Agatha Christie - Lucy Worsley

Kup ebooka

55.50 zł
46.07 zł (38,85 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 5. Czekając na męża

5

Cze­ka­jąc na męża

Jedna z naj­bar­dziej popu­lar­nych dwu­dzie­sto­wiecz­nych auto­rek opi­suje dora­sta­nie dziew­czyny z wyż­szej klasy śred­niej na prze­ło­mie wie­ków:

Były­śmy ogra­ni­czone restryk­cyj­nymi zwy­cza­jami spo­łecz­nymi, kar­mione sno­bi­zmem i izo­lo­wane nie tylko od wszel­kiego kon­taktu z ludźmi spoza naszej akcep­to­wa­nej klasy, lecz nawet od wie­dzy o nich59.

Pisała to Bar­bara Car­tland, która tak samo jak Aga­tha w mło­do­ści utra­ciła mają­tek i ojca. W przy­padku Aga­thy owe "restryk­cyjne zwy­czaje spo­łeczne" były jesz­cze trud­niej­sze do poko­na­nia, bo cho­ciaż Mil­le­ro­wie tra­cili pozy­cję, Clara na­dal pra­gnęła drogi w górę dla młod­szej córki. Aga­tha na­dal musiała poślu­bić czło­wieka z klasy nieco wyż­szej niż ta, do któ­rej nale­żała.

Matka Aga­thy wie­rzyła, że będzie to bar­dziej praw­do­po­dobne, jeśli nie zapewni córce wykształ­ce­nia. Sądziła, że "naj­lep­szym spo­so­bem na wycho­wa­nie dziew­cząt jest dobrze je odży­wiać, zmu­szać do czę­stego prze­by­wa­nia na świe­żym powie­trzu i w żad­nym razie nie pozwa­lać na wysi­łek umy­słowy".

Wyklu­czone, by Aga­tha posia­dła umie­jęt­no­ści nie­zbędne do zara­bia­nia na życie, to była sprawa jej przy­szłego męża. Spis z 1901 roku otwie­ra­ją­cego epokę edwar­diań­ską ujaw­nia, że jedy­nie 31,6 pro­cent kobiet w Wiel­kiej Bry­ta­nii pra­co­wało, głów­nie jako służba domowa lub w prze­my­śle tek­styl­nym60. Aga­tha tak opi­sy­wała filo­zo­fię, w któ­rej została wycho­wana: ujęta zwięźle, pole­gała na tym, że "cze­ka­łaś na Męża, a kiedy się poja­wiał, zmie­niał całe twoje życie".

Oczy­wi­ście to nie doty­czyło chłop­ców i Monty poszedł do pry­wat­nej szkoły. Cie­kawe, że do szkoły poszła także star­sza sio­stra Aga­thy Madge.

Bar­dziej dyna­miczna od marzy­ciel­skiej młod­szej sio­stry Madge uczyła się w szkole z inter­na­tem w Bri­gh­ton, która póź­niej sta­nie się znana jako Roedean. Wraz z Chel­ten­ham Ladies' Col­lege szkoła Madge znaj­do­wała się w czo­łówce pla­có­wek edu­ka­cyj­nych dla dziew­cząt, przy­go­to­wu­ją­cych je do stu­diów w Gir­ton lub Newn­ham, nowych żeń­skich col­lege'ach w Cam­bridge. W szkole Madge została ukształ­to­wana na nowy rodzaj kobiety, który na początku XX wieku wyła­niał się w femi­ni­stycz­nych krę­gach klasy śred­niej, zwany dosłow­nie "nowa kobieta".

Aga­tha bar­dzo podzi­wiała śliczną, bystrą sio­strę. Naj­bar­dziej cha­rak­te­ry­styczną cechą Madge była "nie­cier­pli­wość", a jej motto brzmiało: "naprzód"61. Zawsze jed­nak miała czas dla Aga­thy. "Mam nadzieję, że pro­wa­dzisz się wysoce sza­cow­nie i nie zapo­mi­nasz o mnie" - pisała w jed­nym z listów ze szkoły z inter­na­tem62. Zda­niem Aga­thy Madge nale­żała do osób, które potra­fiły zre­ali­zo­wać nie­mal każde swoje posta­no­wie­nie. Gdy Madge zaczęła pisać opo­wia­da­nia, dru­ko­wano je w "Vanity Fair".

Kiedy jed­nak Madge wró­ciła ze szkoły do domu, rodzice byli nie­za­do­wo­leni. Ona zaś twier­dziła, że grzesz­nicy lepiej się bawią niż ludzie dobrzy. Aga­tha zauwa­żyła także, że sio­stra ema­no­wała "wiel­kim magne­ty­zmem sek­su­al­nym". To było nie­po­ko­jące, rodzice zde­cy­do­wali więc, że Madge nie powinna stu­dio­wać w Gir­ton, tylko wkro­czyć na rynek matry­mo­nialny. Zna­la­zł­szy się tam, pora­dziła sobie dosko­nale, co było do prze­wi­dze­nia, cho­ciaż przy wła­ści­wych zachę­tach Mar­ga­ret Frary Mil­ler bez wąt­pie­nia doko­na­łaby jed­nak w swoim życiu cze­goś bar­dziej nie­zwy­kłego.

Po nie­sa­tys­fak­cjo­nu­ją­cym eks­pe­ry­men­cie z Madge Clara powró­ciła do bar­dziej tra­dy­cyj­nej edu­ka­cji dla Aga­thy, w któ­rej nacisk kła­dziono na muzykę, fran­cu­ski i "cha­rak­ter". Clara nie nale­żała do wyjąt­ków: wielu ludzi w ostat­niej deka­dzie XIX wieku wie­rzyło, że zbyt wyso­kie wykształ­ce­nie jest zagro­że­niem dla zdro­wia dziew­cząt. W książce o roz­woju dziecka z 1895 roku twier­dzono, że jeśli dziew­czyna nazbyt czę­sto używa mózgu, nisz­czy to jej zdol­no­ści repro­duk­cyjne. "Nowa kobieta - kon­klu­do­wał autor, będący leka­rzem - jest moż­liwa wyłącz­nie w powie­ści, nie w Natu­rze"63.

W rezul­ta­cie tej zmiany nasta­wie­nia Clary Aga­tha będzie do końca życia wyra­żała nie­chęć do war­to­ści "nowej kobiety", wypo­wia­da­jąc się nie­odmien­nie prze­ciwko karie­rze kobiet, nie­za­leż­no­ści finan­so­wej oraz rów­no­ści z męż­czy­znami. Ale jed­no­cze­śnie będzie bar­dzo zain­te­re­so­wana ideą "nowej kobiety". W jej książ­kach poja­wią się nie­zli­czone dyna­miczne i atrak­cyjne boha­terki obda­rzone polo­tem Madge.

Pobieżna edu­ka­cja zosta­wiała Aga­cie mnó­stwo wol­nego czasu, aby więc mieć roz­rywkę, nauczyła się czy­tać. "Oczy­wi­ście głów­nie strasz­li­wie się nudzi­łam" - wspo­mi­nała64. Została molem książ­ko­wym, pochła­nia­ją­cym wszystko, co wpa­dło jej w ręce, kształ­cąc się sama, skoro doro­śli tego nie robili.

Bio­rąc pod uwagę, jak poto­czyło się jej życie, jedno istot­nie by jej pomo­gło: edu­ka­cja finan­sowa. Rzecz w tym, że Mil­le­ro­wie nie roz­ma­wiali o pie­nią­dzach. Fre­de­rick dawał małej Aga­cie lek­cje aryt­me­tyki przy stole w jadalni i bar­dzo się jej podo­bały. Myślała póź­niej, że gdyby poszła do szkoły, uwiel­bia­łaby mate­ma­tykę, bo ta dzie­dzina zawsze ją fascy­no­wała.

Dwa dni w tygo­dniu uczęsz­czała do panny Mary Guyer, któ­rej pry­watna "szkoła dla dam" w Torquay została nazwana od sła­wet­nego Gir­ton Hall. Przez resztę czasu czy­tała. "Wycho­wa­łam się na Dic­ken­sie - mówiła pisarka. - Kocham też Jane Austen, bo kto jej nie kocha?"65.

Brak for­mal­nego wykształ­ce­nia spra­wił, że Aga­tha zacho­wała nie­zwy­kle świeży umysł. Póź­niej jed­nak, gdy spo­ty­kała ludzi wykształ­co­nych, miała poczu­cie niż­szo­ści. Kiedy wyro­sła z nie­któ­rych zastrze­żeń sta­wia­nych przez Mil­le­rów "nowej kobie­cie", wyko­rzy­sty­wała fru­stra­cję ludzi słabo wykształ­co­nych jako motyw mor­der­stwa. Jedna z jej mor­der­czyń mówi: "Zawsze mia­łam rozum, już jako dziew­czyna! Ale zmu­szali mnie do bez­czyn­no­ści... Musia­łam zostać w domu i nic nie robić"66. W końcu ta fru­stra­cja każe jej zabić.

Cho­ciaż w pro­gra­mie wykształ­ce­nia Aga­thy zabra­kło mate­ma­tyki i innych przed­mio­tów ści­słych, był on bar­dziej rygo­ry­styczny, niż się z pozoru wydaje, ponie­waż wielki nacisk kła­dziono na grę na for­te­pia­nie i śpiew. Jak zawsze, gdy na czymś bar­dzo jej zale­żało, Aga­tha bar­dzo się przy­kła­dała do ćwi­czeń. W rezul­ta­cie osią­gnęła poziom nie­mal pro­fe­sjo­nalny.

Kiedy miała pięt­na­ście lat, matka wysłała ją do kilku małych fran­cu­skich szkół, w któ­rych muzyka była prio­ry­te­tem. Na foto­gra­fii w rodzin­nym albu­mie nie­mal doro­sła i ele­gancka Aga­tha - sztywny koł­nie­rzyk, kra­wat, pła­ski jak nale­śnik kape­lu­sik - uśmie­cha się na hote­lo­wym bal­ko­nie z wido­kiem na zimowy pary­ski bul­war. Po czę­ści rów­nież cho­dziło o pie­nią­dze; jeśli Aga­tha i Clara wyje­chały, Ash­field można było zamknąć.

Mimo iż Aga­tha z odda­niem uczyła się muzyki, fran­cu­scy nauczy­ciele orze­kli, że bra­kuje jej oso­bo­wo­ści sce­nicz­nej gwa­ran­tu­ją­cej praw­dziwy suk­ces. Talent nie wystar­czył i muzyka oka­zała się śle­pym zauł­kiem. Clara uwa­żała za rzecz nie­sto­sowną, by Aga­tha zre­ali­zo­wała swój drugi plan i została pie­lę­gniarką.

Prak­tyczna, pre­cy­zyjna, inte­re­su­jąca się roz­wią­zy­wa­niem pro­ble­mów Aga­tha mogłaby zająć się nauką. Ale oczy­wi­ście zamia­rem matki było, żeby młod­sza córka poszła śla­dem star­szej i dobrze wyszła za mąż.

Rozdział 6. Najlepsza wiktoriańska ubikacja

6

Naj­lep­sza wik­to­riań­ska ubi­ka­cja

Na rodzin­nych foto­gra­fiach nasto­let­nia Aga­tha ma wyzy­wa­jące, chłodne, tajem­ni­cze spoj­rze­nie. Jest wysoka i wyspor­to­wana, sie­dzi w swo­bod­nej pozie na jach­cie, gra w tenisa, jeź­dzi na wrot­kach, zawsze w gigan­tycz­nych kape­lu­szach i stro­jach z talią osy z jej edwar­diań­skiej mło­do­ści. Tak opi­sy­wała fizyczny ból powo­do­wany modą: "tor­tura małych dru­cia­nych spi­ral pod­trzy­mu­ją­cych siat­kowy koł­nie­rzyk bluzki... wizy­towe buciki z lakie­ro­wa­nej skóry z dość wyso­kimi obca­sami... dys­kom­fort był nad­zwy­czaj wielki"67.

Na przy­ję­cia musiała cho­dzić pie­szo w butach na obca­sach, bo finanse Mil­le­rów nie pozwa­lały na wyna­ję­cie powozu czy tak­sówkę. Na­dal jed­nak mogła się cie­szyć luk­su­sem pod­czas wizyt u Madge. Była ser­decz­nie wita­nym gościem w rodzin­nej sie­dzi­bie szwa­gra, impo­nu­ją­cym Abney Hall w Che­adle. Tutaj nauczyła się stylu życia wiej­skiej posia­dło­ści i nawią­zy­wa­nia dobrych rela­cji z ludźmi majęt­nymi.

Ślub dwu­dzie­sto­trzy­let­niej Madge, który odbył się kilka mie­sięcy po śmierci Fre­de­ricka, musiał zostać zawarty w chwili nie­ty­po­wego dla niej zwąt­pie­nia w sie­bie. Ojciec nie­szcze­gól­nie apro­bo­wał Jamesa Wat­tsa jako kon­ku­renta do ręki córki. Po śmierci męża Clara, nie­spo­kojna o przy­szłość Madge, "nale­gała na to mał­żeń­stwo". Nawet fran­cu­ska guwer­nantka Aga­thy miała w tej kwe­stii wła­sne zda­nie. Uwa­żała, że James to wła­ściwy wybór dla Madge: "dobrze jej zrobi, jeśli będzie miała spo­koj­nego i zrów­no­wa­żo­nego męża, on zaś będzie ją cenił, ponie­waż tak bar­dzo się od niego różni".

Tak oto pośpiesz­nie popro­wa­dzono ich do ołta­rza. Madge miała dwa­dzie­ścia trzy lata, James dwa­dzie­ścia cztery, a jede­na­sto­let­nia Aga­tha cie­szyła się "ważną rolą pierw­szej druhny". Prze­zna­cze­niem Jamesa, czyli Jimmy'ego, świeżo po Oks­for­dzie, było rodzinne przed­się­bior­stwo tek­stylne. Był roz­sąd­nym gościem i Aga­tha zawsze go lubiła. Jego "ulu­bioną cnotą" była "rze­tel­ność"68.

Madge zamiesz­kała z rze­tel­nym Jame­sem w spo­rej Manor Lodge w Che­adle, gdzie cze­kali na odzie­dzi­cze­nie wiel­kiego dworu Abney Hall.

Abney stało się wła­sno­ścią rodziny Wat­t­sów dwa poko­le­nia wcze­śniej. Kiedy Aga­tha zaczęła tam przy­jeż­dżać w 1902 roku, loka­to­rami byli teścio­wie Madge, zatrud­niano też kucharkę, dwie kel­nerki, słu­żące zaj­mu­jące się kuch­nią i szy­ciem, cztery poko­jówki i nia­nię. W parku miesz­kali ogrod­nicy, zarządca, rol­nik i czło­wiek od krów, a także kraw­cowa69. Począt­kowo Aga­tha przy­jeż­dżała na Boże Naro­dze­nie i waka­cje. Od 1926 roku, kiedy panią na zamku została Madge, zawsze mile ją witano.

Abney, pisała Aga­tha, miało "kory­ta­rze, nie­ocze­ki­wane stop­nie, tylne i fron­towe klatki scho­dowe, alkowy, nisze - wszystko na tym świe­cie, czego może pra­gnąć dziecko...bra­ko­wało tam jedy­nie dzien­nego świa­tła; wnę­trza były nie­zwy­kle mroczne". Histo­ryk archi­tek­tury opi­sał dwór jako "gotycki w stylu Pugina w swoim naj­bar­dziej oka­za­łym, a tym samym naj­bar­dziej opre­syj­nym wyda­niu"70. Zdo­biło go trzy­sta obra­zów olej­nych oraz wypchany lew71.

Aga­tha była zbyt młoda, by doce­niać mroczne, pozła­cane wnę­trza, które w 1902 roku prze­stały być modne. Dzięki A.W.N. Pugi­nowi - to on zapro­jek­to­wał wnę­trza pałacu West­min­ster w Lon­dy­nie - Abney Hall było klej­no­tem wik­to­riań­skiego gotyku, błysz­czą­cym od ultra­ma­ryny, cyno­bru i głę­bo­kiej czer­wieni. Aga­tha jed­nak opi­sała jego styl ina­czej: to "naj­lep­sza wik­to­riań­ska ubi­ka­cja".

Twórcą for­tuny Wat­t­sów był sir James Watts, dzia­dek Jimmy'ego. Zaczy­nał jako tkacz, póź­niej zbu­do­wał przed­się­bior­stwo tek­stylne na tyle wiel­kie, by nabyć maga­zyn w kształ­cie wenec­kiego pałacu, peł­nił też funk­cję bur­mi­strza Man­che­steru.

Wik­to­riań­ski zamek Wat­tsa będzie w przy­szło­ści wie­lo­krot­nie pobu­dzał wyobraź­nię Aga­thy. Jego splen­dor zosta­nie wskrze­szony w Enderby Hall, gdzie rodzina Aber­ne­thie gro­ma­dzi się w powie­ści Po pogrze­bie. (Doro­bili się for­tuny na pro­duk­cji pla­strów na odci­ski). W Strza­łach w Sto­ny­ga­tes Abney zmieni się w posia­dłość miesz­czącą ośro­dek dla trud­nej mło­dzieży. A w 4.50 z Pad­ding­ton tory kole­jowe gra­ni­czą z par­kiem Ruther­ford Hall; z par­kiem w Abney także sąsia­do­wały tory do Man­che­steru i Stock­port.

Rów­nie ważna dla Aga­thy była jej nowa i żywio­łowa rodzina, do któ­rej weszła przez mał­żeń­stwo sio­stry. James miał pię­cioro młod­szego rodzeń­stwa. Naj­młod­sza Nan była szcze­gól­nie zuchwała i skora do skan­da­licz­nych zacho­wań: "wyrzu­cała z sie­bie prze­kleń­stwa, a raz poma­lo­wała pro­siaki na zie­lono"72. Nan będzie przy­ja­ciółką Aga­thy do końca życia.

Aga­cie podo­bał się zwłasz­cza entu­zjazm, z jakim Wat­t­so­wie cho­dzili do teatru i sami wysta­wiali sztuki; fak­tycz­nie jeden ze szwa­grów Madge pro­wa­dził zawo­dowo teatr. Wat­t­so­wie z kolei uznali nie­śmiałą Aga­thę za nieco tajem­ni­czą: nazy­wali ją "dziec­kiem marzy­cie­lem" albo "Gwiaź­dzi­stymi Oczami". Ale jak wiele nie­śmia­łych osób Aga­tha zmie­niała się na sce­nie. Zaba­wiała krew­nych impro­wi­zo­wa­nymi pan­to­mi­mami. "Naj­bar­dziej lubi­łam główną rolę chło­pięcą" - mówi Aga­tha. Do jej ode­gra­nia poży­czała od sio­stry poń­czo­chy.

W tym wcze­snym okre­sie Abney uosa­biało dla Aga­thy uczto­wa­nie i zabawę. Jedy­nie co bar­dziej wni­kliwi z obser­wa­to­rów mogliby się zasta­na­wiać, czy bycie panią na zamku mogło w cało­ści zaj­mo­wać czas i talenty nie­zwy­kłej Madge Watts.

Dla wszyst­kich z oto­cze­nia Aga­thy rze­czą oczy­wi­stą było, że powinna pójść w ślady sio­stry i wyjść za mąż.

Rozdział 7. Hotel Gezireh Palace

7

Hotel Gezi­reh Palace

Wielu myśli o Aga­cie Chri­stie w pode­szłym wieku jako o onie­śmie­la­ją­cej "Księż­nej Śmierci", w oku­la­rach w kształ­cie kocich oczu, i zupeł­nie nie zdaje sobie sprawy, jakim magne­sem dla męż­czyzn była w mło­do­ści.

"Byłam ładna - mówi nam na swój szczery spo­sób. - Oczy­wi­ście moja rodzina wybu­cha gło­śnym śmie­chem, kiedy stwier­dzam, że byłam uro­czą dziew­czyną". Ale to prawda. Poza tym Aga­tha zawsze zacho­wy­wała się swo­bod­nie w towa­rzy­stwie męż­czyzn. Cho­ciaż odrzu­cała war­to­ści "nowej kobiety", po cichu wchło­nęła przy­naj­mniej kilka z nich: zawsze była szczera i bez pru­de­rii trak­to­wała rela­cje sek­su­alne.

Kiedy osią­gnęła peł­no­let­ność, brak majątku unie­moż­li­wił jej impo­nu­jący debiut, jaki był udzia­łem Madge. Clara zna­la­zła wyj­ście pozwa­la­jące na zacho­wa­nie twa­rzy. Pod pre­tek­stem, że jej zdro­wie wymaga podróży do cie­płych kra­jów, wybrały się razem do Egiptu. Praw­dzi­wym powo­dem było to, że Kair miał wła­sny sezon towa­rzy­ski dla emi­gran­tów i tam Aga­tha mogła zade­biu­to­wać za mniej­sze pie­nią­dze.

Ale i tak Kair wyma­gał zna­czą­cej inwe­sty­cji, ponie­waż koszt trzy­mie­sięcz­nego pobytu w Egip­cie wyno­sił pra­wie 500 fun­tów, a łączny roczny dochód Aga­thy i Clary to jedy­nie 400 fun­tów. Clara musiała naru­szyć kapi­tał, co poka­zuje, jak ważne było, aby Aga­tha poznała wła­ści­wego męż­czy­znę.

Wyru­szyły na pierw­sze trzy mie­siące 1908 roku73. Sie­dem­na­sto­let­nia Aga­tha była pod­eks­cy­to­wana przy­godą. Pły­nęły na SS "Helio­po­lis" z Lon­dynu przez Mar­sy­lię i Neapol, co trwało cztery dni, potem pocią­giem poje­chały do Kairu.

Dla euro­pej­skich przy­by­szy podatki były tutaj niskie, a służba domowa tania. Fran­cuzi opu­ścili Egipt w 1901 roku i tar­gany nie­po­ko­jami kraj znaj­do­wał się pod kon­trolą bry­tyj­ską. Poza gra­ni­cami kosmo­po­li­tycz­nej dziel­nicy han­dlo­wej roz­cią­gało się muzuł­mań­skie mia­sto, do któ­rego Aga­tha i ludzie z jej kręgu ni­gdy się nie zapusz­czali74.

Clara i Aga­tha zatrzy­mały się w hotelu Gezi­reh Palace na wyspie na środku Nilu. Zbu­do­wany w stylu cha­teau w latach sześć­dzie­sią­tych XIX wieku ofe­ro­wał tele­graf, codzienne kon­certy oraz elek­tryczny tram­waj dojeż­dża­jący pro­sto do pira­mid75.

Aga­tha jed­nak nie przy­je­chała, by zwie­dzać. W opu­bli­ko­wa­nym w tym samym roku Pokoju z wido­kiem E.M. For­stera boha­terka odwie­dza Flo­ren­cję, gdzie nie spo­tyka się z nikim, z kim nie mogłaby się spo­tkać w Sur­rey, i tak samo wyglą­dał pobyt Aga­thy w Egip­cie. Na foto­gra­fiach Aga­tha i Clara uwiecz­nione zostały w towa­rzy­stwie kapi­ta­nów, majo­rów, gene­rała, baro­neta i nawet jed­nego samot­nego księ­cia. Egip­cja­nie poja­wiają się w ich albu­mie tylko jako sztuk­mistrz czy bez­i­mienny prze­wod­nik. Sfinks jest jedy­nym zabyt­kiem zasłu­gu­ją­cym na sfo­to­gra­fo­wa­nie. Apa­rat Aga­thy pre­fe­ro­wał pik­niki, mecze polo, her­batę na tara­sie76.

Przez trzy mie­siące Aga­tha brała udział w pię­ciu potań­ców­kach na tydzień we wspa­nia­łych kair­skich hote­lach, na któ­rych bawiła się z mło­dymi męż­czy­znami z bry­tyj­skich regi­men­tów sta­cjo­nu­ją­cych w mie­ście, oraz stwier­dziła, że "narzuca się jej młody austriacki hra­bia odzna­cza­jący się nie­zwy­kłą powagą". Wolała niż­szych rangą mło­dych ofi­ce­rów.

Co wie­czór Aga­tha wkra­czała do sali balo­wej - miała godną pozaz­drosz­cze­nia smu­kłą syl­wetkę, była wysoka (miała sto sie­dem­dzie­siąt cen­ty­me­trów wzro­stu77) i zło­to­włosa. Mimo to drę­czyły ją nasto­let­nie nie­po­koje doty­czące wyglądu. "Biust był bar­dzo w modzie - pisała. - Jak długo mia­łam cze­kać na podob­nie wspa­niałą prze­mianę?".

Póź­niej Aga­tha z roz­ko­szą pła­wiła się we wspo­mnie­niach o swo­ich suk­niach z balów debiu­tan­tek. Zapa­mię­tała zwłasz­cza jedną: "prze­piękna z żół­tej satyny; nie cał­kiem "stała o wła­snych siłach", jak brzmi obie­gowa fraza, choć pra­wie, metry mate­riału z dłu­gim tre­nem... suk­nia pozo­stała ze mną przez pięć lat, zawsze dając mi pew­ność sie­bie (bar­dzo potrzebną, jako że byłam nie­śmiała)"78. W Zbrodni na festy­nie (1956) wkłada te wspo­mnie­nia w usta byłej poko­jówki damy. "Damy nosiły porządne rze­czy - wzdy­cha pani Tuc­ker - żad­nych jaskra­wych kolo­rów ani całego tego nylonu i ray­onu, tylko praw­dziwy dobry jedwab. Wię­cej, nie­które z tafto­wych sukien stały o wła­snych siłach"79.

Aga­tha pil­nie prze­tań­czyła pięć­dzie­siąt, może sześć­dzie­siąt balów. Miały one ści­śle okre­ślone reguły. "Nie szłaś na bal z mło­dym czło­wie­kiem, tylko z matką albo inną znu­dzoną wdową" - wyja­śniała. Ale póź­niej, gdy przy­zwo­icie zatań­czy­łaś, "wycho­dzi­łaś na świa­tło księ­życa albo do oran­że­rii, gdzie mogło się odbyć uro­cze tétes a t?tes [sic]".

Cowie­czorne bale z wolna nauczyły Aga­thę pro­wa­dze­nia roz­mowy. "Zawsze fatal­nie mi to wycho­dziło" - wspo­mi­nała80. Jeden z part­ne­rów odpro­wa­dził ją do matki ze sło­wami: "Oto pani córka. Nauczyła się tań­czyć. Istot­nie tań­czy pięk­nie, ale niech pani spró­buje też nauczyć ją mówić".

Po trzech mie­sią­cach Aga­tha wyje­chała z Egiptu z pierw­szą pro­po­zy­cją mał­żeń­stwa na kon­cie, cho­ciaż nawet o tym nie wie­działa. Clara, do któ­rej kan­dy­dat się zwró­cił, bez kon­sul­ta­cji z córką od razu odrzu­ciła oświad­czyny. Na wieść o tym Aga­tha się ziry­to­wała. O wiele cen­niej­szym dzie­dzic­twem po poby­cie w Egip­cie będzie jej pierw­sza praw­dziwa powieść: Snow upon the Desert.

Aga­tha miała plany stwo­rze­nia cze­goś ambit­niej­szego od pisa­nych dotąd opo­wia­dań. Powieść oka­zała się roz­bu­do­waną satyrą na Bry­tyj­czy­ków za gra­nicą, dla któ­rych Kair wyglą­dał jak Chel­ten­ham. Pisa­nie stało się pożą­da­nym wytchnie­niem od życia towa­rzy­skiego. "Wyro­bi­łam w sobie nawyk pisa­nia opo­wia­dań - wyja­śnia. - Akcja toczyła się w miej­scu, dajmy na to, peł­nym hafto­wa­nych podu­szek albo obraz­ków wzię­tych z drez­deń­skiej por­ce­lany zdo­bio­nej kwia­tami. Jeśli ktoś myśli, że to umiej­sca­wia twór­cze pisa­nie zbyt nisko, nie mogę się z nim zgo­dzić".

Pogląd, że pisa­nie jest po pro­stu jed­nym spo­śród wielu hobby albo osią­gnięć, był bar­dziej roz­po­wszech­niony, niż mogli­by­śmy sądzić. Madge wysy­łała swoje opo­wia­da­nia do "Vanity Fair" i dosta­wała za to nie­wiel­kie hono­ra­rium. Polly, babka Aga­thy, dosko­nale hafto­wała i wyko­rzy­sty­wała tę umie­jęt­ność do wspie­ra­nia rodziny. W każ­dym przy­padku to, co uwa­żano za nie­szko­dliwą roz­rywkę, przy­no­siło pie­nią­dze. Nic nie mogło bar­dziej się róż­nić od roman­tycz­nej kon­cep­cji arty­sty: gło­du­ją­cego na pod­da­szu, zma­ga­ją­cego się z losem, wyko­rzy­stu­ją­cego geniusz w samot­nej twór­czo­ści. Kobiety para­jące się lite­ra­turą zawsze swoją pracę dopa­so­wy­wały do codzien­nego życia. "O wiele bar­dziej inte­re­su­jące by było, gdy­bym mogła powie­dzieć, że zawsze pra­gnę­łam zostać pisarką, ale taki pomysł ni­gdy nie przy­szedł mi do głowy" - stwier­dziła póź­niej Aga­tha.

Aga­tha przy­zna­wała, że miała szczę­ście, dys­po­nu­jąc wol­nym cza­sem, co pozwo­liło jej napi­sać powieść przed ukoń­cze­niem dwu­dzie­stego roku życia. Zupeł­nie ina­czej było z poetką Ethel Car­nie, nie­mal jej rówie­śniczką. Tak zwana poetka-robot­nica, uro­dzona w rodzi­nie tka­czy, pra­co­wała w fabryce już w wieku trzy­na­stu lat; jej pierw­szy wiersz został opu­bli­ko­wany w "Black­burn Times", gdy miała lat osiem­na­ście. "Myślę, że zna­leź­li­śmy nową pie­śniarkę - pisał kry­tyk. - Co taka pie­śniarka mogłaby osią­gnąć, gdyby miała wię­cej wol­nego czasu, niż pozwala na to ciężka praca w fabryce?"81. W 1913 roku Ethel napi­sała książkę Miss Nobody, uwa­żaną za pierw­szą powieść opu­bli­ko­waną w Bry­ta­nii przez kobietę z klasy robot­ni­czej. Gdyby Aga­tha także musiała zara­biać na życie, rów­nie dobrze mogłaby pozo­stać Panną Nikt.

Lekko zmie­niony Gezi­reh Palace poja­wia się w Snow upon the Desert, a jego euro­pej­scy goście trak­to­wani są w taki sam spo­sób jak nadęte angiel­skie damy w Pokoju z wido­kiem. Dwie boha­terki napo­ty­kają trud­no­ści przy wsia­da­niu do omni­busu w Kairze:

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

1. Gofrey Winn, The Real Aga­tha Chri­stie, "Daily Mail" (2 wrze­śnia 1970). [wróć]

2. Aga­tha Chri­stie, An Auto­bio­gra­phy (1977, wyd. z 2011). Wszyst­kie cytaty w tek­ście, o ile nie zazna­czono ina­czej, pocho­dzą z tego źró­dła. [wróć]

3. Autorka zamiesz­cza liczne cytaty z ksią­żek Aga­thy Chri­stie, także z jej auto­bio­gra­fii, nie wska­zu­jąc ich dokład­nego miej­sca, ale ogra­ni­cza­jąc się jedy­nie do tytułu i daty pierw­szego wyda­nia. Ponie­waż naj­czę­ściej są to krót­kie frag­menty, nie­kiedy kil­ku­wy­ra­zowe, ich odna­le­zie­nie w pol­skich prze­kła­dach oka­zało się nie­moż­liwe. Tłu­maczka zde­cy­do­wała zatem, że cytaty poda we wła­snym prze­kła­dzie (przyp. red.). [wróć]

4. Patrz zwłasz­cza Gil­lian Gill, Aga­tha Chri­stie: The Woman and Her Myste­ries (1990). [wróć]

5. "Torquay Times & South Devon Adver­ti­ser" (19 wrze­śnia 1890), s. 1; "Mor­ning Post" (18 wrze­śnia 1890). [wróć]

6. Richard Hack, Duchess of Death (2009), s. 6. [wróć]

7. Ryso­pis osoby zagi­nio­nej 1926 r.; Ram­sey (1967), s. 22; jej pasz­port. [wróć]

8. Chri­stie Archive Trust [dalej CAT] album foto­gra­ficzny. [wróć]

9. CAT, księga rodziny Mil­le­rów: "Con­fes­sions" ["Wyzna­nia: Album do zapi­sy­wa­nia myśli i uczuć"] (27 paź­dzier­nika 1897). [wróć]

10. Mat­thew Pri­chard, roz­mowa oso­bi­sta (29 wrze­śnia 2020). [wróć]

11. CAT, "Con­fes­sions" (15 paź­dzier­nika 1897). [wróć]

12. "Daily Mail" (sty­czeń 1938). [wróć]

13. CAT, list Ade­la­ide Ross (z domu Phil­l­potts) do Aga­thy (15 marca 1966). [wróć]

14. Gil­lian Gill, Aga­tha Chri­stie: The Woman and Her Myste­ries (1990), s. 5-6. [wróć]

15. Jestem wdzięczna Col­len A. Brady za wni­kliwe i pełne poświę­ce­nia bada­nie mate­ria­łów źró­dło­wych. [wróć]

16. CAT, nie­pu­bli­ko­wany maszy­no­pis The House of Beauty. [wróć]

17. Endless Night (1967) [pol­ski tytuł Noc i ciem­ność]; patrz także Laura Thomp­son, Aga­tha Chri­stie: An English Mystery (2007, wyd. z 2008), s. 7. [wróć]

18. The H.B. Cla­flin Com­pany, "New York Times" (20 kwiet­nia 1896); Col­leen A. Brady. [wróć]

19. Obej­rza­łam dokład­nie tę suk­nię, kiedy roz­pa­ko­wano ją do odświe­że­nia w maju 2021 roku w Gre­en­way. [wróć]

20. CAT nr 30, list do Whi­te­lowa Reida, amba­sa­dora ame­ry­kań­skiego w Lon­dy­nie (2 kwiet­nia 1909). [wróć]

21. Ian Row­den, When Aga­tha kept the cric­ket score, "Torquay Times" (24 wrze­śnia 1974). [wróć]

22. Ogło­sze­nie o sprze­daży lub dzier­ża­wie, "The Times" (9 paź­dzier­nika 1880). [wróć]

23. Panna Gwen Petty, cyto­wana w: Gwen Robyns, The Mystery of Aga­tha Chri­stie (1978, wyd. z 1979), s. 36. [wróć]

24. CAT, "Con­fes­sions" (1 maja 1871). [wróć]

25. CAT, Gar­ni­zon w Dubli­nie, świa­dec­two chrztu (14 marca 1854). [wróć]

26. Wszystko to dzięki nie­zwy­kle wni­kli­wym bada­niom gene­alo­gicz­nym pro­wa­dzo­nym przez Col­leen A. Brady. [wróć]

27. CAT, maszy­no­pis The House of Beauty. [wróć]

28. CAT, "Album" poezji rodzin­nej zapi­sany ręką Clary Mil­ler. [wróć]

29. Max Mal­lo­wan, Mal­lo­wan's Memo­irs (1977, wyd. z 2021), s. 196. [wróć]

30. "Torquay Times and South Devon Adver­ti­ser" (6 stycz­nia 1893), s. 7. [wróć]

31. NT 121991, zapi­sana ręką Clary Mil­ler książka "prze­pi­sów dla Aga­thy". [wróć]

32. Cyto­wane w: Robyns (1978, wyd. z 1979), s. 49-50. [wróć]

33. NT, rachunki 122993, 122998, 122953, 122967, 123024 wysta­wione na Ash­field. [wróć]

34. "Daily Mail" (7 grud­nia 1926). [wróć]

35. CAT, "Con­fes­sions" (1870). [wróć]

36. The Mir­ror Crack'e from Side to Side (1962) [pol­ski tytuł Zwier­cia­dło pęka w odłam­ków stos]. [wróć]

37. By the Pric­king of My Thumbs (1968) [pol­ski tytuł Dom nad kana­łem]. [wróć]

38. Fran­cis Wyn­dham, The Alge­bra of Aga­tha Chri­stie, "The Sun­day Times" (26 lutego 1966). [wróć]

39. Mar­celle Bern­stein, Her­cule Poirot is 130, "Obse­rver" (14 grud­nia 1969). [wróć]

40. Sle­eping Mur­der (1976) [pol­ski tytuł Uśpione mor­der­stwo]. [wróć]

41. Mal­lo­wan (1977, wyd. z 2021), s. 195. [wróć]

42. Giant's Bread (1930) [pol­ski tytuł Chleb olbrzyma]. [wróć]

43. Ali­son Light, Fore­ver England: Femi­nity, Lite­ra­ture and Con­se­rva­tism between the Wars (1991; 2013), s. 94. [wróć]

44. CAT, maszy­no­pis The House of Beauty. [wróć]

45. An Auto­bio­gra­phy, s. 103. [wróć]

46. A.B. Town­send Tries Suicid, "New York Times" (15 marca 1901), s. 1. [wróć]

47. "New York Daily Tri­bune" (10 stycz­nia 1896), s. 7. [wróć]

48. https://www.fi nda­grave.com/memo­rial/196044102/mar­ga­ret-frary-watts [wróć]

49. CAT, nie­pu­bli­ko­wany maszy­no­pis Now and Then (1949). [wróć]

50. CAT, "Con­fes­sions" (bez daty). [wróć]

51. CAT, notat­nik Monty'ego (1924). [wróć]

52. CAT, list Fre­de­ricka do Clary (2 paź­dzier­nika 1901). [wróć]

53. CAT, list Aga­thy do Fre­de­ricka (nie­da­to­wany, praw­do­po­dob­nie 1901). [wróć]

54. An Auto­bio­gra­phy, s. 111; przed­mioty znaj­dują się w CAT. [wróć]

55. Hack (2009), s. 28. [wróć]

56. Law Reports - East Africa Pro­tec­to­rate, vol. 4, s. 135; An Auto­bio­gra­phy, s. 382. [wróć]

57. http://www.natio­na­lar­chi­ves.gov.uk/path­ways/cen­sus/living/making/women.htm; http://www.natio­na­lar­chi­ves.gov.uk/path­ways/cen­sus/events/polecon3.htm [wróć]

58. An Auto­bio­gra­phy, s. 113. [wróć]

59. Bar­bara Car­tland, cyto­wana w: Juliet Nicol­son, Great Silence: 1918-1920 (2009, wyd. z 2010), s. 3-4. [wróć]

60. http://www.natio­na­lar­chi­ves.gov.uk/path­ways/cen­sus/living/making/women/htm [wróć]

61. CAT, "Con­fes­sions" (14 paź­dzier­nika 1897). [wróć]

62. CAT, list Madge do Aga­thy (26 lutego 1898). [wróć]

63. James Bur­nett, Deli­cate, Bac­kward, Puny and Stun­ted Chil­dren (1895), s. 90-91. [wróć]

64. Gil­lian Franks, "Aber­deen Press and Jour­nal" (23 wrze­śnia 1970), s. 5. [wróć]

65. Wyn­dham (1966). [wróć]

66. Mur­der is Easy (1939) [pol­ski tytuł Mor­der­stwo to nic trud­nego]. [wróć]

67. CAT, nie­pu­bli­ko­wany maszy­no­pis Then and Now (1949). [wróć]

68. CAT, "Con­fes­sions" (19 kwiet­nia 1954). [wróć]

69. Spis prze­pro­wa­dzony w Anglii w 1901 roku. [wróć]

70. Clare Har­twell, Mat­thew Hyde, Niko­laus Pevsner, Che­shire: The Buil­dings of England (2011), s. 207. [wróć]

71. Jared Cade, Aga­tha Chri­stie and the Ele­ven Mis­sing Days (1998, wyd. z 2011), s. 32. [wróć]

72. An Auto­bio­gra­phy, s. 139; Cade (1998, wyd. z 2011), s. 34. [wróć]

73. Pier­wot­nie podróż była dato­wana na 1910 rok, ale SS "Heli­po­lis" prze­stał obsłu­gi­wać Kair na początku 1908 roku. Z tego i innych powo­dów Col­leen Brady datuje ją na rok 1908. [wróć]

74. Arte­mis Cooper, Cairo in the War, 1939-45 (1989, wyd. z 2013), s. 489, 511. [wróć]

75. Karl Baede­ker (firma), Egypt and the Sau­dia, Hand­book for Tra­vel­lers (1908), s. 74. [wróć]

76. CAT, album foto­gra­ficzny oprawny w czer­woną skórę z mło­do­ści Aga­thy. [wróć]

77. Dane z jej pasz­portu. [wróć]

78. CAT, nie­pu­bli­ko­wany maszy­no­pis Then and Now (1940). [wróć]

79. Dead Man's Folly (1956) [pol­ski tytuł Zbrod­nia na festy­nie]. [wróć]

80. Bern­stein (1969). [wróć]

81. Blog Davida Bur­netta, wil­liam­hal­l­bur­nett.uk (14 wrze­śnia 2017). [wróć]

Przedmowa

Przed­mowa: Ukry­wa­jąc się na widoku

Kie­dyś w pociągu Aga­tha Chri­stie z ust nie­zna­jo­mej usły­szała swoje nazwi­sko.

Tak opo­wia­dała o tej sytu­acji: "Dwie kobiety roz­ma­wiały o mnie i obie trzy­mały na kola­nach egzem­pla­rze moich ksią­żek w mięk­kiej opra­wie". Panie nie miały poję­cia, kim jest ta sta­teczna dama w śred­nim wieku, która jedzie z nimi w prze­dziale, i w naj­lep­sze plot­ko­wały o naj­sław­niej­szej pisarce świata. "Sły­sza­łam - powie­działa jedna - że pije jak szewc"1.

Uwiel­biam tę aneg­dotę, bo sta­nowi pod­su­mo­wa­nie życia Aga­thy Chri­stie.

Po pierw­sze, pisarka opo­wie­działa ją w wywia­dzie opu­bli­ko­wa­nym dla uczcze­nia jej osiem­dzie­sią­tych uro­dzin w 1970 roku. Cóż za dłu­gie i burz­liwe życie miała!

Uro­dziła się w luk­su­so­wym, póź­no­wik­to­riań­skim świe­cie: jej rodzina odzie­dzi­czyła for­tunę, miała dom z salą balową i liczną służbą. Wszystko to prze­pad­nie i Aga­tha będzie musiała sama zara­biać na życie. Osiem dekad życia prze­pro­wa­dziło ją przez dwie wojny świa­towe, upa­dek Impe­rium Bry­tyj­skiego i nie­mal stu­le­cie gwał­tow­nych zmian spo­łecz­nych. Zare­je­stro­wała te wyda­rze­nia w swo­ich osiem­dzie­się­ciu książ­kach. Nie są one wyłącz­nie uza­leż­nia­jącą roz­rywką, ale też cudow­nym mate­ria­łem źró­dło­wym dla histo­ryka.

Po dru­gie, obie panie w pociągu miały przy sobie powie­ści Aga­thy Chri­stie. Oczy­wi­ście, że tak. Jej książki były wszech­obecne, zwłasz­cza w okre­sie powo­jen­nym, kiedy "Chri­stie for Chri­st­mas" (Chri­stie na Boże Naro­dze­nie) stało się corocz­nym rytu­ałem. Jak głosi obie­gowa opi­nia, powie­ści Chri­stie są naj­le­piej sprze­da­ją­cymi się książ­kami po dzie­łach Sha­ke­spe­are'a i Biblii. Mnie nato­miast inte­re­suje fakt, że Aga­tha Chri­stie nie tylko zaj­muje to miej­sce, ale zacho­wuje je jako kobieta. W dodatku nie jest jedy­nie powie­ściopisarką, lecz także pozo­staje naj­czę­ściej wysta­wianą w dzie­jach dra­ma­to­pi­sarką. Odnio­sła tak wielki suk­ces, że ludzie trak­tują ją jak insty­tu­cję, a nie nowa­torkę w lite­ra­tu­rze. Chri­stie była jedną i drugą.

Po trze­cie, nie­po­ro­zu­mie­nia. Jest ich tak wiele! Wróćmy do pasa­że­rek w prze­dziale: Aga­tha nie piła jak szewc, w rze­czy­wi­sto­ści była abs­ty­nentką. Nie lubiła alko­holu, jej ulu­bio­nym napo­jem była śmie­tana. Panie jed­nak zało­żyły, że pisarka musi być uza­leż­niona, zabu­rzona, nie­szczę­śliwa.

W pociągu jest także sama Aga­tha, czujna i spo­strze­gaw­cza. Obecna, ale nie­zau­wa­żana, wyko­rzy­sty­wała życie dla swo­jej sztuki. Ten kon­kretny incy­dent, kiedy pisarka pod­słu­chuje, jak ktoś nazywa ją pijaczką, tra­fił do Zbrodni na festy­nie, gdzie to samo przy­da­rza się jej fik­cyj­nemu alter ego, autorce kry­mi­na­łów pani Adria­nie Oli­ver.

Scena zawiera także istotną prawdę o Aga­cie Chri­stie jako oso­bie. Ow­szem, łatwo ją było prze­oczyć, co doty­czy nie­mal każ­dej kobiety mają­cej za sobą wiek średni, Aga­tha jed­nak świa­do­mie wyko­rzy­sty­wała swoją zwy­czaj­ność. To był wize­ru­nek publiczny, który sta­ran­nie wykre­owała, by ukryć praw­dziwą sie­bie.

Gdyby dwie panie w pociągu zapy­tały ją o nazwi­sko, nie odpo­wie­dzia­łaby "Aga­tha Chri­stie", tylko "pani Mal­lo­wan". Przy­jęła nazwi­sko arche­ologa, młod­szego od niej o czter­na­ście lat, z któ­rym zawarła pośpieszne mał­żeń­stwo.

A gdyby zapy­tano ją o zawód, oznaj­mi­łaby, że żad­nego nie ma. Jeśli w ofi­cjal­nych for­mu­la­rzach wyma­gano poda­nia pro­fe­sji, kobieta, która jak sza­co­wano, sprze­dała dwa miliardy egzem­pla­rzy swo­ich ksią­żek, zawsze wpi­sy­wała "gospo­dyni domowa". Pomimo gigan­tycz­nego suk­cesu zacho­wała per­spek­tywę out­si­derki i widza. Nie chciała nale­żeć do świata usi­łu­ją­cego ją zde­fi­nio­wać.

W niniej­szej książce chcia­ła­bym zba­dać powody, dla któ­rych Aga­tha Chri­stie spę­dziła życie, uda­jąc zwy­czajną osobę, cho­ciaż w rze­czy­wi­sto­ści prze­kra­czała gra­nice. "Nikt na świe­cie nie był mniej odpo­wiedni ode mnie, by zacho­wy­wać się jak hero­ina" - stwier­dziła kie­dyś2 3. Ten pogląd po czę­ści odzwier­cie­dlał nie­zwy­kłą skrom­ność pisarki. Miał także wiele wspól­nego ze świa­tem, w któ­rym się uro­dziła, rygo­ry­stycz­nie regu­lu­ją­cym to, co kobie­tom wolno, a czego nie. To jest bio­gra­fia na tle histo­rycz­nym, przed­sta­wia życie kobiety prze­pla­ta­jące się z wyda­rze­niami XX wieku.

Kiedy mówi­łam, że piszę o Aga­cie Chri­stie, naj­pierw pytano o jede­na­ście dra­ma­tycz­nych dni w 1926 roku, kiedy "zagi­nęła", co skut­ko­wało ogól­no­kra­jo­wymi poszu­ki­wa­niami jej zwłok. Czę­sto powta­rzane jest twier­dze­nie, że się ukryła, by wro­bić męża w mor­der­stwo. Czy to prawda?

Mówi się, że Aga­tha do końca życia mil­czała jak zaklęta w kwe­stii tego sła­wet­nego incy­dentu. To nie jest prawda. Zebra­łam zaska­ku­jąco dużą liczbę wypo­wie­dzi, które na ten temat wygło­siła. Wie­rzę, iż dokładna ich ana­liza sprawi, że tak zwana tajem­nica znik­nie.

Aga­tha zbu­rzyła dwu­dzie­sto­wieczne zasady obo­wią­zu­jące kobiety. Panie z jej poko­le­nia miały być szczu­płe, nie zara­biać, ślepo uwiel­biać liczne potom­stwo i nie­ustan­nie poświę­cać się dla innych.

Aga­tha cał­ko­wi­cie speł­niła tylko tę ostat­nią regułę. Oddała swoim czy­tel­ni­kom to, co miała naj­lep­szego: pomy­sło­wość, kre­atyw­ność, obja­wia­jący się od czasu do czasu geniusz. Nic dziw­nego, że ją poko­chali.

W naszych cza­sach nie mamy potrzeby sta­wia­nia kobiet na pie­de­stale, dla­tego też musimy zmie­rzyć się z fak­tem, iż gdzieś tam w całej masie sprzecz­no­ści skła­da­ją­cych się na osobę Aga­thy Chri­stie jest bar­dzo mroczne serce. Nie cho­dzi tylko o to, że potra­fiła wyśnić histo­rie, w któ­rych nawet dzieci zdolne są zabić, ale też o to, że w jej twór­czo­ści znaj­dziemy poglądy na rasę i klasę spo­łeczną dzi­siaj nie do przy­ję­cia.

To nie zna­czy, że powin­ni­śmy potę­pia­jąco zacmo­kać i odwró­cić wzrok. Jest to ważna sprawa, ponie­waż pisar­stwo Aga­thy Chri­stie stało się czymś w rodzaju pod­su­mo­wa­nia typo­wego angiel­skiego postrze­ga­nia świata. Uprze­dze­nia żywione przez jej klasę w owych cza­sach, wiele razy ujaw­niane w powie­ściach, są czę­ścią histo­rii dwu­dzie­sto­wiecz­nej Wiel­kiej Bry­ta­nii.

Wie­rzę, że Aga­tha - mimo powierz­chow­nego kon­ser­wa­ty­zmu jej pisar­stwa - po cichu w pozy­tywny spo­sób zmie­niała postrze­ga­nie świata przez swo­ich czy­tel­ni­ków. Jej histo­rie poka­zują, że niski, znie­wie­ściały "obco­kra­jo­wiec" o śmiesz­nym nazwi­sku potrafi zwy­cię­żyć zło, wyko­rzy­stu­jąc inte­li­gen­cję, nie siłę fizyczną. Że nawet kru­cha star­sza pani może spro­wa­dzić neme­zis na zło­czyń­ców. Oraz że bez­dzietne, samotne osoby - Her­ku­les Poirot i panna Mar­ple są stanu wol­nego - nie potrze­bują wokół sie­bie kon­wen­cjo­nal­nej rodziny, by żyć peł­nią życia4.

Na końcu pra­gnę powie­dzieć jasno, że Chri­stie dla swo­ich pierw­szych czy­tel­ni­ków nie była "nostal­giczna" ani nie miała nic wspól­nego z "dzie­dzic­twem". W dzie­ciń­stwie oglą­da­łam miłe, wyczysz­czone wer­sje jej opo­wie­ści w tele­wi­zji. Jed­nakże powie­ści jej autor­stwa sta­no­wiły pro­dukt XX wieku, który zerwał z prze­szło­ścią. Sama Chri­stie pro­wa­dziła "nowo­cze­sne" życie: sur­fo­wała na Hawa­jach, uwiel­biała szyb­kie samo­chody, intry­go­wała ją nowa nauka, jaką była psy­cho­lo­gia. Kiedy jej powie­ści uka­zy­wały się dru­kiem, także były eks­cy­tu­jąco, bły­sko­tli­wie "nowo­cze­sne".

W niniej­szej książce spo­tkamy się z jedną z naj­więk­szych pisa­rek XX wieku, kobietą, która jest nie­ustan­nie dys­kre­dy­to­wana i kon­se­kwent­nie źle rozu­miana, któ­rej nie­zwy­kłe osią­gnię­cia są nie­mal ukryte na widoku.

Naj­pierw jed­nak wróćmy do początku i poznajmy małą dziew­czynkę z lnia­nymi wło­sami.

Rozdział 1. Dom, w którym się urodziłam

1

Dom, w któ­rym się uro­dzi­łam

Aga­tha Mil­ler dora­stała w wyjąt­ko­wym miej­scu. Jej dom rodzinny stał na wzgó­rzu ponad nad­mor­skim kuror­tem Torquay na połu­dniu hrab­stwa Devon.

Ash­field, bo taką nazwę nosił, był prze­stronną wik­to­riań­ską willą oto­czoną ogro­dem peł­nym tajem­ni­czych drzew. Aga­tha kochała te wiel­kie drzewa z pierw­szego ogrodu, który zapa­mię­tała: "potężne buki, sekwoje, sosny, wiązy", oraz "baj­kowy, zie­lony tra­wia­sty krąg" przy arau­ka­rii, gdzie bawiła się obrę­czą.

Ogród nie ist­nieje, Ash­field dawno temu zbu­rzono. Jeśli jed­nak prze­spa­ce­ru­jemy się po nie­wiel­kim osie­dlu zbu­do­wa­nym na tym tere­nie, jedno pozo­stało nie­zmienne: widok na odle­głe morze, cza­sami z cięż­kimi burzo­wymi chmu­rami zbie­ra­ją­cymi się nad Bri­xham na dru­gim brzegu zatoki.

Pomimo wszyst­kich przy­szłych przy­gód dom rodzinny pozo­sta­nie naj­bar­dziej zna­czą­cym miej­scem w życiu Aga­thy. Na sta­rość spi­sała swoje dzieje, opu­bli­ko­wane pod tytu­łem Auto­bio­gra­fia. Zaczyna ją i koń­czy w Ash­field z obra­zem sie­bie w ogro­dzie: "poważna dziew­czynka z lnia­nymi wło­sami skrę­co­nymi w grube loki".

Tak więc rze­czą sto­sowną jest, że kiedy 15 wrze­śnia 1890 roku uro­dziła się Aga­tha, córka Fre­de­ricka i Clary Mil­le­rów, stało się to w domu.

Aku­szerka ode­brała maleńką Aga­thę w ponie­dzia­łek po połu­dniu. Dziew­czynka była trze­cim dziec­kiem trzy­dzie­sto­sze­ścio­let­niej matki, naj­wy­raź­niej roz­koszną nie­spo­dzianką. Clara (w rze­czy­wi­sto­ści Cla­rissa) miała już jede­na­sto­let­nią córkę i dzie­się­cio­let­niego syna.

Przy naro­dzi­nach Aga­thy była także obecna jej cio­teczna babka Mar­ga­ret, ciotka matki Aga­thy i rów­no­cze­śnie maco­cha jej ojca, z któ­rego to powodu Mil­le­ro­wie nazy­wali ją "cio­cią-bab­cią". Tak, to była skom­pli­ko­wana rodzina. Trzeba się sku­pić, by pamię­tać, kto jest kim, nie­mal jak przy lek­tu­rze powie­ści detek­ty­wi­stycz­nej. Skom­pli­ko­wane rela­cje rodzinne czę­sto wystę­pu­jące w twór­czo­ści Aga­thy swoje korze­nie mają w jej domu.

Rodzina Mil­le­rów była na tyle zna­cząca, że przyj­ście Aga­thy na świat zostało odno­to­wane zarówno w miej­sco­wej gaze­cie, jak i w lon­dyń­skim "Mor­ning Post"5. Jej ojciec, Fre­de­rick Alvah Mil­ler, prze­ka­zał pie­nią­dze na nie­dawną odbu­dowę miesz­czą­cego osiem­set osób i poło­żo­nego u stóp wzgó­rza kościoła Wszyst­kich Świę­tych, w któ­rym Aga­tha została ochrzczona. W księ­gach para­fial­nych w rubryce "pozy­cja albo pro­fe­sja" ojca dziecka zapi­sano "dżen­tel­men". Wokół chrzciel­nicy zgro­ma­dził się impo­nu­jący zestaw rodzi­ców chrzest­nych: żona pre­zesa miej­sco­wego szpi­tala, szlach­cic oraz przy­szły wiceh­ra­bia.

Może dla­tego, że trze­cie dziecko było dla Clary nie­ocze­ki­wa­nym darem, minęły pra­wie dwa mie­siące, nim zatrud­niła nia­nię do pomocy przy nie­mow­lę­ciu6. Córeczka była piękna. Oczy Aga­thy cza­sami opi­suje się jako szare, cza­sami jako nie­bie­skie, cza­sami jako zie­lone7. Na foto­gra­fiach jest nie­mal unie­ru­cho­miona w powi­ja­kach ze sztyw­nymi bia­łymi koron­kami z bawełny i w czep­kach dobrze uro­dzo­nego dziecka końca XIX wieku.

Potrzeby małej Aga­thy z nad­dat­kiem zaspo­ka­jał ten wik­to­riań­ski dom z obfi­to­ścią służby, mebli i pew­no­ści sie­bie. Na foto­gra­fiach z wcze­snego dzie­ciń­stwa patrzy wynio­śle ze swo­jego minia­tu­ro­wego tapi­ce­ro­wa­nego szez­longa, spo­mię­dzy opie­kuń­czych kolan krzep­kiego ojca, przez zasłonę zie­lo­nych liści w buj­nym ogro­dzie Ash­field8.

Aga­tha odzna­czała się także cechą nie­wi­doczną na sztyw­nej i ofi­cjal­nej foto­gra­fii wik­to­riań­skiej. Była to joie de vivre. Dosko­nale potra­fiła żyć teraź­niej­szo­ścią i była dumna ze swej zdol­no­ści do "dostrze­ga­nia dobrych stron każ­dej sytu­acji"9. Jej wnuk, z któ­rym była bar­dzo bli­sko, mówi, że miała nie­zwy­kły "talent do szczę­ścia"10. W tej wik­to­riań­skiej dziew­czynce nie było nic napu­szo­nego ani ste­reo­ty­po­wego.

Dora­sta­jąc, Aga­tha roz­ko­szo­wała się codzien­nymi przy­jem­no­ściami: lek­cjami gry na for­te­pia­nie, jedze­niem, zwłasz­cza cia­stami i śmie­taną, cho­ciaż szcze­rze nie zno­siła smaku i zapa­chu gorą­cego mleka. Miała żywe, wesołe uspo­so­bie­nie. W wieku sied­miu lat pisała, że naj­bar­dziej nie lubi "pory pój­ścia do łóżka, kiedy jest się w pełni roz­bu­dzo­nym", a swój "obecny stan umy­słu" okre­ślała jako "pod­eks­cy­to­wany"11. Była "straszną bała­ga­niarą" i zosta­wiała za sobą różne rze­czy, notatki, zabawki, zna­cząc nimi swoje wędrówki po domu12.

Była kochana. To w rów­nej mie­rze stało się bło­go­sła­wień­stwem i prze­kleń­stwem. Czy w póź­niej­szym życiu ktoś zdo­łał oto­czyć Aga­thę uczu­ciem tak cał­ko­wi­cie, jak zro­bili to rodzice w wygod­nym świe­cie Ash­field z jego ogro­dami?

Inne dziew­częta z Torquay, sąsiadki i uczen­nice z lek­cji tańca, zapa­mię­tały fizyczną swo­bodę i urodę Aga­thy. To może zasko­czyć tych, któ­rzy potra­fią ją sobie wyobra­zić jedy­nie jako sta­teczną matronę, kiedy w póź­niej­szym wieku jej miłość do śmie­tany zaczęła dawać o sobie znać. "Pamię­tam cię - wspo­mi­nała kole­żanka z lek­cji tańca - w uro­czej pli­so­wa­nej jedwab­nej sukni, roze­śmianą... byłaś jak nimfa mor­ska Tetyda ze spły­wa­ją­cymi na ramiona zło­tymi wło­sami"13.

A jed­nak nie widzimy tej ener­gii, patrząc na pozy, które młoda Aga­tha wraz z mija­ją­cymi latami przyj­mo­wała przed obiek­ty­wem zwa­rio­wa­nych na punk­cie foto­gra­fii rodzi­ców. Mała Aga­tha z dumą dzierży konewkę, pod­le­wa­jąc swoje wyso­kie trze­wiki. Kiedy jest nieco star­sza i gęste włosy ma skrę­cone w cia­sne loki, na jej twa­rzy poja­wia się wyraz poważ­nej zagad­ko­wo­ści. Sie­dzi bez ruchu wśród sterty drewna ze swoim psem Geo­rge'em Washing­to­nem. Jest samo­wy­star­czalna.

Wiemy z auto­bio­gra­fii, w któ­rej szcze­gó­łowo opi­suje zabawy w ogro­dzie, że te szczapy muszą repre­zen­to­wać jakiś utra­cony już, wyima­gi­no­wany świat. Aga­tha zawsze była szczę­śliwa, pozo­sta­jąc w samot­no­ści, gdy ukła­dała histo­ryjki, wymy­ślała nie­ist­nie­ją­cych przy­ja­ciół. Cho­ciaż w obec­no­ści rodziny czuła się swo­bod­nie, przy nie­zna­jo­mych robiła wra­że­nie onie­śmie­lo­nej i bała się odzy­wać. "Ni­gdy nie będę umiała się wysło­wić - wyja­śnia - i to jest jedna z przy­czyn, dla któ­rych zosta­łam pisarką".

Wspo­mniana przeze mnie auto­bio­gra­fia jest źró­dłem naj­le­piej tłu­ma­czą­cym, dla­czego Ash­field było miej­scem, a matka osobą naj­bar­dziej zna­czą­cymi w życiu Aga­thy. Na pierw­szy rzut oka opo­wiada histo­rię dora­sta­nia, odczu­ciami autorki zaś wydają się nie­ocze­ki­wane i nie­za­słu­żone szczę­ście oraz pomyśl­ność: "po pro­stu żyć to wspa­niała rzecz"14. Nie­któ­rych czy­tel­ni­ków może roz­cza­ro­wać jej płytki, sło­neczny ton: poga­wędki, dzi­waczne postaci, zmie­nia­jące się zwy­czaje towa­rzy­skie, ale nie­wiele głęb­szych prze­my­śleń.

A jed­nak i tu czai się mroczna opo­wieść. Jak wszystko co zwią­zane z Aga­thą Chri­stie, pod gładką powierzch­nią auto­bio­gra­fii ukry­wają się trud­niej­sze prawdy. W jej życiu były także okresy wiel­kiego nie­szczę­ścia.

Aga­tha była prze­ko­nana, że Ash­field to w rze­czy­wi­sto­ści dom matki, że Clara Mil­ler nie­ocze­ki­wa­nie kupiła go dla sie­bie w cza­sie, gdy jej mąż Fre­de­rick prze­by­wał poza kra­jem. Aga­tha opo­wiada tę histo­rię na początku auto­bio­gra­fii:

Ale dla­czego to zro­bi­łaś? - zapy­tał ojciec. Ponie­waż mi się spodo­bał - odparła matka.

Jej matka wie­rzyła, twier­dzi Aga­tha, że rze­czą natu­ralną, nie­mal nie­unik­nioną jest, iż kobieta od nie­chce­nia kupuje dom z jed­nego tylko powodu: ponie­waż przy­padł jej do gustu.

Spójrzmy jed­nak: ledwo zaczę­li­śmy, a już stą­pamy po grzą­skim grun­cie.

Bo cho­ciaż Clara i Aga­tha mogły być prze­ko­nane o praw­dzi­wo­ści tej histo­rii, w rze­czy­wi­sto­ści wcale tak nie było. Clara nie mogła zgod­nie z pra­wem kupić Ash­field. Kobieta z jej pozy­cją była feme covert; prawo trak­to­wało parę mał­żeń­ską jako jedną osobę, a tą osobą zawsze był męż­czy­zna. Clara istot­nie miała wła­sne pie­nią­dze, ale był to spa­dek ulo­ko­wany w fun­du­szu powier­ni­czym i musiała prze­ko­ny­wać innych, by zezwo­lili jej z niego sko­rzy­stać. Co wię­cej, Ash­field nie było posia­dło­ścią na sprze­daż, tylko do wydzier­ża­wie­nia15. Jed­nakże Aga­tha, gdy opo­wiada tę histo­rię, nie ma zamiaru oszu­ki­wać. Cho­dzi bar­dziej o to, że marze­nia, wspo­mnie­nia i opo­wie­ści są dla niej waż­niej­sze niż suche fakty.

Histo­ria o matce mimo­cho­dem kupu­ją­cej dom w isto­cie ujaw­nia głę­boką prawdę o życiu Aga­thy. Jej matka była osobą kon­tro­lu­jącą, ze świa­do­mo­ścią swo­jego prze­zna­cze­nia i intu­icyjną wie­dzą o tym, co jest dobre, a co złe.

Aga­tha obser­wo­wała impul­sywne zacho­wa­nie matki. W przy­szło­ści będzie naśla­do­wała Clarę, two­rząc rodzinne sie­dziby, gro­ma­dząc rze­czy i kom­pul­syw­nie kupu­jąc domy, któ­rych na pew­nym eta­pie życia posia­dała aż osiem.

Cią­gle wra­cała do pomy­słu posia­da­nia domu jako ide­ału szczę­ścia. Już w dzie­ciń­stwie pisała histo­ryjki dla roz­rywki wła­snej i rodziny, naj­wcze­śniej­sze opo­wia­dały o "krwa­wej lady Aga­cie", a "waż­nym punk­tem fabuły było odzie­dzi­cze­nie zamku". W innej nar­ra­torka marzy o domu:

Prze­piękny dom... sta­łam i patrzy­łam na niego... nie jest wielki, ale nawie­dza mnie przez cały dzień. Jego cudow­ność, dosko­nałe, abso­lutne szczę­ście16.

W jed­nej z ostat­nich naprawdę dobrych ksią­żek napi­sa­nych przez Aga­thę pod koniec życia dom po raz kolejny staje się przed­mio­tem obse­sji, "rze­czą, która zna­czyła dla mnie naj­wię­cej"17.

Ale życie w uko­cha­nym Ash­field z ojcem i matką nie zawsze mogło być rajem, któ­rym się zda­wało w pierw­szych latach życia Aga­thy.

Rozdział 2. Szaleństwo w rodzinie

2

Sza­leń­stwo w rodzi­nie

Pisarka Aga­tha Chri­stie będzie rekla­mo­wana przez wydaw­ców jako typowo angiel­ska lady, wiel­bi­cielka pod­wie­czor­ków z roga­li­kami ze śmie­taną, zako­rze­niona w żyznej gle­bie Devonu. W rze­czy­wi­sto­ści jed­nak pocho­dziła z rodziny glob­tro­te­rów. Od samego początku postrze­gała Bry­ta­nię i Bry­tyj­czy­ków z per­spek­tywy out­si­derki.

Jej ojciec Fre­de­rick był Ame­ry­ka­ni­nem i uro­dził się w Nowym Jorku, matka Clara przy­szła na świat w Dubli­nie. Ojciec Clary pocho­dził z nie­miec­kiej rodziny, a jej angiel­ska matka podró­żo­wała po świe­cie jako żona woj­sko­wego.

Twórcą rodzin­nej for­tuny był ame­ry­kań­ski dzia­dek Aga­thy ze strony ojca, przed­się­biorca Natha­niel Alvah Mil­ler z Mas­sa­chu­setts. Doszedł do wszyst­kiego sam. Począt­kowo zaj­mo­wał się obno­śną sprze­dażą sztuć­ców, póź­niej był pra­cow­ni­kiem biu­ro­wym. Jego żona, nazy­wana Mar­thą, a cza­sem Mine­rvą, była córką rzeź­nika. Wynaj­mo­wali miesz­ka­nie na Lower East Side. Natha­niel miał talent do robie­nia pie­nię­dzy. Awan­so­wał z pozy­cji niskiego rangą pra­cow­nika na part­nera wiel­kiej hur­towni Cla­flin, Mel­lon & Com­pany (Aga­tha czę­sto błęd­nie zapi­sy­wała to jako "Cha­flin"). Była to dyna­miczna firma zlo­ka­li­zo­wana na Broad­wayu.

Syn Mil­le­rów Fre­de­rick uro­dził się 11 paź­dzier­nika 1846 roku. Kiedy miał zale­d­wie pięć lat, jego matka umarła na suchoty. Od tam­tej pory Natha­niel sta­wał się coraz bar­dziej euro­pej­ski. Wysłał Fre­de­ricka do szkoły w Szwaj­ca­rii, wybór wyra­fi­no­wany, i czę­sto odby­wał ośmio­dniowy rejs parow­cem do Man­che­steru, by kupo­wać maszyny do szy­cia, które wysy­łał do Ame­ryki. W 1861 roku firma Cla­flin, Mel­lon & Com­pany otwo­rzyła nowy repre­zen­ta­cyjny dom han­dlowy na Man­hat­ta­nie, w któ­rym klien­tów obsłu­gi­wało sied­miu­set sprze­daw­ców. Kiedy Natha­niel zło­żył poda­nie o uzna­nie go za natu­ra­li­zo­wa­nego oby­wa­tela Wiel­kiej Bry­ta­nii, na liście reko­men­du­ją­cych go przy­ja­ciół zna­leźli się kupcy i ban­kie­rzy18.

W Anglii Natha­niel oże­nił się po raz drugi. Jego drugą żoną została Mar­ga­ret West. Ta cio­cia-bab­cia, maco­cha Fre­de­ricka, wpro­wa­dziła swoją sio­strze­nicę Clarę do rodziny Mil­le­rów.

Dora­sta­jąc, Fre­de­rick spę­dzał dużo czasu z Clarą i typowe dla niego było to, że kiedy przy­szło do mał­żeń­stwa, nie zadał sobie trudu, by szu­kać żony gdzieś daleko. "Bar­dzo zgodny męż­czy­zna" - tak cha­rak­te­ry­zo­wała go córka, choć nie­za­prze­czal­nie był też leniwy. "Według współ­cze­snych stan­dar­dów" - przy­znaje Aga­tha, jej ojciec "przy­pusz­czal­nie nie spo­tkałby się z apro­batą ... jeśli mia­łeś nie­za­leżny dochód, nie musia­łeś pra­co­wać. Nie ocze­ki­wano tego po tobie. Mocno podej­rze­wam, że mój ojciec i tak nie byłby szcze­gól­nie dobry w żad­nej pracy".

Fre­de­rick był bar­dzo uza­leż­niony od zaku­pów, acz­kol­wiek jak sam stwier­dził, jego naj­bar­dziej ulu­bio­nym zaję­ciem było "nic­nie­ro­bie­nie". Tak brzmiała jedna z odpo­wie­dzi, któ­rej udzie­lił w kwe­stio­na­riu­szu, jakie cała rodzina lubiła od czasu do czasu wypeł­niać. Naj­dłuż­sza i naj­bar­dziej emo­cjo­nalna odpo­wiedź doty­czyła ulu­bio­nego jedze­nia: "Bef­sztyki, kotlety, jabłka w cie­ście, brzo­skwi­nie, jabłka. Wszyst­kie rodzaje orze­chów. Wię­cej brzo­skwiń. Wię­cej orze­chów, irlandzki gulasz. Pud­ding Roly Poly".

Zgodny i leniwy Fre­de­rick zawarł zwią­zek mał­żeń­ski w wieku trzy­dzie­stu jeden lat w kwiet­niu 1878 roku w kościele w Not­ting Hill. Dwu­dzie­stocz­te­ro­let­nia panna młoda, Clara, o wiele mniej leniwa i raczej nie tak zgodna jak mąż, miała na sobie zapi­naną na guziki sztywną suk­nię z kre­mo­wego ada­maszku ze zdo­bio­nym per­łami paskiem cia­sno ota­cza­ją­cym talię19.

Cho­ciaż młoda para zasad­ni­czo miała miesz­kać w Anglii, Fre­de­rick na­dal czę­sto odwie­dzał Ame­rykę. Wymie­niono go w New York Social Regi­ster, gdzie był jed­nym z nie­licz­nych dys­po­nu­ją­cych nowymi pie­niędzmi. Pomimo kariery jego ojca, jak wyja­śniali przy­ja­ciele Fre­de­ricka, on sam "ni­gdy nie pro­wa­dził inte­re­sów" oraz "przyj­mo­wano go w każ­dym domu nowo­jor­skiej socjety"20.

Fre­de­rick i Clara zde­cy­do­wali się jed­nak zało­żyć dom w wygod­nym, cenio­nym w towa­rzy­stwie nad­mor­skim kuror­cie Torquay. Fre­de­rick, który zawsze uwiel­biał człon­ko­stwo róż­nych towa­rzystw, wstą­pił do Yacht Clubu oraz noto­wał wyniki meczów Torquay Cric­ket Club. ("Byłam nie­zwy­kle dumna, że pozwo­lono mi poma­gać i trak­to­wa­łam to bar­dzo poważ­nie" - wspo­mi­nała Aga­tha)21.

W latach dzie­więć­dzie­sią­tych XIX wieku Torquay znane było głów­nie jako dobre miej­sce na spę­dze­nie łagod­nej zimy. Pierw­sze dziecko Fre­de­ricka i Clary uro­dziło się w wynaj­mo­wa­nym domu 9 stycz­nia 1879 roku. Oczy­wi­ście dziew­czynka dostała na imię Mar­ga­ret po cioci-babci, ale znana była głów­nie jako Madge.

W czerwcu następ­nego roku pod­czas wizyty w Ame­ryce Clara uro­dziła syna Louisa Mon­tanta, czyli Monty'ego. Rodzina posta­no­wiła osie­dlić się tam na stałe, wró­ciła więc do Torquay, by poza­ła­twiać sprawy. Fre­de­rick sam poje­chał do Nowego Jorku i wtedy to willa Ash­field wpa­dła Cla­rze w oko. Dom miał sześć sypialni oraz był przy­łą­czony do kana­li­za­cji miej­skiej, ale jego praw­dziwą atrak­cję sta­no­wił ogród z "wielką cie­plar­nią, stor­czy­kar­nią, papro­ciar­nią, sadem z róż­nymi gatun­kami drzew owo­co­wych, traw­ni­kiem oraz warzyw­ni­kiem"22.

Tak oto Clara posta­no­wiła, że prze­pro­wadzki do Ame­ryki nie będzie. Nie nale­żała do kobiet, które łatwo prze­ko­nać do zmiany raz pod­ję­tej decy­zji. Ubie­rała się teatral­nie: odzna­czała się "ele­gan­cją i god­no­ścią... w dłu­giej czar­nej sukni z powiew­nej krepy... wcho­dziła do domu z wysoko pod­nie­sioną głową"23. Miała inte­lek­tu­alne gusta: podzi­wiała Ten­ny­sona, Land­se­era, Men­dels­sohna oraz "pannę Nigh­tin­gale". Ale była tylko czło­wie­kiem. Przy­zna­wała się do sła­bo­ści do "lodów" i "ame­ry­kań­skiego napoju orzeź­wia­ją­cego"24.

Pomimo sil­nych namięt­no­ści Clara Mar­ga­ret Boeh­mer w rze­czy­wi­sto­ści łak­nęła sta­bi­li­za­cji. Była córką ofi­cera Frie­dri­cha Boeh­mera uro­dzo­nego na Mar­ty­nice, któ­rego ojciec był Niem­cem, a matka Angielką imie­niem Polly. Para miała pię­cioro dzieci, czte­rech synów i córkę Clarę, która przy­szła na świat, kiedy Frie­drich słu­żył w Dubli­nie25.

Po przej­ściu na eme­ry­turę Frie­drich zabrał rodzinę na wyspę Jer­sey, gdzie zmarł. Według Aga­thy zabił go upa­dek z konia, według bar­dziej pro­za­icz­nego świa­dec­twa zamiesz­czo­nego w księ­dze para­fial­nej umarł na zapa­le­nie oskrzeli.

Polly zmu­szona była wycho­wać z woj­sko­wej eme­ry­tury pię­cioro dzieci, któ­rym gro­ziła utrata i tak już nie­pew­nego sta­tusu klasy śred­niej. Wysłała więc dzie­wię­cio­let­nią Clarę do swo­jej sio­stry Mar­ga­ret ("cioci-babci"), która szy­ko­wała się do ślubu z boga­tym ame­ry­kań­skim biz­nes­me­nem. Clara ni­gdy nie potra­fiła zapo­mnieć, że matka ją oddała. Przez całe życie doma­gała się uwagi i miło­ści, miała też skłon­ność do "dopro­wa­dza­nia się do strasz­nych sta­nów". Aga­tha uwa­żała, że matka jest "nie­śmiała i żało­śnie nie­pewna sie­bie".

Życie Clary jako "ubo­giej krew­nej" Mil­le­rów wywo­łało u niej brak poczu­cia bez­pie­czeń­stwa, acz­kol­wiek nowe bada­nia dowo­dzą, że w jej rodzi­nie ist­niała skłon­ność do cho­rób psy­chicz­nych26. Star­szy brat Clary Fre­de­rick się zastrze­lił, kuzynka w pierw­szej linii Amy Boeh­mer uto­piła się, podob­nie jak kuzynka w dru­giej linii. Cio­teczny dzia­dek Clary umarł w przy­tułku dla psy­chicz­nie cho­rych, a cio­teczna babka spę­dziła w takim przy­tułku część 1850 roku. Kuzyn w dru­giej linii umarł na "manię" w przy­tułku w 1880 roku, sio­stra tego kuzyna tra­fiła szpi­tala dla psy­chicz­nie cho­rych w 1891 roku. Inny kuzyn w dru­giej linii był alko­ho­li­kiem ska­za­nym za bicie żony.

To bez zna­cze­nia, czy wszyst­kie te sprawy się łączą. Nale­żały do opo­wie­ści, które w wik­to­riań­skich rodzi­nach wywo­ły­wały strach i wstyd. Obłęd (tak wów­czas mówiono) w rodzi­nie matki będzie nawie­dzał twór­czość Aga­thy. Boha­terka jej wcze­snego opo­wia­da­nia o pięk­nym domu ma matkę, która umarła w przy­tułku:

Wiesz, w tej rodzi­nie jest obłęd. Dzia­dek się zastrze­lił, sio­stra... rzu­ciła się z okna... a matka Alle­gry spę­dziła pewien czas w tym domu. Nie była tylko, no wiesz, dziwna, ale kom­plet­nie sza­lona! Obłęd to straszna rzecz27.

Pomimo iż nadejdą kło­poty, we wszyst­kich oca­la­łych mate­ria­łach doty­czą­cych dłu­giego i szczę­śli­wego mał­żeń­stwa z Fre­de­ric­kiem nie ma u Clary ani szczypty nie­za­do­wo­le­nia. Począw­szy od dzie­sią­tego roku życia, ni­gdy nawet nie spoj­rzała na innego męż­czy­znę. Należy tu jed­nak dodać, że uwiel­bie­nie Clary do męża było wbu­do­wane w wik­to­riań­ski kon­trakt mał­żeń­ski.

Sama Clara była pierw­szym wzo­rem pisarki dla Aga­thy, two­rzyła bowiem opo­wia­da­nia i wier­sze. Zwłasz­cza poezja rzuca szcze­gólne wik­to­riań­skie świa­tło na to, jak oboje z Fre­de­ric­kiem postrze­gali swoje mał­żeń­stwo. Clara widziała sie­bie jako w grun­cie rze­czy zależną:

Boże w Nie­bio­sach wysłu­chaj mnie Wysłu­chaj mej szep­ta­nej prośby Uczyń mnie godną, lecz także pokorną By dzie­lić jego miłość i życie.

Fre­de­rick w odpo­wie­dzi ujaw­nia, że żona to "Anioł Domu", i jest to kla­syczna wik­to­riań­ska kon­cep­cja kobiety spo­koj­nej, cno­tli­wej, doma­torki, będą­cej moral­nym cen­trum domu:

Serce me jest szczere i czułe Wypeł­nione miło­ścią do uko­cha­nej żony Ona bowiem jest mym anio­łem o bia­łej duszy Jest droż­sza mi nad życie Ona jedna ma moc kie­ro­wa­nia mnie Z ciem­no­ści w świa­tło28.

Tych dwoje ze swoim nie­na­ru­szal­nym związ­kiem spra­wiło, że Aga­tha czuła się głę­boko kochana przez pierw­szą dekadę życia. Zwłasz­cza z Clarą dzie­liła wyjąt­kowy język myśli, "intu­icyjne zro­zu­mie­nie sytu­acji ukry­tych przed wzro­kiem zwy­czaj­nych śmier­tel­ni­ków"29.

Rozdział 3. Coś w domu

3

Coś w domu

Spa­ce­ru­jąc po ogro­dzie w syl­we­strowy wie­czór 1892 roku, Fre­de­rick Mil­ler zauwa­żył, że rury dopro­wa­dza­jące gorącą wodę do cie­plarni są zimne. Dziwna sprawa. Zasko­cze­nie kazało mu ruszyć na poszu­ki­wa­nie "skru­pu­lat­nego i pra­co­wi­tego" ogrod­nika Wil­liama Henry'ego Cal­li­cotta, któ­rego zatrud­niał od trzech lat.

Nie­ła­two było go zna­leźć. Fre­de­rick nie rezy­gno­wał i w końcu otwo­rzył wrota nie­uży­wa­nej stajni.

Poszu­ki­wany był tutaj; mar­twy wisiał na sznu­rze.

W Ash­field był tele­fon, dla­tego Fre­de­rick od razu mógł wezwać poli­cję. Oka­zało się, że Cal­li­cot nie wziął udziału w przy­ję­ciu świą­tecz­nym z resztą służby, jako powód poda­jąc cho­robę swo­jej córeczki. W rze­czy­wi­sto­ści ogrod­nik mar­twił się, że cho­ruje na serce, i podej­rze­wano, że ten strach był powo­dem, dla któ­rego ode­brał sobie życie30.

Trop w postaci zim­nych rur oraz odkry­cie zwłok brzmi jak począ­tek kry­mi­nału Aga­thy Chri­stie. I rze­czy­wi­ście zda­rze­nie to poja­wia się w jed­nej z jej powie­ści oby­cza­jo­wych, na poły auto­bio­gra­ficz­nym Nie­do­koń­czo­nym por­tre­cie. Jest to jedna z wielu ksią­żek Aga­thy przed­sta­wia­ją­cych dom jako miej­sce rów­no­cze­śnie cudowne i zło­wro­gie.

W dzie­ciń­stwie Aga­tha przy­swo­iła sobie bar­dzo wik­to­riań­skie poczu­cie, że dom sta­nowi cen­trum życia.

Póź­niej pisała o boga­tych, głę­bo­kich dozna­niach, jakich doświad­czała w zamknię­tym świe­cie Ash­field, w któ­rym potężną posta­cią była kucharka Jane Rowe. Aga­tha kochała kuch­nię Jane. Jedze­nie w Ash­field ni­gdy nie mogło być zbyt obfite ani zbyt bogate, a Aga­tha nazy­wała sie­bie "łakomą dziew­czynką", któ­rej "ulu­bio­nym pro­duk­tem była, jest i praw­do­po­dob­nie będzie śmie­tana". Zwrot "dodać pół pinty śmie­tany" poja­wia się raz po raz w książce z prze­pi­sami, pro­wa­dzo­nej przez Clarę dla córki, by mogła wyko­rzy­stać je w przy­szło­ści, i są to naj­róż­niej­sze potrawy, od kur­czaka w sosie do "chiń­skiego ryżu"31.

Spis lud­no­ści z 1891 roku ujaw­nia nazwi­ska reszty sta­łych towa­rzy­szek Aga­thy z dzie­ciń­stwa: słu­żą­cych. Sie­dem­dzie­siąt lat póź­niej opi­sała je szcze­gó­łowo w auto­bio­gra­fii: nie tylko Jane Rowe, ale też poko­jówkę Jane Ratc­liffe, słu­żącą Char­lotte Fro­ude, a przede wszyst­kim nia­nię Susan Lewis. Aga­tha nale­żała do klasy, która nie potra­fiła sobie wyobra­zić życia bez służby. Kie­dyś pod­słu­chano, jak mówi do Susan: "Jak doro­snę, nia­niu, zbu­du­jemy mały domek w ogro­dzie Ash­field i we dwie zawsze będziemy tam miesz­kały"32.

Ash­field zapew­niało obfi­tość jedze­nia i głę­bo­kie kobiece rela­cje, ale też gwa­ran­to­wało nie­zwy­kłe dozna­nia wizu­alne. Foto­gra­fie poka­zują, że dom był prze­peł­niony, nie­mal pękał od rze­czy. Wiele z nich w swoim cza­sie trafi do póź­niej­szego domu Aga­thy, posia­dło­ści o nazwie Gre­en­way w Devo­nie. W latach dzie­więć­dzie­sią­tych XX wieku prze­bu­do­wano tam sypial­nię na pię­trze na łazienkę. W szafce na ręcz­niki znaj­dują się sta­ran­nie ska­ta­lo­go­wane, wypeł­nione papie­rami pudełka w kształ­cie ksią­żek, zawie­ra­jące dowody na kom­pul­sywne nawyki zaku­powe Fre­de­ricka.

Po otwar­ciu pudełka ujaw­niają rachunki za dwa meda­liony Wedge­wo­oda, "dwie orien­talne miski" oraz "osiem figu­rek ze ste­atytu na pod­sta­wie". Fre­de­rick nie potra­fił się oprzeć skle­pom han­dlu­ją­cym "dzie­łami sztuki, rzadką por­ce­laną, antycz­nymi brą­zami i wszel­kimi przed­mio­tami dosko­na­łej jako­ści". Dla sie­bie i Clary kupił pier­ścio­nek z ame­ty­stem, sto­jak na para­sole, dwie karafki z rżnię­tego szkła, pięć ele­ganc­kich maho­nio­wych krze­seł chip­pen­dale obi­ja­nych ręcz­nie wyszy­waną tka­niną oraz osiem­na­ście par dese­ro­wych widel­czy­ków ze sre­bra i masy per­ło­wej w szka­tule33.

Fre­de­rick musiał roz­bu­do­wać dom, by to wszystko pomie­ścić, i dodał także salę balową na sto dwa­dzie­ścioro tan­ce­rzy34. Poza tym uwiel­biał wie­szać na ścia­nach obrazy olejne tak bli­sko sie­bie, jak to było moż­liwe.

Aga­tha naśla­do­wała ojca, także sta­jąc się panią swego domu, acz na małą skalę. Swoje kie­szon­kowe wyko­rzy­sty­wała na zakup mebel­ków do domku dla lalek:

Były tam toa­letki z lustrami, okrą­głe stoły jadal­niane na wysoki połysk oraz okropne meble do jadalni z poma­rań­czo­wym bro­ka­to­wym obi­ciem... wkrótce mój domek dla lalek wyglą­dał bar­dziej na skład z meblami.

Na sta­rość uświa­do­miła sobie, że wła­śnie wtedy zostały zasiane ziarna tej trwa­ją­cej całe życie pasji. Pisała:

Póź­niej zawsze bawi­łam się domami, mia­łam ich bez liku, kupo­wa­łam je, wymie­nia­łam na inne, meblo­wa­łam, deko­ro­wa­łam, prze­bu­do­wy­wa­łam. Domy! Niech Bóg bło­go­sławi domy!

Aga­tha zoba­czyła wię­cej mrocz­nych, osza­ła­mia­ją­cych wnętrz poko­le­nia jej dziad­ków, kiedy zamiesz­kała z cio­cią-bab­cią w jej domu w Ealing. Cra­ven Gar­dens numer 9 był domem w rzę­dzie solid­nych takich samych willi, poło­żo­nych bli­sko sta­cji kole­jo­wej.

Cio­cia-bab­cia ze swo­imi zde­cy­do­wa­nymi poglą­dami i sła­bo­ścią do "wiśniówki" sta­no­wiła cen­tralną postać w dzie­ciń­stwie Aga­thy. Twier­dziła, że "dosko­nale się zna na ludz­kich cha­rak­te­rach"; w przy­szło­ści Aga­tha po czę­ści obda­rzy pannę Mar­ple tym wni­kli­wym, rozu­mie­ją­cym bły­skiem obec­nym w oczach cioci-babci35.

Cio­cia-bab­cia posia­dła głę­boką wie­dzę o tym, czego ludzie, zwłasz­cza męż­czyźni, "naprawdę" chcą. Wyobra­żamy sobie Aga­thę myślącą o niej, kiedy panna Mar­ple dys­kret­nie podaje whi­sky, mru­cząc przy tym, że dżen­tel­me­nom "potrzeba cze­goś moc­niej­szego niż her­bata"36. Cio­cia-bab­cia uwa­żała także, iż "każda kobieta powinna zawsze mieć przy sobie 50 fun­tów w pię­cio­fun­to­wych bank­no­tach na wypa­dek tego, co nazy­wała sytu­acjami nagłymi"; słowa te wypo­wiada ciotka w powie­ści Chri­stie napi­sa­nej dopiero w 1968 roku37.

Pod­czas wizyt w tym maje­sta­tycz­nym świe­cie z połowy epoki wik­to­riań­skiej młodą Aga­thę zachwy­ciła wspa­niała ubi­ka­cja cioci-babci z "cudow­nie wiel­kim sede­sem... czło­wiek czuł się na nim zupeł­nie jak kró­lowa na tro­nie". W przy­tłu­mio­nym świe­tle salonu cio­cia-bab­cia pro­wa­dziła życie sta­cjo­narne, poru­sza­jąc się tylko po to, by otwo­rzyć spi­żarkę i wydać "fran­cu­skie śliwki, wiśnie, arcy­dzię­giel, opa­ko­wa­nia rodzy­nek i porze­czek, funty masła i torebki cukru". Z wie­kiem rosła jej pasja do gro­ma­dze­nia rze­czy. Aga­tha stop­niowo postrze­gała sta­rze­jącą się Mar­ga­ret Mil­ler już nie jako uko­chaną i wszech­mocną, ale jako uko­chaną i kru­chą. Nawet wspa­niała spi­żarka nie zdo­łała ura­to­wać cioci-babci od nad­cho­dzą­cej śmierci.

Życie w Ash­field oraz w Cra­ven Gar­dens zale­żało od pracy służby. Czy­ta­jąc na nowo w latach sześć­dzie­sią­tych swoje wcze­sne powie­ści, Aga­tha była zdu­miona "mno­go­ścią służby krą­żą­cej po domu"38. W dzie­ciń­stwie uwa­żała to za oczy­wi­ste, z cza­sem zaczęła badać branżę służby domo­wej. Uwa­żała, że kobiety z jej rodziny "kazały słu­żą­cym ura­biać sobie ręce po łok­cie, ale dobrze się nimi opie­ko­wały, kiedy któ­raś z nich zacho­ro­wała. Jeśli dziew­czyna spo­dzie­wała się nie­ślub­nego dziecka, bab­cia pytała odpo­wie­dzial­nego za to mło­dego czło­wieka: "Hmm, zamie­rzasz postą­pić jak trzeba wobec Har­riet?""39. Jej zda­niem obie strony wkła­dały wiele wysił­ków w tę rela­cję: sta­tus słu­żą­cych pod­no­siło to, że pra­co­wali u "dobrej" pani.

Ale to tylko jedna strona tej histo­rii. Aga­tha w grun­cie rze­czy zupeł­nie nie zda­wała sobie sprawy z upo­ko­rzeń doświad­cza­nych przez ludzi zatrud­nio­nych w domach i jed­nym z zarzu­tów czę­sto kie­ro­wa­nych wobec niej jako pisarki jest brak huma­ni­tar­nego podej­ścia do służby domo­wej. Widać to w powie­ściach takich jak Zło czai się wszę­dzie, gdzie per­so­nel hote­lowy zostaje uwol­niony od podej­rzeń wyłącz­nie z powodu przy­na­leż­no­ści do niż­szej klasy spo­łecz­nej. Ale Aga­tha także bawi się uprze­dze­niami i biada czy­tel­ni­kowi, który zakłada, że w powie­ści Chri­stie słu­żący "nie mógł tego zro­bić". Aga­tha pisarka nie pogar­dza słu­żącymi. Inte­re­suje się nimi i ich zmie­nia­ją­cym się sta­tu­sem, a nie­kiedy w swo­ich utwo­rach zatrzy­muje się, by przyj­rzeć się ich egzy­sten­cji.

Cho­ciaż w Ealing pro­wa­dzono głów­nie sie­dzący tryb życia, dzie­ciń­stwo Aga­thy w Torquay było zdrowe i pełne zaska­ku­ją­cej ilo­ści ćwi­czeń fizycz­nych. Czę­sto pły­wała i w wodzie czuła się pew­nie. Na molo można było cie­szyć się jazdą na wrot­kach oraz na kucy­kach do wyna­ję­cia - Torquay dys­po­no­wało wie­loma atrak­cjami dla dzieci i mło­dzieży. Od lat sześć­dzie­sią­tych XIX wieku kurort pysz­nił się hote­lem Impe­rial, pierw­szym pię­cio­gwiazd­ko­wym hote­lem poza Lon­dy­nem, który pojawi się w powie­ściach Samotny dom (1932) oraz Noc w biblio­tece (1942). W 1880 roku zbu­do­wano Grand Hotel dla gości przy­by­wa­ją­cych na pobli­ską sta­cję Great Western Rail­way.

Jed­nakże pomimo łatwego życia Aga­thy w mie­ście prze­zna­czo­nym dla przy­jem­no­ści było coś nie­ocze­ki­wa­nie mrocz­nego w jej poglą­dach na świat.

We wcze­snym utwo­rze, z któ­rym już się spo­tka­li­śmy, The House of Beauty, poja­wia się zaczą­tek pomy­słu prze­wi­ja­ją­cego się przez całą jej twór­czość: że w domu czai się zło. W nie­spo­koj­nej, gęstej atmos­fe­rze nar­ra­tor wyobraża sobie, że tra­fił na ide­alny dom, dopiero potem dociera do niego, że mieszka w nim nik­czem­ność:

Ni­gdy we wszyst­kich jego marze­niach Dom nie wydał się pięk­niej­szy czy wspa­nial­szy niż tego wie­czoru [...] ktoś zbli­żał się do okna...

Nie spał! Na­dal dygo­tał z prze­ra­że­nia, z nie­wy­po­wie­dzia­nej ohydy tej Rze­czy... Rze­czy, która pode­szła do okna i spoj­rzała na niego zło­wrogo... była to bowiem Rzecz cał­ko­wi­cie i na wskroś straszna, Rzecz tak zła, tak wstrętna, że na samo wspo­mnie­nie robiło mu się nie­do­brze.

Już tutaj to jest: prze­ko­na­nie Aga­thy, że nawet serce szczę­śli­wego domu może toczyć rak zła.

Idea ta poja­wia się raz po raz, także w ostat­niej opu­bli­ko­wa­nej powie­ści z panną Mar­ple, w któ­rej boha­terka imie­niem Gwenda odkrywa zagi­nione drzwi. "Zupeł­nie nie­ocze­ki­wa­nie poczuła maleńki dreszcz nie­po­koju". Powo­dem jest to, że odkry­cie tajem­ni­czych drzwi dopro­wa­dzi do ujaw­nie­nia wypar­tego wspo­mnie­nia z dzie­ciń­stwa o mor­der­stwie, któ­rego była świad­kiem. Nagle Gwenda uświa­da­mia sobie, że jej dom nie jest bez­pieczny: "dom ją prze­ra­żał"40.

Pomysł, że domy czy nawet osoby mogą w jed­nej chwili zmie­nić się ze zna­jo­mych i przy­ja­ciel­skich w złe i nik­czemne, był dla Aga­thy bli­ski, poja­wia się bowiem w jej dzie­cię­cym kosz­ma­rze o Uzbro­jo­nym Ban­dy­cie.

Uzbro­jony Ban­dyta był ważną i prze­ra­ża­jącą wyobra­żoną posta­cią. Aga­tha opi­suje go w auto­bio­gra­fii, a także w auto­bio­gra­ficz­nej powie­ści Nie­do­koń­czony por­tret, w któ­rej zda­niem osoby bli­skiej Aga­cie "widzimy wiele intym­nych prze­bły­sków od naj­wcze­śniej­szego dzie­ciń­stwa do początku wieku śred­niego"41. Uzbro­jony Ban­dyta, cza­sami w osiem­na­sto­wiecz­nym stroju, cza­sami bez ręki, nagle poja­wia się w środku zwy­kłego dnia. Bywa też, że wciela się w inną osobę.

Unio­słaś wzrok na twarz mamusi - oczy­wi­ście to była mamu­sia - a potem dostrze­głaś jasno­nie­bie­skie, sta­lowe oczy, a z rękawa sukienki mamusi - och, jakie to straszne! - wyło­nił się prze­ra­ża­jący kikut. To nie była mamu­sia - to był Uzbro­jony Ban­dyta...42

Groza pukała do drzwi pokoju dzie­cię­cego także na inne spo­soby. Madge, sio­stra Aga­thy, była uta­len­to­waną aktorką. Na prośbę Aga­thy cza­sami przyj­mo­wała swoje straszne alter ego, wcie­la­jąc się w "Star­szą Sio­strę". Wyglą­dała dokład­nie jak Madge, ale miała inny, prze­ra­ża­jący "ole­isty" głos. Mówiła: "Wiesz, kim jestem, prawda, skar­bie? Jestem twoją sio­strą Madge. Chyba nie myślisz, że jestem kimś innym?".

Dla Aga­thy "Uzbro­jony Ban­dyta" i "Star­sza Sio­stra" to wyima­gi­no­wane wcie­le­nia, w któ­rych matka i sio­stra stają się obce i straszne. Te dzie­cięce fan­ta­zje są ważne, ponie­waż ilu­strują to, co będzie szcze­gól­nie nowo­cze­sne w kry­mi­nal­nych powie­ściach Aga­thy. W powie­ściach z Sher­loc­kiem Hol­me­sem na przy­kład prze­stępca czę­sto znaj­duje się daleko od spo­łecz­nego kręgu ofiary. U Aga­thy Chri­stie mor­dercą czę­sto jest zaufany czło­nek rodziny43.

Aga­tha była prze­ko­nana, że Madge to naprawdę jest Madge, a jed­nak w jej umysł wkra­dała się wąt­pli­wość: "ten głos - te prze­bie­głe, patrzące z ukosa oczy... Odczu­wa­łam nie­opi­sane prze­ra­że­nie". Możemy zoba­czyć, jak wyko­rzy­stuje swój strach do opi­sa­nia wypadku w The House of Beauty. Boha­terka:

kuliła się na sofie w dziw­nej pozie... Wolno pod­nio­sła głowę, patrzyła na niego... Zatrzy­mał się spa­ra­li­żo­wany. W jej oczach bowiem był wyraz, który znał. To było spoj­rze­nie Cze­goś w domu44.

Praw­dzi­wym brud­nym sekre­tem w Ash­field, "Czymś w domu" cza­ją­cym się za dostat­nim życiem Mil­le­rów, było jed­nak to, że rodzi­nie zaczy­nało bra­ko­wać pie­nię­dzy.

Rozdział 4. Zrujnowani

4

Zruj­no­wani

Aga­tha nie była dość duża, by rozu­mieć, co się dzieje, kiedy roz­po­częły się pro­blemy finan­sowe Mil­le­rów.

Pod koniec lat dzie­więć­dzie­sią­tych XIX wieku pod­słu­chała, jak rodzice oma­wiają male­jące dochody z rodzin­nych inwe­sty­cji. Brzmiało to zna­jomo: takie rze­czy zda­rzały się czę­sto rodzi­nom w książ­kach, które czy­tała. Z prze­ko­na­niem oznaj­miła guwer­nantce, że Mil­le­ro­wie są zruj­no­wani. Kara nastą­piła bły­ska­wicz­nie.

- Doprawdy, Aga­tho - powie­działa matka, zła zarówno z powodu nie­dy­skre­cji, jak i braku dokład­no­ści. - Nie jeste­śmy zruj­no­wani. Po pro­stu na razie źle się nam wie­dzie i będziemy musieli oszczę­dzać. - Nie jeste­śmy zruj­no­wani? - zapy­ta­łam głę­boko roz­cza­ro­wana. - Nie - odrze­kła sta­now­czo matka45.

Ale Mil­le­ro­wie nie musieli cze­kać długo na to, by słowo "zruj­no­wani" pra­wo­moc­nie odno­siło się do ich poło­że­nia.

Dzia­dek Aga­thy Natha­niel wzbo­ga­cił się dzięki przed­się­bior­stwu Cla­flin, Mel­lon & Com­pany, póź­niej H.B. Cla­flin. For­tunę zain­we­sto­wał czę­ściowo w tę firmę, czę­ściowo w nie­ru­cho­mo­ści. Jed­nakże wraz z upły­wem czasu Fre­de­rick prze­ko­nał się, że dochód jego rodziny w spo­sób nie­wy­tłu­ma­czalny maleje. W 1901 roku jeden z człon­ków zarządu rodzin­nego fun­du­szu pró­bo­wał zastrze­lić się w hote­lo­wym pokoju. Mil­le­ro­wie zin­ter­pre­to­wali to jako wyrzuty sumie­nia wywo­łane złym zarzą­dza­niem finan­sami46. Z pew­no­ścią w póź­niej­szych latach wyobraź­nia Aga­thy wyko­rzy­sta pomysł nie­uczci­wego członka zarządu, by stwo­rzyć postać Andrew Pen­ning­tona, który zde­frau­do­wał for­tunę mło­dej damy w Śmierci na Nilu.

Mimo to w natu­rze Fre­de­ricka nie leżało ogra­ni­cza­nie się czy oszczę­dza­nie. Pięć lat wcze­śniej z wiel­kimi fan­fa­rami wpro­wa­dził star­szą córkę Madge do towa­rzy­stwa, zabie­ra­jąc ją do Nowego Jorku na sam koniec pozła­ca­nego wieku tego mia­sta. W sie­dem­na­ste uro­dziny Madge towa­rzy­szył jej na balu w hotelu Wal­dorf przy Pią­tej Alei. Tam razem z sze­ściu­set innymi gośćmi Madge została przy­jęta przez kró­lową nowo­jor­skiej socjety Caro­line Astor47.

Po czte­rech mie­sią­cach w Nowym Jorku Fre­de­rick i Madge popły­nęli do domu z trzy­na­stoma kuframi. Rzecz jed­nak w tym, że Fre­de­rick nie umiał zna­leźć związku pomię­dzy tego rodzaju wypra­wami a pomniej­sza­ją­cym się mająt­kiem. "Był zdez­o­rien­to­wany i przy­gnę­biony - pisała Aga­tha - lecz nie będąc biz­nes­me­nem, nie wie­dział, co w tej sytu­acji począć". W końcu Fre­de­rick został zmu­szony do dra­stycz­nego kroku. Wyna­jął Ash­field najem­com, rodzinę zaś zabrał do Fran­cji, gdzie miesz­kali w róż­nych hote­lach. Spę­dzili rok na wędrów­kach z Pau na połu­dniu do Paryża, potem do Dinard na pół­nocy, wresz­cie na wyspę Guern­sey. Aga­tha zapa­mię­tała, że miała wtedy sześć lat, w rze­czy­wi­sto­ści miała lat dzie­więć48.

Jed­nakże nawet wtedy Fre­de­rick i Clara nie pojęli do końca ducha eko­no­mii. Aga­tha zano­to­wała długą listę bagażu: mat­czyne "solidne kufry, jedna albo dwie torby podróżne typu Glad­stone, dwa ogromne kwa­dra­towe pudła na kape­lu­sze, szka­tułki z biżu­te­rią, małe torby podróżne, pudła na ubra­nia. Nic ni­gdy nie było wypchane ani ści­śnięte, użyto mnó­stwa bibu­łek". Wszyst­kie te kufry i walizy wią­zały się z wyso­kimi rachun­kami za nad­mia­rowy bagaż. Fre­de­rick mówił: "Doprawdy, opłaty w tych fran­cu­skich kole­jach są hor­ren­dal­nie zawy­żone". A Clara wzdy­chała: "Prze­cież tak nie­wiele wzię­li­śmy"49.

Kiedy wró­cili do Torquay, pie­nię­dzy było tak mało, że Fre­de­rick roz­wa­żał pod­ję­cie pracy - co nie zna­czy, że miał do jakiejś kwa­li­fi­ka­cje. A co gor­sza, stres wywo­łał cho­robę. Cho­ciaż rodzice sta­rali się chro­nić Aga­thę przed prawdą, rozu­miała, że zmar­twie­nia odbi­jają się na ojcow­skim zdro­wiu.

Po spek­ta­ku­lar­nym nowo­jor­skim debiu­cie Madge cie­szyła się oży­wio­nym życiem towa­rzy­skim, ale kolej­nym pro­ble­mem Fre­de­ricka był syn. Monty, pupil ojca, był jak on powolny i leniwy. Jego ulu­bio­nym zaję­ciem było "flir­to­wa­nie", a główną cechą cha­rak­te­ry­styczną "mówie­nie slan­giem i ataki zło­ści"50. "Nie­na­wi­dzę pracy wszel­kiego rodzaju" - twier­dził Monty51. Po wyjeź­dzie do Har­row w grun­cie rze­czy znik­nął z życia Aga­thy. Ale wyrzu­cili go nawet z Har­row, szkoły nie­cie­szą­cej się wyso­kim pozio­mem naucza­nia. Jego jedyną praw­dziwą pasją było dłu­ba­nie przy łodziach, dla­tego rodzice zna­leźli mu pracę w stoczni. Wybuch wojny bur­skiej w końcu nadał jego życiu kie­ru­nek. W 1900 roku wstą­pił do woj­ska.

W następ­nym roku Fre­de­rick zaczął poważ­niej mar­twić się o swoje zdro­wie. Cier­piał na coś, co wyglą­dało na powta­rza­jące się ataki serca, i do wrze­śnia było ich dwa­dzie­ścia osiem. "Krótki ostry atak", "ciężki atak", "bar­dzo ciężki atak" - tak brzmią jego zapi­ski. Doło­żył też wiel­kich sta­rań, by stra­cić na wadze, odno­to­wu­jąc postęp w postaci zej­ścia z osiem­dzie­się­ciu dzie­wię­ciu do osiem­dzie­się­ciu dwóch kilo­gra­mów. Ale ataki się nasi­lały.

Wizyta u lon­dyń­skiego spe­cja­li­sty uspo­ko­iła Fre­de­ricka. "Moja kochana Claro" - tak roz­po­czął list do domu, w któ­rym pisał, że lekarz zale­cił "mnó­stwo świe­żego powie­trza, desty­lo­wa­nej wody, mleka po posił­kach... twier­dzi sta­now­czo, że komory serca nie są powięk­szone". Szczę­śliwy, czu­jący ulgę, nie mógł się docze­kać spo­tka­nia z żoną. Pisał:

Czuję się o niebo lepiej, pra­wie nie cier­pię na zadyszkę, pięk­nie prze­sy­piam noce. Nie wiem, czy przy­czyną jest recepta Tay­lora na naparst­nicę, czy też to, że o wiele mniej cho­dzę... Posta­no­wi­łem wró­cić w środę trzy­dzie­stego, jeśli wszystko ułoży się dobrze.

Do tego czasu zamie­rzał zatrzy­mać się u cioci-babci w Ealing, choć jak przy­znał się Cla­rze, "tak mię­dzy nami, o wiele bar­dziej wolał­bym wra­cać teraz, ale mama jest taka miła i dobra, że nie mógł­bym jej roz­cza­ro­wać"52.

Świeże powie­trze i mleko po posił­kach nie wystar­czyły jed­nak, by powstrzy­mać pogar­sza­nie się stanu zdro­wia Fre­de­ricka. W listo­pa­dzie wró­cił do Lon­dynu, szu­ka­jąc pracy, i po raz kolejny zacho­ro­wał. Dru­giego listo­pada skoń­czyły się jego codzienne zapi­ski doty­czące drob­nych oso­bi­stych wydat­ków: fry­zjer, kok­tajl, gazety, tak­sówka. Chory i samotny roz­pacz­li­wie pra­gnął wró­cić do rodziny. "Tak mi przy­kro, że wciąż jesteś chory - brzmiał list od naj­młod­szej córki. - Jane pozwo­liła mi upiec cia­sto w kuchni... na pod­wie­czo­rek mia­łam śmie­tanę Devon­shire!... Twoja kocha­jąca Aga­tha"53.

Teraz poważ­nie chory na zapa­le­nie płuc Fre­de­rick zapewne nie był w sta­nie znieść myśli o tym, że szczę­śliwe życie jego córki wkrótce się skoń­czy. Prze­czu­wał, co się sta­nie. Napi­sał ostatni list do Clary, który trudno czy­tać bez ści­śnię­tego gar­dła.

Odmie­ni­łaś moje życie. Żaden męż­czy­zna ni­gdy nie miał takiej żony jak Ty. Z każ­dym rokiem naszego mał­żeń­stwa kocham Cię bar­dziej. Dzię­kuję Ci za przy­wią­za­nie, miłość i współ­czu­cie. Niech Bóg Cię bło­go­sławi, moja naj­droż­sza, wkrótce znowu będziemy razem.

Fre­de­rick zmarł 26 listo­pada 1901 roku. Aga­tha miała zale­d­wie jede­na­ście lat. Rodzina nie tylko była zruj­no­wana, ale też jej jowialny, wspie­ra­jący ojciec odszedł na zawsze.

Cios o mało nie zła­mał Clary. Zawsze będzie pie­czo­ło­wi­cie prze­cho­wy­wać dru­ko­waną kartę z pogrzebu Fre­de­ricka, zaschniętą różę z cmen­ta­rza w Ealing, gdzie go pocho­wano, i jego "ostatni list". Trzy­mała te pamiątki w małej wyszy­wa­nej szka­tułce, którą dla niego wiele lat temu zro­biła, z wyha­fto­waną strasz­li­wie pro­ro­czą mak­symą: "Dla Fre­de­ricka od Clary [...] miłość jest tak silna jak śmierć"54.

Życie w Ash­field bez Fre­de­ricka było smut­niej­sze. Madge wresz­cie wyszła za mąż i opu­ściła dom. Nie­od­po­wie­dzialny Monty nie przy­je­chał na pogrzeb ojca, nawet nie odpo­wie­dział na tele­gram z wia­do­mo­ścią o jego śmierci55. Po woj­nie bur­skiej pozo­stał w Afryce, gdzie polo­wał na dziką zwie­rzynę. Oskar­żono go o nie­le­galne zastrze­le­nie pięt­na­stu słoni (sąd oczy­ścił go z tego zarzutu). Sły­szano, jak się prze­chwa­lał, że "zła­mał prawo wielu kra­jów. Miał scho­wany ładny zapa­sik nie­le­galnej kości sło­nio­wej"56.

Pod­czas gdy Monty był nie­obecny, jego matce i młod­szej sio­strze zagro­ziła ruina finan­sowa. Clara na­dal miała dosta­wać 300 fun­tów rocz­nie z resz­tek for­tuny Fre­de­ricka. Aga­tha dys­po­no­wała kwotą "100 fun­tów rocz­nie" na mocy testa­mentu dziadka.

Bio­rąc pod uwagę, że w 1901 roku prze­ciętny średni dochód na głowę w Wiel­kiej Bry­ta­nii wyno­sił jedy­nie 42 funty, a prze­ciętne wyna­gro­dze­nie słu­żą­cej wyno­siło 16 fun­tów, Clara i Aga­tha Mil­ler nie­wąt­pli­wie były zamożne57. Ale aspi­ro­wały do poziomu życia wyż­szych sfer, a taki dochód z pew­no­ścią nie wyda­wał się bogac­twem. Poza tym stra­ciły swoją niszę w towa­rzy­stwie. Nie były już rodziną, tylko wdową i córką, któ­rymi opie­ko­wała się nie­liczna pozo­stała w Ash­field służba.

Aga­tha dokła­dała wszel­kich sta­rań, by pocie­szyć matkę, mówiąc jej: "Ojciec jest teraz spo­kojny, jest szczę­śliwy. Nie chcia­ła­byś, żeby wró­cił, prawda?".

Dziew­czynka wie­działa, że powinna tak mówić. Były to rze­czy z rodzaju, jak to ujęła, który wielu dzie­ciom "wpa­jano jako słuszny, o któ­rym wie­działy, że jest słuszny, lecz który cza­sami mógł się w taki czy inny spo­sób z powodu dla nich nie­zro­zu­mia­łego wyda­wać zły".

I z pew­no­ścią to było złe. Clara nie­mal wark­nęła na córkę:

unio­sła się na łóżku, gwał­tow­nie gesty­ku­lu­jąc, co mnie prze­stra­szyło i kazało odsko­czyć. - Tak - krzyk­nęła niskim gło­sem. - Tak, chcia­ła­bym. I zro­bi­ła­bym wszystko, by go odzy­skać, wszystko, abso­lut­nie wszystko58.

Matka stała się obca. To było tak, jakby Uzbro­jony Ban­dyta ośmie­lił się wtar­gnąć nawet w zna­jomą prze­strzeń sypialni Clary.

Aga­tha sku­liła się prze­stra­szona. Siła mat­czy­nych uczuć ją prze­ra­ziła.

Zaczęła się lękać, że utraci także matkę. "Budzi­łam się w nocy z walą­cym ser­cem, prze­ko­nana, że matka umarła". Pod­kra­dała się kory­ta­rzem pod pokój Clary i zza drzwi nasłu­chi­wała odgłosu odde­chu w środku. Żałoba jesz­cze bar­dziej zwią­zała Aga­thę i dziwną, namiętną Clarę.

Życie Aga­thy, które tak świet­nie się roz­po­częło, przy­brało okropny kie­ru­nek. Jak ta samotna, nie­spo­kojna dziew­czynka zdoła prze­trwać utratę i ojca, i majątku? Jak kie­dy­kol­wiek uda się jej odzy­skać poczu­cie bez­pie­czeń­stwa, które jej towa­rzy­szyło, kiedy rado­śnie bawiła się w baśnio­wym kręgu koło arau­ka­rii w ogro­dzie w Ash­field?