Rozdział czternasty
Po kilku wyczerpujących - ale ekscytujących - dniach w końcu nadchodzi piątek i mój pierwszy tydzień nauki w college'u niemal dobiega końca. Zadowolona z tego, jak ostatecznie upłynął, planuję, że wieczorem obejrzę jakiś film, bo Steph na pewno pójdzie na imprezę i w pokoju zapanuje cisza. Posiadanie sylabusów do wszystkich zajęć znacznie ułatwia mi wiele spraw, bo mogę większość pracy wykonać wcześniej. Biorę torbę i wychodzę, zatrzymując się po drodze w kawiarni, żeby kupić kawę, która doładuje mnie energią na początek weekendu.
- Tessa, tak? - rozlega się za mną dziewczęcy głos, gdy stoję w kolejce. Odwracam się i widzę dziewczynę z różowymi włosami, którą poznałam na przyjęciu. Molly, tak chyba nazywała ją Steph.
- Tak, to ja - odpowiadam, po czym znów odwracam się do lady, żeby uniknąć dalszej rozmowy.
- Przyjdziesz dzisiaj na imprezę? - pyta dziewczyna. Chyba sobie ze mnie kpi, więc z westchnieniem znów się odwracam i już mam pokręcić głową, gdy Molly dodaje: - Powinnaś, będzie super. - Przesuwa drobnymi palcami po dużym tatuażu wróżki na przedramieniu.
Na chwilę nieruchomieję, ale w końcu kręcę głową i mówię:
- Niestety mam inne plany.
- Szkoda. Wiem, że Zed chciałby się z tobą zobaczyć. - Po tych słowach muszę się roześmiać, ale dziewczyna tylko się uśmiecha. - No co? Nawet wczoraj o tobie mówił.
- Wątpię... A nawet jeśli, mam chłopaka - informuję ją, przez co jej uśmiech staje się jeszcze szerszy.
- Szkoda, moglibyśmy chodzić na podwójne randki - napomyka niejednoznacznie, a ja w duchu dziękuję Bogu, gdy barista podaje mi zamówioną kawę.
W pośpiechu odbieram kubek zbyt gwałtownie i odrobina napoju przelewa się przez krawędź, parząc mi dłoń. Przeklinam z nadzieją, że nie jest to niepomyślna wróżba na cały weekend. Molly macha mi na pożegnanie, a ja uśmiecham się uprzejmie, wychodząc z kawiarni. Wciąż słyszę w głowie jej komentarz - podwójne randki z kim? Z nią i z Hardinem? Naprawdę z sobą chodzą? Niezależnie od tego, jak miły i atrakcyjny jest Zed, to Noah jest moim chłopakiem i nigdy nie zrobiłabym niczego, co mogłoby go zranić. Wiem, że w tygodniu nie rozmawialiśmy za dużo, ale to głównie dlatego, że oboje byliśmy zajęci. Zapisuję sobie w głowie, żeby dziś wieczorem do niego zadzwonić - nadrobimy zaległości i przekonam się, jak sobie beze mnie radził.
Po oparzeniu kawą i dziwnym spotkaniu z Panną Różowe Włosy mój dzień się poprawia. Postanowiliśmy z Landonem spotykać się w kawiarni przed zajęciami, które mamy razem. Gdy wychodzę na zewnątrz, on już czeka oparty o ścianę, a kiedy podchodzę do niego, wita mnie szerokim uśmiechem.
- Dzisiaj muszę wyjść pół godziny przed końcem zajęć. Zapomniałem ci powiedzieć, że na weekend lecę do domu - mówi.
Cieszę się, że odwiedzi Dakotę, ale nie podoba mi się myśl, że będę siedzieć na wykładzie z literatury brytyjskiej bez niego, a za to z Hardinem, jeśli się pojawi. W środę go nie było; nie żebym się tym przejmowała.
Odwracam się do Landona.
- Tak szybko? Semestr dopiero się zaczął.
- Dakota ma urodziny, a ja już dawno obiecałem jej, że na nie przyjadę. - Wzrusza ramionami.
Na wykładzie Hardin siada obok mnie, ale nie mówi ani słowa nawet wtedy, gdy Landon wychodzi wcześniej, tak jak zapowiadał, przez co nagle staję się jeszcze bardziej świadoma jego obecności.
- W poniedziałek zaczniemy całotygodniową dyskusję na temat Dumy i uprzedzenia Jane Austen - ogłasza profesor Hill, kiedy wykład się kończy.
Nie kryję radości; jestem niemal pewna, że właśnie z tego powodu pisnęłam. Czytałam tę powieść co najmniej dziesięć razy, jest jedną z moich ulubionych.
Chociaż nie powiedział do mnie ani słowa przez całe zajęcia, Hardin wychodzi z sali razem ze mną. Mogę przysiąc, że doskonale wiem, co zaraz powie z tym śmiertelnie poważnym wyrazem oczu.
- Niech zgadnę, jesteś szaleńczo zakochana w panu Darcym.
