ADHD 2.0 - Edward M. Hallowell, John J. Ratey
39.00 zł

Reflow text when sidebars are open.
W1994 roku napisaliśmy Driven to Distraction - książkę zapoznającą opinię publiczną z zespołem zaburzeń, o którym większość ludzi w ogóle nie słyszała albo wiedziała bardzo niewiele, a mianowicie z zespołem zaburzeń uwagi, w skrócie ADD (attention deficit disorder). Ponieważ obaj mamy ADD, byliśmy w stanie opisać ten syndrom jakby od środka, uwiarygodniając przed czytelnikami objawy, a także opowiadając, jak się z nimi żyje. A ponieważ obaj jesteśmy również psychiatrami zajmującymi się tą dziedziną, przez następne lata, na podstawie dostępnych informacji i wyników badań, napisaliśmy w sumie siedem książek o diagnozowaniu i leczeniu ADD, a także o tym, jak to jest być rodzicem bądź małżonkiem osoby, która się z nim zmaga.
Teraz, kiedy piszemy tę książkę - ponad dwadzieścia pięć lat po pierwszej wspólnej pracy - sytuacja pod wieloma względami wygląda inaczej. Nie tylko większość ludzi słyszała już o ADD, ale niemal każdy zna kogoś, kto zmaga się z tym zaburzeniem - może to być kolega ze szkoły, współpracownik, mąż lub żona (albo ma je sam). Nauczyciele i administratorzy szkolni są niezwykle wyczuleni na jego objawy, ponieważ dziecko z niezdiagnozowanym (lub źle leczonym) ADD może zakłócić funkcjonowanie nawet najmniejszej klasy, nie wykorzystując przy tym własnego potencjału i zdolności. Termin ten jest obecnie często używany z pozbawioną stygmatyzacji nonszalancją - powiedzenie "Jestem taki ADD" stało się poręczną wymówką dla roztrzepania, zapominalstwa i zwykłej nieodpowiedzialności, zarówno naszej, jak i innych, niezależnie od diagnozy lub jej braku.
Inna zmiana to zastąpienie skrótu ADD terminem ADHD, poprzez dodanie "nadpobudliwości" (hyperactivity), aby nazwa wierniej opisywała wzloty i upadki doświadczane z powodu tej dolegliwości. W naszej książce będziemy się posługiwać tym bardziej współczesnym i oficjalnym skrótem.
Mimo spopularyzowania samego terminu, jedna rzecz, co frustrujące, nie uległa zmianie. Większość ludzi nadal nie pojmuje siły, ogromu i stopnia złożoności tego zaburzenia. Nie wiedzą oni również, jak wielkie postępy w rozumieniu i leczeniu ADHD poczyniono w ostatnich latach. Znają tylko karykaturalne stereotypy; mają błędne lub niekompletne informacje. Owe mylne przekonania przynoszą szkodę milionom ludzi, powstrzymując ich od poszukiwania pomocy lub, jeśli jej szukają, od znajdowania pomocy właściwego rodzaju. W świecie ADHD wrogiem numer jeden jest wciąż ignorancja.
Wielu ludzi nadal uważa, że dolegliwość ta dotyczy tylko dzieci, a zatem, że się z niej wyrasta. W rzeczywistości jednak, jeśli nawet ktoś został zdiagnozowany jako dziecko, dziś wiemy już, że z tego nie wyrośnie - ADHD jest również problemem osób dorosłych. Ludzie, którzy pozornie się z nim uporali, w rzeczywistości nauczyli się dobrze go ukrywać. Wiemy również, że ADHD może się ujawnić po raz pierwszy w wieku dojrzałym. Często dzieje się tak, gdy sytuacja życiowa danej osoby w pewnym momencie ją przerasta. Klasyczne przykłady to kobieta rodząca pierwsze dziecko czy student rozpoczynający naukę w akademii medycznej. W obu tych przypadkach wymogi organizacyjne codziennego życia gwałtownie rosną i osoba zaczyna wykazywać objawy ADHD, które była w stanie maskować w przeszłości. To właśnie wtedy ADHD może i powinno zostać zdiagnozowane. Co więcej, ADHD diagnozowane u dorosłych jest zaburzeniem ujętym w wielkiej księdze zaburzeń psychiatrycznych - klasyfikacji Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorders (DSM-5).
Inni znów uważają, że ADHD jest w dużej mierze wymysłem firm farmaceutycznych napędzających sztuczne zapotrzebowanie na produkowane przez nie leki. Nie jest to prawda, choć z pewnością przez te wszystkie lata rozmaici oszuści przyczyniali się do nieporozumień w kwestii tego, jak i dlaczego niektóre leki działają.
Jeszcze inni - i jeszcze mniej delikatni - są zdania, że ADHD to frymuśny termin na określenie lenistwa i że ludziom, którzy "jakoby to mają", przydałoby się trochę dobrej staroświeckiej dyscypliny! W rzeczywistości lenistwo jest najmniej trafnym słowem. Umysł osoby z ADHD pracuje bez przerwy, chociaż nasza efektywność nie zawsze to potwierdza. Nie dzieje się to jednak z powodu braku woli bądź energii!
Nadrzędnym błędem, który popełnia wielu ludzi, jest jednak myślenie, że ta wyjątkowo dojmująca dolegliwość dotyczy bardzo nielicznych. To wielki błąd.
Po pierwsze, dolegliwość ta wcale nie jest rzadka. Dotyczy przynajmniej 5 procent populacji, chociaż my uważamy, że ta liczba jest dużo wyższa, ponieważ istnieją osoby, które zdają się radzić sobie w życiu całkiem dobrze (choć mogłyby radzić sobie jeszcze lepiej) i nie zostały zdiagnozowane. Niedostatek profesjonalistów, którzy wiedzą, jak rozpoznać ADHD, dodatkowo wypacza ten obraz. Ponadto za sprawą naszego błyskawicznego dostępu do informacji oraz natłoku przychodzących bodźców - obrazów, dźwięków i innych danych - jest całkiem prawdopodobne, że dzisiaj wszyscy jesteśmy "trochę ADHD", to znaczy bardziej roztrzepani, zapominalscy i rozproszeni niż kiedykolwiek w przeszłości. My, autorzy, ukuliśmy nawet nowy termin, żeby opisać ten stan - zajmiemy się nim w rozdziale pierwszym.
Ignorancja w kwestii ADHD kosztuje życie. Dosłownie. ADHD może być prawdziwym utrapieniem, nieustanną i dożywotnią drogą przez mękę, przyczyną, dla której skądinąd uzdolniony człowiek nigdy nie osiąga sukcesu, lecz kuśtyka przez życie sfrustrowany, zawstydzony i przegrany, wysłuchując upomnień, żeby się bardziej starał, żeby nadążał, dorósł lub w jakiś inny sposób się poprawił. Może to prowadzić do samobójstw, różnego rodzaju uzależnień, czynów przestępczych (więzienia są pełne ludzi z niezdiagnozowanym ADHD), agresywnych zachowań i krótszego życia.
Psycholog Russell Barkley, jeden z największych autorytetów w tej dziedzinie, podsumowuje to niebezpieczeństwo, powołując się na brutalną statystykę:
Z punktu widzenia zdrowia publicznego ADHD wypada źle w porównaniu z innymi zabójcami. Palenie na przykład skraca oczekiwaną długość życia o 2,4 roku, a jeśli palisz więcej niż dwadzieścia papierosów dziennie, to o 6,5 roku. W przypadku cukrzycy i otyłości jest to kilka lat. Podniesiony poziom cholesterolu to 9 miesięcy. ADHD jest gorsze niż pięciu największych zabójców w Stanach Zjednoczonych razem wziętych.
ADHD skraca życie dotkniętej nim osoby średnio o prawie trzynaście lat. Barkley dodaje:
A na dodatek zwiększa ryzyko przypadkowych urazów i samobójstw [...]. Długość życia mniej więcej dwóch trzecich ludzi z ADHD jest krótsza od oczekiwanej aż o 21 lat.
Wiedząc to, co dzisiaj wiemy o ADHD, i opierając się na najnowszych badaniach, możemy kategorycznie i z pełnym przekonaniem stwierdzić, co następuje: "Nie musi tak być! Już czas wprowadzić prawdziwe myślenie 2.0".
Na początek należy zaznaczyć, że lekarstwa naprawdę pomagają. Jak zauważył sam doktor Barkley:
ADHD jest bez porównania najbardziej podatnym na leczenie zaburzeniem psychiatrycznym. Mamy więcej produktów leczniczych [...] o większej efektywności, większym wskaźniku odpowiedzi na lek i większej liczbie sposobów dostarczania leku, które zmieniają życie ludzi, niż w przypadku jakiegokolwiek innego zaburzenia. Są to jedne z najbezpieczniejszych leków w psychiatrii.
Obecnie wiemy również, że poza farmakologią istnieje cały arsenał strategii behawioralnych dotyczących stylu życia, które wy sami bądź wasi bliscy możecie stosować, aby radzić sobie z ADHD - począwszy od uspokajających i ułatwiających skupienie ćwiczeń fizycznych, po różne sposoby ujarzmiania żywej i nieustannie aktywnej wyobraźni osób z ADHD oraz sposoby znajdowania "właściwych trudności i wyzwań", odpowiednich dla konkretnego umysłu, który musi wciąż być aktywny.
Jako klinicyści przekonaliśmy się, że każda z tych strategii działa i zmienia na lepsze życie naszych pacjentów, z których kilkoro opiszemy w tej książce (pod zmienionymi imionami, żeby uszanować ich prywatność). Za sprawą gwałtownego rozwoju technologii obrazowania mózgu oraz dociekliwości neuropsychiatrów coraz lepiej rozumiemy, dlaczego te strategie działają - rozdziały drugi i trzeci poświęcone są temu fascynującemu zagadnieniu i pozwolą wam lepiej zrozumieć funkcjonowanie mózgu z ADHD.
Zanim jednak zajmiemy się tym, co należy robić, ważne jest, byśmy wrócili do słowa użytego wcześniej: siła. Tak, ADHD jest potężną siłą, która wywołuje niepotrzebne cierpienie zbyt wielu ludzi. Jednocześnie, gdy da się ją okiełznać, wydobywa na wierzch talenty, których nie można kupić ani w sobie wyćwiczyć. Często jest siłą napędową kreatywności i uzdolnień artystycznych, czynnikiem pobudzającym pomysłowość i myślenie iteracyjne. Może być mocną stroną twoją lub twojego dziecka, a nawet prawdziwą supermocą. Jeśli naprawdę je zrozumiesz i przyswoisz, ADHD może stać się trampoliną do sukcesu, o jakim nawet nie marzysz, i kluczem do twojego potencjału. Jak już mówiliśmy, widzimy to w naszej codziennej praktyce.
Często opowiadamy o ADHD dzieciom, posługując się bardzo prostą analogią, która z pewnością przemawia również do dorosłych - otóż osoba z ADHD ma moc silnika Ferrari, ale hamulce od roweru. I właśnie ta dysharmonia między mocą silnika a systemem hamulcowym jest przyczyną kłopotów. W tej sytuacji najważniejszym zadaniem będzie wzmocnienie hamulców.
Krótko mówiąc, ADHD może być nadzwyczaj mocnym atutem, wręcz darem, pod warunkiem, że będziemy sobie z nim radzić w sposób rozumny - i rozumiejący. Istotne jest tu właśnie owo "rozumienie". W zależności od tego, czy rozumiemy ADHD, czy nie, możemy się czuć dobrze lub źle z tym, w jaki sposób się ono objawia, sprawiając, że czujemy i działamy inaczej niż reszta społeczeństwa. Jednym z głównych powodów, dla których piszemy tę książkę, jest chęć pomocy wam i waszym bliskim w byciu kimś, kto wie, że jest inny i świetnie się z tym czuje. Jeżeli wiesz, kim jesteś, łatwiej ci polubić samego siebie, ponieważ wiedza to siła. A zatem przyjrzyjmy się razem najnowszym sposobom rozumienia tego zadziwiająco zmiennego stanu.
Spektrum cech charakterystycznych
Kim jesteśmy my - ludzie z ADHD?
Jesteśmy trudnymi dziećmi, które doprowadzają rodziców do szaleństwa kompletnym brakiem organizacji, niezdolnością do ukończenia jakiegokolwiek działania: posprzątania pokoju, pozmywania naczyń czy wykonania innego wyznaczonego zadania. Dziećmi, które wciąż przeszkadzają, zawsze mają wymówkę, dlaczego czegoś nie zrobiły i, ogólnie rzecz biorąc, w większości obszarów funkcjonują dużo poniżej swojego potencjału. Dziećmi, które codziennie wysłuchują kazań o tym, jak trwonią swoje talenty, marnują okazje, by radzić sobie lepiej, oraz nie wykorzystują tego wszystkiego, co dali im rodzice.
Czasami jesteśmy utalentowanymi pracownikami na wysokim stanowisku, którzy przekraczając ostateczne terminy i nie dotrzymując zobowiązań, wciąż zawodzą oczekiwania innych. Popełniamy gafy towarzyskie i przegapiamy okazje, by osiągnąć sukces. Bardzo często jesteśmy uzależnieni, nieprzystosowani, bezrobotni - bywa nawet, że popadamy w konflikt z prawem - choć od zmiany tej sytuacji dzieli nas jedynie diagnoza i plan leczenia. Jesteśmy tymi, w imieniu których Marlon Brando w klasycznym filmie z 1954 roku Na obrzeżach wypowiedział słowa: "Mógłbym być dobrym zawodnikiem". Wielu z nas mogłoby uczestniczyć w jakimś współzawodnictwie i bez wątpienia powinno.
Ależ my przecież odnosimy sukcesy. Dajemy radę! Jako uczestnicy zebrań jesteśmy pozornie odklejeni od rzeczywistości, by za chwilę wyskoczyć jak filip z konopi z odkrywczym pomysłem. Często jesteśmy dziećmi, których talent rozkwita, gdy tylko otrzymają właściwą pomoc, a po okresie wyników w kratkę docierają na sam szczyt. Jesteśmy zawodnikami i zwycięzcami.
Jesteśmy również pomysłowymi i pełnymi energii nauczycielami, kaznodziejami, klaunami cyrkowymi i stand-uperami, żołnierzami Navy SEALs lub Army Rangers, wynalazcami, majsterkowiczami i trendsetterami. Są wśród nas samorodni milionerzy i miliarderzy, laureaci Pulitzera i Nobla, zdobywcy nagród Academy, Tony, Emmy i Grammy, pierwszorzędni radcy prawni, neurochirurdzy, handlowcy i bankierzy inwestycyjni. Często jesteśmy przedsiębiorcami. Dla przykładu - również my, autorzy tej książki, jesteśmy przedsiębiorcami, a zdecydowana większość dorosłych pacjentów, którymi się zajmujemy, także jest lub zamierza nimi być. Właściciel i współpracownik Strategic Coach, firmy wspierającej przedsiębiorczość, człowiek o nazwisku Dan Sullivan (który również zmaga się z ADHD!) szacuje, że przynajmniej połowa jego klientów także ma ADHD.
Ludzie z ADHD nie różnią się wyglądem od innych, toteż nasza przypadłość jest niewidoczna. Gdybyście jednak zajrzeli do naszych głów, zastalibyście tam zupełnie inny krajobraz. Ujrzelibyście pomysły wystrzeliwujące na wszystkie strony niczym ziarna kukurydzy w maszynie do popcornu - pomysły pojawiające się raptownie, a nie według jakiegoś harmonogramu. Idee ukazujące się w żywiołowych, nieobliczalnych wybuchach. A ponieważ tej konkretnej maszyny do popcornu nie możemy wyłączyć, często nie jesteśmy w stanie powstrzymać generowania pomysłów nocą, wskutek czego nasze umysły zdają się nigdy nie odpoczywać.
I w rzeczy samej nasze umysły są jednocześnie tu i tam, i wszędzie, co czasami wygląda tak, jakby były gdzie indziej, w jakimś śnie na jawie. A to oznacza, że od czasu do czasu przegapiamy jakąś szansę. Możemy jednak spróbować to naprawić lub rozejrzeć się za inną możliwością. Wyłączamy się w środku rozmowy kwalifikacyjnej i nie zostajemy zatrudnieni, ale w poczekalni działu kadr jakiś plakat podsuwa nam pomysł, który doprowadza nas do opatentowania nowego wynalazku. Zrażamy do siebie ludzi, zapominając ich nazwiska i złożone im obietnice, ale naprawiamy to jakoś, bo wychwytujemy coś, czego nikt inny nie zauważył. Strzelamy sobie w stopę, żeby natychmiast wynaleźć sposób bezbolesnego usuwania pocisku. Wielki matematyk Alan Turing podsumował to następująco: "Czasami ludzie, którzy nikomu nie przyszliby do głowy, robią rzeczy, które nikomu nie przyszły do głowy". To zdanie opisuje nas bardzo precyzyjnie.
Chcemy przez to powiedzieć, że ADHD jest daleko bardziej złożonym, pełnym sprzeczności i niebezpiecznym (choć potencjalnie także korzystnym) stanem istnienia niż jego uproszczona wersja (w którą wierzy większa część opinii publicznej) czy nawet obraz, który się wyłania ze szczegółowych kryteriów diagnostycznych. "ADHD" to termin opisujący sposób istnienia w świecie. Nie jest to wyłącznie zaburzenie ani wyłącznie atut. To raczej szeroki wybór cech charakterystycznych dla unikatowego umysłu. W zależności od tego, co z nimi zrobimy, mogą być one darem albo przekleństwem.
WARIAT, KOCHANEK I POETA
Jakkolwiek ADHD u różnych osób może przybierać różne formy, pewien zestaw cech wydaje się niemal uniwersalny. To brak koncentracji, impulsywność i nadpobudliwość, choć naszym zdaniem można także użyć słów Shakespeare'a o "wariacie, kochanku i poecie"1.
ADHD nie znaczy, że jesteś szalony, a zatem "wariat" może być zbyt mocnym słowem. Jednak podejmowanie ryzyka i irracjonalne myślenie idą ramię w ramię z zachowaniem ADHD. Nam irracjonalność się podoba. W niepewności czujemy się jak u siebie w domu. Jesteśmy odprężeni, gdy inni są niespokojni. Jesteśmy zrelaksowani, nie wiedząc, gdzie jesteśmy albo dokąd zmierzamy. Tymczasem zewsząd dobiega nas biadanie rodziców nastolatków z ADHD: "Co on sobie myślał? Musiał stracić rozum!". Również mąż lub żona mogą się zastanawiać: "Dlaczego on wciąż robi tę samą głupią rzecz? Czy ona zwariowała?".
Niektórzy nazywają to nonkonformizmem, ale termin ten nie całkiem tu pasuje. Brak konformizmu nie jest bowiem naszym wyborem. My nawet nie zauważamy, że istnieją zasady, które podważamy!
Ludzie z ADHD są kochankami w tym sensie, że mają skłonność do niepohamowanego optymizmu. Nigdy nie napotkaliśmy możliwości, której nie chcielibyśmy zrealizować, okazji, której nie chcielibyśmy wykorzystać. Zawsze dajemy się ponieść. Tam, gdzie inni widzą tylko ograniczenia, my widzimy nieograniczone możliwości. Kochankowi trudno się powstrzymać, a niepowstrzymywanie się jest istotną częścią tego, co nazywamy ADHD.
