Aglawena i Selizetta - Maurice Maeterlinck

Kup ebooka

19.49 zł
15.98 zł (15,09 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Scena I

Sala w pałacu.

( W głębi Meligrana uśpiona w fotelu o wysokiem oparciu. Wchodzą Meleander i Selizetta).

Meleander. Oto list Aglaweny.

( Czytając)

"Nie wychodźcie na moje spotkanie. Czekajcie na mnie w sali, jak czekacie zazwyczaj, nim wybije godzina spoczynku, a nie wydam się wam obcą. Piszę to, wysiadając z okrętu, który mnie do was przywiózł. Żegluga była pomyślna i bardzo urocza - lecz wylądowawszy, zastałam drogi tak popsute przez deszcze, że pewnie przed zachodem słońca nie ujrzę wieżyc starego zamku, w którym dobra Selizetta dała schronienie wdowie po swym bracie." Selizetta ( klaszcząc w ręce). Oh! słońce zachodzi!... Patrz tylko. Ona już musi być bardzo blizko... Pójdę zobaczyć... Meleander ( powstrzymując ją ruchem i czytając dalej). "...Widziałam cię raz tylko, Meleandrze, w popłochu i gwarze podczas mego wesela; moje biedne wesele, niestety! Nie dojrzeliśmy wtedy tego nieproszonego gościa, który zasiada zawsze na miejscu szczęścia upragnionego. Widziałam cię raz tylko, już przeszło trzy lata temu, a jednak przybywając do was, tak ufną jestem, jakbyśmy dziećmi spali w jednej kolebce..." Selizetta ( oglądając się), Oh! Babunia śpi jeszcze! Czy należy ją zbudzić, gdy Aglawena przyjedzie? Meleander. Tak, prosiła o to... Selizetta. Jej białe włosy spadają na oczy... Ona nie jest szczęśliwą tego wieczoru... Oh! pójdę ją ucałować... Meleander. Bądź ostrożną; nie budź jej przed czasem...

( czytając dalej)

"Jestem tak pewną, że odnajdę brata... Nie powiedzieliśmy sobie nic prawie, lecz tych słów kilka, które do mnie wyrzekłeś, nie były podobne do tych, które dotąd słyszałam..." Selizetta. Nie czytaj tak prędko... Meleander ( czytając dalej). "... A potem pilno mi ucałować Selizettę!... Ona musi być tak dobrą i musi być tak piękną, skoro kocha ciebie i skoro ty ją kochasz! Będę ją kochała więcej, niż ty ją kiedy będziesz mógł pokochać; ja umiem kochać więcej, gdyż byłam nieszczęśliwą... A teraz cieszę się, że cierpiałam, bo będę mogła podzielić się z wami tem, co się zdobywa w smutku. Zdaje mi się czasem, że danina, którą spłaciłam, wystarczy za nas troje; że przeznaczenie nie może się już o nie upomnieć i że możemy się spodziewać czarów tego, życia. Nie zaznamy innej troski ponad tę, którą daje szczęście. Sądząc z tego, com słyszała już o was, moje, twoje i Selizetty szczęście zależne od tego, co jest najlepszego w naszych duszach. Nie będziemy mieli innej troski po nad tę, aby się stać, ile to w naszej mocy, pięknymi, aby się przez to kochać tembardziej we troje i stać się dobrymi przez naszą miłość. Tyle roztoczymy piękna w sobie i dookoła siebie, że nie pozostanie już miejsca na nieszczęście i smutek; a jeśli mimo wszystko one zechcą wejść pomiędzy nas, to nim do drzwi naszych ośmielą się zapukać, będą musiały stać się także pięknemi..."

( Drzwi się otwierają. Wchodzi mała Yssalina).

Yssalina. Mam klucz siostrzyczko, mam klucz! Meleander. Jaki klucz? Selizetta. Klucz od dawnej latarni morskiej. Meleander. Myślałem, że zgubiony. Selizetta. Kazałam zrobić nowy. Meleander. Chciałbym, abyś ten zgubiła także... Selizetta ( przyglądając się kluczowi). Oh! Jakiż on wielki! Nie jest podobny do tego, który zgubiłam... Yssalina. Byłam, siostrzyczko, gdy go próbowano... Otworzyli trzy razy, potem zamknęli napowrót... Lepiej otwiera, niż ten dawny, taki zardzewiały... Ale, gdy zamykano po raz ostatni, ledwie było można utrzymać drzwi, tak wiatr je wypychał z tamtej strony... Wielki dziś wiatr wieje. Słychać, jak mewy krzyczą, latając wkoło wieży, i gołębie także... One jeszcze nie śpią... Selizetta. One mnie szukają. Nie widziały mnie tam na górze już od dwóch tygodni. Pójdę do nich jutro. Yssalina. Ze mną, siostrzyczko? Selizetta. Tak, jeżeli pójdziesz spać zaraz; piastunka czeka na ciebie... ( Yssalina wychodzi). Czy ona piękna? Meleander. Kto taki? Selizetta. Aglawena. Meleander. Tak, jest bardzo piękna... Selizetta. Do kogo ona podobna? Meleander. Nie podobna do innych kobiet... Jest to inna piękność, oto wszystko... Piękność bardziej niezwykła i duchowa, piękność bardziej zmienna i jeśli tak rzec można, wielokrotniejsza... Piękność, wobec której dusza się iści, nie przerywając się wcale... A przytem, jak zobaczysz, ona ma dziwne włosy; zdawałoby się, że współczują wszystkim jej myślom... Uśmiechają się, lub płaczą podług tego, czy ona jest szczęśliwą czy smutną, wtedy nawet, gdy ona sama nie wie, czy ma być smutną czy szczęśliwą... Nie widziałem nigdy włosów, któreby tak żyły. Włosy zdradzałyby ją nieustannie, gdyby można zwać zdradą świadectwo ciągłe piękna; bo ona niema nic innego do ukrywania. Selizetta. Wiem, że nie jestem piękną... Meleander. Nie będziesz tego mówiła, gdy ona będzie z nami, niepodobna mówić w jej obecności czegoś, czego się nie myśli, lub co jest niepotrzebne. Ona gasi naokoło wszystko, co nie jest słusznem. Selizetta. Ona gasi wkoło siebie wszystko, co nie jest słusznem... Meleander. Selizetto?... Selizetta. Meleandrze?... Meleander. Oto, zdaje się, żyjemy już ze sobą blizko cztery lata? Selizetta. Cztery miną z końcem lata. Meleander. Oto od czterech lat blizko jesteś ciągle przy mnie, zawsze piękna, kochająca i słodka, z dobrym uśmiechem głębokiego szczęścia na ustach... Podczas tych czterech lat nie płakałaś zbyt często, nieprawdaż? Co najwyżej kilka łez ci spadło, gdy który z twych oswojonych ptaków odleciał, gdy babka ci się trochę sprzeciwiała, lub gdy usychały ulubione twe kwiaty. Lecz, gdy ci ptak powrócił, gdy się babunia uspokoiła, gdy zapomniałaś o kwiatkach, wówczas z głośnym śmiechem wbiegałaś do sali - i drżały drzwi, otwierały się okna i przedmioty spadały wokoło, gdy wskakiwałaś na moje kolana, całując mię, jak dziewczynka, która powraca ze szkoły. Myślę, że można powiedzieć: byliśmy szczęśliwi; a jednak zadaję sobie niekiedy pytanie, czy żyliśmy dość blizko jedno drugiego... Niewiem, czy