wysoka
zawartość białka, jak i tłuszczu w nich po przekroczeniu pewnego progu
może mieć niekorzystny wpływ na zdrowie. Mimo to diety wysokobiałkowe są
coraz bardziej popularne, co sugeruje, że w opinii społeczeństwa niosą
ze sobą korzyści. Jedną z nich może być zwiększone uczucie sytości
wynikające ze spożycia białka. W tej książce nie polecam diety
wysokobiałkowej, a strategię normobiałkową. Wkrótce zrozumiesz
różnicę.
Co mówią badania
Czy zauważyłaś, że po zjedzeniu posiłku bogatego w białko, jak choćby
jajecznica czy twarożek, czujesz się syta znacznie dłużej niż na
przykład po kanapce z dżemem? To nie przypadek. Naukowcy od lat badają,
jak różne makroskładniki - białko, węglowodany i tłuszcze - wpływają na
uczucie sytości i ilość spożywanej energii. Okazuje się, że w "hierarchii sytości" białko zajmuje zaszczytne pierwsze miejsce,
węglowodany są pośrodku, a tłuszcz uważa się za najmniej sycący.
Badaczka Margriet S. Westerterp-Plantenga już dwie dekady temu postawiła
hipotezę, że zwiększone spożycie białka może wspierać uczucie sytości.
Dlaczego? Białko pomaga w utrzymaniu beztłuszczowej masy ciała (FFM) -
czyli mięśni, które są "aktywną metabolicznie" tkanką.
Białko zwiększa termogenezę poposiłkową, czyli powoli przekształca się w energię, co sprawia, że organizm traci więcej kalorii na trawienie i przetwarzanie. Białko ma wyjątkową zdolność zwiększania sytości, nawet
jeśli kaloryczność posiłku pozostaje taka sama. Badaczka uważa również,
że dieta z większą zawartością energii pochodzącej z białka może
ograniczać przyrost masy ciała podczas okresów przejadania się, właśnie
ze względu na nieefektywność energetyczną. Co ciekawe, ten sam mechanizm
może działać również w fazie utrzymania masy ciała po redukcji.
W badaniu, w którym kontrolowano każdy posiłek i aktywność uczestników
przez 24 godziny, porównano dwa rodzaje diet:
dietę wysokobiałkowo-węglowodanową (30% białka, 60% węglowodanów, 10%
tłuszczu),
dietę wysokotłuszczową (10% białka, 30% węglowodanów, 60% tłuszczu).
Uczestnicy na diecie z większą ilością białka i węglowodanów odczuwali
większą sytość i pełność, a jednocześnie mniejsze łaknienie i apetyt
między posiłkami. Co więcej, ich organizmy wydatkowały więcej energii na
trawienie. Im wyższy był metabolizm po posiłku, tym silniejsze było
uczucie sytości. Możemy z tego wysnuć wniosek, że osoby na diecie
wysokobiałkowej odczuwają większą sytość przez całą dobę, mimo że nie
jedzą więcej kalorii, a ich organizmy zużywają więcej energii na
trawienie.
Podobny efekt zauważono również w dłuższej perspektywie - osoby z nadwagą, które po odchudzaniu dostarczały sobie z diety 18% energii z białka, utrzymywały wagę skuteczniej niż te, które jadły 15% białka.
Wydawać by się mogło, że to niewielka różnica, wystarczyła jednak, by
poprawić kontrolę masy ciała po redukcji. Warto wiedzieć, że źródło
białka również ma znaczenie. W badaniach wykazano, że białko zwierzęce
(np. pochodzące z wieprzowiny) zwiększa wydatek energetyczny o ok. 2% w porównaniu do białka roślinnego (np. pochodzącego z soi). Nie myśl
jednak, że w takim razie opłaca się jeść jedynie białko zwierzęce! W dalszej części książki omówię istotną rolę, jaką odgrywa w naszej diecie
białko roślinne.
Dlaczego tak się dzieje? Jedna z teorii mówi, że większe zużycie energii
w spoczynku oznacza większe zużycie tlenu i wzrost temperatury ciała, co
może być sygnałem dla mózgu, że organizm jest "nasycony". Co ciekawe,
podobny efekt obserwowano u osób przebywających na dużych wysokościach
lub u pacjentów z ograniczonym dostępem tlenu - również u nich poziom
głodu był niższy.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki