Agent Tomasz i inni - Piotr Pytlakowski

-
Proszę czekać

WSTĘP, CZYLI PYTANIA O TOMASZA

Brylował na salonach. Jeździł porsche carrera (a czasem porsche cayenne), ubrany w najdroższe garnitury, wypachniony, modnie ufryzowany – król życia. Czarował kobiety i prowadził z nimi swoją grę, prowokował do przestępstwa. Kto? Agent Tomasz – najsłynniejszy ostatnio funkcjonariusz polskich służb specjalnych, człowiek o wielu twarzach, kilku nazwiskach i tyluż życiorysach. Zwykły podrywacz czy przebiegły detektyw tropiący bezprawie?

Przygody „pięknego Tomasza” – takie zyskał miano – wywołały poważną debatę na temat tajnych operacji prowadzonych przez służby. Co jest etyczne, a co przekracza dozwolone granice prowokacji? Czy agent specjalny działający pod przykrywką (udający kogoś innego niż jest w istocie) może stosować metody polegające w gruncie rzeczy na uwodzeniu kobiet, nawet jeśli w efekcie nie dochodzi do fizycznego zbliżenia z ofiarą? Czy prawo zezwala na używanie przez agenta fałszywych dokumentów?

Policyjni przykrywkowcy działają w skrajnie niebezpiecznych warunkach, rozpracowują groźne gangi, ryzykują życie. Agent Tomasz nie ryzykował niczym, bo nie operował wśród przestępców. Był jak diabeł kuszący do grzechu. Ofiary wybierał trochę na ślepo. Osaczał je, sprowadzał na złą drogę i… zakładał kajdanki.

Ta książka będzie opowieścią o operacjach specjalnych, czyli pracy pod przykrywką. O prowokacji, ryzyku, sukcesie i klęsce.

Agent Tomasz podczas jednej z akcji.

Porsche carrera agenta Tomasza zdekonspirowane przez internetowych pasjonatów wyszukujących na drogach aut z VIP-owskimi numerami.

Rozmawialiśmy z kilkunastoma agentami specjalnymi, byłymi, ale i nadal pracującymi w zawodzie. Rozmowy nagrywaliśmy za ich zgodą. Przedstawiamy wierne relacje z operacji specjalnych, nie ujawniając jednak dla bezpieczeństwa naszych rozmówców szczegółów, które mogłyby ich zdekonspirować. Kim są ludzie trafiający w szeregi przykrywkowców? Jak dokonywany jest nabór kandydatów do tej pracy? Na czym polega szkolenie funkcjonariuszy? Słowem, będzie to historia o życiu pod przykryciem.

CZĘŚĆ I Agenci i ich legenda

Rozdział I KRAJOBRAZ SŁUŻBOWY

Na początek uporządkujmy wiedzę, aby wyrównać szanse tych czytelników, którzy o służbach specjalnych i ich tajnych operacjach mają raczej mgliste pojęcie.

W Polsce tych służb mających szczególne uprawnienia namnożyło się w ostatnich latach. Jest ich już dwanaście, a następne czekają w kolejce.

Oto lista: Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW), Agencja Wywiadu (AW), Służba Kontrwywiadu Wojskowego (SKW), Służba Wywiadu Wojskowego (SWW), Centralne Biuro Antykorupcyjne (CBA), Policja (w tym wyposażone w szerokie kompetencje Centralne Biuro Śledcze – CBŚ), Żandarmeria Wojskowa, Wywiad Skarbowy (zwany na wzór włoskiej Guardia di Finanza policją finansową), Straż Graniczna, Biuro Ochrony Rządu (BOR), Służba Celna i Służba Więzienna. Trzy ostatnie nie mają jeszcze prawa do stosowania kontroli operacyjnej (agentury, podsłuchów i inwigilacji), ale bez wątpienia przy nadarzającej się okazji będą o takie kompetencje się ubiegać. Podobnie jak służby spoza listy: Służba Ochrony Kolei (SOK), Straż Miejska (jej moc już wzrosła, od kiedy może stosować środki przymusu bezpośredniego, jeździć na sygnale i zatrzymywać podejrzanych) czy Główna Inspekcja Transportu Drogowego.

Od kilku lat trwają prace nad nową ustawą o czynnościach operacyjno-rozpoznawczych. Niektórzy nazywają ją biblią służb specjalnych. Ma w jednym akcie prawnym regulować sposoby działania funkcjonariuszy służb państwowych, ujednolicać zasady postępowania podczas operacji specjalnych, pozyskiwania dowodów za pomocą podsłuchów, inwigilacji, kontroli korespondencji pocztowej i elektronicznej. Ma też wprowadzać nowe pojęcia: agent specjalny (przykrywkowiec) i szpieg koronny (przestępca pozyskany do współpracy, który nadal działa w ramach grupy przestępczej, ale wykonuje polecenia oficera prowadzącego, w zamian uzyskuje bezkarność lub nadzwyczajne złagodzenie kary).

Do tej pory poszczególne służby działają w oparciu o odrębne akty prawne. Wprowadza to bałagan i nakładanie się kompetencji dwunastu instytucji. Właśnie podczas prac nad nową ustawą prof. Tadeusz Tomaszewski z Katedry Kryminalistyki Uniwersytetu Warszawskiego zauważył, jakie roszczenia mogą zgłaszać służby z powodu zbyt ogólnych sformułowań użytych w projekcie. Zapis „funkcjonariusze służb państwowych” grozi zwiększeniem liczby podmiotów uprawnionych do stosowania metod specjalnych. „Czy to w formie dowcipu, czy nie dowcipu usłyszałem, że służby kolejowe też by chciały mieć możliwość prowadzenia czynności operacyjno-rozpoznawczych” – stwierdził prof. Tomaszewski.

Prawo do prowadzenia kombinacji operacyjnych i operacji specjalnych, w tym do używania funkcjonariuszy pod przykryciem ma przede wszystkim policja i jej elitarna jednostka Centralne Biuro Śledcze. Powstało w 2000 roku w wyniku połączenia dwóch policyjnych biur: Biura do Walki z Przestępczością Zorganizowaną i Biura ds. Narkotyków. Służy do zwalczania najgroźniejszych gangów. Od 2007 roku podobne metody (pracę pod przykryciem) do walki z przestępczością kryminalną stosuje też Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. ABW (wcześniej UOP) używała kamuflażu, ale wyłącznie do celów kontrwywiadowczych. Agencja Wywiadu używa swoich przykrywkowców (szpiegów) poza granicami Polski. Podobnie Służba Wywiadu Wojskowego. Jako ostatnie do tego grona dołączyło Centralne Biuro Antykorupcyjne. I o ile operacje specjal-ne prowadzone przez policję, ABW i służby wojskowe toczyły się przeważnie w ciszy – poza akcją w Starachowicach, która nabrała rozgłosu z powodu przecieku – to niemal każda większa operacja CBA trafiała ze szczegółami do mediów.

Przypomnijmy medialne sukcesy (klęski, wpadki, kompromitacje – niepotrzebne skreślić) przykrywkowców CBA prowadzących kosztowne i wielowątkowe operacje specjalne.

Afera gruntowa

Zaczęła się 6 grudnia 2006 roku. Tego dnia, jak ujawniła „Polityka” (Cezary Łazarewicz, Piotr Pytlakowski, Wabiki CBA, nr 41/09), późnym wieczorem w hotelu „Sobieski” producent serialu Świat według Kiepskich powiedział szefom telefonii Dialog, że w ich firmie panuje korupcja, bo ktoś ustawia przetargi. Następnego dnia wiceprezes Dialogu Marcin Olewnik zadzwonił do swojego znajomego Mariusza Kamińskiego. Tak się szczęśliwie złożyło, że był to szef CBA.

Z wiarygodnych źródeł wiadomo, że początkowo szef CBA zlekceważył ten telefon. Dopiero kiedy wiceprezes Dialogu dotarł do Adama Lipińskiego, wiceszefa PiS-u, i opowiadając o korupcji, wspomniał też o drugim wiceprezesie Dialogu Andrzeju K., który chwalił się, że dzięki swoim dojściom do Leppera jest w stanie za odpowiednią zapłatą odrolnić każdą ziemię w Polsce, CBA podjęło temat.

Namówiono do współpracy znanego dewelopera. Poszedł na spotkanie z Andrzejem K. wyposażony w aparaturę nagrywającą. Udawał zainteresowanego odrolnieniem gruntów. Nagranie spowodowało, że Zbigniew Ziobro, minister sprawiedliwości nadzorujący z polecenia premiera Jarosława Kaczyńskiego CBA i ABW, wydał zgodę na wszczęcie potężnej akcji specjalnej.

W tej sprawie nic nie jest takie, jakim się wydaje. Wspomniany Andrzej K., wiceprezes Dialogu, z zawodu radca prawny, wcześniej był funkcjonariuszem UOP. Podobno kto raz jest w służbach, nigdy z nich w gruncie rzeczy nie odchodzi. Na nagraniu dokonanym przez wspomnianego dewelopera zapisano fragment, z którego wynika, że to nie Andrzej K. namawiał go do interesu z ziemią, ale odwrotnie, deweloper protegował swojego znajomego, Polaka mieszkającego w Austrii, biznesmena, który chce w Polsce zainwestować w ziemię. Konkretnie pod Mrągowem, w Muntowie. Zamierza wybudować tam osiedle mieszkaniowe. Biznesmen nazywał się Sosnowski (nazwisko fikcyjne) i w rzeczywistości był kadrowym agentem CBA.

Operacja ruszyła 13 stycznia 2007 roku i trwała do 6 lipca. Łapówka – 3 miliony złotych – za odrolnienie ziemi miała trafić za pośrednictwem Andrzeja K. i Piotra R. (byłego dziennikarza telewizyjnego, współpracownika Andrzeja Leppera) do samego Leppera. W tym celu spreparowano dokumenty, sfałszowano podpisy wójta Mrągowa i innych urzędników i wysłano w końcu wszystkie fałszywe dokumenty do resortu rolnictwa. Agent o służbowym nazwisku Sosnowski naciskał na Andrzeja K., aby spowodował przyśpieszenie decyzji o odrolnieniu. Andrzej K. na późniejszej rozprawie sądowej twierdził, że próbował wycofać się z tego interesu, ale Sosnowski zrobił się nieprzyjemny. Zaczął grozić konsekwencjami. Miał mówić, że za nim stoi półświatek. Andrzej K. poczuł się osaczony. Dlatego chociaż przeliczył otrzymane 6 lipca 2007 roku w hotelu „Fort” pieniądze – było 2,7 miliona złotych – nie wziął ich. Oddał Sosnowskiemu.

9 lipca 2007 roku premier Jarosław Kaczyński ogłosił publicznie, że wykryto aferę gruntową. Odwołał wicepremiera Andrzeja Leppera. Doprowadziło to do rozpadu koalicji rządowej i przedterminowych wyborów.

Jednocześnie wybuchła afera przeciekowa, bo uznano, że Andrzej K., Piotr R. oraz Andrzej Lepper zostali przez kogoś ostrzeżeni, dlatego nie przyjęli łapówki. Zaczęto szukać winnych niedotrzymania tajemnicy państwowej.

Podczas słynnej multimedialnej konferencji prasowej prokurator Jerzy Engelking publicznie ujawnił nagrania rozmów ministra spraw wewnętrznych Janusza Kaczmarka, komendanta głównego policji Konrada Kornatowskiego i innych osób. Kaczmarkowi, Kor-natowskiemu, biznesmenowi Ryszardowi Krauzemu i prezesowi PZU Jaromirowi Netzlowi postawiono zarzut składania fałszywych zeznań.