ja nie miałem cierpliwości cię ścigać, czy ty chciałaś mi się wymknąć zbyt prędko, lecz bardzo często, gdy próbowałem mówić do ciebie, jak przed chwilą, ty zdawałaś się odpowiadać mi z innego końca świata, gdzie się chroniłaś dla powodów, których nie rozumiem... Czy w istocie dusza nasza do tego stopnia się lęka odrobiny powagi i prawdy w miłość? Ileż to razy przeszkodziliśmy sobie zbliżyć się do rzeczy, która mogła być piękną, i któraby nas złączyła ściślej, niż pocałunek, złożony na ustach... Niewiem, czemu widzę to jaśniej dzisiejszego wieczoru. Czy to z powodu żywszego wspomnienia o Anglawenie, z powodu jej listu, czy jej przyjazdu, który już czemuś nadaje wolność w naszych duszach. Zdaje się, żeśmy się kochali tyle, ile tylko ludzie mogą się kochać. Lecz, gdy ona tu będzie, będziemy się kochali więcej i będziemy się kochali inaczej, daleko głębiej, zobaczysz... I z tego głównie powodu jestem tak szczęśliwy, że ona przyjeżdża... Sam jeden, nie mógłbym... Nie mam tej władzy, którą ona posiada, chociaż widzę, jak ona. Ona jest jedną z tych istot, które umieją łączyć dusze u samych ich źródeł, i gdy ona jest, nie czuje się już żadnej zapory pomiędzy sobą, a tem co jest prawdą... Selizetta. Kochaj ją, jeśli ją kochasz. Ja odejdę... Meleander. Selizetto! Selizetta. Wiem, że nie rozumiem... Meleander. Rozumiesz, Selizetto, i dlatego właśnie, że rozumiesz, nie chcąc tego okazać, ja ci o tych rzeczach mówię... Ty masz duszę daleko głębszą od tej, którą mi ukazujesz; jestto ta dusza, której ukrywanie cię bawi - gdy cię szukam... Nie płacz, Selizetto, to nie są wyrzuty... Selizetta. Ja nie płaczę. Dlaczegożbym płakała? Meleander. A jednak widzę, jak drżą twoje wargi... Selizetta. Myślałam o czemś zupełnie innem. Czy to prawda, że ona była bardzo nieszczęśliwa? Meleander. Tak; ona była bardzo nieszczęśliwa z powodu twojego brata... Selizetta. Może na to zasłużyła... Meleander. Nie wiem, czy kobieta zasługuje kiedy na to, aby być bardzo nieszczęśliwą... Selizetta. Czem wobec niej mój brat zawinił? Meleander. Błagała mię, aby ci o tem nie mówić... Selizetta. Pisywaliście do siebie? Meleander. Tak; pisywaliśmy do siebie niekiedy. Selizetta. Nic mi o tem nie mówiłeś. Meleander. Pokazywałem ci nieraz jej listy, gdy przychodziły do nas, lecz zdawałaś się nie być ich ciekawą.... Selizetta. Nie pamiętam... Meleander. Lecz ja to pamiętam. Selizetta. Gdzie widziałeś ją po raz ostatni? Meleander. Widziałem ją raz tylko, mówiłem ci już o tem; było to w parku przy pałacu twego brata... Było to przed wielkiemi drzwiami... Selizetta. Wieczorem? Meleander. Tak; wieczorem. Selizetta. Co ona wtedy mówiła? Meleander. Powiedzieliśmy sobie bardzo mało, lecz dość, aby dostrzedz, że dwa nasze istnienia mają cel jednaki. Selizetta. Czyście się całowali? Meleander. Kiedy? Selizetta. Tego wieczoru. Meleander. Tak, przy pożegnaniu... Selizetta. Ach! Meleander. Zdaje mi się, Selizetto, że ona niedługo pozostanie między nami... Selizetta. O nie, nie; ja chcę, żeby pozostała...

