Jestem bogiem
1933 rok. Okres cudny. W mej pamięci zapisze się on szczególnie,
niedawno bowiem zostałem kanclerzem Rzeszy. To nie był przypadek. To
tylko kolejny dowód na to, że przeznaczenie i los czuwają nade mną i nad
moimi planami politycznymi.
Muszę przyznać się do pewnej smutnej rzeczy, która uparcie mąci moją
radość. Co prawda, niektórzy na moim miejscu by się pewnie załamali, nie
wytrzymaliby takiego napięcia psychicznego... Ja z tym żyję i mam się
dobrze! W końcu jestem wyjątkowy. Nie tak łatwo obnażyć moje słabości!
Chodzi mi o to, że wielokrotnie próbowano mnie zabić. Pewnie jeszcze ta
sytuacja będzie równie często się powtarzać. Na szczęście zamachy na
moje życie nie robią na mnie już większego wrażenia. Każdy kolejny - a mam ich za sobą już kilka - tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że
przyszedłem na Ziemię z misją, którą mam wykonać z pomocą sił wyższych.
Gdyby tak nie było, to nie udałoby mi się tak szybko zostać kanclerzem
Trzeciej Rzeszy. A jednak zdołałem tego dokonać! To się dzieje!!
Kim chciałbym zostać?
Ostatnio zostałem zapytany o to, dlaczego nie zostałem architektem,
skoro tak bardzo mnie interesuje właśnie architektura, a czytanie na jej
temat daje mi tyle radości? Moja odpowiedź była dość krótka, a przy tym
oczywista. Otóż zostałem architektem, tyle tylko, że architektem
Trzeciej Rzeszy! Moją pasją od zawsze jest architektura, albumy o mostach chłonę jednym tchem!
Przy tym wszystkim w moim umyśle pojawiają się wspomnienia z lat
szkolnych. To właśnie wtedy moja cenzurka szkolna była mocno rozchwiana.
Były przedmioty, z których miałem oceny celujące i godne naśladowania,
ale też i takie, gdzie oceny były jedynie zadowalające, a nawet
niedostateczne. Z czego byłem najlepszy? Zdecydowanie z historii i geografii. Innym przedmiotom poświęcałem mniej uwagi.
"Otóż zostałem architektem, tyle tylko, że architektem Trzeciej Rzeszy!
Moją pasją od zawsze jest architektura". Hitler ogląda plany przebudowy
gmachów Reichstagu w Berlinie i opery w Monachium w pracowni architekta
Woldemara Brinkmanna (po prawej), 1938 rok
Prawdę powiedziawszy, i tak to istny cud, że tak wiele radości sprawiało
mi poznawanie historii. Bądźmy szczerzy. To, jak zwykle wyglądają lekcje
jakiegokolwiek przedmiotu w szkole, woła o pomstę do nieba. A nauka
historii to już w ogóle. Zmuszają tych biednych uczniów do wkuwania dat,
zamiast uczyć ich wyciągać wnioski z wydarzeń, do których doszło w przeszłości. Po co wkuwać daty? Żeby recytować je na apelach szkolnych?
Już w Mein Kampf przekonywałem, że nauka historii powinna polegać na
poszukiwaniu przyczyn wydarzeń, które zdarzyły się w przeszłości, i analizowaniu ich skutków. Dopiero takie poznawanie historii ma sens.
Wykuwać to może kowal żelazo, a nie daty. To jest bez sensu i powinno
się to zmienić. Trzeba uczyć się tak, by to, co ważne, zapamiętać, a wszystkie inne rzeczy zapomnieć. I najlepiej wymazać je z pamięci. Poza
tym uważam jeszcze, że ludzie nie powinni się uczyć historii. To
historia powinna uczyć nas. I to zdanie zapamiętajmy po wsze czasy.
A propos historii, właśnie wertuję sobie Mein Kampf. I czytam, co
kiedyś tam napisałem. Właśnie mam pod ręką krótki fragment dotyczący
moich marzeń. Przepiszę go tutaj. Warto go przytoczyć, by pokazać, jakie
miałem marzenia jako młody chłopak:
Sądzę, że moje ówczesne otoczenie uważało mnie zapewne za dziwaka. To,
że oddawałem się przy tym z płomiennym zapałem mojej miłości do
architektury, było naturalne. Wydawała mi się ona obok muzyki królową
sztuk: moje zajmowanie się nią nie było w tej sytuacji "pracą", lecz
najwyższym szczęściem. Mogłem aż do późnej nocy czytać albo rysować,
nigdy nie byłem zmęczony. Tak umacniała się moja wiara, że moje piękne
marzenie o przyszłości stanie się rzeczywistością, nawet gdyby nastąpiło
to po wielu latach. Byłem święcie przekonany, że wyrobię sobie kiedyś
nazwisko jako architekt3.
Już teraz czas pokazał, że nazwisko sobie wyrobiłem. Tyle tylko, że nie
jako architekt, a ktoś znacznie ważniejszy. Zresztą mam w głowie jeszcze
wiele planów. Ich realizacja sprawi z pewnością, że na długo zapiszę się
na kartach historii.
Nikt mnie nie ośmieszy!
Gdyby ktoś mnie zapytał o mój największy koszmar, który najczęściej śni
mi się po nocach, to bez najmniejszego wahania stwierdziłbym, że jest to
sytuacja, w której żydowska prasa dokonałaby ośmieszenia mej osoby. W jaki sposób mogłaby to uczynić? W jeszcze prostszy, niż się wszystkim
wydaje! Na szczęście myślę przyszłościowo i już teraz zakazałem mojemu
fotografowi pewnych czynności, które zdecydowanie uchronią mnie przed
ośmieszeniem. Cóż to takiego? Odpowiedź jest bardzo prosta. Mianowicie
czasy lekko się zmieniają, przez co publikacja mojego zdjęcia w kąpielówkach czy nawet w tradycyjnym stroju bawarskim z szelkami mogłaby
mnie ośmieszyć, szczególnie kiedy do zdjęcia dopisana zostałaby
określona historia. W związku z tym bez większych wątpliwości nakazałem,
by mój naczelny fotograf Heinrich Hoffmann nigdy więcej nie publikował
mojego wizerunku w szelkach, a te istniejące, aby zostały natychmiast
zniszczone. O zdjęciach w kąpielówkach chyba już też kiedyś pisałem?
Albo i nie?! W każdym razie nie zakładam kąpielówek, by nikt nie
sfotografował mnie w tym stroju. A to dlatego, że moim zdaniem żaden
przywódca poważnego kraju nie powinien się pokazywać na zdjęciu ubrany w same kąpielówki czy bieliznę. Kto tak czyni, ten nie może liczyć na
poważanie. Niektórzy uważają, że to samo zresztą tyczy się skórzanych,
bawarskich spodenek. Dlatego w nich już mnie nie zobaczycie.
"Czasy lekko się zmieniają, przez co publikacja mojego zdjęcia w kąpielówkach czy nawet w tradycyjnym stroju bawarskim z szelkami mogłaby
mnie ośmieszyć". Hitler w stroju bawarskim wraz ze współpracownikami
(m.in. Rudolfem Hessem) podczas odbywania kary więzienia za pucz
monachijski w Landsbergu, 1924 rok
Powiem coś więcej. I niech to zostanie między nami, ponieważ nie
chciałbym, by to wypłynęło na światło dzienne przed moją śmiercią. Nie
mam bowiem czasu na żadne tłumaczenia. W każdym razie mogę zdradzić, że
teraz, gdy w mej garderobie pojawiają się nowe elementy - takie jak
garnitur, szerokie spodnie czy przepiękny kapelusz - to w pierwszej
kolejności proszę Hoffmanna o to, by zrobił mi fotografie w nowych
strojach. Następnie on wywołuje zdjęcia i dopiero wtedy decyduję, czy
dany element garderoby jest godzien mojej osoby. Jeśli zyskuje on moją
akceptację, to wówczas mogę w nim wystąpić publicznie. Wcześniej jednak
nie ma na to szans. Jako szanujący się przywódca, nie mogę sobie
pozwolić na to, że pokażę się tysiącom ludzi w czymś, w czym będę
wyglądał po prostu źle. A w kwestii wyglądu nikt nie doradzi mi tak
dobrze, jak ja sam sobie! Sam wygląd na zdjęciu to jednak nie wszystko.
Muszę bowiem nie tylko dobrze wyglądać, ale i dobrze się w tym ubraniu
czuć! Jeśli więc jakiś kapelusz mi nie leży, to najzwyczajniej w świecie
go wyrzucam. I szukam kolejnych elementów mojej garderoby. Nie można
przecież występować przed tłumem ludzi w czymś, co jest niewygodne, w czym niekorzystnie wyglądam. To jest bowiem brak szacunku nie tylko dla
siebie, ale i przede wszystkim dla zgromadzonych odbiorców. A tak być
zdecydowanie nie powinno!
W co wierzy Adolf Hitler? Nostradamus myślał o mnie!
Prawdą jest to, co mówią po kątach. Mianowicie wierzę w przepowiednie, a swego czasu miałem nawet osobistego proroka4. Skoro jestem
wybrańcem i czuwa nade mną przeznaczenie, to moje życie musi uwzględniać
zapisaną mi misję. A dlaczego nie można by pewnych rzeczy przewidzieć?
Tylu znaków można się przecież dopatrzyć w życiu codziennym! Większość
ludzi jest mało wrażliwa na takie niematerialne doznania, ale nie ja!
Ostatnio ktoś z mojego otoczenia doniósł mi o sensacyjnych
przepowiedniach Nostradamusa, które w niedługim czasie mają się spełnić.
Nie trzeba było mnie długo namawiać do ich lektury. Błyskawicznie
posłałem po swojego kamerdynera, który miał zająć się sprawą i jak
najszybciej sprowadzić dla mnie z biblioteki niniejsze przepowiednie.
Wszystko miało się odbyć w wielkiej tajemnicy. Nie chciałem, by
ktokolwiek dowiedział się, że Adolf Hitler zajmuje się przepowiedniami.
Choć w głębi serca nader mocno pragnąłem poznać te sekrety.
Nie minęło zbyt wiele czasu, a na moim biurku leżała już przepowiednia
Nostradamusa. Z podniecenia czułem na plecach lekkie mrowienie. Serce
biło nieco szybciej, krew krążyła prędzej niż zwykle. I do tego ten
zapach - oprawiona w skórę księga była pokryta kurzem. Matko, już nie
mogłem się doczekać tego, co tam wyczytam! Na marginesie dodam, że
doskonale zdaję sobie sprawę z tego, kim był Nostradamus. Owszem, był on
znanym francuskim astrologiem, ale był to również człowiek mający
korzenie żydowskie!
W końcu zasiadłem do lektury! Już po przeczytaniu pierwszego wersu
poczułem gęsią skórkę na plecach. Czułem się tak, jakbym czytał o sobie!
Po pierwsze, pojawiła się opowieść o wielkim wzgórzu, nad którym leci
przepiękny orzeł. To był dla mnie jasny znak. Wzgórze to Trzecia Rzesza,
a orzeł to ja. Orzeł jest zresztą także symbolem Trzeciej Rzeszy!
Bardziej klarownego sygnału od losu otrzymać nie mogłem! Jak widać,
nawet ten renesansowy jasnowidz przewidział już wtedy moją przyszłość...
To jednak nie wszystko! Na innych kartach przepowiedni Nostradamusa
znalazłem coś, co jeszcze bardziej dotykało mnie osobiście. Mianowicie
jego słowa brzmiały mniej więcej tak:
Z głębi zachodniej Europy,
z biednych ludzi zrodzi się małe dziecię,
on swym językiem uwiedzie wielkie oddziały,
Jego sława będzie rosła w kierunku królestwa Wschodu.
To przecież wszystko jest o mnie! Pochodzę z zachodniej Europy.
Urodziłem się w niezbyt zamożnej rodzinie. "On swym językiem uwiedzie
wielkie oddziały"? Tutaj zapewne chodzi o mój talent oratorski, który
jest w końcu nieoceniony, niespotykany. A co do sławy na Wschodzie? Tu
pewnie chodzi o to, że wkrótce usłyszy o mnie cały świat, w tym również
Wschód!
To jednak nie koniec. Dalej przepowiednie tego jasnowidza były jeszcze
ciekawsze!
Wygłodniałe, okrutne bestie przetną rzeki,
Większa część bitwy będzie przeciwko Histerowi,
Do żelaznej klatki zostanie wciągnięty wielki,
Kiedy dziecko Niemiec nic nie widzi.
Nie muszę chyba tłumaczyć, o kim jest tutaj mowa? Dodam jedynie, że
słowo "Hister" można rozumieć w dwojaki sposób. Albo jako słowo
"Hitler", do którego wkradła się świadoma literówka... Albo - i ten
wariant także jednoznacznie wskazuje na moją osobę - za słowem "Hister"
kryje się inna nazwa rzeki Dunaj. Tej samej, która przepływa niedaleko
mojej rodzimej Austrii. Wszystko jasne!
Dalsze rozważania na temat Nostradamusa na ten moment sobie daruję.
Jestem tak podekscytowany swoim odkryciem, że nie mogę się skupić! Tyle
wieków przed moim urodzeniem, a już o mnie pisali! To niesamowite! Z wrażenia na pewno dzisiaj nie usnę. Spożytkuję ten czas na obmyślenie
pewnej strategii politycznej... Mam już zarys swojego kolejnego
przemówienia! W tym miejscu mogę jedynie stwierdzić, że po lekturze
przepowiedni Nostradamusa wiem jedno - ten człowiek znał się na rzeczy!
O wrogach słów kilka
Moi wrogowie na każdym kroku podkreślają, że mam czeski akcent. A do
tego, że jako Austriak nie powinienem rządzić Niemcami. To się jednak
wkrótce zmieni. Argument o Austrii zostanie przeze mnie wytrącony moim
oponentom5. Nad akcentem zresztą też ciągle pracuję, ćwicząc
przed lustrem wystąpienia publiczne.
A jakby tego było mało, złośliwi jeszcze twierdzą, że mam angielski
wąsik i francuskie włosy. Co począć?! Mogę im jedynie odpowiedzieć, że w tej sytuacji jestem Europejczykiem pełną gębą! Jak widać, to kolejny
dowód na to, że jestem skazany, by rządzić nie tylko Trzecią Rzeszą, ale
i całą Europą, a później nawet i światem.
Wiem, że jeszcze długa droga przede mną. Ale, ale! Mam już wytyczoną
ścieżkę i mam zamiar nią kroczyć. Zresztą już dawno temu w Mein Kampf
nakreśliłem moje poglądy. Teraz pozostaje mi jedynie spełnić obietnicę i przejąć władzę nad całym globem. Przyszedłem na świat jako człowiek,
który ma do spełnienia wyjątkową misję. I nie mam zamiaru się z tego
wycofywać!
Dziwny sen
Miałem w nocy sen. Był on tak absurdalny, że postanowiłem go zapisać.
Byłem w nim Żydem, który urodził się na południu Polski. Mój ojciec
prowadził sklep z zegarami, będąc przy tym wziętym zegarmistrzem. To
wszystko działo się w niejakiej Małopolsce. I nagle nadszedł moment, w którym nazistowskie Niemcy wkroczyły na polskie ziemie, a ja trafiłem do
niewoli, do obozu pracy na południu Polski.
/Dalej tekstu nie da się odczytać. Coś zostało napisane, po czym
zamazane i solidnie przekreślone. Hitler chciał chyba coś dopisać, ale
ostatecznie ten wpis jest niekompletny/
Wywiad dla "Gazety Polskiej"
26 stycznia 1934 roku, czyli równo rok temu, została podpisana
deklaracja polsko-niemiecka o niestosowaniu przemocy. Z tej okazji kilka
dni temu udzieliłem wywiadu dla "Gazety Polskiej" polskiemu
dziennikarzowi, redaktorowi Smogorzewskiemu6.
Naturalnie, zgodnie ze starym zwyczajem, znałem już wcześniej pytania
(to był podstawowy warunek, bez którego nie zgodziłbym się na rozmowę),
jednak zbytnio i tak nie obawiałem się o przebieg tej rozmowy, to
Ribbentrop bowiem rekomendował mi tego dziennikarza, zapewniając, że
panowie się znają od pewnego czasu. Zresztą muszę zdradzić też, że
udzielenie wywiadu nie miało wiele wspólnego z rozmową. Odpowiedzi na
pytania zostały przygotowane wcześniej i wręczone redaktorowi
Smogorzewskiemu w trakcie naszego spotkania. Polak otrzymał ode mnie
plik kartek z jasno wyodrębnionymi odpowiedziami na siedem pytań, które
- zacytuję z głowy - właśnie teraz:
Czy Niemcy powrócą do Ligi Narodów, z której wystąpiły w 1933 roku?
Jakie wybitne umysły wywarły wpływ na poglądy przywódcy Trzeciej Rzeszy,
Adolfa Hitlera?
Czy polityka narodowosocjalistyczna ostatecznie przekreśla wcześniejszą,
konfrontacyjną politykę Niemiec w stosunku do Polski?
Jaki jest stosunek Niemiec do proponowanych im międzynarodowych paktów?
Czy Adolf Hitler ma zamiar w 1935 roku wprowadzić nowy podział
administracyjny Niemiec?
Czy zasada wodzowskiej roli partii narodowosocjalistycznej będzie na
trwałe wprowadzona do niemieckiej konstytucji?
Jaki ma być stosunek rolnictwa do przemysłu w Niemczech?
Spotkaliśmy się w mojej kancelarii, na parterze w saloniku. Towarzyszył
nam mój doradca do spraw polityki zagranicznej, Joachim von Ribbentrop.
Chcąc być miły, zamieniłem z dziennikarzem kilka słów. Poprosiłem
gościa, by nie robił żadnych notatek z naszej rozmowy i by nic, co teraz
mówię, nie ukazało się w druku. Zapytałem, co u niego słychać, jak mu
się mieszka w Trzeciej Rzeszy, czy planuje zostać tu na dłużej.
Rozmawialiśmy też chwilę o stanie świata. Które gospodarki mają się
dobrze, które gorzej. Właściwie to rozmawiało nam się tak dobrze, że
poczęstowałem go szampanem. Widać było, że ten człowiek jest
zorientowany w sytuacji geopolitycznej i w ogóle ma ogromną wiedzę o świecie. Tym bardziej było mi miło, że to on przeprowadził ze mną
wywiad, a właściwie przekazał pytania...
Swoją drogą moi ludzie twierdzą, że wszystkie pytania były konsultowane
z polskim Ministerstwem Spraw Zagranicznych. Podobno bardzo zależało
ministrowi Józefowi Beckowi, bym wypowiedział się w kwestii stosunków
polsko-niemieckich, by utwierdzić Polaków w przekonaniu, że nasze
kontakty mają się nieźle. To błędne myślenie. Powiem, a właściwie
napiszę tak... Papier przyjmie wszystko. Obiecać też można wszystko. A co
się później wydarzy, to już czas pokaże. Zresztą odpowiadając na te
pytania dziennikarza, zaserwowałem wiele ogólników. Nic ciekawego nie
wynikało z tych odpowiedzi, a były to jedynie propagandowe formułki,
które nie dość, że wydrukowała polska prasa, to jeszcze zadbaliśmy o to,
by ten wywiad zacytowały wszystkie najważniejsze media działające w Trzeciej Rzeszy. Ten ruch oceniam zdecydowanie na plus.
PS
Właśnie trzymam w rękach wydanie "Gazety Polskiej". Widzę, że ten polski
redaktor chyba zbytnio nie był zadowolony, we wstępie do naszej rozmowy
bowiem dodał takie nieco dziwaczne słowa, chcąc się ode mnie
zdystansować. Uwaga, cytuję:
W obawie, abym czegoś nie zapomniał, uważnie słuchałem odpowiedzi
kanclerza na moje pytania. Z doświadczenia wiem, że pamięć wierniejsza
jest w takich wypadkach niż pośpiesznie robione, a potem z trudem dające
się odczytać notatki. Słuchając, obserwowałem przez cały czas mego
wybitnego rozmówcę. Z niezwykłą uprzejmością i całkiem swobodnie
odpowiadał na wszystkie moje pytania. Powiem nawet, że gdybym mógł
ogłosić stenogram mojej z Kanclerzem Rzeszy rozmowy - czytelnicy "Gazety
Polskiej" mieliby przed oczami dokument o wiele bardziej żywy, miejscami
dla Polaka bardziej wymowny niż tekst, który oddaję poniżej. Ale każdy
dialog jest własnością obu rozmawiających, a jeśli ma się zaszczyt
rozmawiać z odpowiedzialnym mężem stanu - rozumie się samo przez się, że
można podać do wiadomości publicznej tylko to, co on sam
aprobuje7.
Jubileusz mojej książki. Ale tam nakłamałem
Kartka w kalendarzu wskazuje, że mamy 1935 rok. To czas dla mnie
szczególny, w tym roku bowiem mija równe dziesięć lat, odkąd ukazała się
pierwsza część znanej na cały świat mojej książki Mein Kampf. Zebrało
mi się na wspominki... Bo tak sobie myślę, że wszyscy ci, którzy za kilka
lat będą mnie krytykować, zapewne będą przekonywać świat, że nigdy
wcześniej nie słyszeli o moich zamiarach. Że nikt im o tym nie
wspominał, że marzę o zdobywaniu przestrzeni życiowej dla Niemców na
wschodzie Europy. Że moim zdaniem rasą panów są Aryjczycy, a dokładniej
- Niemcy właśnie. Że przeciwieństwem Germanów są Żydzi. Że niezbędna
jest budowa Wielkich Niemiec, złożonych z ziem, które sąsiadują właśnie
z Niemcami. To wszystko ogłosiłem już dawno temu, ale teraz, po
dziesięciu latach, z dużą dozą pewności mogę stwierdzić, że za jakiś
czas, gdy mnie nie będzie już na tej ziemi, niektórzy będą mówić, że
mnie popierali, bo nie znali wszystkich moich zamiarów. Rzeczywiście to
wiedza sekretna, powielona "jedynie" w kilkunastu milionach egzemplarzy
Mein Kampf8! Nawiasem mówiąc, nieźle zarobiłem na Mein Kampf.
Początkowo dziesięć procent od egzemplarza, a od 1933 roku piętnaście
procent. Na moje konto wpływały tak wielkie sumy, że zrezygnowałem nawet
z pensji kanclerza. Z tej okazji mogliśmy maksymalnie rozpędzić
propagandową machinę.
"Nawiasem mówiąc, nieźle zarobiłem na "Mein Kampf". Początkowo dziesięć
procent od egzemplarza, a od 1933 roku piętnaście procent. Na moje konto
wpływały tak wielkie sumy, że zrezygnowałem nawet z pensji kanclerza".