Przyjęto wersję, że Janusz Kaczmarek poinformował Ryszarda Krauzego o planowanym zatrzymaniu na gorącym uczynku przyjmowania łapówki Andrzeja Leppera. Krauze zaś za pośrednictwem posła Samoobrony Lecha Woszczerowicza przekazał tę informację Lepperowi. W spektakularny sposób zatrzymano Kaczmarka, Kornatowskiego i Netzla. Ale wszystkie te wysiłki wzięły w łeb. Nie znaleziono żadnych dowodów potwierdzających hipotezę spisku. W efekcie sąd uznał, że do zatrzymań doszło bezprawnie, pokrzywdzonym przysługuje odszkodowanie. Prokuratura zaś umorzyła sprawę zarówno dotyczącą przecieku, jak i fałszywych zeznań. Cała akcja CBA okazała się niewypałem.

Po wyborach w 2007 roku prokuratura w Rzeszowie wszczęła śledztwo w sprawie naruszeń prawa dokonanych przez CBA w związku z domniemaną aferą gruntową. Uznała, że pokrzywdzono prawie trzydzieści osób. Nielegalnie podsłuchiwano około 40 numerów telefonicznych (także na podstawie fałszywych informacji przedstawionych sądowi zatwierdzającemu podsłuchy), w tym Leppera, urzędników resortu rolnictwa, posłów i polityków. Dla rzeszowskiej prokuratury bez znaczenia był fakt, że Sąd Rejonowy dla Warszawy Śródmieścia, przed którym toczył się proces Andrzeja K. i Piotra R., uznał, że materiał dowodowy w postaci podsłuchów zebrano legalnie. Zdaniem prokuratury pokrzywdzeni są też ci, których podpisy sfałszowano: wójt gminy Mrągowo, urzędnicy Urzędu Marszałkowskiego w Olsztynie i Rady Gminy w Mrągowie. CBA wytwarzało, według prokuratury, nielegalnie dokumenty legalizacyjne, bo nie było do tego podstawy prawnej. Odpowiednie zarządzenie w tej sprawie wydano dopiero 31 lipca 2007 roku, a operacja zaczęła się pół roku wcześniej.

W całej tej sprawie jedynie Andrzej K. i Piotr R. okazali się, według sądu, winni powoływania się na wpływy i płatną protekcję. Andrzej K., który przyznał się i współpracował z prokuraturą, został ukarany grzywną. Piotr R. dostał 2,5 roku więzienia. Obrońcy obu skazanych zapowiedzieli apelację, podobnie jak prokurator, który domagał się dla Piotra R. kary 4 lat więzienia.

Bez wątpienia CBA tej sprawy nie zapisze po stronie sukcesów. Akcja była kosztowna, długotrwała, a jedynym efektem było skazanie dwóch pośredników. Główny cel, czyli lider Samoobrony Andrzej Lepper, wyszedł z opresji czysty jak łza, chociaż – co według niektórych samo w sobie jest wartością trudną do przecenienia – jego polityczna kariera została przerwana. Samoobrona zepchnięta na margines próbuje się odbudować, ale nawet wierny wcześniej elektorat wodza tej partii protestu odwrócił się od swojego ulubieńca.

Inne skutki afery gruntowej to przerwane rządy PiS, złamane kariery Janusza Kaczmarka (dzisiaj pisze pracę doktorską, wykłada na wyższych uczelniach, zajmuje się dziennikarstwem w miesięczniku „Kawa” i wydaje książki m.in. o porwaniach dla okupu), Konrada Kornatowskiego (pozostaje bez pracy) i byłego szefa CBŚ Jarosława Marca (przeszedł na emeryturę). Kłopoty biznesowe przeżywał Ryszard Krauze.

Sawicka story

Afera posłanki PO Beaty Sawickiej stała się głośna 1 października 2007 roku, tuż przed wyborami do parlamentu. Tego dnia zatrzymali ją agenci CBA, jak potem oświadczono, w chwili kiedy przyjęła drugą ratę łapówki. W sumie miała przyjąć 100 tysięcy złotych za pomoc w ustawieniu przetargu na działkę w mieście Hel.

