Agencja detektywistyczna Christie i Agaty. Tom 6. Jak powstrzymać wielki skok? - Pip Murphy

Kup ebooka

32.90 zł
26.32 zł (32,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział pierwszy

Christie i Agata były teraz sławne. Bliźniaczki rozwiązały zagadki w Anglii, Szkocji, Egipcie i Francji. Odnalazły zagubione przedmioty, powstrzymały sabotaż, zlokalizowały zaginione osoby i położyły kres kilku paskudnym spiskom. Ich matka Clara zdążyła już pokryć dużą część ściany w salonie ich domu w Torquay oprawionymi w ramki wycinkami z gazet i listami pełnymi podziękowań od znanych osobistości, takich jak Howard Carter, siostry Curie i Albert Einstein.

Pomimo świetnych osiągnięć dziewcząt jeszcze nikt nie zwrócił się o pomoc bezpośrednio do nich. Wszystkie sprawy trafiały do nich dzięki osobistym kontaktom lub przypadkowi. Ich patron, sir Conan Doyle, zapewnił, że zamieścił ogłoszenia o agencji detektywistycznej dziewcząt we wszystkich najlepszych gazetach.

Do tej pory nie otrzymały ani jednego listu z prośbą o pomoc. Christie każdego ranka sprawdzała jednak pocztę, tak na wszelki wypadek.

Pewnego dnia nadszedł list, gdy była w ogrodzie. W pobliżu stawu zamieszkał cudownie długi zaskroniec zwyczajny. Jeśli przyszło się tu na palcach wystarczająco wcześnie, można było czasem zobaczyć, jak wygrzewa się w porannym słońcu. Christie przykucnęła więc, obserwując nieśmiałego węża, podczas gdy troje dorosłych siedziało w salonie i przyglądało się jej siostrze. Agata przełknęła i nieśmiało odwróciła wzrok. Czułe spojrzenie matki było w porządku, ale na myśl o tym, że obserwuje ją sam sir Conan Doyle i ich sąsiadka, stara pani Trellis, oblał ją zimny pot.

Wtedy, co przyjęła z ulgą, do salonu wpadła Christie i zawołała:

- Dzień dobry, mamo! - Gdy zauważyła gości, dodała: - Och, dzień dobry, pani Trellis. Dzień dobry, sir Arturze.

Uprzejmy ton nie szedł niestety w parze z jej wyglądem. Rękawy bluzki miała podwinięte, a skarpetki i spódnicę całe w plamach z trawy i ziemi. August, przyjaciel dziewczyn, byłby przerażony tym widokiem. Pani Trellis była zaś mocno zszokowana.

- Coś ty, u licha, robiła, dziewczyno?! - wykrzyknęła.

- Sprawdzałam, co z wężem, pani Trellis - odpowiedziała Christie. Odwróciła się do sir Conana Doyle'a, zupełnie nie zauważając zaniepokojonej miny sąsiadki. - Czy nie napisał pan kiedyś opowiadania o wężu? - zapytała.

- Rzeczywiście, napisałem - odparł.

- A jakiego gatunku wąż występował w pańskim opowiadaniu? Mam fantastyczną książkę o wężach, którą mama kupiła mi na ostatnie urodziny. Napisała ją też kobieta, panna Henrietta Buchanan.

- To była... żmija bagienna - odpowiedział sir Conan Doyle.

- Żmija bagienna - powtórzyła Christie. - Nie przypominam sobie, bym widziała ją w książce. Skąd pochodzi?

Autor wziętych kryminałów odchrząk­nął zakłopotany.

- No więęęc... - przeciągał, najwyraźniej chcąc zmienić temat, po czym wskazał na wypełnioną ramkami ścianę obok siebie. - Widzę, że wasza agencja detektywistyczna odniosła spory sukces!

- Tak - odpowiedziała po prostu Christie. - O rany, właśnie sobie przypomniałam, że nie sprawdziłam porannej poczty. Czy był już listonosz?

- Wydaje mi się, że przed chwilą coś słyszałam obok skrzynki na listy - oznajmiła Clara. Christie poruszyła się niespokojnie. - To może skoczysz i przyniesiesz mi pocztę? - zaproponowała córce.

Dziewczynki nie trzeba było prosić dwa razy. Wyskoczyła jak rakieta.

Pani Trellis właśnie skończyła cmokać z dezaprobatą i piła herbatę, kiedy nagle z holu dobiegł głośny krzyk. Jedna trzecia porcji napoju starszej damy pozostała w filiżance. Reszta rozchlapała się na jej twarzy, wpadła także do nosa oraz wylała się na przód jej kardiganu. Sąsiadka wciąż się krztusiła, gdy Christie, nieświadoma chaosu, który wywołała, wbiegła z powrotem do salonu, machając listem w powietrzu.

- To do nas! - zawołała do siostry. - Do naszej agencji detektywistycznej! Mamy nową sprawę!