( zgiełk na dworze)

To już ona!

( podbiega do okna)

Widzę pochodnie na dziedzińcu...

( Milczenie. Główne drzwi się otwierają. Aglawena ukazuje się w progu. Wchodzi bez słowa i idzie prosto ku Selizecie, patrząc na nią)

Meleander. Pocałujcie się. Aglawena. O, tak!

( Całuje długo Selizettę, potem zbliża się do Meleandra, którego całuje także)

I ciebie również... Selizetta. Obudzę babunię. Aglawena ( patrząc na Meligranę). Śpi głęboko. Meleander. Śpi tak przez większą część dnia... Ręce ma sparaliżowane. Przybliż się! chciała cię dzisiaj przywitać... Aglawena ( biorąc rękę Meligrany i pochylając się nad nią). Babuniu... Meligrana ( budząc się) Selizetto!... ( otwierając oczy) Oh! Ktoś ty? Aglawena. Aglawena... Meligrana. Przelękłam się... Aglawena. Czy mogę cię pocałować, babuniu? Meligrana. Nazywasz mnie babunią? Nie widzę cię dobrze... Kto tam stoi za tobą? Selizetta ( zbliżając się) To ja, babuniu. Meligrana. Ach! to ty, Selizetto... Nie widziałam cię... Przybliż trochę lampę, moje dziecię...

( Selizetta przynosi lampę i oświetla Aglawenę)

Meligrana ( patrząc na Aglawenę) Oh! jakaś ty piękna! Aglawena. Czy mogę cię teraz pocałować, babuniu? Meligrana. Nie; nie całuj mię dzisiaj... Cierpię więcej, niż zazwyczaj; jedna tylko Selizetta potrafi mnie dotykać, nie sprawiając bólu... Aglawena. Chcę się nauczyć także nie sprawiać ci bólu... Meligrana ( patrząc na nią uważnie) Nie wiem, czy wolno być tak piękną... Aglawena Przeciwnie, babuniu, trzeba być piękną, ile tylko sił starczy... Meligrana. Ucałuj mię, Selizetto, nim zasnę; i odsuń lampę... Miałam sen ciężki... Selizetta ( odnosząc lampę) Trzeba jej wybaczyć; ona taka cierpiąca... Aglawena. Co trzeba wybaczyć, Selizetto? Gubisz coś... Co to upadło na płyty? ( podnosi klucz) Oh, jaki dziwny klucz! Selizetta. To klucz od mojej wieży... Ty nie wiesz, co on otwiera... Aglawena. To klucz dziwny i ciężki... I ja przywiozłam klucz złoty, zobaczysz... Niema nic piękniejszego od klucza, gdy się nie wie, co on otwiera... Selizetta. Dowiesz się o tem jutro. Czy zauważyłaś, zbliżając się tutaj, bardzo starą wieżę na samym krańcu zamku, której szczyt jest już zrujnowany? Aglawena. Tak, widziałam coś, co zdawało się zapadać pod niebem. Widać było gwiazdy przez wyłomy muru. Selizetta. A więc to to samo; to moja wieża, stara i opuszczona latarnia morska. Nikt na nią nie śmiał już wchodzić... Idzie się tam przez długi korytarz, do którego klucz znalazłam. Zgubiłam go potem... Lecz kazałam zrobić inny, gdyż nikt tam oprócz mnie nie wchodzi. Czasem Yssalina mi towarzyszy. Meleander wszedł raz tylko, i dostał zawrotu głowy. To bardzo wysoko, zobaczysz. Widać ztamtąd całe morze. Obryzguje pianą wszystkie boki wieży z wyjątkiem tego, który przylega do pałacu. I wszystkie morskie ptaki zamieszkują w szczelinach murów. Krzyczą głośno, gdy mnie poznają. Są tam także całe setki gołębi; starano się przenieść je gdzieindziej, lecz one nie chcą opuścić wieży. Powracają do niej zawsze... Czy jesteś zmęczona? Aglawena. Tak, Selizetto, trochę. Długą odbyłam podróż. Selizetta. Tak, to prawda. Wejdziemy tam jutro, a zresztą taki silny wiatr dzisiaj...

( Milczenie).

