Rozdział 1. Musical na Broadwayu
Rozdział 1
Tymczasem w Nowym Jorku, zwanym też Wielkim Jabłkiem, rozgrywała się
inna opowieść.
Sekundkę, zanim przejdziemy do rzeczy, nie uważacie, że to dziwaczne
określenie? Co ma jabłko do miasta? Może jabłka to miasta dla robaków,
ale te robaki musiałyby być malutkie, inaczej ciągle by na siebie
wpadały i mówiły na przykład: "Wybacz, Heniu, nie zauważyłam cię" i "Ojej, Basiu, przepraszam najmocniej, ależ ze mnie niezdara".
Wiecie co? Po chwili zastanowienia, może Wielkie Jabłko to określenie
jak każde inne, a my za bardzo się czepiamy.
Poza tym nie sięgnęliście po tę książkę, żeby poczytać rozważania o jabłkach. Ciekawi was, co u agenta Stitcha i jego przyjaciół: Lilo,
Jumby i Plikliego, prawda?
Fajnie, to teraz wszystko jasne.
Stitch i jego przyjaciele zrobili sobie zasłużoną przerwę od swoich
detektywistycznych wyzwań i właśnie mieli obejrzeć musical w teatrze
Kelvin Kayes na Broadwayu w Nowym Jorku (który, jak ustaliliśmy, nie
jest jabłkiem). To był ich pierwszy spektakl w słynnej dzielnicy
teatralnej i żadne z nich nie było pewne, czego może się spodziewać.
-?Ja nie rozumiem -?oświadczył Jumba, niecierpliwie wiercąc się w fotelu.
-?Czego dokładnie? -?zapytała Lilo.
-?Tych ludzi na scenie. Będą gadać o różnych rzeczach, tak? -?dociekał
Jumba.
-?Mhm. -?Lilo skinęła głową. -?To się nazywa gra aktorska.
-?Gra aktorska, tak -?powtórzył naukowiec. -?Czyli najpierw będą grać, a potem nie wiadomo z jakiej beczki zaczną śpiewać?
Stitch potwierdził z nieukrywanym entuzjazmem. Uwielbiał śpiew i muzykę.
Lilo puszczała czasem piosenki na gramofonie, a on przygrywał na
ukulele.
Od czasu do czasu też dawał też popisy wokalne, chociaż nie wszyscy byli
fanami jego głosu (na przykład Jumba). Kiedyś, gdy Stitch śpiewał
piosenkę z Lilo, naukowiec powiedział mu, że brzmi jak alteriański
wyjosmoczek. Stitch pamiętał tę rozmowę, jakby to było wczoraj. Pewnie
dlatego, że to było wczoraj.
-?Cóż, ja nie mogę się doczekać -?oświadczył Plikli, poprawiając perukę.
-?Absolutnie należy nam się relaks po tym wszystkim, co przeszliśmy. A najbardziej należy się mnie!
Zanim zdążył powiedzieć coś więcej, spod sceny dobiegły dźwięki
strojonych instrumentów.
-?Ciii! -?syknęła Lilo, przytykając palec do ust. -?Zaraz się zacznie!
-?Stitch nie może doczekać -?oświadczył kosmita, starając się mówić
cicho. -?Stitch nie pamięta, co to za musical.
-?"Czworonogi na czterech kółkach" -?wyjaśniła szeptem Lilo. -?To ponura
wizja przyszłości, w której świat mogą uratować tylko psy na wrotkach.
-?Psy, które jeżdżą na wrotkach i śpiewają! -?dodał Plikli.
-?Właśnie, śpiewające psy -?przytaknęła Lilo.
Stitch zaklaskał z radości.
W sali zgasły światła i uniosła się kurtyna. Na środek sceny na wrotkach
wyjechał człowiek w kostiumie psa.
W tle rozciągała się panorama futurystycznego miasta.
-?Jestem Reks! -?zawołał aktor. -?Witajcie w Hautopii. Pewnie wydaje wam
się, że to wspaniałe miejsce, ale wcale tak nie jest. Bo widzicie, w Hautopii mamy...
I w tym momencie zaczął śpiewać!
-?Aaaaach! -?westchnął Plikli i natychmiast ściągnął na siebie karcące
spojrzenia. -?Nie ma nic wspanialszego! Szczególnie po zwycięstwie nad
ślimobcymi w Paryżu i powstrzymaniu zęboidów przed zahipnotyzowaniem
wszystkich mieszkańców Nowego Jorku.
-?Pssst! -?syknęła siedząca za nim kobieta.
Aktor na scenie wirował na wrotkach i śpiewał o kotach i niepewnej
przyszłości, ale Plikli mówił dalej, nie zwracając uwagi na innych
widzów.
-?Przecież zostałem porwany! Czy ktoś jeszcze pamięta, że mnie porwano?
-?Tak -?mruknął Jumba. -?W końcu to było wczo-raj!
-?I nie zapomnę, jak te zęboidy próbowały zrobić na Ziemi
antyterraformację i upodobnić ją do swojej planety -?ciągnął Plikli. -?A to był dopiero pierwszy etap Projektu NJUM, czymkolwiek on jest!
-?Pssst! -?syknęła znowu kobieta. Tym razem znacznie głośniej.
-?Bądź cicho, Plikli -?upomniała przyjaciela Lilo. -?Przeszkadzasz
wszystkim!
-?Nie wszystkim -?wtrącił się Jumba. -?Dla mnie paplanina Plikliego jest
znacznie bardziej interesująca od tego podrabianego psa na wrotkach.
-?Aha, czyli według ciebie tylko paplam, tak? -?zdenerwował się Plikli.
Na scenę wyjechali kolejni ludzie w kostiumach psów, a Lilo przewróciła
oczami.
-?Przynajmniej my dwoje będziemy cicho i obejrzymy spektakl, prawda,
Stitch? -?szepnęła, ale gdy odwróciła się do Agenta 626, zobaczyła...
pusty fotel!
-?Gdzie Stitch? -?szepnęła. -?Nie zauważyłam, żeby wychodził!
-?Może poszedł do łazienki? -?podsunął Jumba.
Ale Stitch wcale nie poszedł do łazienki. Plikli skupiał na sobie uwagę
większości widzów w pobliskich rzędach, za to jego oczarowały
dobiegające ze sceny cudowne dźwięki. Był zachwycony piosenkami, a taniec na wrotkach też bardzo mu się spo-dobał!
Dlatego kiedy Reks zaczął śpiewać...
... Stitch poczuł, że pies-wrotkarz zwraca się wprost do niego -?i prosi o pomoc! Nie mógł siedzieć bezczynnie, wiedząc, że mieszkańcy Hautopii
potrzebują wsparcia. Niewiele myśląc, ruszył w kierunku sceny...
-?Chwila, chwila! -?wydarł się Plikli -?jeśli myślisz, że nie zrobiło mi
się przykro, kiedy powiedziałeś, że tylko paplam, to grubo się mylisz!
-?Czy ktoś go w końcu uciszy?! -?zawołała kobieta siedząca w rzędzie za
nimi i zerwała się na równe nogi. -?Próbujemy. Oglądać. PRZEDSTAWIENIE!
Plikli wytrzeszczył oczy i rozejrzał się dookoła. Wyglądało na to, że
wpatrywali się w niego wszyscy... w tym młoda kobieta w garniturze, która
oświetlała go latarką. Odkurzył w pamięci całą wiedzę na temat ziemskich
teatrów i przypomniał sobie, że takich ludzi nazywano porządkowymi.
-?O nie! -?wykrzyknął z paniką w głosie. -?Porządkowa! Czy ona mnie
sporządkuje? Proszę, tylko mnie nie porządkuj!
-?Jeśli nie przestaniesz rozmawiać -?wyjaśniła kobieta spokojnie -?będę
musiała cię poprosić o opuszczenie teatru. A wtedy na pewno nie będziesz
wiedział, jak skończyła się historia psich wrotkarzy.
Plikli powoli opadł na swój fotel.
-?Eee... przepraszam -?bąknął. A potem nachylił się do Jumby i szepnął: -
Sporządkowała mnie.
Na scenie śpiewające psy jeździły w kółko, a nad ich głowami unosił się
wielkim balon w kształcie kota.
Plikli znów poderwał się z fotela i wskazał go palcem.
-?Znalazłem Stitcha! -?wykrzyknął, a przez widownię przetoczyła się fala
oburzenia:
-?Ciii!
Ale Plikli miał rację: na ogonie kociego balona wisiał uczepiony
pazurami Stitch! Wyszczerzył zęby w uśmiechu i wylądował na scenie.
Sięgnął do swojego pasa detektywa, wyciągnął parę wrotek z kasetki i założył na tylne łapy. A potem dołączył do aktorów!
-?Jaka realistyczna charakteryzacja! -?zachwycił się jeden z widzów.
-?Błagam, niech tylko nie przyjdzie mu do głowy śpiewać -?jęknął Jumba.
