Lauri Scheyer
Wstęp
Pierwsze dwie książki Anthony'ego Josepha, tomy poetyckie Desafinado (1993) i Teragaton (1997), przyniosły mu międzynarodową rozpoznawalność jako autorowi, który łączy innowacje formalne nowoczesnych i ponowoczesnych awangard z praktykami kulturowymi zaczerpniętymi z repertuaru afrykańskiej diaspory. Joseph słynie z zamiłowania do neologizmów, konceptualnych abstrakcji, surrealnego obrazowania, sięgania do podań ludowych i innych gatunków pokrewnych realizmowi magicznemu, kreślenia futurystyczno-archaicznych scenerii, konstruowania barwnych, a przy tym wielowymiarowych przedstawień postaci i tożsamości, zręcznego wplatania aluzji do tradycji muzycznych soca, calypso, reggae i jazzu, jak również operowania kalejdoskopową różnorodnością dialektów, rejestrów i odniesień kulturowych. W swoim długo oczekiwanym debiucie powieściowym autor z wirtuozerskim rozmachem zaprzęga właściwą sobie synkopowaną, polisemiczno-polifoniczną poetykę, by stworzyć opowieść, która funduje fangę niczym fetor flądrzych flaków.
W Afrykańskich korzeniach UFO Joseph realizuje i rozwija swoją główną koncepcję poprzez wyobrażenie fali diaspory wybiegającej w przyszłość, ale mającej na celu odwrócenie migracji - czyli doprowadzenie do powrotu do historycznej Afryki sprzed niewolnictwa. W wyczarowanym przez Josepha metaforycznym uniwersum pracujący na roli niewolnicy wyruszyli w podróż do przyszłości, by dotrzeć do duchowego i materialnego "domu" zlokalizowanego w przeszłości, która przestała istnieć. Mając za punkt wyjścia taki właśnie wyjątkowy amalgamat kognitywny, autor wyprowadza z niego wysoce oryginalny, synkretyczno-diasporyczny amalgamat gatunkowo-stylistyczny. Ukazuje tym sposobem nie tylko potencjał afrykańskiej diaspory jako źródła tematyki, inspiracji i motywacji dla nowatorskich form, ale i samą diasporę przedstawia w nowym świetle, czerpiąc z tradycji eksperymentalnych. Jednym z głównych zamierzeń formalno-narracyjnych powieści jest spojrzenie na historię afrykańskiej diaspory przez pryzmat retrokonstrukcji mitu stworzenia. Zabieg ten umożliwia autorowi znalezienie wyrazu dla głębokiej tęsknoty i pragnienia odnalezienia utraconego domu - jak również zdolności konstruktywnego odnawiania swojego dziedzictwa - wśród ludzi, którzy w unikalny sposób ocalili własną kulturę w sytuacji wychodźstwa.
Powieść stanowi również świadectwo podjętego przez pisarza wyzwania estetycznego polegającego na utrzymaniu ciągłości poetyckiej trajektorii twórczej i wykorzystaniu rytmu, obrazowania, pauz i intuicyjnych przeskoków lirycznych do wypracowania odkrywczej poznawczo formy narracyjnej. Owszem, można w Afrykańskich korzeniach UFO wyróżnić główną "fabułę", jednak sama opowieść, tożsamość, perspektywa i konstrukcja tego utworu właściwe są poezji. Byłoby błędem sprowadzenie tej pozycji wyłącznie do charakterystyki postaci i przebiegu fabuły. Jest to wszak utwór o konstrukcji gęstej i misternej. Postaci szkicowane są zamaszystą kreską, chwilami przywodząc na myśl subwersywne przejmowanie historycznych karykatur Czarnych w twórczości Ishmaela Reeda. Przedstawione wydarzenia rozgrywają się na wielorakich, niekiedy niedookreślonych płaszczyznach psychofizycznych.
To powieść-palimpsest czasów i miejsc; gęsto i koliście tkany splot sekwencji lirycznych, dialogów i akapitów prozą, porównywany przez samego autora do sposobu, w jaki splatała włosy jego babcia. To proza poety, przez Josepha określana mianem "płynnego tekstu", łącząca liryczne poetyckie brzmienie i epickie ambicje z fantastyką, mitami karaibskimi i afrykańskimi oraz jazzem.
W Afrykańskich korzeniach UFO Joseph dla zbudowania "metafizyki innego świata" dokonuje podziału tekstu na dwadzieścia cztery części. Sam autor wyjaśnia to następująco: "Inspirację dla takiej konstrukcji znalazłem w pracach Timothy'ego Leary'ego, który uważał, że świadomość ludzka wykształcała się stopniowo, przechodząc przez dwadzieścia cztery nisze ewolucyjne, z których każda zawiera trzy poziomy, od narodzin do śmierci, ze stanu w stan, z wody przez ląd ku kosmosowi w panspermiczny pył".
Pożywką dla poszukiwań strukturalno-konceptualnych autora była również "harmolodyka" - filozofia estetyczna sformułowana przez Ornette'a Colemana. Koncepcja ta zakłada dążenie do płynnego zespolenia, w którym wszystkie znaczenia w dziele sztuki są równe i żaden element nie wybija się ponad inne. Jest to wizja bliska marksistowskiemu egalitaryzmowi ruchu L=A=N=G=U=A=G=E (aktywnego w latach osiemdziesiątych XX w. prądu poetyckiego, który nawiązywał do dziedzictwa dadaistów i innych nurtów eksperymentu modernistycznego), również mającego wpływ na ukształtowanie stylu autora.
W Afrykańskich korzeniach UFO nielinearnie prowadzone wątki narracyjne wraz z amalgamatem postaci - które są jednocześnie indywidualnymi jednostkami, a zarazem, w nieunikniony sposób, archetypami kulturowymi - wydają się unosić zawieszone w futurystyczno-archaicznej jednoczesności i równorzędności znaczeń. Głosy splatają i ścierają się ze sobą, przeszłość odzwierciedla przyszłość, przyszłość przywołuje przeszłość, teraźniejszość rezonuje, wykraczając poza bariery czasoprzestrzeni.
W myśl założeń Leary'ego dwadzieścia cztery rozdziały książki zostały podzielone na trzy księgi, każda po osiem rozdziałów. Jednak sama narracja skomponowana jest - w duchu Colemanowskiej teorii harmolodyki - cyklicznie i horyzontalnie, dynamiką przypomina bardziej ruch w obrębie sieci połączonych ze sobą elementów niż wertykalny postęp akcji czy progresję ciągu wydarzeń prowadzącego do rozwiązania czy rozstrzygnięcia. Rozdziały w swoim przebiegu bliższe są fudze niż ścisłemu podążaniu torem rozwoju świadomości wytyczonym przez Leary'ego. Metaforyczny dwudziestoczteroelementowy cykl stanowi swoistą kwintesencję koncepcji samoistnego cyklicznego odnawiania się kultury - które Mircea Eliade nazywa brzaskiem początków, zawartym w micie - i przywołuje skojarzenia z innymi literackimi reprezentacjami dwudziestoczterogodzinnych okresów, w tym z Bloomowskim archetypem odysei.
Każdą z części Afrykańskich korzeni UFO charakteryzują koordynaty czasoprzestrzenne, funkcjonujące w strukturze utworu niczym wbudowana antymapa swobodnego dryfu w czasie i przestrzeni. Przemieszczenia i przesunięcia sterowane są za pomocą wybujale synkretycznego i w dużej mierze surrealnego obrazowania budowanego z amalgamatów metafor, o jakich pisali lingwiści tacy jak Mark Turner: domeny źródłowe i docelowe nie mogą logicznie współistnieć inaczej niż w sensie poznawczym jako "integrujące przestrzenie" tekstu literackiego. Pierwsza część osadzona jest w kosmosie w przyszłości, druga na lądzie w teraźniejszości, trzecia - w wodzie w przeszłości. Tym "systemom systemów" dodaje złożoności fakt, że w książce przewijają się odpowiadające każdej z trzech części trzy różne nagłówki rozdziałów - choć poszczególne rozdziały opatrzone są osobnymi podtytułami - co przyczynia się do powstania struktury niejako fraktalnej.
Uogólniając, rozdziały opatrzone nagłówkiem "Kunu Supia" przedstawiają przestrzeń kosmiczną i przyszłość, rozdziały należące do "Dziennika powrotu na dryfującą wyspę" odnoszą się do lądu i teraźniejszości, zaś "Genetyczna pamięć starożytnej ?er?" odpowiada wodzie i przeszłości. Domeny istnienia - których przenikanie jest metafizycznie niemożliwe - są nieustannie zestawiane i mapowane jedna na drugiej, jak gdyby spotykały się w jakimś magicznym wymiarze, który rządzi się swoimi prawami. Mimo ech i śladów tego rodzaju przecięć, które są w znacznej mierze wynikiem narkotycznych flashbacków genetycznych, każdej części przypisane są miejsce i czas, stanowiące jej dominujące "tło". Te ustalone lokalizacje dostarczają również punktów quasi-orientacyjnych mistycznie bezcielesnemu narratorowi, który zdaje się dryfować nieskrępowany regułami kartezjańskiej fizyki.
Pomysł na powieść zrodził się z fascynacji autora historią, na którą natknął się, przeglądając przewodnik po Trynidadzie. Przytoczono w nim opowieść o losach Afrykańczyka imieniem Daaga, który został pojmany przez Brytyjczyków i przymusowo wcielony do pułku brytyjskich Wojsk Indii Zachodnich, stacjonującego w St. Joseph na Trynidadzie. Daaga powtarzał jednak, że wróci do Afryki i zabierze swój lud ze sobą. Pewnego dnia w 1837 roku podpalił baraki i wraz z towarzyszami ruszył pieszo z powrotem do Afryki. Na Josephie ogromne wrażenie wywarła determinacja, by powrócić do domu pieszo poprzez żywioły. Wyobraził sobie, że bohaterowie wyruszyli statkiem kosmicznym ku mitycznej Afryce - i jak to opisał, "dostrzegłem w ich podróży metaforę dążeń Czarnych, próbujących powrócić do korzeni". To przesądziło o decyzji autora, by Afrykańskie korzenie UFO gatunkowo wpisać w nurt fantastyki naukowej, jednakże w wariacji wysoce poetyckiej, co umożliwi mu zgłębienie wątków determinizmu biologicznego i pamięci genetycznej. Elastyczność obranego gatunku pozwoliła połączyć w dziele tak różnolite obszary jak na przykład satyra, surrealizm, trynidadzki folklor, badania nad DNA/RNA i odkrycia naukowe w dziedzinie budowy planet.
Pierwsza warstwa utworu - osadzona w kosmosie, w przyszłości - rozgrywa się w roku 3053, głównie w Toucan Bay, czyli położonej na planecie Kunu Supia replice karaibskiego miasta portowego. W żyłach Kunusupian płynie krew ?er?ańska - według podań nazwa ?er? w języku rdzennych mieszkańców na Trynidadzie oznaczała dosłownie "kraj kolibra". Założeniem fabularnym tej warstwy jest zniszczenie Trynidadu przez powodzie w XXX wieku. Ci, którym udało się ujść z potopu, emigrowali na odległą Kunu Supię, gdzie odtąd odtwarzają karaibską wersję amerykańskiego Dzikiego Zachodu - łącznie z baroburdelem "U Houdiniego" - w scenerii ludyczno-kosmicznej. Wyobrażając kulturę karaibską w kosmosie, Joseph w sposób metaforyczny, a czasem także parodystyczny, przedstawia diasporę i prężność kultury Czarnych.
Na Kunu Supii procesy geologiczne wytworzyły klimat, w którym mogą przeżyć tylko ludzie o najciemniejszej karnacji, przez co istnieje wielki popyt na pochodzący z kontrabandy specyfik - syntetyczną melaninę. Budzący postrach dealer, Joe Sambucus Nigra, udaje się na pustynię po melaninę najwyższego gatunku, będącą obiektem pożądania mieszkańców Kunu Supii o jaśniejszej karnacji. W Toucan Bay na powrót bohatera czekają liczni wrogowie, a wśród nich skrytobójca Bo Nuggy, arcyadwersarz Joego Sama. Dykcja warstwy kunusupiańskiej jest najbardziej nowatorska pod względem formalnym i roztacza postapokaliptyczną wizję tętniącej w kosmosie karaibskiej żywiołowości. Oniryczny charakter języka w tej warstwie jest po części odzwierciedleniem narkotycznych flashbacków narratora, podczas których odtwarza wydarzenia przechowywane w swojej "trzewnej skrytni", czyli kulturowej historii zapisanej w ciele. Narracja jest rozproszona, zawiera w sobie również fragmenty opowieści przodków narratora, opisujących zniszczoną antyczną ?er?. Inne postaci materializują się cyklicznie w owych "skrytniotrzewnych" interludiach, pełniąc rolę przewodników towarzyszących czytelnikowi w wędrówce między Kunu Supią a dawnym Trynidadem. Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość zespalają się ostatecznie w finale powieści, w którym łączą się żywioły kosmiczny, ziemski i wodny i gdzie następuje niemożliwe połączenie przeszłości z przyszłością poprzez teraźniejszość.
Warstwa druga - "Dziennik powrotu na dryfującą wyspę" - rozgrywa się na lądzie, w teraźniejszości. Odwołuje się do statusu permanentnej kulturowo-geograficznej peryferyjności współczesnego Trynidadu. Nawiązujące do Kroniki powrotu do kraju rodzinnego martynikańskiego poety Aimégo Césaire'a osiem rozdziałów "Dziennika" przedstawia genetyczne flashbacki, przybierające postać medytacji nad "wygnaniem, powrotem i daremnym szukaniem dawnego siebie". Jak określa to autor, te szkice są "intymnym dziennikiem podróży, migawkami obrazów i kolażami dźwięków" zarejestrowanymi podczas "wakacyjnych wypadów "do domu"". To powrót na wyspę, która może istnieć tylko w "oceanie pamięci, na spornym terytorium ziemi ojczystej i ziemi utraconej. To miejsce, które raz opuszczone ulega nieodwracalnej przemianie". "Dziennik powrotu na dryfującą wyspę" jest świadectwem niemożności ucieczki od teraźniejszości i daremności prób uchwycenia utraconej przeszłości, która - o ile w ogóle jest dostępna - to tylko - być może - za pośrednictwem sztuki.
Warstwa trzecia, "Genetyczna pamięć starożytnej ?er?", jest zbiorem mitów kosmogonicznych umiejscowionych w przeszłości, w wodzie. Tych osiem rozdziałów przesiąkniętych jest nostalgią i pragnieniem, by ożywić ducha i materię karaibskiej magii, mitów, baśni i rytuałów, które przetrwały w postaci szczątkowych, śladowych wspomnień. Jedynym możliwym rozwiązaniem tego dylematu jest - ujmując rzecz tak, aby nie zdradzić finezyjnego zakończenia niniejszego tomu - "odbicie z buta do Afryki".
Tożsamość Josepha, ukształtowana przez bogatą międzykulturową różnolitość dziedzictwa tradycji i języków Trynidadu, bez wątpienia zainspirowała wielogłos idiomów, dykcji i rejestrów rozbrzmiewających w Afrykańskich korzeniach UFO. Wszystko to niczym w potrawce callaloo przyprawione jest karnawałem, calypso i kulturą trynidadzkich Hindusów, a składniki komponowane są w duchu nieskrępowanej swobody, właściwej twórczości Josepha. Oprócz rdzennie karaibskiego klimatu powieść obficie czerpie z tradycji afrykańskiej diaspory, takich jak wielkie przywiązanie do spuścizny rodzinnej i kulturowej, z nieodłącznym poczuciem wydziedziczenia, dążenie do zbudowania własnego funkcjonalnego świata w obliczu migracji, a przy tym silna wiara w więź jednostki z podtrzymującą tożsamość wspólnotą; oraz kulturowe, psychologiczne i językowe oderwanie od korzeni wraz z tęsknotą, która prowadzi do prób kontaktu ze zmarłymi przodkami w poszukiwaniu duchowego przewodnictwa. U podwalin tożsamości Josepha jako artysty leży doświadczenie emigracji z Trynidadu - miejsca, do którego nigdy już w pełni nie będzie przynależał, a do którego wciąż na różne sposoby w swojej twórczości powraca.
W książce Joseph konfrontuje doświadczenia kolonializmu, migracji, tułaczki, psychicznego zadomawiania się na nowo i powrotu do ziemi przodków. Za przewodników swoich poszukiwań Joseph obrał dawnych i współczesnych twórców eksplorujących pokrewne terytoria. W owym gronie artystów, pisarzy, muzyków, filozofów i krytyków kultury wiązanych z eksperymentami formalnymi i praktykami kontrkulturowymi nie mogło zabraknąć nazwisk takich jak Amiri Baraka, Ted Joans, Kamau Brathwaite, Wilson Harris, Léopold Sédar Senghor, Nathaniel Mackey, The Mighty Sparrow, Thelonious Monk, Miles Davis, John Coltrane, Ornette Coleman czy Aimé Césaire. Wytyczając z impetem własną ścieżkę twórczą w gronie tak znamienitych prekursorów, Joseph wykazał się talentem i oryginalnością, które zapewniają mu miejsce w pionierskim panteonie. Posługując się unikalnym, ożywczym idiolektem, zaprzęga powieściową formę do decentracji i rekonceptualizacji tożsamości, nie bacząc na ograniczenia metafizyki, eksploruje artystyczne powiązania z innymi eksperymentatorami, a także testuje sam język jako system dyskursywny - i to właśnie stanowi o wyjątkowości i nowatorstwie Afrykańskich korzeni UFO. Podążając śladem karaibskich mistrzów, takich jak Brathwaite i Harris, w swojej pierwszej powieści Anthony Joseph podejmuje się wyzwania opowiedzenia o sobie własnym głosem w rzeczywistości post-postkolonialnej, a jednocześnie wnosi istotny i trwały wkład w nową tradycję klasyków literatury futurystycznej.
prof. Lauri Scheyer
Ośrodek Badań nad Poezją Brytyjską i Amerykańską Hunański Uniwersytet Pedagogiczny
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki