ŻYCIE MENEDŻERA TO JEDEN WIELKI ABSURD!
Życie menedżera piłkarskiego jest jak jazda rollercoasterem. A natężenie absurdalnych sytuacji można porównać do wysypu grzybów po deszczu w pięknym polskim lesie. W prywatnych rozmowach znajomi często pytają o moje najdziwniejsze doświadczenie w pracy z piłkarzami. Zgodnie z prawdą odpowiadam wtedy, że było ich wiele. Jednak wiem, że to nie jest interesująca odpowiedź. Dlatego przejdę do konkretów.
Pamiętam, jak wynegocjowałem dla mojego zawodnika wielomilionowy kontrakt. Wszystko jest gotowe, spotykamy się z władzami klubu, by uroczyście go podpisać. Są największe tuzy tego klubu, po prostu światowa potęga. Zgodnie z etykietą rozmawiamy w języku, który wszyscy znamy. Mój piłkarz trzyma w dłoni długopis, już ma podpisać papiery, gdy nagle zwraca się do mnie po polsku:
- Czarek, zapytaj jeszcze, jakim samochodem będę jeździł.
- Nie teraz - cedzę w odpowiedzi. - Później.
- No weź zapytaj, bo chcę wiedzieć - upiera się zawodnik.
- Będziesz jeździł, czym zechcesz - ucinam.
I w tym momencie prezes klubu, który zauważył, że niemal się kłócimy, w dodatku po polsku, pyta mnie, czy jest jakiś problem. Oczywiście zapewniam go, że nie ma, a mój zawodnik zaraz potem składa podpis, ale czuję, że się skompromitowaliśmy. Takich pytań nie zadaje się w takim momencie, po prostu nie wygląda to dobrze. A samochód? Ostatecznie mój piłkarz wybrał taki, jaki chciał.
A skoro mowa o samochodach, inny mój zawodnik, grający w jednej z lig europejskich, pojechał kiedyś na wywiad z dziennikarzem, jednym z bardziej szanowanych w kraju. Pojechał - podkreślmy - swoim wypasionym autem. Po rozmowie mówi do dziennikarza:
- Weź no wydzwoń jakichś paparazzi, żeby przyjechali i zrobili mi zdjęcie, jak odjeżdżam tą furą.
Zdziwiony dziennikarz na to:
- Chłopie, ja pracuję w poważnej redakcji, nie znam żadnych paparazzi!
Kiedy opowiedziałem o tym jednemu z kolegów z rynku hiszpańskiego, ten zażartował, że przecież od tego jest menedżer - żeby spełniać każde życzenie piłkarza. Ot, taki żarcik branżowy. Ten sam kolega w ramach rewanżu opowiedział mi o innym menedżerze i jego podopiecznym, któremu zamarzyła się randka z bardzo znaną wokalistką. To był czas, gdy piosenkarka była w nieformalnym związku z synem znanego polityka. Czy mojemu koledze udało się spełnić zachciankę? Wystarczy wspomnieć, że kilka miesięcy później media huczały o tym, że piosenkarka związała się z młodszym od siebie obrońcą pewnego klubu. Do dziś nie wiem, czy to prawda. Oficjalnie: para poznała się na planie teledysku...
W branży zwykło się mówić, że jak piłkarz o coś prosi, menedżer to załatwia. Nikt przecież nie chce stracić kury znoszącej złote jajka. Była Miss Polonia Ewa Wachowicz, gdy poproszono ją o to, by została rzecznikiem rządu premiera Waldemara Pawlaka, powiedziała, że premierowi się nie odmawia, a dziś ja mogę powiedzieć, że piłkarzowi się nie odmawia. Zresztą mam przykład zawodnika, który chciał odmówić właśnie premierowi...
Pewnego razu jeden z moich piłkarzy rozegrał wybitny mecz. Po nim, już na imprezie, zadzwonił do mnie Igor Ostachowicz, prawa ręka Donalda Tuska, z informacją, że premier chciałby porozmawiać z tym zawodnikiem i mu pogratulować. Podszedłem więc do piłkarza, naświetliłem sprawę, a on na to:
- Z Tuskiem nie będę rozmawiał!
Dodam, że zawodnik wiedział, iż Donald Tusk jest kibicem piłki nożnej, był nawet wcześniej na spotkaniu w jego kancelarii. Zdziwiony, zapytałem o powód odmowy, na co usłyszałem:
- Bo on nas kiedyś skrytykował. Nie będę z nim rozmawiał.
Zdębiałem, nie wiedząc, jak wytłumaczę Ostachowiczowi, że piłkarz, którego prowadzę jako menedżer, nie chce rozmawiać z premierem.
- Słuchaj, stary - postanowiłem przemówić zawodnikowi do rozumu - za moich czasów było tak, że jak faceci coś do siebie mieli, to albo pili flaszkę i sobie wygarniali, albo szli na solo. Ty masz okazję porozmawiać z Tuskiem i powiedzieć mu, co ci leży na wątrobie.
Chyba użyłem dobrych argumentów, bo ostatecznie piłkarz się zgodził.
Zaraz potem zadzwonił Donald Tusk i zawodnik odszedł z telefonem na bok. Nie wiedziałem, o czym rozmawiali, ale trwało to dłuższą chwilę.
Po jakimś czasie spotkałem na sejmowym korytarzu Ostachowicza. Z ciekawości zagadnąłem, jak tam pogaduchy mojego piłkarza z Tuskiem, na co Igor:
- Premier powiedział, że nigdy więcej do niego nie zadzwoni!
Ktoś powie: "Rozumiem gościa, ja też bym nie chciał rozmawiać z politykiem". Okej, można i tak. Ale inny z moich piłkarzy odmówił spotkania z... papieżem! I nie, to nie jest żart. Ale od początku.
Mój znajomy zajmował się organizacją ślubu kościelnego mojego piłkarza i jego narzeczonej. Kiedy wszystkie detale były już dopięte na ostatni guzik, postanowił, że da młodym nietypowy prezent: zorganizuje im prywatną audiencję u Ojca Świętego. Oczywiście para bardzo się ucieszyła. Dzień przed audiencją, gdy spotkali się z sekretarzem papieża, zapytali, czy podczas tej prywatnej wizyty u zwierzchnika Kościoła będą obecne media. Zgodnie z prawdą sekretarz powiedział, że przedstawiciele mediów zawsze są obecni przy Ojcu Świętym, bo każda publiczna chwila jego życia jest rejestrowana przez prywatną telewizję i fotografa. Wtedy młodzi stwierdzili, że w takim razie rezygnują z audiencji. Dopiero matka piłkarza przemówiła im do rozumu i ostatecznie do spotkania podobno doszło.
Piłkarze są tylko ludźmi. I zdarza się, że nie muszą zarabiać wielkich pieniędzy, by odbiła im palma. Wystarczy na przykład, że młody zawodnik zagra jeden dobry mecz, pojawi się o nim artykuł w "Przeglądzie Sportowym" i już czuje się panem tego świata. Klasyka gatunku to młodzi zawodnicy pytający, czy jeśli zostanę ich menedżerem, będą mieli kontrakty reklamowe na buty i wszystko dostaną za darmo. Zresztą ci bardziej doświadczeni często też chcą "wszystko za darmo". Ostatnio żona jednego z moich byłych piłkarzy zrobiła awanturę w warszawskim salonie kosmetycznym. Po zrealizowanej usłudze zaproponowała właścicielce, że zamiast zapłacić, wrzuci na Instagram zdjęcie z salonu i go oznaczy. A gdy właścicielka się nie zgodziła, zaczęła się kłócić.
Zdarzało się, że w środku nocy dzwonił do mnie zawodnik, który poszedł do knajpy, najadł się, napił, ale zapłacić nie zamierzał. Albo że na imprezach piłkarze chcieli, bym sprowadził im dziewczyny do towarzystwa. Świat piłki nożnej jest brudny i brutalny. I nie zawsze przestrzega się w nim zasad fair play. Czysto gra się tylko na boisku, oczywiście nie licząc sporadycznych fauli.
CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI