Agamemnon - Ajschylos
12.50 zł
10.25 zł
(9,79 zł najniższa cena z 30 dni)

Reflow text when sidebars are open.
Ściana tylna sceny przedstawia zamek Atrydów w Argos.
Przed zamkiem szereg ołtarzy i posągów bóstw. Na dachu, przechylony ku przodowi STRÓŻ.
STRÓŻ Ach, skończcie raz już, proszę, bogowie, tę nędzę! Przez cały rok na dachu Atrydowym pędzę Psie życie, strażujący - istny kundel dziki. Aż nadtom-ci już poznał nocne gwiazd sejmiki, Wyliczyć mogę wszystkie te jasne wielmoże, Władnące w tym powietrznym nade mną przestworze; Wiem, które dają ciepło, które zimę rodzą I w jakiej wschodzą chwili, a w jakiej zachodzą. I teraz pilnie baczę z tej strażnicy mojej, Czy wieści mi nie przyjdą o zburzonej Troi, Ogniste, szybkie wieści. Bo tak mi królowa Kazała - nadoprawdy, mądra, męska głowa! Więc leżę, ni ten tułacz, przesiąknięty rosą, Wczasuję się, lecz wczasy nocne nie przyniosą Spoczynku moim kościom: w ciągłej jestem trwodze, Ażeby sen zbyteczny nie skleił niebodze Tych powiek utrudzonych. A jeśli się kiedy Świstaniem albo śpiewem chcę pozbyć tej biedy I snu natarczywego odpędzać katusze, Nad losem tego domu zalewać się muszę Gorzkiemi iście łzami - bo gdzież się podziały Te dawne, dobre czasy i cnoty, i chwały?
Bodajby już nareszcie błysnął ogień boski, Co zwolni mnie, nędzarza, od tej ciągłej troski!
(chwila milczenia; nagle spostrzega ognie na górach)
A, witajże mi, światło, ty słońca zwiastunie! Zatańczy lud argiwski w twojej szczęsnej łunie, Dziękując za tę łaskę. Oj dana! Oj dana! Co tchu ja zawiadomię żonę mego pana, By, z łoża się zerwawszy, wszystek dom zbudziła, Okrzykiem przeradosnym witając co siła Ten błogi żar pochodni. Padł gród Ilijonu - Tak wieści straż płomienna tam, u nieboskłonu! Jać sam wyskoczę pierwszy, bo straż moja czujna Sprawiła, że mi padła dziś szóstka potrójna W szczęśliwej grze mych państwa zapłatą dostatnią, Gdy rękę mego króla uściskam, jak bratnią. O reszcie wolę milczeć. Tak jest, mówię szczerze: Mam pypeć na języku... Wcale mnie nie bierze Ochota pisnąć słówko! Hej, świat by się zdumiał, Coby ten dom powiedział, gdyby mówić umiał! Cóż gadać o tem ludziom, nieświadomym rzeczy? Kto wie, temu milczenie moje nie zaprzeczy.
(zboku wchodzi na scenę CHÓR, z piętnastu złożony starców, w świątecznych szatach, z wieńcami na głowie, z długiemi laskami w ręku, z mieczami u lędźwi. W czasie gdy się ustawiają, mówi PRZODOWNIK CHÓRU)
PRZODOWNIK CHÓRU: Dziesięć upływa lat, Gdy dwaj wrogowie Priama, Których zrodziła ta sama Boska Atrydów krew, Król Menelaos i brat, Król Agamemnon, na czele Tysiącznych argiwskich okrętów Jęli przecinać topiele
Morskich odmętów - Zemsty poganiał ich gniew.
Z bojowym ruszyli okrzykiem - Każdy krwiożerczy, jak ptak, Jak oszalały ten sokół, Co, skrzydeł wiosłami naokół Z gniazda odartych, skalnych ścian Powietrza prując szlak, Krakaniem napełnia dzikiem Przestworza: Zaginął jego płód, Przepadły pisklęta, Długiego wylęgu trud.
Ale-ć Apollon, czy Zeus, czy Pan, Władyki stromych gór, Sokoli usłyszą wrzask: Moc boża O powierzonych swej trosce pamięta! Pomsta żyje - Choć nierychliwe, Lecz sprawiedliwe Jawią się Erynije. Tak gościnności możny stróż, Zeus, rozdawca opiekuńczych łask, Atreuszowym kazał synom iść Na Aleksandra, odbić z jego rąk Najpłochszą z ziemskich cór. Długo bitewny unosił się kurz; Pod tarcz brzemieniem tłum rycerny kląkł, Kolana zadrżały, ni liść, Oszczepów kruszył się wał, Proch krew trojańską ssał I naszą, Danaów krew.
Lecz, jakikolwiek będzie tego kres, Tak będzie, jak każe los: Boży gniew, Boży cios Nic sobie nie robi z łez, Uderza, niepowstrzymany, Mimo ofiary wylanej; Łamie, niezwyciężony, Pomimo żertwy spalonej.
Lecz myśmy tu pozostali Precz od wojennej chwały, Precz od chwalebnej wojny; Ni chłopaczkowie mali, Tarczy nie źdźwigniem zbrojnej: Kij nam do ręki daje wiek zgrzybiały. Bo jeśli w wątłej postaci chłopięcej Potężny Ares nie zamieszka, Tem więcej Stronić on musi od starości znojnej. Odartą ze świeżych liści, Żywota-ć ją wiedzie ścieżka, Słabą i chwiejną, W dal beznadziejną. Po życia wlecze się drogach Trzęsąca się, o trzech nogach; W dzień biały Ni senna snuje się zjawa, Niepewnym krokiem stawa, Nikłego widma wzór.
(KLITAJMESTRA wyszła tymczasem z pałacu, otoczona służebnicami, i zajmuje się podczas wierszy następnych składaniem ofiar na ołtarzach)
Córko Tyndareowa, Cóż się to, powiedz, dzieje? Jakież nadeszły wieści, Jakież to cudo się iści, Jakież radosne przyniesiono słowa K'nam, Iże ofiarą kolejną Bogom nie skąpisz cześci? Niechże nam powie królowa, Niech Klitajmestra nam powie, Czemu objata się leje, Dlaczego żertwa się pali Dla władców nizin i gór, Dla bóstw, co chronią nasz gród, Co rynków strzegą i bram? W kosztownym płoną żarze Wszystkie po mieście ołtarze; Olejów, jakie znam, Najprzedziwniejszy dym Swe kłęby ku niebu splótł; Wonności skarbiec bogaty Z królewskiej wynosisz komnaty - Jakiż to stał się cud? O dobrym wypadku, czy złym, Jeżeli słuszność ci każe, Opowiedz, troskę tę zrzuć, Pod którą krok się nasz chwieje, Pod którą duch nasz zamiera. Ogni tych blask Wielkie w nas budzi nadzieje, Otwiera Nowe koleje Niespodziewanych łask, Ból nam wypędza ze serca,
Co tak nam w łono się wwierca, Co tak nas cały pożera.
(Klitajmestra milczy, zajęta ofiarami)
RESZTA TEKSTU DOSTĘPNA W PEŁNEJ WERSJI.