- Jak każda kobieta, która przeczytała tę książkę - odpowiadam, nie patrząc mu w oczy.
Gdy docieramy do skrzyżowania, rozglądam się w obie strony przed przejściem przez ulicę.
- Ależ oczywiście, że tak - śmieje się Hardin, idąc ze mną zatłoczonym chodnikiem.
- Do ciebie na pewno urok pana Darcy'ego nie przemówił. - Przypominam sobie obszerną kolekcję książek w pokoju Hardina. Na pewno nie są jego. Prawda?
- Człowiek tak nieuprzejmy i nieznośny romantycznym bohaterem? To śmieszne. Gdyby Elizabeth miała rozum, powiedziałaby mu na samym początku, żeby się odpieprzył.
Wybucham śmiechem, słysząc ten dobór słów, ale od razu zasłaniam usta. Spodobała mi się nasza dyskusja i jego towarzystwo, ale to tylko kwestia czasu - trzech minut, jeśli dopisze mi szczęście - zanim znów powie coś przykrego. Podnoszę głowę, a gdy dostrzegam jego uśmiech z dołeczkami, nie potrafię się oprzeć podziwianiu jego wyglądu. Nawet z tymi kolczykami.
- Zgadzasz się więc, że Elizabeth to idiotka? - Hardin unosi brew.
- Nie, to jedna z najsilniejszych, najbardziej złożonych postaci w historii literatury - bronię jej, przytaczając słowa z jednego z moich ulubionych filmów.
Hardin znów wybucha śmiechem, a ja do niego dołączam. Po kilku sekundach orientuje się jednak, że szczerze się ze mną śmieje, więc nagle milknie. W jego oczach pojawia się jakiś błysk.
- Do zobaczenia, Thereso - mówi, po czym odwraca się na pięcie i znika tam, skąd przyszedł.
Co z nim jest nie tak? Zanim znajduję odpowiedź na to pytanie, dzwoni mój telefon. Na ekranie wyświetla się imię Noah. Ogarnia mnie dziwne poczucie winy, gdy odbieram.
- Cześć, Tess. Miałem ci odpisać, ale doszedłem do wniosku, że lepiej zadzwonię. - Noah ma urywany, trochę nieobecny głos.
- Co robisz? Chyba jesteś zajęty.
- Nie, idę tylko do znajomych na grilla - wyjaśnia.
- Okej, cóż, nie będę cię zatrzymywać. Tak się cieszę, że jest piątek. Jestem gotowa na weekend!
- Znów idziesz na imprezę? Twoja mama nadal jest zawiedziona.
Zaraz... Po co wspominał o tym mojej matce? Cieszę się, że ma z nią dobry kontakt, ale czasem umawianie się z nim przypomina posiadanie wkurzającego młodszego brata, który lubi kablować. Nienawidzę tak o nim myśleć, ale to prawda.
Zamiast wdawać się w takie dyskusje, mówię tylko:
- Nie, zostaję w domu. Tęsknię za tobą.
- Ja za tobą też, Tess. Bardzo. Zadzwoń do mnie później, okej?
Przytakuję. Zanim się rozłączamy, wymieniamy jeszcze "kocham cię".
Gdy wracam do pokoju, Steph szykuje się na kolejną imprezę, pewnie tę samą, o której wspominała Molly. Loguję się w Netflixie i przeglądam katalog filmów.
- Naprawdę chciałabym, żebyś przyszła. Przysięgam, że tym razem nie zostaniemy na noc. Wpadnij chociaż na chwilę. Oglądanie filmów w samotności w tej dziupli to piekło! - marudzi Steph, a ja wybucham śmiechem.
Nie przestaje mnie namawiać, układając włosy i przebierając się jeszcze trzy razy. W końcu decyduje się na zieloną sukienkę, która nie pozostawia wiele miejsca dla wyobraźni. Muszę przyznać, że żywy kolor świetnie pasuje do jej jaskraworudych włosów. Zazdroszczę jej pewności siebie. Ja również trochę jej mam, ale wiem, że moje biodra i piersi są większe niż u innych dziewczyn w moim wieku. Wybieram ubrania, które ukrywają mój duży biust, podczas gdy Steph stara się przykuć jak najwięcej uwagi.
- Wiem... - przytakuję. Nagle ekran mojego laptopa gaśnie. Naciskam przycisk zasilania, czekam... i czekam. Ekran pozostaje czarny.
- Widzisz! To znak, że powinnaś przyjść. Mój laptop jest w mieszkaniu Nate'a, więc nie mogę ci go pożyczyć. - Steph uśmiecha się lekko i zaczyna poprawiać włosy.
Patrząc na nią, uświadamiam sobie, że naprawdę nie chcę siedzieć w akademiku sama, gdy nie mam nic do roboty ani do oglądania.
- Dobrze - mówię, a Steph zaczyna podskakiwać i klaskać w dłonie. - Ale wracamy przed północą.