Ale Stitch miał na to ogromną ochotę. Przedstawienie bardzo go poruszyło
i chciał udowodnić, że wcale nie brzmi jak alteriański wyjosmoczek! I chociaż nie znał słów piosenki, nie zamierzał pozwolić, by to go
powstrzymało. Zaczął nucić melodię.
I rzeczywiście wcale nie brzmiał jak alteriański wyjosmoczek.
Brzmiał dużo, dużo gorzej.
Ledwo wydał z siebie pierwszy ton, cały teatr zaczął wibrować! Drżało
wszystko: fotele, podłoga i kolumny podtrzymujące sufit.
-?Ależ sztuczka! -?stwierdził ktoś z uznaniem. -?Musieli okablować cały
teatr dla takiego efektu. Poczuliście to?
Ale Lilo doskonale wiedziała, że to nie są efekty specjalne, tylko
śpiewający Stitch! Musiała znaleźć sposób, by go skłonić do zamknięcia
buzi i zejścia ze sceny!
Stitch jeździł w kółko na wrotkach, trzymając się za ręce z bardzo
skołowanymi aktorami w psich kostiumach.
-?Hej, nie pamiętam, żeby to było na próbach -?szepnął jeden z nich.
Stworek uśmiechnął się promiennie.
-?Stitch ratuje Hautopię! Śpiewaniem!
I otworzył buzię, by zaśpiewać na cały głos, gdy nagle... zupełnie zniknął
ze sceny!
Rozdział 2. Nowa misja
Rozdział 2
Stitch nie był jedynym, który zniknął. Lilo, Jumba i Plikli także
rozpłynęli się w powietrzu. W jednej chwili siedzieli na swoich
miejscach, a w kolejnej ich fotele były puste!
Szokujące, prawda?
Idziemy o zakład, że nie spodziewaliście się takiego zwrotu akcji już na
samym początku książki!
Zwykle trzymalibyśmy się Stitcha i jego paczki, ale biorąc pod uwagę
chaos, który wywołali w poprzednim rozdziale, pomyśleliśmy, że zaciekawi
was, jak inni widzowie i obsada zareagowali na ich nagłe zniknięcie...
No to już wiecie.
A wracając do Stitcha i pozostałych... dokąd mogli się przenieść? I jak
właściwie do tego doszło?
Cóż, zniknęli dzięki technologii IMPRiS czyli Inter-Molekularnego
Promienia Rozkładającego i Składającego -?metody transportu, z której
najchętniej korzystała Federacja Galaktyczna.
W telegraficznym skrócie: promień IMPRiS rozłożył ich ciała na atomy, w mgnieniu oka przeteleportował je na drugi koniec galaktyki i ponownie
złożył na pokładzie statku Przewodniczącej, który krążył po orbicie
planety Turo, na której znajdowała się siedziba Federacji Galaktycznej.
-?Agent 626 -?przywitała Stitcha Przewodnicząca. -?Dziękuję, że zjawiłeś
się tu tak szybko.
-?Stitch tak jakby nie miał wyboru -?odparł stworek wciąż zdyszany od
tańca i śpiewu na scenie. -?W jednej chwili bawi z psami na wrotkach, a w kolejnej PUF!
-?Tak, przepraszamy, że ściągnęliśmy was tu bez ostrzeżenia -?odezwał
się cichy głos zza pleców Przewodniczącej. Agento Mańko, które pracowało
dla GAD-u i było kontaktem dla drużyny Stitcha, wystawiło głowę zza
fotela przełożonej. -?Przewodnicząca zażyczyła sobie natychmiast się z wami zobaczyć. Posłałobym agenta Bąbla, żeby odebrał was statkiem
kosmicznym, ale to sprawa niecierpiąca zwłoki.
-?Dziękuję, agento Mańko -?powiedziała Przewodnicząca. -?A teraz
poczekajcie moment, niedługo wszystko wam wyjaśnimy.
Lilo odwróciła się do Stitcha i delikatnie szturchnęła go w ramię.
-?Co ci strzeliło do głowy, żeby wejść na scenę i przyłączyć się do
aktorów? -?zapytała cicho. -?Nie możesz się tak wygłupiać! Jesteś
detektywem! Agentem!
Stitch rozmasował dźgnięte ramię i wzruszył drugim.
-?Stitch podekscytowany. Przedstawienie fantastyczne! Stitch myślał, że
psy śpiewają do niego. I proszą o pomoc. Nie mógł powstrzymać! Ale...
następnym razem postara bardziej.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Prolog. Poznajcie megadziewczyny
Prolog
W Seulu, stolicy Korei Południowej, był późny wieczór, ale
Megadziewczyny, jeden z najpopularniejszych K-popowych girlsbandów,
pracowały w pocie czoła. Cztery piosenkarki od rana tkwiły w studiu,
gdzie do upadłego ćwiczyły choreografię do swoich szalenie popularnych
hitów. Ich najnowszy singiel "Marzenia do spełnienia" wspiął się na
szczyty list przebojów i już niedługo miały po raz pierwszy zaśpiewać go
na żywo.
-?Dziewczyny, do roboty! Musimy to opanować do perfekcji -?zachęcała
koleżanki Eun Bin, gdy skończyła się kolejna piosenka. -?Koncert w galerii EXCO już w przyszłym tygodniu. Pomyślcie, co nas tam czeka:
gigantyczne centrum handlowe po brzegi wypełnione fanami. Fanami, którzy
czekają na coś wyjątkowego.
-?Czy "wyjątkowe" oznacza, że odpoczniemy dopiero po EXCO?-?zażartowała
Ha-na.
-?Ha-na ma rację -?dodała Tae-ri. -?Przydałaby nam się chwila
wytchnienia.
-?Pełna zgoda! -?przytaknęła Se-jeong.
W tym momencie w drzwiach studia stanęła Mi-do, menedżerka
Megadziewczyn.
-?No dobrze, dziewczęta, przybyłam z odsieczą -?oznajmiła. -
Napracowałyście się. Możecie zmykać. Wyśpijcie się porządnie! Wrócimy do
ćwiczeń jutro z samego rana.
-?Tak! -?wykrzyknęła Se-jeong, unosząc pięść w triumfalnym geście.
Dziewczyny ruszyły do wyjścia, a Eun Bin obejrzała się na Mi-do.
-?Nie idziesz z nami?
Menedżerka pokręciła głową.
-?Nie, w ostatniej chwili coś mi wypadło. Muszę załatwić pewną sprawę.
Zobaczymy się w hotelu.
Megadziewczyny pomachały jej na pożegnanie i zjechały windą do lobby.
Zwykle opuszczały budynek głównym wejściem, przed którym zbierał się
tłumek podekscytowanych fanów uzbrojonych w aparaty fotograficzne. Tego
jednak dnia skończyły próbę wyjątkowo późno, więc o tej porze wolały
wymknąć się dyskretnie tajnym wyjściem na tyłach. Dlatego, gdy wyszły na
nocne powietrze, nie czekał na nie tłum, a jedynie szofer w ekskluzywnej
limuzynie.
Ledwo otworzyły drzwi samochodu, nad ich głowami zamigotało jasne
światło. Zaskoczone podniosły wzrok w kierunku okien na piątym piętrze,
gdzie znajdowało się ich studio. Światło znowu zamigotało. I trzeci. A potem za szybami zapanowała ciemność.
-?Co to było? -?zapytała Eun Bin.
-?Powinnyśmy sprawdzić, czy wszystko okej z Mi-do -?zasugerowała Ha-na.
Wysiadły z samochodu i wróciły do budynku.
Gdy weszły do lobby, rozsunęły się drzwi windy i ze środka wyszła Mi-do.
-?Wszystko w porządku? -?zapytała Eun Bin. -?Zauważyłyśmy błyski światła
i...
-?Nic mi nie jest -?odparła Mi-do. -?Czemu niby miałoby mi coś być?
-?No bo... powiedziałaś, że musisz jeszcze popracować i... i... -?zająknęła
się Eun Bin.
-?Załatwiłam, co miałam do załatwienia -?odparła Mi-do i lekceważąco
machnęła ręką. -?Chodźmy do auta. Wrócę z wami do hotelu. Jutro czeka
nas dużo pracy.
Mi-do ruszyła przodem do czekającej na zewnątrz limuzyny.
-?Zachowuje się jakoś dziwnie... -?szepnęła Tae-ri.
-?No nie wiem, w końcu jest dorosła -?odparła Ha-na. -?Dorośli są
dziwni.
Ha-na nie miała pojęcia, że wkrótce przytrafią się im jeszcze
dziwniejsze rzeczy1/2.
1. Zastanawiacie się, po co to mówimy? W ten sposób dajemy wam znać, że już niedługo sprawy przybiorą bardzo, ale to bardzo niezwykły obrót. [wróć]
2. Ale nie tak znowu natychmiast. Jeśli macie ochotę skoczyć po przekąskę czy coś, to raczej się wyrobicie. [wróć]