Z kolei bycie poetą da się najlepiej zdefiniować kolejnym trio cech: jesteśmy kreatywni, marzycielscy i czasami zamyśleni.
Kreatywność w kontekście ADHD oznacza wrodzoną umiejętność i niepohamowane pragnienie nieustannego i głębokiego angażowania własnej wyobraźni w życie - w jakiś projekt, pomysł, utwór muzyczny czy zamek z piasku. I w rzeczy samej ludzie z ADHD odczuwają nieprzemijającą potrzebę tworzenia. Ta tajemnicza chęć - a czasami nieposkromiona żądza - nigdy nas nie opuszcza, niezależnie od tego, czy ją sobie uświadamiamy, czy nie. Ona nas urzeka, osadza w teraźniejszości, oczarowuje i zniewala wewnątrz dowolnego aktu twórczego.
Śnimy nawet na jawie, zawsze tworząc, zawsze rozglądając się za jakąś dynią, którą można by zamienić w karocę. Nasza wyobraźnia napędza ciekawość, wskutek czego musimy odkryć, co było źródłem hałasu, co leży pod kamieniem albo dlaczego szalka Petriego wygląda inaczej niż wtedy, gdy ją zostawiliśmy. Gdybyśmy nie byli tak marzycielscy i ciekawscy, nie dawalibyśmy się rozpraszać i dekoncentrować. My jednak musimy zbadać ten hałas, miejsce pod kamieniem i szalkę Petriego. Dlatego właśnie słowo "deficyt" w angielskiej nazwie naszej dolegliwości jest bardzo nietrafnym określeniem. W rzeczywistości bowiem wcale nie cierpimy na deficyt uwagi. Jest dokładnie odwrotnie. Mamy nadmiar uwagi, więcej uwagi, niż jesteśmy w stanie ogarnąć, a kontrolowanie jej jest naszym nieustannym wyzwaniem.
Jeśli zaś chodzi o ruminowanie, czyli obsesyjne myślenie o trudnych przeżyciach z przeszłości, to jest ono zarówno błogosławieństwem, jak i przekleństwem ADHD. Masz pomysł. Być może wpadłeś na to, jak zrobić bezkonkurencyjną ostrzałkę do noży. Albo jesteś przekonany, że wymyśliłeś fabułę doskonałej powieści. Niezależnie od tego, co to jest, z zapałem przechodzisz od myśli do czynów.
Potem jednak to, co stworzyłeś... rozczarowuje. Nie przeżywasz zwykłego rozczarowania. Nagle czujesz, że to jest fatalne, okropne, do niczego, i pogrążasz się w rozpaczy. Następnie, znów nieoczekiwanie i nie wiadomo skąd, twoja wizja powraca. Ponownie jesteś nakręcony. Widzisz to, chcesz tego, nie możesz się temu oprzeć. Musisz spróbować jeszcze raz. A zatem naprzód - znów marzenie, tworzenie i prawdopodobnie również myślenie ruminacyjne.
Podobnie jak te trzy postacie - wariat, kochanek i poeta - mamy wyraźną nietolerancję nudy; jest ona naszym kryptonitem. Gdy tylko doświadczamy nudy - czyli w zasadzie braku stymulacji - natychmiast odruchowo, automatycznie i nieświadomie owej stymulacji szukamy. Nieważne jakiej, po prostu musimy zareagować na mentalny kryzys - ból mózgu - wywołany przez nudę. Niczym mentalny ratownik medyczny przystępujemy do działania. Możemy wywołać kłótnię, żeby coś się działo; możemy z maniakalnym zapałem zacząć robić zakupy online; możemy obrabować bank; możemy wciągnąć kreskę kokainy lub wymyślić najlepszy widżet, jaki widział świat, albo znaleźć powód, dla którego nasze przedsięwzięcie kończy się porażką.
Dalsza część w wersji pełnej