After night comes day - Natalia Jałowiec

Reflow text when sidebars are open.
Była wiosna. Zadzwonił przeraźliwie głośny budzik. Olivia natychmiastowo go wyłączyła i z trudem zwlekła się z ciepłego łóżka. Promienie ciepłego słońca wdzierały się przez uchylone okno dachowe. Zamknęła je i przez chwile obserwowała krajobraz widniejący za oknem. Wzięła kilka głębszych oddechów i chwyciła torbę. Powolnym krokiem schodziła po schodach, kierując się w stronę kuchni, gdzie była już jej mama i młodsza siostra Valentin.
- A co tak pięknie pachnie? - Zapytała uśmiechnięta Olivia.
- Mama zrobiła jajecznice z bekonem, zjesz? - Odpowiedziała Valentina.
- Jasne! A ten sok pomarańczowy sama robiłaś? - Ponownie zapytała Olivia.
- Tak! Specjalnie wstałam godzinę wcześniej, żeby wycisnąć wszystkie pomarańcze jakie mamy w domu. Mam też szklankę soku dla Ciebie, proszę.
- Ojejku dziękuję - Podziękowała Olivia.
- Tylko nie wypij od razu całego, proszę masz jajecznicę. Ja muszę już iść do pracy, Olivia proszę zamknij dom i odprowadź siostrę do szkoły. A i powodzenia na studiach! - Powiedziała mama.
- Dobrze mamo i dziękuję!
Ta trójka była naprawdę ze sobą zżyta. Po śmierci taty każdą wolną chwilę spędzały razem. Wiedziały, że kiedyś zabraknie jednej z nich i nie będzie się już dało naprawić tych straconych dni.
***
Olivia skończyła śniadanie i zbierała się do wyjścia.
- Valuś, choć już! Spóźnisz się! - Krzyknęła Olivia.
- Ty też - Powiedziała prześmiewczo Valentina.
- Nie, moje zajęcia zaczynają się za godzinę, a twoje za pięć minut, więc ruchy, ruchy - Poganiała Olivia.
- Już się ubieram.
Dziewczyny wyszły na zewnątrz i szły w kierunku szkoły podstawowej wąską uliczką. Rozmawiały i słuchały przepiękny śpiew ptaków. Ulice jak zwykle w poniedziałek były zatłoczone, w tym autobusy co sprawiało, że Olivii aż chciało się płakać, że za chwilę będzie musiała w nim siedzieć, a dokładniej stać bo na pewno nie będzie miejsca. Kiedy doszły do szkoły Valentina szybko pobiegła na lekcję, a Olivia zadzwoniła do przyjaciółki, żeby spotkać się jeszcze przed zajęciami w pobliskiej kawiarni. Olivia zajęła miejsce na jej ulubionej pufie w tej kawiarni i zamówiła sobie kawę. Przejrzała jeszcze media społecznościowe i przyszła Alice.
- Cześć Alice!
- Cześć Olivia!
- Uczyłaś się na dzisiejsze kolokwium? Ja padam z sił.
- O nie! Zapomniałam!
Alice zdecydowanie była przeciwieństwem Olivii.
- Spokojnie, tobie zawsze się udaje zdobyć dobrą ocenę, jak ty to robisz!?
- W sumie to nie wiem, ale mam nadzieję że i tym razem mi pójdzie nie najgorzej.
- Na pewno. Marzę o skończeniu w końcu tych studiów. Zostanie ratowniczką medyczną było moim marzeniem od dziecka.
- Moim nie. Rodzice chcieli, żebym poszła na medycynę, a teraz tylko cierpię. Gdyby nie ty, prawdopodobnie rzuciłabym je - Mówiła Alice
Rozmawiały jeszcze przez jakiś czas, aż nagle Olivia krzyknęła.
- Alice, chodźmy już. Mamy za chwilę autobus! - Powiedziała przerażona Olivia.
- Bez nerwów, już idę.
***
- Będziemy się teraz cisnąć jak sardynki w puszce... I zobacz, jak pada deszcz, a pogoda się zapowiadała taka ładna - Oznajmiła smutna Olivia.
- Nie narzekaj Olivia. Może faktycznie się zapowiadała bezchmurna pogoda, ale później będzie takie rześkie powietrze. Uwielbiam... - Rzekła Alice.
- Z tym akurat muszę się zgodzić.
Kołysały się jeszcze piętnaście minut w autobusie, aż w końcu dojechały. Olivia zawsze zachwyca się pięknym budynkiem uczelni. Zrobiła sobie z nim nawet kilka zdjęć. Kupiły sobie jeszcze po batonie w automacie i poszły w kierunku sali. Zajęcia upłynęły w przyjemnej atmosferze, a kolokwium poszło Olivii tak jak myślała, czyli dobrze. Przerwy spędziła z Alice, a najdłuższą na stołówce. Dziewczyna uwielbia tamtejsze jedzenie. Dzisiaj były pierogi, którym nie mogła się oprzeć. Wróciła do domu popołudniowym autobusem bez Alice, która została jeszcze w bibliotece. Gdy wróciła do domu zrobiła sobie chwilę odpoczynku. Oglądała seriale, pijąc ciepłe kakao. Gdy skończyła, to do domu wróciła Valentina wraz z mamą.
- Cześć mamo, cześć Valentina, jak wam minął dzień?
- W porządku, mam dla was super wiadomość! - Powiedziała mama
- Tak, a jaką? - zapytała z ciekawości Olivia
- kupiłam wam te bilety na koncert, o których mówicie mi od miesiąca. Były ostatnie miejsca, więc postanowiłam zrobić wam niespodziankę.
- Nie wierzę, kocham Cię mamo!
- Dziękujemy Ci!
- Nie ma sprawy.
- Dobra, ja już muszę iść się uczyć, ale zejdę tutaj od razu jak będę miała czas, ale obawiam się jednak, że nie będę go mieć. Mam dużo nauki - oznajmiła Olivia
- Jasne kochanie, idź się uczyć - Powiedziała mama.
Po usłyszeniu odpowiedzi mamy, Olivia szybko pobiegła na górne piętro, na którym znajdował się pokój. Wyciągnęła książki i zeszyty z torby, wyłożyła je na biurku i chwyciła za jeden z nich. Otworzyła go i zaczęła pochłaniać wiedzę. Później wzięła jeden z kolorowych długopisów i zaczęła tworzyć notatki z nabytej wcześniej mądrości. Robienie notatek było dla Olivii bardzo przyjemne. Obrazki i krótkie teksty były bardzo ujmujące dla oka co ułatwiło uczenie się z nich. Niektóre notatki robiła nawet dla Alice i Valentin, które były zachwycone jej talentem do tworzenia. Przesiedziała nad książkami jeszcze trzy godziny i postanowiła odsapnąć. Poszła do łazienki wykąpać się. Dzisiaj wzięła szybki prysznic. Cały dzień czekała na te orzeźwiające krople wody, które szybko staczały się po jej twarzy i czekoladowych włosach. Nałożyła płatki pod oczy i zrobiła pielęgnacje. Kątem oka zauważyła Valentin.
- Dobranoc Valuś, pamiętaj żeby pomodlić się za tatę - Powiedziała Olivia
- Dobranoc Olivcia, pamiętam.
Wyszła z łazienki, a za nią weszła Valentin, z którą przeprowadziła krótki dialog. Olivia siedziała na łóżku. "Nigdy nie zapomnę tego jak umarł tata. Ten cholerny rak płuc go zabił, a lekarze nie mogli mu pomóc. Mi zamydlano oczy jak tata był w szpitalu. Mama mówiła, że będzie dobrze, że z tego wyjdzie i co i gdzie on jest? Gówno, nie ma. Mama wiedziała od początku, że umrze, a ja przynajmniej miałam jakąś nadzieję. Gdyby dowiedział się o tym raku płuc wcześniej to być może jeszcze byłby tu z nami. Teraz ja przychodzę do niego na cmentarz. Minęło już tyle lat, a wydaję mi się, że ja dalej nie otrząsnęłam się z tego, że go już z nami nie ma." - Mówiła do siebie Olivia ze łzami w oczach. Nagle spłynęła po policzku jedna łza, a za nią następna i następna. Zaczęła płakać. Próbowała się uspokoić, ale coś jej nie wychodziło. Owinęła się w koc i wtuliła głowę w pluszowego misia, którego dostała od taty na piąte urodziny. Ten sposób zawsze działał na chwile takie jak te.
Było bardzo wcześnie rano. Z telefonu Olivii wydobywał się dźwięk, który nie był dźwiękiem budzika. Szybko wstała i zerknęła na telefon. Okazało się, że do dziewczyny dzwoni jej przyjaciółka. "Naprawdę Alice, dzwonisz do mnie o piątej rano?" - Zapytała samą siebie i odebrała połączenie.
- Alice, jeśli jest to mało ważne powiedz mi później - Powiedziała zaspana Olivia, próbując uniknąć bezsensownej rozmowy.
- Nie! To nie może poczekać! Chciałam Cię poinformować, że jadę do ciebie - Powiedziała rozanielona Alice.
- Ale czemu? Po co? Powiesz mi o co chodzi? - Dopytywała się Olivia.
- Wszystko powiem ci za pięć minut!
Rozłączyła się. Olivia trochę zdezorientowana zdecydowała się ubrać w coś innego niż mopsy na różowej piżamie. Związała włosy i zanim się obejrzała na jej jeszcze nie posłanym łóżku siedziała uśmiechnięta od ucha do ucha Alice z włączonym ekranem na jakiejś stronie.
- Alice, możesz mi powiedzieć o co chodzi z tym całym dzwonieniem do mnie? - Powiedziała stanowczo Olivia.
- Już mówię!
Pokazała maila.