Obwoluta wydania "Mein Kampf" z 1936 roku
Wracając jednak do sedna... Inna sprawa, że - i niech to zostanie
absolutnie między nami - nakłamałem w tej książce jak mało kto. Otóż
Mein Kampf składa się z dwóch tomów, przy czym w pierwszym
opowiedziałem o sobie, o rodzinie, o dzieciństwie. Rozpisywałem się tam,
twierdząc, że żyłem niemalże w rodzinnym raju, a do tego miałem silną
wolę. Prawda jest zgoła inna. W domu bywało różnie. Ojciec, pracujący
jako urzędnik państwowy, po robocie chodził do gospody sączyć
niezliczone ilości wina, zamiast spędzać ze mną czas. Kazał przed sobą
niemalże klękać. To on zawsze o wszystkim decydował. Lał mnie na potęgę,
nie mając przy tym w sobie nawet pierwiastka empatii! To pewnie dlatego
dzisiaj dopada mnie znieczulica, gdy widzę, jak esesmani pałują
niepokornych. Możecie za to podziękować mojemu tatusiowi!
Przepraszam... O matko, co się ze mną dzisiaj dzieje?! Nie wiem.
Wspomnienie ojca chyba wywołuje stres! W każdym razie prawda jest taka,
że mój ojciec lał mnie skórzanym pasem jak jakiś psychopata, a ja od
pewnego dnia tak się w sobie zaparłem, że na mej twarzy nie było nawet
lekkiego grymasu, gdy on mnie lał! W końcu to poskutkowało. Mój wściekły
ojciec doszedł do wniosku, że musi przestać mnie bić, bo inaczej jego
syn - czyli ja - zwariuje! Ostatecznie to on mógłby zwariować, gdyby nie
zmarł przedwcześnie w 1903 roku! Napisałem o nim nawet kilka słów w Mein Kampf - zaraz je tutaj przepiszę - choć muszę przyznać, że były
one dość naciągane:
W wieku trzynastu lat straciłem nagle ojca. Udar dotknął tego samego w sobie krzepkiego mężczyznę, kończąc w najbardziej bezbolesny sposób jego
ziemską wędrówkę, a nas wszystkich pogrążając w najgłębszym cierpieniu.
Mogłoby się wydawać, że nie udało mu się osiągnąć tego, co sobie
najbardziej wymarzył, a mianowicie zapewnienia synowi lepszej
egzystencji i ustrzeżenia go przed swoim ciężkim losem. Jednak, choć
także całkowicie nieświadomie, to właśnie on położył podwaliny pod
[moją] przyszłość, czego wówczas ani on, ani ja nie byliśmy w stanie
pojąć9.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
1. Chodzi o nieznane zapiski z rozmów, które odbyły się pomiędzy Adolfem Hitlerem a Eduardem Blochem. Efektem tych spotkań jest książka Spowiedź Hitlera. Szczera rozmowa z Żydem autorstwa Christophera Machta. [wróć]
2. To jeden z powodów, dla których w 2004 roku ustanowiono 2 maja Dniem Flagi. [wróć]
3. Mein Kampf, pod red. E.C. Króla, Wydawnictwo Bellona, Warszawa 2021, t. I., s. 40. [wróć]
4. Więcej na ten temat można przeczytać w książce Christophera Machta Spowiedź Hitlera. Szczera rozmowa z Żydem, Wydawnictwo Bellona, Warszawa 2016. [wróć]
5. Adolf Hitler nawiązuje zapewne do przyłączenia Austrii do Trzeciej Rzeszy, czyli Anschlussu, który nastąpił w 1938 roku. [wróć]
6. Jak się później okaże, będzie to jedyny wywiad, którego Adolf Hitler udzielił polskiemu dziennikarzowi. [wróć]
7. "Gazeta Polska: Pismo Codzienne", nr 26, 26 stycznia 1935. [wróć]
8. Ostatni, bardzo duży dodruk pojawił się jesienią 1944 roku i w ten sposób łączny nakład osiągnął co najmniej 12 450 000 egzemplarzy - przekonuje prof. Cezary Król w krytycznej, polskiej wersji Mein Kampf (źródło: Mein Kampf, pod red. E.C. Króla, Wydawnictwo Bellona, wstęp, s. 34). [wróć]
9. Mein Kampf, t. I., s. 15. [wróć]
Gdzie odnaleziono dzienniki?
2 maja 1945 roku Sowieci w towarzystwie oddziałów 1. Armii Wojska
Polskiego zdobyli Berlin. Już o świcie Polacy wywiesili polską flagę na
67-metrowej Kolumnie Zwycięstwa2. Szacuje się, że w bitwie o Berlin uczestniczyło około dwunastu tysięcy Polaków. Później dołączyli
do nich alianci.
Jeszcze tego samego dnia rozpoczęło się wielkie plądrowanie oficjalnych
gmachów ministerstw Trzeciej Rzeszy, położonych przy Wilhelmstraße.
Sowieci około południa zaczęli przeszukiwać zarówno Kancelarię Rzeszy,
jak i Führerbunker - bunkier Führera. Kilka godzin później na rozkaz
Kremla do obu kompleksów wkroczył kontrwywiad armii sowieckiej -
SMIERSZ. Zrobił to w jednym celu - aby odnaleźć ciała Adolfa Hitlera i Ewy Braun oraz zabezpieczyć wszystkie dokumenty, które mogłyby
interesować sowiecką władzę.
Zarówno bunkier Hitlera, jak i gmach Kancelarii Rzeszy stanowiły nie
lada atrakcję dla żołnierzy. Tygodnie upływały, a liczba ludzi chcących
wejść do podziemnego bunkra wodza Trzeciej Rzeszy nie malała. Jedynie
część z tych ludzi prowadziła oficjalne poszukiwania, w trakcie których
próbowano odnaleźć dokumenty, m.in. niezbędne do rozliczenia reżimu
Hitlera w trakcie procesu norymberskiego. Pozostali wchodzili do środka,
by znaleźć pamiątki po nazistowskich dygnitarzach, które można by
później sprzedać.
Dwa miesiące później pewien Polak, który szedł Voßstraße, postanowił
wejść do ruin Nowej Kancelarii Rzeszy. Nie miał pojęcia, że dwadzieścia
minut później znajdzie dokumenty, które zmienią bieg historii...
W środku gmachu, w którym na każdym kroku panowała wszechobecna wilgoć,
mnóstwo było nadkruszonego betonu, szczurów i resztek po szybach
wentylacyjnych. Uwagę Polaka przykuł właśnie jeden z nich. Z czystej
ciekawości postanowił włożyć do niego głowę. Ku swojemu zaskoczeniu
zauważył, że w pewnym miejscu osypało się mnóstwo gruzu. Stworzył on
niewielki kopczyk, spod którego wystawał zakurzony pakunek. Polak był
pewien, że obok szybu, a może nawet w szybie, wybudowano skrytkę, która
na skutek ciągłego niszczenia budynku i jego wcześniejszych bombardowań
przypadkowo została uszkodzona i odkryta. Jego oczom ukazało się
niezwykłe znalezisko, wtedy jednak nie wiedział jeszcze, jak bardzo jest
ono cenne. W szybie spoczywał bowiem nietknięty pakunek, zawinięty w stare wydania "Völkischer Beobachter". Polak wziął zawiniątko w ręce i schował je do kieszeni płaszcza. Dopiero po powrocie do domu postanowił
je odpakować.
Dwadzieścia lat później rozegrał się dramat. Żona wspomnianego polskiego
żołnierza ciężko zachorowała, a ratunkiem było kosztowne leczenie.
Pakunek odkupił więc pewien człowiek, który po latach, po lekturze
Spowiedzi Hitlera mojego autorstwa, postanowił się z nim rozstać i przekazać go mnie. Co było w środku? To, co przeczytacie Państwo na
dalszych stronach. Tak, to dzienniki Hitlera!
Christopher Macht