Meleander. To dziwne, Aglaweno... Miałem ci tyle do powiedzenia... A teraz, w tych pierwszych chwilach wszystko milknie i zdaje się, doprawdy, że się czegoś oczekuje. Aglawena. Czeka się w istocie, aby milczenie mówiło... Meleander. Co ci ono mówi? Aglawena. Gdyby powiedzieć było można, Meleandrze, to, co ono mówi, przestałoby być milczeniem... Wymawialiśmy dotąd słowa prawie niepotrzebne, słowa, któreby wszyscy mogli odnaleźć, a jednak czyż nie jesteśmy spokojni i czy nie wiemy, że powiedzieliśmy sobie rzeczy, które są warte daleko więcej, niźli słowa nasze? Wymieniliśmy pomiędzy sobą drobne, nieśmiałe wyrazy, które sobie obcy mówią przy spotkaniu, a jednak któż wie o wszystkiem, co się odbyło między trojgiem nas przed chwilą, i czy wszystko, co ma nas spotkać, nie rozstrzygnęło się przez jeden z tych wyrazów... Czy jest przeznaczenie, którego nie potrąciły nigdy słowa? Lecz ze wszystkiego, co nam milczenie przepowiedziało, wiem to jedno, że będę kochała Selizettę, jak siostrzyczkę... Tem ono rozbrzmiewało w całej duszy mojej, od pierwszego kroku, który zrobiłam w tym pokoju; i jestto jedyny głos, który słyszałam wyraźnie...

( Przyciągając ku sobie Selizettę)

Dlaczego, Selizetto, tak trzeba cię kochać, i dlaczego mimowoli płakać trzeba, gdy się ciebie całuje?

( Przeciągły pocałunek)

Chodź i ty, Meleandrze...

( Całuje go także)

Może tego pocałunku oczekiwaliśmy wszyscy; będzie on pieczęcią, która zamknie na noc nasze milczenie.

( Wychodzą)

Słowo wstępne

"Ah! c'est avoir peu de chose, que d'avoir raison, Meléandre, et je crois, qu 'il vaut mieux avoir tort toute sa vie et ne pas faire pleurer ceux, qui n'ont pas raison."

Dramat, który tu dajemy w przekładzie, jeden z najpiękniejszych utworów słynnego poety belgijskiego, w dwóch swoich kobietach-bohaterkach, jest uzmysłowieniem dwóch rodzajów piękna: piękna, które wie o sobie, które przeszło przez wiadomość złego i dobrego (Aglawena) - i piękna samorzutnego, instynktownego, piękna samej natury w człowieku, działającego odruchowo całą siłą uroku przyrodzonego (Selizetta). Z kolizyi tych dwóch rodzajów piękna w stosunku do mężczyzny, który jest przedmiotem ich miłości, wykwita dramat. Pięknu nieświadomemu cierpienie otwiera oczy, dając mu pierwszy impuls do ugruntowania siebie na drodze ofiarności i poświęcenia. Piękno, o sobie wiedzące, trwa do końca z władzą swoją królewską. I jedno i drugie piękno ze stanowiska artystycznego jest słuszne, choć jedno płynie z rozsądku, a drugie z uczucia. Nastręcza się tylko pytanie, które piękno jest słuszniejszem ze stanowiska życiowego, ze stanowiska szczęścia i spokoju ludzkiego. I tu do rozwiązania niech posłużą słowa samego autora, włożone w usta Aglaweny, gdy mowa o tem pięknie, które na rozsądku się wspiera: - "Ach! to tak niewiele - mieć słuszność, mój Meleandrze! Ja sądzę, że lepiej przez całe życie nie mieć słuszności i nie wyciskać łez z oczu tym, którzy nie mają słuszności". Nie rozsnuwamy tu całej treści tego wzruszającego dramatu, pozostawiając czytelnikowi w pełni urok niespodzianki; zwracamy tylko uwagę na przepiękną czarującą postać Selizetty, jednę z najpiękniejszych we współczesnej literaturze europejskiej, tego dziecka prawie, tej " bien petite chose", jak sama o sobie w toku swych smutków powiada, tej trzpiotki aż do rozpoczęcia dramatu, śmiechem tryskającej, na wejście której do pokoju "drzwi trzaskały, okna się otwierały i przedmioty spadały dokoła, gdy na kolana męża wskakiwała...." Obarczona, jak biedne ptaszę, nad siły brzemieniem tego piękna drugiego, które jej oczy otworzyło, nie ma w swem mniemaniu innej drogi - nad złożenie siebie w ofierze, co też czyni z całą dziecięcą poezyą i tkliwością uczuć ofiarnicy. A gdy umiera z kłamstwem ofiarnem na ustach dla szczęścia pary pozostałej, każę zamknąć sobie oczy tej samej Aglawenie, która je tak bezlitośnie na życie jej otworzyła... Dramat cały iskrzy się czarodziejsko od zwrotów, z których nie jeden może posłużyć, jako dobry i natchniony przewodnik w splątanym "ludzkich uczuć lesie." Niech więc spełnia swoję rolę piękna w stosunku do duszy ludzkiej! Niech roztacza, jak to powiada autor przy innej okoliczności, "tyle piękna w nas i dookoła nas, by nie zostało już całkiem miejsca na ból i nieszczęście; a gdyby one mimo to wszystko zapragnęły się wcisnąć, niech same staną się pierwej pięknemi, zanim do drzwi naszych zastukać się ośmielą."Niech pełni tę rolę przez chwilę przynajmniej uroku, jaki książka pozostawia...