- Widzisz to!? Wygrałam wycieczkę do Paryża na ten weekend! Już myślałam, że przepadł mi ten wyjazd, a jednak! W dodatku jest on dla dwóch osób, więc zabieram cię ze sobą!
- O super! Gratulację! Tylko ja nie wiem czy będę mogła jechać. Jest dużo nauki i dodatkowo chciałabym ten weekend spędzić z mamą i Valentin. Wiesz sama, że staramy spędzać ze sobą każdą wolną chwilę - Powiedziała smutna Olivia
- Stara, no weź. To jest tylko dwudniowy wypad do miasta, które i tak chciałyśmy spędzić jak skończymy studia. Po za tym mamy praktycznie wszystko w cenie. Lot w dwie strony i Pięciogwiazdowy hotel ze SPA. Nawet głupi by skorzystał.
- No w sumie masz rację. Taki odpoczynek by nam się przydał. Nauka poczeka, a z rodziną od razu po przyjeździe zrobimy coś razem.
- Cieszę się, że cię przekonałam. Wyślę ci link do hotelu i dokładne wiadomości co do lotu. A teraz może już chodźmy na studia.
- Ej super ten hotel
Olivia z zapałem przeglądała stronę hotelu.
- Bonjour Madame spóźnimy się na zajęcia! - Powiedziała ironicznie Alice, uderzając dziewczynę w żebra.
- Super, że się wczuwasz, ale może będziesz używać język, który znasz trochę dłużej niż parę godzin - Odpowiedziała równie ironicznie, odkładając telefon do torby.
- Bardzo śmieszne, chodźmy.
- Musimy jeszcze wstąpić do jakiejś kawiarni, żebym wzięła sobie kawę na wynos. Przez tą całą nowinę o wycieczce nie zjadłam śniadania, a oczy mi się same zamykają.
- Kochana, a nie za dużo tej kofeiny? - Zapytała Ponownie prześmiewczo Alice.
- Od jednej kawy jeszcze nikt nie umarł, o spójrz tam jest mega dobra kawiarnia.
"Tylko czy to na pewno była jedna kawa?" - Powiedziała do siebie Alice.
- Mówiłaś coś?
- Nie kochana, nic, nic, zamawiaj tą kawę i idziemy na autobus.
***
Cały dzisiejszy dzień Olivia spędziła z Alice. Od razu po zajęciach poszły do księgarni, kupić polecony przez wykładowcę podręcznik o anatomii człowieka. Wieczór spędziła z Valentinom, obserwując gwiazdy na niebie przez uchylone okno dachowe. Światło księżyca odbijało się na ich twarzach. Dzisiaj była pełnia, więc postanowiły, że tę noc spędzą razem.
- Wiesz, że patrząc na gwiazdy, patrzymy w przeszłość? - Powiedziała nieśmiało Valentina
- Jest w tym jakiś sens - Nie wiedziała co ma odpowiedzieć. Narzucało jej się zdanie związane z tatą, ale postanowiła się powstrzymać. Nigdy tak naprawdę nie poznała prawdy o śmierci taty, więc nie chciała jej rozklejać przy jakimś głupim "siostrzanym wieczorze z gwiazdami".
- Słyszałam, że jedziesz do Paryża. Czemu nic mi nie powiedziałaś? Ten weekend miałyśmy spędzić razem - Powiedziała wzburzona Valentina
- Wiem, wiem. Miałam ci o tym dzisiaj powiedzieć, ale skoro już jakimś cudem wiesz. Alice jakiś miesiąc temu wzięła udział w konkursie, gdzie główną nagrodą była właśnie wycieczka do Paryża. Ona nie ma innej osoby niż ja, z którą mogłaby jechać. Była w tamtej chwili tak w niebo wzięta, że nie mogłam jej odmówić. Później się zainteresowałam tą całą wygraną, że sama się ekscytuję. Ten weekend kiedy pojadę, jakoś nadrobimy, więc nie martw się.
- Może masz rację.
Dalszą część wieczoru spędziły na szukaniu dogodnego dla nich filmu. Skakały z jednego na drugi, żaden nie był dla dziewczyn interesujący. Natrafiły na horror, przy którym cały czas zamykały oczy i krzyczały. Valentina przykryła się kocem, mocno ściskając Olivię w Talii. Mimo, że nie obejrzały nawet połowy filmu były zadowolone z wyboru. Usnęły, przytulając się do siebie. Olivia nawet nie zauważyła, jak siostra trzyma w rękach jej pluszowego misia, którego dostała od zmarłego taty.
- Hej Olivia! - krzyknęła Alice.
Jeśli Alice zaczyna rozmowę od wesołego krzyku to znaczy, że coś jest na rzeczy.
- No cześć, wygrałaś kolejny konkurs? Może teraz stany zjednoczone, albo nie... Wygrałaś samochód? - Zapytała żartobliwie Olivia.
- Nie, ale bym bardzo chciała. Mam dla ciebie dobrą i w sumie też złą wiadomość w jednym. Zależy jak to odbierzesz.
- A to ciekawe, gadaj szybko!
- Dostałam się na wolontariat się na roczny wolontariat do Kenii, a jeśli mi się spodoba to dłużej. Wyjeżdżam od razu po zdaniu studiów.
- o tego się nie spodziewałam. Gratulacje w takim razie.
- Nie jesteś zła?
- Czemu miałabym być?
- Może dlatego, że nie będzie mnie przez rok?
Tak naprawdę była na dziewczynę bardzo zła. Były najlepszymi przyjaciółkami, a to by oznaczało, że ich przyjaźń byłaby, albo na odległość, albo w ogóle jej nie było. Przez tyle lat, były jak jeden organizm, spędzały ze sobą każdą możliwą chwilę, każdy moment. Alice towarzyszyła jej w każdym urywku jej życia, tak samo jak Olivia jej. Potrzebowały się. A teraz tą wieloletnią przyjaźń miałyby skończyć tak po prostu. Taki niewinny wyjazd zakończy ich pewną erę w życiu. Nawet gdyby wróciła to nie będzie już ta sama przyjaźń, a zwłaszcza taka sama Alice. Pozna innych ludzi, a może nawet jej się tam spodoba i będzie chciała kontynuować wolontariat. Dziesiąta rano i taki cios.
- Nie jestem. Marzenia trzeba spełniać. Chodźmy już na zajęcia - Mówiła przełykając ogromną gulę w gardle.
- Bardzo się cieszę, że nie jesteś zła. Przyjaźń może poczekać.
Te słowa wytrąciły Olivię z równowagi. Szybko pobiegła do toalety, żeby jej przyjaciółka nie zauważyła ściekających łez. "Nic nie może poczekać, gdyby przyjaźń mogła poczekać to życie byłoby zdecydowanie lepsze. Tata przecież też mógł poczekać, mógł nie umierać, ale życie nie jest kolorową bajką, że wszystkie problemy uciekają. Jesteśmy na świecie, gdzie człowiek się rodzi i później umiera. Taki jest proces." - Mówiła do siebie, patrząc w lustro w łazience. Przypomniała sobie, że w torebce zawsze nosi papierosy, mimo że nie pali to w tamtej sytuacji była jak najbardziej skłonna to zrobić. Wyjęła jeden z opakowania i zapaliła. Powoli zaczęła się uspokajać, gdy nagle wbiegła Alice.
- Olivia! Jesteś tu, wszędzie cię szukałam... Co ty robisz?
Próbowała ukryć papierosa, ale przyjaciółka za dobrze ją znała i wiedziała, że coś przed nią ukrywa.
- Wracaj na zajęcia, za chwilę dojdę!
- Czemu ty mnie unikasz? Oddawaj to! Nigdy mi nie mówiłaś, że palisz.
- No bo nie palę! Jak by to brzmiało. Przyszła ratowniczka medyczna, pali...
- Brzmi to normalnie. Jesteś człowiekiem i wolno ci palić bo to twoje życie, ale czemu ty mi nic nie powiedziałaś? To przez ten wyjazd do Kenii? Wiedziałam, że się obrazisz, ale czemu mi tego od razu nie powiedziałaś?
- Bo to nie przez to! - Olivia usilnie chciała postawić na swoim.
- Dobra wracajmy już. To nie jest miejsce na takie rozmowy.
***
Olivia siedziała przy biurku, czekając na swoją przyjaciółkę. Nie wiedziała tak naprawdę, co jej powie. Czy to będzie na zasadzie Nie pal papierosów, bo to szkodzi zdrowiu. Uśmiechała się z myślą, że jej argumentem będzie, że nie pali. "A może w ogóle nic nie powie o tej sytuacji?" - Zapytała samą siebie. Starała się teraz o tym nie myśleć i zaczęła pochłaniać lekturę, jakim był podręcznik od biologii, przy którym ostatnio usnęła. Założyła nogę na nogę i rysowała małe kwiatuszki z tyłu zeszytu. Jej ukryty talent do rysowania, ujawnił się w postaci rysunku topiącej się dziewczyny, której nikt nie wiedział jak pomóc, albo po prostu nie chciał. Tak właśnie czuje się Olivia. Ona ma mnóstwo problemów, jak każdy, ale nikt nie wie, jak jej pomóc. Niektórzy nawet nie wiedzą, że te problemy ma tak jak ta dziewczyna na rysunku. "Przecież ona wcale się nie topi, tylko pokazuje jak długo umie powstrzymywać oddech pod wodą". To była właśnie maska, pod którą kryła się prawdziwa Olivia. Prawdziwej Olivii mało kto pomoże. Tak naprawdę, tylko ci którym ufa, którzy wyciągną ją z tej wody, a nie zaczną spychać jeszcze głębiej i głębiej. Po kilku makabrycznych rysunkach, przyszła Alice. Olivia nie zauważyła jej od razu. Miała założone słuchawki i dalej rysowała swoje upiorne rysunki. Alice jeszcze bardziej przeraziła się jej stanem. Najbardziej wstrząsającym rysunkiem dla Alice był rysunek uciętej głowy. Osłupiała, nie wiedziała co powiedzieć stała nie ruchomo i wodziła oczami za każdym pociągnięciem ołówka po zeszycie, aż nagle Olivia odwróciła się w jej stronę. Odskoczyła od razu gdy zauważyła postać.