Nabywcami działki mieli być pracujący pod przykrywką agenci CBA. Udawali biznesmenów współpracujących z zagranicznym inwestorem. Jednym z nich był słynny agent Tomasz, który Sawicką poznał na kursie dla członków rad nadzorczych. Dzięki niej dotarł potem do burmistrza Helu Mirosława Wądołowskiego i przedstawił mu wizję potężnej inwestycji hotelowej na Helu.

Burmistrzowi wręczono w teczce 150 tysięcy złotych. Według jego wersji, nie wiedział, że bierze pieniądze. Myślał, że to zwyczajowy souvenir; sam wcześniej dał im w prezencie pięknie wydany album fotograficzny o Helu. Teczkę wrzucił do samochodu i w tym momencie dopadli go agenci CBA.

Przed Sądem Okręgowym w Warszawie toczy się proces Beaty Sawickiej i burmistrza Helu. Oboje już ponieśli srogie konsekwencje. Ona przestała być politykiem. Skompromitowana i upokorzona tłumaczy przed sądem, że w gruncie rzeczy nie jest sprawcą, ale ofiarą tej historii. Wądołowski decyzją prokuratora został pozbawiony prawa wykonywania funkcji burmistrza, pensji i świadczeń socjalnych, w tym ubezpieczenia zdrowotnego. Pomaga żonie w prowadzeniu małej firmy dostarczającej do helskich sklepów warzywa i owoce. Ostatnio sąd zezwolił mu na powrót do pracy w Urzędzie Miasta Hel. Uznał, że ta restrykcja jest zbyt surowa, a to, według obserwatorów, świadczy, że materiał dowodowy przeciwko burmistrzowi nie jest mocny.

O tej sprawie więcej w drugiej części książki.

Taniec z Weroniką

Padła ofiarą tego samego agenta Tomasza. Poznała go w Krakowie, kiedy bawiła tam z ekipą You Can Dance, programu rozrywkowego telewizji TVN. Agent przedstawił się jako biznesmen zainteresowany inwestowaniem na Ukrainie, wiedział o Weronice Marczuk-Pazurze wiele. Że jest Ukrainką, że zajmuje się fundacjami, że jest prawniczką oraz bywalczynią salonów artystycznych. Poprzez jej kancelarię prawną Anvero zamierzał kupić prywatyzowane Wydawnictwa Naukowo-Techniczne. Mówił, że w gruncie rzeczy interesuje go działka w centrum Warszawy, na której stoi budynek wydawnictwa.

Weronikę Marczuk-Pazurę zatrzymano 25 września 2009 roku na, jak podano w komunikacie, gorącym uczynku przyjmowania łapówki w wysokości 100 tysięcy złotych. Postawiono jej zarzut przyjęcia korzyści majątkowej i zamiaru zaboru dalszych 300 tysięcy złotych w zamian za pomoc w ustawieniu przetargu. Na wolność wyszła po wpłaceniu 600 tysięcy złotych kaucji. Potem sąd zmniejszył wysokość poręczenia. Zatrzymano też i postawiono zarzuty prezesowi wydawnictwa. W chwili, kiedy piszemy te słowa, nie powstał jeszcze akt oskarżenia w tej sprawie. Relację Weroniki Marczuk-Pazury przedstawiamy w rozdziale „Polowanie na Weronikę”.

Dom w Kazimierzu

I znów agent Tomasz w pełnej krasie. Tym razem zapragnął nabyć starą willę w Kazimierzu nad Wisłą. W tym celu powiększono do niebywałych rozmiarów fundusz operacyjny – w grze było ponad 3 miliony złotych. Za tyle Tomasz chciał nabyć dom, ale umowę notarialną zawrzeć na połowę tej sumy. Resztę zamierzał przekazać pod stołem, co miało pogrążyć sprzedającego. Agent Tomasz święcie wierzył, że cichymi właścicielami domu są państwo Kwaśniewscy, były prezydent i jego małżonka. To oni byli celem tajnej operacji. Toczyła się ona równolegle z osaczaniem posłanki Sawickiej, burmistrza Helu i Weroniki Marczuk-Pazury, co świadczy o niebywałej pracowitości asa z rękawa CBA, ale też o jego lekkomyślności.