Scena I

Altana w zieleni parku.
( Wchodzi Aglawena i Meleander).

Meleander. Niema jeszcze tygodnia, jak razem żyjemy pod tym dachem, a mnie trudno uwierzyć, żeśmy nie w jednej kołysce zrodzeni. I zdaje mi się, że nigdy jeszcze nie byliśmy rozłączeni i że cię znałem już, zanim poznałem siebie. Wszystko w tobie zdaje mi się wyprzedzać to, czem jestem; więcej, niż własną, czuję twoją duszę i bliższą mi jesteś, niż wszystko, co jest mną samym; gdyby mi powiedziano: "musisz ocalić swe życie", abym mógł żyć, musiałbym twoje ocalić... Gdyby nie było tu ciebie, niewidziałbym się, nie mógłbym się odnajdywać i nie mógłbym się do siebie uśmiechać, bo mogę kochać siebie tylko w tobie jednej. I często mi się zdaje, jakby moja dusza, moja istota i wszystko, co one posiadają, zmieniły mieszkanie, i że całując ciebie, całuję ze łzami tę cząstkę siebie, która nie jest z tego świata. Aglawena. Ja tak samo, Meleandrze! gdy cię z kolei całuję, to jakbym całowała siebie samą, tylko jakąś piękniejszą. Jestem piękną tylko wtedy, gdy jesteś ze mną, i słyszę swą duszę tylko przy twojej. Szukam siebie po za sobą i odnajduję się w tobie... Nie rozróżniam już rąk naszych, ani dusz, ani warg... I nie wiem już, czy ty jesteś moją jasnością, czy ja się staję twem światłem... Wszystko się tak jednoczy w naszych istotach, że niepodobna już poznać, gdzie się jedno zaczyna, a gdzie drugie kończy... Najmniejsze twe poruszenie odsłania mię sobie samej, każdy twój uśmiech, każde milczenie i każde słowo przykuwa mię do nowego piękna. Czuję, że zakwitam w tobie, podobnie jak ty zakwitasz we mnie; i tak bezustannie odradzamy jedno w drugiem. Meleander. Jedna rzecz nas jeszcze tylko dzieli: nasze zdziwienie... Aglawena. To prawda! Dniem i nocą się dziwię, że podobna do ciebie istota istnieje w rzeczywistości. Meleander. Ja także, Aglaweno... Już mi nie dość mych oczu, rąk moich i uszu... Myślę, że śnię, gdy cię oglądam, że śnię, gdy cię słyszę, że śniłem, gdy już nie jesteś przy mnie, i że mię słuch łudził, gdy cię już nie słyszę. Powracam do ciebie i myślę, że trwam jeszcze w złudzeniu... Patrzę na ciebie, słucham cię, całuję i chciałbym jednocześnie uciec, aby odnaleźć tamtą inną pewność. Aglawena. Ja także, Meleandrze... Gdy jestem przy tobie, chciałabym odejść, aby cię widzieć bliżej w samotności; gdy jestem sama, idę cię szukać, bo wiem, że dusza twoja czeka na mnie tysiąc razy piękniejsza, niż ją sobie mogę wyobrazić... Już nie wiem, co czynić trzeba wpośród takiego szczęścia i rzec by można, że jestem nieszczęśliwa z nadmiaru mego szczęścia. Meleander. Gdzie byłaś przez te wszystkie lata, które przeżyliśmy, nie odgadując, że żyjemy nawzajem? Aglawena. Myślałam także o tem, Meleandrze, gdyż nasze dwie dusze mówią do siebie, zanim się usta rozchylą. Meleander. A jednak, gdy mówisz do mnie, to jakby po raz pierwszy słyszę głos własnej mej duszy. Aglawena. Ja także, Meleandrze, słucham własnej duszy, gdy mówisz do mnie; a gdy milczę, słyszę twoją... Nie mogę już szukać swej duszy, nie natrafiając na twoją. Nie mogę szukać twojej, bez odnalezienia własnej. Meleander. Jeden świat w sobie nosimy, Aglaweno... Bóg się omylił widocznie, stwarzając z naszej duszy dwie dusze.. Aglawena. Gdzie byłeś i ty także, Meleandrze, przez te wszystkie lata, gdy byłam taka sama?... Meleander. Samotny oczekiwałem i nie miałem już nadziei... Aglawena. Samotna czekałam także i miałam wciąż nadzieję... Meleander. Lecz któż ci mówił, że ktoś tak na cię czeka? Aglawena. Nikt mi nie mówił i nic nie wiedziałam, prócz tego chyba, o czem się wie bezwiednie, poznałam cię, nie widząc ni razu. Meleander. Lecz czy mogłaś mię kochać tyle, ile ja cię kochałem, zanim mię zobaczyłaś?... Aglawena. A ty, mój Meleandrze, czy mię widziałeś tak, jak ja cię widziałam, zanim cię odnalazłam? Meleander. Nie mogę uwierzyć, aby to, co nas spotyka, mogło kiedy spotkać kogo i mego i aby były inne istnienia, podobne do naszego. Aglawena. Oh! ja czasem myślę, że to nie jest możliwe! Meleander. Ja także, Aglaweno, i boję się... Aglawena. Czegóż się boisz? Odnaleźliśmy się i przed czem czulibyśmy trwogę? Meleander. Wtedy przeciwnie lękać się trzeba, gdy się jest szczęśliwym... Niema nic groźniejszego, jak szczęście; i każdy pocałunek złożony łacno może obudzić wroga. A potem jest coś innego jeszcze... Aglawena. Cóż takiego? Meleander. Selizetta. Aglawena. A więc? Meleander. Czy myślałaś o Selizecie? Aglawena. Tak. Meleander. I to cię nie trwoży? Aglawena. Nie, Meleandrze; to mnie trwożyć nie będzie... Meleander. Ona będzie może cierpiała... Aglawena. Czy nie mogę cię kochać, jak brata Meleandrze? Meleander. A jednak, gdy płakać będzie... Aglawena. Nie będzie długo płakała, jeśli się wzniesie wraz z nami... Dlaczegożby nie miała wznieść się jednocześnie z nami ku miłości, która nie zna małostek miłości? Ona jest piękniejsza, niż myślisz, Meleandrze; podamy jej rękę i potrafi za nami podążyć; a gdy będzie z nami, nie będzie już płakała... Będzie nas błogi sławiła za łzy przelane, gdyż są łzy więcej dobroczynne, niż pocałunki. Meleander. Czy wierzysz, iż mógłbym cię kochać, jak siostrę, Aglaweno? Aglawena. Ah.. Meleander. Czy wierzysz, że mogłabyś mię kochać, jak brata, Aglaweno? Aglawena. Gdy mię pytasz o to, wtedy nie wiem, Meleandrze... Meleander. Ja w to nie mogę już wierzyć. Będziemy walczyli dniem i nocą, będziemy walczyli bardzo długo; i w bezowocnej walce wyczerpią się nasze najpiękniejsze siły, któreby się stały może miłością jeszcze cenniejszą, pięknem lub głębszą prawdą... Im więcej będziemy walczyli, tem więcej czuć będziemy, jak wzrasta pragnienie, podobne do coraz mroczniejszej zasłony, która się między nasze dwie dusze kłaść będzie I to, co jest w nas najlepszego, umrze od tego pragnienia... Zdaje się, jak gdyby w głębi tego wszystkiego była rzecz bardzo mała, a jednak posiada ona może moc oddalenia na zawsze dwóch dusz od ich doskonałego piękna... Czy wszystko: gwiazdy i kwiaty, poranki i wieczory, myśli i łzy, nie przeistaczają się podług pocałunku, który składamy? Czy noc sama ma jednaką głębię w oczach siostry i w oczach kochanki? Nie zamykajmy drzwi przed najpiękniejszą z prawd, Aglaweno... Cała światłość naszych dwóch dusz rozbije się o jedno małe kłamstwo... Ty nie jesteś moją siostrą, Aglaweno, i nie będę mógł cię kochać, jak siostrę... Aglawena. To prawda; nie jesteś moim bratem, Meleandrze, lecz oto właśnie... gdzie nam cierpieć wypadnie... Meleander. I ty także! Lubisz więc cierpienia bezowocne? Aglawena. Nie, Meleandrze; z cierpień lubię te tylko, które mogę innym odjąć. Meleander. A jakież cierpienia będziemy tu mogli odjąć innym, bez zabicia tego, co w nas jest najpiękniejszego? Aglawena. Tego nie wiemy jeszcze, Meleandrze, lecz musimy tak czynić, jakbyśmy już wiedzieli; a gdy się łudzić potrzeba, to lepiej łudzić się kosztem samego siebie... Meleander. Wiem o tem, Aglaweno, lecz co począć?... Aglawena. Przeznaczenie zbliżyło nas ku sobie, Meleandrze. Rozpoznaliśmy się, jak dwie dusze się może dotąd nie rozpoznały nigdy. Kochamy się i nic na świecie nie może sprawić, abym cię nie kochała i abyś mnie nie kochał. Meleander. Myślę, jak ty, Aglaweno. Nie widzę nic takiego na całym świecie... Aglawena. A jednak, czy poznawałbyś mnie, gdyby przezemnie płakał kto niewinny? Meleander. Ona-by płakać mogła tylko przez to, że się myli.. Aglawena. Łzy, które się mylą, są także bolesne.. Meleander. Pozostałoby nam tylko uciec od siebie, Aglaweno; lecz to niemożliwe! Rzecz tak piękna nie mogła się narodzić po to, aby umrzeć; i powinniśmy mieć obowiązki względem siebie wzajemnie.. Aglawena. I ja tak myślę, Meleandrze; i myślę, że jest coś lepszego do zrobienia, niż uciec od siebie... Nie mogę sobie wyobrazić, aby się te rzeczy zrodziły na to, aby się łzami zakończyć... Meleander. Nikt nie wie, dlaczego one się rodzą, Aglaweno; lecz wiadomo, że łzy nigdy nie każą.czekać na siebie... Aglawena. Tymczasem jednak, jeśli trzeba, aby ktoś cierpiał, to my cierpieć musimy... Jest tysiąc obowiązków, Meleandrze, lecz myślę, że rzadko mylą się ci, którzy starają się przedewszystkiem odjąć cierpienie słabszemu, aby je przenieść na siebie. Meleander ( obejmując ją). Jesteś piękna, Aglaweno... Aglawena ( obejmując go z kolei). Kocham cię, Meleandrze!.. Meleander. Czy to ty płaczesz, Aglaweno? ' Aglawena. Nie, to my, Meleandrze... Meleander. Czy to my drżymy oboje?... Aglawena. Tak..

( Całują się. Słychać bolesny krzyk wśród zieleni, potem widać Selizeltę, uciekającą ku zamkowi, z rozwianym włosem),

Maleander. Selizetta!... Aglawena. Tak... Meleander. Ona nas słyszała.. ucieka do zamku... Aglawena ( pokazując mu Selizettę w oddali). Idź!.. Idź!.. Meleander. Tak...

( Rzuca się, aby dopędzić Selizettę. Aglawena opiera się o drzewo i płacze cicho).