- Alice! Co ty tu robisz!? Jak weszłaś?
- Byłyśmy umówione na spotkanie... Twoja mama mnie wpuściła... Powiesz mi o co chodzi z tymi rysunkami? Czemu ta dziewczyna się topi, albo ten pan ma uciętą głowę? - Alice mówiła przerywającym się głosem.
Olivia szybko zamknęła zeszyt, na którym widniały rysunki i wzięła kilka oddechów.
- Nie przyszłaś chyba rozmawiać o moich rysunkach, po za tym jak widzisz jest to zeszyt na studia, a nie szkicownik - Powiedziała twardo Olivia, choć nie chciała, żeby to tak zabrzmiało bo tak naprawdę nie mogła być na nią zła.
- Hej Olivia, przede mną nic nie ukryjesz. Przecież widziałam, że to nie notatki z zajęć, a nawet gdyby były to i tak było by to dziwne, że są one na samym końcu. Nie dawno mówiłaś, że kupiłaś nowy zeszyt bo stary zapisałaś, więc jest to nie możliwe, że go tak szybko zapełniłaś.
W tamtym momencie Olivia musiała powiedzieć już prawdę.
- Tak, kłamałam, ale nie jestem jeszcze gotowa na mówienie co przedstawiają te rysunki. Sama możesz się domyślić, a jeśli chodzi o palenie to tak naprawdę nie palę. To była jednorazowa sytuacja.
- Tak? To skąd miałaś całe opakowanie papierosów?
- Kiedyś paliłam, ale teraz już nie palę. Wystarczy?
- Dobra, widzę że nie chcesz o tym rozmawiać i załóżmy, że ci wierzę. Przyszłam do ciebie kompletnie z innej przyczyny. Chciałam porozmawiać o wycieczce do Paryża i nie stójmy tak bo chciałabym przegadać wszystko od a do z.
Alice usiadła na łóżku i przykryła się kocem.
- Chcesz herbatkę jeszcze? Coś za bardzo czujesz się jak u siebie - Powiedziała ironicznie i zeszła na dolne piętro by zrobić po jednym gorącym napoju.
- Poproszę! - Alice odpowiedziała z uroczym uśmiechem, który Olivia uwielbia.
- Proszę bardzo jedna owocowa herbatka dla tej pięknej damy - Znowu powiedziała ironicznie Olivia.
- Widzę, że humor ci wraca
- Jak się uśmiechasz mam wrażenie jakby wszystkie moje narządy wewnętrzne się wywróciły.
- Dobra, dobra koniec tych komplementów.
- To co chcesz mi powiedzieć o tej wycieczce?
Dziewczyny rozmawiały, śmiały się i już wymyślały gdzie to one sobie zdjęcia nie zrobią. Leżały pod kocem, pijąc gorący napój. Olivie zaczęły boleć policzki od śmiechu, a Alice oparzyła się herbatą, przez co Olivia zrobiła jej profesjonalny okład z lodu.
- Wiesz co jutro będziemy robić na zajęciach? - Zapytała z przerażeniem w oczach Olivia.
- Co? Pokaż ten telefon? Co oni napisali? - Zapytała Alice.
- Będziemy przeprowadzać sekcję zwłok - odpowiedziała z jeszcze większym przerażeniem.
- Proszę nie!
- Valentin podaj mi proszę jeszcze z łazienki tę kosmetyczkę w czarne paski! - krzyknęła Olivia.
- Już się robi siostro!
Dzisiejszy ranek Olivia spędziła na pakowaniu się do Paryża. Pomagała Jej w tym Valentin. Olivia starannie upychała rzeczy do żółtej, neonowej walizki na kółkach.
- Już nie mogę doczekać się tej wycieczki, zadzwonię do Alice, żeby dopytać się co ona zabiera i sprawdzę jaka będzie pogoda. Paryż wiosną musi wyglądać przecudownie! - Mówiła Olivia.
- Ty będziesz się świetnie bawić, a ja będę tęsknić! - Powiedziała smutna Valentin.
- Ja też będę, ale zobaczysz, szybko minie i wrócimy do codzienności. - Pocieszała Olivia siostrę.
- Masz rację, to tylko dwa dni. Koniecznie wyślij zdjęcia!
- Na pewno, może nawet jakieś pamiątki przywiozę... - Mówiła Olivia pakując ostatnie rzeczy. - halo, Alice?
- Cześć Olivia. Pakujesz się już? Ja już jestem!
- Tak, pakuję się. - Olivia pokazała przez kamerkę górę ubrań i wyróżniającą się walizkę.
- To muszę ci powiedzieć, że mamy takie same walizki!
- Naprawdę!? Sisters! - Krzyknęła ironicznie.
- Niesamowite, że jedziemy gdzieś razem. Mam wrażenie, że z żadnej rzeczy tak bardzo się cieszyła. Nawet z ostatnich wyników kolokwium się tak bardzo nie cieszyłam. - Zakomunikowała Alice.
- Też się bardzo cieszę, ale z drugiej strony, trochę stresuję tym całym lotem i później znalezienie hotelu w tym wielkim mieście to będzie koszmar. A tak przy okazji, jakim językiem będziemy mówić? Ja mogę mówić angielskim, nie wiem jak ty.
- Je m'appelle Alice et je parlerai français. Kochana weekendowy kurs języka francuskiego dla początkujących zaliczony, nie ma co się martwić. - Oznajmiała Alice.
- O nie, nie, nie! Przy mnie na pewno nie mówisz po francusku. Przecież wyśmieją cię i mnie przy okazji! - Mówiła stanowczo Olivia.
- Pas de nerfs! Bez nerwów, Olivia!
***
To jest ten dzień. Budzik zadzwonił o Drugiej rano. Olivia z ekscytacją wstała z łóżka, rozciągnęła się po nie przespanej nocy i ruszyła w stronę łazienki. Umyła zęby i schowała szczoteczkę do kosmetyczki. Wzięła krótki prysznic, który miał postawić ją na nogi. Zimna woda od razu uświadomiła jej, która jest już godzina. Szybko wybiegła spod prysznica, ubierając wygodny dres, który zostawiła sobie właśnie na takie ewentualności. Zbiegła po schodach na dolne piętro i przyrządziła sobie szybkie śniadanie. Owsianka z owocami smakowała wtedy jeszcze lepiej niż każdego innego dnia. Czuła z każdą kolejną minutą jakby jej dusza odlatywała, a jej szybko bijące serce za chwilę miało wybuchnąć. Jadła śniadanie tak szybko, że nie chciało przepływać jej przez gardło. Kiedy uporała się z Owsianką, napisała wiadomość mamie, że już wychodzi. Było to najlepsze rozwiązanie, bo mama jeszcze spała, a nie chciała jej budzić. Wraz z Alice umówiły się, że na samolot pojadą ich ukochanym, ciasnym autobusem. Wzięła jeszcze ze sobą kawę w termosie i wyruszyła w drogę na przystanek. Tego dnia padał deszcz i promienie słoneczne ledwo przedzierały się przez gęste, szare chmury. Nikt na całej ulicy nie był tak szczęśliwy jak Olivia i jej przyjaciółka, która już czekała po drugiej stronie ulicy na przystanku. Alice machała wydrukowanymi biletami na samolot przed wszystkimi. Zachowywała się jak wariatka, ale rozradowanie, które jej sprzyjało było nie do opisania. Stała w brązowym płaszczu, wtapiając się w tło przystanku.
- Nie wierzę, że to robimy. - Powiedziała z uśmiechem Olivia.
- To uwierz! - Alice pokazała dziewczynie bilety i jeden z nich wręczyła jej.
- Dziękuję, nie wiem czy kiedykolwiek się odwdzięczę. - Mówiła Olivia.
- Spokojnie, nie musisz, cieszmy się chwilą i nie martwmy się co będzie później.
- W sumie co racja to racja.
Po chwili przyjechał autobus, który zabrał dziewczyny na lotnisko. Wyjątkowo nie było zbyt wielu ludzi. Mogły beztrosko zająć miejsce. Jechały pół godziny, aż w końcu dojechały do miejsca docelowego. Wysiadły i weszły na lotnisko. Sprawdziły tablicę odlotów i poszły nadać bagaże. Po nadaniu kierowały się w kolejny punkt odprawy. Po skończeniu, zostało im tylko czekać na samolot. Postanowiły odsapnąć i usiadły naprzeciwko siebie i zaczęły rozmawiać o tym co one w tym Paryżu nie zrobią. Wszystko szkło pomyślnie do momentu kiedy zapomniały o locie. Zaczęło się zamieszanie. Ochrona zaczęła ich szukać, a one tak po prostu sobie siedziały. Lot został opóźniony. Gdyby nie zorientowały się, prawdopodobnie wracały by już do domu, albo czekały na inny lot, za którego musiałyby już zapłacić. W tamtym momencie zdecydowanie szczęście im dopisało.
***
- Ile jeszcze? - Zapytała znużona podróżą Alice
- Nie marudź jak dziecko, dopiero wystartowałyśmy. Prześpij się, czas ci wtedy szybciej zleci. - odpowiedziała Olivia.
- Nie mogę, jestem za bardzo podekscytowana, że aż mnie brzuch boli.
- Kochana, w życiu trzeba sobie jakoś radzić. Ja też się jaram tym całym wyjazdem, a zobaczysz że za chwilę odpłynę. - Powiedziała ironicznie Olivia.
Olivia szybko przykryła się kocem i włożyła głowę w poduszkę podróżniczą. A Alice za to oglądała widoki, jakie widziała za oknem. Leciały nad chmurami ku wschodzącemu słońcu. Leciały tak jeszcze godzinę, aż w końcu doleciały do pięknego miasta, który zachwycał je, jeszcze przed przylotem. Wiedziały, że to będą dwa niezapomniane dni. Wylądowały na lotnisku, odetchnęły i ku zaskoczeniu Olivii, Alice zamówiła taxi po francusku bez żadnego zawahania. Gdyby ktoś nie znał Alice to mógłby pomyśleć, że francuskiego uczy się bardzo długo, a nie kilka godzin na "weekendowym kursie języka francuskiego dla początkujących". Dodajmy do tego jeszcze, że był to kurs online to już w ogóle można uznać, że Alice ma talent do uczenia się języków.
Ranek w Paryżu to coś czego nie da się wyobrazić, trzeba to po prostu przeżyć. Promienie słoneczne, rozświetlały pokój hotelowy. Dziewczyny spały na jednym łóżku. Kiedy przyjechały do hotelu były za bardzo zmęczone na jakiekolwiek aktywności. Leżały pod jedną pościelą i wyłączały każdy budzik, który chciał przeszkodzić w ich błogim śnie. Chciały przeżyć jeszcze raz ten poranek. Pierwsza z łóżka zwlekła się Olivia, chciała jako pierwsza wczuć się w klimat "Paryskiej dziewczyny". Rozejrzała się po pokoju. Nie musiała go opisywać. Był przepiękny. W oczach było widać zachwyt. Otworzyła okno, żeby wpuścić trochę świeżego powietrza i rozejrzała się. W dali było widać wieżę Eiffla. Była rozmazana przez chmury. Było stosunkowo ciepło, więc postanowiła ubrać swoją ulubioną sukienkę, którą zabrała na wyjazd. W czasie, gdy dziewczyna była w łazience, wstała Alice. Dziewczyna uśmiechnęła się i napiła się wody, którą zauważyła na stoliku nocnym.
- To co, od czego zaczynamy? - Zapytała Alice, Malującą się w łazience Olivię.
- Zanim będziesz cokolwiek do mnie mówić, wyjrzyj przez okno. Tego widoku się już nigdy nie zapomni.
Alice za namową przyjaciółki, poszła w stronę dużego okna i je otworzyła.
- Faktycznie piękny widok. Musimy iść na wieżę Eiffla! - Krzyknęła Alice.
- Właśnie miałam ci to powiedzieć, ale na początku chodźmy na śniadanie. Sprawdzałam, że jest do dziesiątej, a jest dziewiąta trzydzieści. - Krzyknęła Olivia.
- Koniecznie musimy iść! Jestem strasznie głodna.
***
- Thank you - Powiedziała Olivia do kelnera.
Na śniadanie dostały croissanta i na deser kilka kolorowych makaroników. Wszystko wyglądało bardzo smacznie.
- Muszę zrobić zdjęcie i wysłać Valentin! - Oznajmiła Olivia.
- Koniecznie! Ja już swoje prawie zjadłam, ale może następnym razem też zrobię.
Dziewczyny jadły śniadanie w miłej atmosferze. Po śniadaniu tak jak już wcześniej ustaliły, poszły na wieżę Eiffla. I tu plan super spędzenia czasu na wieży legł w gruzach. Kolejka na parędziesiąt osób do wjechania na szczyt. Postanowiły jednak poczekać te kilka godzin. Siedziały na ławce i oglądały widoki.
***
- W końcu nasza kolej! - Krzyknęła Olivia
- Ja już wyciągam telefon, żeby zrobić zdjęcia. - Powiedziała Alice.
Olivia z zachwytu przytuliła przyjaciółkę i szeptem powtarzała "Dziękuję Alice, dziękuję za to co dla mnie robisz, kocham cię". Alice odwzajemniła uścisk i objęła ją w talii. Olivia myślała, że nie ma takiej osoby jak Alice, a jednak. To ona jest jej najbardziej zaufaną osobą zaraz po Valentin. Dzięki Alice, Olivia fizycznie i psychicznie wytrzymuje na studiach. Mają do siebie większe zaufanie niż myślały. Każda spędzona Chwila z Alice jeszcze bardziej motywuje Olivie do działania. Nie jest wstanie sobie wyobrazić jej nagłego odejścia. Nie wytrzymała by sama, właściwie nie sama. Miała więcej osób wokół siebie, ale oprócz niej tylko jej siostra była jej deską ratunku. Inni nie dorównywali jej tak bardzo.
***
Stały nieruchomo i patrzyły w dal. Wiatr rozwiewał im włosy. Splecione ze sobą, opierały się o barierkę. Milcząc dały sobie chwilę odetchnienia i z każdą kolejną sekundą zastanawiały się nad sensem życia. Swoimi oczami chodziły po mieście i obserwowały ludzi, którzy szybko poruszali się po ulicach. Po jakimś czasie dały sobie znak, żeby zejść już na dół. Powoli zeszły ze schodów i zaczęły do siebie mówić.
- Fajnie tam było, co Alice? - Zaczęła Olivia.
- Zgadzam się. Przeszywający wiatr, piękne widoki. Czego chcieć więcej? - Odpowiedziała Alice.
- Alice, bo ja muszę ci coś powiedzieć. Wiem, że nie miałyśmy poruszać takich tematów tutaj, ale ja muszę. - Powiedziała drżącym głosem Olivia
- Niby tak sobie ustaliłyśmy, ale jeśli serio coś jest co nie poczeka, to możemy sobie usiąść tutaj, nad Sekwaną i pogadać.
- W takim razie chodźmy.
Dziewczyny rozłożyły mały koc na trawie i na niego usiadły.
- Więc tak, od momentu kiedy mi powiedziałaś, że po studiach wyjeżdżasz do Kenii - świat mi się zawalił. Nie wyobrażam sobie spędzić pierwszego roku jako ratowniczka bez ciebie i nie tylko chodzi mi o pracę, ale też o osobę, przy której czuję się bezpiecznie. Nie jestem w stanie tak po prostu usunąć ciebie z mojego życia. Jesteś jedną z nie wielu osób, które jeśli faktycznie chcą mi pomóc to to robią, a nie z tych, które po prostu usuwają mnie jako problem i nie odzywają się do momentu kiedy oni będą potrzebować pomocy ode mnie. I tak wiem, że chcesz spełnić swoje marzenie, ale chcę żebyś wiedziała, że jak wyjedziesz to będzie mi cholernie przykro. Zostanę sama, rozumiesz? - Mówiła Olivia ze łzami w oczach.
- Już, już, nie płaczemy. Olivcia nie płaczemy. Kochanie spokojnie. - Powtarzała Alice swoim delikatnym. Alice przytuliła Olivie i okryła ją jej bluzą. Gdy Olivia się uspokoiła, Alice odpowiedziała jej na wcześniejsze pytanie.
- Olivcia, tak rozumiem. Wiedziałam, że coś jest na rzeczy, ostatnio nie zachowywałaś się jak Olivia, prędzej jak podróbka Olivii. Rozumiem, że przez te lata zżyłyśmy się w pewnym stopniu, ale ty też musi zaakceptować moje wybory i decyzje. Żyjemy w czasach, że nic nie trwa wiecznie. Zwłaszcza przyjaźnie - Kończą się i zaczynają się nowe. Mi też będzie cholernie przykro, a najbardziej będzie mnie ranić fakt, że właśnie tobie każdego tamtego dnia zadaję cios w serce. Nie chcę wprowadzać tu porównań, ale sama mi kiedyś powiedziałaś na temat tego, że "Coś się zaczyna i coś się później kończy". Sama pewnie wiesz o kogo chodzi. - Alice mówiła tak długo, że musiała zwilżyć gardło wodą, którą miała w torebce.
Olivia nie wiedziała co ma powiedzieć, myślała, że Alice zrezygnuje, z Kenii i zostanie z nią, a tak naprawdę okazało się kompletnie co innego, więc powiedziała to, co i tak by zrobiły w przyszłości.
- Tak, wiem o kogo chodzi. Może ta wycieczka nie jest odpowiednim miejscem, ale prędzej czy później i tak byśmy to zrobiły - zerwijmy przyjaźń. Choć będę tęsknić niemiłosiernie - zróbmy to. Na pewno nie znajdę osoby takiej jak ty, a ty takiej jak ja, ale musimy to zakończyć. Wyobrażałam sobie chyba za dużo z tą całą cukierkową przyjaźnią. Możemy uznać po prostu, że byłyśmy "przyjaciółkami ze studiów", które później rozeszły się każda w inną stronę i miały inne plany na przyszłość.
- Myślę, że zerwanie przyjaźni byłoby dobrym rozwiązaniem, ale nie teraz. Puki tu jestem, żyjmy chwilą i życiem, które było na studiach. Czemu jakimś głupim wyjazdem do Kenii mamy psuć sobie wyczekiwany wyjazd do Francji?
- Masz racje, chodźmy do jakiejś restauracji. Jestem strasznie głodna. - Powiedziała Olivia.
- Oki, chodźmy!
***
- Deux verres, s'il vous plait. - Powiedziała do Kelnera Alice.
- Co mu powiedziałaś?
- Poprosiłam o dwa drinki dla nas. - odpowiedziała zadowolona Alice.
- Nie no zwracam honor normalnie. Ale powiedz mi, okłamałaś mnie z tym "weekendowym kursem języka francuskiego dla początkujących" i znałaś wcześniej francuski? Ja coś nie wierzę, że to tylko z jakiegoś internetowego kursu tyle znasz.
- Przecież ja bym cię nigdy nie okłamała! To po prostu jakiś dar, że ja się tak szybko uczę języków. - odpowiedziała oburzona Alice.