W czwartkowe popołudnie Adelka jest w przedszkolu. Dziewczynka lubi swoje przedszkole i panią Olę, która wymyśla wiele ciekawych zajęć. Najbardziej jednak cieszy się, kiedy może się bawić z Zosią i Kacprem, bo ich lubi najbardziej ze wszystkich dzieci w grupie. A szczególnie Zosię, bo Zosia jest najlepszą przyjaciółką Adelki. Razem dużo się śmieją, pomagają sobie i wymyślają mnóstwo wspaniałych zabaw. Adelka przyjaźni się z Zosią od początku przedszkola. A to, jak często powtarza, prawie pół życia!
Dziś też bawią się z Zosią, Kacprem i innymi dziećmi. Budują z klocków wielki rezerwat, czyli takie specjalne miejsce dla dzikich zwierząt. W rezerwacie mają żyrafy, zebry, lwy, antylopy, słonie i mnóstwo innych zwierząt.
- Tuuutuuuut! - trąbi Adelka. - Słonie i antylopy zbliżają się do wodopoju!
- Roooaaarr! - warczy lew Kacper.
Zabawa jest naprawdę ciekawa, ale Adelka widzi, że Zosia jest dziś trochę smutna. Jej żyrafa obgryza liście z drzewa jakoś bez przekonania. A kiedy kończą zabawę, Zosia nie zjada nawet budyniu, który dostają na podwieczorek. A przecież obie go bardzo lubią! To dziwne. Adelka uważnie przygląda się Zosi. Może jest chora? Adelka, kiedy jest chora, często traci apetyt.
- Źle się czujesz? Boli cię brzuch? - dopytuje. - Nie masz przypadkiem gorączki? Może niech pani Ola zmierzy ci temperaturę.
Zosia tylko kręci głową i odsuwa od siebie miseczkę z budyniem.
- Nie jestem chora - mówi w końcu. - Tylko mama i tata powiedzieli, że za parę tygodni się przeprowadzamy. Dlatego mi smutno.
- Ale będziesz dalej chodzić do naszego przedszkola? - pyta z nadzieją Adelka.
- Nie. - Zosia smutnieje jeszcze bardziej i zwiesza głowę. - Bo przeprowadzamy się daleko. Do innego miasta.
- O nie... - Adelka czuje, że jej też robi się bardzo, bardzo smutno. - Czy to oznacza, że nie będziemy już się widywać ani razem bawić? To naprawdę okropne!
Potem obie tracą humor i tak jest aż do czasu, kiedy przychodzą po nie mamy.
W drodze do domu Adelka nadal jest smutna i myśli o wyjeździe Zosi. Idzie wolno, ze spuszczoną głową, i kopie wszystkie kamyki po drodze. Mama chyba widzi, że coś jest nie tak, bo bierze ją za rękę i siadają na ławce w parku.
- Rozmawiałam z mamą Zosi - mówi. - Pewnie ci smutno, że Zosia wyjeżdża?